IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Smocza Alejka

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Smocza Alejka   Sob Kwi 11, 2015 6:07 pm

Stara, zaniedbana już nieco alejka, która wciąż pamięta czasy dawnej świetności. Po obu jej stronach znajdują się kamienne ławki z rzeźbionymi, smoczymi łapami. To wszystko prowadzi do dużego placu, w którego centrum stoi stara, nadgryziona zębem czasu, nieczynna fontanna w kształcie podrywającego się w powietrze smoka. Robi ona naprawdę imponujące wrażenie, mimo swego nie najlepszego stanu.
Cała alejka jest zarośnięta dziką roślinnością, kiedyś starannie formowane krzewy do reszty zdziczały, a w okolicy pełno było starych, powalonych drzew i konarów. Górowały tu wiekowe dęby i buki, pamiętające już nie jedno wydarzenie z przeszłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Wto Kwi 14, 2015 5:47 pm

Szedł powolnym krokiem po środku alejki rozglądając się przy tym uważnie dookoła. Nawet, jeżeli to miejsce było zniszczone, dla niego wyglądało wspaniale. Niezbyt wiele podróżował po świecie, więc jego reakcje były całkowicie normalne. Długo wpatrywał się w każdą z ławek, zwalniając, czasem przystając na chwilę przy każdej z nich. Dla mężczyzny były one czymś niesamowitym, chociaż najlepszego nie widział. Czuł się taki szczęśliwy, w końcu mógł zakończyć swoją wędrówkę, znalazł miejsce, w którym nie będzie uznawany za dziwoląga. Również dlatego podczas wolnego spaceru uśmiechał się łagodnie, acz szeroko. W jego czerwonych ślepkach też dało się ujrzeć tą radość, nieograniczoną, wylewającą się z królika na zewnątrz i odzwierciedlającą się w każdym jego płynnym ruchu. No jednak bez przesady, nie zacznie tańczyć, ani skakać z radości.
Dziwił się dlaczego w tym miejscu nikogo nie ma, ani żywej duszy z którą mógłby podziwiać piękno tego zniszczonego piękna. Przez cały czas wiał silny wiatr, który chciał zerwać z jego głowy czapkę, podobnie z uszami. Natura bawiła się jego długimi uszami na wietrze, nie ważne, że były one nieco cięższe, niż zwykłe, bezkolczykowe uszyska. Mrużył oczy dalej brnąc przed siebie. Nim zdążył cokolwiek zobaczyć, gdy doszedł do dużego placu, wiatr sypnął mu ziemią po oczach. Zasłonił się ręką, by dopiero później otworzyć szeroko, aczkolwiek na krótko, buźkę ze zdziwienia. Zrobił wielkie oczy podchodząc bardzo powoli bliżej fontanny w kształcie smoka. To, co uważał za piękne nawet nie równało się z tą fontanną, zapewne już nieczynną. Wszystko wyglądało tutaj na opuszczone i zapomniane, dzięki czemu miało swój własny, specyficzny urok.

- Niesamowite... - szepnął do samego siebie dotykając gołą, prawą dłonią (wcześniej ściągając czarną rękawiczkę) zimnej łapy smoka. Nie ukrywał swojej fascynacji, z resztą nie było przed kim. Obszedł go dookoła, powoli, bardzo ciekawski, dotykał różnych części ciała smoka, szczególnie ogona oraz skrzydeł. Gdyby nie bał się, że go zepsuje lub nieco bardziej uszkodzi, to chętnie by się na niego wdrapał i poobserwował wszystko z góry. Nie chciał jednak okazać braku szacunku wobec tak wspaniałej rzeczy.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Wto Kwi 14, 2015 6:21 pm

Z braku laku przechadzał się od dłuższego czasu po mieście zaglądając w różne wymarłe jak i bardziej zaludnione miejsca, takie, które posiadały swój własny urok, czy też były go pozbawione. To, gdzie był nie miało dla niego obecnie znaczenia, gdyż po cóż miał szukać miejsca w, które poszedłby z jakąś tam większą chęcią, skoro znał to miast na pamięć? Tak wiedział, gdzie co się znajduje i jak to mówią trafiłby wszędzie z zawiązanymi oczami bez żadnego problemu. Ostatecznie dotarł do miejsca zwanego Smoczą Alejką i tam też spacerował bez jakiegoś specjalnego powodu przyglądał się bardzo zniszczonym przez czas obiektom, które za czasów swej świetności nawet na nim wywarły wrażenie, gdy widział je pierwszy raz, ale to było już wystarczająco dawno by ktoś tak wiekowy, jak on nie przejmował się czymś takim jak oddziaływanie czasu na obiekty nieożywione. Tak spacerując z daleka wyczuł tu obecność jakiejś osoby, która na pewno nie była istotą śmiertelną, ale nie przejął się tym ani trochę w końcu w tym mieście aż roiło się od mu podobnych. Normalnym, więc było, że ktoś taki kręci się w okolicy z tego powodu nie miał się czym przejmować. Postawił kołnierz swojej skórzanej kurtki i ruszył dalej przed siebie, nie patrzył przed siebie tylko gdzieś w niebo obserwując chmury i starał się z nich odczytać, kiedy spadnie deszcz, którego wolał uniknąć i zaszyć się w swoim suchym apartamencie bo w końcu nie miał potrzeby moknąć, a potem mieć jakże upierdliwy problem z osuszaniem ubrań. Strasznie nudziły go takie czynności, ale cóż poradzić jak sam czegoś nie zrobi to nie będzie miał pewności, że zostało to zrobione dobrze. Od jakiegoś czasu liczył jedynie na siebie i nie miał zamiaru powierzać czegokolwiek innym. Przechadzał się dalej nigdzie się nie śpiesząc aż w końcu dotarł do głównego punktu ów jakże urokliwej lokacji, gdzie dostrzegł jakiegoś osobnika, który niezwykle zachwycał się smoczą fontanną. Postanowił nastraszyć tegoż osobnika tak więc, jak sobie wymyślił tak też przeszedł do działania. Bezszelestnie zbliżył się do ów zachwyconego i raczej niezbyt czujnego w obecnej chwili osobnika za, którym się zatrzymał, pochylił się nieco i...
-Bu!
Po tym słowie błyskawicznie odsunął się dwa kroki w tył w razie jakiejś odruchowej reakcji na coś takiego jak straszenie zza pleców by zwyczajnie nie oberwać na dzień dobry z jakiegoś niekontrolowanego odruchu ciała. Miał dziś całkiem niezły humor jak na kogoś, kto tuła się po świecie bez jakiegoś celu i postanowił sobie z tego skorzystać by nie mieć potem do siebie jakiegoś żalu za zmarnowanie okazji do czegoś ciekawszego niż dalsze chodzenie bez celu.

OOC:
Strachaj się króliczku :twisted:

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Wto Kwi 14, 2015 7:17 pm

Oczami wyobraźni widział siebie, wdrapującego się powoli po dużym ogonie, trzymając się skrzydeł, aż na kark bestii, o ile smoki takowy posiadają, i macha wesoło nóżkami śmiejąc się głośno. Dosyć dziwna wizja, częściowo do wykonania, ale nie chciał ryzykować. Niech inni również będą mogli nacieszyć się pięknem tej starej, brudnej, zarośniętej nieco, fontanny. Nawet nie domyślał się, że ten silny wiatr może przywołać deszczowe chmury. Nawet, gdy po tak długim czasie zaczął o tym myśleć zaczął kłuć go fakt, że nie ma domu i należałoby się za takowym rozejrzeć. A co zrobi, jeżeli nagle zacznie się ulewa? Będzie musiał wepchnąć swoje cztery litery do jakiegoś starego, rozwalonego budynku z solidnym dachem lub do najbliższego klubu. Kompletnie nie wiedział, gdzie co jest, ale gdy już raz zobaczy jakieś miejsce, to zapamięta je na bardzo długo.
Ten silny wiatr na nieszczęście czarnowłosego wiał w stronę wampira, przez co on wyczuwał Kuniego, ale on drugiego mężczyzny ani trochę. Był całkowicie spokojny, a nawet taki... nie zwracał uwagi na potencjalne zagrożenie, które mogło się kryć tuż za rogiem, przecież to miejsce było mu obce. Lewe ucho zaczęło mu drgać, jednak przez wiatr, który porywał jego uszy do góry nie dało się tego zobaczyć, jedynie Kuni to czuł. Nie wiedział o co chodzi, więc zignorował to kompletnie zamykając na chwilę oczy i wciągając mocno świeże powietrze nosem. W tym właśnie momencie stał się ofiarą bezwzględnego wampira, który postanowił wystraszyć chłopaka. Królik zaskoczony tym "bu" podskoczył gwałtownie do góry, a skakał bardzo wysoko nawet nie używając swoich zwierzęcych zdolności, przez co i uszy poderwał do góry. Przez ich długość oraz szybkość, z jaką poderwał się do góry, nieznajomy dostał w nos dużym, metalowym kolczykiem z wyrytą "6".

- Aaaaaaa! - krzyknął zaskoczony, lądując na smoczym ogonie, tyłem do smoka, a przodem do nieznajomego. Zrobił groźną minę, wydał z siebie dziwny, zniekształcony, króliczy dźwięk, nadal obejmując mocno rękoma i nogami ogon gigantycznej jaszczurki. Przez to wszystko upadła mu rękawiczka, leżąca teraz u stóp drugiego mężczyzny. Odetchnął ciężko i z pewnego rodzaju ulgą schodząc z fontanny. Otrzepał ubrania z brudu patrząc przy tym z wyrzutem na dziwną istotę.
- Nie strasz mnie tak! - burknął nadymając policzki. Podniósł rękawiczkę, po czym założył ją na prawą dłoń.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Wto Kwi 14, 2015 8:05 pm

Tak jak się spodziewał ciut przestraszył zafascynowanego osobnika, który to gwałtownie wyskoczył w powietrze przy okazji zdzielając go z jakiegoś metalowego cholerstwa w nos. Kiedy tylko wylądował na ogonie smoczyska z okrzykiem jak też dziwacznym piskiem, który przypominał króliczy. Rozbawiony tym wampir rozmasował swój nos przy czym ledwie powstrzymał się od śmiechu, chciał lekko przestraszyć tą osóbkę a spowodował coś takiego no to już było dla niego w tej chwili bardziej niż komiczne. W końcu nie mógł już powstrzymywać śmiechu w skutku czego roześmiał się przysłaniając zaciśniętą pięścią usta by nie śmiać się zbyt głośno, nie chciał urazić nieznajomego osobnika, z którego uczynił sobie obiekt do niewielkiego psikusa. Rozbawiony krwistooki opanował w końcu śmiech spoglądając już na będącego przed nim osobnika. Już na pierwszy rzut oka widział w strachliwym jegomościu kogoś o raczej nietutejszym pochodzeniu, które raczej jest bliższe miejscu, z którego on sam pochodził.
-Wybacz.
Mruknął w przeprosinach nadal rozbawiony zupełnie nie zwracając uwagi na to, iż aktualny rozmówca raczej nie jest zachwycony jego obecnym zachowaniem jak też całą sytuacją ze straszeniem. Nie przejmował się takimi błahostkami w końcu nie zabił go w ten sposób ani też nie wyrządził żadnego uszczerbku na jego zdrowiu. No może tylko przez to wszystko nieco zbrudziły się mu ubrania, ale to było jakąś pierdółką którą nie warto było się przejmować bo niby z jakiego powodu.
-Nie planowałem aż tak cię straszyć.
Te słowa powiedział już całkowicie spokojny swoim standardowym lekko znudzonym tonem głosu, nie był kimś, kto lubi długie pogawędki, choć kiedy już naprawdę czuł się znudzony mógł zmusić się do jakiejś rozmowy w czasie, której zawsze mogło wystąpić coś niespodziewanego.
-Nazywam się Yamada Taro.
Ujawnił swoje dane personalne stwierdzając, iż należy przynajmniej przedstawić się by zachować resztki dobrego wychowania po tym co miało tu przed chwilą miejsce. Obecnie nie wyglądał na zbyt poważną osobę w oczach istoty, z której postanowił sobie dość okrutnie zażartować, więc przynajmniej w taki sposób starał się uratować resztki swojego wizerunku w końcu coś zawsze można w ten sposób wyratować.


//ugh jak ciężko się znów wczuć w Tarcia//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sro Kwi 15, 2015 4:16 pm

To nie tak, że jest strachliwy i bardzo płochliwy jak na królika z lasu przystało, tylko nie był skupiony, a fakt, że spotkał tu kogoś więcej, niż ducha lub martwy szkielet pokryty mchem nie pomagał w tym momencie. Po prostu jego odruchy były bardzo gwałtowne, ale to tylko jednorazowe przypadki. Nawet nie miał zamiaru przeszkadzać go za uderzenie z kolczyka, to kara za straszenie niewinnych, obcych istotek! A tak prawdę mówiąc nie do końca wiedział, dlaczego tego nowo poznanego osobnika boli nos. Domyślał się, no i trochę poczuł, że to właśnie wina kolczyka. Mniejsza z tym. Nie naburmuszał policzków jak małe dziecko ani się nie obrażał nawet, gdy nieznajomy śmiał się ile wlezie.
- To ani trochę nie było śmieszne, dla mnie. - odparł strzelając palcami, jakby chciał go za to uderzyć, albo co najmniej połaskotać w ramach dziwnej i za razem nietypowej kary. Nawet jego "wybacz" nie było w stanie przeprosić króliczka za gwałtowny wybuch niesłusznego, w jego oczach, śmiechu. Cóż takie żarty są zabawne, ale nie dla wszystkich. Wbił wzrok w patrzałki rozmówcy, już uspokajając się. Miał ochotę złapać jego policzki i wytarmosić mocno. Czarnowłosy wręcz przeciwnie, czuł się zabity tym żartem, a jego serce pragnęło stanąć i odpocząć.
- Teraz kłamiesz, żeby się wybronić. Jak tak można atakować niewinne, obce istoty, co? - mówił dosyć dziwnie, bo szczerze mówiąc nie myślał w tym momencie, ale kiedy całkiem doszedł do siebie i usłyszał przywitanie ukłonił się z lekka, po czym niemal od razu odpowiedział.
- Okumara Kunihiko, ale lepiej Kuni w skrócie. Zaoszczędza się czas oraz język. Tak poza tym... nie jesteś przypadkiem z Japonii?
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Pią Kwi 17, 2015 4:47 pm

Spokojny już wampir nie miał zamiaru wybuchać ponownie śmiechem, bo to byłoby już naprawdę niegrzeczne z jego strony, a skoro wcześniej pozwolił sobie na zrobienie czarnowłosego obiekt do okrutnego żartu to teraz nie mógł ponownie zacząć się z tego śmiać bo w końcu ten osobnik nie był zbyt zachwycony z tego co miało miejsce i otwarcie to okazywał. No cóż sam był sobie winien i nie miał zamiaru temu przeczyć ani też kontynuować zabawy w robienie żartów z osób, które nie były na to przygotowane a i on sam wyglądał teraz niepoważnie przynajmniej w oczach ów istoty. I jeszcze zarzucono mu, że był kłamcą! No, nie tego to sobie nie życzył w końcu obecnie nie kłamał ani trochę! Naprawdę nie chciał aż tak przestraszyć czarnowłosego w końcu, jakby to wyglądało, gdyby dla rozrywki chciałby kogoś straszyć tak bardzo, iż blisko byłoby do tego by zejść na zawał. Robiąc dziwną minę podrapał się w głowę zastanawiając się jak odpowiedzieć na zadawane mu pytanie, nie atakował tylko sobie zażartował nic więcej. Ale, skoro zostało to odebrane jako atak nic nie mógł na to poradzić. Był wystarczająco znudzony żyjąc w tym mieście, że czasem w ogóle nie przypominał siebie a przynajmniej nie obecnego siebie tylko raczej przeszłego co wcale mu się nie podobało.
-Nie atakowałem cię, to tak dla jasności.
Wyjaśnił jakby od niechcenia bo wiedział, że zawiłe tłumaczenie nie ma najmniejszego sensu a przynajmniej w takiej chwili cóż tak już wyszło, ale przynajmniej nie doszło tu do jakichś rękoczynów co i tak było już sporym sukcesem. Spojrzał na zachmurzone niebo i bardziej poprawił kołnierzyk kurtki, nie widziało mu się za chwilę zmoknąć, bo to byłoby coś okropnego, nie miał ochoty na, to by rozmawiać na deszczu i moknąć. Słysząc jak rozmówca się przedstawia aż uniósł brwi słysząc japońskie imię i nazwisko. Chwilę później padło pytanie, które miało w stu procentach potwierdzić dla rozmówcy jego narodowość może i nie chciał odpowiadać na to co było raczej oczywiste, ale już postanowił być miły i odpowiedzieć na to pytanie.
-Owszem jestem z Japonii.
Po spokojnej odpowiedzi na zadane pytanie ponownie spojrzał w niebo i aż fukną niezadowolony, miał zamiar jak najszybciej schować się gdzieś, gdzie nie zmoknie przynajmniej w jakiejś knajpie i pogadać sobie z nowo poznanym osobnikiem zwącym się w skrócie Kuni. Może sam nie był zbyt rozmowny to jednak nawet pogawędka może zabić odrobinę tą okropną nudę. Postanowił zaproponować rozmówcy przeniesienie się w inne, chociażby częściowo zadaszone miejsce, byleby tylko nie zmoknąć, gdy z tych chmur zacznie lać się woda.
-Co ty na to by przenieść się w miejsce, gdzie nie zmokniemy, gdy zacznie lać?
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów wsadził ręce do kieszeni spodni i czekał aż nowo poznany rodak zechce mu odpowiedzieć i jak najszybciej opuszczą miejsce, gdzie mogą zostać przemoczeni do ostatniej suchej nitki.

OOC:
 

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Wto Kwi 21, 2015 1:30 pm

Szczerze mówiąc w tym momencie chyba chwilowo przestał myśleć, gdyż nie zastanowił się nad tym, na jak bardzo strachliwą istotę musiał wyjść bojąc się niewinnego żartu z zaskoczenia, w którego w skład nie wchodził nawet dotyk. Cóż, chyba w tym momencie, w którym podziwiał te wszystkie wspaniałe, stare, znajdujące się tutaj rzeczy, wzięła górę zwierzęca natura. Króliki nie są zazwyczaj drapieżnikami nawet w ludzkiej formie, a bycie płochliwym zwierzątkiem to coś kompletnie dla niego naturalnego. Czyżby odkrywał w sobie nową cechę charakteru, czy to tylko popisy? Po takich przejściach powinien być raczej niezbyt ufny wobec obcych. Nie ciągnęło go do nieznajomych, ale też się ich nie bał. Całe szczęście, bo traumy i inne konsekwencje z tym związane to rzeczy utrudniające życie w mniejszym czy też większym stopniu. Ostatecznie, żeby nie wyjść na płochliwe zwierzątko, nie ważne w którym momencie rozmowy się znajdywali, wybuchnął śmiechem. Krótką chwilkę, niezbyt głośno, uświadomił rozmówcę, że to częściowo chyba odruchy, a nie jego wola. Miał nadzieję, że źle nie wyszedł w oczach nowo poznanego mężczyzny. Podrapał się po prawym policzku, jakby nagle się zamyślił.
Nie potrzebował wyjaśnień, pokiwał głową z łagodnym uśmiechem, jakby chciał powiedzieć "tak tak, ja to wiedziałem tylko inaczej nazwałem". Zachichotał, całkiem ładnie mu się zrymowało, chociaż nawet nie próbował. Nie był kimś nerwowym, więc nie rzucał się na Tarusia z powodu niewinnego żartu. Nikomu nic się nie stało, a co ważniejsze - fontanna była cała! Przez to, jak rozmówca zerkał w niebo, tak samo królik zadzierał głowę, na którą założył czapke (o ile już jej nie miał, bo user dawno nie pisał posta) i mruknął coś lekko się krzywiąc. Również nie marzył o zmoknięciu na deszczu, a się zbierało. Spojrzał towarzyszowi w oczy z miną, jakby planował coś podejrzanego i zarazem okrótnego.

- Cieszę się, że jest ktoś przyjazny z Japonii. - odpowiedział wyraźnie zadowolonym tonem z lekkim uśmiechem, co jednak nie trwało długo.
Pierwsze krople deszczu spadły wprost na nos i czoło czarnowłosego, przez co wydał z siebie dziwny dźwięk króliczej złości, która brzmiała jak pisk i warkot w dosyć wysokim wydaniu. Tego dziwnego, krótkiego dźwięku można się było wystraszyć. Już przez to było widać wyraźnie, że jest bardziej królikiem, niż człowiekiem, nawet teraz.

- Im szybciej, tym lepiej. Jeżeli masz jakieś pomysły... bo ja nie znam się na tutajszym... mieście? - westchnął ciężko podchodząc bliżej Taro.

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Wto Kwi 21, 2015 6:10 pm

Wampir uśmiechnął się na słowa króliczka o kimś przyjaznym z Japonii, bywał miły, choć zazwyczaj, kiedy miał styczność z nieznajomymi osobnikami bywał raczej niezbyt sympatyczny. Tym razem jednak był już tak znudzony, że czyjeś towarzystwo mogło, choć w małym stopniu zagłuszyć to znudzenie. W pewnym sensie czuł się jakoś odpowiedzialny by choć trochę oprowadzić Kuniego po mieście by orientacyjnie wiedział, gdzie co się znajduje. Mimo to sam nie był do końca pewien, czy to poczucie jakiegoś obowiązku wobec rodaka, czy też może tak duża chęć znalezienia sobie jakiegokolwiek zajęcia dla pozbycia się tego ostatnimi czasy bardzo irytującego znudzenia. Rzeczywiście w tym mieście w ostatnim czasie nie miał nic ciekawego do roboty a ciągłe błąkanie się po ulicach nie miało żadnego sensu. Ba nie miał nawet z kim się użerać i już tak nudziło go to życie, że miał ochotę zaszyć się po prostu w swoim mieszkaniu i już z niego nie wychodzić bez jakiegoś naprawdę bardzo istotnego powodu. Skierował wzrok na swojego rozmówcę mając na twarzy dość poważny wyraz twarzy jednak po krótkiej chwili zagościł nań lekki uśmiech, który nie często gościł na tej jego bladej gębie.
-Pewnie.
Mrukną w końcu w odpowiedzi na to co powiedział czarnowłosy, wtedy też na jego głowę spadła kropla deszczu, na co warkną bardzo niezadowolony. Nie znosił moknąć bo to liczyło się z tym, iż musiał później suszyć ubrania i kłopotać się przebieraniem się kilka razy w ciągu jednego dnia. Do tego jakoś nie specjalnie lubił być mokry zwłaszcza od deszczu, którego wręcz nie znosił a teraz jeszcze zaczynało padać. Kiedy do jego uszu dotarł dziwny niezbyt przyjemny dźwięk, który został wydany przez Kuniego wręcz wywołał ból uszu u wampira, którego wrażliwe uszy wychwyciły to ze znacznie zwiększoną głośnością, przeniósł wzrok na swojego rozmówcę jedynie mu przytakując co do szybkiego opuszczenia tego miejsca i zaszycia się gdzieś, gdzie jest sucho po czym zawrócił się na pięcie i ruszył przed siebie pokazując Kuniemu by szedł za nim, nie miał zamiaru przemoknąć do ostatniej suchej nitki, więc szybkie ulotnienie się stąd było doskonałym pomysłem na daną chwilę.

z/t x2 -----> Księżyc Łowcy

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Wto Kwi 28, 2015 9:22 pm

Bardzo klimatyczne miejsce zyskiwało jeszcze więcej uroku po zmierzchu, jak teraz. Tylko lekko nadgryziona tarcza Księżyca oświetlała zapomnianą, dziką Alejkę, uwidaczniając kontury wyniszczonych ławek, różanych krzewów i nieczynnej fontanny ze specyficznymi grawerunkami. Tematyka tego opuszczonego skrawka ziemi kojarzyła się poprzez główny motyw smoka z Japonią, czyli dawnymi korzeniami osobnika opierającego się o omszoną, kamienną kolumnę nieopodal placu z zepsutym wodotryskiem. Cień kolumny idealnie układał się w kierunku niegdysiejszego, sztucznego strumienia wody, tak więc młodzieniec mógł w spokoju kontemplować to miejsce, a co jakiś czas unosił wzrok ku gwieździstemu niebu. Tylko te jasne punkty na czarnym atłasie były powiernikami niemych sekretów gościa alejki, nawet w poprzednim wcieleniu były jego jedynymi przyjaciółmi. Składał im poniekąd hołd częstym doglądaniem ich migotania, z pewnego obowiązku, że tylko pochmurna pogoda przeszkadzała gwiazdom na dodawaniem otuch samotnikowi.
Ale i one bywały zdradzieckie, gdyż bez czujności chłopaka zabierały mnóstwo czasu, a to mogło go kiedyś zgubić.
Jak teraz, gdy cień pod jego stopami skurczył się do minimum, i musiał gorączkowo rozglądać się za innym, mrocznym zakątkiem tej samotni. Blask odbity od nadgryzionego Księżyca poszerzał swe władanie na brukowanym placu, aż "popchnął" młodzieńca gdzieś daleko za kolumnę przy fontannie, a tym samym zrywając sentymentalną podróż myślami ku Japonii. I tym razem musiał ulec sile światłości zepchnięty do tylnego szeregu i podziwiania oświetlonego fragmentu Alejki zza dalej położonego, starego dębu. Antenki na czubku głowy samotnika oklapły wtórując niezadowolonej minie, lecz nie miał takiej mocy, by zaatakować Światłość. Może kiedyś... może...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Usha
Arcydemon
avatar

Posts : 12
Join date : 26/04/2015
Age : 20

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Wto Kwi 28, 2015 9:52 pm

Z ociąganiem maszerowała alejką. Nie wiedziała czy to wciąż żywe wspomnienia kazały jej sprawdzić jak czas podziałał na to miejsce czy może nogi same znalazły drogę do tego kawałka zapomnienia, ale jednego była pewna – nie do końca chciała tu być. Wszystko począwszy od bruku kończąc na fontannie wręcz boleśnie przypominało o tym, iż pewne rzeczy przeminą tak jakby nigdy ich nie było, a to z kolei prowadziło do rozkwitu niechcianych wspomnień o niedokonanej zemście na Rzymie. Nie, nie powinna teraz o tym myśleć, była głupia i tyle.
Rozejrzała się bystrym wzrokiem, ale widząc jedynie pustkę i jej znaczące skutki usiadła na jednej z ławek położonej najbliżej fontanny a do których nie docierało światło. Jako demon albo nawet, jako ona sama w sobie wolała trzymać się w mroku, w końcu przeżyła wystarczająco dużo bezsennych nocy by wiedzieć, że z tego punktu gwiazdy są jeszcze bardziej wyjątkowe. Odetchnęła głęboko, opierając kark na zimnej krawędzi ławki tak by swymi oczami mogła objąć, chociaż część jedwabnego sklepienia.
Kiedyś interesowała się takimi prostymi rzeczami jak astrologia i do dziś pamiętała przynajmniej połowę z tego, co wyczytała. Zamykając oczy wchodziła do świata wiedzy, przeglądając obrazy, które utrwaliła i odczytując z nich wszelkiego rodzaju wskazówki. Podniosła rękę i palcem połączyła siedem gwiazd z gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy, w głowie przypominając sobie inne zbiory. Może powinna zacząć jakieś eksperymenty z uwzględnieniem tych wszystkich migających punkcików? Ciekawe, czy bardzo trudno byłoby zdobyć jakiś dobrej, jakości meteoryt? Oh, jeszcze się za to z pewnością weźmie. Ma w końcu tyle czasu…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sro Kwi 29, 2015 1:31 pm

Niedługo po wędrówce wgłąb Alejki wypatrzony zakątek przy fontannie zaludnił się o jedną istotę, która wolno kroczyła ku ławce zatopionej w mroku, a która wyróżniała się od otoczenia bielą swoich włosów. Mogła dzięki temu przypominać córkę Księżyca, która zstąpiła z nieba, by oświetlić każdy zakamarek, lecz nią nie była. Nawet jeśli, była tak sekretna, iż nie dało się określić jej godności, miana, rasy - czegokolwiek. Obserwował w głębokiej ciszy jej ruchy, jej najmniejszy gest, aż utwierdził się w przekonaniu, że warto podejść odrobinę bliżej. Odrobinkę. Uszczknąć element jej tajemniczości niczym fragment Ciemności na tarczy widniejącego Księżyca.
-Cóż za zbieg okoliczności - dzisiaj oprócz Wielkiej Niedźwiedzicy widać wyraźnie Smoka.
Czysty, pozbawiony krzywdzących dla otoczenia tonów głos rozbrzmiał jakieś dwa metry za ławką, na której zasiadała Białowłosa dama wodząca palcem po gwiazdozbiorach. Jeśli miała dobry wzrok, a podejrzewał że tak skoro przesiadywała nocną porą w nie najjaśniejszym miejscu w Londynie, prócz poczerwieniałych bielm młodzieńca mogła dostrzec ogólny zarys postury nieznajomego. Wątły zarys warto dodać, bo przypominał widmo szkieletu. Czerń oblepiła go od butów po sterczące antenki niczym kosmyki włosów. Stał grzecznie w jednym punkcie i prawie że imitował cień nieruchomego posągu. Nie chciał w żaden sposób kusić losu ani tym bardziej dziewczyny o perłowych włosach, której nie znał, jak również nie znał jej zamiarów. Wiedział tylko, że mało kto spogląda na nocne niebo tak rozumnie jak ta kobieta. Z jej gestów ręki i bystrych oczu mógł odczytać, iż wie co kryją poszczególne grupy gwiazd. Nie tylko konstelacje, nie bez powodu zostały kiedyś tak wytyczone.
Zadął mocniej wiatr, który nie zachwiał młodzieńcem mimo wagi dosłownie piórkowej, lecz falowanie jego luźniejszego w nogach stroju i warkocza w tyle z pewnością utwierdzały, iż ktoś tam stoi. Niewiele więcej dotąd widział tajemniczą nieznajomą jak w momencie jej pierwszego ujrzenia. Roztaczała intrygującą aurę, której nie mógł oprzeć się, ale nie z powodu swojej słodyczy. O nie, miał wrażenie, iż spotkał nie byle jakiego Nieśmiertelnego. Jednego z tych, o którym mogło być wielokrotnie głośno, nie tylko z powodu dobrej reputacji. Mimo ogromnej przepaści mierzonej w latach czy w wiekach, wizualnie mogliby przypominać równolatków z tego samego kółka fizycznego, których zadaniem na dziś było odnotowanie obecności konkretnych gwiazdozbiorów na niebie. Może właśnie dlatego, z powodu pasji, ośmielił się wtrącić kilka słów w niezmąconą ciszę w Smoczej Alejce. Do tej pory nie miał najlepszych doświadczeń z tytułu próby nawiązania większych kontaktów z kimkolwiek niż śledzeniem w ciszy niczego niespodziewającego się obiektu zainteresowań. Przez wszystkich ignorowany, traktowany jak wymysł zmęczonego umysłu, czy po prostu przeoczony - tylko raz udało mu się nawiązać kontakt z pijakiem, który od tamtej pory chodził trzeźwy po londyńskich ulicach i już nigdy nie dokończyli przerwanej brzaskiem dnia następnego konwersacji.
Nie zrażając się do porażek z przeszłości trwał nadal w jednym i w tym samym miejscu, dwa metry za ławką zajętej przez zupełnie nieznaną kobietę. Nie odrywał od niej spojrzenia, które mogło być nigdy nieodwzajemnione z powyższych powodów lub jeszcze innych. Rozświetlone ślepia nie były groźne w odbiorze, co bardziej skupione niżeli złowieszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Usha
Arcydemon
avatar

Posts : 12
Join date : 26/04/2015
Age : 20

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sro Kwi 29, 2015 5:11 pm

Rozważanie o niepotrzebnych badaniach rozpłynęło się w mroku nocy, grzebiąc naprędko zbędne słowa i uczucia warstwą świętej ziemi, która delikatnie parzyła jej myśli nie pozwalając by cokolwiek się spod niej wydostało. Tako właśnie spadł z najodleglejszych gwiazd na ziemię spokój, szczypiąc swymi dobrotliwymi mackami niespokojny umysł Ushy. Relaksacyjne działanie wpatrywania się w nicość wszechświata było niczym dawno zapomniany opium, silnie uzależniający i niebezpieczny.
Płynny ruch ręki zatrzymał się nieco zbyt gwałtownie, gdy chudy palec spoczął w miejscu, o którym nieznajomy głos wspomniał. Przez chwilę miała wrażenie, że to wiatr szepnął jej do ucha, wydobywając z siebie przyjemne tony, lecz czy w rzeczywistości takie coś byłoby możliwe? Sam z siebie nigdy nie zaczynał rozmowy.
Odwróciwszy głowę zobaczyła kogoś…albo może to tylko cień drzewa? Przyzwyczaiwszy wzrok do terenu stwierdziła jednak, iż powinna zacząć być bardziej świadoma otoczenia, bowiem kawałek dalej jak nic stał, zdaje się, mężczyzna. Opuściła rękę, kładąc ją na kolanie. Widziała wiele osób będących blisko śmierci głodowej, którzy przypominali szkielety jednak by znaleźć w Londynie, pięknym nowoczesnym mieście, taką istotę…Nagląca wyobraźnia pewnie płatała jej figle i układ cieni również, wydawało się jej tylko. Mógł to być jakiś Nieśmiertelny, nieważne, nie czuła z jego strony zagrożenia, a podświadomość tylko ją relaksowała. Cokolwiek, jakkolwiek, ten moment zapomnienia potrwa.
Na chwilę jej stalowo błękitny wzrok spoczął na oczach nieznajomego by przejść wyżej, zastanawiając się czy to coś niepasujące do tego kształtu cienia było może tylko włosami czy to jednak ktoś z rogami jak jej własnymi? Demon…
- Ladon, smok o stu głowach, nieznajomy – powiedziała bez uczucia, ponownie zwracając swe spojrzenie ku oczom osadzonym w cieniu – Wijący się między Małą i Wielką Niedźwiedzicą.
Wiatr zawiał, wprawiając w ruch długie włosy Ushy, która tym faktem nie była zainteresowana. Oto pojawił się ktoś, kogo jej przyjaciel nie tyka, omijając jakby z nachalną obojętnością i jedynie zaczepiając niewinny strój. Przez myśl przeleciało zdanie niemające wiele sensu, chociaż fakt, iż mężczyzna jawił się dosyć imponująco był prawdą. Może powinna być bardziej ostrożna, jak zwykła w takich sytuacjach, bo jakby nie patrzeć różne istoty stąpają po tych ziemiach ukrywając się za maską kłamstw. Wykrzywiła usta w grymasie, który miał być delikatnym uśmiechem. Ona też miała swoje maski.
- Może się dosiądziesz? – oświadczyła po chwili, zrywając kontakt wzrokowy na rzecz wznowienia obserwacji nieba. Oby tylko świt nie zaczął nadchodzić, karząc w ten sposób zapomnieć o tej nocy i przywitać gorący dzień, wypełniony po brzegi fałszywą fasadą. Ponownie. Chociaż może tym razem ktoś zechce urozmaicić jej dzień pragnąc kontraktu lub pojawi się egzorcysta rzucając w nią swymi niekończącymi się krzyżykami, cokolwiek by to nie było, mogło się stać. Przesunęła się do tyłu na ławce, podciągając prawą nogę pod brodę i przyciskając nią palce na kolanie. Mogło, ale nie musiało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sro Kwi 29, 2015 6:43 pm

Ha, wiedział, że jej znajomość z konstelacjami gwiezdnymi musiała być wielka. Od razu wspomniała fragment legendy, która stała za gwiazdozbiorem Smoka. Nie spodziewał się jednak, że usłyszy odpowiedź. Nieco zdezorientowany, ale w środku zaciekawiony i weselszy, przyglądał się dziewczynie jeszcze bardziej. Tak, nie mylił się - dostrzegła go. Patrzyła się prosto na niego. Musiała mieć wyostrzony zmysł wzroku po zmroku. Na pewno kryła więcej asów w rękawie. Sam powinien być ostrożniejszy, nie wiedział jakimi mocami dysponuje nieznajoma. Gdyby miał obstawiać, jedną z nich mogłaby być hipnoza. Ale to zbyt banalne - wdzięk i urok miała w genach i bez sztuczek. Zresztą nie dla mocy, a dla jej osoby chciał przyjrzeć się nieznajomej. Nie przypuszczał, że uzyska odpowiedź, a tym bardziej propozycję, żeby podejść bliżej. Na ławkę, na której nie mógł zasiąść wcześniej z powodu księżycowego światła. Teraz zyskał nawet pozwolenie na wspólne kontemplowanie widoków nad głowami. Nim odpowiedział, jedno z "czułek" na głowie uniosło się energicznie ku górze, a drugie było oklapnięte. Miały one swoje funkcje, ale o tym przy okazji.
-Nie wypada odmawiać.
Krótko po tych słowach dało się dostrzec, że zapałkowa postura młodzieńca powiększa się z każdym jego niespieszącym, bezszelestnym krokiem. Buty nie przesuwały po najkrótszej drodze na wprost ani jednego źdźbła trawy, jakby płynął nad nimi. Im był bliżej, tym bardziej wyczuwał jej cień wtopiony jak on w mrok za ławką. Ominął parkowy mebel lekkim łukiem, po czym bezdźwięcznie usiadł na jego skraju. Przez kilka sekund ukradkiem spoglądał na jej ubiór inspirowany motywami z Chin, na blade lico z błękitnymi jak laguna oczyma patrzące w gwiazdy. Od tak dawna nie zbliżył się do nikogo na wyciągnięcie ręki... to takie dziwne uczucie. Nie chcąc zbyt długo mącić spokoju ciekawskim spojrzeniem, chłopak z antenkami na głowie też zadarł ślepia w tamtą stronę co towarzyszka z ławki. Zdawał sobie sprawę, że przerwał nieznajomej zadumę i poniekąd przełamał jej sacrum, toteż będzie jak najmniej narażać obie strony na zbędne słowa. To one - gwiazdy - stały się łącznikiem między tonącą w śnieżnej bieli włosów dziewczyną, a czarnym jak smoła na całości chłopakiem. I to one mogą przyczynić się do zawarcia pierwszej znajomości, która nie skończy się na jednym spotkaniu. Wystarczyło tylko dobrze wykorzystać nadarzającą się okazję.
Tylko lub aż tyle.
Pytania o miano, o to skąd się tu wzięła, zachwalanie ubioru czy cech charakterystycznych, wciskanie na siłę śmieciowych wiadomości nie były na miejscu. Na pewno nie w tej chwili. Przeciągająca się cisza mogła świadczyć o tym, że nie wiedział co powiedzieć, albo to jak mało obytym wśród innych istot jest Cień. Albo jedno i drugie. Inna sprawa, że jego wiedza o gwiazdach oparta była jedynie o literaturę wszelkiej maści, a nie na przeżyciach, o które podejrzewał kompankę. Uważał jej stoicki spokój za cechę nabytą, że nie okazuje lęku ze strony młodzieńca. Może i lepiej, bo gdyby spotkał kogoś kto popadłby w panikę lub kogoś napalonego, to marny widział dla siebie los. Tak czy inaczej zdawał sobie sprawę, iż ma do czynienia z kobietą, która niejedno widziała, niejedno przeszła, niejedno ją zaciekawiło lub znudziło.
Jak mógłby chociaż na kilka sekund zapaść jej w pamięć tak mocno, jak ona zapadła w pamięci Ryu już na zawsze? Pokazem swoich zdolności? A kim jest - chwalipiętą czy samobójcą? Zwłaszcza mając niską samoocenę? Jak inaczej "wykupić" sobie kolejne minuty u boku perłowej piękności, będąc w końcu kimś więcej niż przeoczonym lub zignorowanym Cieniem? Niepotrzebnie się spiął, nie mógł z siebie nic wydusić. Cokolwiek przychodziło mu do głowy, to zaraz kontrował swoimi innymi myślami, jak kiepsko wypadłoby to w rzeczywistości. Nawet gwiazdy nie dawały mu natchnienia. Ale wstyd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Usha
Arcydemon
avatar

Posts : 12
Join date : 26/04/2015
Age : 20

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sro Kwi 29, 2015 8:57 pm

Odgarnęła z twarzy kilka niesfornych kosmyków i wsadziła je za ucho, czekając cierpliwie aż nieznajomy odrzuci lub, w tym lepszym scenariuszu, postanowi jej towarzyszyć. Naprawdę było z nią coś nie tak. Chociaż nie obawiała się ataku, który mógłby posłać ją do Piekła to nadal nie mogła uwierzyć, iż sama zaproponowała coś tak absurdalnego jak wspólne oglądanie gwiazd skoro trudnym było dla niej zaczęcie rozmowy, a większości społecznych aktywności unikała niemal z taką samą częstotliwością jak święconej wody. Mruknęła pod nosem, prowadząc swoje myśli księżycową ścieżką i każąc zdrowemu rozsądkowi zrobić sobie mały urlop. Coś próbowało jeszcze powiedzieć, iż nie myśli logicznie, lecz szybko umilkło pod naporem jej woli, drugie niezidentyfikowane „coś” zaczęło chwalić bez opamiętania szklane kulki na czarnym obrusie wymieniając, co ważniejsze.
Grymas zszedł z jej twarzy wraz ze słowami mężczyzny oraz jego niespodziewanie cichym i praktycznie niezauważalnym pojawieniem się. Teraz mogła się przekonać, iż to, co wcześniej uznała za sterczące włosy lub opcjonalnie rogi było w rzeczywistości…czymś innym. Przez chwilę pusto patrzyła się na wyrastające z głowy mężczyzny czułki jakby widziała coś takiego pierwszy raz w życiu i chyba niewiele się pomyliła. On był pierwszy.
Zdawał się pochłonięty kosmosem, ale również wyczuła, że nie czuł się aż tak swobodnie jakby się mogło wydawać. Miała nadzieję, że to nie, dlatego bo chce ją zabić lub zrobić nawet coś gorszego – przecież tak łatwo było ich skazać na długie cierpienie i to za pomocą niezwykle prostych przedmiotów. Wyglądał na miłego, oczywiście w porównaniu z innymi znanymi jej demonami, dobrze by było gdyby mogła zacząć z nim relacje niepolegającą na eliminowaniu się wzajemnie. Rozsądek zaczął gorączkowo szeptać, ale już było za późno.
- Bella di notte, amico mio – powiedziała po włosku, starając się zabrzmieć, choć odrobinę przyjaźnie. I tak wiedziała, że niezbyt wychodziło jej zmienianie tonu, który najprawdopodobniej przyzwyczaił się już do bezbarwnych nut – Psy Gończe pokazały kły – stwierdziła, wyciągając rękę spod brody i kierując palec na odpowiednią konstelację. Odchyliła głowę w tył, ale nie była w stanie zobaczyć Andromedy, więc powróciła do wcześniejszej pozycji, opuszczając już rękę, która była w tej konwersacji właściwie niepotrzebna. Mogła wziąć swój teleskop.
Prawie roześmiała się na tą myśl, wyobrażając sobie jak targa przez pół miasta przyrząd tylko po to by uważniej obserwować kawałek nieba. Od razu zdusiła śmiech zauważywszy, iż nieumyślnie obraziła coś, co było jej bliskie, nie aż tak jak wynalazki, ale wystarczająco by poczuć się źle z tego powodu.
Spojrzała, więc na mężczyznę, chcąc zapomnieć o tej zniewadze – Rzym, Rzym, Rzym – niechcący wprowadzając się w stan skupienia, które objawiło się dosyć silnymi machnięciami rozdwojonym ogonem. Miała nadzieję, że ujdzie to uwadze czarnowłosego zagajacza, chociaż pewnie już zdążył się zorientować, (jeśli nie był człowiekiem), że Usha daleko była od zwykłego przedstawiciela homo sapiens. Wygięła usta w uśmiechu Mona Lisy, czekając na jakąś reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Pią Maj 01, 2015 11:21 am

Czasami działa się wbrew samemu sobie, lecz to nie powód do psucia sobie humoru i okraszenia pięknej twarzy zbędnymi zmarszczkami. Złość piękności szkodzi, na szczęście nie był tego świadkiem - kobieta nie dawała po sobie znać, iż zaproszenie Ryu było małym przeoczeniem w dotychczasowym działaniach. Może tylko małe warknięcie, które i tak nie zniechęciło młodzieńca. Wszak złamał jej samotność, do której mogła przywiązać się z wielu czynników. Sam poznał stalowy, zimny dotyk bycia zdanym tylko na siebie.
Nawet ten dziwny chłód dało się wyczuć od niego, jak usiadł nieopodal Perłowowłosej. Tak jakby ktoś wszedł do zawsze zacienionego miejsca, gdzie nigdy nie docierały promienie słoneczne. Ale zgodnie z pierwszymi myślami kobiety - nie miał złych zamiarów. Nie chciał też sprawiać takiego wrażenia. Może chciał odrobiny ciepła, niekoniecznie tego wywołanym Słońcem, aby poczuć się jak większość humanoidalnych istot? Już samo to, że został dostrzeżony było dla niego wielkim wyróżnieniem, a możliwość przebywania w towarzystwie...
Wtedy też usłyszał kolejne, cieplejsze słowa ogrzane italiańskim Słońcem. Rozpoznał po sposobie mówienia, że nieznajoma piękność zwróciła się do niego w języku włoskim, lecz nie zrozumiał padających słów. Przekręcił nawet głowę z nocnego nieba na kompankę i przekrzywił nieco ją na bok.
-Nani? -zapytał nadal czystym, podobnym do szeptu wiatru głosem, w języku swoich starych korzeni; po czym dodał już w uniwersalnym języku- Mogłabyś przetłumaczyć to, co powiedziałaś?
Mrugnął dwukrotnie oczyma, które utkwił w koleżance, która dzięki temu dostrzegła przed nim kolejny gwiazdozbiór. Natychmiast zadarł głowę do góry i śledził ruch jej dłoni. Faktycznie, wraz z pogłębiającą się nocą nawet Pieski postanowiły dać o sobie znać i przywitać obserwatorów. Z pewnością mieszkańców Niebios było teraz znacznie więcej, lecz gołym okiem trudno zauważyć wszystkich. Gdyby miał teleskop, mogliby wyłapać więcej konstelacji, i nie byłoby żadnego problemu. Ale młodzieniec nie posiadał niczego - jego ziemski dobytek uległ destrukcji podczas eksplozji mieszkania. Sam go dokonał, by zatrzeć wszelkie ślady swojej ludzkiej egzystencji - zgodnie z wolą swojego twórcy, Sensei'a Alvaro.
Nie brakowało mu jednak pomysłów, toteż nagle poderwał się z ławki i stanął przed rozmówczynią z rozdwojonym ogonem. Od razu temperatura odczuwalna spadła o kilka stopni w dół. Może to być ryzykowne zagranie, lecz czego nie robi się dla wspólnego badania nieba. Na jego twarzy, osmolonej Mrokiem i Ciemnością, rysowała się determinacja związana z osiągnięciem celu, z którym nie podzielił się na głos. Jedynie poinformował towarzyszkę krótkim stwierdzeniem:
-Zaraz wracam.
Zmrużył oczy, uniósł obie antenki na głowie niczym radary i rozpłynął się tuż przed jej nosem, by za kilka sekund być z powrotem. I to nie sam. Miał w ręku cień, ale nie byle jaki cień. To był cień teleskopu Białowłosej damy! Ale skąd go miał? Cóż, raczej nie byłoby miło usłyszeć o włamaniu się do jej domu i "pożyczeniu" jej sprzętu. Pewnie sama mogła domyślić się, że ten chłopak ją bezczelnie okradł. A raczej ukradł cień jej teleskopu, ale czy to na jedno nie wychodzi?! Układając cień przed ich ławeczką spieszył się więc nieco z uspokojeniem właścicielki:
-To tylko na czas obserwacji, później niezwłocznie zwrócę go na swoje miejsce. Gomenasai.
Ha, gotowe! Cień teleskopu i tak zlewał się z mrokiem obiektów dookoła, lecz dzięki możliwości wyróżnienia kontrastów czerni mógł rzeczywiście postawić przed kobietą ogromny teleskop, i to już nie na płaskiej powierzchni, ale w przestrzeni. Różnice między oryginałem a kopią z cienia to takie, że twór jest w całości czarny (oprócz soczewek - coś na zasadzie cienia szklanego słoika), i to, że nie jest trwały. Na szczęście Ryu miał tyle niespożytkowanej energii, iż był w stanie utrzymać w stabilności taki przedmiot na kilka-kilkanaście minut.
Odsunął się na bok, by tajemnicza dama mogła teraz przejrzeć dokładniej niebo i może poniekąd udobruchać ją za tą sztuczkę z kradzieżą. Młodzieniec zaś zasiadł z powrotem na ławce i z kolei badał zachowanie "rówieśniczki z klasy o profilu fizycznym". Niestety, on nie był w stanie skorzystać z teleskopu, więc będzie musiał wierzyć na słowo Stalowookiej w to, co zobaczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Usha
Arcydemon
avatar

Posts : 12
Join date : 26/04/2015
Age : 20

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Pią Maj 01, 2015 2:39 pm

Samotność to życie w mroku odtrącenia, lecz to przecież w ciemności można dostrzec najjaśniejsze gwiazdy„ – gdzieś przeczytana myśl rozbiła się echem tysiąc mórz w umyśle Ushy, kiedy ta przyglądała się swojemu towarzyszowi pośród tajemnic nocy. Nie wiedząc, czemu stwierdziła, że cytat w pewien sposób odzwierciedlał siedzącego przy niej Nieśmiertelnego jak również sytuację, w której się poznali.
Poruszała temat jego wyglądu w myślach kilka razy jednak dopiero teraz przejrzystość wychyliła się zza kurtyny niechcianych odczuć. Był dziwny, mrok osiadł na nim wyjątkowo widocznie jakby chciał zgarnąć go dla siebie, powinna to wcześniej zauważyć, przypominał cień. „Trudno zauważyć wokół siebie mrok, gdy ma się zamknięte oczy
Ale ona nie miała zamkniętych oczu, jedynie przeszłość przesłoniła wątłą błonicą dwa diamenty by oślepła na wszystko, co raz, choć widziała. Już wiedziała, dlaczego nie bała się go, a jedynie chciała poznać, może nawet zdobyć jego przyjaźń – tak bardzo kojarzył się jej z tym wszystkim, co było, jest i co będzie. Cień. Cudowna symfonia dla uszu, piękne słowo wypowiedziane niczym obietnica dla księżyca, poetyczność.
Usłyszała słowo, które przypomniało o mężczyźnie samym w sobie. Lubiła jego głos, wypowiadający proste słowa, chociaż jej twarz wykrzywiła się w uprzejmym zaskoczeniu, gdy zorientowała się, że nieumyślnie wypowiedziała na głos włoskie myśli przed zamianą w angielską mowę. Po chwili ciszy, przetłumaczyła.
- Piękna noc, mój przyjacielu. – Opuściła nogę, tak by siedzieć jak on oraz wyjęła z wewnętrznej kieszeni chińskiej bluzki kilka małych mechanicznych części, którymi zaczęła się bawić składając je w proste figury i rozmontowując. Czasami, kiedy przejechała nad nimi ręką zmieniały swój kształt by wpasować się w jej wyobrażenia nowych przedmiotów, jednak były to niewielkie zmiany, które równie dobrze mogły nie zaistnieć.
Widząc albo raczej czując, że jej towarzysz zmienił miejsce spojrzała zdziwiona na niego i jedyne, czego się doczekała to krótkiego stwierdzenia, które właściwie niczego nie wyjaśniało. Pojawiła się myśl o zabójstwie, lecz szybko została zmiażdżona i pochowana świętą ziemią, co także było pewnym korkiem zaufania w stronę cienia. Anteny na jego głowie stanęły i zniknął. Usha ścisnęła mocniej części, które pod wpływem działania Inokinezy stały się imitacją morskiego jeżowca, delikatnie kłując ręce białowłosej.
Gdy pojawił się ponownie jeżowiec na powrót stał się tylko zwykłymi częściami wątpliwego pochodzenia. Jednakże zobaczywszy trzymany przez niego cień stała się raczej niespokojna, zastanawiając się czy to tylko przypadek. Ten sam model miała w domu i jeśli dobrze myślała to miała nadzieję, że ostatnio posprzątała po swoim wybuchowym eksperymencie.
- Oh, więc to jednak mój – stwierdziła po jego słowach, obserwując uważnie jego ruchy. – Nie musiałeś.
Kiedy już obiekt stanął, podniosła się i „nachyliła” nad teleskopem z uśmiechem, przyglądając się wcześniej wymienionym konstelacjom. W porę jednak przypomniała sobie o mężczyźnie i puściwszy przedmiot, zapytała:
- Też chcesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Pią Maj 01, 2015 7:52 pm

Widząc lekkie zaskoczenie na twarzy towarzyszki trochę zdezorientował się. Czyżby dla niej język włoski był tym wiodącym i ojczystym? Wypowiedziała ów zdanie tak gładko, że nawet nie miała pojęcia, iż nie rozmawiała z osobą znającą język włoski. Pozazdrościć tylko - w tym pozytywnym sensie. Akurat języki obce były mu... obce. Po brzmieniu niektórych słów potrafił rozróżnić kraj pochodzenia, lecz nie same znaczenia.
Sens słów rozbrzmiał w jego uszach tak miękko i przyjemnie, jakby już kiedyś ktoś mu bliski powiedział to zdanie. Ale nigdy nie miał przyjaciela, ani przyjaciółki, więc to było niemożliwe. To wystarczyło, by zeszło z niego napięcie i uśpiło jego czujność. Starał się odwzajemnić uśmiech, lecz na marne. Tak jakby ktoś mu głęboko w pamięci zakodował informację, by nie pokazywać po sobie radości. Jako człowiek nie miał wielu powodów do radości, a dotąd nikomu nie zależało na tym. Zahartowany i chłodny z zewnątrz borykał się z tym problemem, skończyło się na skinieniu głowy w zrozumieniu. Cień zawładnął nie tylko ciałem, ale i umysłem, mimo wszystko miał serce, które przy odrobinie wsparcia będzie umiało pokierować emocjami młodzieńca z czułkami.
Nawet kiedy Perłowowłosa towarzyszka w pierwszej chwili zaciekawiona, a potem bardzo chętna do podzieleniem się swoim teleskopem okazała mu jeszcze więcej ciepła i zainteresowania, tylko jego głos wykazywał nutę smutku w czystej toni słów:
-Nie... nie mogę. Ale dziękuję.
Widział czym w trakcie składania przyrządu do obserwacji gwiazd zajmowała się kompanka i dostrzegł, że nie schowała tych niewiniątek nieznanego pochodzenia do kieszeni. Dosiadł się do nich łakomy nowości i bardzo delikatnie przemieszczał je w swoich czarnych dłoniach. Z chirurgiczną precyzją badał cudeńka i nie mogąc samodzielnie przeobrazić je w dostrzeżone wcześniej kontury zapytał z werwą:
-Jak to możliwe, że zmieniałaś te elementy w dowolny kształt? To dzięki Twojej mocy?
Dotykał ostrożnie palcami krawędzi cząstek mechanicznych i badał wnikliwie obiekty gabarytem przypominające kapsle. Miały różne kontury, a mimo wszystko był świadkiem dowolności w przybieraniu kształtów i rozmiarów znacząco różniących się od zwykłego połączenia mechaniczne części. Siedząc po turecku na ławce i nachylony nad drobinkami przypominał dziecko, które dostał ulubione zabawki. Co prawda nie chwalił się uśmiechem, lecz ponieważ każde minuty przywoływanego "do życia" cienia pochłaniały go energii, czarna powłoka silnie sklejona do ciała odpadała skorupkami. Pokazała się połowa śniadej twarzy z japońskim zarysem, właściciel nie zwrócił na to uwagi. Tak go zafascynowała niewiasta o nieznanych mu korzeniach, że w końcu ośmielił się zapytać o to, o co powinien na samym początku normalnej znajomości. Ale oboje byli niezwykli, to i kolejność zadawania pytań ma prawo być pomieszana.
-Wiesz już czym jestem. Czy mogłabyś uchylić rąbka tajemnicy o sobie? Jeśli chcesz, oczywiście.
Odłożył elementy na ławkę, tam gdzie wypadły dziewczynie z kieszeni chińskiego ubioru i wodził wzrokiem za jej rozdwojonym ogonkiem - uroczy swoją drogą. Kto nie ryzykuje, ten ginie, nawet jeśli chodzi o proste pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Usha
Arcydemon
avatar

Posts : 12
Join date : 26/04/2015
Age : 20

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sob Maj 02, 2015 2:52 pm

Zwróciła swe spojrzenie na cienisty obiekt, który przyniósł czułkowaty zagajacz. Cudowna noc rozwijała swój wachlarz, jednak nie wszyscy mogli zobaczyć go z bliska. On nie mógł spojrzeć przez ten teleskop, dlaczego? Nie wnikała, wolała nie naruszyć tej cienkiej nici porozumienia między nimi, zresztą, będzie jeszcze wiele sytuacji by na spokojnie mogła wszystko zniszczyć. To była jej niechciana klątwa – kiedy nawiązywała znajomości zawsze coś wychodziło nie tak. W Rzymie została zdradzona za nadmierną lojalność wobec cezara, Chiny były pod jej krótkim władaniem, ale Qin Shi Huang – można powiedzieć, że jej pierwszy przyjaciel – skończył przez to w dość okrutny sposób. No i kiedy była już gotowa na zniszczenie zdradzieckich rzymian okazało się, iż ludzie nie żyją tak długo jak demony. Była niemal pewna, że i ta znajomość nie wyjdzie z szeregu, chociaż jak mówi słynne powiedzenie: „Nic nigdy nie wiadomo”
Wyrwana z chwilowego zamyślenia o niepotrzebnych rzeczach, zauważyła, że zostawiła mechaniczne części na ławce, którymi zajął się Cień. Wyglądał przezabawnie, ale Usha się nie zaśmiała, zostając w swej spokojnej pozie, w tej chwili skojarzył się jej z bardzo dawnymi ludźmi, który byli silni nawet podczas najgorszego momentu ich życia, uśmiechając się jakby zamiast deszczu z nieba zlatywały promienie słońca, ale nie tłumiąc w sobie niczego. Byli twardzi, nie szukali wymówek. Nie znała go, może w rzeczywistości był zupełnie inny, ale teraz, nie widziała żadnej różnicy między nim a przodkami obecnych ludzi i Nieśmiertelnych.
- Owszem, oficjalnie nazywa się to Inokinezą. – Wyciągnęła z kieszeni bluzki część, którą położyła na otwartej ręce. Koło zębate wyciągnęło swe ząbki, stając się w ten sposób szpikulcami, a środek przemienił pustkę w piękną przeplatankę kruchego metalu.
Wpadając nagle na niesamowity pomysł, Usha zamknęła oczy skupiając się na najbliższym otoczeniu, w którym zamieniła niepotrzebne atomy na takie, z których będzie mogła stworzyć swoje dzieło. Na drugą wyciągniętą rękę zaczął spadać niby księżycowy pył, formując się w grubą, kryształową kulkę z pustym środkiem i kiedy poczuła jej ciężar otworzyła połyskujące oczy. Wtem zmieniła kółko zębate na proste, długie linie, które opatuliły kryształ sprawiając, że wyglądał jak ozdobne jajko na Wielkanoc. W środku pojawił się niby lewitujący tektyt w kształcie gwiazdy.
Podeszła do mężczyzny, kładąc obok niego prezent i ścierając wierzchem ręki niewielką stróżkę krwi z nosa. Za mało w powietrzu było odpowiednich atomów, więc musiała wykorzystać więcej mocy niżeliby chciała, ale efekt był dobry i miała nadzieję, że podoba się również temu, kto go dostał.
- Weź – powiedziała z uśmiechem, a słysząc jego pytanie nawet zachichotała. Tajemnica? Była pewna, że już wszyscy wiedzą o niej więcej niż ona sama, ale najwyraźniej Cień był wyjątkiem i poczuła się z tym niespodziewanie dobrze. To, że tyle się dziś uśmiechała już samo w sobie było cudem! Westchnęła, po czym oparła się wygodnie o ławkę.
- Me imię Usha, zaś w mej krwi demoniczny odór – mruknęła – Twego imienia nie znam. – Spojrzała na niego, właściwie dopiero orientując się, że zawsze nazywała go nieznajomym. Trzeba było to koniecznie zmienić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sob Maj 02, 2015 7:19 pm

Na szczęście Usha i Ryu dogadywali się zaskakująco dobrze, i na tyle, że do kataklizmu wiodła daleka droga. Wiadomo, że nie mogli sobie w pełni ufać, nie mniej jednak nie mieli wobec siebie wrogich zamiarów. Ot dwóch pasjonatów nieba prócz gwiazd podziwiali siebie nawzajem. Inokineza, bo tak nazywała się moc inteligentnej koleżanki, zafascynowała go. Może aż za bardzo, gdyż musiała dostrzec ten wyraz twarzy małego odkrywcy, inaczej nie postanowiłaby wytworzyć kolejny gadżet, ale tym razem o wiele bardziej wymagający czasu i wysiłku. W ciszy i w skupieniu obserwował poczynania Białowłosej, aż zamarł mu dech w piersiach, a oczy powiększyły się niemal do wielkości piłek ping-pongowych. Brała coś z niczego, z byle pyłu i kurzu, a kreowała namacalne kształty, wywijasy i masę odbijającą wiele refleksów. Niczym gwiazda! Zrozumiał aluzję do ich wspólnego podglądania kosmosu, ale nie rozumiał, dlaczego miałby to wziąć.
Jak to dla niego?
Podarunek był nie tylko niespodziewany, ale i urzekająco piękny, jednak mimo tego nie uszło mu uwadze, że Perłowowłosa przypłaciła własną krwią. Toż to się nie godziło, by przelewać krew za cokolwiek. Oczywiście dar przyjmie, lecz nawet największe bogactwa świata nie przyćmią mu umysłu i nie odciągną od obowiązku, jakim było zdrowie - zwłaszcza osoby, którą polubił i na swój sposób chciał oddać dług. Od razu porwał kawałek cienia z otoczenia i bardzo delikatnie ujął, jakby pochwycił porcelanę, szczupłą dłoń damy, żeby czym prędzej przetrzeć świeży ślad posoki. Jego dotyk i ruch ręki z czarną chusteczką przypominał w odczuciu podmuch zimniejszego wiatru. Nie czekając na reakcję pochwycił drugi mroczny materiał z ciemnej materii i ostrożnie przytknął do wąskich nozdrzy pięknej twarzy Ushy. I tu nie dało się wyczuć siły mięśni, twardości kości palców młodzieńca, tylko chłodny powiew. Utkwił fiołkowe tęczówki w stalowym spojrzeniu kobiety, tak jakby doszukując się odpowiedzi na pytanie: "Czy wszystko w porządku?", a które nie padło na głos. W zamian za to powiedział krystalicznie czystym szeptem:
-Usha... nie zapomnę.
Odsunął rękę od twarzy Stalowookiej i już bez pośpiechu wstał, by powrócić na swój skraj ławki. W dłonie pochwycił niezwykły, unikatowy skarb, który swoim kruszywem i kształtem przypominał pochwyconą w locie srebrną siecią spadającą gwiazdę. Lewitowała i zdawała się tętnić swoim kosmicznym życiem. Prawdziwe cudeńko, zbyt cenne dla kogoś takiego jak on. Przecież był tylko cieniem. Głaskał palcem element, który niedawno był kołem zębatym, a teraz klatką dla ciała bardzo podobnego, jak nie takiego samego jak migocząca gwiazda. W pewnym sensie prezent od demony pasował nie tylko do jego pasji, ale i do niego samego. Był gdzieś tam w środku siebie właśnie taki jak gwiazda, z zewnątrz skryty. Nie wiedział o sobie zbyt wiele, to Mrok go napełnił i to jemu się poddawał całym sobą. W zamian za to mógł być jak On. Nie zawsze miało to dobre konsekwencje.
Przypomniała mu kompanka, że nie przedstawił się. Cóż, zdawał się początkowo zignorować pytanie, lecz w końcu przełamał ciszę i coś wyznał Ślicznotce obok niego:
-Pytałaś o moje imię... -dotykał dalej palcem obręczy wokół migotki, chociaż robił już to bezwiednie; bardziej myślał nad odpowiedzią, która powinna być prosta, ale nie była- ...nie posiadam.
Kolejna skorupka otaczająca szczelnie twarz młodzieńca pękła i rozmyła się w ciemnościach. Tym razem zobaczył ubytek i prędko oblekł się z powrotem w czarną maskę. W palcach nadal bawił się drogocennym podarunkiem od kobiety, która oprócz sympatycznego charakteru, uroku, tajemniczości miała cały bagaż doświadczeń, wiedzy na różne tematy, imponującą moc, emocje. Wspólna pasja to za mało, by móc zawrzeć długotrwałą znajomość. On nie miał niczego, co mógłby dać demonie, by zapamiętała go. By mogła wspominać, albo chociaż trochę pobawić się czymś, jak teraz Cień. Zrobiło mu się przykro z tego powodu, jak miał bezkarnie przyjąć taki wspaniały prezent nie mając jak się odwdzięczyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virtanen
Gwiezdne Dziecię – Ryby
avatar

Posts : 9
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sob Maj 02, 2015 8:30 pm

Poruszony niedawnym spotkaniem, szedł szybkim krokiem, próbując sobie wszystko poukładać w głowie. W jego sercu przez chwilę grała nadzieja, że może jednak spotkał kogoś takiego jak on, która jednak zaraz prysła. No bo jakim cudem? Nie wyczuwał mocy gwiazd, nie wyczuwał nic, co w jakikolwiek sposób naprowadzałoby go na trop. No i przecież nieznajomy też by go rozpoznał. A on wydawał się być bardziej zainteresowany swoim zwierzątkiem.
Nie zauważył, jak kroki zaniosły go do Smoczej Alejki. Od razu uderzyło go to, jak zaniedbane było to miejsce, a jednocześnie jaki miało niesamowity klimat. Tego nie dało się mu odmówić. Podniszczone ławki, pokruszone rzeźby, to wszystko dawało wrażenie niesłychanej tajemniczości. W sam raz dla nieśmiertelnych, czyż nie?
Szczególnie że w obecnych czasach nie byli oni zbyt mile widziani w mieście. Kala miał to szczęście, że, mimo swoich umiejętności, zawsze rodził się jako człowiek. Bez żadnych udziwnień w postaci rogów, ogonów czy tym podobne. Jedyne, co go odróżniało, to spojrzenie. Galaktyki zamknięte pod kurtyną rzęs. Były tak niespotykane, że nietrudno znaleźć kogoś, kto by zastanawiał się nad ich pochodzeniem. Do tej pory bajeczka ze szkłami kontaktowymi spisywała się idealnie.
Ale jak długo tak będzie, zanim w końcu ktoś zauważy, że coś z nim jest jednak nie tak?
Miał nadzieję, że wystarczająco długo, by zdążył poczynić jakieś działania w kierunku odnalezienia pozostałych Dzieci. Naprawdę pragnął je odnaleźć, a wraz z nimi później także ich matkę. Chciał znów spojrzeć w te mądre oczy, które przy ich ostatnim spotkaniu tak go omamiły... Miał do niej tyle pytań, tyle wątpliwości...
Pogrążony w rozmyślaniach nie od razu zauważył wystającą płytkę, o którą spektakularnie zarył czubkiem buta. Straciwszy równowagę, wyciągnął się na chodniku z głuchym jękiem. Przy upadku dało się słyszeć ciche chrupnięcie pękającego plastiku. No ładnie, jeszcze tego brakowało! Jak nic połamał okulary! Powoli zaczął się podnosić, jednocześnie sprawdzając, czy nic sobie nie zrobił. Wyglądało jednak na to, że poza otarciami i połamanymi okularami, nie ucierpiał za bardzo. I dobrze. Głupio by było, gdyby za spacer zapłacił skręconą kostką...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Usha
Arcydemon
avatar

Posts : 12
Join date : 26/04/2015
Age : 20

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Sob Maj 02, 2015 11:06 pm

Przez chwilę przyglądała się w zadumie twarzy istoty.
Wszędzie tam gdzie jest światło, jest również cień.”, zdanie odbiło się w głowie kobiety, gasnąc szybciej niż nowa myśl byłaby w stanie się narodzić. To nie miało za grosz sensu, po co jej mózg przywoływał niepotrzebne wspomnienia i starał się na siłę wpoić nieistniejące rzeczy – było zagadką, która tylko utwierdzała ją w przekonaniu, iż im więcej się wie tym sens całego wszechświata zaczyna wymykać się przez palce. Gdzieś zaczęła gubić schematy, wzory, elastyczne wizje i własne obserwacje, nagle wszystko wydało się niesamowicie trudne.
"Im dłużej żyjemy, tym dłuższy cień rzucają ściany naszego więzienia"
To się czasem zdarzało. Była kalejdoskopem wieków, starając się utrzymać się w zdrowym stanie psychicznym, co nie było łatwe ani nawet odrobinę przyjemne. Pulsowanie w głowie przypominało ile lat żyje, domagając się uwagi każdemu z nich, czego nie była w stanie zrobić. Dezorientacja nagle ustała, zostawiając za sobą parzący ból. Zamrugała kilka razy, by pozbyć się całkowicie mroczków sprzed oczu, prawie w tym samym momencie, w którym poczuła delikatność na swej ręce. Oszałamiająco orzeźwiające uczucie, kiedy niczym piórkiem bez wagi nieznajomy dotknął jej mrokiem, rozeszło się po całym ciele. Uspokoiło umysł, przypomniało o rzeczywistości.
Kiedy przeniósł swój wietrzny dotyk na jej twarz, uśmiechnęła się tylko. Jej oczy zalśniły, uświadomiwszy sobie jak blisko przełamania warstwy maski dostał się ten Nieśmiertelny, podbijając jej uwagę i przyjazne myśli. Bliżej były już tylko rzeczy, których lepiej było nigdy nie wymawiać na głos, cokolwiek powiedziane stawało się zagrożeniem.
Opuściła wzrok na miotający się wokół jej nóg ogon, szukając w nim energii na dalsze egzystowanie, starając się ogarnąć umysłem swoją postawę i zachowanie dzisiejszego wieczoru. Nic nie było jednak w stanie zrozumieć.
- Oh… - szepnęła – Nie masz.
Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale wstrzymała się, może przez doświadczenie, gryząc się w język jakby było to ostatnią deską ratunku. Jej uszu dobiegł nieznany dźwięk, na który spięła się nieznacznie, przypisując go pod etykietę możliwego niebezpieczeństwa, ciesząc się, że jej instynkty działają jak wcześniej. Zrobiła kilka kroków do tyłu, wychylając się w stożek światła i widząc…całkiem zabawny widok. Prawie, że prychnęła śmiechem.
- Potrzebujesz pomocy? – zawołała do nieszczęśliwca z dobrotliwym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Nie Maj 03, 2015 11:58 am

Nosić w sobie tyle przeżyć, tyle zdarzeń i tyle wiedzy niewątpliwie musiało przysparzać głowę o uczucie ciężkości i bóle podobne do migreny. Nie każdy ma okazję doświadczyć takiego bagażu egzystencji i nie zwariować, a przy tym móc jeszcze okazywać emocje, które przecież mogły spowszechnieć jak wszystko inne. Bycie kalendarzem w ładnej oprawce i noszenie tylu dat z wydarzeniami, z osobami bliskimi nie mogło być czymś banalnym do udźwignięcia. Może Usha nie była tylko Demoną, ale i ucieleśnieniem Czasu? Zabawne, swoją aparycją nie mogła być uznana za osobę tak starą, lecz jej aura przesiąknięta całym globem przeczyła zdrowemu rozsądkowi. Mimo tego nie przestraszył się ogromnemu przesyceniu mocą dotykając dłoni i twarzy Perłowowłosej ślicznotki. Nie wiedział dlaczego, ale nie chciał, by z jego powodu miała cierpieć, nawet jeśli ból był znikomy. Że nie powinna przelać ani kropelki krwi - tak zaczęło mu zależeć na kimś, kto mógł mieć już setki adoratorów podczas swojej wędrówki życiowej, miliony przyjaciół i jeszcze więcej wrogów. On chciał stać w tym niewidzialnym szeregu sprzymierzeńców Demony o stalowych tęczówkach. Tylko jaki pożytek miałaby z niego?
Kiedy upewnił się, że z koleżanką wszystko w porządku i gdy musiał wyznać prawdę o braku posiadania imienia, zaniepokoił się. Może powinien sam sobie nadać imię? Tylko jakie? Zbyt długo przebywał w ciemnościach, aby wymyślić coś kreatywnego. O, to mogło być ciekawym prezentem dla koleżanki. Wnet rozchmurzył się i z dozą nieśmiałości zapytał cichutko:
-Może... Ty byś...?
Nie dokończył zdania, gdyż zarówno rozmówczyni jak i on poderwali się z ławki i skierowali swoje uszy w stronę głuchego łoskotu. O ile dziewczyna mogła bez problemu przebyć dystans w linii prostej, o tyle chłopak musiał przejść labirynt cieni rzucony przez pojedyncze drzewa i podniszczone kolumny. Ich ciekawość mogła być zgubna, lecz poszkodowany nie emanował złą poświatą. Wręcz tak jakby... spadł z nieba? Jak gwiazda, bo znów ich połączyła w niespodziewanej przygodzie poznania tożsamości Blondyna w nienagannym ubiorze. Zarówno nieznajomy mężczyzna, jak i Demona stali w blasku księżyca, tak więc zmuszony był obserwować ich z większego dystansu. Nie mógł też stać bardzo blisko krawędzi między Cieniem a Światłem, gdyż co jakiś czas jego Królestwo przemieszczało się zgodnie z zachodem nocy. Nie odzywał się, już Usha zadeklarowała pomoc. Zresztą póki nieznany jegomość stał w Świetle, nie mógł nic poradzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virtanen
Gwiezdne Dziecię – Ryby
avatar

Posts : 9
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Nie Maj 03, 2015 12:54 pm

Nie miał pojęcia, że swoim upadkiem przerwał czyjąś rozmowę. No bo i skąd? Nie zdawał sobie nawet sprawy, że ktoś tam jest! A co dopiero komuś przeszkodzić. Wyglądało jednak na to, że parka nie miała mu tego za złe. I dobrze...
Od razu wyczuł poruszenie, dwie nadnaturalne istoty zbliżyły się do niego, choć jedna wyraźnie skrywała się w cieniu. Nie był w stanie dokładnie rozpoznać, kim była, lecz dziewczynę poznał od razu. Miał do czynienia z demonem.
W momencie napiął wszystkie mięśnie, z ostrożnością podchodząc do jej pytania. Wiedział, że demony nie były zbyt przyjaźnie nastawionymi istotami, zdawał sobie sprawę z ich potęgi, a stojąca przed nim kobieta wydawała się naprawdę silna. Tym bardziej musiał uważać.
Ale kobieta w ogóle nie zdawała się być zainteresowana jego duszą.
Spojrzał na nią niepewnie, wciąż na czworaka, jednak zaraz podniósł się, otrzepując kolana. Kątem oka spostrzegł istotę chowającą się w cieniu i spoglądającą na niego niepewnie. Dlaczego się chował? Nie wyglądał na albinosa. Wampirem też nie był, choć pogłoski, jakoby bały się światła słonecznego już chwilę temu okazały się fałszywe. A może bał się opalić?
W wiosennym słońcu? Ledwo ogrzewało ziemię, a co tu mówić o opaleniźnie!
Pomijając fakt, że i tak była noc, więc o żadnym słońcu nie mogło być mowy.
No cóż, nie jego to sprawa. Zaraz też powrócił spojrzeniem do kobiety. Uśmiechnięta, rozbawiona, ale też widać było, że chciała dobrze. W jej spojrzeniu można też było wyczytać coś na kształt... ulgi? Czyżby ją wystraszył? A może to ten schowany w cieniu jegomość coś jej zrobił?
Niemożliwe. Nie, żeby coś, ale nie wyglądał na kogoś, kto mógłby zagrozić demonowi.
- N... Nie, dziękuję... Chyba wszystko z porządku... - Wydukał, jeszcze raz sprawdzając, czy niczego sobie nie złamał. Zaraz też sięgnął do kieszeni bluzy, wyciągając z niej połamane okulary. No to pięknie... - No chyba że ma pani taśmę klejącą...? – Uśmiechnął się, wyciągając w jej stronę okulary. Zaraz też podszedł do parki, choć wciąż niepewny, czy powinien wtrącać się do ich rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Usha
Arcydemon
avatar

Posts : 12
Join date : 26/04/2015
Age : 20

PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   Nie Maj 03, 2015 1:53 pm

To był całkiem szalony dzień, więc i noc, nie chcąc wyjść z szeregu, zapowiadała się podobnie. Spotkała interesującą istotę, którą naprawdę polubiła i wyglądało na to, iż z wzajemnością, chociaż równie dobrze mogła być to jedynie uprzejmość. Oglądając razem gwiazdy, które stały się powiernikiem wspomnień ze Smoczej Alejki, niesamowite rzeczy piękne w swej prostocie. Łagodny powiew wiatru burzący budynki.
Pesymizm realistki.
Próbując poukładać myśli tak jak zawsze to robiłaby nie zgubić się w latach, usłyszała cichy głos Cienia jeszcze zanim praktycznie nieświadomie podeszła do ofiary losu. W duchu dopowiedziała sobie swoje jednak całe zdanie i tak chciała usłyszeć od schowanego w mroku…przyjaciela. Tak, nie nieznajomego, lecz bezimiennego przyjaciela, który już całkiem niedługo może zostać ochrzczony imieniem. Oby tym razem nie skończyło się to najwyżej na czymś, czemu mogłaby zapobiec.
Swą uwagę zwróciła teraz na mężczyznę, który wyglądał jak zwykły człowiek, choć nadzwyczaj urodziwy jakby urwał się z okładki pisma dla pań i panów również. Jedynie jego oczy były nadzwyczajne i aż chciało się w nie patrzeć bez opamiętania, hipnoza przy tym była powszechną sztuczką. Opuściła wzrok. Złym pomysłem było tracenie zdrowego rozsądku w tak krótkim czasie po „przypomnieniu wieków”, na tą wiadomość coś zapiszczało z zachwytem.
Zarejestrowała, iż… przyjaciel (nadal nie mogła przyzwyczaić się do brzmienia tych słów) dzielnie stał z daleka od światła, chociaż widziała, że tak musi być poczuła się nieswojo. Nie tak, że oczekiwała zabójczego ataku od tego kosmicznego spojrzenia, ale mogła się domyślać jak to jest cały czas żyć w cieniu, nie mogąc zrobić najmniejszego ruchu w słońce.
Pokręciła niezauważalnie głową.
- To dobrze, ale i tak nie wyglądasz najlepiej. Może usiądziesz? – zaproponowała spokojnym głosem ławkę, na której wcześniej siedzieli z uprzejmym uśmiechem. Wysiliła się tak, bo wiedziała, że blondyn spiął się i w tym momencie najpewniej więcej ufności miał w stosunku do szarżującego na niego tygrysa niżeli do niej. To było zrozumiałe.
- Oh, poczekaj. – Dotknęła delikatnie okularów nieznajomego, zamykając oczy znalazła w powietrzu i na ścieżce kilka bezużytecznych rzeczy, które prawie bez wysiłku zmieniła w odpowiednie materiały, które szybko naprawiły przedmiot. Otworzywszy oczy przekonała się iż wyglądały prawdopodobnie tak jak przed zniszczeniem. No i tym razem użycie Inokinezy na szczęście obyło się bez krwi. Cofnęła rękę. – Może być?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Smocza Alejka   

Powrót do góry Go down
 
Smocza Alejka
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    H y d e  P a r k :: Alejki-
Skocz do: