IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

  Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Inu
Arcydemon
avatar

Posts : 3
Join date : 10/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Pon Maj 11, 2015 6:31 pm

Dwa okna umieszczone od strony ulicy były zabite deskami i wyglądały, jakby nikt ich nie ruszał od wieków. Prawda jest taka, że z łatwością można je otworzyć. Przekonał się o tym pewien demon, który już od kilku nocy obserwował nietypowe domostwo wciśnięcie między dwie, równie obskurne z zewnątrz, kamienice. Czemu akurat tą ruderę? Nozdrza wyłapały nietypowe zapachy, a uszy nasłuchiwały słodkiego snu niezwykłych domowników. Chociaż najbardziej zależało mu na czymś zgoła innym niż na samego Nieśmiertelnego z ludzką współlokatorką.
Teraz miał okazję zaspokoić swoją ciekawość, gdyż oboje wyparowali prędko z chaty i zostawili bez opieki swoją własność. Lepszej okazji nie mógł znaleźć. Przeskoczył z sąsiedniej kamienicy do konkretnej wedle celu i przywarł pazurami do murów. Wyciągnął jedną szponiastą łapę ku oknu, wyrwał niewielką siłą gwoździe i odchylił deskę od okna, przez które wdarł się do środka. Bose, brudne stopy odbiły się na jednej z poduch, na której wylądował w kucki. Poruszał noskiem parokroć, złote ślepia obdarzone w wąskie źrenice badały nie za wielkie przestrzenie i warczał raz po raz, jakby nie tego spodziewał się zobaczyć w ruderze. Owszem, z goła wszystko wyglądało schludnie, skromnie, lecz tylko jedne zamknięte na klucz drzwi przykuły jego uwagę. Nie wdarł się tam jednak, instynkt podpowiadał mu, iż w kuchni znajdzie odpowiednie wynagrodzenie za włamanie. I tak też się stało, kiedy otworzył wrota od lodówki. Sporo mięsiwa to solidny upominek z niezapowiedzianej wizytacji. Bezczelnie rozwarł drzwi na bok i grzebiąc pochłaniał to wszystko co mu wpadło w szpony. Nie jadł od bardzo dawna, co prawda dusza byłaby dużo bardziej pożywniejsza, aczkolwiek psie geny zdominowały jego poczynania. Przekopał się aż do tyłu lodówki, zostawiając popłoch po drodze. Nawet kosteczki zgryzł do unicestwienia! Ale było mu ciągle mało, toteż tak głęboko wszedł do lodówki, iż tylko nogi mu wystawały. Odgłosy chrząkania, gryzienia, warczenia przeplatały się z mlaskami, siorpnięciami i wszystkim, co kojarzyło się z wesołym odżywianiem zgłodniałego demona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Wto Lip 07, 2015 11:24 pm

Był rydwanem.
Sprzątająco-karmiąco-pracującym. Na dodatek całkiem – o dziwo – wygodnym i nad wyraz uodpornionym na turbulencje maści wszelakiej. Naprawdę musiałby sięgnąć w głąb wspomnień, aby móc przypomnieć sobie, kiedy po raz ostatni niósł kogoś lub coś tak delikatnie. Wprawdzie przez to zajęło to nieco więcej czasu, niż powinno normalnym i całkiem szybkim tempem, ale wolał dać biednej dziewczynie odpocząć. W końcu nie było jej tydzień! W domu! Sypiała pewnie gdzieś na dworcu, jadła jeden Bór wie co, pewnie jakieś niezdrowe rzeczy same, które zaburzają poprawny rozwój młodego organizmu, to przynajmniej tyle jej się należało – bardzo komfortowy powrót do domu.
I całą drogę niemalże planował, co takiego mógłby zrobić do jedzenia tudzież zamówić. Naprawdę! Z ciemnej uliczki mogłoby wyskoczyć pięciu zbirów, ukraść mu portfel i trzasnąć po łbie czymś naprawdę ciężkim, a on pewnie i tak niewiele by zauważył. Bo znalazł! Znalazł tego przeklętego diabła, znalazł swoje oczko w głowie i teraz będzie pilnował tej łachudry jakby bardziej niż wcześniej. I, toto na pewno, nigdy więcej nie wyda tak niedoprecyzowanego polecenia.
I na pewno nie będzie próbował nikogo uświadamiać. Nigdy więcej. Cyśka bardzo skutecznie odstraszyła go od podejmowania jakichkolwiek prób i to na kimkolwiek, do końca życia przynamniej. Choćby kiedyś, jakimś cudem, miał sam dzieci, takie własne, to niechybnie zostawi ten niewdzięczny obowiązek komuś bardziej kompetentnemu. W końcu on nie był ekspertem, nie potrafił opowiadać małym dziewczynkom – yhym, takim małym, yhym, tak, Yve, dalej się okłamuj – i takich sprawach. Ba, on nawet nie był w stanie za bardzo słuchać, kiedy koledzy po fachu przechwalali się osiągnięciami w miłosnych podbojach w barze. Co jak co, ale tę konkretna rzecz Yve traktował jakoś tak… no inaczej. Uważał seks za rzecz zwyczajnie intymną, bardzo osobistą, o której mówić się nie powinno.
A tu jeb, sam siebie skazał na opowiadanie, dlaczego właściwie ludzie to robią i jak…
Ale mniejsza! Sam sobie postawił ultimatum i przełożył rozmyślanie o karze na nieco lepsze czasy, kiedy Cysia będzie bezpieczna, najedzona i wyspana. W domu. Wśród dziesiątek poduch, na miękkim dywanie, w obrzydliwej dzielnicy. Tak jest.
Nie musiał się gimnastykować, gdy wchodził do domu. Ba, nawet drzwi porządnie nie zamknął, bo ostatnio wcale a wcale nie widział powodu do zabezpieczania ich przed obcymi. Wcześniej to miało sens! On, Yve, miał kogo chronić za tymi zamkniętymi wrotami do puchowego królestwa, ale gdy Marcysia zniknęła, to i wartość miejsca spadła znacząco. Pieniądze mogły sobie leżeć beztrosko dalej porozkładane po wazonach i innych dziwnych rzeczach, ale były bezwartościowe, skoro nie miał na kogo ich wydawać. I na co.
Delikatnie się nachylił i łokciem nacisnął klamkę, by zaraz odwrócić się plecami do wejścia i nimi właśnie naprzeć na drewno, by wejść do środka. W ten sam sposób je zamknął, ale raczej mało delikatnie kopnął je lewą stopą, by zamknęły się porządnie. Byli w domu. Bezpieczni, zaraz jeszcze zrobi jedzenie, każe się tej białowłosej sierotce porządnie wykąpać, zawoła na kolację i zaraz po tym pośle do łóżka. Dokładnie tak będzie, widział to wszystko już w swojej głowie. Ba, nawet już zaczął planować dzień następny! Z samego rana wstania on sam, skoczy na jednej nodze do sklepu i wróci, aby zrobić śniadanie. I odprowadzi Cysię do szkoły, aby upewnić się, czy trafi tam bez większych problemów. Później również chciał ją odebrać.
Może gdyby elf nie był tak beztrosko zajęty planowaniem i raczej mało rozsądnym szczęściem spowodowanym odnalezieniem podopiecznej i jej szczęśliwym powrotem do tych konkretnych czterech ścian, może usłyszałby podejrzane hałasy dobiegające z kuchni. Póki co – nawet wyostrzony elfi słuch zgrabnie ignorował potencjalne zagrożenie. No i masz, a przecież zwykle był aż nadmiernie ostrożny, przewrażliwiony wręcz na punkcie bezpieczeństwa! A teraz? Masz babo placek.
Zrzucił ze stóp buty, wcale nie puszczając Cysi na podłodze i ruszył, mrucząc jakąś wesolutką melodyjkę pod nosem. Wszedł do Dużego Pokoju, lecz zaraz za progiem zatrzymał się niczym kołek wbity w ziemię. Minęło może siedem sekund, w czasie których szybko i zręcznie pochylił się, by położyć dziewczynę na puchatym i mięciutkim dywanie, a sam przesadził ją jednym większym krokiem i już stał w pełnej gotowości bojowej.
Z paprochów i kurzu w mig uformował ten swój przeklęty, zielony łuk i strzały. Piach, który grzecznie i na wszelki wypadek zalegał w pstrych wazonach wylał się ze swoich kryjówek i stworzył coś na kształt muru obronnego tuż za plecami elfa. Och, no cóż, chciał tak trochę chronić Cysię.
Bo, na bogów, w jego domu był demon! W ich domu! DEMON! I właśnie wyżarł im zawartość lodówki – z czego on, Yve, teraz przygotuje porządny posiłek?! – i niechybnie przymierzał się teraz do ataku na istoty humanoidalne, które weszły mu w pole widzenia. Elf znał się nieco na demonach, kilka z nich nawet udało mu się zabić w czasie swojej całkiem długoletniej kariery płatnego zabójcy, niemniej… nie spodziewał się takiego piekielnego pomiotu we własnym domu. Bo kto by się spodziewał, tak ostatecznie?
Przecież on, Yveoon Dun, nie miał wrogów. Nigdy nikomu raczej a skórę nie zalazł na tyle bardzo, aby zaraz nasyłać na niego dzikie stworzenia. I to jeszcze do domu! Każdy porządny morderca miał jednak zasady i nie próbował zlikwidować konkurenta w jego własnym mieszkaniu. Nawet tacy ludzie mieli jednak odrobinę honoru, jeśli chodziło o stosunki zawodowe. Ale nawet jeśli… to niby kto? Przecież on jeszcze niekiedy podsyłał klientów do kolegów z branży, jeśli nie miał czasu. Polecał, umawiał, ogólnie był bardzo miły i uprzejmy, jak na takiego niby to zwykłego zbira, który za pieniądze daje innym po gębie albo zabija. A tu jeb.
- Kim jesteś? – zawarczał elf głośno, szorstko i na pewno nieprzyjaźnie. Właściwie to wrogo. W sumie to musiał nawet wyglądać całkiem groźnie, taki wielki chłop z miną raczej niezadowoloną, dodatkowo w pozycji – można tak to ująć – bojowej i celował w dodatku w demona tą strzałą. I gotów był zabić w obronie swojego domu, swojego dobytku, siebie i Cysi. Bez najmniejszego choćby problemu.
Zmrużył ślepia, przewiercając intruza wzrokiem – a przynajmniej bardzo starał się to robić – i cały czas czekał na odpowiedź. Albo i atak. Chociaż jakąkolwiek akcje defensywną można by chyba potraktować jako próbę odpowiedzi, a na pewno wyjaśnienie celu przybycia. Z drugiej strony, który najemny zbój zwyczajnie zaczyna od lodówki swojej przyszłej ofiary?
A może to złodziej jakiś albo coś? Yve nabrał ochoty, żeby potrząsnąć głową i pozbyć się z niej mało potrzebnych teraz myśli, zwłaszcza że miał nieco ważniejsze jednak sprawy do załatwienia w tej chwili.
I jakoś niekoniecznie patrzył na to, co robi Cysia. Została częściowo odseparowana i osłonięta przed atakiem demona, ten musiałby jakimś cudem wyminąć demona, aby się do niej dostać, tam, na drugą stronę obronnego murku z piasku. Ugh, ciężkie życie! Człowiek – czy tam elf – nie może nawet spokojnie wyjść z domu aby kogoś poszukać, bo zaraz mu się dzikie demony zalęgają po kątach!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Pon Lip 13, 2015 8:39 pm

Cysia bezpiecznie spoczywała na rękach elfa, który (przynajmniej chwilowo) robił jej za rydwan. Gdyby nie to, że była taka nieprzytomna, to pewnie nie omieszkałaby jakoś z niego zakpić czy coś, odnosząc się do tej konkretnej sytuacji. No przecież niósł ją tak ostrożnie, tak na nią uważał, że gdyby była nieco bardziej na siłach z pewnością jakoś by to skomentowała. Ale cóż - nie była. Przymknęła oczy i nawet trochę się w niego wtuliła (tulenie rządzi!), po czym wyłączyła się, przestała myśleć - odpłynęła. Wreszcie chociaż trochę sobie odpocznie. I jeszcze w domku, tak, koniecznie! Zagrzebie się pod kołdrą i nieprędko stamtąd wylezie. Pewnie nawet po jakieś jedzenie nie będzie jej się chciało leźć, tylko będzie się tam wygrzewać i dużo spać. Oczywiście do czasu, aż elf uzna, że czas uciąć ten błogi spokój, bo trwało to wystarczająco długo i czas wymierzyć w końcu karę podopiecznej, która bezczelnie z niego zakpiła oraz uciekła z domu... Ale to później, wszystko później. W tej chwili znajdowała się w objęciach Morfeusza i nieprędko zamierzała się z nich wydostać.
Jej zamiary i plany spełzły jednak na niczym. Niechętnie, powoli otworzyła oczy. A pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła był... piasek. Tak całkiem dużo piasku, który tworzył swego rodzaju mur, odgradzający ją od... no, cokolwiek znajdowało się za nim. Nie za bardzo ogarnęła, co się dzieje. Więc wychyliła głowę zza muru, który miał ją chronić i ujrzała stojącego przed nim elfa, z tym swoim łukiem, łypiąc cokolwiek groźnie w kierunku... lodówki? Co? Dopiero teraz dobiegły do niej odgłosy mlaskania. Spojrzała w jej stronę, by zobaczyć wystające z lodówki stopy, co zupełnie zbiło ją z tropu. Była jeszcze zaspana i kiepsko przychodziło jej kojarzenie faktów. Próbowała pojąć, co stopy robią w lodówce i dlaczego ona tak mlaska, jednak żadnej sensownej odpowiedzi na swoje pytania nie znalazła.
Dlatego też postanowiła podzielić się nimi z Dunem.
- So sie dzieje...? - wymruczała niezrozumiale, jednak ton jej głosu wskazywał dość dobitnie na to, o co mogło jej chodzić. Zamglonym wzokiem wodziła od stóp do Yvego i próbowała zrozumieć tą przedziwną sytuację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Inu
Arcydemon
avatar

Posts : 3
Join date : 10/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Pon Lip 13, 2015 9:31 pm

Jedna pogryziona butelka po ketchupie, druga po sosie chrzanowym, rozbite słoiczki po dżemach i chrzanach... tak, lodówka wyglądała tak jak przy kupnie. Pusta, ogołocona, tylko pobrudzona w wielu miejscach i porysowana odłamkami szkła. Chociaż nie na długo, bo resztki na prętach i drzwiach lodówki skłoniły demona do dokładnego wylizania. Aż taki był głodny, i ciągle było mu mało. Wiadomo, że zwykłe jedzenie nie miało takiej wartości odżywczej, ale bez przesady. Nawet mrożonki pozjadał, warzywa, owoce - wszystko co było w środku. O dziwo nie przeląkł się czosnkiem, może dlatego, iż nie był wampirem.
Właściwie gdyby nie to, że zaczynał oczyszczać na błysk zawartość lodówki, bardzo możliwe iż umknąłby przed przybyciem prawowitych gospodarzy domostwa zabitego deskami. Chciwość nie popłaca.
Nadstawił uszu słysząc naciągającą się cięciwę od łuku. Mlaskanie ucichło, nawet niespokojne stopy z dużymi pazurami znieruchomiały. Napięta atmosfera zrobiła swoje, a przecież nic wielkiego nie stało się - przybył, zobaczył, zjadł. Skoro mieli wcześniej tyle jedzenia w środku to znaczyło, że mało im było potrzeba do przeżycia. Nie pomyślał o zapasach, sam jadł na bieżąco. I najwyraźniej za mało, by stłumić głód do końca. Dlaczego demon nie posilał się duszami, jak jego pobratymcy? Być może ze względu na psie znamiona, którego instynkty przerastały te demoniczne, albo kradzież pożywienia nie wymagała aż tyle energii. Ciężko rzec, zwłaszcza, że raczej nikt z obecnych nie raczył dowiedzieć się o co chodziło.
Głos mężczyzny. Krystalicznie czysty, jednak z jadem wrogości. Zwierzęta są przeczulone na nastroje innych, w dodatku napięty łuk gotowy do wystrzelenia strzały potwierdzał przypuszczenie, iż nie jest mile widziany. Ciekawe dlaczego. Stał za otwartymi drzwiami lodówki, nie widział gospodarza. Nagle pojawił się ruch ze strony demona - trochę dziwny, bowiem jego stopy uniosły się ku górze. Trzymał się mocno na drzwiach lodówki i czując coraz większy dyskomfort sytuacji dał temu upust w podobnym warczeniu co Łucznik, tylko bardziej dzikim, przypominający warczenie wilka. Wciągnął przez nozdrza kolejną dawkę informacji. Łucznik nie był sam, ponadto pełno kurzu i piasku, a także obecność kogoś bliżej niezidentyfikowanego. Może to ów człowiek towarzyszący Nieśmiertelnemu? Krążył od kilku nocy przy tej kamienicy, i zdążył wyłapać aury domowników. Tak czy siak nie wyczuł zapachu potu - ze strachu na przykład. Jego położenie nie wyglądało dobrze. I jednak przydałoby się widzieć oponenta, by w pełni wykreować obraz sytuacji.
I nagle *HUK!* i siedział na czubku lodówki w kuckach. Długie białe włosy spływały po jego czerwonym kimonie - brudnym od jedzenia, ale i od krwi - złote ślepia wbił w wysokiego elfa i ściągnął brwi na nie. Z ust wystawały kły, lecz także ciekła posoka. Jego własna - zjadając co popadnie nie baczył w co było zapakowane, tak więc poraniły go w język i podniebienie (jak i nie przełyk) odłamki szkła. Gdyby wiedział, że da się przekręcać wieczka od słoików... Dłońmi trzymał się krańca lodówki z wydłużonymi szponami, aby nie spaść. Jego uszy były cofnięte ku tyłowi, ostrzegając Granatowookiego przed nawet najmniejszym ruchem z jego strony. Jeden fałszywy krok a nie będą tylko na siebie się gapić. Dobra, dobra, to co teraz? Napięte mięśnie i naprężona sylwetka także gotowała się do gwałtowniejszych akcji, ale nie za bardzo miał ochotę na walkę. Jakby miał lżejszy brzuch... mniej szkła w żołądku... to może by się zachciało wymachiwać mieczem, który trzymał w klindze przy pasie.
-Wrrr...
Nie potrafił przemawiać ludzkim głosem, zapomniał jak używa się wymowy. Nie była mu potrzebna od początku egzystencji. Zazwyczaj trzymał się lasów, lecz tym razem przemógł swoją niechęć do hałasu miasta i tak oto znalazł obiekt obserwacji. Teraz sam stał się celem dla strzały wysokiego, bardzo niezadowolonego elfa.
Z warg spływała mu ciurkiem posoka, lecz nie przejmował się tym. Był pod wpływem adrenaliny, której poziom prędko nie opadnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Wto Sie 18, 2015 8:47 pm

Mur urósł do kolosalnych rozmiarów, by zasłonić Cysi widok. Właściwie wcale nie chodziło o to, by nie mogła już niczego zobaczyć - nawet jeśli przyszłe widoki mogłyby być racze drastyczne - lecz jedynie o to, by chronić ją jak najszczelniej w razie ataku. Bo skąd taki Yve miał wiedzieć, że demon w jego lodówce to żaden tam napastnik tak na dobrą sprawę, tylko zwyczajny złodziejaszek, który własnie po prostu wyjada mu jedzenie z lodówki?
Inną sprawą było to, że w ogóle nie udzielił odpowiedzi swojej podopiecznej. Przecież nie po to sprowadził ją do domu, żeby zaraz wpakować ją w jakieś nowe niebezpieczeństwo! Do tej pory był kompletnie przekonany, że ten dom stanowi ostoję spokoju i bezpieczeństwa, że żadne świństwo nie może wedrzeć się do środka, gdy tylko nad tym czuwał. A zawsze był odpowiednio ostrożny, zawsze sprawdzał setki razy przed wejściem do środka, czy aby nikt go nie śledzi. Ile razy wchodził do kamienic kilka przecznic dalej, żeby tylko umknąć z budynku przez okno i chyłkiem przyjść tutaj, by wślizgnąć się sprytnie zamaskowanym wejściem "tylnym", o którym nawet Cysi nie wspominał, bo przecież znajdowało się w jego gabinecie!
Był płatnym mordercą! Jego pierwszą trzeźwą myślą było to, że koniecznie musi coś z tym wszystkim zrobić, zanim jego przeciwnik postanowi zrobić coś pierwszy. Ostatecznie jego przewaga - przynajmniej tak do tej pory - składała się niemal tylko i wyłącznie z zaskoczenia, demon nie spodziewał się powrotu domowników.
A tu jeb.
Stał sobie taki dwumetrowy elf z wycelowaną w niego strzałą i ani myślał się bać. Strach paraliżował, niszczył szanse na obmyślenie dobrego planu i zwyczajnie dekoncentrował, a do tego nigdy nie należało dopuścić. Zwykle przez brak zimnej krwi wszystko szło się chromolić.
Sam Yve powoli, jakby miał do czynienia z rozwścieczoną bestią, przykucnął, patrząc na demona teraz z dołu. W porządku. Demon siedzi ci na lodówce, Yve, dzień jak co dzień, wyobraź sobie, że to mucha. Taka z lekka zakrwawiona i piekielnie niebezpieczna dodatkowo dzierżąca za pasem miecz.
Normalka.
Nie ma się czym przejmować przecież.
- To MÓJ dom - wycedził głośno elf i sam obnażył zęby i zawarczał niczym zwierzę. Jeśli nie stała przed nimi istota rozumna, to chociaż tak sobie pomyślał, że byłoby całkiem nieźle zaznaczyć, że to jego terytorium jest. Czy coś. W jego ojczystej wiosce niekiedy tak robiono, jeśli wilki podeszły zbyt blisko ich siedlisk...
Ale czy to podziała na demona?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Wto Sie 25, 2015 4:02 pm

Cysia nadal nie była szczególnie przytomna, co przejawiało się zarówno w jej zachowaniu, jak i wyglądzie. Bądź co bądź, spędziła trochę czasu poza domem, dokładając wszelkich starań aby nie zostać odnalezioną przez elfa. W takich okolicznościach trudno mówić o odpoczynku i cieplutkim łóżku, prawda? Tak naprawdę udało jej się trochę pospać dopiero teraz, kiedy wracali z rynku. Nie za długo, ale wystarczająco żeby poczuła się nieco lepiej. Puchaty dywan, na którym położył ją Yve kusił - no bo co takiego by się niby stało, jakby jeszcze trochę sobie pospała? Absolutnie nic. W końcu to nic niecodziennego, że właśnie została odgrodzona od swojego opiekuna przez wysoki, piaskowy mur. Nie wspominając o stopach, które, jak zauważyła, wystawały z lodówki - co w tym dziwnego?
Szczerze mówiąc, po tym, jak Yve próbował ją w niewątpliwie oryginalny sposób uświadamiać nie sądziła, by cokolwiek było jeszcze w stanie ją zaskoczyć.
Chwilę jej to zajęło, ale w końcu trochę otrzeźwiała. Zaczęło do niej docierać, że to, co się dzieje jest jednak dość nietypowe, oddzielający ją mur nie wziął się znikąd, a dobiegający ją warkot nie wróżył niczego dobrego. Chwiejnie podniosła się na nogi, opierając się o piaskową ścianę, która zdążyła jeszcze bardziej urosnąć. Tylko przez moment, do czasu, aż poczuła się nieco pewniej i nie było obawy, że zrobi krok, by następnie się przewrócić. Obeszła mur, co zapewne nie było zbyt rozsądne, jednak koniecznie chciała zobaczyć, co się dzieje.
No i zobaczyła.
Na ich lodówce siedział piesek, a raczej psopodobne... no, coś. Długie, białe włosy, zakrwawione ciuszki i miecz u boku. Nic przyjemnego. Co prawda zawsze chciała mieć zwierzaczka i nawet próbowała przekonać do tego swojego opiekuna, jednak nie dokładnie tak sobie to wtedy wyobrażała. Z jej ust wydobyło się ciche "och!". Przestraszona, obejrzała się za siebie, w stronę drzwi. Może ona jednak sobie jeszcze na trochę wyjdzie i wróci, jak już będzie po wszystkim, co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    

Powrót do góry Go down
 
Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    E a s t  E n d :: Stare kamienice i domki-
Skocz do: