IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Profesjonalne Usługi Sprzątające - 1000 nowych dolarów od osoby!

Go down 
AutorWiadomość
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Profesjonalne Usługi Sprzątające - 1000 nowych dolarów od osoby!    Pią Maj 01, 2015 9:57 pm

Godność:
Dawno, dawno temu, gdzieś w bardzo odległej elfiej wiosce zakopanej w najciemniejszej kniei na świecie narodził się, o niespodzianko, mały elf. Mały elf, któremu dano imię Yveoon Leasfreks Dun. Jednak i tak wszyscy wołali na niego po prostu Yve, co w jego długich uszkach brzmiało za bardzo kobieco. Po opuszczeniu swojej rodzinnej wioski, zaczął przedstawia się jako Yvonne (co wciąż brzmiało bardzo kobieco) Leon Dun. Ale i tak prosi, by nazywano go Yve. Ze starymi przyzwyczajeniami tak trudno jest się pożegnać… co nie?

Wiek:
Ciężko powiedzieć. Naprawdę. Zacznijmy od tego, że w rodzinnej wiosce Duna (przez jej mieszkańców pieszczotliwie nazywaną Szmaragdową Kolonią), nikt nie korzystał z takich wynalazków jak kalendarze. Czas liczyli za pomocą pór roku i zmian cyklów księżycowych. I jeszcze gwiazdozbiorów (serio, to było dziwne miejsce).
Ale Yve może uczciwie powiedzieć, że w swojej wiosce uczciwie przeżył 47 wiosen, przy czym ładnych kilkanaście lat poza nią. A wciąż wygląda jak młokos i tak, o zgrozo, zachowuje się przez cały czas. A przynajmniej przez jego zdecydowaną większość.

Orientacja:
Bardzo wyraźnie zadeklarowana aseksualność. Dlaczego? Yve wyznaje zasadę, że uczucia wyższe pozbawiają rozumu i przez to każda istota staje się ułomna. Zresztą, to taki zapracowany człowiek elf, że nie ma czasu na takie słabostki. W końcu istoty, które parają się podobną profesją są narażone na ryzyko przez cały czas, czyż nie?
Przynajmniej tak sobie powtarza cały czas. Ale ładne kobiety lubi. Patrzeć na nie i w ogóle, bo są, no cóż, ładne.

Pochodzenie:
Temat znacznie trudniejszy, niż określenie wieku Yvego. Naprawdę. On sam tak na dobrą sprawę nie ma pojęcia, w jakim kraju znajduje się jego umiłowana Szmaragdowa Kolonia. Nawet nie ma pojęcia, w jakim języku mówią. Brzmi to jak chaotyczna mieszanka chińskiego, łaciny, rosyjskiego i niemieckiego. Na dodatek zamiast normalnego łacińskiego alfabetu tamtejsze elfy używały jakichś dziwacznie powykręcanych znaczków. Z zawijasami. I motywami roślinnymi – przy czym wciąż to były literki.
Szmaragdowa Kolonia znajduje się w Puszczy Amazońskiej. Lecz została owinięta setką zaklęć ochronnych, a każdego roku, w czasie wiosennych świąt, dodawane są nowe, a stare wzmacniane. Żadna istota, która nie uzyskała zaproszenia lub nigdy nie była w Kolonii nie ma prawa zapuścić się na te tereny. Nie dość, że bariery jej nie przepuszczą, to dodatkowo zapewne zostałaby zabita przez liczne odziały strażnicze. Ewentualnie wyczyszczono by takiemu komuś pamięć.
Tak czy siak – Yve wywodzi się z samego serca Puszczy Amazońskiej.

Rasa:
Ha ha, całkiem proste. Wystarczy na niego spojrzeć. Długie uszy, z deka skośne i kocie oczęta oraz ten kuszący dziki wygląd. A jak jeszcze dorzuci się do tego nienaganne uzależnienie od zieleni (które przynajmniej powinno u niego występować…), i umiłowanie do natury, to można uzyskać całkowity obraz sytuacji.
Elf, oczywiście.
Choć i tak bardziej nietypowy, niż ktokolwiek byłby w stanie założyć.

Ranga:
Wystarczy spojrzeć na fakt, że uciekł ze swojej Szmaragdowej Kolonii zakopanej w bardzo głębokiej puszczy. Miał tego wszystkiego po prostu dość – w końcu jak długo można zachwycać się drzewami, trawką i kwiatuszkami? Na dodatek to życie z naturą w harmonii… Yvemu robiło się niedobrze na samą myśl o tym.
Dlatego uciekł do miasta. A więc tym sposobem można bez żadnych skrupułów nazwać go Elfem Miejskim.
Ale i tak byłby jednym z bardziej nietypowych przedstawicieli swojej rasy. Nawet wśród innych elfich mieszczuchów. Chodzi o to, że on nie czuje żadnej, ale to absolutnie żadnej wewnętrznej potrzeby do integrowania się z naturą. Absolutnie. Ot, czasami przypadek zagna go do parku, ale z całą pewnością nic więcej. Żadna potrzeba, o nie.

Moc:
1) Władca Szmacianej Laleczki – ta jakże urocza zdolność polega na tworzeniu z rozmaitych naturalnych odpadków (kurzu, piasku, pyłków, sierści… i wszystkiego innego, co z natury da się wyciągnąć) w bardzo cieniuchne, aczkolwiek szalenie trwałe niteczki. Za pomocą tych sznureczków można manipulować przedmiotami. Wiadomo, jednak potrzebna jest spora wprawa no i ręce zatrząść się podczas takiej czynności nie mogą. Dlaczego?
Ręce nie mogą się trząść z jednego, jedynego powodu – te urocze niteczki z jednej strony są przytwierdzone do paluszków Duna. Steruje nimi za pomocą ruchów palca. Więc w sumie każdy, kto ma lepszy wzrok, może dzięki nim go wyśledzić. No a gdyby mu paluszki połamać, to skończyłaby się cała zabawa… Ach, jak mi przykro.
Dodatkowo, o ile inny ktoś jest dość nierozważny, można manipulować jego ciałem za pomocą tych sznureczków. Ale to już wyższa szkoła jazdy i sam Yve używa tego w ostateczności. Już woli pokierować nożem tak, by wbił się komuś w plecy. Mniej wysiłku, mniej zachodu…

2) Zielone Strzały – na czym to polega… Otóż Yve posiada całkiem niebanalną zdolność, która polega na zebraniu kolosalnej liczby pyłków roślinnych, kurzu, sierści zwierzów, gałązek, drobnych minerałów… i ogólnie wszystkiego, co od natury pochodzi, i uformowaniu z nich pocisków.
Właściwie nie tyle pocisków, co strzał. Ale nie musi nosi
ze sobą łuku, żeby się tym posługiwać. O, nie. Robi łuk ze swojej własnej ręki – lewej na dodatek. W jaki sposób? Po prostu za pomocą swojej pierwszej zdolności, tworzy cięciwę, którą naciąga za pomocą drugiej. A, jak wiadomo, elfy to strzelcy biegli i wspaniali, bardzo rzadko pudłuje. I, na dodatek, ma możliwość sterowania lotu strzały, jeśli tylko przytwierdzi do niej jeden ze swoich magicznych sznureczków.
Całkiem proste, prawda?

3) Pustynny Władca – a to moc najprostsza ze wszystkich. Kontrola piasku, jaki uda się nagromadzić. Czy to ze szczelin chodnika, czy to może z doniczek, czy jeszcze jedni bogowie wiedzą skąd. Ot, jeśli w pobliżu jest gdzieś piasek, to Yve może wykorzystywać go w najróżniejszych formach.
Może tworzyć zeń pociski i używać jako strzał, albo zrobić sobie tarczę, albo komuś nogi zaplątać, czy wciągnąć kawałek nogi pod ziemię…

+ moce rasowe (komunikacja z roślinami i zwierzętami; zwiększona sprawność fizyczna; celność)

Umiejętności:
Uhu, w wypadku tego szczególnego długoucha można wymienić ich całkiem sporo. Oczywiście, zgrabnie pisze i mówi po angielsku. Ale należy dodać, że wypowiada się z pewnym dziwacznym akcentem odrobinę zbliżonym do niemieckiego. A jego pismo jest nadzwyczaj staranne i szykowne – efekty niezwykłej kontroli nad pracą dłoni i palców.
Posługuje się również swoim ojczystym językiem, zarówno w formie mówionej, jak i pisanej. Ale to i tak bez znaczenia, bo dla wszystkich pozostałych język ten brzmi jak bełkot. A Yve nie słyszał o innym elfie, który ośmieliłby się opuścić Szmaragdową Kolonię.
Słodki Yve potrafi walczyć na dowolny sposób – od używania potężnych mieczy dwuręcznych, przez rapiery, przez leciutkie sztylety, przez łuki, pięści, aż do broni palnej. Do wyboru, do koloru. Aczkolwiek faworyzuje walkę na dystans. Wtedy ma pewność, że trafi w cel. W ostateczności walczy w zwarciu. Ale bardzo, bardzo, bardzo tego unika. Zdecydowanie woli uciec i podejść do sprawy po raz drugi, niż pozwolić przeciwnikowi znaleźć się w odległości mniejszej niż dziesięć metrów. Och, i ogólnie specjalizuje się raczej w skrytobójstwie.
A, umie również bez większych problemów przetrwać w dziczy bez żadnego ekwipunku. Umiejętności survivalowe ma rozwinięte nawet za bardzo. Za to nie potrafi odnaleźć się w kuchni. Ani wśród sztuki. Sztuki w formie innej niż walka czy broń.

Broń:
Mały, słodki Yve sam w sobie jest całkiem śmiercionośną bronią – zwłaszcza jeśli dorzuci się jego moce do tego worka. Ale oprócz tego, ten uroczy elfik ma przy sobie całkiem pokaźny arsenał broni. Naprawdę.
Po pierwsze: woreczek ze srebrnymi grotami i szklanymi kulkami z wodą święconą. W końcu nigdy nie wiadomo, czy nie trzeba będzie zapolować na któregoś z przeklętych. Srebrne groty wystrzelone z łuku wbiją się w ciało zmiennokształtnego jak w masło, a szklane kulki z wodą święconą pękną pod wpływem uderzenia, gdy napatoczy się wampir czy demon. Żyć, nie umierać. Na dodatek srebrne naboje.
Po drugie: srebrne, wysuwane ostrza przymocowane do nadgarstków, dodatkowo bogato nasączone wodą święconą.
Po trzecie: nieduży pistolecik za pasem, a w nim srebrne naboje, wymoczone w wodzie święconej. Dobre zarówno jak na nieśmiertelnych, jak i ludzi.
Czasami też nosi przy sobie a to jakiś nóż, a to jakiś kastet czy własnoręcznie ważone trucizny.

Wygląd:
Elf, który elfa, prawdę mówiąc, zewnętrznie średnio przypomina. Wiadomo – zwykle elfy są wysokie i szczuplutkie, a przy tym jasną skórę mają i ubierają się na zielono. Ale z całą pewnością nie ten.
Yve jest w sumie… bardzo wysoki. Mierzy sobie caluśkie 201 centymetrów, ale wtedy, gdy się całkowicie wyprostuje. Wtedy wygląda niesamowicie majestatycznie. Naprawdę. Zwłaszcza, gdy dorzuci się do tego całkiem porządnie muskulaturową budowę ciała (nad którą musiał całkiem porządnie ćwiczyć… całkiem porządny kawał czasu). Szerokie barki, potężne mięśnie i dodatkowo dużo, szorstkie dłonie z długimi palcami. Paznokcie zawsze ma krótkie, by nie przeszkadzały ani nic, bo to byłoby bardzo problematyczne w jego zawodzie.
Na dodatek (w sumie tylko i wyłącznie dla lepszego efektu) zapuścił sobie włosy, by mogły powiewać na wietrze, gdy tak sobie stoi na szczycie jakiegoś wieżowca. A te włosy to ma rudawobrązowe, choć w znacznie większym stopniu brązowe. Mienią się taką miedzią w promieniach słońca, czego elf trochę nie lubi, bo koledzy z branży wówczas nabijają się z niego, że jest autentycznie rudy, kiedy on tak tylko troszeczkę i przy dobrym świetle.
Oczęta ma skośne i z deka kocie – różnią się tylko barwą, a bo są ciemnoniebieskie, a nie zielone. Za to źrenice – wypisz wymaluj i jak z kota wyjęte. Na dodatek otoczone ślicznymi i gęstymi rzęsami. Cudne spojrzenie. Zwłaszcza, gdy patrzy w oczęta swojej najnowszej ofierze albo stoi idealnie nieruchomo i spokojnie umazany krwią po same długie uszy.
Yve ubiera się, przynajmniej na co dzień, jak najbardziej kolorowo. A najczęściej w rzeczy podchodzące pod tradycyjne ubiory japońskie. Kwieciste kimona, czy inne tego typu rzeczy – w końcu można tam z wielką łatwością ukryć jakąś broń, prawda? Za to w czasie zadania przybiera wygląd jak najbardziej niepozorny. Wiadomo chyba, dlaczego.

Charakter:
Profesjonalne usługi sprzątające – 1000 nowych dolarów od osoby!
Yve jest najbardziej beztroskim elfem w historii. Najprawdopodobniej. Rozrzuca rozbawione uśmieszki i żarciki na prawo i lewo, nie zwracając uwagi na to, do kogo właściwie trafią. Bo i po co? W końcu kogo obchodzi, jaką płeć ma rozmówca? Zwłaszcza, gdy tak na dobrą sprawę przychodzi do Yvego w formie klienta…
Przez większość czasu wykazuje się wręcz nadmierną uprzejmością, do większości osób zwracając się per „pan” lub „pani”. Chyba że taka osoba zażyczy sobie inaczej. W końcu podstawą dobrego pracownika jest kultura osobista. Wiadomo, że nikt nie zatrudni takiego zabójcę, który zaraz po wykonanej robocie włazi do domu i zachlapuje dywan krwią. Niesmaczne raczej.
Ach, w tym miejscu należałoby uściślić, że Yve jest… poniekąd najemnikiem. Wystarczy sypnąć pieniędzmi, a Yve zajmie się resztą. Przez porwania, pobicia, kradzieże aż do zabójstw. Ma swój własny cennik i ani myśli odstępować od niego. W końcu ma swojej zasady! I często je cytuje, o zgrozo.
Dun, jak na najemnego bandziora, jest bardzo sympatyczną osobą. Naprawdę. I ma absolutnie w nosie takie drobnostki jak odwieczna wojna między nieśmiertelnymi i śmiertelnymi (których po swojemu nazywa nieumartymi i umartymi) i jednakowo ich wszystkich traktuje. Oczywiście, poza swoimi przyjaciółmi – ale żeby zaskarbić sobie coś tak ogromnego, trzeba się natrudzić, bo mimo wszystko, Yve jest całkiem ostrożny w dobieraniu sobie przyjaciół i zwykle najpierw ich sprawdza. Po kilka razy, dla pewności. Tak samo postępuje ze swoimi klientami – nigdy nie zaprasza ich do siebie. W końcu nikt nie byłby szczęśliwy, gdyby na głowę zwaliła mu się Rada z pretensjami, że zakłóca jakąś tam równowagę czy inne duperele. To w końcu takie męczące…
Yve to zdecydowanie optymista. I jest tak bardzo pewny siebie, że ta pewność unosi się wokół niego niczym tarcza, a wszystkie słowa krytyki odbijają się od niej jak piłki tenisowe.
No i trudno jest go wyprowadzić z równowagi. No chyba że go uderzysz. W twarz. Wtedy Yve do końca życia tego nie wybaczy – w końcu wszyscy wiedzą, że uderzenie w twarz to najbardziej kompromitujący gest w historii!
Ale, ale… Yve dzierży w sobie jakąś nieposkromioną nutkę szaleństwa. Dlatego lepiej z nim uważać, bo nigdy nie wiadomo, co takiemu do łba strzeli. Czujcie się więc ostrzeżeni.

Historia:

O Szmaragdowej Kolonii

(na potrzebę spisania mej zacnej biografii, pozwoliłem sobie przełożyć wszystkie dialogi prowadzone w mym ojczystym języku, na wasz. Ale nazwy stanowisk sobie zostawiłem, bo brzmią mraśnie - Yve)

- Yveoon, czas na śpiew – zamruczała moja Htayokoli (czyli Matka) z miną cierpiętniczą. Nie lubiła, gdy parałem się czymś tak, według jej mniemania, niepotrzebnym. W końcu niby komu, prócz khu’tilas (strażnikom granicznym) miałaby się przydać sprawność fizyczna i wyszkolenie bojowe.
Nie należałem do żadnego rodu, z którego wywodzili się khu’tilas, więc po co miałbym uczyć się władać ostrzem? A ja tak bardzo tego żałowałem… W końcu komu przyda się śpiewanie? Nigdy nie wiadomo, czy czary obronne, które otaczają Kolonię nie runą. Ktoś może nas zaatakować. I kto nas obroni? Garstka idealnie wyszkolonych wojowników? A co z resztą? Będziemy strzelać do nich z łuków, aż skończą nam się strzały? Albo moc?
Zapewne zostałbym posadzony przed Gerta’Nurreen (Starszą Opiekunką - przewodniczką Kolonii) i daliby mi jakąś upokarzającą karę, by przyćmić mój temperament i utemperować butne przekonania. To tak okropnie żałosne…
A Kolonia jest najnudniejszym miejscem na ziemi. Czas tutaj nie ma znaczenia – wszyscy po prostu istnieją i zajmują się głupotami. Cały czas to samo… I, co jest najgorsze, prawdę nikomu to przeszkadza… A ja, ja chciałbym się stąd wyrwać. Naprawdę. Posmakować życia z dala stąd. Dlatego uczę się sztuk khu’tilas.
Tylko oni potrafią sobie poradzić na zewnątrz – a przynajmniej tak mówi Gerta’Nurreen. Podobno była kiedyś wśród ludzi, w miastach. Musiało być tam cudownie…
W końcu w Kolonii wszystkie jest takie samo. Codziennie polowania, śpiew i jakże nudne wykłady o filozofii. Chciałbym stąd odejść. Naprawdę.
Moja matka mówiła kiedyś, że pewnego dnia będę chciał iść w ślady mego ojca, ale ja tego kompletnie nie rozumiałem. Wówczas nie wiedziałem jeszcze, że pochodził Zza Ściany, że był z Zewnątrz i nie przynależał do Klanu. Nikt nie dzielił się ze mną tymi informacjami, dowiedziałem się o tym dopiero przed odejściem. No cóż... poszedłem jego drogą, mimo że nawet jej nie znałem.
- fragment dziennika Yveoona Duna

Potrzebne mi powietrze!
Gerta’Nurreen Szmaragdowej Kolonii delikatnie pieściła swoimi jasnymi palcami struny harfy. Bardzo wyjątkowej harfy, którą sama kupiła, gdy raz jedyny udała się na zewnątrz. Po dzisiejszy dzień nie mogła zrozumieć, dlaczego ktokolwiek chciałby mieszkać poza Kolonią. Tamtejszy świat był taki zimny, nieprzyjazny… Wszyscy powinni umrzeć, naprawdę. Te… te istoty! Takie okropne! Żądne krwi i śmierci! Jak można chcieć w ogóle…
- Gerta’Nurreen! – oznajmiła jedna z elfek, która strzegła spokoju Opiekunki. – Yvoon Dun chciałby cię…
Nie skończyła. Do środka wparował młody elf o bardzo zuchwałej twarzy i hardej postawie. Najwyraźniej nie zamierzał się poddawać, póki nie uda mu się osiągnąć swego. Tylko czego mógł chcieć? Młody Dun miał bardzo butną duszę. Być może chciał zostać jednym z khu’talis? Oh, tak. To niemal oczywiste. Przecież jego ojciec był Podróżnikiem – przybył do Szmaragdowej Puszczy z Zewnątrz. Młody Dun z całą pewnością odziedziczył to po nim, o tak.
- Gerta’Nurreen, chcę… - zaczął, lecz zaraz za nim wpadła jego matka. Zziajana i z paniką w oczach. Tak całkowicie niepodobnych do oczu jej syna.
Opiekunka zawsze wiedziała, jak skończy się życie tego młodego elfa – zabiją go czcze marzenia o cudach Zewnętrznego Świata. To było oczywiste. Od zawsze.
- Nie! Nie pozwól mu! – wykrzyknęła z rozpaczą Serynala Dun i uczepiła się ramienia swego syna, niby ostatniej deski ratunku. Wlepiała błagalne oczy w Opiekunkę, jakby ta mogła go powstrzymać! To przecież niemożliwe…
- Chcę odejść – oznajmił hardo fukusertel (coś jak syn marnotrawny). A Opiekunka wiedziała, że nie może go powstrzymać. Jak? Miał tak niespokojnego ducha. Zbyt niespokojnego, aby mógł zostać i nie wprowadzać zamieszania.
- Dlaczego? – Chciała zadać mu to jedno tylko pytanie. Planowała to już od chwili, gdy Serynala zaczęła spodziewać się dziecka.
Yvoon wyprostował się z godnością godną khu’talis i odepchnął od siebie matkę, stanowczo – lecz niezbyt mocno, by nie upadła.
- Potrzebne mi powietrze! – oznajmił

Za ścianą
Młody elf Yvoone Leasfreks Dun ze zdumieniem rozglądał się po porcie. Czuł się… tak bardzo dziwnie. Tak bardzo niezwykle i niecodziennie! Nie zwracał uwagi na to, że normalni ludzie przyglądają się jego ubiorowi z pewny niesmakiem. I mówili jakoś tak… dziwnie. Inaczej.
Yve nie mógł się z nimi porozumieć. No bo jak? Dlaczego nie mówili w jego języku? Dlaczego? Był pewien, że wszędzie ludzie mówią tak samo! Że na całym świecie obowiązuje język jego ojczyzny!
Wpadał na ludzi i nieśmiertelnych, nie mogąc pojąć, czego oni mogą od niego chcieć. Chciał im wytłumaczyć, że tak naprawdę nie ma pojęcia, co mówią, ale nawet nie wiedział, jak mógłby im to pokazać, bo nie potrafili przeczytać tego, co napisał.
Musiał… musiał nauczyć się ich mowy? A może ich nauczyć jego własnej? Tylko że nikt nie wrażał na to chęci… Dlaczego? Czy Yve coś im zrobił?
Ale nie mógł się nad tym zastanawiać. W końcu, sam tego chciał. Musiał podołać swojemu własnemu wyborowi i żyć z tym. W końcu nie mógł wrócić do Kolonii. Jakaż by to była hańba! Ucieczka z podkulonym ogonem! Musi przeżyć choć kilka lat w Zewnętrznym Świecie, by móc się przekonać, czy uda mu się.
Nie miał pojęcia, jak wiele musiał się jeszcze nauczyć… Nie miał pojęcia, jak dalej potoczy się jego życie.
Nie miał pojęcia, że po kilkunastu latach nawet nie będzie chciał wracać myślami do swoich wspomnień z pierwszych lat po swojej ucieczce ze Szmaragdowej Puszczy.
Nie miał pojęcia, że kiedyś będzie bawił się w Londynie i odkładał niemal każdy grosz i szukał kogoś, komu może być potrzebny.
No bo skąd ktoś, kto całkowicie nie zna życia, może przewidzieć cokolwiek?

Profesjonalne usługi sprzątające – 1000 nowych dolarów od osoby!
Yve spokojnie zasiadywał w swoim bardzo prymitywnym biurze… i mieszkaniu jednocześnie. Nie, w sumie w swoim Gabinecie – pokoju mistycznym i niesamowitym, gdzie przetrzymywał swoją broń i całe Zło tego świata. I ciastka. I bardzo sprytnie ukryte pieniądze i w ogóle wszystko.
Już od dłuższego czasu nikt nie poszukiwał kogoś o jego umiejętnościach… i chęciach. Dlaczego tak nagle było bardzo trudno wybić się najemnemu zbirowi? No dlaczego? Ostatnimi czasy, to Yve nawet zastanawiał się nie tylko nad obniżeniem cen, ale również rozszerzeniem swoich usług.
Może mógłby nosić zakupy? Albo je robić chociaż? W końcu długo tak nie pożyje, jeśli klientów nie będzie, o nie. Już nawet nie wspominając, że odwrotu nie ma. No i nie jest sam. O tym też nie może zapominać, co to to nie. Świętokradztwo!
- Cyśka, jak sądzisz, może powinienem się zająć ogrodnictwem? – rzucił, drapiąc się za lewym uchem.

Inne:
- boi się kotów i ma na nie alergie (ironia – elf mający uczulenie na jakieś zwierzę);
- nie potrafi spędzić usiedzieć w miejscu dłużej niż kilkanaście minut, bo zaraz zaczyna go nosić na wszystkie strony tego świata;
- strasznie nie lubi, gdy ktoś mówi mu, że ma kobiece imię (co przecież prawdą nie jest!);
- jest opiekunem takiego jednego małego i podłego barachła, które drogie jest mu szalenie, czego pewnie nie powie temu podłemu czemuś, bo by niecnie to wykorzystało. Niechybnie!

Inne konta:
Belzebub, ta demoniczna galareta.


nieposkromiony
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Nieumiarkowanie
avatar

Posts : 22
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Profesjonalne Usługi Sprzątające - 1000 nowych dolarów od osoby!    Sob Maj 02, 2015 11:00 am

Akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://niesmiertelni.forumpl.net
 
Profesjonalne Usługi Sprzątające - 1000 nowych dolarów od osoby!
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» 1000 letnie Królestwo Isusa... jak będzie ono funkcjonowało

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    K a r t y   P o s t a c i :: Karty akceptowane-
Skocz do: