IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

  Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Sob Maj 02, 2015 8:52 pm

Mała chatynka, która wygląda, jakby ktoś na siłę wcisnął ją pomiędzy dwie wysokie, choć równie obskurne kamienice. Dwa okna umieszczone od strony ulicy są zabite deskami i wyglądają, jakby nikt ich nie ruszał od wieków. Prawda jest taka, że z łatwością można je otworzyć.
Drzwi frontowe również nie wyglądają zbyt dobrze. Jakby ktoś chciał je rozwalić ze trzy razy, ale jakby jakimś cudem jednak nikomu nie udało się ich do końca rozwalić. W środku domek również nie jest duży, ale wygląda... przynajmniej o trzy nieba lepiej niż z zewnątrz.
Podłogi są wykładane ciemną boazerią, zwykle nieskazitelnie czystą, dodatkowo przyozdabiają ją miękkie dywany i całe setki poduszek najróżniejszej wielkości i we wszystkich kolorach. Ale w domku są, niestety, tylko takie pomieszczenia - duży pokój ogólny (w którym poszczególne strefy są od siebie oddzielne parawanami), kuchnia (nieduża, prawdę mówiąc...), korytarzyk, łazienka i taki tam zamknięty wiecznie na klucz pokój, do którego Yve wchodzi sam i zabrania Cysiadłu za wszelką cenę (albowiem jest to niesamowicie tajny pokój, w którym przyjmuje klientów i gdzie przechowuje całą swoją broń).
*****

Yve miotał się po domu. Miotał, to odpowiednie słowo dla tego, co właściwie robił. Przechadzał się w tę i z powrotem po Dużym Pokoju i nie mógł znaleźć sobie odpowiedniego miejsca, w którym mógłby choćby na chwilę usiąść. Zupełnie tak, jakby wcale nie był u siebie w domu, jakby był obcy i nie miał pojęcia, co gdzie jest.
A przecież wcale tak nie było.
Po prostu był na swój sposób kompletnie zestresowany i nie wiedział, jak właściwie zrobić wszystko tak, jak planował i żeby wyszło dobrze. W jego wyobrażeniach Cysia siedziała przed nim grzecznie na poduszkach i słuchała z zainteresowaniem wymieszanym z lekkim zawstydzeniem - bo przecież tak powinna wyglądać dziewczynka w jej wieku słuchająca o TAKICH rzeczach - ale jednocześnie gdzieś tam w środku zdawał sobie sprawę, że rzeczywistość wcale nie będzie tak wyglądała, o nie. W końcu ten mały szatan wcale nie był skromną i kochaną dziewuszką. I to najbardziej przyprawiało Yvego o ciarki na plecach i zimny pot na czole.
Kopnął leżącą na swojej drodze poduszkę z niechęcią i skrzyżował ręce na piersi. Na chwilę, bo zaraz jedną dłoń wsunął do kieszeni, a drugą nerwowo pocierał brodę. Co jakiś czas zdenerwowany przejeżdżał tą swoją wielką grabą po karku albo zaczesywał włosy za uszy. No los go pokarał. To musiała być pokuta! Kara boska zesłana za tych wszystkich ludzi, których pozabijał czy pobił za pieniądze! Czuł się trochę jak rodzic, który właśnie ma rozmawiać o TAKICH rzeczach ze swoją córką. Matko Boska. Jak dobrze, że nie był ojcem. I jak źle jednocześnie, że opiekował się dziewczynką. Czemu jakiś chłopiec mu nie napatoczył się w odpowiedzi na ogłoszenie?! Przecież wtedy byłoby o tyle łatwiej! Po prostu powiedziałby co i jak, prawie zero skrępowania przy tym i w ogóle wszystko. Chłopcy jacyś bystrzejsi byli... a z taką dziewczynką? Dorastającą, młodą kobietką? Horror. Jeszcze nic nigdy nie przerażało go tak bardzo jak perspektywa tej jednej rozmowy, kiedy to postanowił uświadomić swoją najdroższą podopieczną, skąd właściwie biorą się dzieci. A żeby oszczędzić sobie podobnych rozmów później, dorzucił do tego również metody antykoncepcji, o których tyle się naczytał w internecie i o które, z zażenowaniem wielkim, pytał panie w aptekach.
Był gotów.
Teoretycznie.
Teraz zostawało mu tylko poczekać, aż Cyś wróci do domu. Ugh, jak bardzo - po raz pierwszy w życiu! - modlił się, żeby to nie nastąpiło tak szybko!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Sob Maj 02, 2015 9:27 pm

Płonne jego nadzieje, ponieważ dziś, o zgrozo, wróciła znacznie wcześniej niż zazwyczaj. Klucz przekręcił się ze szczękiem w zamku - z dźwiękiem, który stanowił dla Yvego zwiastun zbliżającej się katastrofy. Ale już za późno. Już weszła. Słychać kroki. Nie ma gdzie uciec. Nie ma wymówek.
To koniec.
Cyś skończyła dziś zajęcia wcześniej - została zwolniona ze względu na nieobecność nauczyciela. I niech go diabli wezmą, oby wrócił jak najpóźniej. Nigdy go nie lubiła. Miał rybie oczy i wiecznie czerwoną twarz, zupełnie jakby był nalany. Ponadto potrafił przez cały tydzień chodzić w tych samych ciuchach, wyobrażacie to sobie? Porażka jakaś! Przecież to musi być przepocone i w ogóle, fuj. A poza tym, na litość boską - to przecież facet! A jedynym facetem, którego się nie obawiała, był Yve. No, ale dziwne jakby się go bała, skoro zapewniał jej dach nad głową. Chociaż może powinna? Tak troszeczkę, coby miała wobec niego jakiś szacunek. I nie zlewała tak zupełnie jego kar, pouczeń i mniej uprzykrzała życie.
Haha, nie.
Wracając, nie bardzo miała co ze sobą zrobić mając tyle wolnego czasu. Pokręciła się trochę po mieście, ale jak tylko jej zapas ciastek się skończył (owszem, nosi ze sobą ciastka do szkoły, co w tym dziwnego?) zarządziła natychmiastowy powrót do domu. Zapasy trzeba w końcu uzupełnić, wiadomo.
Zamknęła za sobą drzwi i ściągnęła buty. Rzuciła gdzieś niedbale kurtkę, nie zwracając nawet uwagi na to, gdzie wyląduje.
- Wróciłaam! - zawołała, tym samym oznajmiając elfowi swoje przybycie. Nie wiedziała nawet, że było ono tym, czego tak bardzo się obawiał przez cały ten czas. Bo i skąd miała to wiedzieć? - Cieszysz się, nie? Hej? Yve?
Brak odpowiedzi. No, w każdym razie nic nie usłyszała. Może on też jej nie słyszał? Hm.
Wkroczyła do Dużego Pokoju w samą porę by móc sobie popatrzeć, jak elf miota się w tę i z powrotem. Nieco ją to zdezorientowało, no bo wydawał się jakiś taki... nieswój. Jakby zdenerwowany czy coś. Ale on się przecież nie stresuje, no chyba, że akurat coś przeskrobie. A generalnie to jest najbardziej wyluzowanym typem jakiego znała. Tak się mało przejmuje wszystkim. Zastanowiła się. Zrobiła coś ostatnio? Nie przypominała sobie. No, zwinęła trochę ciastek z pobliskiego sklepu, ale o tym jej opiekun się przecież nie dowiedział. Prawda? Więc o to chodziło? O rany, jaka wtopa.
- Zanim powiesz cokolwiek, to ja naprawdę nie chciałam, tylko te ciastka tak na mnie patrzyły i ja je musiałam wziąć, poza tym były nowe i chciałam ci powiedzieć wcześniej i... - mówiła, wyrzucając z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, wyraźnie zawstydzona.
Bóg jej świadkiem, że wkopała się tym jeszcze bardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Sob Maj 02, 2015 9:49 pm

Jezu. Wróciła. Matko boska. To już teraz. Yve słyszał szczęk zamku w drzwiach. Słyszał, jak się otwierają. Słyszał, jak Cysia wchodzi do środka i zdejmuje buty. Wszystko to słyszał bardzo dobrze, włącznie z tym co powiedziała na wejściu, mimo to nie odpowiedział. Nie było pytań, dlaczego właściwie tak wcześnie i czy aby przypadkiem nie urwała się z lekcji. Nic, nic, cisza. Bo on nie był gotowy.
NIE BYŁ GOTOWY.
Wcale! Może i próbował sobie jeszcze chwilę temu wmówić, że da radę, że to nic takiego... ale teraz, kiedy przyszło mu z tym zadaniem stanąć twarzą w twarz, zwyczajnie był pewien, że sobie nie poradzi. Że polegnie, odda walkę walkowerem, że pokonają go prezerwatywy i cała reszta tych wszystkich rzeczy. Bał się. Normalnie się bał. Mógł bez skrupułów i problemów zabić człowieka, mógł kogoś pobić, wtedy wcale a wcale nie żywił żadnych obaw ani nic. A teraz? Zupełnie inna bajka. Nigdy wcześniej nie czuł się tak dziwnie. A przecież to było coś naturalnego niby, teoretycznie naturalna kolej rzeczy, o której Cysia powinna wiedzieć... ale to nie pomagało. Przecież to była Marcysia. Jego Marcysieńka, oczko w głowie i w ogóle. Była mała, lubiła czochranie po włosach, tulenie i ciastka. Jak miał takiej istotce mówić o takich rzeczach i tłumaczyć, jak się odbywają? Z drugiej strony... jeśli nie on, to ktoś inny. Gorzej. Może brutalniej.
Pobladł, kiedy podopieczna weszła do środka. Autentycznie pobladł i teraz przypominał kartkę papieru albo trupa. Jezu. Dlaczego? Dlaczego musiał to zrobić? Dlaczego?
Nawet nie do końca usłyszał, co tam Cyśka do niego mówiła o tych ciastkach. Był zajęty własnym stresem, który zżerał go właśnie od środka i bardzo skutecznie pozwolił NIE SŁYSZEĆ o kradzieży. Póki co. Bo później pewnie magicznie sobie przypomni, że coś takiego miało miejsce i konsekwencje z tego wyciągnie. Ale nie teraz. Na to czas przyjdzie troszeczkę za niedługo. Najprawdopodobniej.
- Usiądź – powiedział tak spokojnie, jak tylko potrafił i wskazał dziewczynie wcześniej przygotowana stertę poduszek. I czuł się jak głupiec. Prawdziwy, stary głupiec, którym był nazywany przynajmniej raz dziennie. - Musimy porozmawiać o czymś bardzo ważnym i wiedz, że to będzie dla mnie równie trudne, co i dla ciebie – oznajmił tonem wyćwiczonym. Poważnie, ćwiczył to. Przed lustrem i starał się wyglądać poważnie i dostojnie. No, przynajmniej tak bardzo, jak pozwalała mu na to sytuacja i krzykliwy wiecznie strój, który z miejsca respektu ujmował. - O ile nie trudniejsze. - Musiał to dodać.
… tylko jak teraz zacząć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Sob Maj 02, 2015 10:07 pm

Marcysia czekała.
Czekała, aż Yve zbeszta ją za kradzież, do której właśnie się przyznała. Jednak chwila ta nie nadchodziła. A sam elf zaraz po tym, jak się wygadała zaczął mówić o czymś zupełnie innym. Cóż, tym razem nie ma nawet co próbować sobie wmawiać, że jej nie słyszał. Trudno żeby jej nie słyszał, zwłaszcza, że stała tuż przed nim. Poza tym, to w końcu elf, no kurde, nie bez powodu te uszy musi mieć takie jakieś szpiczaste, nie? No. A ponieważ zlał to, co powiedziała, zdała sobie sprawę z tego, że właśnie wpadła. On nic nie wiedział, a ona mu wszystko wyjawiła. I prawdopodobnie poniesie tego konsekwencje. Jak nie teraz, to za niedługo. Będzie wmuszać w nią szpinak. Zagoni ją do papierkowej roboty. Albo każe jej pozmywać, czy coś. Tak zrobi, niechybnie. Albo ukarze ją w ten czy inny sposób. Co za różnica, co jej każe lub zakaże, kara to kara. A ona właśnie sama sobie taką zapewniła. Genialnie, Cysiu. Genialnie.
Tak spanikowała, że minęło trochę czasu zanim zauważyła, jak Yve zbladł w chwili, kiedy stanął z nią twarzą w twarz. Tym bardziej, że normalnie to on zbyt blady nie był, więc znacznie wyraźniej się to u niego odznaczało. Trochę ją to zmartwiło.
- Nic ci nie jest? Jakoś tak... niewyraźnie wyglądasz - spytała, przyglądając mu się badawczo i z niejakim zatroskaniem. Patrzcie tylko i patrzcie uważnie, Cysia się martwi. Cysia się troszczy. Cysia się interesuje. To nie jest widok nader częsty, więc radzę wam się napatrzeć. Nie wiadomo, kiedy znów będziecie świadkiem takiej sytuacji.
Posłusznie usiadła na stercie poduszek (swoją drogą, nieźle, przygotował jej nawet stertę poduszek, lel), nadal się w niego wpatrując. I słuchała. Uważnie. Co też nie zdarza się często.
A to, co usłyszała trochę ją przestraszyło. Bardzo nawet.
- Ja wiem, że nie pomagam, ale mogę zacząć, jeśli o to chodzi, tylko mnie nie wyrzucaj, bo nie wyrzuciłbyś mnie przecież, nie? Będę sprzątać, układać i w ogóle będę wszystko, obiecuję, naprawdę... - znowu zaczęła pospiesznie trajkotać.
No bo skąd miała wiedzieć, że tym co miał na myśli wcale nie była kwestia jej nieróbstwa tylko uświadamianie, pszczółki i inne takie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Sob Maj 02, 2015 10:34 pm

Niewyraźnie wyglądasz...
A jak miał wyglądać? Właśnie przymierzał się do przeprowadzenia niechybnie najtrudniejszej rozmowy w swoim życiu, było mu naprawdę ciężko wyglądać normalnie, czyli jak zwyczajowe bóstwo luzu, które zstąpiło na ziemię, by nie przejmować się rzeczami i tylko wmuszać w niewinnych ludzi wielkie porcje szpinaku. To by stres. Zwykły stres, bo przecież on nie umiał postępować z dziećmi. Ani tym bardziej z dorastającymi dziewczynkami, do licha. Ze zrozumieniem kobiet miał wielkie problemy – przez co z lekka ich unikał – a co tutaj mówić o jeszcze takiej nie do końca kobiecie?! Rany. To sobie problemów, cholera, narobił.
Westchnął ciężko.
- Wszystko w porządku –
odpowiedział nieco słabo. - Martwię się tylko – dorzucił. O, prosz, improwizował, bo tego nie zakładał scenariusz! W końcu stanął w miejscu i przestał łazić. Wziął kilka głębokich wdechów i oparł palce u nasady nosa. Ze zdenerwowania zapomniał, jak właściwie miał zacząć. A na pamięć uczył się tekstu przecież, trochę jak aktor na scenie. Jezu. Dobra. Spokojnie, Yve, dasz radę, ludzi zabijasz, zbirem jesteś, z Cyśką sobie nie poradzisz? Nabrał ochoty, żeby stamtąd uciec w popłochu i nie wrócić już nigdy więcej.
Musiał się skupić. Musiał. Inaczej nic mu z tego nie wyjdzie, poplącze się i w ogóle kicha z tego wszystkiego wyjdzie, a nie poważna rozmowa o stosunkach damsko-męskich i dzieciach. Wolałby tego uniknąć... a gdyby tak jakiś film wcześniej kupił o takich rzeczach i jej puścił...? Tam specjaliści się wypowiadali, znali się na rzeczy. Nie! Cholera, za późno, powinien teraz wziąć się w garść. Jest mężczyzną, do licha, radził sobie do tej pory z o wiele gorszymi rzeczami, to przez to też uda mu się przebrnąć w jakiś sposób! Jakiś, no właśnie.
Przykucnął przed stertą, na której usiadła Cysia – dzięki temu mniej więcej byli na równi, jeśli o wzrost szło – i elf po prostu zmusił się, żeby spojrzeć na podopieczna zbolałym wzrokiem. Udręczonym. Poważnym. Matko.
- Co? - zapytał z roztargnieniem, kiedy dotarł do niego ten jazgot i potrząsnął głową. - Ja nie... to coś innego! Innego, Cysia, innego zupełnie! - trochę głos mu się podniósł przez to. Zamknął oczy, przejechał obiema dłońmi po twarzy i odetchnął raz jeszcze. Czemu?! Czemu to musiało być takie ciężkie?! Takie... krępujące? Dlaczego nie miał jakiejś żony czy czegoś takiego, kobietom pewnie jakoś łatwiej przychodziły rozmowy na takie tematy. - Widzisz... - zaczął już o wiele spokojniej, ale umilkł na dobre kilka sekund, nie odrywając dłoni od twarzy. - Widzisz... - powtórzył, westchnął i oderwał obie dłonie w końcu od swojej nieszczęsnej, bladej buźki. - Ammm... bo są takie pewne rzeczy w naturze, że każda istota ludzka czy zwierzęca – zamknął oczy, przypominał sobie wyuczony na pamięć tekst. - dąży do prokreacji, do przedłużenia swojego rodu i wydania na świat potomstwa, człowiek też, a ty, jako dorastająca, młoda kobieta powinnaś zdawać sobie sprawę z tego, jak to przebiega, do czego prowadzi i że tak naprawdę wcale w tym wszystkim nie chodzi tylko o dzieci – zakończył. Wydusił to z siebie na jednym wydechu, autentycznie. - I o tym właśnie chciałem z tobą porozmawiać. - Oczu nie otworzył.
Chciał umrzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Sob Maj 02, 2015 10:56 pm

Sytuacja była... komiczna. Tak, to słowo idealnie ją oddawało. Przekomiczna nawet. Ale powoli.
Przez cały czas nie spuszczała z niego wzroku ani na moment. Jego "wszystko w porządku" ani trochę jej nie przekonało, tym bardziej, że nie przestawał się kręcić, zamiast spokojnie stanąć w miejscu. Albo przynajmniej usiąść. No dobra, to Yve, on nie potrafił spokojnie usiedzieć, ale jakoś tak wydawało jej się, że tym razem ta jego nadmierna ruchliwość wynika nie z tego, a z nerwów. Ale jakich nerwów? Nic nie przeskrobała, uczyła się dobrze, więc nie rozumiała, czym on się martwił. No bo co mogło się stać? Do głowy zaczęły przychodzić jej najróżniejsze scenariusze, a co jeden to gorszy. Zabrakło mu zleceniodawców i będą musieli ograniczyć wydatki? Koniec z ciastkami, słodyczami i całą resztą? O nie, to byłoby najgorsze z możliwych!
Aż się lekko wzdrygnęła na samą myśl. Czym prędzej odepchnęła ją i na powrót skupiła się na tym, co do niej mówił.
Kamień spadł jej z serca, kiedy oznajmił, że wcale nie chodzi o to, że nic za bardzo nie robi poza uprzykrzaniem mu życia. Ale to tylko bardziej ją zaintrygowało. Bo o cóż mogło mu w takim razie chodzić?
- Jeśli brakuje nam pieniędzy, to spokojnie! Ja też mogę pracować! Może nie będę przynosić jakichś niebagatelnych sum, ale hej, zawsze lepsze to niż nic! I wystarczy nam na ciastka... I w ogóle... I na wszystko... - znowu zaczęła coś tam gadać zupełnie od rzeczy, więcej mówiąc niż słuchając co się do niej mówi. Na dodatek zaczęła to gadać takim uspokajającym, pocieszającym tonem. Bez obaw, spokojnie, ja tu jestem, pójdę zarabiać do KFC i nas wyratuję. Taka mega optymistyczna perspektywa. I jeszcze położyła mu dłoń na ramieniu, skoro już kucnął. Nawet się uśmiechnęła!
Ale wtedy dotarło do niej to, co właśnie powiedział.
I zamarła, a uśmieszek zniknął z jej buźki.
On zamierzał ją uświadamiać. Naprawdę musiał ją brać za dziecko. Jezu, czy on nie zdawał sobie sprawy z tego, że ma już 18 lat? Że o takich rzeczach dzieci dowiadują się w gimnazjum, ba, w podstawówce i to nie od rodziców, a od rówieśników?
Trochę się zarumieniła. Odrobinę, ale na jej bladej twarzy było to aż nazbyt wyraźnie widoczne. Zrobiło jej się troszyńkę głupio. Ale szybko zrozumiała co się święci. I uknuła tak podły plan, że to się w głowie nie mieści. To dlatego był taki zakłopotany... Bo ubzdurał sobie, że jego powinnością, jako opiekuna jest wytłumaczyć jej to i owo!
Oj, szykuj się, kochany, czeka cię prawdziwe piekło.
Oczywiście, nie dała po sobie poznać swoich planów. Gdzieżby tam.
- O-och... - wydukała nieśmiało, spuszczając wzrok. Zaczęła bawić się palcami i w ogóle jakaś taka potulna się zrobiła.
Pozory. Nie daj się zwieść, elfie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Sob Maj 02, 2015 11:27 pm

Była komiczna. To jasne, a wszystko miało być jeszcze śmieszniejsze i bardziej żenujące niż do tej pory. O ile to w ogóle możliwe było. W końcu tutaj chodziło o uświadomienie Cysi, a nie jakieś problemy finansowe. Do których, nawiasem mówiąc, nigdy w życiu by się nie przyznał. No nie przed nią! Bo jaki byłby z niego opiekun, gdyby choćby pomyślał o tym, aby wykorzystać ją, osobę młodą i dopiero się uczącą, do pracy! Przecież... przecież wyszedłby na kompletną niedojdę! A umiał zarabiać. Nawet gdyby klientów dużo nie było i z jakiegoś nieokreślonego jeszcze powodu nie mógłby znaleźć pracy, to prędzej nerkę by sprzedał albo płuco. Fakt faktem, że ciastek byłoby może nieco mniej, bo jednak co czarne interesy to czarne interesy, ale na pewno na jakieś pieniądze by się znalazły!
Ale mniejsza, bo przecież wcale nie o to chodziło.
Pokręcił tylko głową na ten jej wywód o pracy – który normalnie chyba by wyśmiał konkretnie i przypomniał, że przecież teoretycznie to miała u niego pracować, ale coś nie poszło z planem i o, jak skończyła. Zresztą, nie potrafił sobie Marcysi wyobrazić zmywającej naczynia w domu, a co tutaj mówić o takiej pracy pełnometrażowej, gdzie trzeba bezwzględnie szefa słuchać i w ogóle wszystko, pyskować nie wolno i robić każdą rzecz na wczoraj, bez ociągania się i marudzenia.
Yve... po prostu miał problem ze zrozumieniem, że tak naprawdę nie ma przed sobą dziecka. I już. Wolał traktować ją jak małą dziewczynkę, bo wtedy łatwiej było mu przymykać oczy na wszystkie jej wybryki. Zdecydowanie. Mógł jej dać karę, skrzyczeć, zabronić czegoś... a gdyby tak nagle ktoś jego uświadomił o tej nieubłaganej prawdzie, że ona to wcale taka mała już nie jest. Ale może w ten sposób było póki co lepiej?
Nie zobaczył rumieńców, bo oczu nie otworzył. Nie umiał za nic. Ale to nieśmiałe „o-och” powiedziało mu o wiele za dużo i przez to miał ochotę umrzeć jeszcze bardziej albo chociaż zapaść się pod ziemie. Zacisnął mocno usta i powieki. I, bankowo, sam aż musiał być nieco czerwonawy z wysiłku. Zmieniał kolory jak kameleon. Raz biały, raz czerwony.
Dał się zwieść cholernie łatwo i bardzo.
- W-właśnie – wydusił z siebie z trudem. Wielkim. Jak to dalej szło? - W-widzisz... - znowu to samo? - Potomstwo bierze się ze współżycia kobiety i mężczyzny – tak bardzo pragnął umrzeć – Z-znaaaaaczy gdy kobieta i mężczyzna chcą... chcą mieć dziecko, to... - jak to dalej szło? Zatrzymał się i przyłożył sobie dłoń do czoła. Pochylił głowę. Rany. Nie da rady. Nie ma zmiłuj. - To... muszą zrobić taką jedną rzecz. I ona jest w porządku, naprawdę, ale tylko wtedy, kiedy oboje tego chcą i są dorośli i wszystko o tym wiedzą i w ogóle, wtedy tak, bo to jest przyjemne, ale czasami nie za pierwszym razem i trzeba uważać i... - urwał.
No nie mógł mówić dalej, głos w gardle mu się zatrzymał na amen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Sob Maj 02, 2015 11:46 pm

Właściwie, to rzeczywiście miała u niego pracować, ale... no, bardziej myślała wtedy o tym, że będzie mieć w końcu dach nad głową, a trochę mniej o tym, że będzie musiała sobie na to narobić. Początkowo może jeszcze pomagała, ale z czasem coraz bardziej się do niego przyzwyczajała, przywiązywała, a on jej w sumie popuszczał, więc nic dziwnego, że przestała się obawiać i robiła się taką małą bestyjką. Zresztą, nie przeszkadzało mu to chyba aż tak, nie? Pożytku z niej może i jako takiego nie miał, a w każdym razie nie takiego, jaki miał mieć, ale... Zawsze to jakieś towarzystwo. No i ciekawie z nią miał! Jak nie wlezie przez komin, to demona do domu przywlecze i uprze się, że to piesek i że muszą go zatrzymać. Nie każdy może się pochwalić takimi przygodami.
No a uświadamianie takiej młodej prawie-kobietki to też swego rodzaju przygoda, nie?
Przyjrzała mu się, w duchu śmiejąc się do rozpuku. Tak bardzo miała ochotę parsknąć śmiechem widząc, jak to blednie, to znowuż robi się czerwony na twarzy. I to dużo bardziej niż ona sama. Widać było, że był wyraźnie zakłopotany tą rozmową i faktem, że to on musi jej mówić o tym wszystkim. Tym bardziej nie zamierzała mu tak po prostu popuścić i pozwolić żeby przyszło mu to szybko, łatwo i przyjemnie! Oj, co to, to nie.
A to dopiero początek.
- Ale... - urwała na moment. Musiała wypaść w końcu wiarygodnie! Zawstydzona i tak dalej. - J-jaką rzecz masz n-na myśli? - dodała, starając się żeby w jej głosie pobrzmiewało jak najszczersze niezrozumienie. W końcu była jego małą dziewczynką, takie brudne myśli nigdy nawet nie pojawiły się w jej głowie, toteż nie mogła wiedzieć, jaką "rzecz" miał na myśli.
- Ale skoro to jest nieprzyjemne to po co to się robi? Bez sensu. I na co trzeba uważać? Powiedziałeś przecież, że to w porządku. Ale jak coś jest w porządku, to nie jest nieprzyjemne. Nie? Nic nie rozumieem... - Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.
I kto ich jej udzieli?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Nie Maj 03, 2015 12:51 pm

Do luftu z taką przygodą! Do bani jest takie uświadamianie! Zwłaszcza dla faceta. Zwłaszcza dla takiego, który nie był w stanie pojąć kobiecej logiki, mimo że miał na karku już dobrą pięćdziesiątkę. Yve poważnie bardzo się wahał, jeszcze zanim w ogóle zaczął. W ogóle... skąd taki pomysł mu się w tej głowie urodził? Ha, nie sam. Po prostu kumpel po fachu – najemny zbir, jak i sam elf – wzdychał ciężko, że jego szesnastoletnia córka jest w ciąży i to jeszcze nie wie z kim, bo na imprezie była. Wtedy Yvemu zapaliła się w czaszce czerwona lampka.
Halo? ALARM. Nastolatka na pokładzie Bazy Głównej! Bo przecież takie... takie dziecko, w takim wieku, toż to życie niszczy kompletnie! Ni tu szkołę skończyć, ni tu pracować, ni tu jeszcze za młodu z życia korzystać! No nic. Po prostu no nic.
I właśnie ze szczerej troski postanowił temat podjąć. Kiedy jeszcze jedynie przygotowywał się do przeprowadzenia tej rozmowy, to wszystko było okej, prawie że się tym nie stresował. Ale teraz, kiedy przyszło w końcu co do czego, czuł się strasznie źle. Sam temat wżynał mu się w obie skronie naraz i powodował tak wielki dyskomfort psychiczny, że większego zapewne się nie dało. Ani w tym życiu, ani w następnym.
Tym razem – dla odmiany – znów pobladł, kiedy Cysia zaczął dopytywać. Niby wiedział, jak to wytłumaczyć. Niby. O takich rzeczach nie powinno się mówić! Były kłopotliwe! Drażliwe i krępujące! Jak o tym normalnie mówić, czy choćby próbować?
Odetchnął głęboko raz jeszcze. Pragnienie nagłej śmierci przez zawał czy kulkę w łeb nasiliły się znacząco. Ale że wcale nie umarł, to przejechał jeszcze raz dłonią po szarej ze zdenerwowania twarzy i zacisnął dłoń w pięść, by przycisnąć ją na chwilę do ust. Ba, wtedy też otworzył oczy i spojrzał na Cysiadło z determinacją i bólem.
- Zaczekaj – stwierdził twardo i jakoś bardziej pewnie niż chwilę temu. Wyprostował się, znowu oddychał przez chwilę głęboko i szybkim krokiem ruszył w tę strone Dużego Pokoju, gdzie oddzielona parawanami znajdowała się kuchnia. Najpierw oparł się obiema rękami o blat i trzasnął głową o górną szafkę. Nie pomogło szczególnie. Odkręcił jeszcze wodę w kranie, żeby chlusnąć sobie taką zimną kranówą w twarz, ale ta próba ukojenia nerwów również spełzła na niczym.
Dobra, spokojnie, nieważne. Zaczął już, to skończy. Nie kończył w połowie niczego, co już zaczął, teraz nie było powrotu, żadnego wyjścia ewakuacyjnego, nic-nic.
Ale musiał to jakoś zobrazować. Rozejrzał się po przedmiotach leżących dookoła i zajrzał do lodówki.
I kiedy już wracał, dzierżył w lewej dłoni dorodny i długi ogórek, a w drugiej obwarzanek. Pączek, kurde, z dziurką. I czuł się jak autentyczny kretyn. Tak głupio i niezręcznie, jak chyba jeszcze nigdy. Ponownie stał przed Cysią i zamknął oczy, żeby na nią nie patrzeć. Rany boskie.
- Dobra, na razie o nic nie pytaj, ja najpierw skończę mówić–
oznajmił na wstępie i westchnął raz jeszcze. - To – uniósł wyżej dłoń z ogórkiem – jest narząd rozrodczy męski, ale tak w przenośni, a to – teraz wyżej była prawa, ta z obwarzankiem. - narząd rozrodczy kobiecy. M-między nogami są. No. - Czuł się jak głupiec. Koszmarnie. Źle. O CZYM ON W OGÓLE GADAŁ, CO MU DO ŁBA STRZELIŁO, ŻEBY PODJĄĆ TEMAT? - I to nazywa się stosunkiem płciowym, współżyciem albo seksem – i w tym miejscu nastąpił przełom całej prezentacji, albowiem ogórek został powoli wetknięty w dziurkę obwarzanka. A Yve czuł się coraz gorzej, chociaż nawet nie przypuszczał, że to może być możliwe! Oczu wciąż nie otwierał. Było mu łatwiej wtedy mówić, zdecydowanie! - I to jest w porządku, j-jeśli obie strony tego chcą. Bo jeśli nie chcą, to nie można, ale ja nie o tym – potrząsnął powoli głową i westchnął raz jeszcze. Spokojnie, spokojnie, spokojnie. - I-i za pierwszym razem to może boleć, bo obwarzanek nie jest do tego przyzwyczajony. Ale to nic złego! A-ale w czasie tego... procesu ogórek wydziela takie... takie soki, które kobieta w-wchłania i z tego może być w ciąży, znaczy może dziecko urodzić – i tak stał, trzymając w dłoniach to warzywo pośrodku którego znajdował się ten nieszczęsny pączek. Nie mogliby tego w szkole uczyć? Tyle kłopotu by oszczędzili biednym ludziom! - Ale są pewne metody, że można współżyć i nie wchłaniać tych soków i w ogóle – i tak trochę przeskoczył na drugi temat dzisiejszego wykładu. Na antykoncepcję, uwaga!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Nie Maj 03, 2015 5:19 pm

Cóż, skoro przez ostatnie pięćdziesiąt lat nie zdołał pojąć kobiecej logiki, to będzie miał okazję w najbliższym czasie poćwiczyć to na niej, ha. Niewątpliwie bardzo go ten fakt cieszył. Później będzie mógł pochwalić się wśród kolegów po fachu ciekawymi doświadczeniami! Może nawet akurat temu, który zainspirował go do udzielenia Cysi dzisiejszego wykładu. Hej, bracie, ja już nie mam czego się obawiać, bo wszystko jej wyjaśniłem, a nawet zademonstrowałem! Niechcianych bachorów nie będzie! Rzeczywiście, jest się czym poszczycić.
Im dłużej na niego patrzyła, obserwowała jego reakcje i słyszała, co mówi, tym trudniej było jej powstrzymać się od śmiechu. Takiego głośnego. Prosto w twarz elfa. Gdyby tylko zdawał sobie sprawę z tego, że ona to wszystko wie! Najpierw pewnie zamknąłby się w Gabinecie i umarł z zażenowania, a później zmartwychwstałby i srogo ukarał dziewczynę za to, że świadomie skazała go na takie upokorzenie. Ale nawet jeśli, to ta chwila zdecydowanie była tego warta. Jego zachowanie było bezcenne, a te zakłopotane tłumaczenie... Haha! Chociaż, gdyby rzeczywiście była taką małą dziewczynką, za jaką ją uważał, to pewnie trudno byłoby jej brać go na poważnie, kiedy mówił do niej z zamkniętymi oczami.
Niemniej to w pewnym sensie urocze, że tak mu jej dobro leży na sercu, że aż postanowił się poświęcić i wyjaśnić jej to i owo, pomimo skrępowania.
Co nie oznaczało oczywiście, że zamierza dać mu spokój.
Jeszcze nie.
Zauważyła, jak zbladł kiedy zasypała go pytaniami. I ten ból w oczach. Oj, biedny. Ale coś się zmieniło. Jakiś taki bardziej pewny się wydawał. Toteż grzecznie skinęła głową i grzecznie czekała, aż do niej wróci. Była bardzo ciekawa, na co tak właściwie czeka i co on znowu wymyślił. Sam fakt, że wpadł na pomysł udzielenia jej drobnych wskazówek odnośnie współżycia ją zaskoczył. Co jeszcze mógł wymyślić?
Niemniej na moment została sama, więc... Przez moment zamarła i nasłuchiwała, ale doszedł ją tylko huk, kiedy uderzył głową o szafkę. Ostro. Ale najwyraźniej zbytnio mu się nie spieszyło.
Sięgnęła po poduszkę, ukryła w niej twarz żeby nie było jej słychać i pozwoliła sobie w końcu na cichy, stłumiony śmiech. O panie, jeszcze nigdy w życiu nie bawiła się tak dobrze, jak teraz.
Kroki! Szybko odłożyła poduszkę i powróciła do poprzedniej pozycji. W pełni poważna i z uprzejmym zainteresowaniem. Przynajmniej z zewnątrz, bo wewnętrznie wciąż umierała, taka była rozbawiona.
Ale to, co ujrzała przechodziło jej najśmielsze wyobrażenia.
Oto i zajęcia praktyczne.
Nie wierzyła, że to, co widzi dzieje się naprawdę. Jej Yve, jej wiecznie wyluzowany opiekun, który tak rzadko się denerwował. No, chyba że coś zrobiła. A nawet wtedy jakoś szczególnie jej nie karał. Ten sam Yve stał teraz przed nią i demonstrował jej, jak odbywa się seks z użyciem ogórka i obwarzanka.
Czas na kłopotliwe pytania!
- Jakie soki? - zmarszczyła brwi z niezrozumieniem. - To ogórek wydziela jakieś soki? To znaczy, że nie mogę jeść ogórków, bo wtedy zajdę w ciążę? Czemu jakaś kobieta miałaby wchłaniać soki z ogórka? Wszystkie dzieci rodzą się z ogórków? A jak wyglądają? Czy chodzi o soki w ogóle? Nie mogę pić soków? Ale ja piję dużo soków! To znaczy, że jestem w ciąży?! - w ostatnim wypowiedzianym przez nią zdaniu zabrzmiało szczerze przerażenie.
Podwinęła koszulę i pełna obaw zaczęła się wpatrywać w swój brzuch, a nawet dziugnęła go palcem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Nie Maj 03, 2015 10:42 pm

A czym tu się chwalić?! Po tej rozmowie sam w sobie w twarz nie będzie mógł spojrzeć, a co tutaj mówić o chwaleniu się czymś takim przed innymi? Nigdy. Swoje powie i będzie starał się o tym jak najszybciej zapomnieć, żeby nawet wspomnienie o tej żenującej sytuacji nie zostało w jego głowie! Rany boskie... na pewno zamknie się, ale nie tylko w Gabinecie, ale i w sobie. I to przynajmniej na dobry tydzień, aby całkowicie odpocząć. Nawet zleceń nie będzie przyjmował w tym czasie! Wymykał będzie się po jedzenie i do łazienki! I tyle! Nic więcej, na pewno!
Cysia bawiła się dobrze, patrząc na jego mękę. Szkoda, ze tylko ona. Elf nawet nie wpadłby na to, żeby próbować przedstawić to wszystko w formie żartu czy zabawy, bo wydawało mu się to za poważne. I w ogóle. I w ogóle jak mówić o seksie w formie żartobliwym, ale jednocześnie w ten sposób, żeby nie zostało to całkowicie odebrane jako kawał i, mimo wszystko, potraktowane zostało z odpowiednia powagą?
Pytania. Znowu pytania. Jeszcze więcej pytań, od których robiło mu się słabo na duszy i na ciele. Nawet już ustać nie mógł za bardzo, tylko przyklęknął na tej nieszczęsnej podłodze i podziękował samemu sobie za pomysły z dywanami. Przynajmniej komfortowo będzie mu się umierało w czasie bardzo bliskiego i nieuniknionego zejścia z tego świata poprzez skrajne zażenowanie. Tak właśnie będzie wyglądał jego koniec. Umrze u stóp małej dziewczynki, próbując wytłumaczyć jej, na czym polega stosunek płciowy między kobietą a mężczyzną i jak zabezpieczać się przed niechcianą ciążą. Wspaniale. Na pewno ktoś gdzieś tam w jego ojczyźnie, w Szmaragdowej Kolonii, ułoży o nim piękną balladę. Cholera.
- T-takie białe. Trochę –
odpowiedział na pierwsze pytanie. - Nie, nie ogórek! M-męski narząd rozrodczy, no Cysia! Ogórek to tylko metafora, bo... bo kształt trochę taki jakby podobny! - to była rozpacz. Kompletna rozpacz. Pragnął być gdzieś zupełnie indziej, najlepiej daleko. Bardzo. - N-nie zrozumiałaś, bo... - I urwał, próbując sklecić to, co chciał powiedzieć w odpowiednie słowa. Ale nie umiał. Za nic. Po prostu to wszystko zaczynało go z lekka przytłaczać. Położył ogórka na bok i oparł się dłońmi o podłogę, zwieszając głowę. Długawe włosy twarz mu zasłoniły. Ale to dobrze, bo pewnie teraz był pewnie czerwony jak najdojrzalszy pomidor! I z wysiłku, i zażenowania. A komuś pewnie nieźle sę dostanie za urządzanie takich cyrków... tylko później. Znacznie. - Nie, dobra, poddaję się, nie umiem. Znajdę kogoś, kto ci wytłumaczy - mamrotał bardziej do siebie chyba, ale odpowiednio głośno, by i osoba z zewnątrz mogła to usłyszeć. Zaczynał rezygnować Naprawdę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Nie Maj 03, 2015 11:02 pm

Cysia jest w ciąży.
Jak mogło do tego dojść, zdawało się mówić jej wystraszone spojrzenie? Nigdy szczególnie nie przepadała za ogórkami, więc to raczej nie przez ich sok. A może to bez znaczenia? Może już odrobina takowego w zupełności wystarcza? Hm... Ale! Generalnie piła dość dużo soków wszelakich. Tak, to na pewno to. Zaszła w ciążę w wyniku nadmiernego ich przyjmowania. Oczyma wyobraźni widziała już te nagłówki w gazetach.
Zaszła w ciążę z ogórkiem!
Zaszła w ciążę z sokiem pomarańczowym!

Z pełnym konsternacji wyrazem twarzy wpatrywała się w swój brzuch i macała go dłońmi. Skrajne przerażenie nie opuszczało jej ani na moment. Wszystko to było, rzecz jasna, tylko i wyłącznie na pokaz. Chociaż teoretycznie mogła w tym momencie zakończyć tą zabawę. W końcu widziała, że Yve już się poddaje. Ale chciała jeszcze troszeczkę to pociągnąć. Było śmiesznie! Może dla niego trochę mniej, ale... Jak już się o wszystkim dowie, to będzie się śmiać. Na pewno. Nie od razu, ale to tylko kwestia czasu. Będą śmiać się z tego razem i nie będzie żadnej kary.
Nie no, teraz oszukiwała samą siebie.
W każdym razie nie zamierzała tak po prostu dać mu spokoju.
Z rozpaczliwym jękiem zakopała się pod stertą poduszek tak, że całkowicie gdzieś tam pod nimi zniknęła. W jej przypadku nie było to trudne, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej lichą posturę. Ale ja nie o tym. Ważne jest to, że we wcześniej wspomnianym jęku pobrzmiewała rozpacz tak dojmująca, jakby zaraz miała zamiar się rozpłakać.
W sumie, czemu nie?
- J-jesteem... ww ciąą-ży... - chlipała stłumionym głosem, gdzieś tam spod poduszek. W końcu każda dobra aktorka powinna umieć rozpłakać się na zawołanie. Skuliła się i objęła się rękoma. I zamilkła, słychać było tylko pociągnie nosem raz po raz, a od czasu do czasu też jej ciche zawodzenie. Zupełnie, jakby całkiem się załamała.
Jak z tym sobie poradzisz, drogi opiekunie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Nie Maj 03, 2015 11:39 pm

Na całe szczęście nie widział tego spojrzenia! Niczego nie widział, tylko gapił się w podłogę i ani myślał, coby wzrok podnieść. Nie mógł. Nie potrafił po prostu. Ale może to i lepiej, bo widząc te wystraszone i wbite w niego ślepia, nie dałby rady już absolutnie. I to tak ogólnie rady by nie dał, nie tylko w dalsze tłumaczenia – których podejmować się nie potrafił dalej – ale tak bardziej ogólnie. W życie by nie umiał już całkiem.
Ciąża z ogórkiem. Cysia udawała rozpacz, a Yve z prawdziwą rozpaczą po prostu przyglądał się dywanowi naprzeciwko siebie i nie miał pojęcia, co dalej. Co go też podkusiło? Naprawdę mógł to komuś niby innemu zostawić, ale... ale jak?! I niby komu, skoro ten mały szatan nie miał za bardzo nikogo innego, a elf nie miał pojęcia, komu mógłby to wielkie zadanie przekazać i zrzucić ze swoich barków ciężar odpowiedzialności za tę rozmowę?
Tylko że wtedy Marcysia postanowiła popisać się zdolnościami aktorskimi i zakopała się w stercie poduszek. I zaczęła płakać.
Jezu.
Co.
- JAK TO W CIĄŻY?! -
poderwał głowę do góry.
Nie ogarnął, że chodzi o soki. Poważnie. Tylko dalej klęczał na podłodze i teraz wyglądał jak ktoś o krok od śmierci. Właściwie jakby właśnie miał zawał. W ogóle jakoś inaczej tę informację sobie przetworzył, niż powinien to zrobić. W sumie zapomniał nawet, co on tam wygadywał o tych sokach i ogórkach.
- Z KIM. CO. JAK CO, CYSIA, CO
- trochę krzyczał. Trochę z przerażeniem. I tak trochę już chciał jakiemuś szczeniakowi łeb urwać. Naprawdę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Nie Maj 03, 2015 11:56 pm

Właściwie, to nie, nie mógł zostawić tego nikomu innemu. Raz, że nikogo takiego nie było, a jakby już się ktoś znalazł, to Cysiadło pewnie taką osóbkę zupełnie by zignorowało. A dwa, że to był poniekąd jego obowiązek, jako jej opiekuna. Szkoda tylko, że za wywiązanie się z niego zabrał się tak późno... Ale hej, lepiej późno, niż wcale, nie? Chociaż nie wiem, czy te mądre zdanie sprawdza się w ich sytuacji. No cóż. Ona bawiła się dobrze. A jej rozpacz może i była udawana, ale bardzo, baardzo przekonująca. I ta wybitna gra aktorska! Lata praktyki, ha. Szkoda tylko, że reakcja Yvego niezupełnie była tą, której oczekiwała. No bo... poważnie? Naopowiadał jej o jakichś ogórkach, sokach, cudach-niewidach, demonstrował jej nawet przebieg z użyciem obwarzanka... A teraz naprawdę sądził, że chodziło jej o to, że się z kimś puściła? No chyba nie!
Raz jeszcze smutno pociągnęła nosem. A potem znowu. Tak żeby się "uspokoić". Przez chwilę zapadła cisza, przerywana jedynie jej chlipaniem, które stopniowo cichło. Przełknęła ślinę. Powie to. Da radę.
O panie, jak śmiesznie się teraz czuła.
- Zz... z-z o... oogórki... eem... - wyszlochała, po czym jej chwilowe opanowanie, którego potrzebowała, żeby to z siebie wydusić poszło się kochać, a ona znów zaniosła się niekontrolowanym (czyżby?) płaczem. Przez jego krzyki nawet jakby się on nasilił. Chociaż może to tylko takie wrażenie?
Zresztą, diabli wiedzą, czy staruszek zwróci uwagę na coś takiego. W końcu samo jej wyznanie musiało go w tej chwili nieźle wybić z równowagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Pon Maj 04, 2015 12:08 am

No naopowiadał bzdur i teraz musiał z tym żyć, chociaż nie wiedział nawet jak za bardzo. I to było przykre. Smutne było również to, że Cysia w ogóle pozwoliła mu wierzyć w to, że tak naprawdę nie ma pojęcia, skąd biorą się dzieci, co to jest seks i w ogóle. To było najsmutniejsze i na pewno najgorsze. Bo jak on miał takie coś wybaczyć?! Jak się z tego śmiać, skoro wolałby o stokroć umrzeć?
A Yve, w swej naiwności, wierzył w całą jej grę aktorską, nie tylko teraz, ale nawet i tak ogólnie. Chyba że znał akurat prawdę, wtedy to coś innego było. W taki kwestiach, nie sądził, aby był powód kłamać. I już. Bo był przekonany, że nawet dla takiego zła wcielonego rozmowy o czymś takim przynajmniej POWINNY być odrobinę krepujące. A tu o, wyszło całe szydło z worka.
Słuchał tego chlipania i słuchał, miał wrażenie, że trwa chyba w nieskończoność. A kiedy już usłyszał odpowiedź, otworzył szerzej oczy. Ze zdumienia. I brwi uniósł.
- O czym ty... - i urwał, bo przypomniał sobie własne słowa.
Jezu.
Czemu to musiało być takie cholernie skomplikowane? Dlaczego chociaż raz nie mogło być łatwo? Czemu? Co on takiego złego w swoim życiu zrobił, że musiał pokutować w taki okrutny sposób? Jego bogowie by mu tego nie zrobili, byli za daleko. Za wszystkim musiał stać ten tutejszy, nie ma zmiłuj, noga Yvego nigdy już w kościele nie postanie, choćby go wołami tam ciągnęli. Nie za to, co musiał teraz przeżywać.
Poderwał się trochę i podlazł – w sumie trochę na czworaka, trochę bardzo – do Cysi i zaczął odkopywać ją spod sterty.
- Nie, nie, nie, nie, nie, nie, źle zrozumiałaś, to nie ogórek, to była przenośnia, Cysia, Cysia, wcale nie tak , z ogórkiem się nie da... to musiałby chłopiec –
jezu, co? - być, żeby to była ciążka, słyszysz? Nie płacz, Cyśku, nie płacz – teraz już mówił łagodnie, jak do przestraszonego zwierzątka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Pon Maj 04, 2015 11:40 am

Gdyby Cyś rzeczywiście nie widziała nic a nic o "tych" sprawach, które zresztą miały być tematem dzisiejszego wykładu, to pewnie łyknęłaby te wszystkie bzdury raz-dwa. Z kolei wtedy byłaby bardziej biedna od niego, bo też musiałaby z tym żyć. Co więcej, żyć w przekonaniu, że wszystko to, co jej naopowiadał, jest świętą i niepodważalną prawdą. Dzieci rodzą się z ogórków i soków. Wyobrażacie to sobie? Od tej pory zaczęłaby unikać ich jak ognia. Albo, co gorsza, czy jesteście w stanie wyobrazić sobie jej zdziwienie, gdyby przypadkowo zaszła w ciążę i bynajmniej nie z powodu wcześniej wspomnianych? Te niezrozumienie wypisane na jej twarzy. I przerażenie w oczach. Ale ja nie jadłam żadnych ogórków od czasu, kiedy tylko mój opiekun wyjaśnił mi, że przez to mogę mieć dzieci!
Paranoja.
O czym ja? Och, dobrze wiesz, o czym - pomyślała, szczerząc się w duchu. Doszła jednak do wniosku, że czas doprowadzić tą zabawę do końca. Było śmiesznie, ba, nawet bardzo. Dla niej pewnie trochę bardziej niż dla niego. Ale wywoływanie u siebie płaczu na zawołanie nie było wcale takie przyjemne. Oczka ją bolały. No i generalnie doszła do wniosku, że wystarczająco już zabawiła się jego kosztem. Może sumienie jej drgnęło? Kto wie. Nawet jeśli rzeczywiście tak było, to nigdy w życiu by się do tego nie przyznała. Dobra, może trochę przesadzam. W każdym razie nieprędko i z trudem porównywalnym do tego, który on odczuwał próbując jej wytłumaczyć, na czym polega stosunek płciowy!
Pozwoliła odkopać się spod sterty. Dopóki nie było jej widać wciąż słychać było jej cichy szloch, który jednak cichł w miarę, jak elf do niej mówił. Mógł sobie nawet pomyśleć, że udało mu się ją uspokoić. Jak przykro, że musiała wyprowadzić go z błędu!
Jak tylko Yve wyciągnął ją z poduszek, to mała menda sama się do niego przykleszczyła. Drżała odrobinę, jakby ze zdenerwowania, które dopadło ją na myśl, że może być w ciąży. Oj, nie. Trzęsła się, owszem, ale ze śmiechu. Nie była w stanie dłużej się przed nim powstrzymywać ani go kontrolować. Zaśmiewała się, o ironio, do łez. Tak bardzo, że ani słowa nie była w stanie z siebie wydusić. Ale to nie było chyba potrzebne. Wystarczył jeden rzut okiem na jej niezwykłe rozbawienie, tak niezwykłe, że aż bezczelne - i wszystko było jasne.
Prawda wyszła na jaw, choć nie została jeszcze wypowiedziana na głos. Ale nie było takiej konieczności.
Czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Pon Maj 04, 2015 11:01 pm

Ale wiedziała! I chwała jej za to, bo w ten sposób można sobie nieźle życie spartolić, gdy człowiek myśli, że od soków z ogórków rodzą się dzieci. Znaczy... Yve pewnie później by to prostował i prostował, ale efekt początkowy na pewno jakiś by został. Może trauma, niechęć do jedzenia tych konkretnych warzyw i unikanie ich w czasie masturbacji? Kto wie?
No odkopywał tę wredną jak sam diabeł mendę, ale nawet przez myśl mu nie przeszło, że ten płacz mógłby być udawany. Nawet Cysi nie posądzał o takie okrucieństwo! Poważnie! Przecież na to na pewno dałoby się znaleźć jakiś porządny paragraf, że to znęcanie się psychiczne czy coś właśnie w tym stylu. Bo to była katorga. Męka. Horror i koszmar pierwotny, tak przerażający, iż nie szło go sobie nawet wyobrazić. Ale teraz, prócz skrajnego zażenowania sytuacją, miał jawne wyrzuty sumienia. Na cholerę przyszedł mu do głowy ten pomysł, czemu naprawdę nie puścił jej jakiegoś filmu edukacyjnego, gdzie eksperci wypowiadali się w sposób absolutnie prosty, lecz jednocześnie profesjonalny? No czemu?! Teraz miał przed sobą zakopaną w poduszkach nastolatkę, która była przez jego gadanie przekonana, że zaszła w ciąże poprzez jedzenie ogórków.
Jezu.
Dokopał się! I został z miejsca zaatakowany przyklejonym i trzęsącym się potworem. Na początku w ogóle nie zauważył, że to wcale nie są spazmatyczne drgawki od szlochu. Poważnie! To tylko przytulił do siebie tę pierdołę tymi wielkimi łapami, niemalże chory z poczucia winy i skrępowania, które jednak zeszło na nieco dalszy plan.
Na chwilę.
Bo dwie sekundy później usłyszał śmiech. To był zwyczajny ryk ze śmiechu, taki do rozpuku. I kiedy w końcu to zrozumiał, złapał Marcysię za ramiona – zbladł jakoś przy tym nagle – i odsunął od siebie zadziwiająco stanowczo. Ona wiedziała. Wiedziała, a i tak kazała mu w to brnąć. Zadawała pytania, mimo że doskonale musiała zdawać sobie sprawę z tego, jakie to trudne dla niego jest samo w sobie. Co za bestia.
Puścił ją i wstał. I sztywnym, cholernie szybkim krokiem poszedł do Gabinetu. I, chociaż właśnie pałał złością straszliwą, drzwi za sobą zamknął nadzwyczaj delikatnie.
Teraz to naprawdę chciał umrzeć na zażenowanie, a Cyśkę zabrać ze złości za sobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Wto Maj 05, 2015 12:05 am

Umierała. Cysia umierała ze śmiechu, którego nijak nie była w stanie powstrzymać. Nie żeby w ogóle próbowała, ale nie o to chodzi. Chyba jeszcze nigdy w życiu nic jej tak nie rozbawiło. Taki opiekun to jednak skarb, nie ma co. Wyjaśni co trzeba, jak trzeba, a nawet pokaże to i owo. Nic, tylko pozazdrościć. Oj, długo jeszcze będzie go tym prześladować. Już miała to przed oczami. Tyle czasu. Ciekawe, czy od teraz elf przestanie kupować ogórki i obwarzanki. I je jadać. Może wspomnienie tej sytuacji będzie dla niego tak gorszące, tak żywe, że nie będzie mógł nawet przelotnie na nie spojrzeć, bo natychmiast mu się przypomni. W tym momencie powinna pewnie zacząć mu współczuć... Haha, nie.
Wyrzuty sumienia miały obudzić się w niej dopiero za chwilę.
Zaczęło się od tego, że ją od siebie odsunął.
Dalej się zaśmiewała, przyklejona do tego wielkoluda, a on ją nawet objął. Toteż wtuliła się w niego, bo czemu nie. W końcu tulenie jest fajne. Bardzo lubiła się tulić - to był jeden z nielicznych sposobów, którymi można było bardzo szybko ją uspokoić i sprawić, żeby stała się potulna niczym baranek. Nawet jeśli zaledwie chwilę temu szalała w nieokiełznanej złości! Ale... wtedy ją odsunął. I to nie tak byle jak, ale z przekonaniem. Po czym puścił ją, wstał i wyszedł. Wszystko to stało się bardzo szybko, nawet na nią przy tym nie spojrzał.
Po tym dość szybko się uspokoiła. Zamilkła i nasłuchiwała, ale usłyszała tylko cichy trzask, kiedy zamknął za sobą drzwi od Gabinetu. I nic więcej.
Zapadła cisza. A ona została w niej sama.
Jej dziecięca część nie rozumiała, dlaczego jej opiekun zareagował w ten sposób. W końcu tylko sobie żartowała, tak? To nie było przecież nic złego. Ale w głębi duszy wiedziała, że postąpiła źle. I trochę zrobiło jej się z tym... nieprzyjemnie. Trochę bardzo. Nie chciała siedzieć tu sama. Nie chciała nigdzie wychodzić, nie chciała się położyć. Prawdę mówiąc, było jej odrobinę głupio.
Tak więc skierowała kroki do Gabinetu. Cicho, niepewnie, jakby nie wiedziała, gdzie właściwie się znajduje i którędy powinna iść. Jakby była nie u siebie. A przecież tak nie było.
Po chwili była już przed drzwiami. Zastygła. Jakoś... nie mogła zmusić się do tego żeby się odezwać choćby słowem. Albo przynajmniej zapukać. Było jej głupio. Kto by pomyślał, co?
- Yve...? - Tak cicho. Niepewnie. Wszelki ślad po jej wcześniejszej wesołośći zaginął. Elf śmiało mógłby teraz udać, że jej nie usłyszał. Ona sama pewnie by tak zrobiła na jego miejscu.
Uchyliła nieznacznie drzwi. Tak odrobinkę. Ociupinę. I nieśmiało zajrzała do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Wto Maj 05, 2015 11:15 pm

Yve również umierał, ale z zupełnie innego powodu. Zamknął się w swoim Gabinecie i już. Opadł na wygodny fotel i docisnął czoło do blatu drewnianego biurka i splótł swoje dłonie na karku. Był trochę zły, trochę miał za złe i trochę wciąż było mu koszmarne głupio. Ogólnie – na pewno jeszcze nie w humorze, by robić sobie żarty z dzisiejszej sytuacji, była zwyczajnie za świeża, aby normalnie mógł na nią patrzeć. Pewnie za parę dni – czy tam tygodni, miesięcy albo i lat – będzie sam się z tego śmiał! Walnie otwartą ręką w czoło i zaśmieje ze swojej głupoty, gdy przypomni sobie obwarzanki i ogórki. Ale jeszcze nie teraz. Definitywnie.
Bo ona wiedziała. Ta mała, podła szelma bardzo dobrze zdawała sobie sprawę z tego, jak to wszystko działa, jak wygląda. I pozwalała mu pleść tę siateczkę bzdur, pogrążała tego biedaka bardziej i bardziej, mimo że sam plątał się w tych swoich mętnych próbach wyjaśnienia. To było bestialskie. Odrobinę przypominało kopanie małego pieska.
Siedział w tej samej pozycji, bezsilnie próbując umrzeć, kiedy usłyszał cichy głos tuż przy drzwiach. Elfi słuch, oczywiście. Niemniej nie odpowiedział. Ba, nawet nie drgnął, tylko uparcie został w tej samej pozie i gapił się w podłogę. Bo mógł. Bo absolutnie nie miał teraz ochoty na cudze towarzystwa, a zwłaszcza na tej małej, podłej diablicy, którą przygarnął z dobroci serca pod swój dach, próbował wychować, karmił i nie wymagał za bardzo pracy, a ta tak mu się odpłacała, do licha.
- Marcianne Finch – oznajmił zatrważająco spokojnie. I zwrócił się do Cysiadła pełnym imieniem. To dobrze nie wróżyło. Zazwyczaj gdy zwracał się do niej w ten sposób, to mogło co najwyżej kłopoty w czasie bliższym oznaczać i nic więcej. - Wyjdź i zamknij drzwi.
To było, w jego mniemaniu, bardzo proste polecenie. No i był po prostu pewien, że ta bestia zwyczajnie przyszła pośmiać się dalej i tylko udawała tę niepewność w głosie, nim jeszcze zajrzała do środka. A on ani myślał tego słuchać! Tak teraz. Później pewnie i tak będzie musiał, bo przecież w tym pokoju nie zamknie się na parę dni, albo... A w sumie czemu miałby tego nie zrobić? Przyniósłby sobie w nocy parę poduszek, wymykałby się do kuchni i łazienki po nocy i ot, tyle. Na razie zleceń nie musiał i tak przyjmować, bo oszczędności mieli odłożone. Im dłużej tak o tym myślał, tym zabarykadowanie się w Gabinecie wydawało mu się atrakcyjniejsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Sro Maj 06, 2015 12:08 am

Nie widziała może i zbyt dużo przez tą szparę, jednak to, co była w stanie zobaczyć w zupełności jej wystarczało. W życiu nie przeszłoby jej przez myśl, że gość tak bardzo się tym przejmie. Poważnie. Można by śmiało powiedzieć, że elf wyglądał na załamanego, co było do niego niepodobne. W końcu rzadko kiedy czymkolwiek się przejmował. A tu patrz. Ale hej, to przecież nie był pierwszy raz, kiedy go zgnębiła. Nie rozumiała, czemu tak bardzo go to dotknęło. Co więcej, uważała, że przesadzał. Dobra, faktycznie nie zachowała się wobec niego zbyt fair, ale kurde, czy on się wczoraj urodził? Mieszkała pod jego dachem. Był jej opiekunem. Znał ją lepiej niż większość ludzi miała ją poznać kiedykolwiek. I jednocześnie nie znał jej na tyle dobrze by rozpoznać, kiedy zaczyna kręcić?
Przez krótką chwilę była przekonana, że rzeczywiście jej nie usłyszał. Dziwne, ale nie niemożliwe. I już-już miała zamiar powtórzyć te "wołanie", ale w ostatniej chwili się powstrzymała - bowiem okazało się, że słyszał ją doskonale. A nawet jeśli nie, to przynajmniej zdawał sobie sprawę z jej obecności. I... miał foszka. Niedobrze. Rzeczy zawsze przybierały nieciekawy obrót, kiedy zwracał się do niej pełnym imieniem, tak jak teraz. Nabrała nawet ochoty spełnić jego żądanie i cichutko się wycofać, tak jak gdyby nigdy jej tutaj nie było. Ale hej, nie byłaby sobą gdyby spełniała każde jego życzenie. Chociaż to teraz ewidentnie jak życzenie nie brzmiało.
No nic, zaryzykuje.
Cichutko, uważnie stawiając kroki, weszła do Gabinetu i powoli zamknęła za sobą drzwi. Cóż, spełniła jego polecenie, przynajmniej częściowo. Zawsze coś, czyż nie? Przez moment stała w miejscu, jakby nie była pewna, co powinna teraz zrobić. Ale tylko przez moment, bo tuż po tym, równie powoli jak wcześniej, ruszyła ku niemu. Zalazła go od tyłu i objęła rękoma jego szyję, by znowu się przykleszczyć.
- Hej? - jej głos brzmiał teraz tak potulnie i łagodnie, że ta sytuacja zdawała się być wręcz nierealna. A wrażenie te miało się nasilić jeszcze bardziej po tym, co następnie powiedziała. - Ja... Przepraszam. Nie sądziłam, że weźmiesz to tak do siebie. Nie powinnam była cię męczyć. Tylko... nie fochaj się na mnie, okej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Sro Maj 06, 2015 12:36 am

Podłoga i skarpetki w tęczowe paski również byłyby bardzo ciekawym widokiem w tej chwili, gdyby Yve chociaż troche zwracał uwagę na to, co właściwie ma przed oczami. A nie miał. Przechodził poszczególne fazy swojego tymczasowego zamknięcia i ta dotycząca skrajnego zażenowania minęła. Cóż, a przynajmniej dogorywała już i teraz na jej miejsce wstępowała rezygnacja, odrobina tylko złości oraz cała masa poczucia winy. Bo jaki to z niego niby opiekun, skoro Cysia o tym wszystkim wiedziała?! Okropny. Beznadziejny. Zawalił pod tym względem na caluśkiej linii. Ba, pewnie jeszcze na paru innych nieźle, tylko jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy!
Rany boskie, przecież on powinien teraz zrzec się tej opieki i przekazać ją komuś, kto się przynajmniej do tego nadawał, był kompetentny, ogarnięty i może tak nie zabijał innych ludzi za pieniądze, tylko zarabiał w sposób legalny, dawał dobry przykład. I doszedł do wniosku, że dzieci to nigdy nie będzie miał, bo im zniszczy życie.
Poważnie się tym przejął.
I ogólnie poczuł się jakiś taki stary i zmęczony, jak ktoś kto kompletnie nie nadąża za upływającym czasem, tylko tak wysiadł z postępowego autobusu gdzieś na przystanku dekadę temu i już tam sobie został. Bo tak jakoś mu wygodniej było. Z tym, że właśnie został wciągnięty do tej przeklętej machiny na siłę i musiał zwyczajnie sobie uświadomić, że jego mała Cysia, ta mała dziewczynka, w rzeczywistości jest już całkiem pełnoletnia, świadoma i że już tak nie do końca jest dzieckiem.
I ta myśl go trochę przytłaczała i była szalenie ciężka. Czuł się, ot, jak tytan Atlas, który Ziemię musiał na swoich barkach dźwigać.
Westchnął. No nie wyszła. A to nie była prośba, tylko bardzo wyraźne polecenie, do którego powinna się podporządkować. Nawet autorytetu nie miał w tym domu... Zwiesił luźno dłonie i teraz wsiały sobie beztrosko.
- Nie focham – odpowiedział tak trochę martwym głosem. - Nie powinnaś. A teraz wyjdź.
O dziwo, nie zrobiły na nim wrażenia przeprosiny ani nawet uwieszenie się na szyi i przykleszczenie! A to przecież Yve był! Zazwyczaj się łamał! To dobitnie świadczyło o jego stanie psychicznym w tej chwili!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Sro Maj 06, 2015 1:37 pm

Och, teraz to już zdecydowanie przesadził... Wcale nie był takim beznadziejnym opiekunem, jak sobie wmawiał! Może i faktycznie nieco za bardzo jej popuszczał, ale hej, ona miała swój rozum. To, że zabijał za pieniądze nie znaczyło wcale, że dziewczyna uzna to za jedyny słuszny sposób zarabiania i w przyszłości pójdzie w jego ślady. Przecież to totalna bzdura. Poza tym, czy on w ogóle był w stanie wyobrazić sobie ją dybiącą na czyjeś życie? Bo ja nieszczególnie. Mało tego, właściwie to zwisało jej, w jaki sposób elf zdobywał pieniądze na ich utrzymanie. Kim ona była żeby prawić mu morały? To ona była pod jego opieką, nie na odwrót. Co mu się będzie w życie mieszać? Naprawdę za bardzo się tym wszystkim przejął. A ona nie miała pojęcia, kiedy to zaczynała, że jej głupie żarty skończą się w ten sposób. Gdyby wcześniej zdawała sobie z tego sprawę, to w ogóle nie odstawiałaby tego cyrku. Postarałaby się jakoś grzecznie uświadomić mu, że wie wszystkie te rzeczy i nie musi jej ich wyjaśniać.
Gdyby tylko...
- Nie, nie fochasz się. Absolutnie. Tylko siedzisz sobie i starasz się umrzeć. Jejku, ależ ja głupiutka jestem! Wybacz, że ci w tym przeszkodziłam, to się więcej nie powtórzy... Daj spokój! - wyrzuciła z siebie zirytowana. Ona do niego z sercem na dłoni, dobrymi chęciami i przeprosinami, a on próbuje ją tak zbyć? O nie, nie ma mowy, nie da się spławić tak łatwo. Zamilkła na moment. Jak będzie się na niego drzeć to do niego nie dotrze za bardzo. Ale tak strasznie ją czasem denerwował!
Wypuściła z objęć jego szyję i odsunęła się, ale tylko po to żeby częściowo zgarnąć syf z biurka i móc na nim usiąść.
- Patrz na mnie jak do ciebie mówię - burknęła. Nie powinien dawać jej tak sobą pomiatać. To on był tym starszym, który powinien rządzić w tym domu, nie ona! - Wiem, że nie powinnam... ale żałuję, tak? Przyszłam, przeprosiłam. Nie oczekuję, że to wszystko zmieni, a ty wybiegniesz stąd cały w skowronkach, ale mógłbyś przynajmniej podnieść głowę, kiedy ze mną rozmawiasz. Byłabym wdzięczna. Nie wyjdę stąd, rozumiesz? Nie dopóki nie będę pewna, że wszystko jest w porządku. A nie jest.
Zagryzła wargę ze zdenerwowaniem. Jaka ona była głupia! Sama spuściła wzrok i zaczęła bawić się palcami.
- N-no patrz na mnie... - dodała po chwili, znacznie cichszym, jakby lekko załamującym się głosem.
W tej chwili naprawdę przypominała dziecko, za które ją brał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Czw Maj 07, 2015 6:08 pm

No może i nie był, ale to wcale nie przeszkadzało mu w uporczywym wmawianiu sobie tego. Przynajmniej tak teraz, bo wiadomo, że prędzej czy później mu przejdzie i wszystko będzie po staremu. W tej chwili czuł się tak, jak się czuł i trudno było mu zmienić stan rzeczy. Ale to pewnie dlatego, że w ogóle się nie starał, tylko pogrążał w tych durnych myślach coraz bardziej i bardziej.
W sumie nie można było powiedzieć, by słuchał tego, co mówi do niego Cysia. Bo nie słuchał. Czasami jakieś jedno czy dwa słowa zatrzymywały się w jego czaszce, bo cała reszta była tam jedynie przelotem i to na bardzo krótko, nawet nie przysiadały na krześle. Zareagował jakoś bardziej dopiero wtedy, gdy część przedmiotów znajdujących się na biurku nagle – z dziwnych i przez chwilę niezrozumiałych dla niego powodów – spadły na dywan. Chwała Bogu, że tam żadnej otwartej trucizny nie było albo atramentu. Z atramentem byłoby gorzej, toż on wymyśliłby jakąś zabójczą karę za poplamienie nim dywanu.
- Nie dotykaj rzeczy w Gabinecie, mówiłem to setki razy. -
Jeśli nie tysiące.
Po tym zaczął już jednak nieco przysłuchiwać się słowom tego szataniska. „Patrz na mnie jak do ciebie mówię”. O nie. Nie, nie, nie, nie. Niby czemu miałby? Cysiadło nigdy nie robiło tego, co kazał. No, dobra, by być uczciwym – nie zawsze po prostu je robiła i już.
Wstał. Powoli, spokojnie, tak majestatycznie, jak to potrafią zrobić jedynie wielcy ludzie, którym ktoś nadepnie na odcisk. I spojrzał, naprawdę to zrobił! Z góry i raczej nie wyglądał na kogoś, kto jest z życia zadowolony. Za to podniósł rękę i władczym gestem wskazał drzwi.
- Wyjdź. Nie zamierzam tego już powtarzać.
No i masz babo placek. Stanowczy Yve jest stanowczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Pią Maj 08, 2015 3:37 pm

No i właśnie o to chodziło, że się nie starał. To ją tak drażniło. Mogła do niego mówić, drzeć się, mogła cokolwiek, a on nie raczył nawet na nią spojrzeć. Nie była przyzwyczajona do takiego traktowania z jego strony. Zwłaszcza, że zwykle sytuacja była zupełnie odwrotna. To Yve mówił do Cysi, a ta kompletnie go nie słuchała. Zupełnie tak, jakby rozmowa między nimi w ogóle nie zaszła. Tymczasem tym razem to on ją ignorował i to było dla niej... nowe. Tak, śmiało można powiedzieć, że ta sytuacja była dla niej nowa. I nie odnajdywała się w niej, co doprowadzało ją do szału jeszcze bardziej.
Prychnęła pogardliwie na jego słowa. Więc to tak? Kiedy mówiła traktował ją jak powietrze, ale wystarczyło zrzucić kilka śmieci z biurka, a nagle się ożywiał? Też coś. Nabrała ochoty przewrócić cały Gabinet do góry nogami. Tylko i wyłącznie po to żeby zwrócił na nią uwagę. To, że w ogóle jej takowej nie poświęcał sprawiało, że desperacko jej pragnęła. W sumie zawsze tak miała, ale teraz jej brak bolał ją... bardziej. I przywoływał złe wspomnienia.
Nie spuszczając z niego wzroku, wymacała dłonią jakiś przedmiot, który zaraz z brzękiem spadł na podłogę. Ups? Czyżby coś się właśnie zbiło? Jaka szkoda. Nie miała pojęcia, co to było i nawet jej to nie obchodziło. Przez cały ten czas bezczelnie się w niego wpatrywała, jakby rzucając mu wyzwanie tym spojrzeniem. No dalej. Zrób coś. Zareaguj. Ukaraj mnie. Zauważ mnie!
Zsunęła się bezszelestnie z biurka. Dobrze. Niech będzie - zrobi to co chciał. Przemknęła pod jego ręką i raz-dwa znalazła się pod drzwiami. Nawet na niego nie spojrzała. Nie odezwała się też ani słowem. Po prostu wyszła. Nie wyglądała jednak na szczególnie skruszoną.
Zdenerwowana, zaczęła w pośpiechu zbierać swoje rzeczy. Nie zamierzała spędzić w tym domu ani chwili dłużej. Ubrała kurtkę, buty. Zerknęła też na moment w kierunku szkatułki, która stała na kominku. Wiedziała, że są w niej pieniądze, a sama szkatułka jest otwarta. Gdyby tylko chciała mogłaby sięgnąć po nią i coś sobie zabrać... Szybko odwróciła wzrok. Nie. Nie potrzebuje jego pieniędzy. I jego też nie potrzebuje.
Tak samo, jak on najwyraźniej nie potrzebował jej.
Wzięła jeszcze torbę, spakowała do niej wszystkie książki, zeszyty i zarzuciła sobie na ramię. Za dużo tego jej dobytku nie było, trzeba przyznać.
Po czym ulotniła się z trzaskiem drzwi.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    Pią Maj 08, 2015 3:58 pm

Ignorował. A jak! Był zły, miał do tego pełne prawo i był o tym szczerze przekonany. Ale nawet nie zerknął na stłuczony przedmiot, bo tam chrzanić go w sumie. Ale kiedy tylko Cysia wyszła, opadł tak trochę bez siły na fotel i potarł palcami skronie. Nie wiedział, że tym razem jego polecenie zostało potraktowane aż za poważnie, bo skąd miałby o tym wiedzieć? On miał na myśli, ot co, Gabinet i tyle. Chciał sobie zostać sam, sam nad sobą się poużalać i samemu sobie wyrzucać i niekoniecznie miał ochotę, aby ktokolwiek mu w tym przeszkadzał. Choćby i takie Cysiadło!
Dopiero po dobrych dwóch godzinach siedzenia w ciszy – zaskakującej ciszy – to wszystko jakoś z niego zeszło i było mu lepiej na duszy. Wiedział, że teraz ten podły demon będzie się dąsał, ale spodziewał się, że zobaczy ją wśród poduszek, podjadającą ciastka ze słoika, może przed telewizorem albo przy książce. Albo śpiącą w tych miękkich stertach.
Tylko że gdy wyszedł do Dużego Pokoju, to było tam pusto. Cicho, spokojnie. O wiele za spokojnie! Yve zmarszczył brwi i ostrożnie zamknął drzwi do swojej pracowni, żeby zajrzeć za wszystkie parawany, przetrząsnąć co większe sterty. Problem był taki, że nikogo nie znalazł. A, co gorsze nieco, zarejestrował też brak choćby takich książek czy zeszytów. Bo normalnie zawsze gdzieś je widział, jak leżały sobie spokojnie. A teraz? Nic. Żadnego. Nawet jednego.
W akcie desperacji zajrzał nawet do szafy i do szybu kominkowego, niemniej to nie przyniosło niczego dobrego. Załamał ręce i wyszedł z domu zadziwiająco szybko, nawet żadnej kurtki na siebie nie zarzucił i nie zawiązał butów. No bo gdzie ona poszła? Było późno! Znaczy wieczór dopiero, ale to niczego nie zmieniało!
No to poszedł szukać.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"    

Powrót do góry Go down
 
Dom Yvego i Cysi + "Profesjonalne Usługi Sprzątające"
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    E a s t  E n d :: Stare kamienice i domki-
Skocz do: