IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kawalerka Jupitera

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Xio
Indywidualista
avatar

Posts : 20
Join date : 02/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Wto Maj 12, 2015 10:28 pm

Ha! To było dobre! Nie wiedział czemu, lecz bardziej chciało mu się śmiać z krzywdy kolegi niż z jego żartów, które były o niebo lepsze. Może dlatego, iż została mu skrzywiona psychika? Tak czy siak nie zachichotał, tylko zastanawiał się nad zbiegiem okoliczności. Jak tak otrząsnął się po momencie, od razu podszedł i odłożył książkę z dala od Hybrydy, i zrobiło mu się szkoda. Miał przecież dobre intencje - chciał rozluźnić atmosferę, a w nagrodę dostaje "bata" i guza. Przez krótką chwilę drobną rączką głaskał stłuczone miejsce na głowie kompana i chuchał, by szybciej się zagoiło wedle zabobonu. Zaraz skończył też porządki. W końcu udało mu się wepchnąć poduchę i był wolny od katorgi. Nim ruszył dalej sprzątać, odezwał się Zielonooki z propozycją trudną do odrzucenia. Na sam fakt jej stylu wypowiedzi bez możliwości sprzeciwu.
-Uhm...
Jupiter wyprzedził go we wszystkim, nawet nie mógł wtrącić swojego małego "ale". Że nie będzie się obijać w jego domu i pomoże mu chociaż w utrzymaniu porządków. Żeby takie encyklopedie nie spadały na niego znienacka, chociaż w tej konkretnej sytuacji zrzucona księga pasowała idealnie. Oby tylko nie miał guza, bo mu popsuje image.
Skoro został oficjalne zaproszenie (co swoją drogą bardzo było na rękę malcowi, lecz poniekąd brzydko, że sam nie poprosił - lecz duma...) do kawalerki, przydałoby się rozeznać, jakie są pokoje i gdzie szukać najbardziej podstawowych rzeczy. Nie był wybredny - przecież był przez większość swojego życia niewolnikiem. Nawet wychodzenie do łazienki miał na komendę, dobrowolnie nie mógł udać się w ustronne miejsce. Dlatego tak nagle speszył się całą wolnością, którą w końcu zdobył, że nie wiedział co z nią i z sobą zrobić. Nie dało się od razu wszystkiego zapomnieć, zwłaszcza iż od niemalże urodzenia nie miał prywatnego życia. Stąd to sprzątanie bez wyraźnego powodu.
-Jupiiik... -zaczął niepewnie, trochę przestraszonym tonem jakby skarżył się starszemu bratu, iż widział ducha- ...czym zajmujesz się... będąc wolnym?
Usiadł w kuckach i nieśmiało machnął ogonkiem. Spuścił uszka, wyglądał na zmartwionego, iż nie uda mu się dobrze żyć poza niewolniczym życiem. Zawsze pragnął uciec od swojego, zmieniającego się co jakiś czas, pana lub panią, a teraz nie potrafił cieszyć się, gdy wreszcie dokonał tego. Jakby nie patrzeć, jakby Blondyn i tajemnicza kobieta nie pomogli, to nawet nie miałby możliwości posmakowania niezależności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jupiter
Zmiennokształtny Elf, Demon
avatar

Posts : 20
Join date : 03/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Sro Maj 13, 2015 5:18 pm

Opiekuńczy dotyk małego współlokatora wyrwał z jego ust przepełniony radością pomruk, zupełnie jakby zamiast mieć w sobie fretkę miał psa, i to jeszcze, jakiego psowatego! Najlepszego z najlepszych, bo oto przed państwem…Jupiter~!
Dał sobie mentalnego kopa w wiadome miejsce, wręcz krzywiąc swą cudną buźkę w grymasie niezadowolenia, które można było odczytać również, jako ból, nieważne. Bycie psem jakoś do niego nie przemawiało, cały czas miał przed oczami wizję siebie, jako Labradora z ludzką głową, przyodzianego w swoją koszulę i płaszcz – to nie było ani trochę pocieszne, raczej przerażająco okropne. Musiał pamiętać, że jak już przemieni się całkowicie w fretkę to koniecznie sprawdzi czy zmienił się też jego pyszczek, jeśli nie to aż bał się pomyśleć o tym, co zrobi.
Xio wydał z siebie jakiś nieartykułowany dźwięk, przypominając, że przecież cała ta lawina myśli zaczęła się od niego. Ciągle leżąc „na parterze” pociągnął delikatnie końcówkę ogonu zmiennokształtnego, po czym przytulił się do niego mając głęboko gdzieś czy to wypada czy nie oraz wiele innych taktownych czynników, które zniknęły z jego głowy po przejściu przez próg mieszkania. Uśmiechnął się wesoło, dodatkowo wyrażeniem tego uczucia był porywczy ruch demonicznego ogonka, który wyglądał jakby miał się zaraz oderwać od ciała Jupitera niż jakby nim rzeczywiście machał. Ale jak to się mówi: ogonu się nie wybiera, czy jakoś tak.
Słysząc swe imię w skróconej i zasłodzonej wersji mruknął niewyraźnie, ale dalsza część sprawiła, że przestał być taki wyluzowany, przybrawszy poważny wyraz. Puścił, więc Xio, dosłownie na sekundę przed jego machnięciem kitą, zamyślił się, siadając jak na człowieka przystało.
- Teoretycznie robisz, co ci się tylko żywnie podoba – nie musisz nikogo słuchać, wykonywać żadnych głupich rozkazów. Jest wiele rzeczy, którymi możesz się zająć nie pytając nikogo o zgodę… - zatrzepotał uszami, krzyżując nogi w kostkach i podpierając brodę o nadgarstek – Jest coś, co chcesz zrobić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xio
Indywidualista
avatar

Posts : 20
Join date : 02/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Sro Maj 13, 2015 6:07 pm

Pomrukiwanie z radości jeszcze nikogo nie zabiło, lecz fakt - mogło ujmować powagi. Nie mniej jednak samo w sobie nie było złe, dzięki niemu i otoczenie robiło się weselsze. Nawet powaga Xio malała z każdą chwilą u boku kolegi. Zaraz i tak role się odwróciły i to malec był ściskany jak małe szczenię, którym poniekąd był. Mimo swojego prawdziwego wieku (20 lat ludzkich to już całkiem sporo) ciało i niekiedy mentalność miał dziecięcą. Do takiej roli był darowany z rąk do rąk - jako dziecko z lisimi przymiotami cieszył oczy i czasem wywoływał śmiech. Jeśli chciał zrobić cokolwiek innego, to dostawał karę, zazwyczaj cielesną. Ewentualnie kolejną dawkę narkotyków, które mu płyną już zapewne zamiast krwi. Takie stężenie dopalaczy źle wpływało na poprawny rozwój, dlatego też nigdy nie przełamał zaklęcia pod wpływem biegnących lat. Lecz czy to ważne w tej chwili?
Jeśli przytulenie się miało być formą zapłaty za dach nad głową, to droga wolna. Inna sprawa, iż dotyk Jupitera wcale nie był z tych, które przypominały ściskanie lalki czy zabawki. Był czulszy, nie szarpał brzdącem. Sam Xio nie wyrywał się jak to miewał w zwyczaju, i przystanął na taką zabawę. Oczywiście do czasu, kiedy wydusił z siebie temat o możliwościach w świecie poza kratami i kajdanami. Zaraz też ujmujące ciepło ciała starszego kolegi zniknęło, bo spoważniał i zaczął tłumaczyć. Dość pojęty Lisek zrozumiał sens, jednak nie był z tą myślą oswojony. Jeszcze nie. Na pytanie zaś co on chciałby zrobić w tej chwili, pogłówkował troszkę i stwierdził szczerze:
-Chcę chociaż na chwilkę być przy Tobie.
Ośmielony poprzednim przytuleniem uśmiechnął się lekko w kierunku tymczasowego współlokatora. Zmrużył też przy tym powieki i próbował już nie przejmować się przeszłością, która była dotąd całym jego światem. "Oto przed państwem Jupiter" oświetlił mu drogę niczym Słońce ku lepszemu życiu, i bez zobowiązań. No, może nie do końca, lecz przynajmniej nikt nie będzie wykrzykiwać rozkazów i bić za brak posłuszeństwa. Żyć nie umierać!
Zyskując jeszcze więcej odwagi podpełznął na czworakach za Blondyna, by wgramolić się na jego plecy i przewiesić się przez jego ramię. Eh te nawyki... tak między innymi zabawiał gości swoich właścicieli, szybko nie pozbędzie się wpajanych zachowań. Jak zdał sobie z tego sprawę, speszył się na tyle, że skrył policzek w plecach starszego kolegi i był cicho jak mysz pod miotłą. Wachlował lekko ogonkiem i uczepiony do Hybrydy zdawał się mieć jakiś interes do niego, nie bez powodu jeszcze nie uciekł spalony ze wstydu do kąta. Zerknął ostrożnie zza ramienia kompana wychylając łebek ze sterczącymi uszami.
-Jupik...? -zagadnął znów zdrobnionym imieniem po dłuższym milczeniu- ...a czy mógłbym coś dla Ciebie zrobić?
Wtulony w ramię Zielonookiego nadal wydawał się być zlękniony, gdyż nie odstępował go teraz na krok. A może polubił towarzystwo Jupitera, tak jak on polubił obecność Xio?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jupiter
Zmiennokształtny Elf, Demon
avatar

Posts : 20
Join date : 03/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Sro Maj 13, 2015 9:25 pm

Uśmiech powrócił na jego lico, chociaż w środku bardzo chętne obrazy przeszłości wypłynęły na powierzchnię, irytując swoją dokładnością. Nie wiedział jak to dokładnie było z jego przytulaśnym lisem, ale jednego był pewien – żadne z nich nie chciało znowu wrócić na czarny rynek. To, co się tam wyprawiało, to, co ich „właściciele” robili… To pewnie właśnie, dlatego nigdy nie mógł myśleć o tej stronie miłości polegającej na relacji kochanków jak o dobrej rzeczy, którą koniecznie musi zdobyć by być szczęśliwym człowiekiem. Marne szanse by to uległo zmianie.
Powinien przywyknąć do takiego stanu rzeczy, chociaż często zastanawiał się czy gdyby trafił w inne ręce to dziś mógłby cieszyć się z takich emocji. Było chyba na to jakieś powiedzenie, ale teraz Jupiter nawet nie wysilał się by sobie je przypomnieć. Po prostu głupio spoglądał w przestrzeń, uśmiechając się niepozornie jakby właśnie wspominał najlepsze lata swojego życia, a nie seksualne zabawki swojego pana. Kącik jego ust drgnął.
Otworzył szeroko oczy, kiedy usłyszał coś naprawdę niesamowitego z ust swojego współlokatora. W pierwszej chwili znowu przypominał psa, machającego swym ogonkiem jakby dostał miskę najlepszego mięsa, po sekundzie zaczerwienił się jak burak aż po czubek głowy, którą spuścił by ukryć wypieki. To chyba pierwszy raz, gdy ktoś powiedział mu coś takiego, więc nie wiedział jak zareagować, był szczęśliwy, ale jednocześnie zawstydzony i to mocno. Zaczął nerwowo uciskać guzik swojego płaszcza jakby nagle był centrum wszechświata.
W tej ciekawej sytuacji zastała ich Astra, która od wejścia zaniosła się takim śmiechem, że pewnie słyszeli ją nawet żywi. Nie chciał nawet zgadywać jak teraz wyglądał, ale wyobraźnia podrzuciła mu piękny obraz jego, jako nastolatki w dziewczęcym uniformie szkolnym, której właśnie najprzystojniejszy chłopak w szkole zaproponował chodzenie. Prawie umarł ze wstydu. Astra potem będzie mieć lanie, teraz, przy Xio, nie wypadało miotać rękami powietrze.
- Dz-dziękuję – wymamrotał, podnosząc odrobinę głowę i obdarzając lisa jego najbardziej uroczym uśmiechem. I teraz znowu zrobił coś niespodziewanego! Przewieszony przez jego ramię, dyndał, niewinność, urocze, lis… Jupiter osiągnął limit swojego zawstydzenia, mózg został właśnie usmażony na kotlety. Ciekawe czy mógł je wyjąć i zjeść? Ostrożnie pogłaskał stworzonko po głowie ręką wolną od jego ciężaru – chociaż i tak był lekki jak piórko.
- …coś dla mnie...? Może lepiej powiedzieć dla nas? – Ośmielony uniósł głowę, podniósł chłopaka samemu wstając i zwinnie usadził malucha na ramieniu. – Na co masz ochotę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xio
Indywidualista
avatar

Posts : 20
Join date : 02/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Czw Maj 14, 2015 8:24 pm

Oby od tej pory radość nie kojarzyła się z erotycznym podnieceniem, a tylko z tym, że jest lekko na duchu i przyjemnie. Szczęście ma wiele dobrych obliczy, tylko skrajnie objawia się przy złowrogich czynnościach u osób ze skrzywieniami w psychice. Niektórych nie można było usprawiedliwić, inni też nie mieli wyboru. Być czyimś więźniem i robić coś wbrew swojej woli to najgorsze co może dosięgnąć każdego, nawet Nieśmiertelnego. Nie można od razu jednak przekreślać, iż nie da się wyjść na prostą, lecz nigdy nie będzie się doznawać takiej radości jak Ci zupełnie wolni, od samego początku istnienia.
Jeśli chodzi o istnienie, Xio nie mógł wyczuć obecności Astry, która przyłapała swojego wiernego towarzysza na rumieńcach i zawstydzeniu. Drgnęło mu jednak ucho na dźwięk podobny do śmiechu, musiał coś usłyszeć. Nie miał teraz ochoty robić dochodzenia kto śmiał... zaśmiać się z tej uroczej parki, było mu zbyt dobrze w ramionach Blondyna, by zawracać sobie drobnostkami głowy. Zwłaszcza, że usłyszał to jedno słówko wdzięczności okraszone najpiękniejszym uśmiechem, jaki kiedykolwiek widział. Zależało mu na poprawie humoru gospodarza, jak jeszcze tyle przeszedł daleko, dawno, jak i teraz z rannym Białym Liskiem. Zasługiwał na wszystko co najlepsze, nie tylko jako zadośćuczynienie.
Jupiter zaskoczony propozycją i chęciami zrobienia czegoś dla niego, jeszcze bardziej się zawstydził, co nie do końca oto chodziło chłopcu. Mimo to prędko pozbierał się i odważył się pochwycić brzdąca tak, by zdjąć go z pleców i trzymać na ramieniu. Może faktycznie tak lepiej było, chociażby spojrzeć sobie nawzajem w oczy, a nie mruczeć mu za uchem na ramieniu. Ponadto Zmiennokształtny z chudym jak bat ogonkiem zaproponował, by zrobili coś wspólnie - dla nich. Tylko co takiego?
-Hm... może... może pobawimy się w chowanego? -zapytał z iskierkami radości w dziecięcych oczach, od razu ustalił kto jaką ma rolę- Chowam się pierwszy, a Ty szukasz. Potem zamienimy się, dobrze?
Przytknął głowę Hybrydy do kanapy, by nie podglądał i upewniwszy się, że zaczynał odliczać, zjechał z niego jak po zjeżdżalni i słychać było tupot małych, bosych stópek, które krążyły po całym mieszkaniu, aż nagle ucichły. Wyglądało na to, że znalazł sobie kryjówkę, i to nie byle jaką! Doskonałą wręcz dla niego. Bowiem otworzył sobie małe przeźroczyste drzwiczki i wszedł do środka pralki. Cicho zamknął za sobą wejście i siedząc w bębnie maszyny skulił się nieco w sobie, być może chcąc być na tę chwilę jeszcze mniejszy niż jest. Szybko jednak przeszły po nim dreszcze. Nie powinien był od razu rzucać się na Jupika, a obecnie wciągać go do zabawy, gdy jeszcze nie odzyskał pełnego zdrowia. Pojawiły się rumieńce na buźce Xio, który nagle zasnął wtulony do ścianki pralki. Mimo wszystko sen miał spokojny, po prostu ktoś mu wyjął baterie, tak znienacka. Zresztą emanował delikatną aurą, pogodną, łagodną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jupiter
Zmiennokształtny Elf, Demon
avatar

Posts : 20
Join date : 03/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Pią Maj 15, 2015 9:10 pm

Ni z gruszki ni z pietruszki zaczęły docierać do niego pewne elementy całego tego zajścia, które jakby wcześniej przyszły do jego głowy toby go miały zranić. Rzeczywiste aspekty życia w kawalerce razem z kimś, kiedy mieszkanie zostało zaprojektowane dla jednej osoby plus maksimum dwójka gości wyglądały dosyć komicznie. Już pojawiła się mu przed oczami scena wspólnego snu (no, bo przecież nie da spać lisowi na kanapie), znając siebie będzie spał nieruchomo niczym nieboszczyk i ani drgnie, żeby przypadkiem nie zrobić czemuś mniejszemu osobnikowi leżącemu niczym typowy kot na łóżku. Prawie wybuchnął śmiechem zapominając o wcześniejszym zawstydzeniu i stwierdził, że to może być prawdopodobny scenariusz.
Wtem znalazł się niebezpiecznie blisko kanapy, zupełnie nie mogąc znaleźć racjonalnej przyczyny tej dziwnej teleportacji, bowiem w głowie informacja o noszeniu Xio na ramieniu nie została zapisana, a ciężar niby taki jak wcześniej. Ostatnimi czasy chodził z głową w chmurach i mu to ani trochę nie służyło, ziemia do bazy? Może jakiś odbiór danych? Halo, rzeczywistość do Jupitera, zgłoś się! W chwili ciszy jego umysłu nadeszła niespodziewana odpowiedź: psychiatra tu już nie pomoże.
Uszy zniknęły z cichym „puf” jakby na słowa, iż bawią się w chowanego zaczęły się bać czegoś, czego jeszcze nie ogarnął umysłem. Z błogą nieświadomością zaczął odliczać, bawiąc się liczbami i przekręcając, co chwilę ich kolejność tak, iż okazało się, że po jedynce jest sześćdziesiąt dwa a po ósemce jest zero. Doszedł do tryliona (który oczywiście było po dwudziestce) i ogarnął wzrokiem swój dotychczasowy dom, zastanawiając się gdzie by się schował gdyby był Xio. Tu był pies pogrzebany, bez obrazy dla psowatych.
Jupiter zakręcił się na pięcie delikatnie podminowany, przecież jego przyjaciel należał do tych niskich istot, mógłby go szukać długie lata we własnych czterech kątach! Nie miał szans w tej zabawie, więc małe oszukiwanie będzie raczej niezbędne. Spojrzał złym wzorkiem na Astre, która głośno przełknęła ślinę czując zbliżającą się katastrofę.
- Jak mi znajdziesz Xio to nic ci nie zrobię za ten kompromitujący wybuch emocji – powiedział, celując w nią palcem. Energicznie przytaknęła i w tempie ekspresowym zaczęła przeszukiwać kawalerkę. W tym czasie Jupiter usiadł wygodnie na kanapie, założył nogę na nogę i po prostu odpoczywał. Piętnaście minut później, dosłyszał głośne wołanie z łazienki, także powlókł tam swój odwłok by zobaczyć zdyszaną Astrę wskazującą na…pralkę? Schylił się by zajrzeć do środka, a tam, co zobaczył? Śpiącego współlokatora.
- Co robimy? – zapytała lewitująca duszyczka, spoglądając zmartwionym wzrokiem na zmiennokształtnego. – Przenosimy go?
- Innego wyjścia nie widzę, przecież nie może spać w tej machinie! – mruknął rozbawiony – Otwórz drzwi, tylko cicho, i go przelewituj. Ja spróbuję ogarnąć łóżko.
- Powodzenia.
- Czy ja wyczułem sarkazm? – powiedział przechodząc do sypiali, nie patrzył na nic tylko wziął wszystkie ubrania porozrzucane po pomieszczeniu, upchnął je do szafy i na koniec zmienił na szybko prześcieradło. Po zawołaniu Astry i ułożeniu Xio (w co wliczało się też jego przebranie, Astra wyleciała z piskiem), sam stwierdził, że to już ta godzina. Zmienił ubranie na piżamę i wskoczył obok zmiennokształtnego, uważając by nic mu nie zrobić.
I tak właśnie zapadł w sen.

]Następnego dnia.

Obudził się wypoczęty. Przetarł rękami oczy. Spojrzał nieprzytomnym wzorkiem na prawie nagie ciałko leżące obok. Zamrugał kilka razy.
- Co ja kurwa wczoraj robiłem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xio
Indywidualista
avatar

Posts : 20
Join date : 02/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Sob Maj 16, 2015 9:42 am

Xio spał bardzo spokojnie całą noc, no poza kilkoma momentami, które dało się zauważyć na łóżku. Chociażby rozkopana pościel świadczyła o tym, że było mu za gorąco na wielkim posłaniu. Spokojnie z dziesięć takich malców jak on mogłoby jeszcze zmieścić się dookoła niego i Jupitera. W dodatku podciągnął bezwiednie ubranko jak najwyżej, by nie przegrzać się. Toteż lisi ogon ledwie co zasłaniał... miejsce, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Uszko zareagowało, gdy tylko usłyszało znajomy głos tuż obok, aczkolwiek właściciel ucha nic nie rzekł sensownego tylko:
-Umm...
Pokręcił noskiem jakby mucha siadła mu na czubku, lecz jeszcze nie otwierał powiek. Jeszcze minutka, dwie. Tak dawno nie spał na takim mięciutkim posłaniu, że chciał jeszcze troszkę poczuć materacyk pod pleckami. I jeszcze ciepło bijące od Jupitera. Moment... JUPITER BYŁ TUŻ OBOK!?
Otworzył gwałtownie powieki i poderwał się do siadu zlany rumieńcem. Poprawiał łapkami za dużą koszulę od Hybrydy, którą zasłaniał bose nóżki. S-skąd w ogóle miał to ubranie na sobie? Gdzie są jego łaszki? W ogóle nie poczuł jak go przebrano i przeniesiono z kryjówki! A co jeśli kiedyś ktoś go zastanie w takim stanie i zrobi krzywdę? Musiał oduczyć się zasypiania byle gdzie, jednak to nie takie proste. Miał zaczątki narkolepsji objawiające się właśnie zasypianiem w dowolnym miejscu o dowolnym czasie. Na szczęście nic gorszego w tym zakresie. Kiedy róż na policzkach Xio zelżał zdecydował się powiedzieć co myśli o takim zachowaniu starszego kolegi:
-M-mogłeś mnie obudzić, bym przebrał się sam... baka!
Skarcił fiołkowym wzrokiem współlokatora, po czym jakby przepraszając za ton poklepał po ramieniu pocieszająco. Wszak nowy dzień nie może być gorszy od wczorajszego, prawda? Przetarł nadgarstkiem oczka i przeciągnął się. Trzeba zabierać się za życie, bo każda minuta wolności może być tą ostatnią! Sięgnął łapkami po brzeg kołdry i przykrył szczelnie młodzieńca. Przyglądając mu się kilka sekund w milczeniu dodał już milszym tonem:
-Połóż się, zawołam Cię jak będzie już pora.
Co to miało znaczyć? Tylko maluch o poważnej, nieco nadąsanej mince mógł to wiedzieć. Ostrożnie ześlizgnął się z łóżka na podłogę i poprawiając sobie za dużą koszulkę Jupika przebierał nóżkami z sypialni do łazienki. Ponieważ kabina prysznicowa była dla niego za duża (a dysza za wysoko), zdecydował się wykąpać w umywalce. Zaryglował się na kilkanaście minut w łazience, by doprowadzić się do czystości, a potem mając nadal na sobie T-shirt Blondyna podreptał w stronę kuchni. Zamknął i te drzwi na klucz, by Jupiter nie wtrącał się do jego niespodzianki. Postanowił zrobić obojgu śniadanie, i to nie byle jakie. Musiał niestety posłużyć się przy tym dwoma krzesłami (jedno do kuchenki, drugie do stolika z półproduktami), aby sięgnąć rączkami poszczególnych przedmiotów lub wykonywać czynności związane z pichceniem. Trochę też zasiedział się w lodówce, bo była przyjemna w swoim chłodziku, aczkolwiek wiedział, że nie może otwierać długo drzwiczek na oścież. Zepsułaby się i jedzenie zmarnowałoby się na bank. A fajnie też było pojeździć tam i z powrotem na drzwiach lodówki, lecz szybko opamiętał się i wrócił do robienia śniadania. Jajka, mąka, mleko, olej, patelnia, miska, masło, dżem... hm... jeszcze mikser... dość chaotycznie, lecz przyrządzał omlety. Z trudem odwracał patelnię, którą trzymał nad swoją głową, jednak z determinacją w oczach nie poddawał się. W końcu skończył żmudną robotę i na efekty nie trzeba było aż tak długo czekać. Na talerzu pojawiało się coraz więcej placuszków i gdy było ich sześć, odłożył patelnię do zlewu, i zaczął smarować dżemem każdego omleta. Odlał też trochę mleka do dwóch szklaneczek jako napój do popicia. Jupiterowi zostawił pięć i pół omletów, a sobie zostawił połówkę. Nie powinien od razu przerzucać się na stały pokarm, więc jak powoli będzie sobie dziubać jeden, to może nic złego się nie stanie.
Otworzył w końcu drzwi i zawołał donośniejszym głosem:
-Juuupik, śniadanie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jupiter
Zmiennokształtny Elf, Demon
avatar

Posts : 20
Join date : 03/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Sob Maj 16, 2015 2:23 pm

Zmrużył oczy, myśląc intensywnie jak jeszcze nigdy wcześniej. Nie przypominał sobie by miał problemy z amnezją, chociaż gdyby na to cierpiał to skąd by wiedział? To nie było wcale takie głupie… Pokręcił głową, biorąc w rękę warkocz, który w nocy nieźle się rozleciał i macając jego strukturę przyglądał się małemu brzdącowi. Ten podniósł się jakby pod jego spojrzeniem a Jupiter bez większego problemu i najzwyczajniej w świecie przytulił się do niego z rozmarzonym uśmiechem.
- Dzień dobry, my darling – mruknął sennie i zaraz padł z powrotem na poduszki, puszczając malca. Wziął sobie jego poduszkę, jako zastępstwo, uśmiechając się w półśnie. Miał takie cudowne mary, że aż nie mógł pozwolić na tak szybkie ich zapomnienie, w jego głowie zawsze pałętały się różne obrazy, ale dzisiaj wyjątkowo były bardzo szczęśliwe.
Usłyszał jeszcze jak Xio coś tam mówi o samodzielnym przebieraniu się i poklepał Jupitera po ramieniu, a potem oddał się kolejnej drzemce mając nadzieję na kontynuowanie wcześniejszego snu. Gdy znalazł się w czarnym pokoju pożałował, że to zrobił.
W tle rozległy się bębny taiko zwiastując to, co miało się już zaraz stać – i nie miało to być nic dobrego. Był przykuty kajdankami do łóżka, nie miał na sobie ani centymetra odzienia, czuł się jakby przebiegł maraton, a na dodatek z jego szyi spływały dwa ciągi ciemnej krwi. Znowu się tutaj pojawił, w tym samym momencie wspomnienia, które odtwarzał w każdym innym swoim koszmarze…zaraz on się pojawi. Będzie trzymał w rękach wodę święconą, która poleje jego ciało by krzyczał ile sił w płucach – przywilej tej jego demonicznej części nieznoszącej świętości. Drzwi się otworzyły, za czarną postacią światło kusząco zapraszało do wyjścia jednak zaraz zgasło i widok przesłonił mu ON.
Obudził się z bezgłośnym krzykiem na ustach, spocony i przerażony. Spał może z piętnaście minut na pewno nie więcej, Xio już nie było w pokoju za to Astra spoglądała na niego smutnym wzrokiem z kąta pomieszczenia. Nie odezwała się, po prostu wyleciała z sypialni przenikając przez ścianę, a po niej został już tylko zapach cytrusów. I posmak czegoś metalicznego w ustach – krwi najwyraźniej.
Najciszej jak się dało, tak by nie zwrócić uwagi współlokatora przekradł się do łazienki gdzie wziął zimny prysznic, zastanawiając się, jaką minę zagrać tym razem. Nie chciał nikogo martwić, szczególnie wiedząc, że Xio prawdopodobnie przeżył znacznie więcej zła niż on – „wszystko w porządku, nic się przecież nie stało”, próbował sobie wmówić. Rozplątał warkocze, które pod wpływem wody niemal od razy się wyprostowały.
Posiedział tam aż nie zaczął drżeć z zimna, zakręcił wodę i opasł się w pasie ręcznikiem, bowiem nie wziął ubrania na zmianę. Wykręcił długie włosy nad zlewem, dokończył resztę zabiegów przywracających do życia, a skończył w idealnym momencie.
Wszedł do kuchni praktycznie goły i z uśmiechem, pomachał chłopakowi.
- Co zrobiłeś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xio
Indywidualista
avatar

Posts : 20
Join date : 02/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Sob Maj 16, 2015 3:54 pm

Właśnie krzątał się w kuchni, kiedy senny koszmar dopadł gospodarza. Oczywiście nie mógł o tym wiedzieć, byli w osobnych pomieszczeniach, poza tym Xio nie potrafił zaglądać do czyjegoś umysłu. Wiedziałby przynajmniej, że kiedy on beztrosko pichci, jemu "starszemu braciszkowi" jest nieprzyjemnie i być może pomógłby mu jakoś. Nie pozwoliłby mu na jakiekolwiek cierpienie, czy to fizyczne czy psychiczne. Może i miał lżejsze niewolnictwo niż malec, ale z drugiej strony - miał bardziej skrzywioną psychikę. Tuszował to wszystko wygodnym dla każdego oka uśmiechem, a gdzieś tam w środku dusił się od oparów z przeszłości. I ich było coraz więcej i więcej. Gdyby tylko wiedział, gdyby tylko Jupiter powiedział co go nęka, mogliby wspólnie poszukać rozwiązania, nawet jeśli graniczyło to z cudem. Eh, to gdybanie.
Akurat był odwrócony plecami, kiedy Zielonooki przystojniak usłyszawszy wołanie wszedł do kuchni. Brzdąc poprawiał szklanki na stole balansując jedną nogą na krześle. Na entuzjastyczne pytanie odpowiedział miłych głosem:
-Miały wyjść pyszne omlety, nie wiem czy takie są. Chodź je-...JUPIK!
Dopiero w tym momencie odwrócił się i zobaczył wesołego, przepasanego jedynie ręcznikiem, gołego Jupitera, który jakby nigdy nic machał do niego dopytując się o zawartość śniadania. Miał przy tym rozpuszczone włosy i pachniał mydełkiem, ale nie powinien paradować nago! No dobrze, że chociaż miał na sobie ręcznik, jednak nie wypadało tak! Jeszcze zaziębi się czy coś gorszego! Od razu - nie patrząc się ze wstydu na Zielonookiego - poleciał do łazienki szukając dla niego jakiegoś szlafroku, albo czegoś, lecz niczego takiego nie znalazł. Spuścił płasko uszy i wciąż unikając spoglądania na niego wrócił do kuchni mówiąc:
-P-Powinieneś ubrać się. Najwyżej zrobi się nowe omlety, jak te wystygną.
Wskoczył na krzesełko i skrył twarz we swoim talerzyku z połówką omleta. Za żadne skarby nie chciał przyglądać się Jupiterowi bez kompletnego ubrania. Czuł się skrępowany, chociaż właścicielowi powinno być wstyd, w sensie że sam powinien rumienić się jak buraczek, a czegoś takiego nie wyłapał jak kolega wszedł do kuchni. Jakby robił to na porządku dziennym, albo po prostu z przyzwyczajenia, że "wolność Tomku w swoim domku". Może nie powinien tak się przejmować zachowaniem jedynego przyjaciela, jakiego miał? Jeszcze mógłby urazić jego osobę, a to ostatnia rzecz, jaką chciałby kiedykolwiek zrobić.
Ostrożnie, po małych kęsach, jadł połówkę omleta, ale i tak tylko dziubnął odrobinkę. Organizm jeszcze nie chciał jedzenia w tej formie. Przynajmniej spróbował, a ciekawość kusiła malca, by spojrzeć na Jupika, czy nie otruł się jedzeniem.
-I jak? Smakuje? -zerknął ostrożnie na Jupitera- Mogę robić Ci codziennie śniadania, jeśli tylko chcesz.
Podsunął swoją ćwiartkę pod nos współlokatora z nadzieją, że dokończy za niego posiłek. Starał się jak mógł, by przypadło mu do gustu, oby tylko trafił w jego kubki smakowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jupiter
Zmiennokształtny Elf, Demon
avatar

Posts : 20
Join date : 03/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Sob Maj 16, 2015 6:45 pm

Wywąchał w powietrzu piękny zapach, dawno nie jadł czegoś robionego fizyczną ręką, więc prawie pociekła mu ślinka. Astra była dobra w wielu rzeczach, niefortunnie gotowanie do nich nie należało. Jupiter z własnego doświadczenia wiedział, iż dotykanie się do kuchenki lub gazu w pojęciu ogólnym skutkowało przykrymi konsekwencjami, np. bolesnym wylocie na księżyc bez rakiety. Wzdrygnął się na tą myśl.
Już miał podejść do kucharza, kiedy ten uraczył jego błonę bębenkową głośnym wypiszczeniem jego imienia. Znaczy, nie wiedział czy to pisk, bo miał wodę w uszach i omlety w głowie, ale sens zdania został przez niego zrozumiany – przynajmniej w niewielkim stopniu. Uniósł rękę w obronnym geście i już miał podnieść drugą, ale przypomniał sobie, że przecież musi czymś trzymać ręcznik. Zabawnie byłoby zobaczyć reakcje Xio na ten czyn, ale to mogło być dla niego nieco za dużo jak na pierwszy raz, Jupiterowi w zupełności wystarczył wyraz twarzy, kiedy przybył w ręczniku. Oczywiście, na dzisiaj. Już planował kolejną dawkę atrakcji na jutro.
Śmiejąc się, wszedł do sypialni gdzie na prędkości założył swoje drugie ulubione eleganckie czarne spodnie, nową prostą koszulę w białym odcieniu z długim czerwonym krawatem, na co nałożył również dopasowany garnitur z możliwością zapinania jedynie do połowy klatki piersiowej. Może na to nie wyglądał, ale bardzo lubił elegancję w stylu nowoczesnego arystokraty, a już najbardziej przepadał za długimi płaszczami, które potrafił nosić nawet latem razem z dopasowanym szalikiem. Niektórzy nazwaliby go dziwakiem, sam jednak woli określenie starodawny dżentelmen.
Westchnął, wiedząc doskonale, iż daleko mu od typowego angielskiego męża z obyciem i taktem, ale starał się, prawda? Przed oczami przeleciały mu wszystkie żartobliwe momenty, które czyniły z niego klauna bądź chorą psychicznie osobę. Tak, bez wątpienie się starał.
Wrócił do kuchni z wesołym uśmiechem i prężnym krokiem przysiadł się do Xio by spożyć swój pierwszy posiłek tego dnia. Omlet, który poszedł na pierwszy ogień smakował inaczej niż ten Astry i to w pozytywnym znaczeniu, zaskakująco szybko pochłonął kolejnego, ale przy trzecim nie poszło mu już tak sprawnie. Czwarty zniknął leniwie. Spojrzał na resztę zostawianą na talerzu jakby właśnie wyznała mu swoje najmroczniejsze sekrety, załamał się totalnie, kiedy Xio dał mu jeszcze swoją porcję. Co chwila rzucał mu spojrzenie to omletowi, jakby mówiąc „To jest pyszne, ale mój brzuch nie może udźwignąć istnienia resztek.
- Nieeeeee – mruknął do talerza, kładąc twarz na stoliku – Czemu mi to robisz, Omlecie~?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xio
Indywidualista
avatar

Posts : 20
Join date : 02/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Sob Maj 16, 2015 9:38 pm

O wiele bardziej przypadł mu do gustu ubrany w eleganckie szaty Blondyn niż jego ręcznikowy zamiennik. Wyglądał iście schludnie i porządnie. Nie uszło mu uwadze, że bezczelnie śmiał się z zawstydzenia Xio. Przecież był prawiczkiem, i to w różnych znaczeniach. Nigdy bowiem nie widział nikogo roznegliżowanego do tego stopnia, chyba że przywdział strój kąpielowy. Miał być tym Zmiennokształtnym, który nigdy nie dozna "oświecenia", nawet w takich błahych sprawach. Dzięki temu łatwiej zachowywał niewinność przypisywana brzdącom. Wieeeeelu rzeczy nie widział i być może nie zobaczy. To będzie już zależeć od niego samego i otoczenia, w jakim przebywa, a Hybryda nie krępowała się swoim doskonałym ciałem.
Ów ciało musiało się jednak zmierzyć z przeciwnikiem w liczbie mnogiej. Omlety. Tylko czekały na konsumpcję, ażeby zaatakować żołądek Zielonookiego od środka. Takie cwane bestie. Uważnie przyglądał się temu zjawisku prowodyr zajścia. Musiał interweniować, zwłaszcza na mrukliwy, lecz donośny w swej treści apel towarzysza.
-Omlety są słodkie, ale i wredne.
Wszedł na stolik i przysunął do siebie z powrotem talerz ze swoją niedokończoną porcją. Nie chciał, by Jupik miał przez niego wyrzuty sumienia. I tak bardzo ładnie zjadł swoją porcję, że nie mógł dopuścić, by mu pękł żołądek. Zwinął ćwiartkę omletu w rulonik i wpakował na raz do buzi merdając przy tym ogonkiem. I oto największy wróg Jupitera został pokonany wspólnymi siłami! Mielił powoli w ustach popijając mlekiem. Takie to zwieńczenie losu dla przeciwnika! A, nie, jeszcze mleczko trzeba spić, ale to już formalność.
-Podaj talerz, umyję.
Ciągle dorabiał sobie obowiązków czując współodpowiedzialność za porządek na kawalerce. Skoro nie zarabiał pieniędzy, a trzeba było utrzymać ład i pełne żołądki, to mógł tym się zajmować. Co prawda nigdy nie przygotowywał obiadów, lecz miał sporo czasu do nauczenia się. Podsunął krzesło do zlewu i wziąwszy gąbkę z zamyśloną minką i spojrzeniem zabrał się do polerowania na błysk naczyń. Takie zachowania nie przypominają dziecięcych poczynań. Miewał przebłyski bystrości jak na swój wiek, tak jak teraz, kiedy wziął się za mycie, a wcześniej za śniadanie. Wtedy też uśmiech nie gościł na jego buźce dodając sobie lat do faktycznego wieku. Mimo wszystko jak go nie uznawać za dziecko, skoro jest taki malutki i zaokrąglony na buźce. A czasami i jego tulenie się czy dziecięce zabawy zdradzały jego tresurę. Tak, był uczony jak ma się zachowywać mimo upływu lat, i kolejne baty wyryły w nim takie a nie inne postępowanie. Aż czasem wolał uniknąć następnym ciosów i przystać na tą rolę. Rolę, z której już nie wyrośnie. Nawet przestawał z tym walczyć, tak został ukształtowany. I przywykł do tego jak go inni postrzegają nie robiąc im za to krzywdy.
-Jupiterze.
Odezwał się nagle kończąc wycierać naczynia ścierką. Utkwił fiołkowe oczy w jego nieco rozmarzonym spojrzeniu. O dziwo nie skrócił jego imienia, tak jakby zapowiadając, że będzie poruszany poważny temat. No, to się jeszcze okaże, dla Xio był ważny każdy element dotyczący Blondyna, a tu ich będzie kilka naraz.
-Mało Cię znam. Łączy nas kilka rzeczy, ale nie wszystko. Niewiele wiem o życiu. Nie wiem co lubisz, czego unikasz, ale będę pilnie obserwować i uczyć się. Także... gdybym coś robił wbrew Twojej woli, powiesz mi, dobrze? Nie chcę być dla Ciebie ciężarem.
I wtedy wyślizgnęła mu się szklanka z rączki, którą kończył przecierać, i rozsypała się w drobne kryształki. Otworzył szerzej powieki, a źrenice zwęziły się do kresek. Przed chwilą mówił, że nie chce sprawiać kłopotów, a tu masz kolejny! Inna rzecz, że przypomniała mu się podobna sytuacja z przeszłości, gdzie za rozbicie wazonu dostał tak solidne lanie, iż nie mógł spać przez kilka nocy. Jakoś tak z przyzwyczajenia szybko dopadł parteru i skulił się w sobie. Skrył przerażoną twarzyczkę w kolana i skulony trząsł się jak osika na wietrze. N-nie chciał batów, on naprawdę nie chciał zniszczyć szklanki! Dlaczego jak starał się zrobić dobre wrażenie na Jupiterze, musiał go dopadać pech?
I jak ma być mężczyzną, skoro taka migawka z przeszłości zaburzyła mu poprawne funkcjonowanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jupiter
Zmiennokształtny Elf, Demon
avatar

Posts : 20
Join date : 03/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Nie Maj 17, 2015 3:01 pm

Tak, walka z omletami była nierówna i z góry został ustalony wynik, który nie przewidywał dla Jupitera świetlanej przyszłości jako utytułowany najlepszą oceną pożeracz omletów. Na sumo też się nie nadawał, był raczej przeciętnej budowy i miał o sto kilogramów za mało, chociaż nie powie, żeby go to smuciło. W końcu był dobrym hakerem i wcale nie musiał się jakoś wysilać żeby coś osiągnąć, co nie jest aż takie zadziwiające biorąc pod uwagę fakt iż pracował przeciw prawu – to w większości przypadków było na tyle opłacalną opcją, że chętnych nie brakowało. Przynajmniej nie trzeba było wszczynać walk na śmierć i życie z wrednymi omletami, które swoim jajcarskim wnętrzem zapychają brzuch.
- O tak, prawdziwe z nich demony! – Westchnął, po czym się zaśmiał i prawie udusił się powietrzem – Demon demonowi demonem, co?
Pokręcił głową z niesmakiem, ale wybuchł kolejną salwą śmiechu widząc małego zmiennokształtnego, który niczym zwycięzca pochłonął swój wcześniej niedojedzony kawałek. Wyobraził go sobie na podium, trzymającego trofeum z omletem w ustach i starającego wygłosić mowę – gdyby taka sytuacja miała miejsce w rzeczywistości Jupiter na pewno zarezerwowałby miejsca w pierwszym rzędzie. Zamyślił się, uzmysławiając sobie, że może lepiej byłoby siedzieć w trzecim bo ten najbliższy Xio najprawdopodobniej zostanie poddany torturze oplucia okruszkami. Uh, był prawie tak samo wredny jak omlety.
Podał zmiennokształtnemu talerz, albo raczej wysłużył się naburmuszoną Astrą, która jakby nie patrzeć ciskała z oczu błyskawice. Nie wiedział co znowu zrobił lub czego nie zrobił, jednak w tej chwili daleko mu było do przejmowania się humorkami ducha – miał przecież zlecenie do zrobienia. Dał Xio działać, bo czuł, że to dobrze mu zrobi, sam więc też musiał zacząć swoją wątpliwie moralnie pracę. Otworzył szafkę w przedpokoju i wyjął z niej „Kolcka” laptopa lepszego niż nie jeden wypasiony komputer, chociaż do grania w gry się nie nadawał. Teoretycznie powinien zająć się tym gdzieś poza kawalerką ale miał jedynie pozmieniać jakieś nieważne dane w systemie szkolnym (rozpieszczone bachory bogatych ludzi zdecydowanie mają łatwiej w życiu), więc machnął na to ręką i przystąpił do działania. Usiadł na kanapie, odpalając machinę zagłady z niepozornym uśmiechem. Często to robił, wolał co prawda bardziej wymagające przedsięwzięcia ale jeszcze ani razu go nie złapali, a nie miał zamiaru dawać się przyłapać. Przy tych „grubszych” sprawach ryzykownym było robienie czegokolwiek w obrębie miasta i zwykle znikał na kilka dni by nie zaczęto niczego podejrzewać. Teraz musiał zajść się jeszcze Xio, a co za tym idzie wszystkie niebezpieczne sprawy trzeba było przełożyć na inny termin – jak kartkówkę w szkole, i o dziwo, było to dokładnie tak samo proste.
- Znowu coś pykasz na tym urządzeniu – powiedziała Astra, lewitując tuż przed Jupiterem jakby przyłapała go na gorącym uczynku. Oczywiście, zrobiła to ale nie pierwszy i nie ostatni raz. – Choć raz mógłbyś jakąś uczciwą prace znaleźć!  
- To jest „uczciwa” praca, Astro. Ja robię swoje, a pracodawcy mi za to płacą – stwierdził, wklepując kolejną linijkę kodu, zatwierdzając zmianę ocen. Astra zrzuciła z półki nad jego głową szklaną kulkę z bałwankiem i śniegiem w środku ale nie bardzo się tym przejął kiedy uraczył się swoją krwią z ust, niby już zaschniętą, tworząc z niej niby podstawkę, która zgrabnie zatrzymała przedmiot. Spojrzał sugestywnie na przezroczystą istotę.
- Zabiciem mnie nic nie wskórasz – mruknął. Zamknął komputer i spojrzał z uprzejmym zainteresowaniem na Xio, który właśnie zawołał go po pełnym imieniu. O, to ci dopiero będzie heca, powinien zacząć się bać? Słowa wywarły na nim wielkie wrażenie, chociaż już miał zamiar powiedzieć coś (jego zdaniem) mądrego kiedy szklanka upadła i roztrzaskała się o podłogę. Zafascynowany tą czynnością praktycznie przegapił moment zmiany zachowania Xio, który porządnie przestraszył Jupitera. Coś się stało? Skaleczył się? Odrzucił laptopa na bok i kucnął przy zawiniątku, sprawdzając swoją mocą czy nie ma nigdzie krwi. Na szczęście nie było ale to wcale nie poprawiło mu samopoczucia, a wręcz jeszcze go pogorszyło – nie mógł pomóc malcowi jeśli nie wiedział co siedzi mu w głowie.
Po prostu go przytulił. Tak najzwyczajniej w świecie objął drżącą istotkę delikatnie i przyciągnął do siebie jakby chciał schować go przed światem.
- Spokojnie, jestem tu – powtarzał co chwila uspokajająco, zupełnie zapominając o szklance, którą zajęła się Astra. Nie wyrzuciła jej, a Jupiter od razu zrozumiał o co chodzi. Swoją krwią, która wcześniej złapała kulę, utwierdził kawałki szkła by stały się piękną i nową. – Widzisz, nic się nie stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xio
Indywidualista
avatar

Posts : 20
Join date : 02/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Pon Maj 18, 2015 6:15 pm

Na podium prędzej widział Jupitera niżeli siebie, wszak kto zjadł 5 i pół omleta?! Uroczysty Blondyn z uroczystym brzuszkiem, oczywiście! To był prawdziwy bohater, Helios na niebie, Złoty Feniks, rycerz we złotej zbroi! Jemu cześć i chwała, a Xio - "część" i "chałwa"! Pogromca Omletów pokona każdego Omleta, a wierny giermek dogryzie pozostałe przy życiu! Zresztą jaką mógłby młodzik wygłosić przemowę - "Przybyłem, zobaczyłem i przeżułem!"? Na więcej go raczej nie było stać, nie był dobrym mówcą.
Wracając jednak z Olimpu na Ziemię, każdy znalazł sobie zajęcie. Xio nie grymasił przy zmywaniu naczyń, sam przecież zaproponował swój udział w tym wydarzeniu. Zielonooki przystojniak obrał metodę kanapową, polegającą na zasypywaniem gradem palców klawiatury od laptopa, które to zwinne palce kombinowały w wirtualnym świecie. Biały Lis tylko rzucał kątem oka na to, co wyprawiał gospodarz - nie miał bladego pojęcia jak obsługiwać się takim szatańskim narzędziem. Jak szklanki tłucze, to co dopiero drogocenne gadżety! Jak potrafił histeryzować z byle potłuczonego szkła, lepiej nie wyobrażać sobie scenariusza ze zniszczonym laptopem Jupitera! Wtedy na pewno nie ująłby się za malcem jak teraz. Wtulił go do siebie i pocieszał swoją obecnością. Xio wraz z powtarzającymi się słowami Blondyna, powtarzał jak mantrę:
-J-ja nie chciałem... n-nie chciałem... -dopiero kiedy czyn został naprawiony przez osoby trzecie, wytrącił się ze stanu ogłupienia przeszłością -N-na pewno nic się nie stało?
Wolał dopytać, upewnić się raz jeszcze. Mrugnął kilkukrotnie załzawionymi oczkami i otworzył usteczka z wrażenia. Szklanka wyglądała jak przed rozbiciem, a nawet piękniej, gdyż miała w sobie odrobinę magii dzięki starszemu koledze. Będąc małym niedowiarkiem pochwycił ostrożnie wcześniej stłuczone szkliwo i przyglądał się jej z każdej strony. W odbiciu widział zarówno swojego współlokatora, jak i swoje zapuchnięte od płaczu policzki. Odłożył szklankę do rąk Jupika, i wtulił się w niego z całych sił. Swoją drogą byłby z niego całkiem dobry, starszy brat, tylko nie chciał mówić tego na głos, by nie zapeszyć. Poza tym nie pytał się czy może zostać dłużej niż do czasu wygojenia ran i całkowitego powrotu do zdrowia.
Kiedy tak uspokajał go kompan małej niedoli, powoli oprzytomniał, wybudzał się ze stanu lęku i powracał na właściwe tory myślenia. Tak z grubsza, gdyż z pewnością to co za chwilę powie nie pokrywało się z prawdą.
-Kto to jest Astra? Brzmi jak damskie imię. Słyszałem, jak coś o niej mówiłeś przy laptopie...
Spuścił nieco brwi i uśmiechnął się zabawnie, jakby właśnie rozgryzł największą zagadkę świata. Aż smutek całkowicie przeszedł i nadstawiając uszy do góry przypominał sobie w głowie melodię, która idealnie pasowałaby do odkrycia. Hmm, jak to leciało? A-ha, już pamięta! Uniósł rączki do góry i falując nimi na boki wołał entuzjastycznym głosem:
-HA! Zakochana paaara, Jupiter i Astra! Zakochana paaara, Jupiter i Astra!
Wykonał piruet dookoła swojej osi i jeszcze z dwa razy miał ochotę to wyśpiewać cienkim głosikiem. Kita w tyle wariowała jak głupia dodając więcej komediowości zazwyczaj poważnego Xio. Ale okazja nie byle jaka, by cieszyć się! W końcu udało mu się ruszyć szarymi komórkami i wszystko, chociaż fałszywie, połączyć w jedną całość!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jupiter
Zmiennokształtny Elf, Demon
avatar

Posts : 20
Join date : 03/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Sro Maj 20, 2015 2:41 pm

Nie potrafił pocieszać, nie miał do tego daru ani nawet nie mógł zebrać doświadczenia z praktyk – nieumyślnie spróbował techniki, którą widział na filmie, chociaż wątpił w jej działanie tak jak we wszystko, co pokazywała telewizja. Pewne normy zachowania były w niej przedstawione, ale nie zmieniało to sposobu, w jaki odbierał tą całą elektronikę. Wykazał się jednak jakimś nowatorskim pomysłem próbowania kogoś pocieszyć, chociaż myk ze szklanką podesłało mu wyobrażenie sobie widzianych kiedyś na witrynie sklepu ceramicznego zestawu, to niemal bez wątpienia można było powiedzieć, iż robił postępy.
Uśmiechnął się niewinnie, choć w środku był na siebie zły. Wiele razy uciekał od najbłahszych z błahych rzeczy, próbując nie angażować się zbytnio w ciąg wydarzeń tej planety, omijając szerokim łukiem ludzi oraz przeskakując swoje uczucia, jakby były przeszkodą. Postarał się by sytuacja nie zmuszała go do ucieczki, jednak robił to kiedyś – świadomie czy nieświadomie – i teraz ujawniają się konsekwencje tych czynów. Ignorant z niego, prawda?
- Wiem, wiem, że nie chciałeś. – powiedział, czochrając brzdąca – To tylko zwykły przedmiot, którego pełno na świecie i można go zastąpić. Pytanie raczej powinno brzmieć: czy Tobie nic się nie stało? – Już wcześniej upewnił się, że nie krwawi, ale nigdy nic nie wiadomo i może jednak coś się złego zadziało. Obadał sprawę na szybko jak to miał w zwyczaju, ale nic nowego nie zobaczył. Z westchnieniem ulgi, poczuł, że Xio się w niego wtula. Ucieszył się, choć uznał, że na to nie zasługuje.
Astra jakby czytając mu w myślach spróbowała pozbawić Jupitera głowy kopniakiem, który jedynie przeniknął przez jego ciało. Sfrustrowana dziewczyna spróbowała jeszcze raz z takim samym skutkiem i chociaż zrobiła niewiele to poprawiła mu humor. Nie zasługiwał na wiele rzeczy, które się mu przydarzyły, ale zostały mu ofiarowane i musiał przyjąć je czy tego chciał czy nie.
Zaskoczony zmianą tematu, przez chwilę nic nie odpowiadał, próbując poskładać w głowie jakąś logiczną wypowiedź. Niby istnienie Astry było takie proste, a jednak wytłumaczenie tego zjawiska było tak samo trudne jak dla niego gotowanie. Zresztą, sam niewiele wiedział o swojej towarzyszce doli, której pamięć przypominała ser szwajcarski – pełen dziur. Przydałoby się w końcu zaspokoić ciekawość współlokatora.
- Em, ona jest… - Nim jednak dane mu było skończyć Xio zaczął wariować. Przez pierwsze trzy sekundy przyglądał się mu zszokowany by w czwartej wybuchnąć śmiechem jakby zobaczył najzabawniejszą rzecz na świecie w połączeniu z najlepszym kawałem wszechczasów. Lepsza była już tylko Astra, która ze śmiechu zaczęła się turlać po ziemi – a przynajmniej próbowała, bo spadła do sąsiada niżej, kiedy zapomniała, że przechodzi przez każdą powierzchnie. Gdy się uspokoić, otarł z kącika oka łzę.
- Nie, nie, ona nie jest moją dziewczyną – powiedział, starając się ponownie nie wybuchnąć śmiechem. – Astra to dusza mojej nienarodzonej bliźniaczki, albo coś w tym stylu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xio
Indywidualista
avatar

Posts : 20
Join date : 02/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Sro Maj 20, 2015 5:35 pm

Nowatorski czy amatorski styl pocieszania był wystarczająco odpowiedni, by uspokoić brzdąca. W dodatku głaskanie po główce i udobruchanie go słowami było niczym miód na uszy. Sama jego troska, wielokrotne sprawdzanie czy nie jest ranny - nie uszły te i inne drobiazgi uwadze Xio. Aż rzeczywiście uspokoił się na tyle, by móc szaleć. Czyżby cukier z omleta uderzył mu wtedy do głowy? Być może, dawno nie miał niczego słodkiego w ustach, a działało to lepiej niż nie jeden dopalacz. Dlatego też wymyślił tą całą teorię spiskową z Astrą, dlatego nie przestawał nękać Jupika przytuleniami i swoim bliskim towarzystwem, gdy ten mógł po prostu pracować jako hacker. Jak nie doceniać starań kolegi?
Ekscytacja malca zmieszała się z emocją gospodarza, bo to teraz on szalał ze śmiechu, a szkrab mrugając oczyma przyglądał się reakcji Jupitera. Aż tak pomylił się w swojej teorii? Nieco wyciekły mu rumieńce, lecz zaraz przeszył go lód w środku. A jak coś przeszywa zimnego Lodowego Liska to naprawdę musiało być lodowate. Astra to dusza nienarodzonej bliźniaczki? Ale... ale jak to? Nie wiedzieć czemu (skoro Jupiter nie przejmował się w sposób negatywny tezą Xio), jednak poczuł, jakby ktoś wlał mu na głowę kubeł zimnej wody. Dziecięca euforia opadła tak szybko jak spadł mu cukier we krwi.
-Ooh... więc... ona... -spuścił pokornie uszy i skierował wzrok na podłogę- ... oh, przepraszam Jupiter. Nie wiedziałem... ale mówiłeś tak, jakby... żyła... to dlatego tak... uhm...
Skrył fiołkowe oczy pod grzywką i zamyślił się siedząc grzecznie po turecku na podłodze. Mówi się, że bliźniacy czują swoją drugą, "rodzeństwową" połówkę, lecz nie wiedział, że aż do tego stopnia. Zrobiło mu się strasznie przykro, chociaż skrył to wszystko pod maską powagi. Najwyraźniej są rzeczy, których nigdy nie pojmie, a ów niewiedzą może ranić. Szybko podjął próbę rehabilitacji.
-Jupik... -zagadnął tak jak miewał już w zwyczaju swojego starszego kolegę- Mógłbyś pozdrowić ode mnie Astrę, jak będziesz mieć okazję?
Uniósł duże oczy na Hybrydę, które przepełnione były dobrymi chęciami. Jeśli Astra byłaby chociaż w połowie tak miła i dobra jak Jupiter, to i ją polubiłby całym sobą z miejsca. Nie wiedział jak to możliwe, jednak chciałby ją móc ożywić. Na pewno jej braciszek byłby szczęśliwy. Może gdyby sprzedał swoją duszę demonowi, ten mógłby dać ciało dla duszy bliźniaczki Jupitera? Słyszał o czymś takim, lecz nigdy nie dowiadywał się czy i ile jest w tym prawdy. Zrobiło mu się szkoda Astry, a Xio mógłby chociaż w ten sposób odwdzięczyć się gospodarzowi za schron, jedzenie i uwagę, jaką mu poświęca. Może i dla innych ta uwaga mogła wydawać się mała, lecz dla malutkiego Liska była ogromna. Jeszcze do teraz obijają mu się o uszy słowa Jupitera: "Pytanie raczej powinno brzmieć: czy Tobie nic się nie stało?" Urzekła go jego postawa, aż płonął ze wstydu, który jednak tuszował ze względu na to, iż za często czuł wypieki na swojej buźce, już od samego rana.
I to dziwne, że mimo poruszenia tego tematu Zielonooki elegant śmiał się w najlepsze, jakby ktoś opowiedział mu dobry kawał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jupiter
Zmiennokształtny Elf, Demon
avatar

Posts : 20
Join date : 03/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Sob Cze 27, 2015 9:10 pm

Reakcja na to, co prawda niecodzienne wyznanie była dla niego czymś niepojętym – może, dlatego że zwykle nikt nie był tak przejęty faktem, iż jego siostra nigdy nie posiadła fizycznego ciała i popitalała, albo raczej polewitowała, (jak kto woli), na świecie będąc widoczną tylko dla niego. Uniósł prawy róg ust w delikatnym uśmiechu, zamykając oczy. Właśnie w tej chwili przez jego głowę przeszła głupia myśl, która zniesmaczyła nawet jego, ale była niemożliwa, bo przecież Xio był niesamowitym Nieśmiertelnym z uroczym charakterem i przerażającą przeszłością. Jakoś nie potrafił pomyśleć, że ten malec mógł jedynie udawać przejęcia, bo w rzeczywistości mu nie wierzył.
To było dawno temu, ale w czasach, gdy musiał być z ludzkimi dziećmi miał kogoś, komu ufał i komu opowiadał wszystko, tylko jedna osoba tego okrutnego gatunku zaznała takiego przywileju. Pamiętał lepiej niż doskonale, gdy w dobrej wierze opowiadał opiekunce z sierocińca o istnieniu jego bliźniaczej siostry, która zawsze robiła wszystko by poprawić podły humor swojego poniżanego brata. Wbrew pozorom mieli dużo przygód, kilka wiążących się ze światem żyjącym na marginesie – jak można się domyślić, dużo rzeczy brzmiało nad wyraz nierzeczywiście.
To z kolei doprowadziło do sytuacji, w której Jupiter został po raz pierwszy nazwany kłamcą i to za sprawą tej istoty, która jako jedyna była po jego stronie. Opiekunka mówiła, że mu wierzy, ale gdy tylko myślała, że jest daleko słyszał wiele „ciekawych” rzeczy na temat swojej wyobraźni. Dlatego trudno mu było wierzyć w słowa innych – nawet, jeśli tego nie okazywał.
Ale to był Xio, bliski przyjaciel, a nie jakaś pierwsza lepsza ludzka kobieta od siedmiu boleści. Co prawda nie podejrzewał, że ktokolwiek wykaże się taką troską w stosunku do osoby, którą zna, ale nie wie o niej wszystkiego i to chyba z tego powodu zrobiło się mu ciepło na sercu. Ze szklanymi oczami, przytulił chłopaka.
- Dziękuję – powiedział, jakby się bał tego słowa, ale znał jego wartość w tej konwersacji. Zaraz z wielkim uśmiechem na ustach puścił zmiennokształtnego, czuł się jak nowo narodzony i skory do kontynuowania swojego śmiesznego trybu pracy.
- Trudno wyjaśnić istnienie Astry, ale ona jest w pewien sposób żywa. W końcu mogę ją zobaczyć i usłyszeć, nie? – Zaśmiał się, widząc jak domniemana dziewczyna pojawia się za Xio i używając mocy postawia do góry włosy malca. To był widok warty zapamiętania.
- Sam możesz to teraz zrobić – powiedział, opierając łokieć o kolano i podtrzymując nadgarstkiem głowę. Cieszył się, że ta istotka była z nim teraz i jednocześnie zamartwiał się jakby była porcelanową lalką mogącą zniknąć przy najlżejszym podmuchu wiatru. Ale na to nigdy by nie pozwolił. Nigdy.

{Witam ponownie po krótkiej przerwie ♥}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xio
Indywidualista
avatar

Posts : 20
Join date : 02/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Sob Cze 27, 2015 10:32 pm

Mrugał raz po raz przyglądając się uważnie milczącemu kompanowi, a zarazem właścicielowi kawalerki. Drżenie wargi mogło świadczyć o czymś przykrym, wszak poruszyli niezwykły, lecz dość dotkliwy temat związany z siostrą Jupika. Wokół towarzysza zatem rosła i tak spora aura tajemniczości, w której skrywał się Zielonooki młodzieniec o znamionach fredki i demona. Nie przerywał mu chwilowej zadumy, sam ją przerwał wpierw uśmiechem zza zamyślonego oblicza, a później szkliste oczy i podziękowanie z ogromnym wtuleniem Białego Liska w siebie. Poczuł ulgę, jednocześnie zastanawiały go łzy w oczach kompana.
-Uhm, nie ma za co, Jupik.
Tylko czemu mu dziękował? Nawet zelżenie uścisku nie pomogło w skupieniu się nad tym zagadnieniem. Nie zrozumiał zbyt wiele, a miały dopiero dojść cięższe rzeczy do pojęcia. Otóż Hybryda uchyliła rąbka tajemnicy związanej właśnie z Astrą. Żyła, chociaż tylko w oczach brata. I tylko jego słuch mógł wyłapać jej słowa. Dla kogoś z zewnątrz rzeczywiście mowa Jupitera mogłaby kwalifikować się do gadki świra, lecz Xio bardzo do serca wziął spowiedź przyjaciela. Ufał mu także w tej niesamowicie skomplikowanej kwestii. Chociaż miał malutki rozumek, to wiara czyniła cuda. Skinął główką dwukrotnie, iż zdawał się przyjąć do wiadomości pozyskane informacje.
-A więc to dlatego mówisz o niej w czasie teraź... huh? -tak jakby na swojej skórze doświadczył podmuchu wiaterku, ale skąd wziąłby się w środku pokoju zamkniętego ścianami i szczelnie przymkniętym oknem?- Chyba... chyba czuję jej obecność.
Zastrzygł uszami, obok których poruszały się ku górze kosmyki włosów. Przypominał takiego wojownika z anime Dragon Ball, który miał tak postawione włosy na sztorc. Zaintrygowany tym faktem ostrożnie odwrócił głowę za siebie, i chociaż nikogo nie dostrzegł, ani nie słyszał, to próbował zrozumieć niematerialną, lecz bardzo bliską osobę dla Jupitera. Zwłaszcza, że dostał pozwolenie na pozdrowienie jego siostrzyczki. Nie wiedzieć czemu wpierw ogarnął go lęk (który szybko w sobie zdusił, by nie wyjść na chojraka), pewnie z powodu niecodziennego zajścia. No dobra, głęboki wdech i wydech, oby tylko nie zrobić czegoś, czego mógłby żałować do końca swoich dni. Chociażby jednej zmarszczki złości na obliczu Jupitera.
-Hej, Astra -odezwał się spokojnym, stonowanym głosem, który jak na takie małe ciałko wydawał się postarzać dziecinnie wyglądającego Xio- Mam nadzieję, że nie masz mi za złe za to, co powiedziałem wcześniej... no wiesz...
Uciekł mu znów wzrok na bok i speszył się na moment. Kto by pomyślał, że zabawa we swatanie spowoduje u niego zawstydzenie? Ale był niemal pewny, iż rozgryzł zagadkę związku między Astrą a Jupiterem! Później zmrużył oczy i wydawało się, że zasnął, gdyż z dobre dwie minuty nie odzywał się. Może starał się poprzez medytację odnaleźć jej istnienie w rzeczywistości? Być może, lecz niewykonalne. Ta więź między rodzeństwem nie była tak banalna, żeby zwykłe głębsze spojrzenie w swoją duszę mogło spowodować otwarcie umysłu. Mimo wszystko medytacja pomogła Liskowi, gdyż wpadł na pewien pomysł.
Skoro on nie może w żaden sposób jak przez mowę komunikować się z Astrą, a Astra słyszy wszystko co dzieje się wokół i była w stanie wchodzić w interakcję z otoczeniem...
-Czy chciałabyś... przytulić się do mnie?
Rozłożył na bok rączki i z pogodnym uśmiechem oraz merdającym ogonkiem oczekiwał podjęcia decyzji bliźniaczki Jupika. Może mogła zawstydzić się, albo po prostu nie chcieć? Mimo to czekał cierpliwie. Może nie będzie mu miał przystojny Blondyn za złe tego dość dziwnego gestu względem swojej siostry? Chyba powiedziałby Xio, gdyby coś zrobił nie tak, prawda?

Witaaaaj! :3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jupiter
Zmiennokształtny Elf, Demon
avatar

Posts : 20
Join date : 03/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Pon Cze 29, 2015 5:44 pm

Puścił Xio perskie oczko otrzymując od niego odpowiedź na podziękowania, których nie mógł zrozumieć, bo jakby nie patrzeć wszystko działo się w głowie Jupitera, a ten już dawno temu przestał wyjaśniać każdą najmniejszą myśl. Powalająco szczery uśmiech zwykle załatwiał wszystkie tego typu sprawy.
Swoje soczysto zielone spojrzenie przeniósł z uroczego towarzysza na nierozłączną część jego życia, która właśnie prowadziła nad wyraz żywy monolog o tym jak to zmiennokształtny wydaje się być przemiłym, cudownym, świetnym, dobrze wychowanym…
Był niemal stuprocentowo pewny, że nie skończyłaby wymieniać nawet do nocy, bo była nie do pokonania w każde gry mające w sobie coś z określaniem. Wiele razy śmiał się, że w nocy, gdy się nudzi uczy się na pamięć słownika wyrazów obcych – pomijając fakt, iż za to stwierdzenie wiele razy coś „niechcący” na niego spadało. Całe szczęście, że nie mogła czytać w myślach…
- Dokładnie, dlatego. To wredne stworzenie nie pozwoli o sobie zapomnieć – powiedział, niemal od razu żałując swojej decyzji. Z przeciwnej strony pokoju wystrzeliła w jego stronę opasła książka, której nigdy nie czytał i wylądowała idealnie na środku twarzy. Siła telekinetycznego rzutu sprawiła, że biedak został zapoznany z podłogą, a dźwięk, jaki z siebie wydał można było porównać do ryku godowego wieloryba. Astra miała poczucie humoru nawet większe niż jej kochany braciszek.
- Uh, zapewne – odpowiedział, podnosząc się ze spojrzeniem godnym lodowca, który od razu doprowadził dziewczynę-ducha do pionu. Kiedy wziął w rękę przedmiot, którym niemiło dostał kazało się, że domniemana książka to tak naprawdę jego oprawiony szkicownik grubości encyklopedii. Widząc to do głowy przyszedł mu pewien plan. Jako że malec wydawał się zajęty swoimi myślami, kiwnął na ducha, który „przyniósł” mu piórnik będący gdzieś w pokoju i powoli zaczął szkicować Xio.
Skończył ogólny zarys dokładnie w momencie, gdy zmiennokształtny zawołał jego siostrę, która na ten gest wyraźnie podskoczyła w powietrzu – zupełnie jakby była materialną istotą. Sam oderwał się od kartki czekając zaciekawiony na rozwój sytuacji. Astra najwyraźniej była bardzo podobna do niego, zaczęła latać po całym pokoju chichocząc jak mała dziewczynka.
- Oh, Xio, kochany lisku mój! – zawołała, robiąc piruet nad jego głową. – Oczywiście, że nie~! To wina tego tam, że taki z niego przyjemniaczek i że tak to zrozumiałeś!
- No przepraszam bardzo, że jestem „przyjemniaczkiem”. Masz taki sam charakter jak ja, „siostrzyczko” – powiedział z sarkastyczną nutą i zmieszaną miną. – W każdym razie, Astra nie jest na ciebie zła. Nawet nazwała cię „kochanym liskiem”!
- Ej, tego nie musiałeś mówić! – Zarumieniła się, choć ledwo to zauważył. Wzruszył ramionami, po czym wrócił do szkiców dorabiając siedzącej postaci uszu i ogona. Już powoli zaczynała wyglądać jak coś, czego nie wstydziłby się pokazać, ale jeszcze daleka droga przed nim. Nie lubił malować na szybko, ale tym razem im więcej uwieczni tym lepiej to wyjdzie – sam nie wiedział skąd takie przekonanie, ale instynkt zawsze dobrze mu podpowiadał (oprócz paru niemiłych wyjątków).
Spojrzał zdziwiony na Xio, kiedy zapytał o uścisk, co jak dla niego było niecodzienną prośbą, ale jak najbardziej przyjemną. Zaśmiał się z miny siostry, która przedstawiała szczęście połączone z zażenowaniem i niepewnością. Najwidoczniej jednak przełamała się, bo podleciała najbliżej jak umiała, starając się zimitować przytulasa, ale co chwila przenikała przez materialną postać. Jupiter zauważył, że użyła telekinezy by zmiennokształtny mógł poczuć jakiś ciężar w miejscach gdzie mogła być gdyby żyła.
Mimo powagi sytuacji, nie mógł zatrzymać wpełzającego uśmiechu widząc tą komiczną scenę. Zresztą, Astra ani trochę w tym nie pomagała.  
- I jakie to uczucie przytulać ducha? – zapytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xio
Indywidualista
avatar

Posts : 20
Join date : 02/05/2015

PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   Wto Cze 30, 2015 7:30 pm

Oho, Astra znów figluje z bratem! Gdyby nie wiedział, że to jej sprawka (zwłaszcza utwierdził się po słowach Jupitera), to przestraszyłby się opasłej książki na twarzy przystojnego i sympatycznego, chociaż zgryźliwego przyjaciela. Mieli "wysublimowane" poczucie humoru, ale polubił je, póki sam od niego nie obrywa, hehehe. Tak czy inaczej, mógł w tej chwili pozdrowić Blondyneczkę (zakładał, że skoro bliźniaczka, to wyglądali także tak samo) i po lekkim zawahaniu też tak zrobił. Bezpośredniej odpowiedzi nie otrzymał, albo nie był w stanie jej usłyszeć, lecz na szczęście mieli wiernego tłumacza w postaci Jupitera będący też łącznikiem między istotą materialną a niematerialną. Co prawda, nie oddał aż tak wiernie słów co do joty, ale przekaz był identyczny. Spuścił uszy po sobie i zarumienił się odrobinkę pod oczami słysząc, że Astra nazwała go "kochanym liskiem". To by pasowało do jego aparycji i większości jego zachowania, aczkolwiek jako dwudziestolatek nie mógł zapominać o swoich latach. Niby przyzwyczaił się do takich określeń, lecz zawsze uwierało go to w męską dumę. Właściwie nie powinien - przecież nawet kochankowie sobie słodzą: "Słodki Misiu", "Mała Truskaweczko" etc. No zawstydził się, no i co zrobić?
Sam nawet nie wiedział, iż byłby zdolny po czymś takim peszącym jeszcze bardziej dać się ośmieszyć - przytulać ducha? Kto to wymyślił? Ale... chciał, bardzo chciał chociaż na moment zjednoczyć się z siostrą Jupitera, a teraz chyba okazja była idealna. Skupił swoje zmysły prócz wzroku, aby wyostrzyć pozostałe. Tak też udało się obojgu złączyć w objęciach i poczuć siebie nawzajem. Jako, że zarówno Astra jak i Xio znali telekinezę, mogli odczuć na swój sposób obecność przytulanej osoby. Dziwne, ale relaksujące uczucie. Zresztą... przyznał się Jupiterowi, gdy ten zapytał z bananem na twarzy.
-Miłe, nawet bardzo. Sam powinieneś wiedzieć o tym, możesz tulić Astrę codziennie.
Uśmiechnął się kącikiem ust i westchnął cichutko. Ile by dał, by przytulić własne rodzeństwo... pewnie zapomnieli o Xio - rozłączyli się bardzo dawno. Nie wiadomo nawet czy żyją. Eh, musi się czymś zająć, bo zaraz się rozklei i tyle z bycia facetem! Wstał wolno z podłogi, a że kątem oka dostrzegł, iż Jupik nie obijał się tylko coś rysował, postanowił zbliżyć się do niego. Swoje fioletowe patrzałki utkwił na jego twarzy, by zjechać za moment wzrokiem na wypasioną księgę. To w niej Blondwłosy zawierał nowe szkice. Nie wiedział dokładnie, co zawiera w sobie, bowiem widział tylko grzbiet i okładkę księgi - wymalowane stronice były od strony właściciela szkicownika.
-Jak skończysz, to pokażesz co narysowałeś? Teraz idę... ymm... wyrzucić śmieci! Tak, idę wyrzucić śmierci! B-będę za chwilkę!
Nie czekając na odpowiedź, udał się szybkim chodem do kuchni, by otworzyć drzwiczki pod zlewem i wyciągnąć z kubła folię z odpadkami. Zrobi przy okazji dobry uczynek, a może przestanie myśleć o rodzinie, której już nie zobaczy. Zarzucił worek na ramię i z powodu gabarytów trochę ją szurał za sobą przy ciągnięciu, a później otworzył drzwi i wyszedł na klatkę schodową. Z trudem, ale zniósł śmieci po wszystkich stopniach (mógł użyć windy, ale przyciski były za wysoko), minął może dwóch sąsiadów Jupitera, którzy oglądali się za workiem na śmieci na nóżkach, i znalazł się na podwórku. Odłożył tobołek na ziemię i przyjrzał się kontenerowi. Był wieeeelki, a otwór do wrzutu wysoko. Mógłby po prostu zostawić worek oparty o śmietnik, lecz honor mu nie pozwalał na banalne rozwiązania. Jako, że mieszkali w dzielnicy dla Śmiertelnych, nie mógł skorzystać ze swoich mocy. Nawet nie chciał - ktoś mógłby zauważyć i donieść odpowiednim istotom. Mógł jednak skorzystać ze zwinności, dlatego wspiął się na szczyt kontenera i otworzył klapę od otworu. Teraz trzeba było wrzucić wór ze śmieciami jak piłkę do kosza! Zszedł na parter i uniósł nad głową czarny foliowany worek z zawartością, by pchnąć ją ku górze i wycelować w dziurę. Sęk w tym, że gdy to zrobił, rozwiązał się supeł na worku, a większość zawartości wylądowało na Xio. Teraz to wkurzył się na maksa - ciskał pojedynczymi przedmiotami do kontenera jak papierowymi kuleczkami, a gdy już wszystko co wysypało się na podłoże i na niego wyrzucił w docelowe miejsce... spuścił łebek. Nawet taka prosta rzecz sprawiała mu tyle zachodu. I jeszcze wybrudził koszulę Jupitera, którą miał na sobie! Zacisnął dłonie w piąstki i pociągnął mocniej noskiem. Nie, nie będzie płakać, nie będzie płakać! Szybko dał nogę do budynku i biegnąc przez stopnie ominął kolejnych sąsiadów, aż dorwał klamkę i prędko zamknął za sobą drzwi. Jeszcze szybciej zabarykadował się w łazience, w której siedział, i siedział, i siedział, aż domył i siebie i koszulę do czysta. A potem po prostu... siedział na płytkach z podkurczonymi kolankami przy kabinie prysznicowej. Musiał sobie wszystko przemyśleć. Mimo, iż dostał zaproszenie do odwołania od gospodarza, mimo że bardzo polubił Jupitera i jego siostrzyczkę... jak może być im przydatny ktoś taki mały jak Xio? Nawet wyrzucić śmieci nie potrafił, co za wstyd!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kawalerka Jupitera   

Powrót do góry Go down
 
Kawalerka Jupitera
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    T e r e n y  m i e s z k a l n e :: Bloki-
Skocz do: