IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Taro

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Czw Cze 11, 2015 9:38 pm

Bandażował i przemywał nagi tors (Niebieskooki rozdarł sobie pozostałość koszuli, by Eto miał ułatwiony dostęp do ran) demona, by pozbyć się krwistych śladów. Jeszcze gdzieś tam miał resztę wspomnień Taro Yamady, gdzie widok krwi był aż zbyt częstym widokiem. Oczywiście tam lało się wiadrami posoką, jednak posmak pozostał. Zażarcie walczył nawet z najmniejszą ranką przy pomocy spirytusu i bandaży, lecz w pewnej chwili przerwał. Jęknął cicho w tym samym momencie, gdy poszkodowany wyrwał sobie odłamek szkła z ciała i wyrzucił za okno - oby tylko jakiś pechowy przechodzień nie oberwał. Młodzieniec przygryzł dolną wargę, i tłumiąc w sobie ból dalej zajmował się odniesionymi "stratami" na gładkim ciele demona. Aż tak bardzo przeżył widok wyrwania szkła, że i jego skręciło? O tym będzie jeszcze później.
Kiedy oczyścił każde możliwe miejsce, w tym twarz, "ofiary", "ta" zdecydowała się na miły gest. Chłopak z początku nic nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się lekko. Dopiero, kiedy poprawił bandaż na ramieniu spojrzał badawczo w jego morskie oczy i powiedział łagodnym głosem, prawie że anielskim:
-Niech Pan się nie zadręcza. Nie musi Pan przepraszać, toż to drobiazg. Jak Pan wróci do zdrowia, to będzie dobrze.
Uspokajał poranionego jegomościa, jakby chcąc z niego zdjąć brzemię wyrzutów sumienia. Ale czy ktoś taki jak ów demon w ogóle za coś takiego ciążył sobie duszę? Wątpliwe. Eto wszak uważał go za człowieka, który miał fajne zabawki w formie skrzydeł i ogona, które schował. Uszka niestety też, zanim je dotknął... szkoda, szkoda. Lecz najważniejsze, by jego pomoc medyczna była skuteczna. I chyba była, skoro "pacjent" nie stracił przytomności, w dodatku żwawo rozmawiał z młodzieńcem. Aż ten drugi był cały w skowronkach. O wiele bardziej wolał rozmowę z istotami żywymi niżeli obiektami użytku domowego.
Wtedy też niespodziewany gość podzielił się z Długowłosym swoim mianem. Zdumiał się bardziej niż wypadkiem z szybą na ów wieść.
-Howard? -przekrzywił główkę na bok z lekkim uśmiechem na buźce- Bardzo ładne imię. Takie melodyjne... o! Nawet mam rym! "Pan Howard wiele wart"! Mhihih! Auć...
Od śmiania się zabolało go w torsie, aż zgiął się w pół. Może jegomościa nie bolało tak bardzo, żeby po sobie to okazywać, lecz miał doświadczenie, zaprawienie w bojach, cierpienie stało się pewnie wręcz jego chlebem powszednim. Nie dla Długowłosego, którego kudły już bardzo przypominały odcień włosów "przybysza". Duże Dziecko nie miało na sobie żadnej rany, to przez psychikę sprzęgniętą z odczuwaniem emocji towarzysza. Towarzysza, którego i tak nazywał per Pan, z nowym dodatkiem. Nie chciał, by poczuł się nieprzyjemnie. Niech zostanie na chwilkę chociaż, musi wydobrzeć przed... ponownym wyleceniem przez dziurę w ścianie Wieżowca. Ciekawe czy ktoś z zewnątrz zainteresował się "wentylacją" nowoczesnego budynku?
Ah, przypomniał sobie, iż nie odpowiedział na krótkie, ale chyba istotne dla gościa, pytanie. Trzeba nadrobić zaległości.
-Nie mam tak ładnego imienia jak Pan, Panie Howard. Może dlatego, że sam je sobie wymyśliłem... Eto. E-T-...O-ho, Pański miecz woła o pomoc.
Zerknął na miecz wbity w ścianę i podniósł się ociężale z podłogi, by wstać. Jeszcze ból w klatce piersiowej, dokładnie po tej samej stronie gdzie tkwił wcześniej u demona szklisty odłamek, nie odpuszczał. Trochę chwiejnie, lecz dopadł do ściany, gdzie zniewolona broń przebiła niemal na wylot ścianę działową salonu. Wziął kilka głębszych wdechów, po czym przyłożył dłoń do farby z tynkiem i stukając palcami o gładką powierzchnię zachęcił miłym tonem "koleżankę":
-Pani Ściano, proszę oddać przyjaciela Pana Howarda. Przytulicie się innym razem. Jak chcesz, to mogę ja się przytulić, żeby nie było Ci smutno, co Ty na to?
Nawet przywarł do "niej" i głaskał tynk z farbą. "Pani Ściana" nie oponowała długo, wypluła ze swojej masy czarny miecz gościa, który prawie że potoczył się pod nogi demona. Eto miał rację - Ostrze tęskniło za Panem. No bo co to za hańba być zbrudzone tynkiem i wapnem? Wolno podszedł do broni, lecz jej nie dotykał. Miał wrażenie, że nie powinien tego robić. Chyba że sam miecz darł się na chłopca, który pokornie wycofał się do Niebieskowłosego. Stał nad nim, chociaż powoli jego nogi odmawiały posłuszeństwa. Za blisko stał przy jegomościu, stąd wciąż odczuwał taki sam ból jak on. Tylko że Eto nie był taki wytrzymały, chociaż starał się tego nie pokazywać. Był przecież teraz gospodarzem!
-Nie jest Pan spragniony? Umiem zrobić... herbatkę! Wujcio mi pokazał! Napiłby się Pan mojej herbatki?
Zmrużył oczka i ponownie skłonił lekko główkę na bok z pogodnym, szczerym uśmiechem. Chyba naprawdę spodobała mu się ta rola! Nienawidził samotności, a teraz nie był sam! Trzeba było więc gościa zatrzymać jak najdłużej się dało. Oh, jeszcze przyniesie mu poduszkę z sypialni, na pewno ucieszy się na widok czegoś miękkiego pod obolałą główką! Tak, to była dobra myśl! Znów ożywił się i zniknął z salonu, żeby wrócić z nowym nabytkiem, które wcisnął pod głową Niebieskowłosego jegomościa. Już niestety ze schowanymi, słodkimi uszkami.
-A może chciałby Pan... pospać sobie? To musiało być dla Pana... przykre zdarzenie, a sen pomaga w... w... -nie przyszło mu do głowy fachowe określenie, takie chociażby jak "kuracja", więc powiedział pierwsze co mu przyszło do głowy- ...w naprawie.
Sam Eto wymagał "naprawy", lecz niezrażony małymi uchybieniami służył swoją osobą nieznajomemu. Oczywiście w granicach swoich kompetencji, które teraz przypominały nito serdecznego gospodarza, nito pielęgniarza, nito służącego. Przy tym okazywał pogodę ducha, nie emitował żadną sztucznością, wręcz dziecięcą niewinnością. Żeby tylko Pan Howard doszedł do siebie - to najważniejsze!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iskar
Piekielny Książe
avatar

Posts : 18
Join date : 01/06/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Czw Cze 11, 2015 10:48 pm

Is nie wiedział zbytnio jak się zachować ani co powinien zrobić w tej sytuacji. Ten dzieciak był naprawdę, poważnie i zdecydowanie dziwny. Cała jego postawa, ton głosu i zaufanie były po prostu nie na miejscu. Nie chodziło już nawet o to, że Iskar jest demonem, o czym Eto najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy, a o zwykle, ludzkie reakcje. *Na Bog...* przerwał rozmyślania i skarcił się w myślach, za zakazane słowo. *Na wszystkie Kręgi Piekielne, on jest dziwny!* demon nie potrafił określić go słowem innym niż to. Przeszło mu nawet przez myśl, że ów osobnik jest jakoś upośledzony umysłowo, ale nic na to nie wskazywało. Dusze obłąkanych i tych, których umysły cierpią, różnią się odrobinę od tych względnie normalnych.
- Nic mi nie będzie. - spojrzał na chłopaka, lecz szybko uciekł wzrokiem i zaczął ogarniać skalę zniszczeń. Nieźle przywalił. Szczególnie dobitnie prezentowało się wgniecenie na ścianie a wprawne oko mogłoby dostrzec w siatce pęknięć odbity kształt jednego z jego skrzydeł. *Zaraz... to może być pułapka. A co jeżeli on usypia moją czujność żeby...* pomyślał wracając wzrokiem do oczu Długowłosego i natychmiast odrzucił złowróżbną myśl. Ten jego dziecięcy uśmiech i pełne zaufania spojrzenie... nie mogły być fałszywe. Świadczyła też o tym jego dusza, w której trudno było dopatrzyć się plam grzechu, które powstały i tak zapewne przez nieświadomość swych czynów a nie chęć czynienia zła. Zaprawdę niesamowity okaz. I jeszcze sam sobie wymyślił imię.
Błyskawicznie odwrócił głowę i spojrzał na miecz, gdy chłopak wspomniał o wołaniu. Przecież to niemożliwe, żeby pieczęć zerwała się od zwykłego wypadku, wytrzymywała przecież dużo więcej niż coś takiego. Chciał już wstać i sprawdzić stan broni, lecz to co zobaczył, sprawiło, że cały jego pogląd na rzeczywistość wywrócił się do góry nogami. Eto... przytulał się do ściany, prosząc by oddała jego miecz, który po chwili po prostu z niej wypadł.
- Nie... to za dużo. - szepnął cicho do siebie i uszczypnął się mocno w ramię, by sprawdzić czy mu się to przypadkiem nie śni. Niestety nie. Cała ta irracjonalna, użyłby nawet słowa "popieprzona" sytuacja działa się naprawdę.
- Ja... ten... - plątał się w odpowiedzi gdy usłyszał pytanie o herbatę, ale chłopak wyszedł i szybko wrócił z poduszką, którą wcisnął mu za głowę, by było mu wygodniej.
- Nie, nie. Sen nie jest mi teraz potrzebny. - zapewnił siląc się na uśmiech, po czym wstał i podszedł do swego miecza, który dokładnie obejrzał. Ostrze było lekko przybrudzone tynkiem a runy nienaruszone, westchnął więc i schował je szybko do pochwy, która leżała nieopodal, po czym wrócił do kanapy. Poobijane ciało co prawda wciąż pulsowało bólem w wielu miejscach, lecz przestał się chwiać, co niezmiernie co cieszyło. Chciał mieć jak największą sprawność ruchową przy tym chłopaczku. Co prawda nie bał się go, lecz póki nie dowie się o nim czegoś więcej, wolał być ubezpieczony.
- A ty jesteś ranny? Widziałem, że też się chwiałeś. - spytał, opierając pochwę o bok kanapy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pią Cze 12, 2015 6:28 pm

Skromny gość, nie chciał spać, nie chciał pić herbatki, w dodatku nie posłuchał Eto i poderwał się z kanapy, by zabrać swój oręż z podłogi i oprzeć o kanapę. Musiał nieco się przy tym wysilić, bo może i nie było widać po samym poszkodowanym, ale młodzieniec ponownie zachwiał się, a przecież stał prosto na baczność. Złe fluidy związane z kondycją gościa bardzo mocno wpływały na Niebieskowłosego, ale nie z tego powodu pragnął, by "George Prosto Z Drzewa" poddał się wypoczynkowi. Eto nie dbał o siebie, tylko o jego zdrowie. Wydawało się tak, jakby zlekceważył bolesny fakt jeszcze sprzed kilku minut. Albo był piekielnie silny. Aż zrobiły mu się większe oczy z wrażenia.
Zaraz jednak został sprowadzony na ziemię pytaniem o to, czy Eto był ranny. No tak, był bardzo blisko felernego okna, w które wrąbał się jegomość całym sobą, ale za daleko, by odnieść obrażenia z tego tytułu. Ale skubany zauważył, iż młodzieniec nie czuje się zdrów. W sumie trudno było przeoczyć.
-Uhm... -uciekł wzrokiem na bok, tak jakby zawstydził się swojej nie najlepszej predyspozycji, po czym wziąwszy w palec kosmyk swoich włosów zaczął się nim bawić jednocześnie mówiąc dalej trochę mało konkretnie i tajemniczo- ... t-to nie tak... uhm... Zresztą... najważniejsze, że Panu już lepiej. Proszę jeszcze usiąść na chwilę i odpocząć, a będzie Pan zdrów jak rybka!
Uśmiechnął się promiennie z przymrużonymi oczyma, które później nakierował na Niebieskowłosego. Chyba nie garnął się do zasiadania, więc pomógł mu ponownie. Wyciągnął swoją szczupłą dłoń w stronę jegomościa i delikatnie pochwycił za jego rękę. Jego dotyk nie przypominał dotyk istoty materialnej, prędzej ducha - i brakowało krzepy z momentu podźwignięcia demona z podłogi. Nawet pod błękitnymi oczętami Dziwaka jawiły się lekkie czarne podkrążenia, jak u narkomana. Widać było po nim, że zmęczony, lecz mimo wszystko tak bardzo zależało mu na towarzystwie Pana Howarda, że przedkładał jego osobę nad własnym samopoczuciem. Dwoił się i troił, by zaciągnąć jegomościa bez koszuli na kanapę (mhehehehe...), ale nawet go nie przesunął o milimetr. Chyba sam zrozumiał intencje Eto, bo zaraz usiadł na meblu, a młodzieniec obok. Przetarł nadgarstkiem zroszone potem czoło, a przecież nic wielkiego nie uczynił, co wymagałoby nadludzkiej krzepy.
Odezwał się za minutkę zebrawszy w sobie tyle garści sił, ile miał.
-Widzi Pan... to wujcio powinien Pana gościć, ja i tak tu mieszkam... chwilkę... ale ładnie tutaj, prawda? -rozejrzał się po zdewastowanym salonie jakby to był ósmy cud świata- ...ale nie o tym, nie o tym. Jak już Pan zauważył... nie jestem w pełni zdrowy. Od razu to powiem - to nie Pańska wina! O nie, co to to nie! -położył dłoń na ramieniu Lazurowookiego i nadal nie spływał mu uśmiech z twarzy, chociaż dało się dostrzec, że ciało miał chwilami spięte, jakby coś w sobie tłamsił; trzymał nadal rękę na jego ramieniu i patrzył mu prosto w oczy- Chciałem to Panu powiedzieć, żeby... żeby nie czuł się Pan źle po tym, co zaraz powiem. A wiem, jak Pan się czuje. Czuję całym sobą to, co Pana boli. Fizycznie i psychicznie, chociaż teraz... bardziej fizycznie. Mówię to nie dlatego, by zrobić Panu przykrość, tylko podziwiać. Nic po Panu nie widać, że coś Pana trapi. Musi Pan być silny i dzielny. Tak, to na pewno to...
Puścił wreszcie ramię Niebieskowłosego, a Eto mocno runął plecami na oparcie kanapy. Kilka długich kosmyków przesłoniło mu większość twarzy, lecz nawet nie miał sił, by odgarnąć je swoimi rękoma. Cała energia jaką miał w sobie gdzieś schowała się, będąc tuż obok nieznajomego typa, który mógłby mu zrobić krzywdę bez większego problemu. Nawet niewiele musiał - wystarczyło udusić go poduszką, którą miał pod głową, żeby nie musieć plamić sobie rąk. Cóż, Duże Dziecko zaufało komuś obcemu, ale to dlatego, że polubił go. Milczący, silny, tajemniczy, a przede wszystkim był chętny zostać jeszcze moment z Długowłosym, co bardzo cieszyło młodzieńca.
-Chciałbym... chciałbym być taki silny i dzielny, jak Pan... Chciałem chociaż raz komuś pomóc... a jak mi Pan wtedy podziękował... po raz pierwszy od początku istnienia poczułem się z siebie dumny... to miłe uczucie... bardzo miłe... bardzo...
Oddychał bardzo powoli, tak błogo i sielsko, jakby za chwilę miał zasnąć, jednak ból przeszywał go na wskroś, i dopiero teraz było to po nim widać jak na dłoni. Na rękach napęczniały się nerwy, które symulowały co do joty każdą ranę, każde stłuczenie, każde poobijaną tkankę ciała. Cienie pod oczami zrobiły się naprawdę spore, pot spływał po skroniach, lecz tylko zmrużył ciężkie powieki. Był cały czas obecny zmysłem w salonie, nie chciał swoim stanem odgonić gościa! To on powinien leżeć na tej kanapie, a nie Eto! Było mu znów wstyd.
-Bardzo przepraszam. Muszę... chwilkę poleżeć. Niech Pan... rozgości się. Tylko uwaga na łazienkę... zapomniałem zakręcić kurka i jest tam pełno wody.
Uśmiechnął się kącikiem ust i zamilknął. Oby tylko nie wypił z lodówki szklankę krwi Eto, którą zostawił dla Taro jak wróci. Może i była ciekawa ze względu na rtęciową substancję zamiast typowo bordową posokę, lecz nie miał na pewno tyle sił, by upuścić jeszcze trochę swojej krwi i dla pana Howarda. Zresztą... on nie był wampirem, tylko człowiekiem z cudnymi skrzydłami, ogonkiem i szpiczastymi uszkami, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iskar
Piekielny Książe
avatar

Posts : 18
Join date : 01/06/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Sob Cze 13, 2015 4:43 pm

Poważnie zakręcony, szalenie dziwny, zbyt przejmujący się innymi, rozmawiający z przedmiotami młody chłopak. Gdyby Iskar był człowiekiem, nie zdającym sobie sprawy o świecie nieśmiertelnych, z pewnością uznał by go zwykłego wariata, lecz nawet jako wiekowy demon wyczuwał w nim coś niecodziennego. Zupełnie jakby Eto nie pasował do otaczającego go świata. Gdyby mógł, to porównał by go do wyciętego z papieru puzzla z innego zestawu, wciśniętego na siłę na nie swoje miejsce. Z pozoru podobny do reszty, a jednak inny.
- Zbyt się mną przejmujesz. - powiedział wymijająco i usiadł, pokuszony o muśnięcie delikatnej dłoni Długowłosego. Nim przysiadł na brzegu kanapy, przeszło mu przez myśl by opuścić ten przybytek rozpaczy i zająć się swoimi sprawami, mógł już normalnie się poruszać, więc i do lotu pewnie byłby zdolny. Postanowił jednak zostać. Ciekawiła go bowiem osoba owego "Wujcia". Być może on rzuci trochę światła na dziwactwa swego, jak się zdaje, podopiecznego.
- Mhm... - mruknął w odpowiedzi na kolejne zdania wypowiadane przez chłopaczka. Skoro Eto czuł go całym sobą, zarówno psychicznie jak i fizycznie a nie okazywał strachu, nie mógł wiedzieć, że ma doczynienia z demonem. Było to trochę dziwne, jego dusza, choć odrobinę dziwna, była czysta. Łakomy kąsek, chociażby dla Pożeracza Dusz. I te jego "od początku istnienia", czyżby Długowłosy został stworzony w jakiś sztuczny sposób? Iskar zdawał sobie sprawę z tego, że ludzka technologia zrobiła gigantyczny skok i śmiertelni byli w stanie tworzyć różne cuda i koszmary, ale żeby do tego stopnia? Demon pierwszy raz od dawna poczuł ciekawość, prawdziwą zżerającą od środka ciekawość, której nie dało się łatwo zaspokoić.
- Tak. - stwierdził krótko - Poleż sobie a ja poczęstuje się czymś z lodówki. - właściwie to nie był głodny, tak naprawdę nie wogóle nie potrzebował ludzkiego jedzenia do prawidłowego funkcjonowania. Jednakże przez te wszystkie lata w pewnym stopniu uzależnił się od niego. Jedzenie stało się nawykiem, którego nie potrafił i nie chciał się pozbyć. Pozostawała jeszcze kwestia oczekiwania na przybycie Wujcia. Demon miał nadzieje, że mężczyzna okaże się bardziej poukładany psychicznie od Eto i rzuci trochę światła na jego osobę. W ostateczności zasięgnie informacji w Piekle, tam na pewno ktoś coś wie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Sob Cze 13, 2015 5:20 pm

-Tego proszę nie ruszać -usłyszał za sobą Niebieskowłosy jegomość głos młodzieńca, który przecież miał wypocząć, ale tak jak i w przypadku - zżerała go ciekawość- To prezent dla wujcia, jak przyjdzie.
Wskazał na szklankę z rtęciową cieczą, po czym wszedł wgłąb kuchni z nieco wyraźniejszą miną. Nawet sińce pod oczyma mniej raziły na tle bladej skórki chłopaczka. Dostał polecenie od Niebieskowłosego, by położył się, i tak też zrobił, tylko korciło go, gdy słyszał jak jegomość krzątał się cicho w kuchni. Musiał zobaczyć co tam się działo! Dlatego też posuwał mozolnie nóżki po ziemi, przy tym szurał butkami, lecz dopadł czajnik, by nalać do niego wodę i przygotować im obojgu jedyną rzecz, jaką potrafił sporządzić. Herbatkę. W trakcie "pichcenia" oczekiwał, że nieśmiały gość odezwie się pierwszy, lecz nic nie słysząc, sam przerwał ciszę.
-Dlaczego Pan Howard schował skrzydełka? Były naprawdę ładniutkie, jak i uszka. I ogonek. Nie wstydziłbym bym się na Pana miejscu, bo są piękne!
Blask wielkiego oczarowania pojawiły się w jego oczętach, aż westchnął błogo. Tak jakby mówił o najpiękniejszej rzeczy, jaką spotkał. I rzeczywiście tak było. Tygodniowa istota niezbyt wiele widziała, ale i tak widok zapiera mu dech w piersiach, nawet jak widzi atrybuty Pana Howarda oczami wyobraźni. Ah, i te jego uszka! Pobawiłby się nimi! Paluszkami pomasował końcówki, mhihi! Coraz więcej radości gościło w czystej duszy młodzieńca, chociaż powody ku temu były błahe i mało logiczne. A czy logicznym było spotkanie Piekielnego Księcia z Eto? Sam sposób zetknięcia się tych dwóch istnień mogła stanowczo należeć do najbardziej pamiętnych w historii całego Londynu.
-Czy byłby Pan bardzo niezadowolony, gdybym nazywał Pana troszkę krócej? Na przykład Howaś? Albo Howuś? Co Pan o tym sądzi?
Utkwił radosną buźkę w jego stronę, chociaż nie stał w bezpośredniej bliskości z jednym z najważniejszych Demonów. Trzymał dystans nie ze strachu (który do tej pory nie pojawił się ani na chwilkę - zupełny brak mechanizmów obronnych ze strony Dziwaka), a przed tym, by nie odczuwać tak mocno jego fizycznego bólu. Czajnik "pyknął" oznajmiając, że zagotował wodę, którą zalał do dwóch kubków z herbatkami. Później podał jeden z nich swojemu tajemniczemu gościowi do rąk, po czym wycofał się do krzeseł, żeby usiąść na jednym z nich i na nowo zbierać siły. Niby wedle życzenia Lazurowookiego miał nie przejmować się jego stanem zdrowia, ale jako gospodarz domu powinien czuwać nad porządkiem domu. Prawie mu to wychodziło, nie wliczając kawałków szkła z rozwalonego okna, zdewastowanej ściany i zalanej łazienki. Toż to szczególiki!
-Smakuje herbatka? Oh, zapomniałem posłodzić! Zaraz podam cukier!
Rzucił się na szafkę jak zgłodniała hiena na kawałek mięsa i przeszukiwał, by odnaleźć cukierniczkę. Wlazł do połowy mebla, co jakiś czas coś wyrzucał zza siebie, jakieś inne artykuły przyprawowe, ale ani grama cukru. Nie wychodził stamtąd, choćby nie wiedział co! Musi znaleźć cukier, żeby być dobrym gospodarzem! Jak to herbatka bez cukru!? Aaaa!!! Gdzie on jest?! Mógłby po prostu zawołać przedmiot, lecz chwilowo wybiło mu się to z głowy.
I pomyśleć, iż Eto był dziełem zakładu między Aniołem a Demonem. Toż to takie chuchro - właśnie według pierwszych przemyśleń Niebieskowłosego - prędzej było dziełem przypadku ludzkich rąk niżeli najpotężniejszych ras.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iskar
Piekielny Książe
avatar

Posts : 18
Join date : 01/06/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Sob Cze 13, 2015 9:40 pm

Uparty twór (bo człowiekiem nie był na pewno), nie siedział, nie leżał, nie słuchał. Po prostu wstał i poszedł za demonem do kuchni. Zresztą mógł robić co chciał, w końcu teoretycznie był u siebie. Mimo to Iskar nie mógł pozbyć się wrażenia, że Eto zachowuje się jak pies, który dawno nie widział właściciela. Brakowało tylko by nagle wyrósł mu ogon, którym by zaczął wesoło merdać. Myśli o lizaniu po twarzy, nawet nie dopuszczał do świadomości.
- Dobrze, zostawimy to dla twojego opiekuna. - powiedział, gdy Eto wskazał na szklanice z substancją, którą Iskar szybko zidentyfikował jako krew. O dziwnej, jakby zważonej konsystencji, ale jednak krew. *A więc Wujcio jest wampirem. Albo innym, żywiącym się krwią pasożytem.* Grzebał w lodówce, lecz nie znalazł w niej nic co przypadłoby mu do gustu. Zamknął lodówkę i odwrócił się, gdy usłyszał pytanie o swoją, iście ciekawą, fizjonomię.
- Nie wstydzę się ich. Ale pozwalam im się objawiać, tylko gdy są potrzebne. - uniósł brew gdy ujrzał wyraz twarzy Eto. Tak pozytywnej i podekscytowanej osoby już dawno nie widział. Radość dosłownie malowała się na chłopaku.
- Posłuchaj... - westchnął kręcąc głową - Nie bez powodu przedstawiłem się samym imieniem, lubię cię. - cóż delikatne kłamstewko, Eto go ciekawił, więc można by przyrównać to uczucie do sympatii. Demonicznej sympatii, która mogła nie wróżyć nic dobrego. - Żaden Pan, wystarczy samo Howard. - spojrzał na czajnik, gdy ten wydał charakterystyczny dźwięk a potem na dłonie Długowłosego, podające mu gorący napój.
- Tak, bardzo smaczna. - odpowiedział nawet jej nie próbując, bowiem bardziej zaabsorbowało go obserwowanie chłopaka, który wyglądał jakby dostał ataku epilepsji.
- Zostaw to i usiądź. - powiedział odstawiając szklankę, po czym chwycił Cudaka jedną ręką za kark, by posadzić go na krzesło. Zachował się tak jak kocia mama, która łapie swoje dziecię. Mocno i stanowczo a zarazem delikatnie, tak by nie zrobić krzywdy. Uważał, że jego, nie mała siła zupełnie wystarczy by podnieść i usadzić takie chuchro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pią Cze 19, 2015 8:43 pm

-Yaaay!
Niebieskowłosy jegomość zostawił szklankę z trunkiem dla wujcia! Jak tu się nie cieszyć? Niby błaha rzecz, a jaka ważna dla Cudaka. Faktycznie przypominał psa u boku właściciela, ale naładowany emocjami towarzysza mógł z nimi robić co zechciał. A chciał je ubarwić na wesoło! Bo tak chciał, i nikt mu nie zabronił póki co!
Jak dowiedział się o tym, że demońskie przymioty są ściśle tajne, bo tylko pokazywane od święta, w istotnych sprawach, to już emocje opadły. Normalnie zakochał się w tych nieziemskich dodatkach u Howarda. Wydał jęk zawodu.
-Oooh, a są takie ładne. A mógłby Pan pokazać tylko uszka?
Jednak wiercił i korcił, by móc chociaż wywalczyć możliwość zobaczenia szpiczastych uszek. Cóż, póki co został inaczej osłodzony za prawienie komplementów o skrzydłach, ogonie i uszkach. Sam dostał komplement. Nieznajomy go polubił! Uśmiechnął się szeroko, i mimo, ze aż taki wyszczerz jest nienaturalny, dla Eto pasował jak ulał. Zero sztuczności.
-A ja Pana... to znaczy Howarda lubię bardziej!
I w dodatku mógł mówić mu po imieniu, miodzio!
Do kompletu brakowało dwóch ważnych elementów: Taro i cukru. Oba są na swój sposób słodkie, jednego nie znajdzie tak łatwo, jak drugie, ale i to drugie sprawiło mu kłopot. Nigdzie nie mógł ujrzeć cukierniczki, która musiała mu się schować akurat przed ważnym gościem! Prosto z nieba! Otworzył szerzej oczy, gdy poczuł na sobie rękę demona, który z dziecinną prostotą i łatwością zdjął Eto z posterunku i posadził na krześle. Jakby za karę, że nie odnalazł w ciągu kilku minut cukru. Było mu wstyd. Cokolwiek za co się brał, tak właśnie kończyło się. Niepowodzeniem.
-Uhm... -spuścił główkę siedząc grzecznie na krześle, chociaż już mu jedna pięta wierciła podłogę- ...Wujcio długo nie wraca. Gdyby nie zamknięte drzwi, to poszedłbym go poszukać. Oh, a co jeśli mu się coś stało?
Głuptasek, nie potrzebował mieć otwartych drzwi, by wydostać się z mieszkania. Na ten przykład dziura po zdewastowanym oknie idealnie nadawała się na wyjście ewakuacyjne. No tak, tylko nie miał skrzydeł. Howard miał, lecz powiedział, że nie pokaże ich bez powodu. Chociaż... to byłby istotny powód, dla Eto. Zmarkotniały chłopak spoglądając gdzieś w podłogę błękitnymi oczyma.
-Może... może mógłbyyy... -już miał dodać "...Pan", lecz trudno przejść mu na nieoficjalny ton tak od razu- ...-yś go poszukać? Wtedy na pewno nie będzie zły za okno.
Utkwił wzrok w Niebieskowłosym mając wielką nadzieję, że przystanie na jego prośbę. Jakby nie spojrzeć - Taro Yamada był mu jedyną bliską osobą, której tym bardziej nie chciał stracić. Zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, kogo prosi o pomoc. Istotę, która byłaby ostatnią do skorzystania z tej "oferty".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iskar
Piekielny Książe
avatar

Posts : 18
Join date : 01/06/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Cze 21, 2015 3:43 pm

Ta istota... Eto, była ciekawa, do tego stopnia, że warta podjęcia pewnych działań. Bo dlaczego by nie zabrać mu duszy? Nawet w pełni "legalny", zgodny z piekielnymi zasadami sposób? Wystarczyłoby podsunąć mu pomysł, żeby oddał coś mało znaczącego w zamian za pokazanie uszu czy skrzydeł. Był taki naiwny i postrzegający świat w kolorowy sposób, że omamienie go nie stanowiłoby żadnego problemu. Problem stanowił tylko jego opiekun, mógł być bardziej rozgarnięty od niego i najwyraźniej był wampirem. Możliwe, że by go wytropił a jakby zastał dziurę w ścianie i pozbawionego życia, długowłosego chłopaczka, mógłby chcieć się zemścić. Chociaż to też nie było pewne. Iskar nie wiedział bowiem, jakie relacje ich łączyły. Może Eto był tylko produktem do przekąszenia?
- Poczekamy aż wróci, nie che się z nim przypadkiem minąć. - poklepał chłopaka przyjacielsko po udzie - A uszy pokaże ci następnym razem. - zrezygnował z jego duszy, przynajmniej na ten moment, bowiem następnym razem oznaczało, "kiedy będziemy na neutralnym gruncie i nikt mi przypadkiem nie przeszkodzi". Warto było też bliżej zapoznać się z długowłosym i zdobyć więcej jego zaufania. Nie ma nic piękniejszego od czystej, nieskalanej duszy, która łamie się pod naporem rozpaczy i żalu. Ciałem demona wstrząsnął przyjemny dreszcz na samą tą myśl, do tego stopnia, że nieświadomie się oblizał swym długim, rozdwojonym językiem. Dawno nie poczuł już tego uczucia, niemal zapomniał jak to jest...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Cze 21, 2015 4:23 pm

Nie śpiesząc się wcale spacerkiem wracał do swego miejsca zamieszkania choć droga powrotna wcale nie trwała jakoś specjalnie długo przynajmniej w jego mniemaniu. Taka przechadzka całkiem dobrze na niego wpłynęła i miał czas by pomyśleć. W tym czasie stwierdził nawet iż wcześniejsze lekkie zamieszanie nie było potrzebne ale cóż nie cofnie tego a nawet gdyby mógł to nie zrobiłby tego no bo i po co. Po dotarciu na miejsce kierował się ku swemu apartamentowi gdzie po drodze jeden z dość upierdliwych sąsiadów zdążył go upomnieć za jakieś hałasy na co wampir jedynie przewrócił oczami i dalej szedł przed siebie. Zaniepokoiło go jednak to iż w ogóle jakiekolwiek hałasy mogły występować podczas jego nieobecności. Czyżby jego zielonowłosy lokator znów zdemolował jakiś sprzęt? Kto wie. Liczył jednak na to iż Eto nie dokonał żadnych dewastacji ale o tym przekona się jak sprawdzi co takiego mogło się wydarzyć w jego czterech ścianach. Na miejscu zatrzymał się chwilowo przed drzwiami które otworzył wchodząc następnie do apartamentu, zaraz po tym wyczuł coś co mu się wcale nie spodobało a następnie usłyszał czyjś głos jednak ten nie należał do Eto. Wampir zamknął za sobą drzwi, pozbył się kurtki odwieszając ją na odpowiednie miejsce i skierował się do salonu gdzie zastał niezły bajzel łącznie z rozwalonym doszczętnie oknem jakby ktoś cisnął w nie porządnym głazem no cóż postanowił zostawić sprawę okna na później. Ruszył w kierunku miejsca skąd dochodził głos który wcześniej usłyszał, zatrzymał się w wejściu i mierzył wzrokiem jakiegoś nieproszonego gościa. Raczej łatwo było mu wydedukować, iż ów niebieskowłosy gość powinien być sprawcą ów zniszczeń a mógł to określić przynajmniej po tym jaka otaczała go aura, ta której wręcz nienawidził i z chęcią wybyłby każdego, który posiada właśnie taką aurę.
-Nie przypominam sobie bym kogoś zapraszał.
Skierował ów słowa w kierunku osobnika który obecnie nieproszony przebywał w jego apartamencie, który naprawdę nadawał się do częściowego remontu. Nie był zadowolony z tego, że ktoś wprosił się tu przez okno ale jeszcze bardziej nie podobało mu się to iż Eto pozwolił na to by ów osobnik tu przebywał. Nie mógł go jednak za to winić w końcu nie wyjaśnił, że nie życzy sobie obecności osobników posiadających taką, a nie inną aurę choć wątpił żeby ten potrafił obecnie coś takiego rozpoznać.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Cze 21, 2015 4:52 pm

Pan Howard okazywał coraz więcej sympatii do Dziwaka, który wodzony za nos wcale nie wyczuł podstępu. Speszył się gestem poklepania go po udzie, lecz zaraz cicho zachichotał i dodał:
-Oh, czyli naprawdę chcesz poznać mojego wujcia? Polubisz go tak ja mnie. A może nawet bardziej?
Na pewno nie może być inaczej! Obaj prezentowali chłodniejsze/trzeźwiejsze podejście do świata, mieli podobną "flegmę" w ruchach, nie mówili zbyt wiele. I byli pod tym względem uroczy. Dogadają się na bank, oczywiście! Wystarczyło więc tylko czekać, skoro wspólna czy samotna wyprawa po wujka była wykluczona. Na razie upoił go demon tym, że kiedyś mu pokaże uszka! Ah, to będą słodkości! W sumie chciałby mieć takie, może da się coś z tym zrobić?
Już za dosłownie chwilkę dobiegł do ich uszu głos, który dla Eto oznaczał zastrzyk szczęścia. Aż odwrócił głowę w kierunku kolejnego rozmówcy, w którym rozpoznał Czystokrwistego. Oczka zrobiły się wielkie jak spodki i podniósł się czym prędzej z krzesła.
-Wujcio! -zawołał bardzo radośnie, podbiegł do niego i zawisł mu na szyi- Nareszcie wróciłeś - strasznie stęskniłem się! Gdzie by-... oh, no tak!
Przytulił się do niego, po czym wziął go za rękę i pociągnął go bliżej ku wspólnemu gościowi. Białowłosy mógł już dostrzec ekscytację Eto, która promieniała we wszystkie możliwe strony. Naprawdę nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa, zresztą to było widoczne jak na tacy. Jego niebieskie dotąd włosy wróciły do normy wraz z chwytem dłoni swojego Opiekuna. Zaraz wskazał swoją ręką na Demona-O-Schowanych-Uszkach-I-Nie-Tylko.
-To jest Pan Howard, a wujcio tak naprawdę to pan Taro. Poznajcie się bliżej.
Przesłał obojgu szeroki, szczery uśmiech i usiadł na krześle już grzecznie, bez słowa przyglądając się dwójce Nieśmiertelnym. Widać było po nim, że jest szczęśliwy z powodu takiego zbiegu okoliczności - wreszcie Taro Yamada porozmawia z kimś na swoim poziomie, i nie będzie tylko niańczyć Eto. Długowłosy raczej nie zdawał sobie z tego tak sprawy, jak bardzo różnił się od nich pod względem podejścia do spotkania dwóch takich istot jak Wampir i Demon. Dla niego liczyło się to, że odbędzie się pogadanka, wymiana myśli, podpatrzy też jak powinno zachowywać się w towarzystwie. Upił łyk herbaty, lecz skrzywił minkę, bo zapomniał że jest bez cukru, i nie odrywał błękitnych oczu od dwóch mężczyzn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iskar
Piekielny Książe
avatar

Posts : 18
Join date : 01/06/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Cze 21, 2015 7:31 pm

Ktoś wszedł do mieszkania, chwilę po tym jak poklepał chłopaka po nodze. Nie zaprzestał jednak pseudo-przyjacielskiego obłapiania go i dalej szturchał udo Eto w najlepsze. Przestał i zabrał rękę dopiero gdy do kuchni wszedł blady jegomość z ciekawym wyrazem twarzy, spiętym a jednocześnie łagodnym. Prościej rzecz ujmując, martwym. Był to owy Wujcio, właściciel mieszkania i wampir, którego imię przyszło mu szybko poznać. *Taro... brzmi odrobinę japońsko.* Skonsternował w myślach patrząc w oblicze wampira. Wyprostował się i spojrzał na rozweselonego Eto, który rzucił się na mężczyznę i uwiesił mu się na szyi. Podobieństwo do psa prysło w jednej chwili, przypominał teraz stęsknioną za ukochanym dziewczynę... Czyżbym wampir wykorzystywał długowłosego nie tylko jako pożywienie ale i ruchome centrum lubieżnej rozrywki? Kto wie, każdy ma swoje potrzeby. Nawet zimny trup. A patrząc na tą parę, dało się łatwo wywnioskować, kto robi za kobietę w ich domniemanym związku.
- Pan wybaczy. - odezwał się w końcu do wampira i wystawił dłoń w jego kierunku. - Miałem problemy podczas lotu i przypadkiem wylądowałem w Pańskim mieszkaniu. Oczywiście pokryje wszelkie wydatki związane z naprawą. - sięgnął do kieszeni z której wyjął portfel i szybkim ruchem wydobył z niego wizytówkę, którą podał rozmówcy.

Kancelaria Prawnicza
"H. Zann & Piekielnie Dobrzy Adwokaci"
Tel. 723 544 232

- Jeżeli nie sprawiłoby to Panu problemu, chciałbym też odkupić od Pana jedną z koszul. - wskazał na swój tors owinięty częściowo bandażem i leżącą nieopodal szmatę, która była kiedyś jego ciuchem. - Widzę, że mamy podobny rozmiar. - Cała jego wypowiedz, gesty i mimika były wyuczonymi, sztucznymi ruchami, których nauczył się podczas obcowania z ludźmi w czasie rozpraw sądowych. Pewny siebie ton głosu, wyraźne słowa i pełen szacunek, śmiertelnych rajcowały takie rzeczy. Ciekawe czy wampir nabierze się na tą małą grę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Cze 21, 2015 8:16 pm

Ledwie wrócił do własnego mieszkania, a już spotkał się z nadmierną radością Eto, jak również jakimś nieproszonym gościem. To iż zielonowłosy przy pierwszej możliwej okazji uwiesił się na nim po prawdzie z czystej radości to jednak obecnie dla białowłosego nie było tu ani jednego powodu do radości. W końcu w jego apartamencie przebywała istota którą prędzej spodziewałby się spotkać gdziekolwiek, a nie we własnym mieszkaniu!
-Hai, hai to widać.
Odrzekł spokojnie uwalniając się od uwieszonego na nim zielonowłosego by po prostu odpuścił choćby chwilo tą jakże wielką radość która nie była dla Yamady na miejscu bynajmniej nie w tej sytuacji. Mimo iż zapanował chwilowo nad swoim lokatorem to jednak nie na długo bo już po chwili został pociągnięty do nieznajomego. Będąc zaciągniętym do ów gościa zmierzył go dokładnie wzrokiem w niezbyt przyjemny sposób co mógł odczuć niebieskowłosy w chwili kiedy wciskał mu jakże nieszczerą wypowiedź odnośnie przeprosin oraz jakieś wyjaśnienia które mało obchodziły obecnie wampira, ba nawet zniszczone okno i bajzel w salonie nie obchodziły go obecnie. Od niechcenia przyjął wciśniętą mu wizytówkę którą jednym prostym ruchem posłał na blat bo po co miała mu zalegać w kieszeniach.
-Nie jestem kimś kto tak po prostu pogawędzi sobie z osobami twojego pokroju.
W tej wypowiedzi wampira dało się wyczuć agresję jednak nie miał zamiaru on używać siły wobec ciut poturbowanego Howarda bo niby po co wykorzystywać siłę bez powodu. No powód zawsze by się znalazł bo wystarczała mu nienawiść do jemu podobnych jednak nie miał zamiaru robić czegoś nieprzemyślanego, zwłaszcza iż ów sytuacji przyglądał się Eto. Wampir zmarszczył brwi słysząc o jakimś odkupowaniu odzieży, co on był sklep? Nie ma mowy by sprzedawał cokolwiek, a zwłaszcza ze swoich własnych ciuchów i to jeszcze komuś takiemu.
-Oczywiste jest, że za szkody jakie stworzyłeś zapłacisz, ale nie mam zamiaru odsprzedawać ci żadnych swoich ubrań.
Odpowiedział na to absurdalne gadanie o odsprzedawaniu ubrań, nie miał ochoty by bawić się w handel z kimś kto wpadł do jego mieszkania przez okno. Nie miał żadnego obowiązku by cokolwiek robić wobec tego, że z własnej winy uszkodził siebie i stracił część odzieży. Skierował wzrok na zielonowłosego który niestety nadal się temu wszystkiemu przyglądał co obecnie nie odpowiadało gospodarzowi.
-Eto zostań tu i ani się waż ruszyć.
W tych słowach zwyczajnie wydał rozkaz choć nie miał tego w zwyczaju to jednak Eto był zbyt naiwny i taki ktoś na pewno szybko to zauważył co nie wróżyło nic dobrego. Wrócił do apartamentu szybciej niż planował ale może dzięki temu zapobiegł czemuś co mogło mieć fatalne skutki.
Nie minęła chwila jak pochwycił osobnika który nie był tu wedle wampira mile widziany i przeprowadził go siłą do zdemolowanego salonu. Tam już sobie darował wykorzystywanie siły i stanął w przejściu by nie wpuścić tu zielonowłosego, gdyby jednak go nie posłuchał. Nie ufał istotom podobnym temu Howardowi, miał zbyt wiele nieprzyjemnych spotkań z takimi i wolał ochronić przerośniętego dzieciaka przed skutkami jego naiwności.
-Tobie podobni nie mają co liczyć na pseudo ludzkie zachowania z mojej strony.
Może w tych słowach nie wypuścił agresji na wierzch jednak brzmiały one tak jakby nie było w nich ani odrobiny emocji. Sam wampir w ogóle ich obecnie nie okazywał, jego twarz została okryta kamienną maską która nie pozwalała wydostać się anim pozytywnym ani negatywnym emocjom.

//jakoś bez sensu ale cóż bywa//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Cze 21, 2015 9:10 pm

Nie był pewny, lecz od samego progu Taro nie przywiązywał większej uwagi na niego, tylko na niespodziewanego gościa. W sumie to logiczne, ale czemu z miejsca wyczuwał rosnącą... złość? Nienawiść? Nie wiedział co to za gorycz, jednak poczuł ją we własnych ustach. Skrywał ją pod starannie dobraną maską, którą to podobną założył Howard. Oho, przeliczył się. Ich emocje różniły się, gdy starły się między sobą dwie osobowości, które będąc w pojedynkę z Eto nie objawiały takich zachowań. Nawet przytulenie nie zmieniło podejścia wujcia wobec Niebieskowłosego. Rozmawiali ze sobą tak wyrachowanie, tak jak najdelikatniej, i niby tak to miało wyglądać, lecz czegoś brakowało w tym wszystkim chłopakowi zdolnemu do pochwytania cudzych emocji. Nie skupiał się za bardzo na tym, o czym rozmawiali, ale na tym, w jaki sposób. Coś było nie-halo. Zorientował się pewnikiem, gdy Wampir kazał Eto zostać w kuchni, na tym oto krześle, gdzie siedział. Wątpliwości namnożyły się na potęgę, lecz posłusznie skinął głową i odpowiedział z gasnącą radością:
-Uhm... dobrze, Taro.
Spuścił główkę i siedział pokornie na krześle, trzymając ściśnięte ręce na kolanach. Zupełnie nie rozumiał, dlaczego tak to się stało, że wujciowi nie przypadł do gustu pan Howard. W ogóle wiele tu niewiadomych, lecz skoro miał tutaj zostać - zostanie. Niechętnie, lecz nie podpadnie już więcej Białowłosemu. Za wiele razy miał przez niego problemy. Westchnął głęboko coraz bardziej pochylając się ku dłoniom na kolanach. Zmrużył powieki zastanawiając się, gdzie popełnił błąd. Przecież pomógł nieszczęśnikowi, który przez przypadek wpadł do mieszkania przez okno - tu nie było w tym nic złego. Ugościł go najlepiej jak potrafił - niczego złego i w tym czynie nie widział. To dlaczego... dlaczego między nimi, w szczególności od strony Taro, czuć było nienawiść? Może coś poza mieszkaniem sprawiło, iż wujcio nie miał ochoty na widzenie się z kimkolwiek? Pan Howard był przecież miły, równie małomówny, lecz nawet pochwalił herbatkę Eto! Nie rozumiał...
Nie słyszał za dobrze o czym rozmawiali w salonie, chociaż korciło go, by podsłuchiwać. Skarcił się zaraz w myślach - miał siedzieć na krześle, to będzie siedzieć. O dziwo tych dwóch Nieśmiertelnych w ten sam sposób kazali młodzieńcowi nie ruszać się z krzesła, w nieco innych okolicznościach, ale jednak. Położył głowę na blat stołu ze smutnym, przygnębionym wręcz wyrazem twarzy. Wtedy natknął się policzkiem na wizytówkę niedbale rzuconą przez Yamadę od demona. Zaciekawiony treścią pochwycił w palce kawałek papieru i próbował odczytać co na niej pisało, ale nie potrafił. Rozróżniał ciąg cyfr, lecz nie wiedział do czego to służyło. Zagubiony w sytuacji zdecydował się na alternatywę - przymknął powieki, by posłuchać o czym rozmawiały przedmioty. Żywo dyskutowały o dwóch jegomościach w salonie, lecz nic konkretnego. Nie cytowali ich, tylko opisywali zupełnie mało ważne duperele. Zmarszczył lekko brwi.
-Posłuchajcie mnie na moment, przyjaciele -odezwał się spokojnym głosem do otaczających go obiektów- wiecie, że zawsze mogę Was wysłuchać i wspomóc, ale muszę Was o coś poprosić...
Podparł rękoma głowę, która robiła się ciężka od wysiłku. Przeszedł na inny poziom odczytywania otoczenia, wpadł w trans, który skupiał się tylko wobec przedmiotów, które go otaczały. Na tym, co mówią, robią, czują. Jako Morf specjalizujący się w przemienianiu się w narzędzia i inne rzeczy mógł wchodzić w głęboką interakcję z nawet najmniejszym gwoździem. Wszystkie miały wedle Eto cząstkę życia, którą tylko on mógł usłyszeć.
-...informujcie mnie tylko o tym, co dzieje się w salonie. Muszę wiedzieć, dlaczego Taro i Howard nie mogą polubić się - tak jak ja ich lubię. Liczę na Was, przyjaciele.
Siedział więc na krześle będąc w transie i wyczekiwał. Zaufał tym, którzy doprowadzają go do skraj szaleństwa. Tak bardzo zależało mu na tym, aby zrozumieć istotę nieporozumienia między Nieśmiertelnymi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iskar
Piekielny Książe
avatar

Posts : 18
Join date : 01/06/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Cze 21, 2015 9:50 pm

Uuu, drażliwy wampirek z rozchwianymi emocjami. Może być ciekawie, zwłaszcza jak puszczą mu nerwy. Chociaż raczej sobie na to nie pozwoli przy swoim milusim podopiecznym, wyszedłby wtedy na okrutną, złą bestię, która zaatakowała biednego, poszkodowanego Pana Howarda, który był przecież takim miłym gościem z ciekawą, szpiczastą małżowiną.
- Ależ drogi Panie, to żadna pogawędka. Chciałem tylko okazać swoją skruchę i chęć zadośćuczynienia. - dodał wciąż tym samym sztucznym, "ludzkim" tonem, posyłając mu przy tym szeroki, ciepły uśmiech. Cóż, nie trzeba było wprawnego oka by dojrzeć jego sztuczność.
- Będę więc musiał poradzić sobie bez koszuli. - stwierdził wzruszając ramionami, choć było to zupełnie niepotrzebne. Nie było mu zimno, ubiór nie był mu też niezbędny do lotu, chodziło raczej o zwykłą estetykę życia. Demon spojrzał w stronę okna i przekrzywił lekko głowę, na piechotę nie miał zamiaru wracać a robiło się coraz ciemniej. Nikt nie spostrzeże przemykającego nocnym niebem, skrzydlatego cienia. A nawet jeśli, weźmie to za dużego ptaka. Śmiertelni są czasem tacy ułomni, zwłaszcza jeśli chodzi o postrzeganie świata wokół nich.
Zachichotał cicho, gdy wampir złapał go i pociągnął do salonu. Pozwolił mu na to, bo czemu by nie? W końcu był Panem tego domu.
- Nie oczekiwałem ludzkich zachowań od pijawki, żerującej na żywych. Swoją drogą jesteś wyjątkowo rozdrażniony, czyżbyś długo nie jadł? Nie udało się złapać żadnej brudnej kurwy lub bezdomnego w zaułku? - wyszeptał prawie nie słyszalnie, ledwo poruszając ustami. Wiedział, że wyostrzone zmysły wampira z łatwością wychwycą słowa, które nie miały dotrzeć przypadkiem do siedzącego w kuchni Eto. Darował sobie także sztuczność i, jak to Taro określił, ludzkie zachowanie. Pozwolił swojej aurze rozpływać się po pokoju, w którym zrobiło się jakby ciemniej i chłodniej.
- Za chwilę będę musiał już iść Eto! - krzyknął tak by chłopak go usłyszał - Następnym razem jak się spotkamy, dam ci się pobawić uszkami. - dodał wesoło, po czym spojrzał na wampira i uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd ostrych, groźnych zębów jednocześnie składając ręce jak do modlitwy. Ręce, których paznokcie zmieniły się w długie szpony.
- Chce Pan coś dodać Panie Taro, czy mam sobie już iść? - dosyć głośno rzucił tym sztucznym, wrednym, wyuczonym tonem. Chciał by dla Eto, ich rozmowa wyglądała na zupełnie normalną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Cze 22, 2015 7:16 pm

Dziwnym by było, gdyby nie był w tej chwili rozdrażniony w końcu nie zapraszał do swojego mieszkania istoty której nie cierpiał. Nie chodziło tu o jakieś pierdoły a o samo to czym był ów osobnik. No ale to iż ktoś taki jak Yamada mógłby tak się zniżać by żywić się na jakichś kurwach czy bezdomnych to było przegięcie w końcu był starym wampirem który potrafił znaleźć sobie lepszą ofiarę niż jakieś ulicznice, czy cuchnący bezdomny.
-Czyżbyś sądził, że jestem jakimś smarkatym wampirem który atakuje byle kogo?
Te słowa wypowiedział tak by nie mogły dotrzeć one do siedzącego w kuchni Eto w końcu nie powinien on przysłuchiwać się tak nieprzyjemnej rozmowie. Atmosfera w tym pomieszczeniu stawała się ciężka i mroczna, raczej nikt nie chciałby znaleźć się teraz między tą dwójką, a przynajmniej nikt kto posiada odrobinę zdrowych zmysłów. Przysłuchując się słowom Howarda jakoś nie sądził żeby słowa „następnym razem” nie posiadały przy tym jakiegoś drugiego dna. W końcu Eto był naiwną istotą a co za tym idzie łakomym kąskiem dla takich jak stojący przed nim osobnik. Na widok szeregu ostrych zębów oraz tych szponów wampir zareagował tylko w jeden sposób jego kły wysunęły się z osłon. Nie miał zamiaru pozwolić na to by ten demon kiedykolwiek dopiął swego odnośnie Eto.
-Przypadek czy też nie, trafiłeś w nieodpowiednie miejsce.
Powiedział te słowa zaś w jednej z dłoni wytworzył kulkę ognia, z którą zupełnie nic nie robił, ale w końcu nie mógł ot tak sobie pokojowo gawędzić z przedstawicielem rasy, której nie znosił i nie miał zamiaru tego zmieniać.
-W związku z tym radzę ci nie próbować niczego co zaszkodziłoby Eto.
Tak w tej chwili po prostu groził demonowi, nie żeby miał zamiar tu teraz walczyć i dalej demolować swoje własne mieszkanie, jednak gdyby miała wywiązać się tu jakaś potyczka to na pewno podjąłby się jej, nawet jeśli nie miał większych powodów to wystarczało mu to iż nie cierpiał takich jak ten przed nim.

//dobra dziś nic lepszego nie wyprodukuję sorry//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Cze 22, 2015 9:14 pm

Siedział dalej na swoim miejscu, wytyczonym przez Taro, wcześniej przez Howarda. Słuchał co przedmioty gawędziły na ich temat. Opisywały ogólnikowo, nie przytaczali ich słów, bardziej ciekawiły ich obie sylwetki. Mimo, że znały swojego właściciela, to raczej nie widziały go w takim nastroju. W domu w końcu wypoczywał, prawda? Demon zaś nie był im znany, toteż przyczepiali się do niego w każdym calu. Najwyraźniej obiekty należące do Białowłosego znały zwyczaje gospodarza, lecz Eto i tak wierzył, iż to ich własne opinie.
Wśród bredni i wariactwa usłyszał donośniejszy głos Niebieskowłosego. Już szedł? Nawet nie zdążył spróbować go zatrzymać na dłużej niż dwie godziny, a już idzie. Westchnął cicho, wystarczył ten krótki czas, by przywiązać się do niego.
-Szkoda, Howaś... -powiedział do siebie, niżeli odpowiedział na możliwe pożegnanie ze strony demona- ...mam nadzieję, że wyzdrowiejesz prędko. I wrócisz.
Zamilknął i zatonął znów myślami w dyskusji rzeczy i urządzeń, które relacjonowały chórem to co się działo w salonie. Ożywiły się widząc ogień, większość przedmiotów była łatwopalna. Bały się go bardziej niż Dziwak. Wpadły w panikę wołając o "kuli ognia". Mrugnął dwukrotnie oczyma i zastanawiał się co miały na myśli, i kto wzniecił ogień.
-Kula ognia? Jaka kula ognia? Ah... -uśmiechnął się szerzej do samego siebie- To parasol, a nie kula ognia, czy jak to nazywacie. Tym Tarcio mnie ogrzał, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy... nie opowiadał Wam? Hm... to by wyjaśniało, że nie znacie parasola -uśmiech zbladł, przedmioty mu nie pomogą w zrozumieniu, czemu kazano mu tu zostać, a poszli sami, mało szczęśliwi do salonu-Dobrze, dziękuję Wam za pomoc, już wystarczy.
Pstryknął palcami w geście, by uciszyły się rzeczywiście, lecz na próżno. Nie mógł pozbyć się ich szeptów, głosów, zawołań z obolałej główki. Gdyby ktoś był przy nim, nie musiałby szukać w "martwych istotach" rozmówców. Przełożył jedną nogę na drugą i podparł ręką podbródek starając się wykombinować jak pogodzić dwóch jegomości, których bardzo polubił. Może chodziło o to nieszczęsne zniszczenia w salonie? Jeśli tak, przydałoby się temu zaradzić. Tak! Taro na pewno pokazywał Howardowi, co zepsuł i jak powinien to naprawić! Na pewno o to chodziło! Zmrużył na sekundę oczka w szerokim uśmiechu i uniósł ciut wyżej główkę.
-Hm... może gdybym naprawił zniszczone okno, to wróciliby do kuchni? Nie lubię być sam. Samotność jest smutna.
Ciągle nie przestawał mówić sam do siebie, nawet jeśli otoczenie miało uszy. Mniejsza o to, chciał przyczynić się do tego, by przyciągnąć towarzyszy ku sobie, a nie, że zostawili go samego. Skoro nie mógł wyjść z kuchni - przynajmniej taki dostał rozkaz, którego słuchał się - ba, nawet ruszyć się z krzesła, musiał zadziałać mocami na odległość. I z pamięci. Zmrużył powieki i przez kilka sekund nic się nie działo, gdy nagle w salonie zrobiło się ciemno. Pochodnia w ręce Wampira rozświetlała ich twarze, chociaż obaj mieli doskonały wzrok w mroku. Ściany zlały się w jedno, tak jakby Nieśmiertelni siedzieli w prostopadłościennym pudełku po zapałkach, ale w o wiele większych rozmiarach. Słychać było coś w rodzaju przesuwających się mas lub gruzów po ścianach. Nawet odsłoniła się dziura idealna na okno, które spływało niczym wodospad na parapet z nowymi szybami. Magia. Zaraz wszystko wróciło do normy, nawet wgniecenie we ścianie pozostawione przez skrzydlatego Nieśmiertelnego nie istniało, tylko gładka ściana. Eto był doskonałym obserwatorem powierzchowności, także odwzorował perfekcyjnie kształt okna. Nie zmieniało to jednak jego naiwności - taki czyn nie zmusi ani Taro ani Howarda do powrotu do kuchni. Zielonowłosy chłopaczek oddychał szybko, pot spływał mu po czole i skroniach. Porwał się z motyką na słońce, ale może akurat będzie warto. Może. Pewnie nie, mimo wszystko chciał jakoś przekonać Białowłosego do Demona, chociażby niwelując szkodę.

Ooc: Przekształcenie otoczenia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iskar
Piekielny Książe
avatar

Posts : 18
Join date : 01/06/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Wto Cze 23, 2015 5:17 pm

Stał spokojnie, stukając o siebie swymi pazurami co wywoływało charakterystyczny dźwięk. Beztrosko czekał na ruch wampira, nawet atak, było mu wszystko jedno, bowiem i tak by zignorował jego działanie i pozwoliłby na nie. Wampir mógł być silny, mógł go skrzywdzić, uszkodzić, lecz na pewno nie położyłby go jednym ciosem. Iskarowi nie chodziło jednak o sprawdzenie siły, jawnie prowokował wampira, testując jego cierpliwość. Przydadzą mu się takie informacje przy następnym, możliwym spotkaniu. A nawet jeśli zaatakuje go teraz, zyska same profity. Czysta duszyczka Eto, zobaczy, że Wujcio to złyyy potwór.
- Przypadki chodzą po ludziach i nie ludziach, nieprawdaż? - uśmiechnął się jeszcze szerzej, przywracając szpony i zęby do bardziej ludzkiej formy. Nie przestraszył się, kuglarskie sztuczki z ogniem nie zrobiły na demonie żadnego wrażenia. Najwyżej by się poparzył, poza tym kto przy zdrowych zmysłach atakuje ogniem demona, o którym nic praktycznie nie wie? Taro zrobił błąd, ogromny błąd. Istoty, które wiedzą jak zabijać nieśmiertelnych, między innymi Iskar, doskonale wiedzą jak zabić wampira. Ogień był jednym ze sposobów, a skoro Taro panował nad ogniem, ogień odpadał. Nie osłabiało to jednak demona w żadnym stopniu, informacja to potęga.
- Ciekawe. Bardzo... ciekawe. - skomentował rozglądając się po pokoju, który zaczął się przekształcać. Cały czas miał jednak na oku wampira, któremu mogłoby coś strzelić do tego martwego mózgu. Transformacja pokoju musiała być zasługą siedzącego w kuchni Eto, dodawało to chłopakowi kolejnych, ciekawych zalet. Jego dusza była coraz bardziej interesująca.
Gdy morfizacja dobiegła końca i pokój wyglądał zupełnie jak przed nagłym wpadnięciem demona przez okno, Is cichutko gwizdnął z uznaniem. Zaimponowało mu to. Nie ekscytował się jednak za długo, miał w końcu przed sobą "napaloną" bestie. Wycofał się powoli do okna, które otworzył wciąż patrząc Taro w oczy.
- Sayōnara. - rzucił po japońsku do wampira i błyskawicznie rozłożył swe spore skrzydła, po czym wyskoczył nagle przez okno i zniknął w mroku nocy.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament Taro   

Powrót do góry Go down
 
Apartament Taro
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» {Sun Tower} Apartament Tamira
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]
» Budynek mieszkalny C, 5 piętro, apartament 5-2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    T e r e n y  m i e s z k a l n e :: Apartamentowce-
Skocz do: