IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartament Taro

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Apartament Taro   Pią Maj 01, 2015 10:45 am

Duży apartament posiadający dwie obszerne sypialnie, z czego jedna z nich jest specjalnie przystosowana do potrzeb wampira, okna posiadające automatyczne zasłony, dzięki którym nie wkradnie się do pomieszczenia najmniejszy promień światła słonecznego. Duże łóżko, stolik oraz niewielka lampka. Znajduje się tu również duży salon gdzie jest kanapa dwa fotele telewizor jak i kilka regałów z przeróżnymi książkami. Jak i niewielka kuchnia w razie gdyby wampira odwiedzili goście, którzy muszą normalnie się żywić. Oprócz tego jest również łazienka gdzie znajduje się duża wanna oraz prysznic i inne rzeczy, o których nie warto wspominać. W owym apartamencie znajduje się również ukryte pomieszczenie gdzie właściciel przechowuje wszystkie "zabaweczki" (czyt. broń i inne takie), jakie zebrał przez swoje długie „życie”.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pią Maj 01, 2015 6:35 pm

Nie zdołał odpowiedzieć na pytanie Kunisia na temat bransoletki, ponieważ nie był w pełni swoich sił, ani nie był pewny kto mu wręczył tasiemkę z numerami. Bo nawet napis "Eto" to tak naprawdę zbitek trzech cyfr - sam wyobraził sobie ten zapisek jako swoje miano. Niedługo potem odpłynął na tyle, że mogło się dziać wszystko, a i tak nie zareagowałby. Niemal zgadzało się porównanie mężczyzny z króliczymi uszami, iż był bardzo rozpalony. Siedział niczym kołek na krzesełku, po ciele przebiegały drgawki, a tylko refleks Taro spowodował, że nie zsunął się z mebla na podłogę, tylko w ramiona Białowłosego. Zaraz stracił też przytomność i nie wiedział, że nie został sam. Że nie tylko nie został sam, ale i trafił pod najlepszą opiekę, jaką mógł sobie zamarzyć.
Kto bowiem śmiałby zadzierać z samym Taro Yamadą?
Zupełnie więc nie czuł, że został zabrany do samego apartamentu Czystokrwistego, gdzie miał zapewnione ciepłe łóżeczko, w którym spał jak zabity. Nawet koloryt ciała prawie że wskazywał na nieboszczyka, lecz wyraźne, chociaż nierówne oddychanie wskazywało na coś innego. Od czasu do czasu podczas snu Długowłosy mamrotał niewyraźnie naprzemiennie pojedyncze słowa:
-Parasol... Taro... Kuni... Taro... Eto... Parasol... Kątunio... Kątek... Parasol... Uszka...
Gorączka była znacznie mniejsza niż w barze, jednak bez leków nie obejdzie się. Tylko chory powinien być przytomny w trakcie zażywania środków, inaczej trzeba byłoby podłączać kroplówkę, a to tylko jakiś cudak. Szkoda zachodu na kogoś takiego jak on. Dopiero po godzinie snu pod ciepłą kołdrą zmarszczył nieco nosek i otworzył podkrążone powieki. Tęczowy blask tęczówek zlewał się w zieleń i stal rozglądając się półprzytomnie za kimkolwiek, kogo znał. A znał tylko dwie osoby.
-Tarcio... -wyszeptał radośnie widząc rozmazany obraz mężczyzny, który postanowił wziąć go pod swój dach- ...to Ty?
Nawet próbował podnieść się na łokciach na łóżku, lecz chęci nie równały się z siłami. Mimo wszystko na bladej twarzyczce gościł uśmiech, gdyż czuł obecność jednego z towarzyszy z baru. Utrzymywał kontakt wzrokowy z Wampirem najwyraźniej nie chcąc dalej spać. Inaczej: bał się, że jak zamknie oczy, wszystko to co teraz widzi okaże się złudzeniem czy dobrym snem. Nie odda tego obrazu za zdrowy sen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pią Maj 01, 2015 9:50 pm

Po zabraniu zielonowłosego z knajpy i przebyciu tej całej drogi aż do apartamentu, który należał właśnie do niego. Będąc na miejscu ulokował znużonego gorączką i nieprzytomnego z jej powodu Eto w wolnej sypialni w miękkim łóżku i pod ciepłą kołdrą. Pozostawiając zielonowłosego by w spokoju odpoczywał ulotnił się z pomieszczenia kierując się w stronę miejsca, gdzie przechowywał jakiś tam niewielki arsenał leków. Jemu nie były potrzebne, ale jak to mówią przezorny zawsze ubezpieczony. Po drodze odwiesił kurtkę a będąc tam, gdzie chciał, a mianowicie w kuchni zaczął przeszukiwać swój niewielki zbiór leków. Miał pewność, że wszystkie, które posiadał w swoim zbiorze były zdatne tak, więc po znalezieniu tego czego szukał położył pudełko z tabletkami na blacie a całą resztę schował. Wyjął z szafki szklankę którą napełnił wodą i zgarniając z blatu opakowanie środków przeciwgorączkowych poszedł do pokoju, w którym pozostawił Eto. Wszedł do pomieszczenia podchodząc do szafki stojącej w pobliżu łóżka, na której pozostawił przyniesione przez siebie leki jak i szklankę wody. Słysząc jak jego towarzysz mamrocze przez sen jedynie się do siebie uśmiechnął i opuścił pokój na jakiś czas. Ulotnił się do salonu, gdzie spędzał tą spokojną chwilę zajmował się czytaniem bo nie miał w tej chwili nic lepszego do roboty. Po jakimś czasie powrócił do pokoju by sprawdzić czy obecnie jego gość się zbudził, przeczucie dobrze mu mówiło, gdyż właśnie zielonowłosy zbudził się, choć był na tyle słaby by nie móc nawet się podnieść. Wampir zbliżył się do łóżka, pomógł Eto podnieś się tymczasowo do siadu, po czym sięgnął po opakowanie z tabletkami wyjmując z niego odpowiednią dawkę, podał tabletki zielonowłosemu a zaraz po tym wręczył mu również szklankę z wodą.
-Powinieneś poczuć się po tym lepiej.
Zaczekał aż ten zażyje środek następnie odebrał szklankę którą odstawił z powrotem na szafkę, widząc jak ten kurczowo trzyma się rzeczywistości by tylko nie zasnąć położył dłoń na jego głowie głaszcząc uspokajająco. Nie, żeby był jakiś okrutny, ale wolałby, żeby Eto zwyczajnie zażył zdrowotnego snu, który był mu w tej chwili bardziej niż potrzebny bo był niezbędny. Po jakiejś chwili zmusił go do tego by z powrotem się położył z czym wcale nie musiał się wysilać.
-Odpocznij, to ci dobrze zrobi.
Zostawił go i podszedł do stojącego przy jednej ze ścian fotela, na którym sobie usiadł i po prostu siedział bo na chwilę obecną był zbyt leniwy by gdzieś iść, a nawet nie widział powodu by gdzieś się wybierać. Stwierdził, iż posiedzi sobie tu w końcu był u siebie.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Sob Maj 02, 2015 6:01 pm

Tak się cieszył, że znalazł się pod okiem Taro! Od razu został otoczony arsenałem leków, sporą szklanicą z wodą, ciepłą pierzyną po uszy, a przede wszystkim widać było po Białowłosym, że nawet te wygody dla obcego mężczyzny nie uszczuplają jego majątku, a sam Eto nie wyczuwał, iż był nieproszonym gościem. Jak w takiej atmosferze się nie uśmiechać? Oczywiście, krępowało go to, jak troskliwie obchodził się z nim Czystokrwisty, lecz z grzeczności nic nie odzywał się na ten temat i bardzo uważnie słuchał poleceń gospodarza. Skoro przebywał w jego "kąciku", to musi zachowywać się zgodnie z zaleceniami.
Pomógł mu Taro podnieść się na łóżku, by zaraz dostać do rączek garść tabletek i szklankę wody. Medykamenty przypominały swoim wyglądem cukierki, toteż wziął jeden z nich i po prostu przegryzł. Oh jak śmiesznie wykrzywił usta! Popił szybko wodą i przełknął rozkruszoną tabletkę, ale do kolejnych nie podchodził tak entuzjastycznie. Prędko łyknął jak gąska dalsze środki lecznicze i popił wodą aż do dna szklanki. Phe, nie było to dobre, ale skoro miało mu pomóc, a poza tym nie chciał urazić właściciela włości, to musiał to zrobić. Jego dom - jego zasady. W Instytucie też były zasady, ale dotyczyły czegoś innego. Tak czy inaczej za chwileczkę uśmiech wrócił jak tylko położyło go Taro z powrotem na łóżko i opatulił kołdrą. I szczerze nie chciał zasypiać, obawy nadal były, dopiero miły gest ze strony Białowłosego i zapewnienie, że po śnie poprawi mu się zdrowie, skinął główką potakując i zmrużył podpuchnięte ślipka. Taki jeden, prosty gest, a był o wiele skuteczniejszy od leków, które otrzymał, ale skąd pan Yamada mógł o tym wiedzieć? Jak nawet w Instytucie nie odkryto jego tożsamości, przynależności rasowej ani mocy.
Spał spokojnie przez kolejnych kilka godzin, aż podczas ostatnich kilkunastu minut wzmogła się aktywność "pacjenta", który wiercił się jak w ukropie. Coś mu się złego śniło lub przypomniało, bo ocknął się zlany potem i z zadyszką, jakby biegł w Maratonie. I jego wzrok był rozbiegany, tęczówki krążyły od sufitu do okien i ścian, lecz gdy tylko dostrzegł Wampira - wyskoczył spod pościeli i z łóżka, by podbiec boso do niego i padł u jego nóg. Wtulił się mocno do łydek Taro i nie puszczał. Zielone włosy skrzętnie zakryły jego podkurczoną osóbkę, która mówiła łamliwym, cichym głosikiem:
-Proszę, nie chcę tam wracać... Tarusiu... nie mogę tam wrócić... n-nie mogę, proszę...
Zmrużył tęczowe oczka, z których spływały ciurkiem łzy, a których bieg kończył się na spodniach gospodarza. Wstydził się pokazywać taką buźkę, więc mocniej wcisnął między łydki Wampira, ale nadal nie puszczał go z objęć chudych łapek. Czyli jednym określeniem: obraz rozpaczy dużego dziecka. Może i wyglądał na pełnoletniego mężczyznę, lecz nim nie był. Pewnie już domyślał się tego dużo wcześniej, jednak który dorosły facet kajałby się u nóg swojego wybawcy w taki sposób?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Maj 03, 2015 12:04 pm

Taro jak dobry wujek wziął pod swoją opiekę schorowanego zielonowłosego, którym zajął się odpowiednio podając leki na zbicie gorączki. Rozbawiła go próba zjedzenia tabletki jak cukierka co nie było zbyt dobrym pomysłem, gdyż mimo tego przyjaznego wyglądu w środku były one strasznie gorzkie. Eto, który się o tym przekonał na własnej skórze zobrazował to dość zabawnym wykrzywieniem twarzy. Po zażyciu medykamentów tęczowooki posłusznie wedle jego woli położył się ku dalszemu odpoczynku najwyraźniej uspokojony czynem wampira, który obecnie przesiadując na fotelu zastanawiał się nad jakimś zajęciem dla siebie przynajmniej w czasie snu zielonowłosego. Kiedy już sobie coś wymyślił podniósł się z fotela i powędrował w kierunku salonu, gdzie zatrzymał się przy jednego z regałów, na którym znajdowała się cała masa przeróżnych książek od typowo naukowych po czystą fantastykę, z której miał niezły ubaw a przynajmniej z tych, w których występowały istoty nieśmiertelne, które nijak miały się do rzeczywistości. Sięgnął, więc po jakąś tam książkę nie zwracając nawet uwagi na tytuł i wrócił do pokoju, w którym spał schorowany Eto, zasiadł ponownie na fotelu i w spokoju zajął się czytaniem bo niby cóż innego miał robić. Jego spokojne czytanie zostało przerwane w chwili, kiedy aktywność wciąż śpiącego zielonowłosego nagle wzrosła co musiało wiązać się z niezbyt przyjemnym snem. Podniósł wzrok znad tekstu spoglądając w stronę łóżka, na którym to niemiłosiernie wiercił się Eto, choć to nie trwało zbyt długo bo zbudził się tak spocony i zdyszany jakby właśnie przebiegł maraton. Nie minęła chwila, kiedy ten przykleił się do nogi wampira jak małe przerażone dziecko. Nie zrozumiał, o co mu chodziło z wracaniem gdzieś jednak nie było to jakieś istotne przynajmniej teraz, póki ogarniało go przerażenie. Odłożył książkę na bok i położył dłoń na głowie Eto, którego to pogłaskał uspokajająco.
-Do jakiego miejsca nie chcesz wracać?
Zadał pytanie, na które spodziewał się dostać, choć krótką odpowiedź jedno słowo zupełnie by mu wystarczyło i nic więcej w końcu nie miał prawa pytać o nic więcej. Głaskał uspokajająco głowę zielonowłosego, który obecnie wyglądał jak małe zrozpaczone dziecko, choć swoim wyglądem wcale dziecka nie przypominał jednak jego zachowanie w pełni obrazowało coś innego. Takie ciut przerośnięte dziecko, no z tym to się jeszcze nie spotkał jednak nie miał zamiaru w coś takiego wnikać i nawet, jeśli pozostawało to dość zaskakujące to nie okazywał po sobie żadnego zaskoczenia i pozostał opanowany.
-Już uspokój się.
Normalnie podniósłby go od razu na nogi, ale tym razem darował sobie używanie jakiejkolwiek siły wobec Eto, bo było to bynajmniej zbędne w końcu siłą nie można nikogo uspokoić a jedynie pogorszyć całą sytuację.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Maj 03, 2015 5:47 pm

Łzy same leciały, mimo, że nabierał więcej pozytywnych emocji z otoczenia. Najwięcej go było u źródeł - Wampira Taro. Kto by pomyślał, iż ma taką ogromną cierpliwość wobec kogoś zupełnie mu nieznanego? Przecież mógłby zawsze wezwać kogoś z Instytutu, by zabrali go do czubków lub do szpitala - nie musiał użerać się z chorym Nieśmiertelnym sam na sam. Niektórym poszłyby o wiele szybciej nerwy, które Białowłosy miał jak ze stali nierdzewnej. Nawet dziwne jąkanie Eto nie naruszyły stoickiego spokoju, który powoli przelewał do duszy "dużego dziecka".
-Do miejsca... do takiego miejsca, gdzie... gdzie...
Nie mógł uspokoić pulsu, ani oddechu, dopiero czułe głaskanie po głowie przynosiło rezultat. Stopniowo wyciszał i płacz, i niepotrzebne spazmy jakich nabawił się po jednym śnie, który akurat okazał się wspomnieniem z kilku dni. Już nawet nie ściskał rękoma nóg Wampira, co oparł się o nie swoimi pleckami i ze spuszczoną głową próbował dojść do porządku. Ale jak tu być spokojnym, skoro lęk przed powrotem w tamto miejsce brał nad nim prym? Dotyk i głaskanie po włosach pozwoliło Cudakowi otworzyć się przed Białowłosym, nawet kosztem tego, iż nie byłby mile widziany. Był mu winien za prawie wszystko co dobre go spotkało.
-N-nie pamiętam nazwy tego domu. Był ogromny, bogaty, pełen istot. Akurat przy mnie znajdowało się kilka osób, które miały na sobie eleganckie ubrania. Jedna z nich nadała mi numerek na tasiemce... bo to nie jest imię, tylko numerek - imię sam sobie wymyśliłem z tego numerka... Oni nie byli źli, tylko że zabrali mnie do takiego białego pomieszczenia, gdzie już nie było tak przyjemnie... Miałem własne łóżko, poduszkę... tyle umiem nazwać. I to wystarczało mi, ale... sąsiedzi... krzyczeli, ale nie tak, że podnieśli głosy - tak że aż mnie wszystko w środku tak... tak paliło... tak zatykało... krzyczeli: "Boliii! Ratunku!"... ktoś im pomagał za chwilę, lecz znowu inni krzyczeli... ale nie wytrzymałem, kiedy jeden z nich wskoczył na mnie i tak rękoma objął za szyję... ale tak, że palce wbijał i ściskał o wiele za mocno... mam takie plamki do teraz.
Odsłonił pasma włosów, by pokazać wybroczyny i pęknięte żyłka na szyi Eto. Wtulił twarz w swoje kolana i bujał się chwilę w milczeniu. Zbierał porozrzucane myśli w jakąś w miarę logiczną całość, chociaż dla słuchacza wcale nie było łatwo pojąć o co mu dokładnie chodziło. Może przez zbyt prosty dobór słów, zbyt wiele "tego" i "tamtego" zamiast konkretów? Nie potrafił inaczej. Za moment ponowił monolog przerywany pociągnięciem noska lub westchnięciem:
-Jego też bolało... aż czułem to co on... ja... ja czułem ból wszystkich tamtych osób... źle mi było, bardzo, ale nikt mnie nie słuchał. Zajmowali się tamtymi... to uciekłem... boję się tam wrócić. Skoro tam miałem własne łóżko i poduszkę, to znaczyło, że to mój dom... że to moje miejsce, mój kąt, kącik, kątunio... Tarcio... Powinienem tam wrócić? Tam nie było... parasola... a tutaj jest... cały czas czuję go w sobie, odkąd Cię poznałem.
Uśmiechnął się mrużąc oczka, z których poleciały ostatnie łezki, a potem odlepił się od nóg pana Yamady i usiadł po turecku przed nim jak przed wyrocznią. To od niego zależało czy już musi opuścić jego dom czy jeszcze może poczekać. Koloryt chłopaczka był prawidłowy, o ile można nazwać tak Zielonowłosego od urodzenia Nieśmiertelnego. Opatulił się rączkami i ze spuszczoną głową czekał na wyrok. Nie mógł zmusić do niczego właściciela apartamentu, lecz zdążył się do niego przywiązać, i nie wyobrażał sobie życia bez niego, bez jego troski i bez jego kojącego skołatane nerwy głosu. Uspokoił nawet drżenie ciała, by nie musiał brać na litość Czystokrwistego, chociaż i tak mało prawdopodobne, by miał się ująć za nim tylko dla litości. Nie chciał w żaden sposób wpłynąć na jego decyzję, toteż powoli, na czworakach, wrócił do swojego łóżka, w którym okrył się kołdrą, lecz nie mógł już zmrużyć tęczowych ocząt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Maj 04, 2015 4:59 pm

Robił za dobrego i niezwykle cierpliwego wujka zajmując się uspokojeniem zielonowłosego, który popadł w jakąś histerię bojąc się gdzieś wrócić. No w końcu nie można wszędzie przebywać z ogromną przyjemnością. Słuchał tego co on miał do powiedzenia, skoro już zaczął mówić nie warto było mu przerywać, prawo do wygadania się komuś miał każdy, choć mało kto korzystał z tego. Słysząc to co mówił Eto zastanawiał się przypadkiem czy aby na pewno to chodzi o instytut bo nie było mu nic wiadomo o jakichś krzykach czy czymkolwiek innym, choć nie był od dawna na teranie tej jakże zbezczeszczonej obecnie placówki, gdzie niegdyś mogli znaleźć schronienie wszyscy nieśmiertelni, którzy go potrzebowali a obecnie przebywali tam tylko wybrani. Kto wie, co dzieje się za murami niegdysiejszej Kolebki Upadłych Aniołów. Szczerze naprawdę nie podobał mu się obecny stan miejsca, które miało być azylem a stało się terenem, gdzie wstęp miała jedynie elita wśród nieśmiertelnych.
-Mówisz o Instytucie prawda?  
Wolał się upewnić zadając to pytanie jednak nie oczekiwał na to odpowiedzi a jakby naprawdę chciał się czegoś dokładnego dowiedzieć zawsze mógł zajrzeć we wspomnienia zielonowłosego, ale postanowił nie wpraszać się do jego umysłu bez potrzeby. Jego towarzysz wyniósł z tamtego miejsca jakieś obrażenia? Nie wierzył i aż musiał chwilowo przyjrzeć się temu co ukazał mu Eto, nie było to nic przyjemnego. Jedyne co mógł zrobić to potargał lekko włosy tęczowookiego mając tyci nadzieję jakoś go rozweselić jak nie słownie to, chociażby czynami. Jednak zaraz po tym jak to zrobił słyszał dalszy ciąg tej opowieści aż w końcu został postawiony przed jakimś dokonywaniem wyboru. Nie widział powodu by kazać Eto opuścić swoje cztery ściany a mu bynajmniej nie przeszkadzała jego obecność zawsze to ktoś do towarzystwa. Przy okazji, skoro już zgrywał dobrego wujka nie mógł pozwolić na to by ten duży dzieciak cierpiał niepotrzebnie w miejscu, gdzie był ignorowany. Nim w ogóle zdążył coś powiedzieć zielonowłosy zdążył wyemigrować z powrotem do łóżka, na co wampir zaśmiał się i podniósł swoje zacne cztery litery z siedziska podchodząc wolnym krokiem do łóżka.
-Możesz zostać tu, ile chcesz. Nie będzie mi to przeszkadzało ani nie będziesz sprawiał mi żadnego kłopotu.  
Uraczył Eto swoim jakże rzadko występującym uśmiechem, który był wyjątkowo szczery a sam krwistooki czuł się na tyle dobrze w jego towarzystwie, że nawet nie widział powodu do darowania sobie czegoś takiego jak ten uśmiech. No w końcu jak kręci się wokół ciebie ktoś zachowujący się, jak małe dziecko to każdy poczułby się znacznie lepiej a przynajmniej może nie tak staro, jak czuł się chwilę wcześniej. Ups przez nagłą poprawę samopoczucia zupełnie zapomniał zapytać schorowanego o to czy nie jest przypadkiem głodny. Postanowił natychmiast się zrehabilitować!
-Jak jesteś głodny to chodź za mną.
Wyprowadził swoją propozycję do tęczowookiego i powoli ruszył w kierunku drzwi, które otworzył i wyszedł z pomieszczenia idąc niezbyt szybko w stronę kuchni, a po dotarciu tam czekał aż Eto do niego dołączy.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Maj 04, 2015 7:44 pm

Wiedział o czym mówił Eto, a więc nie przyśniło mu się. Naprawdę przeżył koszmar! Już bał się, że nie uwierzy mu, że nazwie kłamcą albo będzie bronić krzywdzicieli! Ale jego Wybawca był inny - zrozumiał, uwierzył, pocieszył i przygarnął do siebie! Nie musiał... nie naciskał go (no może odrobinkę, ale nieświadomie), by porzucił swoją wygodę i samotnię na rzecz zajmowania się Zielonowłosym. Będąc w łóżku więc doznał kolejnej dawki miłości, lecz nie takiej będącej uczuciem między ukochanymi. Taka prawie miłość jak ojca do syna, jak syna do ojca, ale nią nie mogła być. Tęczowooki nie miał rodziny. A właśnie tak się czuł, gdy tylko Taro uspokajał go i dał schronienie, bez zobowiązań i z przekonaniem, iż nie będzie mu wadzić jego egzystencja.
Zdezorientowany i zszokowany, iż nie został wyrzuconym precz za drzwi, chwilę nie mógł dojść do siebie. To z tak wielkiej radości, która tknęła w niego nowe siły, nowy blask, nową iskrę! Aż pobiegł boso za Białowłosym do kuchni, i nim pozwolił mu wyjąć cokolwiek z lodówki - rzucił się na niego od tyłu i objął mocno łapkami wtulając się w jego plecy. Owiązał się wokół talii jak skórzany pasek i zachichotał cicho. Piękny wyraz uśmiechu nie znikał z jego twarzy, nawet jak wtulając swój policzek w plecy Wampira nieco zdeformował buźkę.
-Dziękuję, wujcio Tarcio.
Powiedział radośnie i z całego serduszka. Jak mógł inaczej odwdzięczyć się za ten dobrobyt, który spłynął na niego od pierwszego spotkania z Czystokrwistym? Nic nie miał, tylko siebie. Jakby tylko mógł, potrafiłby zadbać o porządek apartamentu, albo podlewać kwiatki, albo segregować przedmioty. Mógł więc jedynie dać siebie - przytulankę i jednocześnie niezniszczalną przyjaźń. Tak najadł się emocjami Taro, że nie był głodny, lecz nie chciał robić przykrości gospodarzowi! Wyściubił główkę zza pleców opiekuna i rozluźniając chwyt udostępnił mu lodówkę. Pierwszy raz widział takie urządzenie, które miało w sobie różne pomniejsze przedmioty. Niektóre bardzo ładnie pachniały.
-Zjem wszystko, tylko nie leki, bo są niesmaczne.
Skąd miał wiedzieć, że tutaj akurat nie przechowuje się medykamentów? Albo czegoś równie gorzkiego jak podróbki cukierków? Wodził wzrokiem po wnętrznościach lodówki, lecz najbardziej przykuło go opakowanie w czerwonej buteleczce. Taka plastikowa, ale miała żywy kolor i przykuła uwagę Cudaka.
-A co to jest? -zapytał niemal dotykając palcem butelki, by za chwilę skierować paluszek w inną stronę- A to? A to? Aaaaa... toooo?
Przeciągnął nieco słówka, jakby dodając większą wagę ów artykułowi spożywczemu, tylko dlatego, iż było pokaźnych rozmiarów. Zawieszając się na ramieniu o głowę wyższego Białowłosego wskazywał na prawie każdy widziany obiekt, aż się zmęczył i usiadł na podłodze. Coś go ciągnęły cztery litery na przesiadywanie na ziemi. Nie mniej jednak bujał się na boki z radości i nie było po nim cienia choroby. To nie leki go uzdrowiły - minęło zbyt mało czasu. Dobry wujcio wniósł najwięcej w kurację niesfornego pacjenta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Wto Maj 05, 2015 5:48 pm

No dotarł spokojnie do kuchni, gdzie miał zamiar poszperać w lodówce w poszukiwaniu czegoś czym można nakarmić Eto no, ale nim w ogóle wyciągnął rękę w kierunku drzwi lodówki to został przed tym skutecznie powstrzymany. A w jaki sposób? Za sprawą zielonowłosego, który to swoimi drobnymi łapkami owinął się wokół niego jak pasek i przykleił do jego pleców czym skutecznie uniemożliwił mu zrobienie czegokolwiek. Wampir trochę zaskoczony czymś takim mimo tego nie miał za złe tęczowookiemu takiego czynu, który jakby nie patrzeć wyrażał w jakiś sposób jego wdzięczność. Choć akurat to dla wampira nie było zupełnie potrzebne w końcu obecnie robił za dobrego wujka i nawet nie potrzebował by okazywano mu jakąkolwiek wdzięczność. Było to jednak miłe widząc czyjąś radość, choć nazwanie go dosłownie wujkiem było trochę dziwne w końcu raczej nikt nie nazywa kogoś obcego wujkiem. No, ale wcale mu to nie przeszkadzało.
-W porządku nie musisz dziękować.
Tylko tyle odpowiedział na podziękowania zielonowłosego, które wcale nie były potrzebne bo robił to co robił z własnej nieprzymuszonej woli i wcale nie wymagał niczego w zamian. Kiedy już został uwolniony otworzył lodówkę przeglądając produkty spożywcze jakie w tej chwili posiadał. Słowa o tym, iż jego gość zjadłby wszystko oprócz kolejnej porcji leków spowodowały cichy śmiech Yamady, który nie spodziewał się, że ktoś zachowujący się, jak dziecko nie będzie wybredny czy coś takiego.
-Wszystko to zbyt ogólne stwierdzenie, a leków tu nie znajdziesz.
Odpowiedział wciąż lekko rozbawiony stwierdzeniem Eto i dalej przeglądał to co posiadał obecnie w lodówce przy okazji w międzyczasie ze stoickim spokojem wyjaśniał zielonowłosemu czym jest wskazywany przez niego produkt. Zabawnie brzmiało to naprawdę dziecinne przeciąganie zapytań, ale zupełnie tego nie komentował tylko jak to dobry wujek odpowiadał na zadane pytania. Kiedy jego gość znudził się już zadawaniem pytań i klapnął sobie na podłodze bujając się szczęśliwy na boki, wtedy też Taro wyciągnął z lodówki kilka produktów i przygotował coś do jedzenia miarkując ilość by wyszła z tego tylko jedna porcja przeznaczona dla Eto. Nie minęło zbyt wiele czasu, kiedy to talerz z ciepłym posiłkiem znalazł się na stojącym nieopodal stole a wampir podszedł do tęczowookiego i doprowadził go do stołu, gdzie posadził go na krześle. Po chwili zajął się posprzątaniem niewielkiego bałaganu jaki stworzył przygotowując posiłek dla swojego gościa.

OOC:
 

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Wto Maj 05, 2015 7:42 pm

Ale on chciał okazywać wdzięczność! I tulić i mieć "parasol" przy sobie! Taki pretekst, by móc rozweselić Wampira, co mu nawet wychodziło. Może niezupełnie świadomie, lecz naprawdę śmiech wujcia osłodził mu solidnie całe siedem dni, w których nie doznał ani krztyny dobroci. Nawet kiedy nie był w jego bezpośrednim otoczeniu (czytaj - wieszając się na ramieniu pana Yamady), słuchał uważnie wykładziku na temat zawartości lodówki. Miała w sobie mnóstwo rzeczy! I mięsko, i rybki, i nabiały, i soczek, i dżemy, i serki i pasztety i parówki i inne różności, że za pierwszym razem chyba nie wszystko zapamiętał, jednak większość umiał już nazywać. Ciekawe jak to wszystko spróbować? Chyba jednoczesne spożycie każdego po odrobinie nie przysłużyłoby brzuszkowi, ale chęci ogromne!
Na szczęście nie on decydował o tym co powinien zjeść, zwłaszcza po chorobie, kiedy organizm nie do końca jeszcze powinien narażać się na podlejsze dania, a wzmacniać się. Zresztą i tak nie umiał ugotować coś na ciepło - gdyby mu Taro nie pokazał, mógłby zjeść z opakowaniem, albo z jego częścią, jak parówki w folii. Kiedy wujcio gotował, co jakiś czas zapuszczał żurawia zza ramienia i mrugając przyglądał się przygotowaniom. Prawie że dotknął ognia nad palnikiem, lecz czujny Wampir w porę go ostrzegł. Paliło się podobnie jak parasol Czystokrwistego, tylko było innego kolorku - no drobna różnica, prawda?
Nie minęło pół godziny, a na stole pojawiło się porządne drugie danie. Filet z kurczaka, ziemniaczki, trzy suróweczki, sosik, i do popicia soczek! Dostał do rąk sztućce i został zachęcony do jedzenia. Ale... ale jak używać tych narzędzi? Tak ładniutko pachniało, a nie mógł po prostu umieścić pyszotek do brzuszka! Wziął do jednej rączki nóż i przyklepywał ziemniaczki na takie ubite placki. Wydłubał nawet otwór w ziemniakach, żeby spłynął sosik do środka niczym wodospad. Widelec od razu wbił w kurczaka i tak go zostawił. Zaintrygował go bardziej nóż i jego płaska część. Ledwie co wujcio posprzątał w kuchni, a wokół talerza Eto już leżały drobinki z jego posiłku. W końcu zdał sobie sprawę, że nie tak to powinien robić, więc tylko nachylił się nad smakowitym posiłkiem i mruczał pod noskiem:
-Czemu sam nie chcesz wejść do brzusia, obiadku?
Westchnął cicho i spojrzał błagalnie na Wampira, żeby mu pomógł. Może chociaż pokierować nim jakoś? Powiedzieć dosadnie? Eh...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Sob Maj 23, 2015 10:37 pm

No dobra, przygotował swojemu towarzyszowi obiad, a następnie zajął się sprzątaniem w końcu sam stworzył całkiem niezły bałagan. Tak, więc sprzątał wszelakie śmieci z blatów, które następnie dokładnie czyścił jak również pozmywał, bo w końcu był całkiem porządkowym osobnikiem co obecnie można było zauważyć na pierwszy rzut oka. Nie w żadnym wypadku nie był pedancikiem, a po prostu lubił porządek choć bez przesady nie przeszkadzały mu walające się gdzieś papierki czy okruszki w każdym razie wolał kontrolowany bałagan od przesadnego porządku. Kiedy już uporał się, że sprzątaniem odłożył ściereczkę na jej miejsce i oparł się o blat spoglądając na Eto, który rozmawiał z własnym obiadem pytając go czemu sam nie chce wejść do brzucha. Ten młodzieniec potrafił rozbawić wampira wręcz go rozbrajał tym, co mówił choć nie koniecznie było to mówione do niego to jednak w jakimś stopniu bawiło. Oczywiście uwadze Yamady nie umknęło to, iż wokół zielonowłosego powstał kolejny niezbyt duży bałagan ale nie przejął się tym wcale i miał zamiar posprzątać to dopiero, kiedy Eto w końcu upora się z jedzeniem. Błagalne spojrzenie proszące krwistokiego o pomoc znalazło odpowiedź w tym, iż ten wziął kolejną parę sztućców podchodząc do stołu. Zaprezentował jak Eto ma ich używać co robił powoli i przy okazji tłumaczył jakby samo to, że pokazuje nie wystarczyło. Dla spokoju własnego sumienia powtórzył to kolejny raz, a następnie odłożył wolny zestaw sztućców na blat siadając na krześle, postanowił poczekać i przypilnować towarzysza niczym małego dziecka, które dopiero uczyło się posługiwać sztućcami choć w sumie może Eto właśnie pierwszy raz miał w ogóle z nimi styczność? Kto może to wiedzieć? Na pewno nie wiedział tego wampir choć domyślać się zawsze mógł przynajmniej obserwując tęczowokiego. No siedział tak przez jakiś czas, aż w końcu jego gościowi udało się uporać z posiłkiem wtedy też wampir zabrał talerz i pozmywał po czym ogarną nieco stół, który był ciut uświniony ale to był tylko taki drobny szczegół. Jak tylko uporał się z tymi drobnymi porządkami skierował się do salonu pokazując Eto, iż może, iść za nim. Będąc w ów pomieszczeniu przeszedł obok regału z książkami biorąc sobie jedną z nich i zasiadł na swym wygodnym fotelu.

//przepraszam, jakiś bezwen//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Maj 24, 2015 5:54 pm

Bałagan bałaganem, trzeba go kontrolować, aby nie okiełznał porządku. Bo to nie w porządku, aby porządkiem stał się bałagan. Nie obserwował działań Taro zmierzających ku eliminacji przyczyn rozrostu bałaganu, skupiał się jedynie na talerzu z posiłkiem. Sam nie potrafił pokonać naczynia pełnego pysznego jedzenia, jak bardzo się starał, to tym więcej mu odrobin spadało spoza krawędzi talerza i obsiewało dookoła. Wujcio dostrzegł spojrzenie nieokrzesanego Eto, prawie natychmiast interweniował. Wziął nawet wsparcie w postaci swojego kompletu sztućców i przyparli szturm na obiadek Cudaka. Taro uczył poprzez pokazywanie na wyimaginowanym talerzu jak powinno korzystać się z posiadanych narzędzi, a Zielonowłosy powtarzał jego ruchy. Z początku ostrożnie, delikatnie, jakby bał się, że coś popsuje. Z biegiem kolejnych sekund i minut nabierał więcej odwagi, i przy tym szybko przyswoił posługiwanie się widelcem i nożem. Dlatego też mógł w końcu umieścić obiadek do brzuszka i odłożyć sztućce na całkiem pustym talerzu. Smakował mu posiłek, chociaż tak naprawdę najadł się emocjami Taro - jego spokojem, pewnością siebie, determinacją, elegancją, a przede wszystkim opieką i tą dość mocno ukrytą jak na Białowłosego... chęcią wobec Eto. Czuł wciąż parasol w nim, gdy tylko był w najbliższym otoczeniu, ale wiedział, że przyjdzie taki czas, by chociaż na chwilę rozstać się z panem Yamadą. Wujcio miał swoje życie, nie mógł przesłaniać mu widoku na wszystko swoją zieloną, rozczochraną główką.
Dał mu na przykład spokój, gdy zaprowadzony do salonu, Białowłosy zdecydował się na przyjemną lekturę na wygodnym fotelu. Uśmiechnął się szeroko widząc odprężonego właściciela apartamentowca, lecz tylko na moment zawisnął na oparciu mebla, by przyjrzeć się co robił Taro. Czytał książkę - tę czynność znał. Eto potrafił przeczytać najprostsze i najkrótsze słowa, nauczono go tego podczas krótkiego pobytu w Instytucie, kiedy chcieli określić jego poziom intelektualny. Zmrużył oczka i papugując zachowanie wujcia poczochrał go ostrożnie po włosach, a później zaczął oglądać w ciszy salon. Był wypełniony po brzegi różnorodnymi przedmiotami, najwięcej powtarzało się książek, lecz przykuł go jeden specjalny przedmiot. Telewizor. Podszedł ostrożnie do niego i okrążał z wolna (tak, przeszedł przez ścianę, by zobaczyć tył urządzenia), żeby niczego nie przeoczyć. W końcu wrócił na przód ekranu i usiadł po turecku. W odbiciu widział swój wizerunek, natomiast nie widział odbicia Taro w fotelu. Może był za daleko? Pokręcił się po miękkim dywanie, aż uspokoił się i wziął do ręki naaaajwiększą książkę, jaka wpadła mu do rączek. Miał wyczucie - wybrał album z fotografiami, a gdy tylko otworzył pierwszą stronicę, przywitały go górskie szczyty.
-Łaaaaał...
Zdjęcia były wysokiej jakości, toteż czuł się jak na prawdziwej wycieczce. Długo obserwował obrazki, jakby naprawdę wytyczał ścieżki podróży. Co jakiś czas zmieniał pozycję: siedział nad książką, leżał przed nią, trzymał nad sobą, leżał bokiem, z drugiego fotela wyłapywał krajobrazy, aż w końcu przestał się wiercić i co jakiś czas cicho wzdychając z podziwu przeglądał album bardzo łapczywie. Wtedy też przy przewracaniu kolejnej strony, przeciął się kartką w palec. Z początku nic nie wyczuł, lecz później nieprzyjemne mrowienie zwróciło jego uwagę. Z palca sączyła się krew, ale nie taka jaką mają ludzie czy niektórzy Nieśmiertelni. Wyglądem przypominała płynną rtęć, taką jak używało się w termometrach. Jak przetopione aluminium, ale aromat przypominał każdą odmianę słodkości tkwiącą w zaledwie jednej kropelce.
-Wujciu... -zagadnął w miarę rozrostu krwawienia- ... co to jest?
Wolał zaalarmować Taro niżeli nic nie robić. Nie znał się na rasach Nieśmiertelnych, więc nie wiedział kogo reprezentował dokładnie Białowłosy. Dla Eto już zawsze będzie wujkiem, i to się liczyło, o.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Maj 24, 2015 7:21 pm

Zajął się czytaniem książki, pozwalając Eto na to by robił co mu się tylko podoba, nie widział jakiegoś powodu do stawiania mu zakazów czy nakazów bo było to zupełnie zbędne. O ile nie przeszkadzało mu to, że był chwilowo obserwowany to zniszczenie jego jakże ulizanej fryzurki wcale nie było czymś to przypadło mu do gustu. Nie skomentował jednak tego i jedynie zaczesał włosy ponownie do tyłu by względnie powróciły do wcześniejszego ułożenia. Ponownie zagłębił się w lekturze wybranej obecnie książki, choć co jakiś czas zerkał cóż wyprawia jego gość, widząc iż jedynie ogląda salon i wszystko co się w nim znajdowało, a następnie przegląda album ze zdjęciami krajobrazów. Póki ciut zdziecinniały młodzieniec przeglądał sobie w spokoju album to Yamada nie przeszkadzając mu spokojnie czytał w końcu cóż innego mógł robić w swoich czterech ścianach w wolnej chwili no niby miałby kilka innych zajęć, ale to było najodpowiedniejsze w tym momencie. Taki spokój dla wampira trwał, aż do chwili, kiedy wyczuł unoszący się w powietrzu słodki zapach krwi, czując to nie reagował, a przynajmniej do chwili kiedy został zapytany czym jest sącząca się z palca tęczowookiego ciecz.
-To jest krew.
Poinformował młodzieńca czym jest owa ciecz po czym zamkną książkę i odłożył ją podnosząc się z fotela skierował się do kuchni, tam wyjął ze swej podręcznej apteczki buteleczkę ze środkiem dezynfekującym oraz jakiś plaster po czym wrócił do salonu. Będąc tam ponownie usiadł sobie na podłodze obok Eto, wziął jego dłoń i polał zraniony palec środkiem dezynfekującym, oczywiście wcześniej wyraźnie uprzedził, iż może być to dość nieprzyjemne acz krótkotrwałe, po tym zabiegu zakleił drobne skaleczenie plastrem.
-Dobra nic ci już nie będzie.
Stwierdził optymistycznie by jego towarzysz nie martwił się tym? Choć raczej wątpił by ktoś taki jak ten młodzieniec mógł się przejmować jakimś draśnięciem od kartki papieru. Podniósł się z podłogi i odniósł środek dezynfekujący na jego miejsce, a papierki z plastra wyrzucił do kosza ponowie powracając do salonu, gdzie siadł sobie ponownie na fotelu sięgając po pilota i włączając telewizor tylko po to by posłuchać, co też za straszne tragedie wydarzyły się w ciągu tego dnia.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pon Maj 25, 2015 8:15 pm

Czasami lepiej edukować i w sprawie uczesania, by na przyszłość ostrzegać, że coś szkodzi, nie przystoi i tym podobne. Miał tutaj jednak dobre zamiary - jemu głaskanie po główce ręką Taro sprawiało mnóstwo dobroci. Oh, byłoby mu przykro, gdyby dowiedział się, że wujcio nie lubi takich mizianek. Ale Eto to Eto - wątpliwe, by zorientował się kiedykolwiek.
Zaraz opiekuńczy towarzysz zalepił mu krwawiący palec i oznajmił, że to co widzi na czubku palca to krew. Ciekawe... to coś jak herbata z Księżyca Łowcy? Woda? Plasterek zatamował sączenie i od razu zrobiło mu się weselej. Jednak widok nawet odrobinki tego czegoś nie było dla niego wskazane na dłużej niż moment. Coś mu kojarzyło się z pacjentem z Instytutu, a to złe wspomnienia. Nie warto do nich wracać.
Zaraz też dla urozmaicenia godziny lektur, Białowłosy sięgnął po pilota i włączył na kanał informacyjny. Jak tylko dobiegł wpierw dźwięk, młodzieniec od razu przekręcił główkę i chciał koniecznie wybadać co to takiego. Ostrożnie poderwał się z fotela, na którym miał operację zaklejania palca przed krwotokiem, i przekręciwszy główkę w drugą stronę zawołał cicho:
-Ojeeej...
Oczy zrobiły się większe, buźka prezentowała zszokowanie, lecz dziecięca ciekawość zwyciężyła i usiadł prawie że przed ekranem telewizora. Zadarł głowę do góry i rzadko kiedy mrugając powiekami wchłaniał ruszające się obrazki. Były pod tym względem bardziej interesujące, ale jakoś sztywne postury prezenterów nie przypadały Eto do gustu. Nie zniechęcało go jednak do wnikliwych obserwacji. Czasami sceny zmieniały się dość szybko, z początku nieco to dezorientowało Dziwaka. Z czasem przyzwyczaił się, aż wreszcie nie wytrzymał i wypalił na głos:
-Jak oni wszyscy się tam zmieścili? Przecież patrzyłem, jakie to duże, i nie było duże, tylko małe...
Nadąsał się lekko nie dowierzając temu co widzi, a umysł chłonął jak gąbka różne kadry. Jak to we wiadomościach - najwięcej mówiło się o tragediach, o błędach, o uchybieniach. O ile nie rozumiał wszystkiego, ba - mniejszość - to z każdą emocją, podniesionym głosem, płaczem czy ujrzanym pobiciem, krwią, ranami robił się bardziej nerwowy. Mimo wszystko nie odrywał oczu od ekranu, łapał coraz więcej informacji, aż na gasnącym w euforii obliczu pojawiły się pierwsze symptomy przełamania charakteru dotąd niewinnego Eto.
W oczach zamiast tęczy, dominowała czerń, same tęczówki zmniejszyły się do punkcików. Pod oczyma pojawiły się głębokie cienie, tak jakby od stu lat bezsenności. Wszystko to Czystokrwisty widział tuż po tym, jak Długowłosy odwrócił się w jego kierunku. Nawet jego głos nie brzmiał tak słodko. Przypominał pustkę, szept złowrogiego wiatru.
-A może te ludziki w telewizorze... to Twoi niewolnicy, Taro Yamada?
Wstał z podłogi i utkwił czarne jak smoła spojrzenie w jego krwistych tęczówkach. Teraz bardziej przypominał zbłąkanego pacjenta szpitala niżeli ofiarę systemu zdrowotnego w Instytucie. Dwa chłodne fronty nie mogły spowodować burzy, lecz znacznie obniżyły przyjazną atmosferę. Jako, że cechował się też tym, że potrafił rozmawiać z otoczeniem, nadstawił uszu. Wreszcie każdy przedmiot w posiadłości Taro mógł zostać wysłuchanym. Szmer skupionych w jednym pomieszczeniu głosów nasilał się, ale tylko Eto był w stanie je wyłapać. To tylko też podburzało jedynie Zielonowłosego.
-A gdyby ich tak uwolnić? Co Wy na to?
Odezwał się bardziej do "zebranych przedmiotów" niżeli do samego właściciela apartamentu. Tylko jego urojona głowa przyjęła do wiadomości, że zgadzały się rzeczy z odmienionym chłopakiem. Niczym chodzący zombie podszedł bliżej telewizora i nadwyrężając mentalne siły odważył się w domu Wampira na skorzystanie z jednej ze swoich mocy. Siłą strutego złymi emocjami ciała i umysłu sprawił, że nowoczesny telewizor zaczynał się psuć. Obrazy zniekształcały się jak przy zakłóceniu w odbiorze, a w tyle strzelał plastik i iskry. Co mu odbiło? Co mu się uroiło w tej główce? Jak zaradzi temu jego przyszywany grubymi nićmi wujek?
Tego dowiecie się w następnym odcinku Dragon Balla Z!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Wto Maj 26, 2015 11:31 am

Miał spokój w oglądaniu tego, co się działo w ostatnim czasie, choć wcale nie ruszało go to co słyszał, bo niby po co miałby się przejmować czymś co w ogóle jego nie dotyczy. Tak więc oglądał sobie w spokoju a później już tylko słuchał siedząc sobie z zamkniętymi oczami. Słysząc pytanie ze strony zielonowłosego otworzył jedno oko spoglądając na siedzącego przed ekranem młodzieńca który był takim przerośniętym dzieckiem.
-Oni nie siedzą w tym urządzeniu.
No niby stwierdził, że we wnętrzu telewizora nie ma nikogo jednak już po chwili mógł żałować, że w ogóle włączył to ustrojstwo. Nagła zmiana w zachowaniu jak też wyglądzie jego gościa wcale nie była jakaś sympatyczna no wyglądał jakby właśnie uciekł z zamkniętego zakładu psychiatrycznego. A jakby tego było mało to jeszcze posłane zostały mu zarzuty posiadania jakichś niewolników i to we wnętrzu telewizora! No tego to jeszcze nie słyszał. Wampir podniósł się ze swojego siedziska raczej ignorując gadanie do sam nie wiedział do czego, ale raczej nie było to kierowane do niego. Tego, co doświadczył już po chwili była próba zepsucia jego telewizora bez używania siły fizycznej, wyglądało to raczej jakby wprowadzane były jakieś zakłócenia czy jakby po prostu sam psuł się ze starości bądź cokolwiek innego, ale nie było to normalne a mogło się skończyć tym iż musiałby zainwestować w nowy telewizor. No pożegnał się już ze swoim pudłem jak tylko z jego tylnej części poszły iskry co wcale nie było jakimś dobrym znakiem.  Niby mógł zmusić go do zaprzestania działań wpraszając się do jego umysłu, ale wolał użyć tego w ostateczność, bo przecież za jakiś telewizor nie będzie właził do umysłu swojego jakby nie patrzeć gościa.
-Eto, w tym telewizorze nikogo nie ma. Ci ludzie tam nie zmieściliby się w czymś tak małym. Żadni niewolnicy, to zwykli ludzie którzy przekazują informację o tym, co, gdzie i kiedy się działo.
Usiłował przemówić Eto do rozsądku a przynajmniej wyjaśnić że niszcząc urządzenie wcale nie sprawi iż wyskoczą z niego ci wszyscy ludzie bo oni w nim nie siedzieli. No oprócz samej gadki przytrzymywał również zielonowłosego by ten przypadkiem nie zechciał zepsuć całej reszty urządzeń, bo to już wiązałoby się z całkiem sporymi wydatkami których wolał uniknąć.

//jakoś nie miałem pomysłu//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Wto Maj 26, 2015 9:17 pm

Tortury nad telewizorem były równie dotkliwe jak te w umyśle Dziwaka. Bombardowany gradem głosów zewsząd bardzo nieostrożnie wysnuł tezę o niewolnictwie. Być może posiłkował się obrazem dzieci w Afryce sprzedawanych za pieniądze handlarzom, gdyż sam nie wiedział, co to dokładnie było niewolnictwo. Zasłyszane, poparte argumentem dokumentalnym, zroszony mnóstwem złej emocji reportażem o cierpieniu tych małych istot, słowa sprawiły, że powtórzył niczym papuga, bezmyślnie i bez wysnucia konsekwencji ze swojej wypowiedzi. Jakże więc zdziwił się aż za bardzo spokojnym tłumaczeniom Białowłosego, iż nie czyni takich praktyk, a widniejący ludzie w ekranie nie są prawdziwi. Że to tylko... zwykli ludzie z informacjami. Tu pojawił się zgrzyt, "Niedobry" Eto zawahał się co do prawdziwości swoich słów.
-Oh?
Zagadnął w stylu "naprawdę?", chociaż skąpiąc dwóch sylab w krótkiej wypowiedzi. Fałszywe przedmioty - to one mu szeptały te kłamstwa! Chciały z niego zrobić idiotę, i na takiego wyszedł! Eh, negatywne emocje z magicznego pudełka źle wpłynęły na Eto, który nie odwołał w porę mocy i przepołowił telewizor na pół, jakby właśnie otworzył zamknięte wrota więźniom. Faktycznie, prócz dymu i pojedynczych iskier, nie wychodził żaden ludzik. Kompromitacja na całego. Dlaczego zrobił coś takiego? To płynęło prosto z jego myśli, tym żył, a przecież miał żyć Wampirem i jego szczęściem. Szybszy oddech Zielonowłosego i spuszczenie głowy na jego tors mogło świadczyć o jego zmęczeniu. Wszak jeszcze kilka godzin temu mocno gorączkował od przeziębienia.
Zmrużył podkrążone, czarne oczy. Chyba zdał sobie sprawę, że postąpił niesłusznie, i oskarżycielsko wobec jedynej mu przychylnej osoby, która dała swój schron, swoje ciepło "z parasola", nauczyła kilku ważnych czynności. I która nawet teraz wykazywała się ogromną cierpliwością wobec niesfornego dzieciaka.
-N-nie chciałem... -mruknął przygnębionym tonem- ...to tak... wyszło...
Pewniejszy chwyt Taro za jego ramię obudziło nieco chłopaka, który nadal wyglądał jak siedem nieszczęść. Wciąż miał zamknięte patrzałki, lecz mina świadczyła o tym, że podjął walkę z samym sobą, próbując uspokoić się. Bliska obecność wujka powinna pomóc w zupełności, ale nigdy nie wiadomo. Hałasy dookoła robiły się nieznośne, a przecież byli sami. Głowa puchła mu niemiłosiernie, aż wykrzywił usta w grymasie bólu. Już chyba wiedział, dlaczego nie mógł długo przebywać w pomieszczeniu będąc w kiepskim nastroju. Zbyt dobrze wtedy słyszał gadatliwe otoczenie robiące z jego mózgu sieczkę. Uniósł ręce ku górze, by przyłożyć je sobie obie do pękających we szwach skroni.
-Muszę Cię o coś poprosić, Taro -nie zdrobnił jego imienia, ani nie użył zamiennika na wujcio; uznał, że nie zasłużył po tym co zrobił na taki przywilej- mógłbyś zabrać mnie na zewnątrz, na chwilkę...?
Czemu niby to Czystokrwisty miał zrobić mu taką przysługę, skoro miał swoje nogi i mógł wyjść o własnych siłach? Ano bo nie do końca miał siły, zaraz też dał temu wyraz opierając się ciężko o ramię Wampira. Urwał mu się kontakt z gospodarzem, chociaż był przytomny. Rozmowy książek, regałów, stolika, dwóch foteli, sofy, dywanu, popsutego telewizora i innych drobniejszych przedmiotów stały się tak głośne, że zagłuszyły rzeczywistość. Coś nawet zaczął im odpowiadać, lecz nie warto przytaczać co dokładnie, bo i tak były to słowa wyrwane z kontekstu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Czw Maj 28, 2015 9:03 pm

Wampir próbował poskromić Eto przed zniszczeniem telewizora ale coś mu z tego nie wyszło bo mimo iż zielonowłosy zaczął się uspokajać to telewizor został przepołowiony a z tego, co pozostało po urządzeniu posypały się iskry. No cóż nie sklei przecież tego ustrojstwa na przezroczystą taśmę bo to zupełnie nic nie da a jedynym wyjściem odzyskania grającego pudła z obrazami był zakup nowego. Niby z jakiej to okazji miał przejmować się przedmiotami które zostały stworzone przez ludzkie lenistwo w czytaniu gazet? Dla wampira to nawet lepiej w końcu i tak bardzo rzadko w ogóle włączał to pudło a teraz będzie miał trochę spokoju i okazję by w ogóle sięgnąć po gazetę.
-No to jedna bezwartościowa rzecz z głowy.
Skomentował fakt zniszczenia telewizora i zaśmiał się, no w sumie było to dość zabawne w końcu urządzenie zostało przepołowione samą siłą umysłu! No można by się nawet pokusić o stwierdzenie, iż na tym świecie istnieje jednak jakaś sprawiedliwość. W tej chwili był wystarczająco rozbawiony by w ogóle nie przejmować się tak drobną i nic nieznaczącą stratą w końcu Eto był kimś kto obecnie nie bardzo wyglądał na kogoś przy zdrowych zmysłach i to w pełni tłumaczyło ów zachowanie jednak należało również się nim zająć by nie zdemolował całej reszty apartamentu. Wampir nie miał mu wcale za złe tego, że z telewizora nie zostało nic oprócz iskrzących się śmieci więc i przeprosiny nie były z jego strony konieczne.
-W porządku, to nic takiego.
Powiedział to tak samo spokojnie, jak wszelkie inne słowa które wypowiadał do tej pory, nie potrzebna była mu zmiana tonacji głosu czego nie robił również z przezorności by nie wywołać jakiejś kolejnej niespodziewanej reakcji zielonowłosego. Jeszcze nie za bardzo do niego dotarło jakim cudem w ogóle wyciągną on wnioski, iż Yamada mógł w ogóle zmieścić jakiegoś niewolnika w telewizorze a co mówiąc o takiej ich ilości, ale nie wnikał w to bo było to w tej chwili czymś mniej istotnym. Słysząc prośbę osłabionego młodzieńca uśmiechnął się bardziej do siebie i zmierzwił włosy tego dużego dziecka. Wyprowadził go z apartamentu prowadząc na dach budynku gdzie było naprawdę spokojnie i nawet wszechobecne odgłosy samochodów czy innych ustrojstw przestawały mieć tu znaczenie, tak było przynajmniej w mniemaniu wampira który mimo słyszenia tego wszystkiego potrafił znaleźć tu spokój. Po dotarciu na miejsce puścił Eto a sam oparł się o pobliską barierkę. Mógł tu sobie postać bo wcale nie robiło mu różnicy gdzie przebywał. Patrzył przed siebie uderzając palcami lekko o poręcz barierki, wystukiwał w ten sposób zasłyszaną dawno temu melodię.

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pią Maj 29, 2015 8:58 pm

Zgodnie z prośbą, Taro nie zawahał się i wyprowadził chłopaka na świeże powietrze. Co dziwne, jak powoli dochodził do siebie Eto, zauważył kilka nietypowych symptomów w postawie Taro. Dopiero teraz do niego dotarło, jaki był zrównoważony podczas nagłej zmiany nastroju Zielonowłosego. Miał cały czas dobry humor, wręcz odwracał w żart zniszczenie telewizora. Zapewne był jeszcze daleko do wybuchu paniki czy złości, co z jednej strony cieszyło młodzieńca, ale i zaniepokoiło. I dlaczego Taro mierzwił mu włosy jakby do niczego nie doszło? Jak dotarli na dach, wziął się i próbował odizolować głosy przedmiotów wyciszając je, a starał się uchwycić prawdziwego świata. Jeszcze nie otwierał oczu, to też był pomysł na koncentrację myśli, z którymi podzielił się po bredzeniu z przedmiotami, i ogólnej ciszy wobec wujka.
-Musiałeś wiele przeżyć, skoro wszystko znosisz tak spokojnie.
Otworzył powoli powieki i spojrzał przed siebie. O ile czarne sińce pod oczyma nie zniknęły, odzyskał barwniki w tęczówkach, chociaż jeszcze tonęły w smolistej mgiełce. Podtrzymywał głowę jedną ręką, a drugą próbował wystukać takt nadany przez Wampira. Nie znał ów melodii, chociaż same palce zdawały się gdzieś wystukiwać podobny rytm. Świeże powietrze i względna cisza uspokoiły nieco narwanego młodzieńca, jednak wydawał się być zamyślony. Patrzył się przed siebie, ale nie widział pięknego krajobrazu z dachu apartamentu. Pozbierał po chwili kilka myśli w logiczniejszą całość i zaprezentował Opiekunowi - w postaci pytań, jak i swoich przemyśleń.
-Taro... jak długo już istniejesz? Jak dużo wiesz o świecie, który nas otacza? Ile zła i cierpienia kryje się w każdej osobie? A ile dobroci i radości? Chociaż "powstałem" kilka dni temu, potrafiłem od początku poznać emocje żywych istot. Zdaje się, że tych z kolorowego pudełka także, bo aż mi niedobrze...
Przytknął na chwilę dłoń do ust, jakby rzeczywiście tamował puszczenie pawia, lecz w porę się opanował. Ogólnie to Eto zachowywał się dziwnie - nie tak dziecinnie jak z początku (prawdopodobnie przez wchłonięte nastroje z ustrojstwa), tylko dojrzalej. Zaczął znów więcej mówić, mogło to być irytujące, albo dzięki temu poznać odrobinę Zielonowłosego, u którego pojawiają się przebłyski intelektu. Przebłyski i bardziej opierają się na analizie zdarzeń, które już były, nie był w stanie niczego przewidzieć. Tylko wyciągał wnioski.
-Za to Ty jesteś dla mnie zagadką pod tym względem. O ile okazujesz mi wiele dobroci, to stanowczo za dużo jak dla takiej osoby jak ja. W sensie - cokolwiek zrobiłem, dobrego czy złego, traktujesz mnie po królewsku. Poświęcasz mi prawie całą swoją uwagę. Za co dz-dziękuję, lecz... może istniałby sposób, bym tym razem ja pomógł Tobie? Może chciałbyś coś zrobić, w czym mógłbym być przydatny?
Aż wstał z ziemi na baczność, podrapał się w tyle głowy prawie że salutując przy tym Białowłosemu. Co najważniejsze - w bliskim towarzystwie wujka opuszczały go resztki złego nastroju z powodu wchłonięcia negatywnych wibracji z telewizji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Wto Cze 02, 2015 10:19 pm

Czy był tak spokojny w tej sytuacji bo wiele przeżył? Raczej nie. Po prostu przestał przejmować się jakimiś niezbyt znaczącymi sprawami bo było to zbyt męczące i zwyczajnie miał dość. Normalnie w tej chwili uśmiechnąłby się do siebie jednak obecnie wyglądałby jak kretyn tak więc powstrzymał się przed tym odruchem. Dalej wystukiwał melodię na barierce choć tym razem zmienił ją na ciut szybszą.
-Nie, to raczej nie wynika z tego, że wiele przeżyłem.
Stwierdził jak zwykle spokojnie, w sumie to by się zgadzało, że to co przeżył nie ma jakiegoś większego czy mniejszego wpływu na to, jak reaguje na wszystko wokół niego. Żył po prostu długo, i to już wystarczało mu do tego by wiedzieć na co jak reagować a takie niewielkie incydenty były całkiem zabawne jakby spojrzeć na to z perspektywy osoby obserwującej. Wystukiwał dalej wybraną melodię bo cóż innego miał robić w danej chwili. Cisza panowała aż do natłoku pytań ze strony Eto, dla wampira to było trochę za dużo pytań jak na jeden rzut no ale cóż mógł poradzić w tej chwili kiedy one już padły. Przestał uderzać palcami w barierkę i odwrócił się w stronę zielonowłosego by odpowiedzieć mu chociaż na część pytań.
-Istnieję sporo ponad 1200 lat choć sam nie wiem ile dokładnie zwyczajnie przestałem to liczyć.  
Odpowiedział na pierwsze z serii pytań które dotyczyło akurat tego ile czasu już istnieje choć sam nie był obecnie pewien liczby jaka mogłaby określić jego wiek to pamiętał przynajmniej tyle po jakiej liczbie przestał w ogóle to wszystko liczyć. Był starym wampirem który wiedział o świecie wiele może nawet zbyt wiele i części z tego wolałby w ogóle nigdy się nie dowiedzieć jednak teraz nie mógł już nic na to wszystko poradzić. Na tym świecie widział zarówno wiele zła, jak i dobra ale nie mógł porównywać czy widział to w chociażby przybliżonych proporcjach.
-Wiem wiele, zbyt wiele.  
Padła odpowiedź na drugie z pytań, ale nie zagłębiał się w jakieś wyczerpujące odpowiedzi na te pytania bo nie było takiej potrzeby przynajmniej według niego. Podrapał się palcem w skroń zastanawiając się chwilę jak też odpowiedzieć na ostatnie z pytań które wcale nie było łatwe w końcu nie można określać każdej osoby pod kątem dobra czy zła gdyż w każdym kryło się zarówno zło, jak i dobro.
-W każdym kryje się zarówno dobro, jak również zło tego nie da się zmierzyć w żaden sposób.
Wybrną jakoś z tej serii pytań i nie miał zamiaru się bardziej rozwodzić przynajmniej nie w tej chwili bo musiałby zbyt dużo się zastanawiać nad dobrem słów. Choć uporał się z zapytaniami to jednak okazało się jeszcze że jest dla tęczowookiego zagadką, ale to iż ktoś nie mógł go w żaden sposób rozgryźć było dość normalne w końcu nie był jakoś specjalnie rozmowny czy też chwalił się tym co przeżył i zaobserwował. Podszedł bliżej Eto i położył dłoń na jego głowie mierzwiąc zieloną czuprynę.
-Nie jestem zagadką tylko dla ciebie.
Zaśmiał się całkiem radośnie nawet jak na swoje gburowate podejście do wszystkich i wszystkiego to jednak potrafił znaleźć choćby odrobinę radości. W końcu nie robił niczego specjalnego a zielonowłosy twierdził, iż otrzymał królewskie traktowanie a Yamada traktował go normalnie. No dobra nie do końca normalnie bardziej jak przerośnięte dziecko ale nawet takie traktowanie było normalne i odpowiednie przynajmniej wobec młodzieńca.
-Chociaż dobrze, że nie czytasz w moich wspomnieniach to byłoby dość kłopotliwe.
Obecnie dość rozbawiony wampir ponownie zaśmiał się tym razem ze swoich własnych słów i przyznania się do tego, iż gmeranie w jego głowie obecnie byłoby dla Taro dość kłopotliwe, a raczej nie chciał żeby ktoś przeglądał jego mroczne wspomnienia.


//jakoś coś wyskrobałem, jeśli jakoś zje*** mi wyszło to przepraszam cały dzień dostaję kur**** wiesz już z jakiego powodu//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Czw Cze 04, 2015 2:06 pm

Palce już nie mogły wtórować tempu nadanemu przez wujcia, jakby ten domyślił się, że ma naśladowcę, a tego nie chciał. Skądś kojarzył ów melodię, ale skądinąd jak z Instytutu? Hm, to akurat najmniejsze zmartwienie. Miał większy problem, mianowicie strasznie milczącego Taro, który co prawda odpowiadał grzecznie na większość jego pytań, lecz dość skąpo i niektóre pominął. Przynajmniej znał wiek wujka. 1200 lat... nie mógł objąć tego małym rozumkiem, intuicyjnie wydawało mu się, że to dużo. Powiedział też o tym, że każdy w sobie ma dobro i zło, i nie da się oszacować ich wartości. To prawda - można było nie robić nic i mieć niewiele tych sprzecznych emocji, albo bardzo wiele i po połowie mieć złe i dobre nastroje lub uczynki.
-Oby było więcej dobra w każdym z nas.
Uśmiechnął się leciutko, był dość naiwny, jak to dziecko. Może stąd tak łagodnie i niewinnie Taro potraktował Eto przy ostatnich pytaniach. Ponownie zmierzwił mu fryzurę i tylko dokuczył ciekawskiemu, że nie tylko przed nim jest taki tajemniczy. Nieco naburmuszył się na te słowa, jak i na te niewypowiedziane. Najbardziej zależało mu na "spłacie długu", czy po prostu na znalezieniu sposobu, aby jakoś wynagrodzić mu czas spędzony z takim dzieciuchem jak Eto. Zielonowłosy starał się zrozumieć intencje swojego Wybawcy, lecz topornie mu szło. Poszedł więc drogą na skróty i zdecydował się na bezpośrednią konfrontację z nieznanym, nawet jeśli miało to być niemożliwe!
-Kłopotliwe czy nie, chciałbym coś o Tobie wiedzieć!
Ze zdeterminowaną miną wskoczył na plecy wujka i wtórując jego śmiechowi siedział mu na barana. Dłonie mocno pochwyciły za tors Wampira, by się z niego nie ześlizgnął, przy tym wciąż dziecinnie chichotał. Oparł swój policzek na jego ramieniu i przyglądał się jego blademu, szlachetnemu licu. A potem stało się coś dziwnego, gdy tylko utkwił oczy w jego spojrzeniu.
Dłonie Eto mrowiły i pulsowały wysyłając bodźce prosto do umysłu. Jakby ręce były przekaźnikiem między Taro a nim, przywłaszczył bezwiednie jego moc. Nie, nie manipulowanie, ale samo zaglądanie do wspomnień - do wspomnień Czystokrwistego. Ześlizgnął się z pleców Taro i twardo wylądował tyłkiem na parkiet na balkonie. Cicho jęknął, lecz nie to sprawiało mu największy ból. Teraz to Dziwak miał czerwone patrzałki i nietęgą minę. Chwycił się dłońmi za skronie i widział to... widział to wszystko z perspektywy Taro. Czuł jego niemożliwy do opisania gniew, agresję, jego chęć zabijania łowców, do których lokalizacji trafiał z większym lub mniejszym trudem. Jego uwielbienie w stronę spijania krwi, cały we flakach i ścinkach ludzkiego mięsa. Dałby przysiąc, że nawet aromat posoki jaki wtedy ulatniał się nad zwłokami, towarzyszy mu do dzisiaj. Włosy Eto stały się blade jak śnieg, posiwiał ze strachu i z targanych nim złych emocji, jakie przesiąknęły każdy kadr przeszłości Wampira. Już nigdy nie zapomni tych kilku minut spędzonych sam na sam ze wspomnieniami Taro, urywek po urywku dramatycznych scen wbijały się w umysł Zielonowłosego i aż nie mógł złapać tchu. Jedyne co trzymało go przytomnego to myśl, że wujcio zrobił to wszystko w imię zemsty za to, co oni wszyscy dokonali na jego licznej rodzinie. Mimo wszystko... to żadne wytłumaczenie... ale nie opuści Taro tylko dla tego dawnego, ale jak widać trudnego do wymazania z pamięci, okresu życia Wampira. Sam przecież Białowłosy próbował uchronić tygodniową istotę od ujawnienia apokalipsy.
Dlaczego to zrobił?! Dlaczego dotykał wspomnień Taro?! Może dlatego, że tak bardzo chciał?! Nie, gdyby wiedział, że chodziło o takie makabryczne rzeczy, nie ruszyłby nawet palcem! Jeszcze rozchoruje się od takich skoków nastroju. Najbardziej w tym jednak było mu szkoda Taro, który musiał do tej pory dźwigać to brzemię samotnie. Mógł wypierać się rangi ważności tego zdarzenia, ale Długowłosy nie był na tyle głupi, by nie wiedzieć, jak cały morderczy okres wpłynął na pana Yamadę. I było mu wstyd, że nie posłuchał Czystokrwistego... ale skąd mógł wiedzieć, że to tak się skończy? Gdyby kózka posłuchała, to by nóżki nie złamała. No, prawie tak to brzmiało przysłowie. Prawie.
Podźwignął się ostrożnie (bo z całego przesiąknięcia bólem Taro i jego ofiar - w szczególności tych ofiar z wyrywanymi organami - aż tarzał się po balkonie od konwulsji) do siadu i podparł plecy o barierki. Cały zlany potem, z wciąż rubinowymi oczyma i białymi włosami, wydyszał cicho:
-Prze-przepraszam...
Gdyby się dało, to zakopałby się pod ziemię ze wstydu. Albo... albo nie! Nie! Przez to gdybanie tak to się zaczęło! Przygryzł wargę i próbował wstać całkiem, lecz miał za miękkie nogi w kolanach.[/color]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Pią Cze 05, 2015 11:42 am

Był starym i bardzo małomównym wampirem czego nie miał zamiaru zmieniać, tym bardziej że nie lubił opowiadać nikomu o swojej przeszłości. Nie chciał mówić o czymś takim zwłaszcza Eto który nieciekawie zareagował na same obrazy w telewizorze, a nie chciałby przekonać się o reakcji na relację z wampirzej przeszłości Yamady. Więcej dobra niż zła w każdej istniejącej na tym świecie osobie? Dobre marzenie choć nie było ono możliwe do spełnienia. Postanowił nawet tego nie komentować i jedyne co zrobił to się uśmiechnął, nie chciał psuć humoru ani sobie ani zielonowłosemu młodzieńcu. Choć nie zbyt podobało mu się to by opowiadać o swojej dość mrocznej przeszłości z której z biegiem czasu nie mógł być wcale dumny ale miał swoje własne usprawiedliwienie ku temu, co zrobił. Kiedy roześmiany zielonowłosy wskoczył mu na plecy porządnie się go przytrzymując nie bardzo wiedział jak zareagować więc po prostu nic nie zrobił pozwalając przerośniętemu dzieciakowi na takie zachowanie. Już po chwili Eto wylądował tyłkiem na ziemi zachowując się kolejny raz zbyt dziwnie nawet jak na niego choć Taro jeszcze niezbyt dobrze nie znał. Najdziwniejsze w tej chwili jednak było to, że on sam czuł się dziwnie, jakby nie mógł się chociażby ruszyć jakby ktoś wszedł do jego umysłu. Jedyne co mógł w tej chwili zrobić to obserwować Eto który nie tyle co zachowywał się inaczej a jeszcze z jakiegoś powodu jego patrzałki przyjęły kolor czerwieni a chwilę później włosy stały się białe niczym śnieg. Nie podobało mu się to, że nagle oczy i włosy młodzieńca przybrały taki sam kolor jak jego własne, znaczyło to dla niego tylko jedno, iż on grzebie w jego wspomnieniach. Nie trwało to jakoś długo jednak kiedy już jego umysł stał się na powrót wolny wampir potrząsnął głową nie był jakoś zadowolony z tego, co miało obecnie miejsce. No ale chyba już wiedział do czego jest jeszcze zdolny zielonowłosy który najwyraźniej pożyczył sobie część z jego umiejętności manipulowania wspomnieniami. Cóż najwyraźniej zrobił to przez zwykły przypadek więc nie zamierzał się przejmować czymś takim choć sam sobie obecnie zaszkodził bo sądząc po jego stanie nie zajrzał do jakiejś przyjemnej części jego wspomnień, a raczej do tych najbardziej przesiąkniętych krwią i przemocą. Słysząc przeprosiny ledwie utrzymującego się w pozycji siedzącej młodzieńca w sumie nie wiedział, czy wypada mu teraz powiedzieć, że nic się nie stało więc obecnie tego nie skomentował. Kiedy chłopak próbował podnieść się na nogi Taro pomógł mu wstać a chwilę później zwyczajnie wciągnął go na plecy i przytrzymując by nie spadł zaniósł z powrotem do swojego apartamentu. Będąc tam skierował się do pomieszczenia w którym ostatnio spał Eto, położył go na łóżku i zarzucił nań kołdrę.
-Odpoczynek dobrze ci zrobi, więc śpij.
Wampir opuścił pomieszczenie i skierował się do salonu gdzie posadził swoje cztery litery w fotelu i dumał przez dłuższą chwilę. Siedział tak kilka może kilkanaście minut zastanawiając się, czy nie opuścić swojego apartamentu na jakiś czas. Ostatecznie podjął szybką decyzję i podniósł się z siedziska kierując się do ukrytego pomieszczenia z którego wyjął kilka rzeczy, a następnie ponownie wrócił do salonu gdzie przymocował oba sztylety do obu łydek upewniając się przy tym, iż żaden się nie poluzuje i nie zacznie sprawiać problemu. Mając w tym pewność poprawił nogawki spodni tak by dobrze osłaniały to co znajduje się pod nimi. Skierował się do przedpokoju gdzie zarzucił na plecy kurtkę i opuścił apartament zamykając za sobą drzwi, nie miał zamiaru jakoś długo się szlajać ale musiał chwilowo odpocząć od bycia dobrym wujkiem. Tak więc opuścił swoje miejsce zamieszkania kierując się po prostu gdziekolwiek by oczyścić swoje własne myśli.

Tarcio z/t ---> ??

OOC:
 

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Nie Cze 07, 2015 10:34 pm

Bardzo szybka interwencja wujcia sprawiła, że nawet nie zdążył wytłumaczyć, co się działo. Czystokrwisty musiał sam dojść do tego wniosku, był przecież o 1199 lat, 11 miesięcy, 23 dni, 23 godziny, 59 minut i 59 sekund starszy od Eto i doświadczenie robiło swoje. Bezradny i zagubiony pomiędzy rzeczywistością a wizjami z przeszłości pana Yamady dał się wziąć na ręce i zanieść do sypialni. Po drodze padło z dwadzieścia razy "Przepraszam" nim zabrał głos Opiekun nakazując mu sen. Skinął główką i unikając spojrzenia w oczy Wampira, zmrużył powieki i próbował stłamsić pojawiające się kadry. Krew, flaki, trupy, kawałki ciał dookoła - nie mógł pozbyć się wizji. Nękały go wspomnienia mające wieeele lat, a będące tak świeże, jakby masakra działa się wczoraj. Stąd biel włosów nie ustępowała naturalnemu, zielonemu odcieniowi chłopaczka. Zmarszczone czółko sugerowało, iż intensywnie szukał swoich własnych myśli sprzed zaglądnięcia do umysłu wujcia. Nie było zbyt wiele do wertowania, lecz szukał tych najmilszych wspomnień. Wybrał kilka, te o ogrzaniu w Księżycu Łowcy, te o przygarnięciu pod dach, te o wspólnej nauce jedzenia z Białowłosym, a przede wszystkim chwilę, w której widział uśmiech Opiekuna. Kilka okazji było ku temu, dlatego z minuty na minutę robił się spokojniejszy, aż słodki pot z jego czoła przestał spływać i zasnął twardo. Prawdopodobnie to wtedy też pan Yamada opuścił tymczasowego lokatora i wyruszył w swoją stronę.
***
Minęło trochę czasu, trudno określić ile dokładnie, lecz Eto ocknął się w miarę wypoczęty i z siłami witalnymi na poziomie przeciętnym. Nigdy zresztą nie należał do siłaczy, tyle ile ma w sobie wystarczyło, by podźwignąć się na rękach i usiąść na skraju łóżka. Machał chwilę bosymi stopami w powietrzu rozglądając się dookoła i nasłuchując. Chyba nikogo innego (żywego) nie było w apartamencie. Może to i lepiej, gdyż w tej chwili unikałby spojrzenia wujcia. Takiego karcącego, bo mimo jego spokojnych słów wiedział, że zachował się nie w porządku. Nie wolno nikomu grzebać w główce bez pozwolenia - taką lekcję wysnuł, a jaką powinien naprawdę? Eh, życie jest skomplikowane.
Przeczesał dłonią białe czupiradło na głowie i przeciągnął się. Nie może cały dzień spędzić w łóżku, trzeba zrobić coś pożytecznego! Ale co takiego? O! Podleje wszystkie kwiatki w domu! Pełen optymizmu pobiegł boso do kuchni i nalewając wodę do szklanki podlał jedną doniczkę z kwieciem. A że było mnóstwo wszelakich roślin w apartamencie, nie chciał ominąć ani jednej! Latał tam i z powrotem, jedną szklankę na kwiatek, to tyle też kursów wykonał, by nie skrzywdzić żadnej z roślin. Nawet nie sprawdzał czy mają suchą ziemię, tylko rozdysponował wodę każdej po równo. Tak więc niektóre miały niedosyt, a inne tonęły od nadmiaru. Tylko kilka roślin tolerowało podaną dawkę przez Eto, lecz mniejsza o to! Zrobił dobry uczynek? Zrobił! Od tego gonienia zdecydowanie pobrudził się i spocił. Zdecydował się prędko na kąpiel, tylko musiał wiedzieć gdzie znajduje się łazienka. Z tym nie było większego problemu - podpytał się wymijanych przedmiotów, aż klamka od drzwi do łazienki naprowadziła na właściwy trop. A co tam zastał? DUŻĄ WANNĘ! Można było wykąpać się aż po czubek głowy! Rozebrał się do rosołu, napuścił wodę i wlał mnóstwo szamponu do środka, żeby były bąbelki mydlane! Ah, jak się świetnie bawił! Pełniutka wanna, z relaksującym się Cudakiem, który zapomniał zakręcić kurka z ciepłą wodą. Za jakąś godzinę zdecydował się na wyjście z wanny i odkrył, że w łazience jest wody po kostki. Rzucił się szybko na odkręcony kurek, ale bałagan jaki stworzył... będzie musiał uważać przy otwieraniu drzwi, by nie wylało się za dużo do innych pokoi. Jako, że piżamę ciepnął na podłodze, a obecnie dryfowała na tafli bąbelkowej wody. A tam wyschnie, wyparuje samo! On przecież musiał poszukać sobie ubranka zastępczego! Trochę zeszło mu z poszukiwaniami na golasa, jednak udało mu się skompletować marynarkę, czarne rurki, białą koszulę i krawat. Ah, elegancko! O dziwo potrafił to wszystko na siebie założyć bez zmarszczek czy pobrudzenia/sprucia/zepsucia. Zadowolony z siebie po raz kolejny chciał wyjść poza apartament w poszukiwaniu ogrodu, lecz klamka nie chciała puścić. Oznajmiła sama, że została zamknięta na klucz, a klucz posiadał nie kto inny jak wujcio. No trudno, będzie musiał zorganizować sobie czas w środku. I chyba wpadł na genialny pomysł!
Ruszył do kuchni, ale nie po to, by gotować. Wedle wspomnień Taro lubił pić krew, a skoro już wiedział gdzie się znajduje, wziął nóż kuchenny i przeciął sobie palec, by kropelkę po kropelce odsączyć trunek dla wujcia. Taki koktajl "produkował się" godzinkę, a potem zalepił ranę tym samym plastrem, który uzyskał od wujcia. Szklanicę z krwią schował do lodówki, żeby zrobić niespodziankę Czystokrwistemu po otwarciu drzwiczek. Powędrował do salonu, gdzie zajął jeden z foteli i usiadłszy na nim utonął w marzeniach. Ah, wyobrażał sobie komplementy prawione przez Taro, jak to dzielnie spisał się, jaki wspaniały koktajl zostawił w lodówce, że sam ubrał się tak ładniutko, i że wykąpał się także samodzielnie!
Ah ta dziecięca niewinność Eto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iskar
Piekielny Książe
avatar

Posts : 18
Join date : 01/06/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Czw Cze 11, 2015 1:47 am

Nastała godzina wieczorna a dźwięki potężnych uderzeń dzwonów Big Bena rozwiały ciszę końca dnia. Demon był zły i chciał jak najszybciej dolecieć do domu, dlatego mocno przebierał skrzydłami. Miał już serdecznie dosyć swoich obowiązków, choć wykonywał je zaledwie kilka godzin. Lucyfer specjalnie wybrał go na to stanowisko, tylko za jakie grzechy?
- Ach... pewnie za te... - mruknął pod nosem. Kilka godzin latania i chodzenia po mieście w celu znalezienia jednego, buntującego się demona, mogło komuś zupełnie obrzydzić resztę dnia. Mogli mu chociaż dać kogoś do pomocy, ale nieee, bo po.
Z każdą kolejną falą echa rozchodzącą się w powietrzu, koncentracja Iskara pogarszała się a w jego głowie narastał ból, porównywalny do uciążliwej migreny. Wolał nie myśleć co by było gdyby był teraz bliżej tej sławnej wieży. Niestety, nawet w takiej odległości, wysokie dźwięki zadziałały na niego w negatywny sposób. Kilka razy zachwiał się podczas lotu przez co wpadł na lecące ptactwo, które spanikowało gdy jakaś duża istota wleciała w ich grupę. Znacznie przyśpieszył lot i odganiał szkodniki rękami, chcąc się ich jak najszybciej pozbyć, jednakże gdy nastąpiło kolejne uderzenie, syknął z bólu przymykając oczy i nie zauważył lecącego gołębia, który uderzył go prosto w twarz. Nie czekając, silnym ruchem zerwał z twarzy przerażonego, trzepiącego panicznie skrzydłami ptaka i cisnął go wściekle w bok, by odzyskać możliwość widzenia. Niestety to co zobaczył, nie sprawiło, że poczuł się lepiej. Wieżowiec. Wielki budynek pojawił się nagle, zupełnie jakby wyrósł spod ziemi, całkowicie zaskakując zdezorientowanego demona, który niestety leciał już zbyt szybko by wyhamować bądź zmienić tor lotu. Jedyne co mógł zrobić w tej sytuacji, to owinąć ciało swymi mocnymi skrzydłami by choć odrobinę ochronić się przed tym, co miało zaraz nastąpić...

***

Huk i dźwięk tłuczonego szkła był zapewne słyszany w odległości wielu przecznic, nie wspominając już o samych mieszkańcach budynku. Aż dziwne, że nie włączył się alarm informujący lokatorów o jakimś zagrożeniu. Jednakże to nie odgłosy były najstraszniejsze, znacznie gorzej wyglądał salon Taro, po tym rozpędzony Iskar, niczym pocisk, wbił się w okno jego apartamentu. Chociaż określenie taran byłoby bardziej odpowiednie. Prócz wybicia okna i wyrwaniu częściowo ościeżnicy, która teraz pod dziwnym kątem wystawała ze ściany, zgarnął po drodze fotel i razem z nim przywalił w przeciwległą ścianę, zostawiając w niej dosyć spore wgniecenie. Mebel zmienił się oczywiście w porozrywane kawałki drewna i drzazgi, które przykryły demona i okolice jego upadku, podobnie jak tynk ze zniszczonej ściany.
- ... - odkaszlnął wypluwając z ust kawałek...czegoś. Nie wiedział nawet czy to kawałek fotela, ściany czy gołębia. Nie chcąc tracić czasu, zagryzł zęby i chwiejnie podniósł się z podłogi, niestety stracił równowagę i padł z powrotem. Nie pomogło mu nawet gorączkowe machanie ogonem w celu polepszenia stabilności. Choć czuł, że nic nie złamał, to poobijane ciało dawało o sobie dotkliwie znać, postanowił więc chwilę poleżeć na pobojowisku i odzyskać siły. Nie chował nawet swych skrzydeł i ogona by nie tracić niepotrzebnie energii, rozejrzał się tylko za swym mieczem, który upuścił w momencie zderzenia się z budynkiem. Dostrzegł jego czarne ostrze, dosyć głęboko wbite w ścianę, zapewne musiało wysunąć się z pochwy gdy ją upuścił.
Teoretycznie powinien martwić się o ludzi, którzy mogli tu mieszkać, lecz miał to naprawdę głęboko pod ogonem w tej chwili.


Ostatnio zmieniony przez Iskar dnia Czw Cze 11, 2015 7:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Czw Cze 11, 2015 5:13 pm

Szczerze powiedziawszy to podczas snu nie działo się tak ciekawie jak poza nim.
Oto wielki huk rozległ się po mieszkaniu, a zdezorientowany Długowłosy po otwarciu oczu nie mógł wyjść z szoku. Myślał, że dźwięk rozlegał się blisko, lecz nie przypuszczał, że przed jego nosem. Dobrze, że żaden odłamek szyby nie trafił obecnego w apartamencie Taro Nieśmiertelnego, ale prowodyr zdarzenia nie miał tyle szczęścia. Mrugnął dwukrotnie oczyma i ocknął się z pierwszego wrażenia.
-Oh!
Pokręcił głową i prawie natychmiast podbiegł do leżącego na deskach mężczyzny. Był przytomny, lecz nie mógł samodzielnie wstać. Nawet to coś wijące się za nim nie podźwignęło go i legł ponownie na ziemi. Aż serce zaczęło się krajać Eto, dlatego niezwłocznie ruszył mu na pomoc. Jak tylko umiał, a to nie będzie łatwe. Sam potrzebował ciągłej opieki, a jego Opiekuna akurat nie było w mieszkaniu. Teraz to Eto przejmie obowiązki gospodarza domu, jednocześnie Pielęgniarza jegomościa ze słodkimi szpiczastymi uszami.
-Na podłodze Pan nie wyzdrowieje. Proszę mi zaufać.
Kucnął przy skrzydlatym demonie jakby był zwykłym człowiekiem, któremu stała się krzywda (a no bo stała się - wpadł biedak na okno i pokiereszował się!) i któremu niezbędna jest natychmiastowa pomoc. Szczerze, to z początku myślał, iż skrzydła są elementem od firanki z karniszem, który wbiły się nieznajomemu w plecy, ale jak tak im się przyjrzał z bliska... wyglądały niesamowicie! Tak jak i ogon z czymś kolczastym na końcu, tak jak wielka łupina kasztana! Lecz dość podziwiania, trzeba zebrać w sobie sporo siły, by pomóc wstać jegomościowi i przenieść na ocalałą kanapę. Jeden fotel, okno i kawałek podłogi nie wyszedł cało z tej batalii, jednak nie na tym obecnie się skupiał, chociaż w głowie słyszał krzyki okna i obelgi pod adresem demona. Dziwak uspokajał na głos przedmioty, z którymi mógł wchodzić w interakcję, a które wtórowały popękanym szybom i ramom okiennym. Przy okazji zapytał się otoczenia, czy wiedzą gdzie znajduje się apteczka pierwszej pomocy. Eto był pod tym względem szurnięty, lecz rzeczywiście - po minucie wrócił do salonu z plastikową walizeczką pełną bandaży i plastrów, oraz innych rzeczy medycznych. Same wręcz podpowiadały, którą z nich użyć najpierw i na co. Duże dziecko nie poradziłoby sobie z udzieleniem pomocy, a tak to poszło naprawdę fachowo.
Lecz nim do tego doszło, rozejrzał się jeszcze dookoła. Wielkie szkody sporządził nieszczęśnik leżący już na kanapie w całej swej okazałości. Mimo wszystko głos Eto nie należał do tych przerażonych, co szczerze zdziwionych. Ani grama strachu, jakby nikt mu nie powiedział, iż należało się bać takich jak Niebieskowłosy. Pokręcił lekko głową widząc pobojowisko.
-Oj, wujcio nie będzie zadowolony z tego widoku... ale najważniejsze, że Pan żyje. Proszę nie ruszać się teraz, dobrze?
Utkwił ponownie czerwone tęczówki w poszkodowanego i nasączył gazę spirytusem, by przetrzeć ostrożnie okaleczenia. Co drobniejsze kawałeczki szkła wyjął, ale jeden z nich wbił się dość głęboko w ciało demona. Słyszał głosy mówiące mu, by ten kawałek owinął bandażem, żeby nie doszło do krwotoku. Jako, iż nie wiedział jak bardzo wytrzymały jest mężczyzna, wolał nie ryzykować i zostawił obce ciało w jego organizmie. Jak będzie chciał, sam sobie wyjmie, ale Eto powoli zaczynał odczuwać ból poszkodowanego, gdyż przebywał w bezpośrednim towarzystwie i absorbował jego emocje, nawet te najskrytsze, w tym także stan zdrowia. I nie tylko to - jego dotąd białe jak śnieg oczy nabierały powolutku niebieskiego odcienia, a czerwone tęczówki - błękitnego. Zrobił to bez wiedzy, podobnie jak przy zaglądaniu do wspomnień Taro (stąd wcześniejsza biel włosów i szkarłatny odcień oczu).
Dzielny pielęgniarz zsunął się z kanapy i usiadł na podłodze po turecku przyglądając się demonowi. Oby tylko pierwsza pomoc w wydaniu Cudaka powiodła się na Panu Skrzydlatym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iskar
Piekielny Książe
avatar

Posts : 18
Join date : 01/06/2015

PisanieTemat: Re: Apartament Taro   Czw Cze 11, 2015 8:14 pm

Jego relaks na gruzie i deskach przerwały czyjeś szybkie kroki i, ni to zdumione ni przerażone, OH! Westchnął przeciągle i spróbował się ponownie podnieść, niestety bezskutecznie. Lata nic nie robienia i gnuśnienia odbiły się na nim potwornie. Niegdyś przebiłby cały ten marny budynek na wylot i nawet by tego nie odczuł a teraz? Czuł się jak stara, wyciśnięta szmata do podłogi. Postanowił to zmienić i wrócić do dawnej formy, oczywiście jak już odpocznie tydzień czy dwa.
Zdziwiła go jedna rzecz, głos, którego właściciela zidentyfikował jako młodego mężczyznę, nie denerwował się ani nie krzyczał. Nazwał go nawet per Pan. Kto normalny podchodzi tak lekko do sprawy, gdy obcy facet wbija mu się przez okno do mieszkania, demolując przy okazji jego całkiem sporą część? Ktoś na pewno w dużej mierze niefrasobliwy. Lub... *Nieśmiertelny.* pomyślał Iskar skupiając się na aurze chłopaka, która z pewnością nie należała do istoty ludzkiej.
Postękał odrobinę gdy został podźwignięty z podłogi i zaprowadzony na kanapę. Nawet się nie stawiał, ba nawet pomógł w przemieszczaniu się. Co jak co, ale na pewno nie chciał być ciągnięty po podłodze jak worek kartofli.
- Możesz... - zaczął mówić, lecz spostrzegł, że jego wybawiciel zniknął. Wrócił jednak po chwili, niosąc ze sobą bandaże i inne środki pierwszej pomocy. Jakaś niewinna dusza pomogłaby mu znacznie bardziej, ale nie narzekał. Zerwał z siebie koszulę, która zmieniła się w strzępy i czekał tylko cierpliwie aż prowizoryczna pielęgniarka usunie szkło i zabandażuje go w niektórych, bardziej poranionych miejscach. Gdy skończył, zauważył, że pominął jeden większy odłamek szkła, tkwiący mu w piersi. Nie myśląc wiele, wyrwał go i wyrzucił przez zmasakrowane okno, zupełnie nie przejmując się tym, że wywołał mały potok krwi z rany. Przycisnął do niej tylko bandaż i czekał aż przestanie cieknąć, a gdy to się stało rozprostował skrzydła na całą ich pokaźną długość, strzelając przy tym kilkoma nastawianymi kośćmi. Poruszał nimi przez chwilę i gdy się upewnił, że wszystko jest już w porządku, złożył je i pozwolił im szybko wrosnąć w ciało. Tak samo stało się ogonem, który dosyć szybko zniknął i z uszami, które przyjęły bardziej ludzki kształt.
- Dzięki za pomoc i przepraszam za okno, zamyśliłem się. - bąknął. Brakowało tylko tego, żeby przyznał się, że przez głupiego gołębia, prawie się cały połamał.
Rzucił kątem oka na wpatrującego się w niego chłopaka a potem na miecz, wciąż wbity w jedną ze ścian i znów na chłopaka. Był jakiś taki...inny.
- Jestem Howard a ty? - zainteresował go ten osobnik, jego spokój w całej tej sytuacji i przy spotkaniu demona był nadzwyczajny, zupełnie jakby był ciekawym świata dzieckiem a na te jednak nie wyglądał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament Taro   

Powrót do góry Go down
 
Apartament Taro
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» {Sun Tower} Apartament Tamira
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]
» Budynek mieszkalny C, 5 piętro, apartament 5-2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    T e r e n y  m i e s z k a l n e :: Apartamentowce-
Skocz do: