IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Cmentarz

Go down 
AutorWiadomość
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Cmentarz   Sob Kwi 11, 2015 6:33 pm

Stary cmentarz to stanowczo nie jest bezpieczne miejsce a szczególnie w nocy. Demony, wampiry i inne istoty czerpiące swą siłę z mroku wręcz uwielbiają tu przebywać. Nikt się tu nie zapuszcza w obawie przez krążącymi po całym jego terenie duszami zmarłych mszczącymi się za krzywdy, jakie wyrządzono im za życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Czw Lip 30, 2015 12:15 am

Wiatr hulał radośnie podnosząc liście i przemieszczając się między nagrobkami. Była noc. Księżyc zasłoniły chmury. Ponura noc. Włosy Sophii zerwały się do góry jakby ożyły własnym życiem jednak ich właścicielka zdawała się tego nie zauważać. Siedziała z kolanami podciągniętymi pod klatkę piersiową. Od pasa w górę naga. Opierała się o stary nagrobek i drżała z zimna. Gorące łzy spływały po jej policzkach. Płakała w ciszy.
Większość osób zwiewałoby z tego miejsca gdzie pieprz rośnie. Ciemność przeraża wielu, ale nie Shathow. Dziewczyna Czuła się w mroku bezpieczna. Wiedziała, ze nikt ją nie widzi. Mogła się wypłakać w spokoju. Drżącymi dłońmi dotknęła ust. Zrobiło jej się ciepło na samą myśl o pocałunki, jednak fala grozy zalała dziewczynę gdy zdała sobie sprawę w jaką kukłę zamieniła chłopaka. Zebrało się jej na wymioty. Jednak się powstrzymała. W zamian przywołała skrzydła i się nimi okryła. Zacisnęła pięści żeby nie wydać z siebie szlochu.
Żeby oderwać myśli od bólu jaki czuła w sercu. dopiero teraz to zauważyła. Na samym koniuszku dwa pióra zabawiły się na czarno. Nie zauważyła tego wcześniej...była pewna, ze całe skrzydła są białe. Bo były.
Do głowy przyszły jej sytuacje, w których kontaktowała się z piekłem. Dwa pióra, dwukrotnie nawiązany kontakt. Chora logika, ale Sophia nauczyła się, ze w tym świecie wiele rzeczy wykracza poza granice rozsądku. Czyżby rozmowy z ojcem zbliżają ją do ostatecznego upadku? A jeżeli to prawda? Oznaczałoby, że jej ojciec jest podstępną świnią.
Przygryzła wargę i wyjęła tessen. Była wściekła i zaczęła kreślić krwawe kreski na całym przedramieniu. Za każdą wściekłość ustępowała miejscu błogiej pustce. Zamknęła na chwile oczy i wsłuchiwała się jak krew kapie na ziemię. Odchyliła głowę do tyłu i przygryzła wargę.
-Niech cię szlag Ojce-
Krzyknęła w ciemność. Noc pochłonęła jej słowa zostawiając je bez rozgłosu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Sie 02, 2015 10:25 pm

Te słowa jak i wszelkie ślady obecności pochwyciła jedyna istota towarzysząca dziewczynie, mianowicie cały sprawca bólu Czarnowłosej. Stał jakieś dziesięć metrów od biednej, nagiej, jedynie okrytej zhańbionymi czernią białymi skrzydłami Shathow i wpatrywał się tępo w kulącą się sylwetkę. Ona zrozpaczona, a on bez wyrzutów sumienia stojący w obronie swojej Pani. Kukła mogłaby tak stać w nieskończoność, gdyby nie cięcie się tessenem przez Władczynię. Na nowo krew zwabiła szemrane towarzystwo. Zaraz zamiast dłoni pojawiły się ostrza i rozprawiły się z pierwszą falą śmiałków. Był w tym bardzo sprawny - dzięki posoce swojej Przywódczyni odblokował niesamowitą moc. Cóż z tego, skoro zatracił przy tym swoją osobowość? Stał się narzędziem, bardzo niebezpiecznym, skoro - tak jak mówił zresztą chłopak będąc świadomym słów - niszczył Królestwo Cieni. Jak pasożyt. Ale tym razem dlatego, iż priorytet to chronić Dwukolorowooką.
Pojawiła się druga fala, trzecia, czwarta krwiożerczych cieni. Wszystkie zdejmował z mistrzowską precyzją, aż nagle zatrzymał się w miejscu i rozejrzał się. Już nikogo nie było, oprócz dziewczyny, którą bronił. Tylko tym razem... dało się usłyszeć jego oddech. Moc, jaką pozyskał od kropel krwi Shathow, przestała krążyć w jego ciele. Opustoszyła także jego wnętrze, lecz nie na tyle, by zapomnieć. Zapomnieć o tym, co zrobił dziewczynie. Wszystkie obrazy, jakie zarejestrował jako bezduszna maszyna ciemności, nabrały negatywnych emocji. Nogi zrobiły mu się miękkie i musiał usiąść. Było mu słabo, nie z powodu utraconej siły, lecz z tego powodu co zrobił przyjaciółce. W jej oczach stał się tym, kogo obawiał się kiedykolwiek ukazywać. Na jej oczach zabiła jej sługi Cienie, a co gorsza - przekroczył granice cielesności wobec niej. Skrzywdził fizycznie, lecz i psychicznie. Nie mógł jej spojrzeć w oczy po tym wszystkim, chociaż chciał ją pocieszyć. Jakkolwiek przynieść jej ulgę, zadośćuczynić, tylko jak? Jak jeszcze na swych rękach miał świeże skrawki sługów? Jak śmierdziało od niego mordem? Jak po tym wszystkim miał czelność przebywać dziesięć metrów od niej? Nawet myśleć o tym, by jej pomóc?
Młodzieniec oddychał coraz bardziej gorączkowo, lecz skupił się na moment, i obok dziewczyny pojawiły się czarne ubrania i bandaże. Nie miał odwagi sam założyć ich przyjaciółce, ani spojrzeć w jej oczy. To nie jej wina, że zachciało mu się degustować krwi, od której oszalał. Ma prawo go wykreślić z życiorysu. Ma prawo go wyrzucić precz na skraj swojego Królestwa. Ale nie zmieni jednego - będzie jego przyjaciółką, którą będzie chronić, nawet nie widząc jej naocznie. Zbyt wiele dla niego znaczyła, nawet jeśli okazał się dla niej niemal zabójczym przyjacielem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Sie 11, 2015 5:05 pm

Nienawiść i pustka. Oto jak czuła się Shophia. Powitała cienie gdy zbliżyły się do niej jak małe szczeniaczki do matki. Jednak nie było jej dane cieszyć się nimi długo bo to Amico rozproszył je jak pył. Nie ruszała się gdy jej słudzy wili się i wrzeszczeli. Nie pomagała im. Dobrze wiedziała, że to nic nie da. Jej krew dalej ciekła na ziemię i dziewczyna skupiła się na tym dźwięku odsuwając od siebie wszystko inne.
W końcu ponownie zapanowała cisza. Słyszała tylko swój urywany oddech i mocniej otuliła się skrzydłami. Nie chciała na niego patrzeć bo wiedziała, że go znienawidzi. Zechce zatopić mu broń w ciele i wyciągnąć ja dopiero wtedy gdy jej ofiara przestanie się ruszać.
Cienie zadrżały niespokojnie czując gniew swojej pani, jednak dziewczyna zmusiła się do stłumienia tego uczucia. Nigdzie jej nie zaprowadzi a może tylko zaszkodzić.
Poczuła jak coś zmaterializowało się koło niej. Spojrzała na cienisty wytwór i skrzywiła się. Szybkim wzrokiem omiotła swoje przedramię i zauważyła, ze już nie krwawi. Wstała i odwróciła się do chłopaka plecami. Przymknęła oczy westchnęła.
-Amiko-senpai...pozwól że pójdę przed siebie. Nie wyrządzę ci krzywdy pod warunkiem, ze nie pójdziesz za mną...jestem wdzięczna za pomoc...ale moja obecność jest dla ciebie...niebezpieczna-
Wypowiedziała wszystko chłodno. Nie odwróciła się nawet w jego stronę. Wzrok utkwiła w drzewach i nagrobkach. Starała się ze wszystkich sił by głos jej nie zadrżał ale nie potrafiła powstrzymać łez. Ona zaproponowała mu krew, ona stworzyła z niego lalkę oraz ona naraziła go na gniew ojca.
Przysięgła, ze przez chwilę słyszała śmiech króla piekieł. Odpowiedziałaby na nie prychnięciem gdyby nie to, ze był wytworem jej wyobraźni. Zacisnęła pięści i przygryzła wargę. Dobrze wiedziała, ze chłopak miał teraz pełen wgląd na jej blizny na plecach. Tak bardzo chciała być ta dobrą, pomagać i zapomnieć, ze niegdyś była królową Piekła. Bezwzględna i okrutna. Tego nie da się zapomnieć ani wymazać.
-Idź już...IDŹ-
Ostatnie słowo wypowiedziała krzykiem. Była wściekła, ale na siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Sob Sie 15, 2015 12:20 pm

Jej słowa, chociaż na początku skierowane do chłopaka w bardzo oficjalnym tonie (jakby był wyżej od niej rangą, a tak nie jest), bardzo zasmuciły anorektyka. Młodzieniec otworzył szerzej oczy i zamarł w nim dech. Chłód, wyniosłość dziewczyny tak bardzo do niej nie pasowały, że naprawdę się przestraszył. Fakt miała wszelkie prawo być na niego wściekła, lecz do ostatniej chwili miał nadzieję, że jakimś cudem zechce go przy sobie, nawet jako podnóżek. A ona chciała się go pozbyć. Twierdziła, iż to dla jego dobra, by nie był narażany na niebezpieczeństwo, jednak to musiała być tylko półprawda. Zmroziło go z dołu do góry, a ciało drżało jak osika na wietrze. Za bardzo związał się z Czarnowłosą niewiastą, by rozłąka obeszła się bez echa. Jeszcze jak tak na niego krzyknęła... musiała wyczerpać nie tylko siły, lecz i cierpliwość do jego nieustannych kłopotach, jakie ściągał. Oboje przyciągali problemy jak magnes, a to tylko dlatego, że strasznie się polubili.
Chociaż Amiko bardziej lubił Shathow niż ona jego. Jak się okazywało - był niczym pijawka u nogi.
Po tych słowach miał naprawdę wielki mętlik w głowie zmieszany z pustką. Dokąd miał odejść, jak przy niej był kimś? Jak miał ją zostawić, kiedy nie mógł znieść jej bólu? Nie może to tak się skończyć, nie może! Zacisnął dłonie w pięści - jak to będzie konieczne, wedrze się do Królestwa Cieni i pokona Króla, by nie mógł się pastwić nad swoją córką. Zrobi wszystko, by uwolnić Shathow od cierpienia!
Póki co stał na baczność za plecami dziewczyny, jakieś dwa metry od niej. Tkwił tak, jakby już od dłuższego czasu był tuż obok. Zmrużony wzrok skierował subtelnie na jej ledwo co zaschnięte rany i skrzywił się lekko. Gdyby nie nieświadoma propozycja Shathow, nie musiałaby cierpieć, ochroniłby ją przed światłem w kamienicy, i na pewno nie byłaby naga na cmentarzu z bólem na ciele i w sercu. Jej łzy były świadectwem, że to co mówiła była prawdą. Jej drobne ciało po maleńkiej dawce słońca dematerializowało się w cień, przy tym cierpiąc katusze. Blizny na plecach i ciele świadczyły o wielokrotnych nawrotach bólu i łez.
Nie może jej zostawić na pastwę losu i kaprysu jej Ojca. Pamiętał jej lęk przed Ciemnością, pamiętał jej słowa o tym, że nie zawsze wiedziała kim jest. Musi jej pomóc w odnalezieniu się w swoim własnym Królestwie, by mogła normalnie żyć. Bez obciążeń. I chociaż obecność młodzieńca mogła być dla niej ciężarem - będzie się starać jak może nie przysparzać jej kłopotów z jego winy, a także chronić ją przed zagrożeniem. Będzie jej Stróżem, tak jak i ona była dla niego.
-Shathow... proszę... -zadrżał mu głos, naprawdę nie chciał rozstawać się z przyjaciółką- ...chcę być przy Tobie... na dobre i na złe... nie odsyłaj mnie precz.
Ostrożnie podchodził do swojej Pani i najbliższej mu osoby z wyciągniętą ręką ku niej. Delikatnie położył dłoń na jej gołym ramieniu i kucnął przy niej najciszej jak potrafił. Chciał jej dodać otuchy, jednocześnie pokazać, iż szczerze pragnął zostać u jej boku. Co tam niebezpieczeństwa, jeśli muszą być, to trudno, byleby nie narażać swojej siostrzanej duszy na cierpienie. Ostrożnie oparł jej porcelanowe ciałko o swój tors, który poruszał się nie tylko od wdechów, ale także od bijącego serca. Bijącego dla niej i dzięki niej.
-Gomenasai, Shathow-chan.
Wyszeptał cicho do jej uszka i przygryzł język ciesząc się tą drobną chwilą, kiedy mógł stać się dla niej oparciem dla oszpeconych bliznami pleców swojej przyjaciółki. Zmrużył oczy i nasłuchiwał jej serduszka. Piękny dźwięk, piękniej brzmi u kogoś innego niż swoje, zwłaszcza u kogoś, w kim widzi się swoją Pocieszycielkę, Dobrotliwą Duszę, Uroczą Damę, Diabelnego Aniołka. A Shathow była ucieleśnieniem wszystkiego dobrego, nawet jeśli ich relacje starał się burzyć Mrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Sie 16, 2015 10:09 pm

Nie obwiniała jego a siebie. Uważała się za najgorszego śmiecia i samolubną żmije, która tylko czeka by wyrządzić krzywdę tym, którzy są dla niej najbliżsi. Co miała mu powiedzieć? Przeprosić? Za to, ze pozbawiła go woli i zmusiła do robienia rzeczy, których nie chciał robić. Które skrzywdziły ich oboje. Pierwszy raz ucieszyła się, ze poczuła ból przemiany. Zasługiwała na to, nawet jeżeli Amiko tego nie widział. Uzależniła go od siebie. Robiło jej się niedobrze jak tak na siebie patrzyła. Na potwora jakim jest. On został stworzony wbrew swojej woli, nie wpływał na to. Ona się taka urodziła, jako twór doskonały, piękny i mądry. Mogła władać magią żywiołów, rozmawiać z Matką. Potrafiła być bardziej ludzka niż teraz.
Łzy płynęły ciurkiem. Kłamała. Oczywiście, ze kłamała. Chciała go mieć obok, pierwsza życzliwa osoba w jej życiu. Gdy wszystko co znała okazało się kłamstwem bała się, ze stanie się potworem a on wyciągnął do niej dłoń. Pozwolił się sobą zaopiekować a ona namieszała.
Postanowiła nie pękać, ale swoimi słowami w ogóle jej nie pomagał. Wzdrygnęła się czując jego dłoń na ramieniu.
Krzyknęła by poszedł, ale wydawał się tego nie słyszeć. Przyciągnął ja do siebie a ona nie miała wystarczająco siły woli by się wyrwać. Zrobiła się czerwona i okryła się skrzydłami. Gdy był tak blisko mógł zobaczyć jej łzy.
-I ty mnie jeszcze przepraszasz...po tym wszystkim...co...co ci zrobiłam?-
Pierwsze słowa brzmiały jak zarzut skierowany w stronę. Dopiero później jej słowa okazały się przeprosinami, żałowała swoich czynów bardziej niż kiedykolwiek. Czasu nie cofnie, zacząć od nowa tez nie może. Przymknęła oczy nie wiedzieć co powiedzieć.
Oddychał, jego serce biło. Żył i był jej przyjaciel pomimo wszystko. Westchnęła ciężko i odsunęła się od niego. Odwołała skrzydła i użyła bandaży jako prowizorycznej koszulki. Nagle jakiś dźwięk zwrócił jej uwagę. Wyprostowała się i chwyciła tessen w dłoń. Nie musiała długo czekać by nieproszeni goście pojawili się w jej polu widzenia.
Stado wygłodniałych wampirów. Nie podobało się to dziewczynie ani trochę. Byli osaczeni i niekoniecznie jak uciec. Przywołałaby skrzydła i odleciałaby gdyby to nie to, ze jest tu jeszcze Amiko. Pijawki wyczuły jej krew.
-Po połowie...-
Zdążyła tylko powiedzieć i stado wampirów rzuciło się na parę. Wybrali złą ofiarę. Shathow umiała się bronić. Pierwszym przeciwnikiem była kobieta. Wyglądała na trzydzieści lat. Wyskoczyła prosto na dziewczynę odbierając jej na chwilę oddech. Sophia złapała tessen i uderzyła ją w skroń. Na tyle mocno by jej uchwyt zelżał a dziewczyna zdołała się oswobodzić i stanąć na nogi. Nie słyszała pozostałych członków stada jednak wiedziała, że są coraz bliżej. Jednak nie mogła się odwrócić od tej kobiety bo była pewna, że ta złapałaby ją w sekundę.
ścisnęła tessen mocnej w dłoni. I skoczyła w stronę wroga. Wampirzyca odskoczyła jednak Shathow zdołała drasnąć jej skórę poświęconym metalem. Potwór ryknął i powalił dziewczynę na ziemię. Jednak jak tym razem jak wampir skoczył na nią to ustawiła ona wachlarz tak, że kobieta sama się na niego nadziała. Sophia uśmiechnęła się podle i zrzuciła rannego, ale wciąż żywego potwora z siebie i przyjęła kolejny atak. Może i nie była w pełni sił, ale wściekłość robiła swoje, była najlepszym narzędziem do walki. Zanurzyła broń w ciele kolejnego przeciwnika. Trysnęła krew i poplamiła ona bladą skórę dziewczyny. Dziki i rozszalały uśmiech nie schodził z jej twarzy gdy tańczyła między wrogami. Może i potrafiła być miła i słodka jednak siła jaką dysponowała nie mogła przecież być wiecznie ukryta. Huk ciał i syki jej ofiar układały mroczną melodię. Jednak czy Amiko równie dobrze sobie poradzi? Sophia martwiła się o niego. W razie czego przesunie góry by przyjaciel był bezpieczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Cmentarz   

Powrót do góry Go down
 
Cmentarz
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» cmentarz wagańkowski
» Cmentarz (Zniszczony)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    O b r z e ż a  m i a s t a-
Skocz do: