IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Opuszczone domostwo

Go down 
AutorWiadomość
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Opuszczone domostwo    Sob Kwi 11, 2015 6:32 pm

Był to mały dom jednorodzinny zbudowany gdzieś na obrzeżach. Kiedyś pewnie mieszkała tu średniozamożna rodzina, która uciekła od miejskiego zgiełku, lecz po śladach można stwierdzić, że doszło do pożaru. Mimo to w domostwie składającym się z pięciu pomieszczeń, ktoś się urządził.
W salonie stała lekko zniszczona kanapa, na tyle sprawna by można było ją rozsunąć, tak iż zmieniała się w łóżko dla dwóch osób. Dodatkowo w rogu stał fotel, a podłoże było wyłożone podniszczoną wykładziną, tak by można było po nim normalnie chodzić nie obawiając się o to, że stanie się na kawałku spalonej deski lub też zdradziecko wystającym gwoździu. Przy bocznej ścianie był mały kominek. Widać było, że ktoś niedawno go używał. Na środku stał mały stolik, widać było, że to samoróbka, gdyż przy mocniejszym uderzeniu w ścianę, sufit, bądź podłoże, chybotał się niebezpiecznie z powodu braku dobrej stabilizacji. Okna były niczym nie przysłonięte, ich liczba to trzy - dwa przy jednej ścianie i jedno przy ścianie, przy której znajdowały się drzwi wejściowe.
Pozostałe pokoje były niezagospodarowane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone domostwo    Czw Maj 21, 2015 5:02 pm

Nie wiedziała ile czasu trwała ucieczka, nie wiedziała też jak daleko i w którą stronę udała się w popłochu. Była jak dziecko we mgle, ale na strusich nogach, gdyż biegła i biegła i, końca gonitwy nie było widać. Rozjaśnione tęczówki nie pomagały ze zlokalizowaniem jakiegoś bezpiecznego, cichego miejsca, gdzie mogłaby sobie wszystko poukładać. To będzie bardzo trudne, zważywszy na to, że przez jedenaście lat spała niczym Śpiąca Królewna. Mimo wszystko spróbuje, i spróbuje dowiedzieć się kim lub czym się stała. Póki co sucha ostoja, reszta przyjdzie z czasem.
Na swojej spontanicznej trasie natknęła się na ruderę stojącą na uboczu, z dala od wszystkiego co mogłoby rozproszyć jej uwagę. Dopiero teraz przystanęła, i o dziwo nie czuła zmęczenia. Niemożliwe... może to tylko sen? Jeden z setek tysięcy, które wyśniła podczas trwania śpiączki? Tylko nie zgadzałyby się bodźce - na odkrytych częściach ciała czuła przeszywający chłód wiatru, a to coś musiało znaczyć, skoro jako chodzący trup nie emanowała żadnym ciepłem. Nie deliberując dłużej przed domostwem, zdecydowała się wejść do środka. Chata niczym z horrorów, lecz przynajmniej mogła podejrzewać, że nikogo nie zastanie. I tu był kolejny błąd, jeden z wielu, które popełni dzisiejszej nocy.
Uchyliła drzwi i z ulgą dostrzegła, że mimo dziurawego dachu, deski nie były zmoczone, i że ogólnie jak na pogorzelisko wszystko trzymało się kupy. Ktoś musiał jeszcze uporządkować to i owo, gdyż nie było zbyt wiele popiołu. Tylko zniszczone meble i zwęglone części konstrukcji mogły świadczyć o tym, co tu się stało. Będąc na parterze nagle usłyszała jakiś podniesiony głos. Odwróciła głowę w stronę, z której według niej dobiegał krzyk, lecz nikogo nie zobaczyła. Nie mogła wiedzieć, że jako Wampirzyca miała bardzo wyostrzone zmysły, tak więc słyszała tak naprawdę rozmowę z pierwszego piętra. Już miała się wycofać, gdy pod jej stopą zaskrzypiała podłoga. I od razu usłyszało to towarzystwo z góry, a na jej głowę runęła siatka i przygniotła do desek. Okropne uczucie, ta siatka musiała być albo posrebrzana, albo lekko skropiona wodą święconą, gdyż ciało bardzo ją swędziało, a jak później dostrzegła - poparzyła ją ów sieć. Skuliła się jak mogła najbardziej, a nad sobą słyszała jeszcze wyraźniej niż przedtem głosy. Mężczyźni tak gadali, jakby krzyczeli do jej ucha, toteż przykryła dłońmi uszy i zamknęła oczy. Była zupełnie zdezorientowana, a jeden z nieznajomych rzucił kilka słów, które obijały się o jej bębenki uszne: "płotka", "bezradna", "czy to na pewno Nieśmiertelny", "test na krzyż". Cokolwiek to miało znaczyć, zaraz ktoś ją uderzył w brzuch i wybałuszyła oczy z bólu. Kopać leżącą, zdezorientowaną dziewczynę? Kim... kim oni są?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone domostwo    Czw Maj 21, 2015 6:21 pm

I tak powoli, Ed dojeżdżał do celu swej podróży, Londynu. Słuchając piątej symfonii swego ulubionego wykonawcy Beethovena, rozmyślał, nie o jakiś poważniejszych sprawach, ale o tym, że obecny rok był dla niego niemalże idealny, prócz jednego przypadku gdy jeden z ludzkich łowców chciał zrobić krzywdę, choć to mało powiedziane, bo chciał ją po prostu zabić, bardzo miłą Czarownicę nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło.
Żadnego szalonego Nieśmiertelnego zabijający ludzi dla czystej rozrywki, żadnego ludzkiego chcący mordować niewinnych Nieśmiertelnych tylko dlatego że są tym, kim są. Po prostu idealny okres, dla niego jako Wartownika. Jednak nagle, coś zmąciło mu umysł i wyrwało go z zadumy, a mianowicie gdy przejeżdżał, niedaleko jakiegoś starego sypiącego się domostwa kontem oka, zauważył jak by ktoś tam wchodził. Zazwyczaj, taki obrazek by go nie zainteresował, bo w końcu możliwe, iż to mógł być jakiś bezdomny, który po prostu poszukiwał jakiegoś noclegu, ale dałby sobie głowę uciąć, że to była kobierca postać. Co prawda próbował odgonić od siebie te myśli, ale jednak nie dało się, coś mu mówiło, że coś jest nie tak i zarazem na rzeczy. Po chwili skręcił kierownicę swej Impali, zjechał na pobocze i zatrzymał się na poboczu wyłączył silnik, po czym odpiął pasy, po czym wysiadł z samochodu. Chciał już ruszyć, ale jednak coś mu mówiło, żeby nie szedł tam nieuzbrojony, szybkim krokiem podszedł do bagażnika, po czym otworzył jego właz, po czym wyciągną rękę ku dobrze zamaskowanemu przyciskowi i nacisną go, wtedy to dno bagażnika, uniosło się ku górze odsłaniając, ukryte drugie dno.
Tam zanodował się jego arsenał, dobre i sprawdzone pistolety MAG-08 oraz Vis wz. 35, a także niezawodna jak dotąd strzelba Winchester 1200, obok strzelby natomiast rozłożony co do centymetra zestaw jego srebrnych noży. Wziął dwa noże i schował je do kieszeni, po czym w chwycił w swe dłonie Winchestera. Strzelba była akurat nabita więc nie musiał marnować czasu na jej ładowanie. Gdy już był gotowy, ruszył szybkim krokiem, który ocierał się niemalże o bieg w stronę owego zrujnowanego domostwa.
Nie trwał o to długo, gdy zjawił się już przy zrujnowanej bramie do posiadłości, spowolnił kroku, i powoli zbliżał się do zabudowania, choć owo domostwo było w nieciekawym stanie to jednak nie było to jakaś sypiąca się rudera, która mogła w każdej chwili zawalić się niczym domostwo z kart. Gdy tylko, doszedł do uchylonych drzwi chciał, już tam wejść nagle zatrzymał się i oparł o ścianę przy drzwiach. Zrobił to tylko dlatego, iż usłyszał jakąś rozmowę.
"płotka", "bezradna", "czy to na pewno Nieśmiertelny", "test na krzyż" od razu uświadomiły mu że jego myśli nie zostały zmącone bez powodu, nie wiedzieć czemu ale zawsze miał przeczucie do takich spraw i tym razem też się nie pomylił. Łowcy. Ludzcy łowcy dopadli, niczym wściekłe psy, swą ofiarę i już szykowali się, by rokoszować się swą zdobyczą. Ale niestety, los tak chciał że znalazł się tam inny drapieżnik chętny na nich samych. Tym drapieżnikiem, był nie kto inny jak Ed. Z głosów mógł wyliczyć, że nie było ich tam więcej niż dwóch, może trzech, zapewne nie będą aż takim problemem na dodatkowo element zaskoczenia, który notabene Edward w obecnej chwili, posiadał mogło, zadecydować o błyskawicznym zwycięstwie.
Wtedy to ED staną równolegle ku drzwiom, kolbę oparł na ramieniu, lewa ręka trzymała "pompkę" do ładowania strzelby, prawa ręka trzymała początek kolby, a wskazujący palec przygotowany już na cynglu oczekiwałby pozwolić mu zgiąć się, by oddać salwę. W myślach liczył.
"Raz, dwa, trzy" i gdy tylko, dobiła liczba trzy, brutalnie kopną drzwi prawą nogą i to z taką siłą, że siła jaką zdał kopa, prawie nie wyrwało owych drzwi z zawiasów, wiedział, że teraz ma tylko sekundy nim łowcy zorientują się, o co chodzi i zaczną działać.
Wtedy to Ed, wycelował lufę Winchestera, którzy zgodnie z jego wyliczeniami było trzech, notabene byli bardzo zdziwieni tym widokiem, zdezorientowani niczym zagubione dzieci. Nacisną cyngiel i po chwili z lufy wyleciał ogień niczym ze smoczego gardzielą, huk natomiast rozbrzmiał s salonie tego domostwa, a sód już wyleciał w kierunku łowców niczym stado rozwścieczonych szerzeni. Pierwszy wystrzał powalił od razu dwóch naraz którzy znajdowali się idealnie na linii strzału, trzeci już próbował wycelować swoją broń w stronę Wartownika, jednak Ed nie miał zamiaru dać mu tej okazji do wystrzału, szybkim ruchem lewej ręki przy pomocy pompki swe strzelby przygotował kolejny strzał, i najszybciej jak tylko, umiał ,skierował lufę ku trzeciemu, musiał się spieszyć, gdyż łowca już był przy niebezpiecznej pozycji mówiącej o gotowości do wystrzału i gdy tylko Ed był gotów do oddania kolejnej salwy, zrobił to nim jego przeciwnik, poczęstuje go ołowiem ze swej spluwy. Ponowie z lufy wydobył się dym, a drugi huk rozbrzmiał po pomieszczeniu, a śrut idealnie trafił celu. Trzeci padł martwy, dwóch pozostałych wiło się w jękach boleści i powolnej agonii.
Wtedy Ed wystrzelił, po raz trzeci ku dogorywającej dójce kończąc, ich cierpienie.
Gdy wreszcie łowcy już stygli, szybko podszedł do tej leżącej na podłodze i spętanej srebrną siecią dziewczyny. Nie wiedział, czy na pewno jest to Nieśmiertelna, ale mimo wszystko zdjął z niej tę sieć i to jak najszybciej, przy okazji mówiąc do niej spokojnym głosem.
- Już wszystko w porządku, nie bój się. - po czym dodał, gdy tylko odrzucił sieć na bok. - Jesteś, już bezpieczna.
Dodał, po czym pomógł dziewczynie wstać z tej podłogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone domostwo    Czw Maj 21, 2015 7:04 pm

Dlaczego, dlaczego to zrobili? Pastwili się nad nią kolejnymi kopniakami i śmiechem, aż nie przybyło niespodziewane wsparcie.
Jak zobaczyła zlęknionym wzrokiem kolejnego, niezidentyfikowanego osobnika z mnóstwem broni wszelakiego rodzaju, już nawet zaczęła sobie wmawiać, że przecież to musi być sen. Kto taki paraduje po ulicach i mści się za dopuszczenie się krzywdy na niewinnej osobie? Lecz szybko zdała sobie sprawę, że to wszystko dzieje się naprawdę. Że na jej oczach padł jeden, drugi i trzeci oprawca. W ułamku sekund jeden mężczyzna rozłożył na łopatki zaskoczonych oprawców Zielonowłosej. Ścięci jak kosą już nie mieli okazji do rewanżu.
Na domiar wszystkiego, nieznajomy zbliżył się do niej i pozbył się z jej ciała ogromnego ciężaru i źródła cierpienia przypisane Wampirom - sieci ze srebra. W pierwszej chwili zamknęła oczy myśląc, że i ją zabije na kilka sekund, jednak myliła się. Głos zupełnie nie pasował do scenerii, jaka panowała przed momentem. Spokój, opanowanie, zimna krew. Słowa też dodały otuchy, lecz nie mogła od razu poczuć się bezpiecznie. Nie po czymś takim, była świadkiem mordu. I to z jej powodu. Po co tak się narażał...?
-K..khy...
Jęknęła tylko cicho, bała się poniekąd pomocy od kolejnego nieznajomego. W dodatku dawał o sobie znać ból różnego pochodzenia. Wypaliły się na jej skórze wzorki podobne do oczek posrebrzanej sieci, w dodatku tamten cios z buta był prawie pozbawiający przytomności. Prawie, gdyż mogła przy pomocy jegomościa z całym arsenałem broni powoli wstać na chwiejnych, w miarę prostych nogach. Była osłabiona, za chwilę poczuł na sobie Czarnowłosy ciężar dziewczyny, która uczepiła się jego ramienia i ze spuszczoną głową próbowała uspokoić się, a także przestawać się bać zgodnie z poleceniem mężczyzny. Starania były próżne, a to z powodu masakry na Łowcach z niejednej lufy nieznajomego. Krew... mnóstwo krwi... Zielonowłosa tak jakby oponowała nad swoimi żądzami, lecz bardzo krótko. Instynkt przemówił do rozumu i kazał jego właścicielce pożywić się trupami, w szczególności tych najbardziej świeżych, dobitych przez Rewolwerowca, nieboszczyków.
Z odgłosem przypominającym zachłyśnięcie się powietrzem po długim bezdechu rzuciła się na pierwszego, skrajnego Łowcę. Jej sylwetka wydawała się być zdziczała, lekko zgarbiona, bardzo szybka w ruchach, bo wystarczył jeden skok, by dopaść krwawiącą ranę i wbić mocno kły, żeby nie zmarnować posiłku. Wyglądała tak, jakby nie jadła od stuleci, łapczywie, bez delektowania się, wręcz bestialsko. Zupełnie zatracona w posoce nie kontaktowała ze światem rzeczywistym, tylko piła, i piła, i sytości jeszcze nie było. Gdy "wysuszyła" pierwszą ofiarę, doskoczyła do kolejnej, tak samo prędko i do dna wyczyszczając z krwi dawnego jej oprawcę. Nawet trzeciego nie oszczędziła - piła z niego równie zawzięcie co z dwóch poprzednich. Cokolwiek jej mówił w czasie konsumpcji nieznajomy bohater - bohater, bo ją uratował i nieświadomie dał pokarm - nie docierało do niej. Dyszała przy pożeraniu krwi jak po przebiegnięciu maratonu, ale jadła łapczywie do końca. Dopiero jak w powietrzu nie unosił się aromat posoki, zamglone niehamowaną rządzą krwi oczy nabrały wyrazu strachu, nawet kły odrobinkę zmniejszyły się. N-nie pamiętała nic z tego, co przed chwilą zaszło, tylko z rosnącymi łzami w oczach nie mogła oderwać wzroku od "suchych skorup". Aż odsuwała się od pobojowiska autorstwa Eda i dobitki przypisanej Voi. Plecy natknęły się na przeszkodę, wtedy też zorientowała się, że mężczyzna nadal tu jest. Nie wiedziała co to za typ, chociaż powinna mu podziękować, lecz czy aby nie za wcześnie? A co, jeśli i on chciał ją skrzywdzić? Albo... albo coś gorszego... nie była uświadomiona w wielu sprawach, lecz wiedziała, że w życiu nic nie przychodzi za darmo. Może już nigdy nie spłacić długu i być szantażowana, lub coś innego. Musiała zachować ostrożność, jednak to trudne, gdy dopiero co dała popis bycia damą w opałach.
-K-kim... k-kim jesteś?
Wydukała Zielonowłosa dystansując się o dwa metry od tajemniczego jegomościa. Ten gość miał wciąż przy sobie broń, lecz zawsze mógł ją zabić, zwłaszcza w tym wyrwanym z kontekstu czasie, którego nie mogła przypomnieć sobie co robiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone domostwo    Czw Maj 21, 2015 8:42 pm

Ed-a, nie zdziwiło to gdy zobaczył, co przed chwilą zrobiła, ta na pozór młoda osoba z ciałami Łowców, to tylko dowodziło, że jednak nie mylił się, to była Nieśmiertelna. Na dodatek wampirzyca, Ed spuścił wzrok, nie patrząc na posilająca się Nieśmiertelną, w końcu widział, że oprawcy doprowadzili ją do takiego stanu, że musi ona po prostu to zrobić, inaczej groziło by jej nic innego ja śmierć lub utrata przytomności, choć gdyby wydarzyło, się by to drugie sam by wziął, ją na ręce i położył obok truchła, nie po to nie pozwolił, na to, aby te sadystyczne sukinsyny ją zatłukły. Gdy, tylko wampirzyca zaspokoiła swoje pragnienie, i zadała Ed-owi to jakże już dla niego standardowe pytanie, ten tylko spojrzał się na nią, a dokładniej na jej twarz, i delikatnie się uśmiechną, nie miał jej za złe, wielu Nieśmiertelnych, których przez te dwanaście lat, uratował też, odpowiadało strachem, nawet wampiry, mimo iż był człowiekiem to zawsze bali się go, ale on już przywykł do tego, po chwili odparł.
- Przyjacielem. - jego głos wydawał się bezosobowy, taki spokojny, jak by bez emocji. Tylko delikatny uśmiech, nie znikał z jego twarzy.
- Ci, Nieśmiertelni, ponieważ wiem o tym, że wy istniejecie, których, kiedyś ocaliłem. Mówią na mnie Wartownik, a me prawdziwe imię to po prostu Edward. - dodał ponownie tym swoim głosem nadal pozbawionych jakichkolwiek emocji. Wtedy dodał.
- Nie musisz się mnie bać, nic ci nie zrobię. Nie po to zabiłem tych łowców, by ci wyrządzić krzywdę. Po prostu nie, lubię jak trzech napada, na jedną. - po chwili, i to była prawda i chociaż była wampirzycą, członkinią rasy, przez którą Edward, stracił wszystkich i wszystkich co kochał i by mu najdroższe. I choć Ed, nienawidziła całym sercem tej jak dla niego najpodlejszej rasy. Ale w twarzy owej wampirzycy, było coś, co jakoś nie pozwalało Ed-owi wykrzesawszy choć krzty, nienawiści. Może współczucie po tym, jak została prawie skatowana na śmierć i widać na jej twarzy sińce i skrzepłą już krew, też ta jej niepewność, choć mogła by on jego rozszarpać na strzępy, oraz strach. Nie wiedzie, dlaczego był on dla Ed-a uroczy. A może bo, po prost miał słabość do ładnych buzi. Nie wiedział tego.
- A, jak tobie na imię? - dodał, ponownie ale tym razem w jego głosie, można było można wyczuć, troskę i miły sympatyczny ton.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone domostwo    Czw Maj 21, 2015 9:30 pm

Określił siebie jako przyjaciela, chociaż nie znali się za dobrze. Jego intencje wydawały się być szczere, jednak już popełniła kilka głupstw tej nocy. Tylko gdyby nie one, nie miałaby okazji spotkać Wartownika. Bardzo honorowego, zarazem dość brutalnego w działaniach. Może był zdeterminowany i musiał tak zrobić, by działać szybko? Zupełnie przeoczyła w pamięci fakt, że "wypiła" oprawców, więc nie znała przyczyn wysuszonych ciał obok. A że była czasem naiwna - nie pomyślała o sobie. Przecież z jakiegoś powodu wybiegła ze szpitala. Przecież wyglądała przez chwilę jak facet, i miała nawet jego głos. Brr... to za wiele jak dla niej.
Dopiero obudziła się do życia.
Bardziej zaciekawiło ją jego imię. Było dostojne, nietypowe, i pasujące do niego jak ulał. I do jego szczerego, subtelnego uśmiechu.
-Edward...
Powtórzyła na głos, by łatwiej zapamiętać. Gdyby znała jego myśli, nie podejrzewałaby go o takie poświęcenie. Faktycznie, to musiała być dla niego wielka ironia ratując osobniczkę ze znienawidzonej rasy. To tylko dowodziło, że nie patrzył na to jaką prezentuje rasę, tylko... tylko... na co? Naprawdę miała sieczkę zamiast mózgu, nie była zdolna do aż takich głębokich analiz. Wiedziała tyle, że mężczyzna nie musiał, a zainterweniował. Może i był Wartownikiem, lecz ile osób rozdzielało tą funkcję między pracą a życiem prywatnym. Miała ogromne szczęście, iż trafiła na osobę kompetentną, chociaż chyba nie takiego przymiotnika powinna użyć wobec pozabijanych Łowców. Prędzej profesjonalistą w swoim fachu. Taki super bohater, o.
W ogóle jak na super bohatera to wygląd i usposobienie pasował do niego idealnie. I to, że był bardzo miły wobec kogoś, kto sam nie wie kim jest. Poszczególne słowa zdradzały jego troskę wobec nieświadomej niczego nastolatki. Nawet chciał znać imię ocalonej, niczym Peter Parker o Mary Jane. Uhum, trzeba mocno wysilić się na przypomnienie. Spuściła połowicznie powieki z długimi rzęsami i przybrała marsową minę intensywnie przeszukując danych o samej sobie. Dość niepewnie rzekła w stronę Czarnowłosego:
-Eryk... a-albo Voi... nie wiem, które imię jest moje.
Skrępowała się jeszcze bardziej i poprawiła jedną ręką kaptur, by naciągnąć go mocniej na grzywkę. Mimo wszystko dało się zauważyć, że rany zabliźniły się już zupełnie, taka potrójna dawka posoki wzmocniła regenerację młodej Wampirzycy. Co do takiego, a nie innego przedstawienia się - pochłonęła część wspomnień jej byłego już przyjaciela, toteż i część jego pamięci. Ogólnie to lepiej nie próbować wnikać co teraz dzieje się w Zielonowłosej główce dziewczyny, ponieważ można samemu oszaleć.
A propo, ktoś też miał nieco nie po kolei w głowie. Zabijać tak innych i to jedno określenie dobitnie podkreślone przez Edwarda przykuło jej uwagę.
-Powiedziałeś: "Nieśmiertelni". Kto to są dokładnie? Jacyś ludzie z mocami? Coś jak... jak X-Men'i, Batman czy Superman?
Ta wypowiedź mogła sugerować, iż albo dziewczyna bardzo głęboko siedziała w kreskówkach, albo to były jej jedne z niewielu wspomnień z dzieciństwa. Na inne nie miała jak zasłużyć nie będąc w stanie podczas śpiączki żyć naprawdę. Przyglądała się Edwardowi z palcem na policzku i stukała nim po rumieńcu jakby sama próbując znaleźć prawdziwe rozwiązanie. Nawet dodała odrobinkę później:
-Wartownik też brzmi tak... bajecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone domostwo    Pią Maj 22, 2015 5:47 pm

Ed wpatrywał, się w młodą wampirzyce nadal posiadając, swój drobny uśmiech zarysowany na twarzy, oczekując na odpowiedź bądź reakcję nowo co poznanej Nieśmiertelnej. Wtedy to, nieznajoma wypowiedziała jego imię, zdawało się, że powtórzyła je, by zapamiętać. To nie było dla niego żadnym zaskoczeniem, a po za tym widać, że chyba jeszcze nie oswoiła się z ową stacją, nadal będąc w szoku i nie dziwota, po takim "przedstawieniu" Ed też by był w takim stanie jak on, adrenalina, strach, niepewność, razem połączone te elementy dają często niespodziewane efekty.
Wtedy to nieznajoma przedstawiła się i Edward od razu wiedział, czyje z dwóch imion należało, do wampirzycy Eryk to męskie imię wcięć odpadało w przedbiegach, choć też nigdy nie słyszał aby ktoś kiedykolwiek się nazywał. Voi.
- Eryk, na pewno odpada. Gdyż chłopcem nie jesteś, więc zwiesz się Voi. Voi. Nigdy nie słyszałem takiego imienia, ale nie powiem ładnie ono brzmi. - odparł, nadal mając ten sympatyczny ton w głosie, ale jednak po chwili uśmiech znikł z ust Ed-a powoli zastępowany przez zdziwienie. Pytanie, jakie zadała mu, Voi było niczym uderzeniem w ścianę, dosłownie dopadły wartownika jedynie cztery rzeczy. Mur, beton, głaz, bezruch. Aż w pewnym momencie miał wrażenie, że za chwile z jakiejś pomieszczenia wyskoczy jakiś kretyn z kamerą, a po chwili sam Szymon Majewski z okrzykiem "Mamy cię!" też by go to nie zdziwiło, wedle plotek jakie słyszał, pan Majewski ponoć był, Wtajemniczony, ale czy takowa plotka jest, prawdą to szczerze nie, wiedział.
Jedynie co Ed, starał się poukładać tę niezwykłą sytuację, ponieważ była niezwykła, wampirzyca która nie wiedziała, kim są, Nieśmiertelni? To było całkowicie niezwykłe dla Ed-a, wpierw myślał, że ona chyba jest szalona, potem że może po prostu za bardzo dostała w głowę i częściowa amnezja zadomowiła się jej pamięci, ale po chwili do głowy przyszła mu całkiem inna myśl. Wtedy to ponownie na jego ustach zakreślił się delikatny uśmiech.
- Niemożliwe. - odparł wtedy do siebie w polskim, ojczystym języku. Teraz wszystko zaczęło mu się układać idealnie, niemalże już widział cały obrazek, który przedstawiał zdarzenia, jakie doprowadziły do tego momentu. - Ty, zostałaś dopiero przemieniona. Ty musiałaś być dopiero co niedawno przemieniona. - dodał tym razem w angielskim i to by nawet pasowało, niewiedza, niepewność, zakłopotanie. Ona po prostu nie miała pojęcia o "Innym Świecie" i nie miała, pojęcia czym sama się stała, a z tego, co kiedyś opowiadała mu też jedna zaprzyjaźniona wampirzyca, przemienieni rzadko pamiętają to, co wydarzyło się przed ich przemianą. Też Edward zrozumiał że, chyba przypadnie mu zaszczy wtajemniczenia Voi w całą tę sprawę. Chyba nic innego mu nie pozostało.
- Widzisz, Voi, Nieśmiertelnik to nie są X-Men-ami lub innymi komiksowymi bohaterami. Nieśmiertelni to istoty magiczne, takie jak z pewnego serialu pod tytułem Supernatural, słyszałaś może o nim kiedyś? To takie istoty jak wampiry, wilkołaki, wróżki, elfy, syreny, anioły, demony. Ty jesteś jedną z nich, a dokładniej wampirzycą. Co świadczą o tym te wysuszone do cna korpusy, które tu przed chwilą posłałem do piekła. Ale nimi, nie musisz się przejmować i czuć się winna z tego powodu. - mówił, dalej przy okazji wkładając, lewą rękę do kieszeni spodni i po chwili wyciągną paczkę papierosów, zębami chwycił jednego fajka i wyciągną, z paczki a po chwili wygodnie usadowił, go w ustach, wtedy to ponownie włożył, rękę do tej samej kieszeni odkładając paczkę, a wyciągając zapalniczkę. Odpalił papierosa. I gdy tylko schował zapalniczkę, chwycił papierosa między palec wskazujący, a środkowy. Zaciągną się, po czym wyciągną fajka z ust i wydech dym. - Te bydlaki doprowadzili cię do sytuacji, w której musiałaś się pożywić, inaczej by czekał cię nieciekawy los, ale jak widać, piętnaście litrów krwi postawiły, cię na nogi, twoja twarzyczka ponownie jest ładna i bez najmniejszej ranki. - dodał, wpatrując się w jej ładną buzię, którą starała się skryć pod kapturem. - Wiem, że to co mówię wydaje, się dla ciebie, a nawet jest dla ciebie nierealne niczym z kreskówki lub zwariowanego snu. Ale uwierz mi, to co wydawać ci się mogło legendą, jest najszczerszą prawdą, te magiczne istoty Zwane Nieśmiertelnymi istnieją naprawdę. Zresztą ty sama ową prawdą jesteś. A co do tej moje durne nazwy. Tak wiem brzmi jak jakaś ksywa dla idioty, ale przynajmniej mogę się usprawiedliwić tym, że sam jej sobie nie nadałem. - odrzekł z lekka zaśmiawszy, się z siebie i zarazem do Voi, bo to była całkowita bujda, z tym że on sam sobie nie nadał tego pseudonimu, a owszem on sam wymyślił go z pełną, premedytacją, ale Ed miał wtedy z piętnaście lat, a chciał jakoś odgrodzić się od tych bydlaków, do których należał kiedyś, po chwili ponownie zaciągną się papierosem. - Ty mieszka w tej ruderze? Czy ukrywałaś się przed tym sukinsynami? - dodał, wskazując swą flintą na wysuszone zwłoki Łowców. - Chociaż, nie powinienem ci zadawać tych pytań, bo zdaje mi się, że niewiele pamiętasz z tego, co mogło się z tobą dziać przez te kilka ostatnich chwil. Zgadza się? - odrzekł, po czym ponownie zaciągana się papierosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone domostwo    Pią Maj 22, 2015 6:58 pm

Jak Edward zaczął opowiadać o tym, kim są Nieśmiertelni, i to, że była jedną z nich... aż ugięły się jej nogi w kolanach i przysiadła na poniszczonych deskach. Przytłoczyły ją te informacje, lecz słuchała najuważniej jak umiała. Nie mogła uronić ani jednego słowa, gdyż wiedziała, iż są to cenne wiadomości do przyswojenia. Gorzej, że poznała prawdę na temat wysuszonych ciał, na co zamarła w bezruchu. Piętnaście litrów krwi?! Jakim cudem?! Komentarz o jej urodzie dobił ją na tyle, że nie miała odwagi powiedzieć nic na głos. W pierwszej zakryła palcami swoje usta, ale jeden z palców nieumyślnie dotknął ostrego kła i zaraz spuściła dłonie na kolana ściskając nimi jeden z kosmyków Zielonych włosów Voi. Potem miała chęci na płacz, jednak nie wybuchnęła nim, tak jakby łzy zakrystalizowały się w jej duszy i nie chciały wychodzić na zewnątrz. Też ogarnęła ją okrutna myśl o tym, by poszukać jeszcze więcej krwi (no co, przecież taka była smaczna...), lecz tylko ciężko westchnęła. Przynajmniej na jeden malutki moment Edward rozluźnił atmosferę skupiając uwagę na siebie. Ściślej opowiadał o swoim zawodzie i skąd wzięła się nazwa "Wartownik". Tłumaczył się grubo, chociaż nie musiał. Najwyraźniej naprawdę nie miał pretensji do dziewczyny za to, do czego dopuściła się po jego strzelaninie. I wciąż gościł ten miły, niesztuczny uśmiech towarzyszący łagodnemu spojrzeniu. Kiedy starszy od niej o dziesięć lat kolega wyciągał peta z pudełka, odezwała się cichutko, jakby chcąc zadośćuczynić za nazwaniem jego zajęcia "bajecznym".
-Wartownik pasuje... do Twojej "pracy".
Podniosła w końcu czerwone tęczówki na niego i delikatnie uśmiechnęła się. Przyszło jej to z trudem, lecz jak Edward już od kilkunastu minut nie rezygnował z tej mimiki, musiało coś być na rzeczy. Nie chciała być gorsza, chociaż czuła się tak poniekąd za swój stan, za to jak bardzo jest niedoinformowana, i za swoją nieporadność. Powiodła oczyma za flintą Eda na trupy, wzdrygnęła się ich po raz kolejny. Skinęła ciężko głową, że zgadza się z domysłem mężczyzny, iż nic nie pamięta z tego, jak wypiła do ostatniej kropli posokę nieboszczyków. Miała nie czuć się winna, a jednak odwróciła szybko wzrok od ciał z obrzydzeniem. Do samej siebie rzecz jasna. Jak to się stało, że bez pamięci mogła zrobić coś tak okrutnego? Będzie musiała unikać kontaktów z osobnikami, którzy mają otwarte rany na ciele. Tylko jak to robić, a jednocześnie pożywiać się krwią? Gdyby nie "zjadła" mentora, może pomógłby jej wejść do świata wampirów od praktycznej strony, gdyż teorię ładnie wyłożył jej Rewolwerowiec. Znał się na tyle dobrze na rasie Krwiopijców, że postanowiła mu zaufać w tej kwestii.
Objęła się rękoma za ramiona i lekko zadrżała. Jej organizm bardzo szybko wychłodził się do temperatury przypisanej Wampirom, chociaż żołądek wypełniony posoką wydawał się być małym piecykiem. Niestety i jego "paliwo" stygnie. Trochę nerwowo rozglądała się, gdyż jej wyostrzony słuch zbyt dokładnie oddawał dźwięki otoczenia, nawet szelest kawałka papieru na samej górze domu nękał ją w głowie. Musi czymś zatkać sobie uszy, ponieważ naprawdę to ją drażniło. Kaptur niewiele pomagał w tej kwestii.
Ciągła interakcja z otoczeniem, której nie miała od wieeelu lat, bardzo ją zmęczyła psychicznie. Mimo wszystko postanowiła zagrać twardą - co mało jej wyszło - oznajmiając jednocześnie swojemu Wybawcy:
-Edward... Chciałam... chciałam podziękować za pomoc. Dzięki Tobie teraz wiem, kim jestem. Ale... n-nie chcę też dłużej zawracać Ci głowy, masz swoje sprawy i życie. Także... także tego... możesz iść... jeśli chcesz...
Oh, jak ona sobie sama poradzi z tym wszystkim? Tego było tak wiele, że jeden wykład z ust mężczyzny nie wystarczył. Nie może jednak swoją marną egzystencją odciągać Wartownika od swojej misji. Przełknąć gorzką pigułkę prawdy i wziąć się w garść - cel na ten moment. Przetarła nadgarstkiem czoło i podźwignęła się wreszcie z podłogi, na której to siedziała od chwili dowiedzenia się o jej rasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone domostwo    Pią Maj 22, 2015 8:44 pm

Wartownik jedynie wpatrywał całościowo na Voi, jej postura i język ciała dobitnie wskazywały, że jednak to było zbyt wiele jak dla niej. Nic dziwnego, gdyby spotkało, go to samo też zapewne by mógł, się załamać, a co dopiero ona? Ledwo co przemieniona, nie mająca więcej niż zapewne szesnaście lub siedemnaście lat. To przecież był dzieciak, na dodatek sama. Jej stwórca zapewne zginą z rąk tej trójki łowców, którzy byli już tylko zimnymi zasuszonymi zwłokami, na dodatek obrzydzenie, gdy patrzyła na zwłoki świadczyły o tym, iż miała pretensje sama do siebie, choć to nie ona ich zabiła, a jedynie wyssała, to zapewne miała, za złe do siebie ten czyn. Choć zdaniem Ed-a nie było, powodu by musiała, się obarczać i obwiać o cokolwiek. Ed, gdy tylko dopalił papierosa i wypuścił z palców niedopałek, podszedł do niej i lewą rękę położył na jej ramieniu, żeby podnieść młodą na duchu. W obecnej chwili to było najsłuszniejsze, co mógł zrobić. Było mu po prostu szkoda młodej.
Wtedy to, odparła jak ta jego dość dziecinna i patetyczna nazwa pasuje do jego "pracy" nie sądził, iż ktoś to powie, zazwyczaj większość Nieśmiertelnych raczej bawiła ta nazwa, ale zawsze mógł skłamać, że to go tak nazwali, po za tym lepiej, gdy mówi już o sobie Wartownik i dzięki czemu może zdobyć, choć odrobinę zaufania, a niżeli nazywać siebie Łowcą i skazać się na wieczny strach, a może i nawet pogardę z ich strony. Gdy tylko, zauważył jak Voi zaczęła drżeć z zimna, odłożył swego Winchestera na ziemię, zdjął swą kurtkę i narzucił młodej Nieśmiertelnej na ramiona.
- Z czasem przywykniesz, do nowej temperatury swego ciała, a na razie niech cię ona rozgrzeje.
Wtedy to Voi, podziękowała za ratunek i głosem przyozdobionym smutkiem (co obecnie było całkiem naturalne) odparła, że jeśli chcę to może odejść. Ale, jakoś nie widziało mu się, by zostawiać tu tego dzieciaka tak samego, gdyby to zrobił udowodnił by jaką jest bezuczuciowym bydlakiem by był. Trzy lata okazywał owe bezuczuciowe podejście, gdy był przeklętym łowcą, nie chciał ponownie robić tego co sprawiło, że dwanaście lat temu sprowadziło go na krawędź stania się potworem takim samym, który odebrał mu to, co kochał całym sercem.
- Nie musisz, mi dziękować Voi. Cieszę się, że mogłem pomóc. I wiesz, ale może lepiej by było, gdybyś ruszyła ze mną. Jesteś młodą dopiero co upieczoną Nieśmiertelną i zapewne masz sporo pytań, na niektóre mógł bym ci odpowiedzieć i wtajemniczyć cię w ten "nowy świat" w którym dopiero stawiasz kroki. Oczywiście, jeśli będziesz tego chciała. Nie zmuszam i nie nalegam, twój wybór młoda. Ale swoją, drogą to może było, by lepiej gdybyś nie zostawał tu sama. Mogą się tu czaić inni Łowcy, którzy aż rwą się do tego, by cię zabić tylko dlatego że jesteś taka, a nie inna. A zemną, dopóki się nie usamodzielnisz w swym nowym żywocie, będziesz choć trochę bezpieczna. - odrzekł po mając nadal na sobie ten niewielki uśmiech,a w tonie głosu prócz sympatycznej barwy można też było usłyszeć, taki ton zachęcający do tego by zgodziła się z nim ruszyć. - To jak będzie młoda? - po chwili dodał, patrząc się na te jej ładną niepozorną twarzyczkę. A w szczególności oczy, które choć czerwone miały, coś w sobie co przypominało, mu o jego siostrze. Po prostu miały tą samą iskrę którą posiadała Ewa, a którą też ma młoda Voi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone domostwo    Sob Maj 23, 2015 4:34 pm

Wartownik coraz bardziej zyskiwał w oczach Wampirzycy, którą okrył nawet własną kurtką, by nie doznała szoku termicznego. Kolejny miły gest w stronę kogoś takiego jak ona... nie mogła od tak przejść obok obojętnie. Niestety nawet rumieńce bladły wraz ze stygnięciem własnego ciała, toteż jedynie skrępowany wzrok i niemrawa sylwetka mogły poświadczyć o jej wstydliwości. Eh, że też tak łatwo dawała po sobie to znać. Lepiej niczego nie ukrywać przed kimś, kto przez te kilka minut otrzymał nowy, nieoficjalny tytuł "Dobrego Kumpla". Oczywiście nie powiedziała tego na głos, Wartownik brzmiał pod tym względem bardziej poważnie. I niech tak będzie.
Chce być jak najmniej szkodliwa dla otoczenia, lecz wątpiła, że całkowicie obejdzie się bez ofiar. Nakłonienie starszego kolegi tylko potwierdziło ją w myślach, że sama nie da rady. Musiała skorzystać z oferty nie do odrzucenia. Nigdy nie wiadomo, kiedy nadarzy się kolejna okazja.
-Dobrze, Edward.
Przytaknęła po namyśle i nieśmiało odwzajemniła uśmiech. Już nie była aż tak przybita jak w chwili poznania i rozmowy, co dało się nawet dostrzec w jej skromnej posturze.
Wygląd Voi:
 
Wiadomo, że nie będzie łatwo, ale nie można wiecznie mieć pretensje o to, co zaszło. U boku mężczyzny będzie jej lżej, może podzieli się radami lub okaże tak jak do tej pory wsparcie. Albo chociażby da bezpieczny schron, by żaden Łowca nie dobrał się do jej skóry, kiedy jeszcze nie będzie w stanie bronić się.
Czuła się źle, iż tyle czasu Edward poświęcał na to, by doprowadzić ją do pionu, kiedy inni mogli w tym czasie przeżywać to samo, albo gorsze, Piekło co ona przedtem. Nie powinien był proponować takich rzeczy mając na uwadze, że może będzie ktoś w o wiele gorzej kondycji niż Voi. Szukała sposobu na spłacenie długu, na próżno. Wolała zapytać wprost niż dusić się w środku z tą zgryzotą.
-Jak mogłabym odwdzięczyć Ci się za pomoc?
Chyba byłaby z niej zła obrończyni uciśnionych, zwłaszcza, że sama jeszcze potrzebowała pomocy. Może Ed znalazłby dla niej robotę, chociażby nabijanie broni nabojami, albo... sama nie wiedziała w czym mogłaby być dobra. Hm, musiałaby pomyśleć, lecz nie będzie chciała na pewno dodatkowo obciążać Wartownika w swojej misji. Poprawiła kurtkę mając ją wciąż na ramionkach i ostatni raz spojrzała na opuszczone domostwo, aby pamiętać o unikaniu takich miejsc na przyszłość. Wyszła pierwsza i stała na werandzie spoglądając w zachmurzone, nocne niebo. Lekki wiaterek rozwiał jej włosy, lecz sama nie drgnęła, dopóki nie zbliżył się do niej Edward. On będzie mieć pomysł co robić dalej, dokąd udać się, i wiele innych.

Ooc: wybacz, że tak krótko - odjęło mi weny . _ .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone domostwo    Sob Maj 23, 2015 6:13 pm

Ed, jedynie ucieszył się, gdy młoda wampirzyca przystała na jego propozycję. Nawet czół się zwycięsko, że udało mu się jej zaufanie na, tyle że nie odmówiła propozycji udania się z nim. I wiedział, że brał na swoje barki ogromny ciężar, ledwo co upieczona wampirzyca obłożona przekleństwem żądzy krwi, która mogła ponownie wziąć nad nią górę. Ale mimo wszystko wedle jego, lepie będzie, jeśli weźmie pod swoje skrzydła młodą i w miarę możliwości wprowadzi ją w cały ten chram jakim był "Inny Świat" niż pozostawić ją samą bez wiedzy i pozwolić, aby stała się potworem myślący tylko o tym, jak zaspokoić swój głód lub co gorsza, aby poznała jakiegoś komara który wmówi jej że ludzie są jedynie pokarmem z którym można, zrobić co tylko ona ma ochotę, że mówi jej to że jest jakąś boginią mogącą bawić się ludźmi, a smutna prawda jest taka, że wiele wampirów tak myśli, najbardziej ci, którzy pochodzą z owych Czystokrwistych rodów, oni to są wręcz mistrza w byciu samolubnymi rozpuszczonymi snobami, przy których Rockefellerowie to wręcz wzór cnót i skromności. A nóż, widelec może dzięki jego rado Voi będzie, w stanie opanować swoje wampiryczne rządzę i stanie się przykładem dla innych krwiopijców. Kto wie? Wtedy to młoda zadała mu kolejne pytanie, gdy Ed je usłyszał zaśmiał, się przyjacielsko. Bo swoją drogą nie potrzebował przysług, nagród czy innego tego typu rzeczy. Dla niego było to sprawą nieistotną.
- Nie jesteś mi nic dłużna Voi. - opowiedział od razu gdy tylko zakończyła pytanie. - Dla mnie wystarczającą nagrodą jest to że, zdążyłem i że żyjesz.
Wtedy to Voi, wyszła z pomieszczenia Ed, natomiast nim wyruszył, za nią jeszcze przeszukał, truchła, i prócz amunicji ze spluw Łowców, które ku jego zdziwieniu były idealne do jego dwóch pistolecików oraz owej srebrnej sieci, nic przydatnego nie mieli. Swoją drogą zastanowił, się kim byli, owi szubrawcy, nie byli jakimiś trzecioligowymi Łowcami, gdyż owa sieć jest droga, i to nawet bardzo. A wątpił, że byli na tyle zdolni by ją sami zrobili, a może oni należeli do jakiegoś rodu łowców? A zresztą, teraz to nie ważne. Ed, jeszcze wziął do rąk ową sieć ze srebra. Tak zdobycz, może mu się przydać w przyszłości. I to bardzo, a tak na marginesie, że też wcześniej nie pomyślał o takiej zabaweczce.
Gdy tylko oporządził truchła niedawno co ubitych łowców, suszył ku stronie wyjścia, przy którym stała Voi oczekując go. Staną na ganku i spojrzał na nią.
- Niedaleko jest mój samochód. Chodźmy.
Spacer, do Impali Ed-a nietrwała długa, kilka chwilek i już przy niej byli. Wtedy to zbliżył się  do bagażnika. Otworzył go, po czym ponownie otworzył, drugie dno bagażnika okazując, swój skromny arsenalik i położył swego Winchestera na swoje miejsce, noże na razie znajdowały się w kieszeni kurtki którą nosiła Voi ale mimo to nie stanowiło to przeszkody.
- Pozwolisz? - zadał pytanie, po czym włożył ręke do kieszeni i wyciągną te dwa ostrza by nie przeszkadzały Voi, po czym ułożył je równo wraz z innymi nożami.
No niestety jego pedantyzm tutaj był nad wyraz widoczny, skoro każda broń z jego arsenału leżała niczym pod linijkę. A na koniec, złożył sieć i również i ułożył ją obok strzelby tym samym dotłaczając ją do swej "kolekcji" gdy wszytko był gotowe. Zamkną bagażnik, i wraz z Voi wsiadł do samochodu. Ale nim uruchomił silnik, odrzekł od młodej.
- Teraz musimy zadbać o to, abyś mogła spokojnie się pożywiać bez groźby, że zaatakujesz jakiegoś niewinnego człowieka. Znam, jedno takie miejsce gdzie to załatwimy.
Wtedy to odpalił silnik i ruszył swego rumaka w dal ku Londynowi.

z/t obydwoje. Księżyc Łowcy
Impala Ed-a:
 
/Voi pisz od razu w Księżycu/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczone domostwo    

Powrót do góry Go down
 
Opuszczone domostwo
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    O b r z e ż a  m i a s t a-
Skocz do: