IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Opuszczona uliczka rozbiórkowa

Go down 
AutorWiadomość
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Opuszczona uliczka rozbiórkowa   Sob Kwi 11, 2015 6:31 pm

Jedna z wielu uliczek bocznych, ponurych, które przeznaczone są do zagospodarowania na nowo, bo jeśli nawet ktoś tutaj mieszka - to tylko biedota. Ze ścian już poodpadał tynk całkowicie, szyby powybijane, wszystko zabite przegniłymi dechami, pomalowane spreyami - gdyby tylko nie zła sława dzielnicy pewnie szybko to wszystko zostałoby odnowione - a tak stoi i się kisi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Essian
Cherubin
avatar

Posts : 144
Join date : 13/04/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczona uliczka rozbiórkowa   Wto Kwi 14, 2015 12:00 pm

Ból... przeszywający ból i chłód... a dookoła ciemność. Lodowate niczym tysiące zmrożonych igieł krople deszczu uderzały raz po raz o jego odarte z szat poranione ciało przeszywając na wskroś swym nieopisanym zimnem. Ciemność rozjaśniało jedynie migotliwe światło starej lampy ulicznej, która mrugała wypalając się powoli z charakterystycznym klikaniem zapalanych i gaszonych jarzeniówek. Kamienie z połupanego brukowego chodnika wbijały się boleśnie z posiniaczony bok skulonego na nim anioła raniąc go jeszcze bardziej, przecinając swymi ostrymi kolcami jego bladą niczym skrawek pergaminu skórę.
Otworzył powoli oczy. Wilgotne od mżącego deszczu włosy przykleiły się do jego policzka i czoła, przysłaniały oczy, ukazując mu cały świat jako jedną wiałką ciemną rozmazaną plamę. Z trudem dźwignął do klęku i aż zawył kiedy potworny ból sparaliżował jego cały prawy bok i plecy. Odgarnął poskręcane od wilgoci brązowe kosmyki z twarzy z przerażeniem, nie do końca wiedzą, co tak na prawdę się dzieje, ogarniając sytuację dookoła. Dopiero teraz zobaczył w jak fatalnym stanie się znajduje. Otarte dłonie, kolana, łokcie, posiniaczone ramiona i łydki... i skrzydło. Aż zawył z rozpaczy kiedy jego oczom ukazało się kompletnie strzaskane prawe skrzydło leżące groteskowo wygięte w kałuży jego własnej krwi zmieszanej z brudną wodą i błotem. Delikatne białe pióra rozsypane były dookoła oblepione szkarłatną posoką. Szczupłymi, brudnymi od ziemi palcami przesunął po jego wierzchu i zaraz pożałował. Ból był nie do opisania... nie tyle fizyczny co psychiczny. Jego skrzydła. Jego piękne białe skrzydła strzaskane niczym skrzydełka papierowego samolocik rzuconego na skały. Niegdyś tak cudowne, silne i majestatyczne, a teraz?
Starając się odsunąć swoje myśli od ran rozejrzał się wydłuż brukowej ulicy i kiedy cały świat nadal przysłaniała mgła zdał sobie sprawę z tego, że płacze. Wierzchem dłoni otarł spływające strugami wymieszanymi z deszczem łzy i dopiero teraz zobaczył gdzie na prawdę się znajdował. Zewsząd otaczały go stare kamienice i rozwalające się budynki. Niektóre z okien miały powybijane szyby i połamane futryny. Wnętrza były puste, a w każdym razie miał taką nadzieję. Było zimno i gdyby nie ta jedna jedyna migocząca lampa znalazłby się w kompletnej ciemności. Kiedy wiatr po raz kolejny smagnął jego ciało rozejrzał się za jakimś bardziej osłoniętym miejscem. Nawet nie miał siły się podnieść. Jeden z budynków miał wyłupane drzwi. Nie widział, co zastanie w środku, ale wszystko było lepsze od pozostania na tej ulicy, na widoku, do tego w nocy. Resztką sił przeczołgał się na klęczkach w stronę otwartego pomieszczenia pozostawiając za sobą szlak z krwi i piór skrzydła.
Pomieszczenie w którym się znalazł było jeszcze ciemniejsze niż ulica. Przez jedyne wysunięte na ulicę potłuczone okno wpadało niewiele światła. Pachniało tu stęchlizną, pleśnią i grzybem. Poszarpane tapety zwisały z poobijanych, gdzieniegdzie ukruszonych ścian. Drzazgi i skrawki drewna mieszały się na podłodze z kawałkami pokruszonego szkła. Nie było tu nawet skrawka koca, którym mógłby okryć swoje sino blade przemarznięte ciało. Skulił się w najciemniejszym kącie pomieszczenia otulając się zdrowym skrzydłem a łzy na nowo popłynęły z jego przerażonych brązowych oczu.
Cały czas zastanawiał się, gdzie tak na prawdę spadł, bo jedynie to pamiętał. Lot w dół i paniczne machnięcia bezwładnych skrzydeł, które tak jakby były związane nie chciały współpracować i pomóc mu poderwać się w górę i wrócić, albo chociaż bezpiecznie wylądować. Potem był już tylko ból i zimno i myśl, czy to już Piekło, czy może znalazł się gdzieś pomiędzy. Nawet jeśli ten świat nie był prawdziwym Piekłem, był nim dla niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sathin
Inkubus
avatar

Posts : 127
Join date : 13/04/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczona uliczka rozbiórkowa   Wto Kwi 14, 2015 12:45 pm

Każdy wieczór nawet tak paskudny jak ten był dobry na łowy czy też po to by się rozerwać, a jeszcze lepiej gdy można połączyć jedno i drugie. Gdy jednocześnie można nasycić swój głód, zaspokoić potrzebę, a równocześnie świetnie się przy tym bawić. Cóż, praktyczne podejście do sprawy i tyle.
Sathin jak niemal co wieczór tak i dzisiaj postanowił zrobić sobie spacer po wydawałoby się zapomnianych ulicach miasta albo raczej takich, o których istnieniu miasto wolałoby zapomnieć. Tu bowiem najczęściej można było spotkać szemrane towarzystwo, chociaż może nie w taką paskudną pogodę jak dziś. Było... wyjątkowo pusto, co niespecjalnie przypadło do gustu demonowi, szukającemu rozrywki. Mimo, że nie gustował w ludzkich odpadkach czyli tych którzy staczali się na samo dno to jednak byli oni o wiele łatwiejszym łupem niż Ci o czystych duszach. Dziś szukał łatwego, szybkiego posiłku i ... znalazł takowy. Nie spodziewał się, że poszczęści się mu na tyle by wśród brudnych ulic odnaleźć jakąś zagubioną nastolatkę. Czyżby przyszła kogoś tu szukać? A może właśnie miała zamiar zejść na tę mroczną ścieżkę przykładowo zmuszona ciężką sytuacją finansową? Kto wie. Tak czy inaczej Sathin wyczuwał w niej smakowity kąsek. Jednak... Coś go rozproszyło.
Poczuł niby znajomy, ale jednak inny zapach. Anielska krew? Tutaj? Jak? Odwrócił głowę i w tejże chwili stracił swój posiłek. Przez drogę przejechało jakieś auto, zatrzymało się koło dziewczyny, a ta wsiadła do środka i pojechała dalej... Kto wie czy ktoś zabrał ją po prostu do domu czy może wprost do... piekła tego świata. Nieistotne. Wróćmy do zapachu.
Długo nie zastanawiając się nad tym co robić, zaciekawiony, podążył za słodką wonią. Przeszedł kilka przecznic z różnymi ciemnymi uliczkami coraz bardziej zagłębiając się w zupełnie odludne tereny. Wszedł w końcu w jedną z nich i już po kilkunastu krokach znalazł pierwsze ślady. Krew i pióra. Przykucnął, wyciągnął rękę przesuwając opuszkami palców po szkarłatnej cieczy i powąchał, upewniając się co do swych przypuszczeń. Anioł. To musiał być anioł. I na pewno był ranny, sądząc po licznych pozostawionych tu piórach pływających w kałuży krwi. Żył? Cóż, zobaczymy. Wydawać by się mogło, że to niezwykle delikatne istoty, a przynajmniej z wyglądu takie sprawiały zawsze wrażenie, jednak całkiem nieźle radziły sobie z leczeniem swych ran.
Podniósł się i ruszył po śladach dalej, aż do opuszczonego budynku. Wszedł do środka i mrużąc czerwone ślepia rozejrzał się po wnętrzu. W kącie, pod ścianą dostrzegł skulonego chłopca. Wcale nie zamierzał ukrywać swojej obecności, nie starał się zachować ciszy czy jakoś ukryć w mroku. Nic z tych rzeczy. Wiedział, że nie ma się czego obawiać, bo nie raz miał do czynienia z aniołami, a ten był tylko rannym, zapewne przerażonym dzieciakiem.
Pytanie brzmiało jedynie: Sathin czy ty w ogóle chcesz się w to mieszać? Czy nie lepiej odwrócić się na pięcie i wyjść by poszukać kolacji? Trochę się ostatnio zaniedbałeś...
Podszedł do chłopca, stanął nad nim. Każdy z jego kroków odbijał się cichym echem wśród pustych ścian budynku.
- Kto Cię tak urządził? - rzucił, przyglądając się mu z góry.
Jednocześnie ściągnął z siebie płaszcz. Już wcześniej zauważył, że dzieciak jest kompletnie nagi i na pewno było mu zimno. Każdemu by było... A co dopiero komuś kto stracił taką ilość krwi. Zarzucił nań ostrożnie płaszcz, omijając rozstrzaskane skrzydło. Głupi nie był, wiedział jak cholernie może być coś takiego bolesne. Przykucnął przed nim by bliżej mu się przyjrzeć i być może przy odrobienie szczęścia zobaczyć jego twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Essian
Cherubin
avatar

Posts : 144
Join date : 13/04/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczona uliczka rozbiórkowa   Wto Kwi 14, 2015 1:41 pm

Kolejne minuty nieustającej agonii przemijały niczym wieczność, ciągnąca się wieczność połączona z wyczekiwaniem majaczącego na horyzoncie końca. Ale czy to miał być już koniec? Na nic innego się nie zanosiło. Prawdopodobnie do rana będzie już po wszystkim. Ranne skrzydło krwawiło nawet na chwilę nie przestawało krwawić, a on, wyziębiony i osłabiony, już nie miał siły dłużej go leczyć. Każda próba kończyła się jeszcze większym bólem i osłabieniem, jakby cała magia wyciekała z niego razem z krwią czyniąc go prawie ze śmiertelnym. Powieki same mu się zamykały stając się ciężkie i lepkie, odcinając go od wirującego dookoła świata, pogrążając w jeszcze większym mroku. Jedynie tłumiony przez otulające go skrzydło chłód trzymał Essiana nadal przy życiu wybudzając go, kiedy tylko sen zaczynał ciągnąć go ogarniać.
I wtedy usłyszał kroki. Dźwięk wdzierał się do jego umysłu przytłumiony jak, jakby słyszał go gdzieś spod wody. Był tak nierealny, że aż ciężko było mu uwierzyć w jego istnienie, bo niby kto mógłby go tu znaleźć... o tej porze dnia... w tak paskudną pogodę, do tego w takiej okolicy. Z trudem otworzył oczy unosząc opadającą bezwładnie głowę, by spojrzeć w kierunku drzwi. Słuch go nie mylił. Musiała minąć chwila zanim ciemna postać zmaterializowała się wyraźnie przed jego przekrwionymi i zaczerwienionymi przez łzy oczami. Dopiero kiedy mężczyzna podszedł bliżej zdał sobie sprawę z kim tak na prawdę ma do czynienia. Serce boleśnie zadudniło w jego piersi a on niczym spłoszone zwierzę wcisnął się mocniej w kąt błądząc otwartymi szeroko, przerażonymi oczyma po demonie. Każde nerwowe wciągnięcie powietrza przyprawiało go o ból całej klatki piersiowej wyciskając z oczy kolejne palące pokaleczone policzki łzy.
- Nie zbliżaj się - jęknął drżącym głosem mocniej okrywając się skrzydłem. - Zostaw albo dobij - zaskamlał ponownie kuląc się w kącie, zaciskając przy tym mocno oczy, jakby nie chciał patrzeć co dalej się z nim stanie.
Dopiero kiedy poczuł ciężar skórzanego płaszcza otulający jego przemarznięte ciało poderwał głowę do góry naciągając go na siebie mocniej. W tej chwili był niczym najcudowniejszy dar. Rozgrzany ciepłem ciała jego właściciela zdawał się parzyć delikatną skórę anioła pozwalając mu ogrzać się chociaż odrobinę. Słysząc jego pytanie postarał się opanować szloch i starając się, by jego głos brzmiał w miarę normalnie odpowiedział po chwili.
- Ja... chyba spadłem... - Sam nie był pewny tych słów. Niewiele wiedział, niewiele kojarzył i nie pamiętał nic prócz bólu i ciemności, a tym bardziej wydarzeń, przez które znalazł się w takie a nie innej sytuacji.
Z wahaniem spojrzał na niego wierzchem obdrapanych dłoni ścierając z policzków łzy zostawiając na nim przy tym ciemne smugi z brudu i krwi. Pewnie musiał wyglądać okropne w takim stanie. Z ciemnymi siniakami pod oczami od płaczu, pobrudzonymi dłońmi i twarzą, ze  smużkami po łzach połyskującymi na policzkach. Tak daleko było mu teraz do anielskiego majestatu jaki powinien sobą reprezentować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sathin
Inkubus
avatar

Posts : 127
Join date : 13/04/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczona uliczka rozbiórkowa   Wto Kwi 14, 2015 2:15 pm

Nie reagował w żaden sposób na zachowanie anioła i jego pierwsze słowa, zupełnie jakby nie zauważył, że ten się boi i chce by Sathin czym prędzej dał mu spokój, opuszczając to miejsce. Demon jednak miał zupełnie inne plany, a obecnie zajęty był przyglądaniem się temu kruchemu, okaleczonemu w jakiś podły sposób ciałku. Nie trudno było samemu domyślić się powodu takiego stanu chłopca, więc nie zdziwił się na jego słowa odnośnie ewentualnego upadku z nieba. Pytanie tylko czy była to jakaś kara, może za nieposłuszeństwo, czy też ktoś specjalnie go zrzucił chcąc się zwyczajnie pozbyć z jakiegoś powodu, w który Sath nie zamierzał wnikać. Właściwie mało go to teraz interesowało, bo były ważniejsze sprawy do zrobienia. Po tych krótkich oględzinach, zanim Essi otulił się w płaszcz mógł bez wątpienia stwierdzić, że trzeba działać, bo w innym wypadku aniołek może tego nie przetrwać.
Przez chwilę, gdy chłopiec uniósł twarz przyglądał się jeszcze jego obliczu jakby chciał coś wyczytać. Cóż, mówi się, że wiele można odnaleźć w samym spojrzeniu. Demon jednak z reguły oceniał wszystkich po okładce i pierwsze co przyszło mu na myśl to to, że gdyby tak umyć tę buźkę to... Byłby całkiem śliczny. Ponadto był aniołem, tak? Więc jeśli zakładając iż nie spadł z własnej winy musiał mieć niesamowicie czystą duszę. Może uda się mu coś ugrać? Bezinteresowność nigdy nie była jego najmocniejszą stroną, tak i teraz doszukiwał się ewentualnej korzyści dla siebie jeśli postanowi pomóc. Oczywiście to nie tak, że nie odczuwał w tej chwili swego rodzaju współczucia, ale... Łatwiej zmusić się do pomocy gdy ma się ku temu jakiś cel, nieprawdaż?
- Trzeba Cię stąd zabrać i opatrzyć, inaczej nie dożyjesz rana. - powiedział wprost, bez owijania w bawełnę. Nigdy nie był najsubtelniejszy w doborze słów.
- Mogę to zrobić, ale będziesz mi musiał chociaż trochę zaufać. - dodał zaraz, nie spuszczając wzroku z chłopca ani na sekundę.
W tej chwili był zupełnie poważny, a równocześnie bił od niego spokój i zdecydowanie. Jego kąśliwa, czepialska i irytująca część osobowości póki co nie dawała o sobie znać na całe szczęście, bo wtedy pewnie nie udałoby się mu przekonać do niczego tego anioła.
Wyciągnął pasek ze spodni i przysiadł się bliżej, od strony połamanego skrzydła. Konieczne było możliwe unieruchomienie go. Przyjemne to to na pewno nie będzie, ale w trakcie transportu zniweluje ból do minimum i oszczędzi dodatkowych urazów.
- Mogę? - spytał, spoglądając pytająco na chłopca.
W chwilę potem przypomniał sobie, że właściwie to nawet nie wie jak on ma na imię i że sam również się nie przedstawił. Jednak... postanowił odłożyć to na potem. Przyda się jakiś punkt zaczepienia dla odwrócenia uwagi od bólu, gdy już dostanie pozwolenie na unieruchomienie skrzydła. Póki co siedział, czekając na odpowiedź chłopaka, z paskiem w ręku.
- Nie można mnie raczej zaliczyć do szczególnie delikatnych, ale postaram się to zrobić tak by oszczędzić Ci w miarę jak najwięcej nieprzyjemności. - dodał z lekkim uśmiechem, rozbawiony nie sytuacją a tym, że przyznawał się właśnie do własnej, swego rodzaju ułomności czy może nawet lekkiej niezdarności. Co jak co, ale nie miał zbyt często okazji do udzielania komuś pomocy medycznej, a że nie posiadał żadnych magicznych ku temu zdolności to... trzeba było mu ewentualne błędy wybaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Essian
Cherubin
avatar

Posts : 144
Join date : 13/04/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczona uliczka rozbiórkowa   Wto Kwi 14, 2015 2:54 pm

Upadek za przewinienia? Nie, to nie miało sensu. Nie w jego przypadku. Gdyby zrzucono go za karę w tej chwili nie cierpiałby z powodu połamanego skrzydła, ale z braku skrzydeł. Odebrano by mu je pozostawiając jedynie wspomnienie w postaci sterczących z pleców kikutów bolących przy każdym ruchu. On jednak spadł z innego powodu o którym nie miał zielonego pojęcia. To było dla niego abstrakcją. Przecież był idealny. Wśród anielskiej społeczności nie było nikogo, kto mógłby mieć do niego o coś żal, a w każdym razie tak mu się wydawało. Zawsze był spokojny, nikomu nie wadził, nie wchodził w drogę, jedynie dążył do wyznaczonych przez siebie samego celów.
A teraz marzł rzucony gdzieś w jednej z szemranych dzielnic ziemskiego świata bez możliwości powrotu do domu, tam gdzie był bezpieczny i mógłby bez problemu zaleczyć swoje rany. Tu nawet nie próbował będąc zbyt przemęczonym. Wiedział, że gdyby spróbował użyć jakiejkolwiek zdolności padłby o wiele szybciej. Już nawet jego tarcza ledwo trzymała się na przyćmionym umyśle.
W tej chwili obojętne mu było, czy przyjmuje pomoc od demona, czy umiera dalej w tym przesiąkniętym zapachem staroci i czasu pokoju. Każda ta opcja mogła skończyć się tak samo... śmiercią. Jedyna różnica polegała na czasie i rodzaju śmierci... i tym, że wchodząc w konszachty z demonem może zasilić listę pożartych przez niego dusz o niesamowicie czystą, niczym nie skalaną anielską duszę.
Słowa demona były jak jego niewypowiedziane obawy. Dokładnie zdawał sobie sprawę z tego, jak skończy, ale za bardzo bał się przyjąć to do wiadomości. Te słowa dźgnęły go w serce niczym lodowaty szpikulec sprawiając, ze z trudem przełknął ślinę przez zaciśnięte ze strachu gardło. Ja jego pytanie jedynie skinął głową wwiercając w niego spojrzenie swoich wielkich ciemnych oczu przeszklonych od łez. Odsunął się kawałek od ściany odwracając się od niego tak, by miał łatwy dostęp do skrzydła. Drugie zaś złożył kładąc je płasko przy kościstych plecach . Dopiero teraz mógł zobaczyć go całego. Drobne, szczupłe ciało, chude, nieco kościste ramiona i nogi, wystające obojczyki, żebra odciskające się pod cienką pociętą przez kamienie skórą tu i ówdzie pokrytą krwawymi plamkami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sathin
Inkubus
avatar

Posts : 127
Join date : 13/04/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczona uliczka rozbiórkowa   Wto Kwi 14, 2015 3:06 pm

Tak ostrożnie i delikatnie jak potrafił poskładał połamane skrzydło tak by przylegało możliwie najbardziej pleców chłopca, by potem unieruchomić je za pomocą paska - ot przypinając do klatki piersiowej. Pasek był stosunkowo długi, a dzieciak drobny, więc bez problemu starczyło. Zaraz potem otulił go szczelnie swoim płaszczem i już nie czekając na ewentualne pozwolenie wziął na ręce, podnosząc z ziemi.
Zerknął za siebie, przez ramię w stronę drzwi wyjściowych. Łażenie po ulicy w taką pogodę z chłopakiem na rękach raczej nie było najlepszych pomysłem i to z kilku powodów. Raz... mogli trafić na patrol policji, a ludzi powinni unikać teraz niczym ognia. Dwa... na pewno nie wpłynęłoby to pozytywnie na stan anioła. Na zewnątrz było chłodno, padało i wzmagał się wiatr.
- Zamknij oczy. - rzucił krótkie polecenie.
I przytrzymując go blisko siebie, w chwilę po tym jak chłopak usłuchał... teleportował ich oboje prosto do swojego mieszkania, pozostawiając po sobie jedynie smużkę dymu, który to rozszedł się całkiem w kilka sekund później, znikając całkowicie.

zt oboje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczona uliczka rozbiórkowa   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczona uliczka rozbiórkowa
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Boczna uliczka
» Opuszczona stacja kolejowa.
» Nie-taka-znowu-opuszczona Stacja Benzynowa [włości Chestera]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    E a s t  E n d :: Ulice-
Skocz do: