IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Poza Kontrolą

Go down 
AutorWiadomość
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Poza Kontrolą   Sob Kwi 11, 2015 6:26 pm

Jest to bar, pub i licha restauracja w jednym. Znajduje się w piwnicy, przez co jest chłodniej w lecie. Jedna z najtańszych melin jeśli chodzi o menu. Niedawno otwarty lokal, a już wydaje się, że ci co biedniejsi z Nieśmiertelnych znaleźli własny dom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rei

avatar

Posts : 6
Join date : 13/07/2015

PisanieTemat: Re: Poza Kontrolą   Pią Sie 21, 2015 8:54 pm

Zwyczajny człowiek narzekałby na zamianę słonecznego światła na słaby, żółty blask żarówek. Będąc w tym pół mroku, Rei czuła się w pewien sposób lepiej, nie czuła się źle jak coraz liczniejsi, zwykli ludzie, którzy wchodząc do baru w dzień, dziwią się, że jest ciemno. Tępe buraki cukrowe, czego spodziewają się po piwnicy? Według Rei sztuczne oświetlenie zatęchłego baru pozwalało na pewien komfort psychiczny. Miało się wrażenie, że nie jest się pod stałą obserwacją i każdy ruch można wykonać ze swobodą dorównującą tej, kiedy to istnieje sposobność na... załatwienie się w ubikacji dziewczyny na randce i nie trzeba, za przeproszeniem, stawiać papierzaka w lesie. Chociaż w obydwu przypadkach trzeba zachować ostrożność.
Choć takie rzeczy nie dotyczą kobiet, przecież one nawet się nie pocą...
Mgła unosząca się w powietrzu tworzyła kurtynę, za którą można by się schować i robić tyle rzeczy... Ach! Coma czuła, że odezwała się w niej dusza nimfomanki. Czasami miała taki okres w miesiącu, kiedy to zaciągnęłaby jakiegoś niewinnego chłopca za ladę baru. Zresztą w tym barze mało kto jest niewinny, a jeśli jest, to niedługo. Było całkiem sporo zwykłych, mimo że nadnaturalnych, „melinowców” i niezłych ciach, którym zwyczajnie nie poszczęściło się w życiu. I zawsze ktoś musiał ich pocieszyć. Dlatego taż podobało się jej wielu tutejszych typów. Przed zaciągnięciem każdego z nich do łóżka powstrzymywało ją wiele rzeczy. I nigdy nie była to moralność. Jakie przykre.
Jej bezsensowne rozmyślanie przerwał alarm, jaki zabrzęczał w jej umyśle. Coś jest nie tak. Rzuciła okiem na prawie puste pomieszczenie. Cóż tu mogło się dziać? Chcąc orzeźwić umysł Coma zaczerpnęła powietrza. Niestety, ten głęboki oddech był złym pomysłem. Ale przynajmniej zrozumiała co się dzieje.
W istocie, mgła nie była tylko uzależniającym dymem papierosowym. Ktoś w odległym kącie pomieszczenia palił...
Haszysz?
Brown sugar?
Jakąś mieszankę?

If you wanna hang out you've got to take her out.
Cocaine.
If you wanna get down, down on the ground.
Cocaine.

Piosenka Eric'a na pewno nie zachęcała do wyproszenia gości. Tylko spotęgowała chęć Rei do wzięcia czegoś innego niż tylko dymu, który na pewno nie był kokainą. Muzykę w barze puszczała ze swojej składanki, którą utworzyła bardzo, ale to bardzo dawno temu. No może nie aż tak, w końcu Rei nie jest stara... Ale pamiętała tylko, że w tamtych czasach składanka bardzo się jej podobała. Kto wie co jeszcze tam się znajduje...

She don't lie, she don't lie, she don't lie
Cocaine.

Tego, że narkotyki sprowadzają na złą drogę barmanka nie była pewna, ale chyba po coś je rzucała, nie? W ramach swojej walki z nimi, napiła się ginu i absolutnie bez gracji, z hukiem, postawiła kieliszek na ladzie.
Nikt nie będzie jej mówił jak ma żyć, a zwłaszcza nie pieprzone nałogi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Poza Kontrolą   Sob Sie 22, 2015 12:09 am

To nie był dobry dzień.
Od samego początku wszystko szło na opak. Najpierw skończyło się jego ulubione wino i musiał czekać całe pięć minut, nim dostarczono mu nowe. A później... ach, było tylko gorzej! Przez feralne spotkanie z wściekłym Molochem musiał pozbyć się ulubionego krawatu, jedwabnego - w kolorze gorzkiego granatu. I, jakżeby inaczej, musiał stawić się na dywaniku u Lucyfera - i, jak można się łatwo domyślić, wcale nie po to, by odbyć przyjemną pogawędkę przy herbacie.
Cale Piekło drżało.
Dlatego zmęczony dniem Belzebub zechciał zrelaksować się na Ziemi, z dala od piekielnej biurokracji, z dala od obrzydliwego i do cna przegniłego Piekła, z dala od zgiełku i problemow, z dala od sprzecznych ze sobą rozkazów Lucyfera, z dala od samego siebie.
Ale pojawił się tam przypadkiem. Jak grom z jasnego nieba, niczym pieszy na pasach - z tym drobnym wyjątkiem, że jego wejście zwiastował ciężki dla nozdrzy odór siarki i przecinające gęste powietrze wrota. Wrota Piekieł.
Belzebub zatrzymał się z nieco zdumioną miną, jakby nie do końca wiedział, gdzie właściwie jest. Cóż, nie bywał w TAKICH miejscach. Był niczym butelka stuletniego whisky na półce wśród tanich win i nie potrafiłby tego ukryć - przynajmniej w tamtej jednej chwili, gdy zwyczajnie nie spodziewał się wylądowania tutaj. Jedwabny, czarny garnitur odcinał się od przetartych i niechlujnych ubrań stałych bywalców.
Uśmiechnął się z pewnym zakłopotaniem i uprzejmie skłonił się w pas płynnym ruchem, przykładając dłoń do swojej piersi.
- Witam serdecznie - oznajmił głośno miękkim barytonem, do którego wkradła się nuta zażenowania. Demon przywykł do kaprysów Wrót, niemniej wciąż potrafił najeść się wstydu, gdy udawało mu się wylądować w miejscach pełnych ludzi.
Fakt, może i nie wystąpił przed publiką godną jego cudownej osoby, ale wypadało się przywitać. Zawsze i wszędzie, nawet jeśli było się Wielkim Księciem Piekła we własnej osobie, istotą perfekcyjną w każdym calu. A może zwłaszcza wtedy? By pokazać swoją niezaprzeczalną wyższość? Trudno określić, nie było na to czasu.
Gładko poprawił burgundowy krawat, rozglądając się ukradkiem dookoła.
Obskurne miejsce. Obrzydliwe. Władca Much gładko określił ten bar "speluną", niemniej nie potrafił odmówić mu bezsprzecznego klimatu, cudownej atmosfery, która na swój sposób zapraszała do zabawy. Celował gdzieś indziej, dobre pięć tysięcy mil na wschód, a trafił do jednej z najtańszych melin w całym Londynie. Cudowne zwieńczenie cudownego dnia.
Ale nawet jeden zniesmaczony grymas nie wykrzywił jego perfekcyjnej w każdym calu twarzy, osiągnął mistrzostwo w ukrywaniu prawdziwych odczuć, kłamał śpiewająco, idealnie. Zresztą, co niby miałoby odbiegać odideału w Belzebubie? Został stworzony przez samego Boga, jeszcze przed światem, wyciosany z najwspanialszych materiałów bożej potęgi.
Upadek był rzeczą innego gatunku, wcale nie umniejszał cudowności Władcy Much. Pewnie przeciwnie, w końcu zło powinno był dokładnie takie, jak i on - piękne, kuszące, uprzejme.
Gładkimi krokami, stukając obcasami skórzanych, eleganckich butów, podszedł do baru i oparł się łokciami o blat. Ignorował spojrzenia, które niewątpliwie rzucano mu z różnych kątów sali i z uśmiechem godnym wujka Stalina przyjaznego Amerykanom, nachylił się lekko do przodu.
- Cóż... stuletniej whisky pewnie tutaj nie macie - zaczął nonszalanckim tonem. - Ale może chociaż trzydziestoletnią?
To wcale nie tak, że Belzebub dyskryminował podobne miejsca. Wręcz przeciwnie! Po prostu ograniczał go obecny... wizerunek. Gdyby założył podczas tego spaceru inną tożsamość, bez najmniejszego obrzydzenia wypiłby najtańszą, najgorszą wódkę, byle pomyje.
Ale, to chyba jasne, że Wielki Książę Belzebub nie powinien. To nie uchodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rei

avatar

Posts : 6
Join date : 13/07/2015

PisanieTemat: Re: Poza Kontrolą   Sob Sie 22, 2015 5:55 pm

Zauważenie nietypowego dżentelmena – demona – nie było niczym trudnym. Było to niemal tak proste jak rozpoznanie lwa pośród wilków.  Nie tylko garnitur – szyty zapewne na miarę – wyróżniał się na tle zaniedbanych pijaków, złodziei i Bóg wie jeszcze kogo. A ten chód. Sam sposób poruszania się demona mówił... Nie. On wręcz krzyczał „Jestem lepszy od was. Patrzcie na mnie”. Jego niepokojąca aura wydawała się pochłaniać otocznie. Jakby pokazywała, że nic nie stoi mu na drodze. On i tak jest lepszy.
W barze, Rei nigdy nie czuła się w stu procentach swobodnie. Półmrok dawał poczucie prywatności, ale nie ją samą. Nie ma czegoś takiego jak prywatność, kiedy to jest się świadomym, iż większość stałych bywalców ma wyostrzony wzrok i słuch. I nie są łagodnymi ludźmi. Dlatego też barmanka starała się nie gapić albo tylko patrzeć obojętnym wzrokiem. Niestety dzisiejszy dzień stał pod hasłem „cholera”.
Cholera – znowu – zdechł mi królik.
Cholera, skończył się absynt.
Cholera, ktoś obrzygał całe WC.
Cholera.
To był po prostu zły dzień. Nie musiałoby stać się nawet nic złego, a i tak czułaby się źle. Narkotyki w powietrzu nie wydawały się być jakieś silne, więc nie widziała potrzeby w wyrzucaniu palaczy. Ale to był błędny osąd, jakich ostatnio popełniała coraz więcej. Dym zamieszał jej w głowie i stała się nadzwyczaj nieostrożna. W dodatku alkohol, który krążył w jej ciele zdawał się powoli trawić rozsądek. Przynajmniej jego część. Ku ogólnemu zjebaniu, w żyłach Rei płynął talent aktorki równie wartko co gin i inne świństwa.
W czasie kiedy postanowiła wypolerować szklanki, jak gdyby nigdy nic, tajemniczy typ oparł się o bar i zapytał ją o whisky. Stuletnia whisky? Wystarczyło jedno spojrzenie by wiedzieć, że ten gościu nie bywa w takich miejscach często, jeżeli nie nigdy. Po cóż przyszedł? Bo chyba nie znalazł się tu przez przypadek. W to by nie uwierzyła. Coma rozumiała jego chęć na coś z lepszej półki, bo sama lubiła napić się czegoś, co nie byłoby winem marki „Wino”, rocznik środa. No i żyła ponad 200 lat, więc miła już jakiś gust jeżeli chodzi o picie. Oczywiście te 200 lat może wydawać się śmiesznie małą liczbą patrząc na tego demona, na pewno wysokiej rangi i na pewno dużo od niej starszego. A ona leci na starszych. Może dlatego talent aktorski zaczął wyparowywać, w przeciwieństwie do alkoholu. Jeżeli chodzi o whisky, to w tym pomieszczeniu nie było takiego specjału. Był za to wyżej, w jej mieszkaniu.
Mając lekko przyćmiony umysł, nie zważała na takie bzdety jak nieufność, ostrożność, czy strach. Dlatego też stanęła naprzeciwko demona i również oparła się o blat będąc zdecydowanie za blisko, choć nie aż tak, jak mogłaby być. No i powiedziała coś, czego nie powiedziałby człowiek o zdrowych zmysłach. No chyba, że byłby pod wpływem.
- Czyżby mały demon się zgubił? - rzekła jednocześnie lekko przechylając głowę w prawo, głosem tak czystym, że mógłby należeć do abstynenta – Takie rarytasy to tylko w pomieszczeniu nad lokalem. Zatem mój demonku, masz kilka możliwości. Możesz napić się szkockiej, pewnie trzyletniej lub bourbona raczej też trzyletniego. Możesz też wybrać cokolwiek i udawać, że to trzydziestoletnia whisky. Nikt się nie zorientuje. Co wybierasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Poza Kontrolą   Nie Sie 23, 2015 7:59 am

Nie spodziewał się, że w takim miejscu wygłodniałych klientów może obsługiwać kobieta. Był właściwie pewien, że za ladą zastanie potężnego mężczyznę, brodatego, z krzaczastymi brwiami, który jednym huknięciem olbrzymiej pięści w blat byłby w stanie uspokoić nazbyt rozrywkowe towarzystwo.
A tam?
Kobieta. Drobna, filigranowa, wyglądała jakby byle podmuch wiatru miał strzepnąć marny puch jej istnienia zza tego kontuaru. I Belzebub był w stanie przysiąc, że duszę miała równie słodką, co aparycję. Smaczną, delikatną, słodką niczym najwytworniejszy nektar. Widział to w tych oczach, czerwonym winie zamkniętym w szklanych kulkach. A może już na samym wstępie go zwiodła? Ale... jego? Belzebuba? Księcia kłamstw, intryg? Potrząsnął lekko głową i szybkim ruchem zahaczył stopą o stojący tuż obok stołek barowy, aby przysunąć go do siebie i ot, usiąść.
Może na sekundę zatrzymał wzrok na czarnym kolczyku na ustach młodej kobiety, nim powrócił do bezczelnego wpatrywania się w jej twarz. Wtedy łatwiej było dostrzec, czy ktoś kłamie.
- Owszem - przytaknął całkowicie spokojnie. I niemalże zgodnie z prawdą, w końcu jego pojawienie się było czystym przypadkiem, zbiegiem okoliczności. Jakaś jedna zbłąkana myśl w czasie przechodzenia przez Wrota zaprowadziła go właśnie tutaj. - Mały demon zgubił się w betonowym lesie, czy teraz wstrętna wiedźma zaprosi go do swojej chatki z piernika i zje? - dodał, zniżając stopniowo głos do szeptu, jakby własnie mówił o czymś niezwykle poufałym. Był pewien, że mado czynienia z istotą magiczną - magiem, czarodziejką, może szamanką. Zbyt długo żył, by mógł nie wyczuć tej magicznej aury, kusząco tajemniczej, promieniującej od bladej skóry. Mógł się mylić. Oczywiście, że mógł, ale był za bardzo przekonany o swojej racji.
Wyprostował się, słuchając oferowanych przez barmankę opcji. Pomieszczenie nadlokalem, hm? Obrócił się przez ramię, żeby jeszcze raz obrzucić lokal krótkim spojrzeniem - napotkał przy tym kilka par oczu wciąż jeszcze wlepionych w niego podejrzliwie - nim westchnął ciężko i palcami lewej dłoni pomasował swoją skroń.
- Sam przed sobą nie byłbym w stanie udawać -
stwierdził zbolałym tonem. Oczywiście, że byłby. Właściwie wcale nie musiał nawet tutaj wchodzić, nie musiał zostawać. Istaniała jeszcze jedna opcja, która przemknęła mu przez myśl. Ale, o dziwo, wcale nie tak atrakcyjna, jak mogłoby się wydawać. Zapewne gdy tylko wyjdzie, znajdzie się w okolicy przynajmniej nieciekawej. A gdyby ktoś go napadł? Na pewno pogniótłby sobie przez taki incydent koszule! A może i jeszcze krwią zachlapał. - Zostaje też możliwość wyjścia. Mógłbym iść gdziekolwiek szukać swojej stuletniej szkockiej - dorzucił i swoje rozwiązanie do puli. Chyba z czystej ciekawości. Belzebub bywał powierzchowny. I w tamtej chwili nabrał ochoty na tę młoda kobietę - na jej duszę - bo była piękna, magnetyczna. Ti był jedyny powód, który sprawił, że miał ochotę zacząć z nią zabawę. Chciał ją skusić, zwieść, ukraść duszę. Chyba że zgrabnie oddałaby mu ją po dobroci. Taka dusza... przecież nie jest do niczego potrzebna! Kogo obchodzi jakieś śmieszne życie wieczne? - A co jest nad lokalem, moja droga? - zapytał jeszcze, chociaż wydawało mu się, że doskonale zna odpowiedź na to pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rei

avatar

Posts : 6
Join date : 13/07/2015

PisanieTemat: Re: Poza Kontrolą   Pon Sie 24, 2015 9:20 pm

Wstrętna wiedźma? Czyżby jej sława była większa niż sądziła? A starała się być miła, w umiarkowanym stopniu, ale zawsze. No i nie pluła bezczelnymi komentarzami na prawo i lewo jak to miała w zwyczaju. A może to nie jej sława sprawiła, że pojawił się ten komentarz. Nie wiedziała co ma myśleć, w końcu ktoś tak ubrany nie zjawia się przypadkowo w takim miejscu. Charakter Rei sprawiał, że nie wierzyła w przypadki. Jednak coś rozjaśniło jej umysł i uśmiechnęła się delikatnie słysząc dalszą część zdania. Czy rzeczywiście miała zamiar zaprosić go do swojej chatki i zjeść?
Jego głos był czarujący, a zwłaszcza gdy go zniżał. Uczucie jakiego doznała w trakcie słuchania go, było porównywalne do bezwładu ogarniającego ciało w czasie, kiedy rozpędzony samochód, zjeżdżając z górki, unosi się w powietrzu. To było uczucie spadania. Mogła by przysiąc, że taki głos posiadają anioły, gdyby nie fakt, iż wiedziała, że jest on demonem. Czasem, w takich sytuacjach, wydaje się jej, że demony mają większy wpływ, większą władzę, nad człowiekiem.
Podniosła do góry jedną brew, uśmiechając się jednocześnie. Nie byłby zdolny udawać sam przed sobą? Demon nie byłby w stanie kłamać? Kłamał mówiąc, że nie potrafiłby kłamać? Wątpiła, żeby był Nawróconym. Ktoś głęboko śpiący w jej głowie, podpowiadał przez sen, że nie należy ufać demonom. Nie należy ufać komukolwiek. Bo ludzie najpierw łagodnie się uśmiechają i proszą tylko o jedno piwko, a potem rzygają i rzygają robiąc z WC tor przeszkód. Albo raczej min. Jeden nierozważny krok i po tobie.
Chciała się opamiętać, ale nie rozmawiała z nikim bardzo dawno i nawet taki cichociemny wydawał się odpowiednim kandydatem do jakiegokolwiek kontaktu, werbalnego czy nie. Kiedy ostatnio zaprosiła kogoś do swojej “chatki”? Pół wieku temu? Jeżeli nawet, to gość zabawił u niej nie więcej niż 10 minut
W pewnym momencie uśmiech zniknął z jej twarzy, ale nie nagle, ze zdziwieniem, tylko powoli. Odepchnęła się lekko od baru i przeciągnęła się leniwie, wyglądając jak uroczy, młody kociak. Uroczy i drapieżny. “Zostaje też możliwość wyjścia”. Czy naprawdę przyszedł tu przez przypadek i mógł wyjść w każdym momencie? Wydawało się to jej jakieś pozbawione choćby okruchów sensu. Ale tak właściwie wszystko jest możliwe…
Nie podobało się jej to. Chciała się rozerwać, a on chciał wyjść? Pomyślała, że przynajmniej raz na pięćdziesiąt lat trzeba się rozerwać. Tak dla zasady. A skoro już z kimś rozmawia…
Zdała sobie sprawę, że zdradziła nieznanemu, podejrzanemu typowi gdzie mieszka. Może i nie dosłownie, ale była pewna, że się domyślił. Trudno. Choć było jej trochę przykro w końcu nikt nie wiedział gdzie mieszka. Nigdy po pracy nie chodziła prosto do mieszkania, ale całkowicie dookoła i raczej nie tą samą drogą. Później wchodziła na dach, w razie konieczności na kilka dachów, a do środka mieszkania, przez okno. Chyba będzie musiała zrobić wyjątek i wejść do domu jak normalny człowiek. Z demonem. Pewnie ten dureń, który śledził ją od miesiąca dowie się gdzie mieszka. No takie życie.
- Moje mieszkanie, mój drogi - był sens kłamać? Na pewno. Ale bunt był zakorzeniony w jej duszy i nie miała zamiaru go wyrywać.
Spojrzała na zegarek zapięty na lewym nadgarstku i już wiedziała co zrobić. Za dziesięć minut miała zmianę. Na szczęście jej zastępca siedział już przy stoliku popijając jakieś tanie wino. Nalała sobie tylko jeszcze jedną szklaneczkę absyntu i wypiła ją jednym haustem. Spojrzała na demona zza denka przezroczystej szklanki. Nie wydawał się taki groźny. Zaśmiała się cicho, krótko i lekko, bez żadnych trosk.
Czy była tak lekkomyślna, by zaprosić nieznajomego demona do swojego bezpiecznego lokum? Czy po tylu latach życia, chciała ryzykować je, dla napicia się whisky w towarzystwie?
Chyba tak.
- Jak chcesz, możesz do mnie wpaść na małe, dwustuletnie co nieco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Poza Kontrolą   Pon Sie 24, 2015 11:24 pm

Wstrętna wiedźma, zagubiony nieszczęśnik i tajemnicza chatka - nawet jeśli w tym wypadku wcale nie została zgrabnie ulepiona z piernika. Demon nie był pewien, czy spotkali się kiedykolwiek wcześniej, z całą pewnością zapamiętałby jej twarz lub głos. Po prostu razem, w tej jednej chwili, tworzyli na swój sposób baśń. Nową, ciekawszą. Cóż, osobistą.
Pytaniem zostawało zakończenie, bo przecież w każdej porządnej opowieści tego rodzaju dobro zwycięża zło, a które z nich miałoby symbolizować siły nieczyste? Belzebub nie uważał siebie za personifikację czystego zła i występku - nie tylko dziś, lecz tak ogólnie - ale z drugiej strony zarzucanie czegoś takiego istocie tak uroczej byłoby przynajmniej zbrodnią, nawet jeśli pozory tak piekielnie bardzo lubią wprowadzać w błąd.
Mieszkanie, hm?
Uśmiechnął się mimowolnie z przekąsem. Nie siedział w tym miejscu choćby od pięciu minut, a padały już takie zaproszenia. Wyglądał na tak godnego zaufania, zwyczajnie niegroźnego, czy może słodka wiedźma o winnych oczach była przyciągana przez coś, co na pozór powinno odpychać? Nie wiedział, nie znał jej, co z miejsca utrudniało jednoznaczne określenie jej powodów. Ale i tak kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie miał ochoty za nią pójść. Szukał rozrywki, odprężenia, a do wyboru miał siedzenie w tym obskurnym miejscu, opuszczenie z niesmakiem tego lokum i szukanie następnego, albo - no właśnie - podążanie za nią, by dowiedzieć się, czy to przypadkowe spotkanie okaże się fortunne, warte zachodu.
- Pieczara wiedźmy - powiedział ciszej, jakby sam do siebie. - Wielu nieszczęśników już tam zginęło?
To wszystko było... za łatwe. Chyba nic dziwnego w tym, że szukał haczyków, podstępów? Przecież miał naprawdę wielu wrogów, niemal każdy mógłby wpaść na coś tak banalnego. Wysłać piękną kobietę, zaaranżować niby przypadkowe spotkanie, zwabić, uśpić czujność...
Gdzieś głębiej, gdzie nie sięgał nawet jego własny wzrok, zrobiło mu się prawie żal, że najprawdopodobniej będzie musiał ją zabić. A może zamiast tego uczynić jej ten zaszczyt i po prostu włączyć do grona niewolnic?
Oparł się wygodniej o blat i sam zerknął na zegarek na swoim nadgarstku. Nonszalancko wzruszył ramionami.
- Nie mam ciekawszej alternatywy.
Mógł się z nią pobawić. Nawet jeśli wcale nie była przynętą, to wątpił, aby miał stracić na tym czas. Ba, stracić cokolwiek. Nie uznał jednak za stosowne, by pokazywać po sobie podobne ciągoty. Zdawkowo, spokojnie, z porządną dawką znudzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rei

avatar

Posts : 6
Join date : 13/07/2015

PisanieTemat: Re: Poza Kontrolą   Sro Sie 26, 2015 3:00 pm

Przewidywała, że się zgodzi. Jego oczy nie były szczególnie wyjątkowe, jeżeli chodzi o kolor. Ale to wszystko jeżeli chodzi o “nie wyjątkowość”. W tych dwóch, szaro-brunatnych “kamykach” błyskała inteligencja. Bliki w nich osadzone, wydawały się nie mieć odbicia w rzeczywistości, jakby były stworzone tylko na potrzebę właściciela, by ten mógł zwodzić innych. Tak przynajmniej sobie to wyobrażała. Wyobraźnie miała całkiem zgrabną i lotną, więc często wyolbrzymiała różne rzeczy. Czy powab tego bruneta też?
Wdzięczny śmiech wybrzmiewający z czerwonych ust, towarzyszył jej w szukaniu torby.
- Nie martw się, ta pieczara jest całkiem nowa, nie zginęło tam wielu. No i to byli nieudacznicy. Jeżeli jesteś, choć odrobinę sprytniejszy niż oni, to raczej przeżyjesz. Kto wie, może nawet w jednym, słodkim kawałeczku - zamilkła na moment, po czym roześmiała się - Nie wiem czym zajmujesz się na co dzień, ale nie ma niczego, co byłoby ciekawsze od czasu spędzonego ze mną - w tej wypowiedzi, na próżno szukać by, skrawka choćby, skromności. Ku mało żywotnemu życiu towarzyskiemu, lubiła trochę się pochełpić. Może gdyby nie była tak ostrożna przez ostatnich kilkadziesiąt lat, to w jej słowach nie było by śladu samouwielbienia, czy bałwochwalstwa w stosunku do siebie li tylko prostota i szczerość. Ale właśnie bezwstydność nadawała jej uroku i charakterku, jakiego było mało w innych, znanych jej ostrożnych wiedźmach.
Nie widziała twarzy słuchacza, więc jego reakcja była dla niej tajemnicą.
Wypatrzyła swoją torbę za wielkimi, ustawionymi jedna na drugiej skrzynkami piwa, sięgającymi prawie do sufitu. Była już między nimi, więc nie usłyszała odpowiedzi demona, o ile w ogóle odpowiedział.
Co ta torba tam robiła? Rei nie potrafiła sobie przypomnieć kiedy ją tam położyła i dlaczego. Trudno było ją wcześniej znaleźć, gdyż była czarna, skórzana i zlewała się z czarnymi skrzynkami. Dostrzegła ją tylko dzięki złotym, choć matowym, ćwiekom. Prześlizgnęła się między alkoholem zwinnie jak jaszczurka i pochwyciła zgubę. Usłyszała chrzęst i zieloną skrzynkę z winem lecącą w jej stronę. O mały włos a ciężka skrzynka spadła by jej na głowę. Niewiele myśląc, a właściwie nie myśląc wcale, użyła odrobiny magii, by zatrzymać wielki, zielony pocisk i wstawiła go na miejsce.
Gdy wyszła spomiędzy skrzynek, wyglądała na niewzruszoną, choć trzęsły się jej ręce. Minimalnie, prawie niezauważalnie. założyła kosmyk włosów za ucho. Przynajmniej taki był zamiar. Jej palce przeniknęły go, ale nikt tego raczej nie zauważył. Wyprostowała się i obdarzyła demona swoim czarującym uśmiechem.
- Jestem gotowa.
Wyszła zza drewnianego kontuaru i wreszcie mogła zobaczyć niedoszłego klienta w całej jego okazałości-wyśmienitości. Westchnęła cicho. Jak się tego spodziewała był niczego sobie. Masa jego mięśni na pewno nie była wymarzoną masą kulturystów i mięśniaków, ale właśnie dzięki temu, garnitur wydawał się być strojem stworzonym dla niego.
Wielkim dla niej wyzwaniem, było jedno pytanie. I to nie było pytanie odnośnie śmiercionośnych, prawie krwiożerczych, winiaczy spadających, ot tak.
Ale...
Dlaczego ryzykuje życie dla napicia się whisky z Panem Elegantem?
Może dlatego, że on był kroplą, która przelała czarę. Miała dość spokojnego życia. A ręce nie trzęsły się jej ze strachu.
Trzęsły się z podekscytowania.
- A ty jesteś gotowy? - oczywiście było to głupie pytanie, w końcu on się nawet nie rozbierał, więc mógł wyjść tak jak siedział. Ale dla Rei to pytanie miało głębsze znaczenie. Czuła się jakby rzucała mu wyzwanie. I wcale się nie bała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Poza Kontrolą   Czw Sie 27, 2015 8:35 pm

Teraz, gdy przebywał w formie tak nieziemsko ludzkiej, trudno było doszukiwać się niezwykłości w tych tak banalnie burych oczach. Wyglądał niemal jak człowiek - niemal, bo trudno spotkać zwykłego śmiertelnika o tak misternie ciosanych rysach twarzy, kogoś o tak porażająco idealnej aparycji. W końcu dawniej był aniołem, jednym z pierwszych, Bóg uczynił ze swoich sług istoty perfekcyjne.
Upadek niewiele zmienił pod tym względem.
Śmiech wiedźmy z lekka rozproszył gęstą, przytłaczającą atmosferę zalegającą dookoła. To był miły dla ucha dźwięk, radosny.
- Gdyby doczepić mi ogon, byłbym lisem, skarbie, o to się nie martw -
rzucił z rozbawieniem. Też coś. Że niby on, Wielki Książę Belzebub, miałby nie grzeszyć sprytem? Absurd! Uchybienie dla jego geniuszu w czasie knowania coraz to nowych intryg. Usprawiedliwiało ją tylko to, że najwyraźniej nie miała pojęcia, z kim właściwie ma do czynienia.
Chyba.
Demon wciąż nie odrzucił możliwości zasadzki, wyuczona przez wieki paranoja czasami boleśnie dawała się we znaki, jak choćby teraz. Szukał podstępu nawet w tym, że zniknęła chwilowo za regałami w nieznanym mu celu. Poszła nadać ustalony wcześniej znak? Wezwać kogoś? Porozumieć się z resztą osób wplątanych w tę całą sytuację? O wiele trudniej było mu uwierzyć w to, że młoda kobieta szukała w ten sposób podniecająco niebezpiecznej rozrywki, niźli w to, że to wszystko było jednym, ukartowanym wcześniej spiskiem.
Sam zaśmiał się cicho i pokręcił głową na tę drugą uwagę, niemniej nie skomentował tego ewidentnego braku skromności. Była tak pewna siebie, że mogłaby innego mężczyznę z łatwością onieśmielić. Nie tylko swoim wyglądem, ale i pyszną arogancją, która Belzebubowi w tamtej jednej chwili podobała się tak piekielnie.
Uważał, że temu światu brakuje kobiet podobnych do tej uroczej barmanki o wciąż nieznanym mu imieniu. Kuszących, na pozór tak delikatnych, jakby miało skrzywdzić je dotkliwie jedno nieprzychylne spojrzenie, a w rzeczywistości twardszych od diamentów, zimnych i bezwzględnie przekonanych o swojej wspaniałości. Prawdziwa kobieta, która niechybnie sądzi, że wszystkie karty są w jej słodkich dłoniach i ona - tylko ona - kieruje całą rozgrywką i może schować do swojej torebki tyle asów, ile tylko zdoła.
Cudowna. Naprawdę cudowna, prawdziwa perła w tym zaplutym i cuchnącym nijakością barze.
Zastukał szczupłymi palcami o blat i rozejrzał się szybko dookoła, jakby spodziewał się ataku od tyłu. Nie zobaczył większej reakcji, właściwie wszystkie emocje związane z pojawieniem się jego osoby w tym miejscu już opadły, każdy wrócił do swoich zajęć.
Skąd wobec tego brało się w nim przekonanie, że to wszystko jest grą? I że właśnie mało świadomie zmierza do punktu, w którym podejmuje tragiczną w skutkach decyzję?
Wróciła. Od razu zwrócił swoje spojrzenie ku jej drobnej, acz kobiecej sylwetce. Taka drobna. Taka niska, tak zuchwała. Prosiła się o nauczkę, dobrą lekcję nieufności. Demon jedynie uśmiechnął się samymi wargami i zeskoczył ze stołka barowego, z miejsca wyciągając ramię do czarownicy, aby mogła się na nim oprzeć.
Tak wypadało i szczerze żałował, że takie klasyczne, chociaż uprzejme gesty, powoli zanikają na Ziemi. Lubił to miejsce, dlaczego musiało stawać się takie wulgarne i coraz bardziej bezsensowne? Wszystko było łatwiejsze jeszcze te kilkanaście lat wstecz, kobiety miały klasę, prawdziwą klasę, i niemal niczym nie przypominały obecnych.
Odrzucił zaraz podobne myśli i westchnął miękko, wciąż nie zganiając z ust na wpół rozbawionego uśmiechu.
- Owszem, moja droga. Prowadź.

Był pewien, że wcale nie była gotowa, nawet jeśli zadeklarowała to chwilę temu. Na pewno nie na to, co dla niej szykował. Ale skąd miała wiedzieć? Była pewnie całkiem młoda, wiek nie zdążył nauczyć jej bezcennej ostrożności. Albo była po prostu tak przekonana o swojej sile i możliwościach, że przyćmiewało to jej wszystko inne?
Trudno powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Poza Kontrolą   

Powrót do góry Go down
 
Poza Kontrolą
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    L o k a l e :: Bary-
Skocz do: