IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Księżyc Łowcy

Go down 
AutorWiadomość
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Księżyc Łowcy   Sob Kwi 11, 2015 6:25 pm

Jest to jedno z tych miejscy, w których dzieją się dość niezwykłe rzeczy i przebywają niezwykłe osoby jednak nikt nie zdaje sobie z tego świadomości. Wbrew temu, co myślą ludzie pracują tu i odwiedzają to miejsce istoty nieśmiertelne, jednak nikt nie zwraca na to uwagi, ponieważ nawet o tym nie wie. To miejsce szczególnie upodobały sobie wampiry, które mają tu zawsze dostęp do świeżej krwi, i nie, nie atakują innych klientów, mimo że zdarzają się przypadki, kiedy posuwają się również do takich rozwiązań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Wto Kwi 21, 2015 6:37 pm

Szedł dosyć szybkim krokiem, ze zmarszczonym nosem i wyraźnie niezadowoloną miną. Jego ruchy były szybkie, wręcz gwałtowne, jakby podrywał się do lotu... znaczy skoku. Nie chciał zamoczyć swoich ubrań, ponieważ nie miał nic na zmianę, a kupować nowych bardzo nie chciał, kochał swój mundur, który nosił raczej z dumą niż ze strachem. Poza tym gdyby miał je wysuszyć to nie miałby gdzie. Zapewne będzie musiał podpytać gdzie i jak załatwić sobie spore mieszkanko. A może Taro ma mieszkanie i mógłby się tam zatrzymać? Cóż, zawsze warto zapytać. Nie jest jak zwierzęta - nie brudzi, nie piszczy, dodatkowo sam się karmi i myje. No i jak takiego zwierzo-ludzia nie kochać?! Wracając do okropnej pogodny... im szybciej szli gdzieś z dala od fontanny, tym bardziej wydawało mu się, że droga, którą idą, jest kompletnie bezdeszczowa - chmury dopiero się tutaj przesuwają. Westchnął ciężko starając się dotrzymać towarzyszowi kroku. Kiedy i tutaj kropla deszczu spadła na jego nos, znów dziwnie zapiszczał, warczał... dziwne te królicze dźwięki. Widział wyraźnie to niezadowolenie w oczach mężczyzny oraz po ruchach. Nie mógł niestety za to przepraszać, to wnętrze, część Kuniego i tego się nie pozbędzie, a nawet jeżeli mógłby to zapewne trenowanie takich różnych rzeczy zajęłoby dużo czasu... albo i nie.
Doszli w końcu do jakiegoś dziwnego baru, a nawet tuż przed nim królik poczuł coś na kształt krwi, tak nie do końca, ale zapach krwi. Przez to obwąchał ramie Taro, ale to nie tak do końca od niego. Podążając śladem towarzysza dowiedział się, że wnętrze baru tak pachnie, ale dlaczego?

- Co to za miejsce i czemu tak dziwnie pachnie? - zapytał ściszonym tonem mówiąc wprost do jego ucha. Starał się nie krzywić, nawet, jeżeli coś mu nie pasowało.
Po kilku minutach jednak zrobiło się dla chłopaka niezbyt ciekawie. Wspomnienia z dawnych lat skojarzyły mu się z tym, może nawet ledwo wyczuwalnym, zapachem krwi przez co oparł się o ścianę, zacisnął oczy i zatkał uszy. Przykryzł wargę kręcąc głową na boki, nie wiedział co się dzieje, przez co poczuł się taki trochę zagubiony.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Wto Kwi 21, 2015 7:34 pm

Szybkim krokiem zmierzał do jakiegokolwiek miejsca, gdzie można schować się przed deszczem, po drodze biedny wampir był narażony na dziwne i drażniące go piski towarzysza. Znosił to jednak zwyczajnie się nie odzywając w tym temacie, choć we własnych myślach złorzeczył jak tylko mógł. Jego biedne uszy nie zniosłyby dłuższego pisku, który na jego nieszczęście przez jego wyostrzony słuch był podkręcany. W końcu dotarli w miejsce, gdzie znajdowały się jakieś budynki i akurat padło na to, iż trafili do miejsca, które upodobały sobie przede wszystkim wampiry. Przedstawicielowi tej, że rasy wcale jakoś to nie przeszkadzało, choć to że został obwąchany raczej nie bardzo mu się podobało, choć stwierdził, iż to zapewne przez unoszący się wokół zapach krwi, który musiał najwyraźniej w jakiś sposób drażnić Kuniego. Widząc zachowanie swojego towarzysza ciut się zaniepokoił w końcu kto dostaje napadu lęku przy samym zapachu krwi, w pierwszej kolejności postanowił uspokoić jakoś czarnowłosego tak, więc zwyczajnie pozbawił go czapki którą sobie chwilowo przywłaszczył wkładając ją na swoją białą łepetynę, a następnie położył jakże zimną dłoń na głowie towarzysza.
-To bar jak widać, nie przejmuj się unoszącym się tu zapachem.
Wypowiedział te słowa spokojnie i czekał na jakąś reakcję ze strony Kuniego, nie śpieszyło mu się i miał nawet całą wieczność na to by doprowadzić tegoż osobnika do porządku by otrząsną się z tego raczej dość zaskakującego napadu lęku
-Możesz być pewien, że nic ci tu nie grozi.
Jakoś słownie starał się dotrzeć do niepokojąco zachowującego się towarzysza i miał małą nadzieję, że przejdzie mu napad lęku i nie będą musieli szukać obecnie innego miejsca do schowania się przed nieznośnym deszczem. W końcu na dobrą sprawę mieli tu tylko, chociażby chwilowo przeczekać opady i zaraz potem opuścić to miejsce. Obecnie nie miał pomysłu gdzie pójść by nie iść zbyt długo i przesadnie nie zmoknąć a przeczekanie deszczu było najlepszym rozwiązaniem przynajmniej dla niego bo nie widziało mu się zaraz lecieć do mieszkania, chociaż nie był to taki głupi pomysł by wrócić w swoje cztery ściany i już tam zostać

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Wto Kwi 21, 2015 9:41 pm

Bez względu na to gdzie i w jakiej formie jest, jego wnętrze, tak jak już to było mówione, pozostanie płochliwym króliczkiem o dużym rozumku, który jednak wolałby unikać wszelakich zagrożeń już zanim się one pojawią. Nic prestego ani nieosiągalnego, wystarczało posiadanie głowy na karku oraz oczy dookoła głowy. Tak jednak nie będzie w takim stanie, w jakim był teraz czarnowłosy. Przygniótł długie uszy mocno plecami i przejachał nimi trochę w dół, po ścianie. Nawet przez to nie syknął. Całe szczęście nie otarł się kolczykami o ścianę, jeden plus długich uszu, gdy nie przylegasz wraz z plecami tyłkiem do ściany.
Te okropne obrazy wróciły do jego głowy całkowicie nagle, niespodziewanie, sprowadzając na chłopaka nieznane mu dotąd uczucia okropnego bólu i strachu. Tak czuł się kiedyś? W tamtej chwili? Gdy zobaczył zabijaną przez ludzi rodzinę, przyjaciół, znajomych i te stosiki ciał czy też ostre haki we krwi? To okropne, tamten smród dla malucha to zupełna odwrotność tej delikatnej woni czystej krwi, ale jednak przywracała złe wspomnienia. Nie chciał się tak dać pokonać przez coś, co było, bo przecież i tak wszyło na dobre. Starał się przywrócić do otoczenia, by usłyszeć znów ten śmieszny Tarowaty głosik. Nawet nie zauważył, że mężczyzna zabrał mu czapkę i założył sobie. To nie fair zabierać komuś coś, gdy nie jest w stanie nawet kiwnąć palcem... no chyba że to było przyjemne...
Pokiwał szybko głową na boki, uchylił powoli powieki i ledwo powstrzymał się od pisku zasłaniająć szybko oczy rękoma. To co zobaczył zamiast towarzysza, a raczej czym on był... lepiej nie opisywać. Warknął cicho na samego siebie wyraźnie niezadowolony i lekko uderzył się w twarz dla opamiętania. Wtedy dopiero usłyszał jego obietnicę bezpieczeństwa. Wyprostował się, minimalnie odsunął od ściany i westchnął.

- N-nie wiem co się właśnie stało... ale wolałbym, żeby więcej tak się nie działo... - wydawał się być wyraźnie smutny z jakiegoś powodu, tylko jego znanemu. Kiedy się ogarnął, doprowadził do porządku był gotów na przejęcie swojej czapeczki z rąk "złodziejaszka".
Nie musieli opuszczać tego miejsca i nie będą musieli póki deszczowe chmury sobie nie pójdą. Cóż, teraz było sporo deszczu w tym miejscu, albo królikowi się wydawało. Rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu w końcu. Trzymał się cały czas blisko przyjaciela, by nikt się nie przyczepił, uczepił, popchnał, ugryzł, porwał czy nie wiadomo co jeszcze.

- Czy coś będziemy zamawiać? Ja bym się czegoś napił... - poszerzył swój uśmiech wybierając miejsce, gdzie mieliby usiąść i pociągnął tam wampirka. A właśnie, jak go złapał za nadgarstek był dosyć zimny. Uniósł brew zerkając na niego dziwnie, ale zaraz się rozpogodził.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Sro Kwi 22, 2015 10:10 am

Wampir czekał cierpliwie aż jego towarzysz ogranie się po jakimś nieprzyjemnym napadzie lęku, w czasie tegoż oczekiwania zwyczajnie zdjął ze swojej głowy czapkę należącą do Kuniego i dokładnie się jej przyglądał tak ze zwykłej ciekawości aż w końcu z powrotem znalazła się ona na jego łepetynie zaś wzrok skierował na swojego towarzysza, który powoli dochodził do siebie. Fakt to zachowanie było niepokojące jakby przeżył on coś, co nawracało pod wpływem jakiegoś bodźca z zewnątrz, ale sam nie wnikał w to, choć mógłby bez problemu wniknąć do jego umysłu i pogmerać we wspomnieniach, ale nie widział powodu by to robić. Kiedy tylko już mu przeszło białowłosy nie wnikając w to, co się wydarzyło po prostu przytaknął w końcu nikt nie lubił, gdy powtarzało się coś nieprzyjemnego. Zwrócił mu czapkę by nie posądzono go o kradzież w końcu tylko sobie ją chwilowo pożyczył i to nie miał zamiaru jej sobie zachować. Nie minęła nawet chwila, kiedy padło pytanie czy będą oni coś tu zamawiać, wampir w sumie nie lubił niczego w takich miejscach popijać, ale cóż skoro jego towarzysz był w jakimś stopniu spragniony to musiał chyba przystać na to by cokolwiek zamówić.
-Ta...możemy coś zamówić.
Odpowiedział jakoś nie specjalnie zainteresowany tym i dał się zaciągnąć do stolika, który był ustawiony w takim miejscu, które było wręcz idealne do obserwacji tego co dzieje się w całym lokalu nie licząc jakichś zasłoniętych zakamarków. Wampir siadł sobie gdziekolwiek przy ów stoliku zakładając ręce za głowię, w odróżnieniu od Kuniego wcale nie czuł się tu aż tak źle w końcu miał pewność, że nikt nie jest tu na tyle głupim by go atakować bądź cokolwiek innego. Również w ten sposób bezpiecznie mógł się teraz czuć jego strachliwy towarzysz, choć krwistooki wcale nie wyglądał na takiego, który kiedykolwiek dobrze poczułby się w miejscu, które przesiąknięte jest zapachem krwi. Yamada spojrzał w stronę jednego z pracowników ów miejsca i po prostu skinął nań ręką by raczył podejść w końcu, jeśli mieli cokolwiek zamawiać to ten, że osobnik był konieczny by przyjąć ich zamówienie i je dostarczyć. Już po chwili do ich stolika podszedł dość mizerny mężczyzna, który to wręczył Kuniemu spis wszelakich napojów zarówno tych zawierających alkohol jak też tych bezalkoholowych.
-Wybór mają raczej spory.
Wtrącił się swoim krótkim komentarzem trochę przeszkadzając tym towarzyszowi w przeglądaniu karty napojów. Już po chwili Taro jakoś od niechcenia wyjął z kieszeni kurtki pewien świstek, który to musiał ze sobą nosić na wypadek, gdyby jednak miał zamiar przyłazić do takich lokali, choć do tej pory raczej nie bywał w takich miejscach dla rozrywki czy czegokolwiek innego. Zaprezentował ów świstek kelnerowi, który jedynie skinął głową i zanotował coś w swoim notesiku oczekując następnie na to co życzy sobie zamówić osobnik towarzyszący wampirowi. Po odebraniu pełnego zamówienia kelner odszedł wracając dopiero po kilku minutach z zamówionymi napojami, które zostały ustawione na stoliku przed tymi, którzy je zamówili, a następnie ponownie zniknął. Yamada mimo nijakiego zainteresowania napojem zostawił go w spokoju a jedyne co obecnie robił to obserwował przez okno to, kiedy w końcu przestanie padać.


//nie jest to to co chciałem ale jak to mówią...
Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Czw Kwi 23, 2015 11:26 am

Opady deszczu nie sprzyjał wędrówce po zabłoconych ulicach i chodnikach Londynu, lecz przynajmniej było widniej i inaczej niż na polance. Może dlatego, iż przeważnie omijał brudne kamienice, a nie drzewa. Albo napotykał prędzej na swojej drodze ludzi niż owady brzęczące koło ucha. Chyba tylko komary lubiły wszędobylską wilgoć oraz rozległe kałuże. Długowłosy coraz mniej pewnie kroczył przed siebie, zlany z góry na dół obfitym deszczem nie przypominał nikogo nadzwyczajnego. Ot, młodzieńca bez parasola. Nawet zieleń włosów przyciemniała, a ponieważ od burzy pociemniało dookoła - wydawały się wręcz szaro-czarne. W końcu przystanął pod murami jednej z kamienic, gdzie dopadł go okropny kaszel. Przeziębił się na dobre, ale sam zainteresowany nie wiedział o tym, co to w ogóle mogło być. Skostniałe dłonie przytknął do ust, by powstrzymać kaszel, lecz nic z tego. Wydobywał się ze środka, tak jakby. Ścisnął piąstkę na torsie i przylgnięty do ściany rozglądał się po okolicy. Kątem oka widział, jak trzy osoby, w różnych odstępach czasu, wchodziły do środka jednego z budynków. Nie było tam zbyt wiele światła, wręcz jakby było wymuszone albo zadymione, jednak teraz liczył się tylko suchy kąt. Ostrożnie zbliżył się do drzwi, przepuścił spieszące się persony, ale zaraz "przykleił się" do obcych, więc wyglądało to w pierwszej chwili, jakby był ich znajomym. Sytuacja zmieniła się, gdy nieznajomi szybko zajęli wolne stoliki, a Eto prawie że stał w progu. Swoją bladą jak kreda cerą przypominał wampira, toteż nie zwrócił większej uwagi na siebie. Omiótł półprzytomnym spojrzeniem pomieszczenie i wolnym krokiem, lekko zgarbiony, podążył na puste krzesło pod ścianą. Usiadł na nim i próbował wtulić się w kamienne mury, by chociaż trochę zyskać ciepło. Oczywiście w barze nie można było narzekać na temperaturę, ale młodzieniec przemarzł na kość. Nie dziwota - spać pod gołym niebem, kiedy padał deszcz? I jeszcze iść kilka kilometrów bez parasola w rosnącej ulewie? Nawet nie zwrócił uwagę na klimat, na zapachy, na klientów baru. Pragnął po prostu ogrzać się, a potem... a potem... eh, młodzieniec nie potrafił przewidywać i planować dalej niż teraźniejszość. Brrrr...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Czw Kwi 23, 2015 1:15 pm

Najwyraźniej miał niesamowitą zdolność szybkiego uspokajania się, bo już po chwili wyglądał jakby zapomniał o nieprzyjemnej sytuacji sprzed momentu - był skory do żartów, lekko uśmiechnięty. Nie przeszkadzał mu zapach krwi, zignorował zimno ciała Taro, dziwnie patrzących się na żywego królika nieznajomych. Gdzieś słyszał, że wampiry zamiast krwi ludzkiej potrafią pić zamiennik, najczęściej z królika. Do dziś nie wie, czy to prawda. Przez tą niesamowicie długą podróż wiele się nauczył nie tylko o sobie. Chciał czy nie nadal zdarzało mu się jako człowiek poruszać nosem niczym królik czy też piszczeć w niektórych sytuacjach, przy uchu Taro dla przyjemności i odwdzięczenie się za żart.
Chłopak zadowolony z możliwości zamówienia czegoś, siedząc już przy stoliku blisko ściany tylko czekał, aż będzie mógł dorwać w swoje łapki coś takiego jak karta z napojami i innymi rzeczami. Ten problem został szybko rozwiązany przez towarzysza, który zadbał o doinformowanie królika o napojach w lokaju poprzez mizernego chłopaczka z kartą. Położył ją po środku na stole, gdyby i on miał ochotę coś sobie wziąć, po czym zaczął uważnie czytać, przekładać kartki. Przy tym marszczył nos, nucił cicho pod nosem albo uderzał lekko palcami o stół.

- Czemu wydajesz się taki niechętny? Coś zrobiłem nie tak? - zapytał unosząc pytająco brew, wychylił się w jego stronę i jeszcze mruknął "hmmmm?". Wrócił szybko do karty i zamówił jakiś mocniejszy alkohol, tak jednorazowo. Nie widział zbytnio dobrze tego świstka, a że był ciekawskim stworzeniem, gdy tylko mężczyzna odszedł to zaczął wypytywać.
- Czemu pokazałeś tą kartkę? Co na niej jest?
Zgarnął swoje prawe uszko do przodu i zaczął się nim bawić jakby znudzony. Ta nuda trwała do tego momentu, w którym po pomieszczeniu rozszedł się zapach wody i powietrza z zewnątrz. Spojrzał na wejście, jednak nie zauważył nikogo specjalnego, jedynie kolejnych ludzi, tyle że jeden z nich był całkowicie przemoczony. Zamyślił się obserwując go, niespecjalnie się przy tym ukrywał.
- Hmm... ten chłopak... - szepnął do siebie przechylając nieco głowę w prawo. Po jego kaszelku można się było domyśleć, że jest podziębiony albo zbyt dużo pali. Nie... wyglądał młodo i na takiego, co nie pali.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Czw Kwi 23, 2015 2:27 pm

W czasie, kiedy to Kuni wybierał sobie napój to Taro wyglądał na naprawdę znudzonego, niechętnego i w ogóle mało sympatycznego, ale cóż tak to bywa. Na słowa towarzysza skierował nań wzrok zarzucając rękę na oparcie krzesła, na którym obecnie przesiadywał. Jego nastawieniu w żadnym razie nie był winien osobnik, którego dopiero co poznał bo niby jak mógłby przyczynić się do czegoś co trwa już bardzo długo.
-Nie przejmuj się tym, to tylko zwykłe znudzenie życiem. O ile można to tak nazwać.
Wypowiedział te słowa standardowo swoim znudzonym tonem, liczył na to że w końcu w tym mieście zacznie się coś dziać, chociaż mała rozróba, do której mógłby wtrącić swoje trzy grosze byle tylko nie włóczyć się bez celu. Oczywiście uwadze Kuniego nie umknęło również to, iż przyświecił kelnerowi świstkiem bez, którego raczej nijak nie da się potwierdzić tego czym jest bez prezentowania jego zacnych kłów a tego wolał nie robić w końcu oprócz wampirów przebywali tu także inni, którzy nie koniecznie musieli wiedzieć co za stwory przesiadują w ów knajpie. Nie widziało mu się tłumaczenie tego czym jest i z jakiego powodu konieczne było to, żeby przyświecił jakimś głupim kawałkiem papieru przed pracownikiem ów miejsca.
-Musiałem to pokazać no i nie mów że jeszcze się nie domyśliłeś czym jestem.
Te słowa wypowiedział jakoś mniej znudzony, choć jednak nie była to zbyt wielka zmiana i raczej mało kto potrafi wyłapać taką zmianę w tonie jego głosu. Raczej go dziwiło to iż Kunihiko nie domyślił się tego jakim nieśmiertelnym jest ten czerwonooki albinos o lodowatej skórze. Ale nie miał zamiaru sam zdradzać tego iż jest wampirem w końcu każdy może się domyślić przynajmniej zwracając większą uwagę na to jaką ma temperaturę ciała czy, chociażby na to, iż jest blady jak trup. Nie minęło zbyt wiele czasu jak drzwi do ów miejsca otworzyły się kolejny raz obwieszczając tym samym przybycie nowych klientów tegoż miejsca. Wampir nawet nie spojrzał w tamtym kierunku wystarczyło mu w zupełności to, co słyszał a najbardziej słyszalny był czyjś okropny kaszelek, który wcale nie brzmiał jak u nałogowego palacza, a raczej jak u kogoś kto porządnie się przeziębił. Przechylił się i spojrzał w odpowiednim kierunku przy czym dostrzegł przemoczonego do ostatniej nitki osobnika, no wcale się nie dziwił, że złapało go przeziębienie, skoro chodzi po deszczu bez parasola czy jakiegoś płaszcza bądź czegokolwiek innego co może ochronić przed skutkami lejącej się z nieba wody. Podniósł się ze swojego siedziska kierując swe kroki w stronę kaszlącego, który wcale nie wyglądał najlepiej i był porządnie przemarznięty. Zatrzymał się dokładnie naprzeciw niego unosząc odrobinę rękę przy czym stworzył w dłoni niezbyt wielką kulę ognia, która pod wpływem odpowiedniego pokierowania zaczęła krążyć wokół nieznajomego ogrzewając go oraz osuszając jego przemoczone ubrania.
-Raczej mało rozsądne jest chodzić po deszczu bez parasola.
Skierował te słowa do nieznajomego i wcale się nie przejmował faktem tak publicznego używania swoich mocy w końcu bez problemu mógł wymazać wszystkim obecnym wspomnienie o tym co też uczynił. No a na jego korzyść działało to, iż ów miejsce było wystarczająco niewidoczne dla innych, iż nawet jakby wszyscy tu obecni zaczęli się przypatrywać to raczej nic specjalnego by nie zauważyli. Tak, więc kontynuował osuszanie i ogrzewani zielonowłosego co trwało dłuższą chwilę, a gdy już skończył kula ognia zniknęła zaś wampir wsadził ręce do kieszeni. Przez chwilę wyglądał on na zamyślonego i rzeczywiście zastanawiał się nad czymś przez tą chwilkę. Wyjął jedną rękę z kieszeni i wskazał nieznajomemu na stolik przy, którym znajdował się Kuni przy okazji racząc zielonowłosego jako takim uśmiechem.
-Przyda ci się jakiś gorący napój. Może przyłączysz się do nas?
Wyprowadził jakąś niezbyt wiele znaczącą propozycję tego by ten przyłączył się do nich, w końcu, jak już robił za dobrego wujka to nie będzie się ograniczał.

OOC:
 

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Czw Kwi 23, 2015 3:04 pm

Brr ale zimno... ocieranie rąk nic nie dawało. Dało się normalnie wycisnąć wodę z włosów - tyle jej było! W ubraniu nie mniej! Nawet rozrastała się kałuża pod krzesłem, na którym przesiadywał przemarznięty, oddany snowi na jawie młodzieńcowi. Rzęziło mu w płucach, dlatego co chwila kaszlał jak najciszej potrafił, wręcz próbował powstrzymywać napad kaszlu. Wolał słuchać otoczenia, grzać się przy zimnej ścianie niż przejmować się sobą. Prawie że zasnął naprawdę, kiedy po krótkim momencie przed nim pojawił się jegomość w eleganckim, a przede wszystkim suchym ubraniu. Jemu to dobrze, przynajmniej nie było mu zimno. Ale skąd miał wiedzieć, że przed nim stał Zimnokrwisty?
-Parasol...?
Odezwał się niepewnie, jakby po raz pierwszy wypowiadał to słowo, i tak w rzeczywistości było. Jeszcze mniej pewnie spoglądał na ręce mężczyzny, z których ulotniła się gorąca kula ognia. Zmizerniały chłopak coraz bardziej przypominał żywą istotę, bo nabierał mocniejszych barw na ciele i włosach. Ba, nawet dotąd szarawe spojrzenie nabrało więcej barw, aż za dużo. Najważniejsze, że zrobiło mu się błogo, ciepło, aż miał lekkie rumieńce od ogrzania. Skostniałe palce zyskały czucie, a do uszu Białowłosego musiał dojść także dźwięk tętna krwi, którego niby wcześniej nie słyszał. A z kolei do jego uszu doszło zaproszenie do stolika znajdującego się nieopodal. Chłopak utkwił przepraszające spojrzenie na "wybawcę".
-Uhm... n-nie będziecie mieć Panowie nic przeciwko? Już i tak jestem wdzięczny za... parasol.
Na zdziwionej mince pojawił się blady uśmiech, ale bardzo szczery i ciepły niczym ogień, którym nieznany Czerwonooki raczył go ogrzać. Ostrożnie wstał z miejsca i chwilę się zawahał. Tak dawno z nikim nie przebywał, że wydawało mu się to wszystko śnić. Bo kto wie - może właśnie oparty o ścianę w barze marzył o życzliwych osobach, których jeszcze w swoim krótkim życiu nie poznał. Obdarzył speszonym spojrzeniem zarówno Białowłosego mężczyznę, jak i jego towarzysza przy stoliku, którego wzrok już wcześniej poczuł na sobie, ale ze względu na podupadające zdrowie nie odwzajemnił. Dopiero teraz, ale warto było. Obaj wydawali się być chętni, toteż podążył za Panem z ognistymi mocami i nie żałował swojej decyzji. Przed tym jak zasiadł do wspólnego stolika przytrzymał się szczupłymi palcami oparcia krzesła i lekko odsunął ów mebel, ale jednocześnie odezwał się grzecznościowo:
-Dzień dobry. Pan pozwolił mi usiąść z Panami... cieszę się, że mogę Panów poznać. I dziękuję za to.
Zmrużył oczka i poszerzył uśmiech na prawie beztroski. Dopiero teraz usiadł na dostawianym krzesełku i przyglądał się obu w ciszy. Tak pragnął towarzystwa, a obecnie zupełnie zapomniał, o co chciał zapytać w pierwszej kolejności. Widać było po nim, iż nie prowadził towarzyskiego, wręcz jakby to był jego pierwszy raz poza domem. Poniekąd tak było. Błądził zbyt często wzrokiem po otoczeniu, chociaż z jego tęczowych oczu nie dało się wyczytać niczego. Bo był pusty, niczym u pięknej kolorowej lalki. Nie to co u Czerwonookich towarzyszy. Od nich tryskała wiedza, doświadczenie, pomysłowość, myślicielstwo także. Tryskało od nich życie, nawet jeśli Wampir uważał je za nudne i... bez pulsu krwi w żyłach.
-Panowie przyszli razem?
Odezwał się nagle dziwak i przeskakiwał oczkami od jednego do drugiego osobnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Czw Kwi 23, 2015 9:18 pm

Nawet jeżeli patrzył się na karte pełną napoi to i tak kątem oka przelotnie, co chwilkę zerkał na wampira. Czemu był tak znudzony? To w pełni wystarczyło, by zająć umysł młodego czerwonookiego. Nudził się przez to, że w barze nic się nie działo? A czy kiedyś było inaczej i czy on tu często bywał? A może nudzi się w towarzystwie "strachliwego króliczka"? Był aż tak nudny? Nie pasował mu charakter długouchego? Wydmuchnął głośno powietrze nosem robiąc nieco skrzywioną minę. Nie mógł jednak myśleć nad jedną rzeczą tak długo. Pomimo całej postury białowłosego Kuni ani trochę się go nie bał. Szczerze mówiąc skoro on zaczął się odzywać, to jest okej. Nie ukrywa, że obcy bardzo mało go obchodzą, niektórzy. Dla bezbronnych obcych był ciut milszy. Jego wątpliwości zostały rozwiane wraz z usłyszeniem słów mężczyzny.
- Musisz żyć bardzo długo i dużo wszystkiego używać skoro tak mówisz, albo jest wręcz przeciwnie i nie robisz nic specjalnego, żyjesz trybem zwykłego przeciętniaka. Więc jak jest? Nie ma już nic ciekawego?
Ton jego głosu był taki obojętny, nieco oschły, ale bardzo uroczy i delikatny na swój sposób. Ani trochę nie niepokoił go za to ton rozmówcy. Chyba już taki po prostu był i musiał zostać zaakceptowany. Puścił swoje ucho, oba długaśne uszka odłożył, wręcz przerzucił przez ramię jak włosy, po czym westchnął. Dopiero teraz postanowił upić porządnego łyka trunku, żeby się tylko rozgrzać. Im więcej ludzi wchodziło do środka, tym więcej zimna się wkradało. Nie wszystkie ciała tutaj oddawały swoje ciepło, więc naturalnie chłodno mogło być. Ach jak mu teraz było dobrze. Położył oba łokcie na stoliku, nieco szerzej rozstawione, a brodę oparł na obu dłoniach. Uniósł brew tak jak i lewy kącik ust, wyglądał jakby miał nieczyste myśli.
- Może nie wszystkie miejsca zwiedziłem, może nie wszystko widziałem, ale wiele wampirów, takich jak ty, spotkałem. Jesteś zbyt zimny i biały na bycie człowiekiem.
A już myślał, że został uznany za idiotę czy coś, niestety tak szybko, jak ta myśl pojawiła się w jego głowie, tak szybko zniknęła nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu. Gdyby nie długie uszy z kolczykami z tymi czerwonymi tęczówkami oraz bladą cerą również mógłby udawać wampira.
Przez cały czas uważnie obserwował białowłosego, co jakiś czas przenosił wzrok na jak się okazało... zielonowłosego. Jego mina zmieniła się jakby na niezadowoloną, jakby nagle ich znienawidził. Nie krył się z tym jakoś specjalnie. Upił drugiego, mniejszego łyka z cichym mruknięciem. Przymknął nieco bardziej oczy wytężając słuch. Chciał znać każdą literę, każdy wyraz, każde zdanie, które ze sobą zamienili. Czy było mu w jakiś sposób przykro? Nie mógł nazwać ich do końca ludźmi, a przynajmniej wampira, bo nie wiedział jak z tym drugim chłopakiem, więc nie mógł powiedzieć, że oni go nie obchodzą. W pewnej chwili przez jego głowę przeleciał pomysł szybkiego wyjścia stąd, ale jedyne co zrobił to westchnął bardzo ciężko. Nie miał zamiaru wychodzić na deszcz, by się zamoczyć. I tak nie miał gdzie iść, mógł się tu zaszyć na dłuższy czas jeżeli nie będzie miał zamiaru wychodzić z Taro i zielonowłosym. Nie mógł o tym myśleć zbyt długo, przecież musiał podsłuchiwać ich rozmowę.

- Beznadzieja... - burknął cicho do siebie, a potem zaraz kaszlnął, gdy podeszli do stolika oboje. Przyjrzał się szybko młodemu chłopaczkowi. Nawet na dłużej nie zatopił się w tych tęczowych tęczówkach, nie ważne jak bardzo były ładne. Teraz naprawde robił dobrą minę do złej gry. Uśmiechnął się łagodnie do nieznajomego.
- Cóż, skoro Taro cię zaprosił to ja nie będę cię wyganiał.
W tym momencie przypomniał sobie, że przez chwilę sam pomyślał, aby zaprosić młodzieńca do stołu lub chociaż mu coś zamówić. A może to przez nieprawdziwą myśl, że on jest powodem nudy u wampira? Gdy się skupił ten nowy chłopak jakoś dziwnie gadał, no ale może to nietutejszy? Sam nie jest lepszy, dopiero co tu przyjechał, przypłynął, przyleciał, a kij go wie! Odpowiadał jego ciekawskiemu spojrzeniu swoim ciekawskim spojrzeniem.
- Teoretycznie tak, ale gdyby nie fakt, że ON postanowił mnie wystraszyć zapewne przyszedłby tu sam albo wcale... Tak, przyszliśmy tu razem ale... w pewnym sensie osobno. Ach jakie to trudne! - zaśmiał się cicho w dosyć dziwny sposób.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Pią Kwi 24, 2015 6:56 am

To czy coś ciekawego nadal było na tym świecie, czy też nie jakoś nie specjalnie obchodziło białowłosego bo on wcale nie miał zamiaru tego szukać, wiązało się to ze zbyt dużym wysiłkiem jak na jego obecne lenistwo i brak chęci do odszukiwania tego co może być jeszcze ciekawe, choć szczerze wątpił, żeby mógł znaleźć jeszcze cokolwiek co może zwrócić jego uwagę na dłuższą chwilę. Sam fakt, że jego podejście nawet do obcych było takie, a nie inne raczej się nie zmieni nagle a on przynajmniej starał się być miłym dla nowo poznanego, ale jeśli mu nie przypasuje towarzystwo znudzonego wampira to ma pełne prawo zwyczajnie się ulotnić a mu nic do tego i wcale nie będzie się tym przejmował. W końcu mało kto potrafił wytrzymać w jego towarzystwie przez dłuższy czas do czego przywykł i nie miał zamiaru udawać, że nic go nie nudzi bo zbyt wiele razy widział wszystko co go otacza łącznie z wszelakimi wypadkami, morderstwami, czy też jakimiś kataklizmami, które były fundowane śmiertelnym przez naturę, ale im nawet to było mało.
-Co myślisz przez to „dużo wszystkiego używasz”?
Wypowiedział to pytanie ze zwykłej ciekawości? Sam nie widział jakiegoś większego sensu w tych słowach w końcu czegoż on miał używać, skoro nie ważne co obecnie by robił to pozostawałby równie znudzony jak w tej chwili. Jedyne co mogłoby go jakoś wyswobodzić z tego stanu to chyba musiałby liczyć na dziwny zbieg okoliczności, że nagle do knajpy, w której zwykle przesiadują wampiry wparuje ktoś, komu z wielką przyjemnością i uśmiechem na gębie wyprułby flaki. Ale nie był aż tak stuknięty by w ogóle liczyć na coś takiego jak to bo w końcu było bardzo mało prawdopodobne. Słysząc kolejne słowa towarzysza o długich uszach o tym, iż spotkał już wielu takich jak on raczej wyglądał na ciut rozbawionego. Fakt mógł na swojej drodze spotkać niejednego wampira jednak raczej wcale nie były one do niego podobne no może nie licząc kilku faktów, które są charakterystyczne dla wszystkich przedstawicieli tej rasy.
-Mówisz, że spotkałeś wielu takich jak ja?
W tych słowach było słychać wyraźnie jakieś niedowierzanie bo szkarłatnooki wcale nie wierzył w coś takiego jak istnienie wampirów, które choć trochę przypominałyby jego. Postanowił jednak nie komentować zbytnio tego wszystkiego bo w końcu każdy, kto nie ma problemu ze śmiercią wynikającą ze starości są raczej znudzeni tym co pojawia się i przemija na ich oczach a oni wciąż niezmiennie trwają na tym świecie. Jedyne co miał zamiar uczynić to uświadomić Kuniego, że nie jest jakimś tam pierwszym lepszym wampirem na, którego trafił, pierwszy lepszy to zrobiłby sobie z niego stół szwedzki i tyle w końcu nieliczni potrafili trzymać na wodzy swoją dzikość i instynkty, które skryte ujawniane były dość rzadko, a jeśli już to miało to wyraźny powód, a nie dla jakiejś marnej rozrywki, która i tak się kończy i nic z niej nie pozostaje. Sięgnął po szklankę, w której znajdował się jego „napój”, którego jakimś tam napojem nie można było nazwać w końcu krew to krew i tyle w temacie. Upił z ów naczynia kilka łyków, a następnie odstawił opróżnioną do połowy szklankę na blat kierując swój wzrok ponownie na rozmówcę.
-Nie jestem jak inni przedstawiciele mojej rasy i nie znajdziesz podobieństw oprócz tych, które łączą wszystkie wampiry.
W tych właśnie słowach, a raczej tonie z jakim je wypowiadał można było łatwo wyłapać, że złości go porównywanie do innych mu podobnych czego wcale nie lubił. Doskonale znał opinię swoich pobratymców i wcale nie miał zamiaru być przypisywany do jednej grupy walniętych dzikusów, którzy zabijają dla rozrywki tak jak młode wampiry robią to po prostu ze zwykłego pragnienia, które nie jest czymś czego nie można zwalczyć a przynajmniej powstrzymać swoją naturę przed bezsensownym w tych czasach atakowaniem ludzi.
Po ulotnieniu się od stolika i osuszeniu zielonowłosego, który potrzebował nie tylko osuszenia, ale również ogrzania z powodu przemarznięcia jak też podupadającego zdrowia. Samo nazwanie jego mocy kontrolowania ognia słowem parasol ciut go rozbawiło jednak zupełnie nie skomentował i jedynie skinął na to lekko głową w końcu w ogóle ruszył się z miejsca tylko po to by ten, że osobnik nie skończył z jakimś paskudnym choróbskiem miast zwykłego przeziębienia. Uśmiechnął się w kierunku osoby o tęczowych oczach, nie był od dawna kimś, kto po prostu ignorował coś takiego a mając możliwość by jakoś pomóc po prostu to robił i wcale się tego nie wstydził. Takie czyny wyraźnie oddzielały go od większości mu podobnych, którzy raczej zupełnie olaliby coś takiego. Powrócił do stolika już w towarzystwie zielonowłosego, który to wyrażał się zarówno o nim jak też o Kunim per pan co jakoś nie leżało wampirowi, więc jedne co mógł uczynić to przedstawić się i skończyć z formalnościami. Po posadzeniu swoich zacnych zimnych czterech liter na krześle sięgnął po szklankę którą do końca opróżnił i zaraz po odstawieniu naczynia skierował swój wzrok na nowego towarzysza.
-Jestem Yamada Taro.
Grzecznie się przedstawił by dzięki temu zakończyć proces formalności jak też mieć możliwość skłonienia zielonowłosego do tego by nie zwracał się do niego na „pan”, bo to powodowało w nim jeszcze większe poczucie starości. Fakt był stary jak cholera, ale wcale tak nie wyglądał i wolał, żeby ktoś kto wygląda na podobny mu wiek nie zwracał się do niego jak do jakiegoś emeryta.
-Będzie mi miło, jeśli będziesz zwracał się do mnie po prostu Taro.
Wypowiedziane słowa były na obecną chwilą ostatnimi w końcu nie miał nic więcej do powiedzenia, skoro na zadane im pytania odpowiedział już Kuni to on nie miał powodu by wtrącić w to swoje trzy grosze.


//nie jest to, to co chciałem...wybaczcie to przez wczesną porę//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Pią Kwi 24, 2015 11:53 am

Zupełnie nie miał wyczucia momentu, że przeszkodził ów parce we swobodnej dyskusji. Gdyby tak było, pan Yamada nie zdecydowałby się na zaproszenie do wspólnego stolika... chyba. O ile Białowłosy mężczyzna skory był do okazywania skromnego uśmiechu, o tyle druga uraczyła młodzieńca badawczym spojrzeniem i potwierdzeniem słownym, że może przysiąść się do nich skoro Czystokrwisty na to zezwolił.
-Uhum, trudne. Ale najważniejsze, że teraz jesteście razem, o!
Podsumował odpowiedź młodszego Czerwonookiego takim stwierdzeniem z drobnym uśmiechem, chociaż jak słyszał śmiech (dla niego wcale a wcale nie dziwny) to zachichotał cicho wtórując słowom przedmówcy. Ciekawe czemu nie zaśmiał się "gospodarz stolika", może dlatego, by podzielić się informacją co do swojego imienia. I tym, by pozbyć się formalności. Skoro był w ich gronie, musi przestrzegać ich zasad. Nie może zbyt wiele sobie pozwalać, bo i tak miał u nich duży dług. Nie tylko z powodu ogrzania go, ale i tego, że mógł być z nimi tu. Cieszyć się ich radością, smucić się ich smutkiem, zamyślić się w ich zamyśleniu i tak dalej. Taki mały pasożyt emocjonalny.
-Ah, dobrze... Taro.
Skinął lekko głową przytakując, że zgodzi się na takie odstępstwa, a następnie skierował spojrzenie na jego towarzysza, z którym przyszedł i nie przyszedł razem jednocześnie. A jeśli i on zechciałby innego zwracania się do niego? Lepiej zapytać!
-A do Pana jak można się zwracać?
Może przez swoje rozkojarzenie spowodowane początkami przeziębienia nie dostrzegł w pierwszej chwili długich uszu kolegi Taro. Ale teraz... miał je prawie na wyciągnięcie ręki, aż go korciło, by je dotknąć. Musiały być puchate, milusie, cieplutkie, delikatne w dotyku. Coraz bardziej świerzbiły go palce, aż nie wytrzymał i ostrożnie pochwycił w dwa palce ucho nieznajomego z imienia osobnika. Oh, nie mylił się!
-Ojeeej, jakie śliczneee~ i milusieee~...
Zmrużył oczka z uśmiechem dziecka, ale przy tej czynności obniżył się rękaw koszuli jaką miał na sobie, a na nadgarstku widniała papierowa przepaska w folii. Miała na sobie datę sprzed tygodnia i ręcznie napisany numer "370". Swoją formą przypominała oznakowanie pacjenta ze szpitala. Nie krył się z tą przepaską, bo tak go zafascynowały uszy kompana Taro, że zapomniał o bożym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Sob Kwi 25, 2015 1:55 pm

Świat jest wielki, długi i tak samo szeroki, a dziwów po kontach chowa się więcej, niż można sobie wyobrazić, więc nie warto mówić, że raczej już nic ciekawego nie będzie. Sami mądrzy ludzie mogą wymyśleć coś ciekawego, nowego. Chodząc samemu po świecie tak wiele lat, jak to potrafią wampiry, faktycznie można nie mieć szansy zobaczenia czegoś jeszcze. Wystarczy czekać lub starać się nieprzerwanie szukać, wypytywać... W sumie coś ciekawego lub ktoś może się pojawić samo, przypadkowo. Nigdy nic nie wiadomo! Co do samego nastroju białowłosego wampira, to było całkowicie odwrotnie. To nie tak, że królikowi nie pasuje takie towarzystwo, ale nieco... martwił się? że to przez niego. Gdyby nie fakt, że Taro również pochodzi z Japonii to czarnowłosy nie martwiłby się jego nastrojem. Był miły, jak urocza maruda, której nic nie pasuje. Wyszczerzył lekko ząbki na tę myśl, przy okazji unosząc minimalnie lewą brew.
- Nie do końca wiem o wszystkim na tym świecie, gdyż nie ze wszystkim musiałem się spotkać, ale są różnorakie przyjemności, różne sposoby ich wykonania, zdobycia... To mogłyby być narkotyki, alkohol... i inne... no sam na pewno wiesz. Ale nie mówię tylko o samej złej stronie możliwości używania wszystkiego. Są też rzeczy... - warknął na samego siebie, że brakuje mu słów i nie potrafi nic dokładnie wytlumaczyć. Miał więc cichą nadzieję, że mężczyzna wszystko zrozumie. To może niezbyt ciekawe rozwiązania, prowadzą do różnych nałogów (te które wymienił i inne) no ale można mieć bardzo silną wolę. Podrapał się palcem po policzku, bardzo blisko prawego kącika ust zamyślony przez dłuższą chwilkę.
- W każdym razie nie ważne co by było i kim by była dana osoba używająca sobie wszelakich "dóbr" to i tak nie uważałbym kogoś takiego za złego. Mam bardzo szeroki zakres tolerancji co do osób oraz zachowania. - powiedział jakby znudzonym tonem po czym odchrząknął.
Musiał się chwilkę zastanowić nad jego kolejnym pytaniem. Postukał palcem w policzek, lekko przygryzł kiełkami, mruknął "hmmm" ze zmarszczonymi brwiami. No nie mógł powiedzieć, że wielu, jakieś armie, ale kilku spotkał świadomie, może innych nieświadomie i przechodził tuż obok.

- No nie do końca wielu, kilku. Z kilkoma rozmawiałem, kilku widziałem, ale równie dobrze nieświadomy mogłem przejść obok nawet nie wiedząc, że blady osobnik jest pijawką. Nie wchodziłem w jakieś bliskie kontakty w sensie przyjaźnie, więc nie powiem ci jakie one były. Jednego widziałem nawet jak zjada kogoś, ale tego już prawie nie pamiętam.
Wyjaśnił na spokojnie, a na jego twarz znów wrócił uśmiech, tak jakby... Nie miał z wampirami złych doświadczeń, byli niczym zwykli, nieśmiertelni ludzie, bez pulsu... Długo myślał nad słowami towarzysza, z resztą jak za każdym razem by nie popełnić błędu podczas rozmowy. Wpół położył się na stole, opróżniając niemalże do końca naczynie z alkoholem. Było mu tak ciepło w środku, niesamowite uczucie, byleby nie za dużo tego dobrego na raz.
- Może te wampiry, które spotkałem bardzo różniły się charakterem, ale byli raczej przyjaźnie nastawieni. Zapewne zbyt mało ich spotkałem w miastach, by przekonać się o ich innej naturze. Każdy ma w sobie coś ukrytego i nie wszyscy muszą o tym wiedzieć, nie zawsze jest to dobre. Nie przeszkadza mi to, dla mnie pojęcie "zły" jest dosyć... wąskie i zupełnie inne niż wasze, jestem tego pewien.
Tak bardzo skupił się na rozmowie z Taro, że zapomniał o biednym zielonowłosym siedzącym tuż obok. Nawet nie czuł na sobie jego wzroku, jednak nie traktował go jak powietrza. Zdarza się zapominać o ważnych rzeczach lub osobach, królik miał do tego pełne prawo. Nie chciał przeszkadzać, póki wampir nawiązywał z nim kontakt, tylko lekko się uśmiechał i badał nadal wzrokiem dziwną istotkę. Pachniał inaczej niż ludzie lub nieśmiertelni i to najbardziej go intrygowało. Czas więc dowiedzieć się wszystkiego od początku do końca! Pochwycił dłonie Eto i poruszał energicznie góra-dół, by się przywitać tak, jak należy w tym momencie.
- Gdzie ja schowałem swoje maniery! Jestem Okumara Kunihiko. Możesz mi mówić w skrócie Kuni, jeśli chcesz. To ułatwia sprawę!
Puścił te biedne, ciepłe, chude dłonie i poprawił się na krześle siadając bardziej... prosto. Nie miał w sobie zbytnio emocji, a taka umiejętność jest żadko spotykana. Widział, jak wpatruje się w jakiś punkt... podążył więc za jego wzrokiem i... ach o uszy chodziło! Uprzejmym wzrokiem zachęcił go do dotknięcia, jeżeli miał ochotę, byle ostrożnie. Zbytnio nie miał nimi jak poruszać, zawsze spokojnie zwisały i tyle.
- Baw się do woli, ale ostrożnie. Nie są aż tak wrażliwe w dotyku, ale nie lubię jak się dmucha mi do uszu, ciągnie za nie i inne niefajne rzeczy.
Ujrzawszy dziwną bransoletkę na ręku towarzysza szybko ją przeczytał, po czym spojrzał porozumiewawczym wzrokiem na Taro. Ze szpitala był? A może badania, eksperyment? Co to jest? Zaczął poruszać szybko nozdrzami, jak królik zastanawiając się o co chodzi. Powinni go gdzieś oddać? A może uciekł? Należało się tego szybko dowiedzieć, wolał nie mieć kłopotów.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Nie Kwi 26, 2015 5:10 pm

Jedynie przysłuchiwał się słowom Kuniego zupełnie ich nie komentując, każdy miał swoje własne spojrzenie na wszystko, co ich otaczało. On sam mógł uchodzić za kogoś kto wiecznie marudzi, ale wcale nie był marudą a jedyne co mu doskwierało to nuda którą starał się teraz jakoś zniwelować w towarzystwie tej dwójki i chyba jakoś mu to wychodziło, choć nie należał on do towarzyskich typów to jednak szukał zabicia nudy przebywając wśród innych. To ci dopiero paradoks. Pozostawił jednak rozmyślanie w tym temacie dla własnego spokoju, bo po co miałby dumać nad czymś nad czym nie musiał wcale myśleć. Jedyne co na tą chwilę uczynił to podniósł się ze swojego siedziska podchodząc do baru, gdzie to zamówił napoje dla swoich towarzyszy zgodnie z własnym upodobaniem, gdyż zwyczajnie nie chciało mu się marnować słów na to by zapytać czego, który chce się napić. Po otrzymaniu tego co zamówił wrócił do stolika stawiając przed każdym napój z czego jeden dla zielonowłosego był przeznaczony do zwyczajnego rozgrzania zaś ten, który obecnie stał przed, tym bardziej strachliwym nowym znajomym był tym samym, który popijał on wcześniej. Po powrocie do stolika zastał on dość zabawną scenę, w której to uszy Kuniego były tarmoszone przez zielonowłosego, który najwyraźniej był bardzo zafascynowany tymi długimi uszami. Dla kogoś obserwującego wyglądało to dość zabawnie przez co nawet taki ponurak jak Taro zaśmiał się zajmując ponownie swe siedzisko. Ciut rozbawiony przyglądał się tej dwójce przez jakąś chwilę, nie umknęła jego uwadze opaska na nadgarstku zielonowłosego, ale nie miał zamiaru nic z tym robić w końcu nie leżało w jego interesie odstawianie go do jakiejś placówki tylko z powodu posiadania jakiejś tam opaski z numerkiem. Jedyne co mogło go obchodzić obecnie to tylko to czy ta dwójka ma w ogóle gdzie się podziać. Tak obecnie zgrywał jakiegoś dobrego wujka, który przejmował się losem innych na tyle by pofatygować się na udzielenie im jakiejś mniejszej lub większej pomocy. Po wymianie porozumiewawczego spojrzenia z Kunim jedyne co zrobił to sięgnął ręką do ów opaski którą objął palcami i lekkim szarpnięciem zwyczajnie zerwał zostawiając gdzieś na blacie stołu.
-Zgaduję, że żadne z was nie ma się gdzie podziać.
Mrukną obserwując swoich towarzyszy, aż tak się nudził, iż postanowił na dobre zgrywać obecnie dobrego wujka tego to jeszcze nie było. Czy może kierowała, nim jedynie chęć opuszczenia tego miejsca by przenieść się w zupełnie inne miejsce? Wszystko było w tej chwil możliwe a on sam nawet nie próbował wnikać w to co obecnie kierowało jego poczynaniami czy słowami bo przynajmniej jakieś zajęcie miał. Choć zadowalał się czymś takim jako zajęciem to jednak wolałby sytuację, z której mógłby czerpać jakąś radość? Ale jak tu czerpać radość bez przelewania krwi kogoś na czyj widok aż ma się ochotę zatopić ostrze w cielsku danej osoby. W tej chwili do czegoś takiego było bardzo, ale to bardzo daleko bo w końcu żadna z towarzyszących mu osób nie była ani przez niego nielubiana a tym bardziej nie znienawidzona więc wizja zatapiania ostrza w czyimś ciele wcale się przy tej dwójce nie sprawdzi bo nie miał żadnego powodu by ich krzywdzić. Pozbył się obecnie niepotrzebnych mu myśli opierając się rękoma o blat stołu mało brakowało do tego by zaczął ziewać ze swojego znudzenia przed czym powstrzymywał się, jak tylko umiał.
-Jeśli chcecie mogę wam pomóc znaleźć jakiś tam kąt.
Stwierdził chowając jak najbardziej swoje znudzenie bo w końcu zniechęci takim tonem swoich rozmówców i ci uciekną od niego szybciej niż się pojawili.

//dupa nie post, ale dobra niech będzie//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eto
Morf
avatar

Posts : 33
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Nie Kwi 26, 2015 6:13 pm

Mogli rozmawiać w jego obecności o wszystkim, i tak mało pojmował i bardziej był zajęty doglądywaniem ich aparycji niżeli skupianiem się na mowie. Widać, że trochę już ze sobą rozmawiali, wydawali się być do siebie przyjaźnie nastawieni, pomimo że jeden z nich miał futerkowe uszy, a drugi szablowate kły. Zainteresowało go to, nie krępowali się, spoglądali sobie w oczy, uśmiechali od czasu do czasu przelewając jeszcze więcej uroku nad zwykłym stolikiem.
Z jeszcze większym zaciekawieniem patrzył jak zachował się mężczyzna z czapeczką wobec cudaka. Pochwycił pewnie dłoń chudzielca i potrząsnął ją jakby w zwolnionym tempie przedstawiając się. Mrugnął Tęczowooki i skinął lekko główką ze zrozumieniem.
-Dobrze, Kuni.
Czyli poznał Taro i Kuniego. Ah, jak idealnie pasowały do nich te imiona! Wręcz wypełniały ich po brzegi, wydźwięk melodyjny ulokował się w ich ciałach i umysłach, gładko tańczyły na ich językach - po prostu nie mogli nazywać się inaczej, bo zepsuliby sobie życie. Natomiast jakoś wyleciało z głowy Zielonowłosemu fakt, że powinien się przedstawić. Nikt go o to nie poprosił, tylko raz na początku podczas pobytu w Instytucie, ale wtedy nie znał swojego miana. Musieli go jakoś ponumerować, stąd ten pasek na nadgarstku, który... zerwał z taką łatwością Białowłosy mężczyzna. A on się tyle z tym mordował! Na twarzy miał wymalowaną wdzięczność - już go uciskała tasiemkowa informacja i czuł dyskomfort. Nie umiał tego nazwać bólem.
-Dziękuję, Taro. O, no właśnie... -wziął w szczupłe dłonie przerwaną tasiemkę z numerkiem i wskazując po kolei na trzy zbite cyfry "370" oznajmił towarzyszom- ...to moje imię. E-T-O. Ale imiona Taruś i Kuniś są o wiele ładniejsze od mojego, mhihi.
Już oczywiście przekręcił miana mężczyzn, żeby lepiej sobie zapamiętać, a w międzyczasie schował jedyną rzecz należącą do niego (oprócz ubrań) do kieszeni. Żeby kiedyś nie zapomnieć swojego imienia. Szybko jednak wrócił do molestowania króliczych uszu Ciemnowłosego, ale zgodnie z życzeniami - bez ciągnięcia i chuchania do środka. Aż wtulił rumiany od gorączki policzek do uszka i łasił się jak do zabawki. Bardzo polubił ten atrybut Kunisia, ładniutki i puszysty...
W pewnej chwili Wampir wspomniał o tym, że mógłby zająć się zarówno Kunisiem jak i Eto i zapewnić jakieś schronienie. Puścił ucho towarzysza i zamilknął na moment. Niezupełnie wiedział co powinien odpowiedzieć, nie spotkał się z czymś takim. Nie zaznał życzliwości, ani takiej opieki ze strony kogoś, kto go nie znał i vice versa.
-Kąt, kącik, kącikowo, kątunio... jeśli... jeśli nie sprawi to Tarusiowi problemu, to mieszkałbym w najmniejszym kątuniu. Ale... najważniejsi jesteście Wy. Jeśli to, że zająłbym najmniejsze kątunio miało Wam przeszkadzać, to wolę spać jak do tej pory pod drzewem... albo pod czymś innym.
Uśmiechnął się pogodnie i zatopił czerwone wargi w herbacie, którą dostał od Czystokrwistego Wampira, a który to zaproponował coś więcej niż wspólne spotkanie przy stole. Szczerze to nie spodziewał się niczego w tym stylu, ani czegokolwiek ponad uczestnictwem w rozmowie i ogrzaniem się w blasku ich życia. To, że jeden nie miał tętna wcale nie oznaczało, że umarł. Do prawdziwej egzystencji także nie ograniczały milusie uszka i stonowany charakter.
Mmm, malinowa herbata... pyszniutka...
Skrył usta zewnętrzną stroną dłoni, gdyż znów zaczął kaszleć. Skulił się w sobie i spuściwszy głowę na chudy tors, a spojrzenie na taflę herbaty, chyba odpłynął, bo nie reagował na żadne słowo ani Tarusia ani Kunisia. Było mu przyjemnie ciepło jak dawno nie czuł, aż nie mógł wygrzebać ze wspomnień miejsca tak przytulnego, albo osób o tak mocno bijącej życzliwości i bądź co bądź trosce. Okazali obcej istotce tyle dobroci, tyle wsparcia, że chciała przytulić ich z całych sił. Eto jednak tego nie zrobił, po prostu tak jakby odpoczywał na krzesełku. Także mając takiego świadka mogli obgadać milion rzeczy, a on i tak nic nie uchwyci. Mogliby go więc śmiało wyzywać od wariatów, czubków, pewnie nawet ich odejście z baru byłoby przyćmione ich dobrym nastawieniem od samego początku znajomości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Wto Kwi 28, 2015 3:04 pm

A już miał nadzieję na ponowne usłyszenie tego znudzonego głosu Taro, który zdążył polubić. Lubił słuchać innych, lubił ludzkie głosy, a gdy jeszcze znalazł się taki idealny to... mógłby go słuchać godzinami. Niestety teraz rozmówca najwyraźniej nie miał ochoty na jakąkolwiek rozmowę na te wszystkie tematy. W oczach królika nie był marudą, tylko nudzącą się, biedną istotką. Już przez to było widać, że jest porządny. Gdyby szukał celowo rozrywki mógłby równie dobrze się bić z przypadkowymi oprychami. Może nie lubił ran i siniaków, a może po prostu to tak porządny wampir, że ze świecą takich szukać! Sam, nieco znudzony tą dłuższą ciszą ze strony towarzyszy, zaczął poruszać ogonkiem, co było widać na spodniach bardzo wyraźnie. Śmieszny widok, jeżeli ktoś był to w stanie zauważyć, a w to raczej wątpił bo siedział bardziej plecami do ściany na krześle, tak dobrze mu się obserwowało otoczenie. Pociągnął nosem, skrzywił się otwierając usta i kichnął nagle, bardzo głośno, zaciskając przy tym oczy.
- Ups... wybaczcie. - mruknął z dosyć nieśmiałym uśmiechem, gdy pół baru się na niego spojrzało. Spuścił wzrok i czekał, aż wszyscy go znów będą ignorowali. Gdy tylko podniósł głowę zobaczył Taro odchodzącego od stolika w stronę baru? Chce coś sobie zamówić? A może wszystkim coś zamówi? Chuchnął sobie na rękę, jeszcze czuł alkohol. Niezbyt dużo, a tak czuć, no po prostu skandal... Nie spuszczał wzroku z białowłosego przyjaciela. Kompletnie ignorował tarmoszenie uszu, a dokładniej ani trochę mu to nie przeszkadzało i zielonowłosy mógł się nimi bawić do woli. Były dosyć ciężkie przez same kolczyki, dlatego nigdy nimi nie ruszał, ale ogólnie czy chciał, czy nie, zwisały mu z głowy.
- Co ciekawego zamówiłeś Taro? Coś ciepłego do picia? - zapytał z lekkim uśmiechem i uniesionymi brwiami, spoglądał na naczynia, które obwąchał dla bezpieczeństwa, bo czemu nie. A więc to ten sam! Złapał za szklankę szybko i upił łyka, żeby znów rozgrzać swoje wnętrze. Odetchnął jakby z ulgą na dłuższy moment zamykając oczy. Wydawał z siebie wyraźne pomruki zadowolenia.
Co do uszu, nie uważał, żeby to było aż tak zabawne. Długie uszy mogły być spowalniającym minusem, tak samo wrażliwość na dźwięki. Taro powinien coś o tym wiedzieć. Nie był ciągnięty za długie uszyska, więc mogło zostać tak, jak było. A niech się młody pobawi, nie wiadomo czy spotkają się jeszcze. Miał ochotę wytarmosić wampira za policzki, dlatego tak psychopatycznie przez chwilę się wyszczerzał widząc ten obraz tarmoszenia białowłosego w wyobraźni.

- Czy nie mamy? Cóż... ja dopiero co tutaj przyjechałem skuszony pogłoskami, że w tym miejscu będąc... wpół królikiem nie będę wytykany palcami. Najwyraźniej pogłoski o takim wspaniałym miejscu są prawdziwe. Nikt nie ucieka, ani nie próbuje mi dokuczać, a co najlepsze - nie ma tu małych dzieci.
Zdarzało się, że małe dzieci ganiały za nim, wytykały palcami i ciągneły za uszy. Gdy pokazał ząbki potrafiły się go nawet bać i płakać. Nie przepadał za dziećmi. Upił kolejnego łyka zastanawiająć się nad swoim losem.
- Nie ukrywam, że pragnąłbym gdzieś tutaj zamieszkać, w ciszy i spokoju.
Miał wystarczająco dużo pieniędzy, by sobie kupić jakieś full wypas mieszkanie, byłby wystarczająco wdzięczny za samo zasugerowanie, które i gdzie byłoby dobre. Przez skupienie się na własnych myślach kompletnie, co było niegrzeczne, znów zignorował tęczowookiego. Postanowił to nadrobić.
- A więc ta opaska... na niej było twoje imie... A skąd taką masz, jeżeli można zapytać? - wyszeptał to niemalże, upijając kolejnego łyka, po czym zakasłał. Dosyć ciekawa sytuacja, nie wyglądał jak noworodek, a raczej w szpitalach (o ile mu wiadomo) tak nie zapisuje się imion czy czegokolwiek innego. Z resztą chłopak nie musiał być ze szpitala. Nie chciał go na początek wypytywać o jakieś wielkie szczegóły, ostrożnie dobierał słowa, bo może mógłby go zranić? Ciekawość ofiary to najgorsza z możliwych rzeczy! Uśmiechnął się w ramach podziękowania, za pochwałę imienia, po czym położył się z boku stolika, całkiem. Czuł się chyba zmęczony po całej tej długiej wyprawie. Nie ukrywał, że chwila drzemki dobrze by mu zrobiła, co nie znaczyło, że teraz spałby na stole jak zabity. Wytrzyma, jeszcze troszke...
- Mówisz o kupieniu mi domku czy może wskazaniu odpowiednieeeego?
Ciekawe czy te szybkie zmiany charakteru były spowodowane zmęczeniem, czy jednak alkohol nawet w małych ilościach na niego powoli wpływa? Wyrwany z tego stanu, a raczej zszokowany przez słowa Eto, aż zerwał się do siadu całkiem prostego.
- Co ty za głupoty wygadujesz chłopie? Czy tobie gorączka już kompletnie przyćmiła łepetyne? Czemu miałoby nam przeszkadzać to, że gdzieś będziesz mieszkać? A kto ci pozwoli teraz spać na dworze, gdy zachorowałeś? - uniósł się wyraźnie zaskoczony. Przyłożył rękę do jego czoła na sprawdzenie.
- Taro... on jest rozpalony jak lawa w wulkanie. Musimy go zabrać gdzieś i podać leki.
Powrót do góry Go down
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Pią Maj 01, 2015 1:13 pm

Bawiący się w dobrego wujka wampir nie mógł sobie odpuścić tej drobnej pomocy dla zielonowłosego któremu najwyraźniej wcale nie czuł się komfortowo, kiedy na jego nadgarstku znajdowała się opaska, która chwilę temu bez najmniejszego problemu zerwał białowłosy. Jak się okazało na ów opasce znajdowało się imię towarzysza o tęczowych oczach, było krótkie i łatwe do zapamiętania a brzmiało ono Eto. Po tym przyglądał się dwójce swoich towarzyszy a przynajmniej do chwili, kiedy to otrzymał odpowiedź na temat zaoferowanej przez niego pomocy w znalezieniu jakiegoś własnego kąta. Po słowach zielonowłosego uśmiechnął się trochę rozbawiony takim zdrabnianiem słowa „kąt”, Eto rozbrajał takiego staruszka jak on no coś podobnego. Oczywiście drugi z jego towarzyszy również dał odpowiedź na to co powiedział wampir, każdy chciał mieć miejsce, gdzie może zaznać spokoju od rutyny tego miasta jak też mieć kąt, w którym będą posiadali jakieś poczucie bezpieczeństwa. Już miał coś powiedzieć i zbierać się do wyjścia by zaprowadzić tą dwójkę w miejsce, gdzie będą mogli znaleźć dla siebie jakiś kąt, kiedy nastała panika króliczego towarzysza a zaraz po tym padł tekst, który dosłownie rozbroił wampira, no bo kto porównuje gorączkę do temperatury lawy? Takie teksty nie padają często w jego obecności, więc była to jakaś nowość i bardzo dobrze! Choć, z drugiej strony nie dobrze, gdyż Eto był chory i trzeba było coś na to poradzić. Taro musiał przez chwilę się zastanowić, gdzie najlepiej zabrać zielonowłosego, który był w takim, a nie innym stanie w końcu pochopna decyzja nigdy nie jest dobra. Po chwili zastanowienia wyjął z kieszeni niewielki notes oraz długopis, wyrwał kartkę z ów notesu i zapisał na niej dane kontaktowe oraz miejsca, gdzie można znaleźć jakiś suchy kąt, pozostawił ów kartkę dla króliczego towarzysza.
-To tak, gdyby potrzebna była ci pomoc.
Schował notesik i długopis z powrotem do kieszeni zamieniając je na portfel, z którego wyjął odpowiednią ilość gotówki, z którą powędrował do baru, gdzie zapłacił za zamówione wcześniej napoje. Po powrocie do stolika pochwycił Eto za ubranie podnosząc go z miejsca następnie wciągając go na swoje plecy i już po chwili ulotnił się z ów knajpy razem z zielonowłosym. Swoje kroki począł kierować w stronę jedynego miejsca, gdzie on sam może zaznać jako takiego spokoju, a mianowicie do swojego apartamentu, gdzie mógł również przenocować schorowanego Eto.

z/t x2 ---> Apartament Taro

//Eto pisz od razu u Tarcia//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Sob Maj 23, 2015 6:53 pm

I tak po godzinie jazdy wreszcie Wartownik i młoda Voi dotarli do stolicy Imperium Brytyjskiego, Londynu. A dokładniej, do tego baru "Księżyc Łowcy" nazwa od razu kojarząca się Ed-owi, z nikim innym jak krwiopijcami. Zresztą też nie bez powodu owa przybytek się tak nazywał, był zarządzany przez wampiry i wiele wampirów też tam pracowało. Gdy tylko, zaparkował swoją Impale, i wyłączył silnik spojrzał na Voi i z uśmiechem na ustach, po czym odrzekł.
- To tutaj. Chodźmy.
Wtedy to wysiadł z samochodu i wolny krokiem skierował się ku wejściu do Księżyca. Gdy tylko przekroczył próg, jego oczom ukazał się obrazek mówiący zę dzisiejszego dnia wyjątkowo spokojnie jest w owym barze. Prócz, kilku osób, która notabene byli, zwykłymi ludźmi w lokalu nie było, więcej gości, więc i dobrze. Wtajemniczenie młodej Voi w obecnej sytuacji będzie o wiele łatwiejsze i bezpieczniejsze. W końcu Ed- nie chciał wtajemniczać Niewtajemniczonych, jeśli nie zajdzie, taka potrzeba, a Księżyc Łowcy choć znajdował się w samym Londynie to wiedział że akurat w tym barze to co tu się wydarzy, to tu pozostanie do sądnego dnia.
Ed natomiast wypatrywał czy w barze nie było tej osoby, której poszukiwał, wampirzycy Jenny. Dobrze pamiętał jak sześć lat temu w Glasgow, uratował jej siostrę i siostrzenicę przed Łowcami i Jenny choć to dość zwariowana wampirzyca, ale i sympatyczna osoba, która notabene wielce ofiarowała się mu pomóc gdy Ed będzie takowej potrzebować. I jak na szczęście owa wampirzyca, akurat stała przed barem. Ed, podszedł wiec i odrzekł.
- Witaj Jen.
Wampirzyca spojrzała się w jego stronę zdziwiona, po czym z zarysował się jej uśmiech na twarzy i odrzekła.
- Ed. Kopę lat. Kiedy przybyłeś?
- A niedawno, dosłownie kilka chwil temu. - Ed odparł. Z uśmiechem na ustach.
- Oho, widzę że nie próżnujesz, od razu w tany co? - Jenny dodała wtedy zadziornie do Ed-a patrząc na Voi. Wartownik natomiast, spojrzał się na młodą Voi z lekka zdziwionym wyrazem twarzy, a na jego twarzy można było dostrzec rumieńce lekkiego wstydu lub zakłopotania. Wtedy to Ed ponownie spojrzał na Jenny i odparł.
- Nie, Jen. To nie to, co myślisz, ja ją przed...
- A, rozumiem. - wampirzyca przerwał mu, domyślając się, o co chodzi. - No to, co mam ci i twej towarzyszce podać?
- Wiesz Jen, jest taka sprawa i potrzebna mi twa pomoc.
Wampirzyca Jenny nagle zdziwiła się na te słowa. po czym odrzekła do Wartownika.
- No nareszcie. Sześć lat czekałam na to. No i w końcu się doczekałam. No to słucham.
- Potrzebna, jest karta dla tej młodej panny. - Ed, odrzekł kiwając głową kierunku Voi.
- Karta? A co się stało? Biedactwo ją zgubiło swoją, czy co? - Jenny odrzekła do Ed-a słodkim i zarazem żartobliwym tonem głosu.
- Nie, Jen. To troszkę skomplikowana sytuacja. Widzisz, ona co dopiero. No, wiesz co chcę powiedzieć.
- Aha, rozumiem, rozumiem. No, trudna sprawa. Nie powiem, trudna.
- Wiem, że proszę o zbyt wiele, ale może, dał byś radę jakoś pomóc. - Ed odrzekł z lekka błagalnym tonem głosu, w końcu Voi będzie potrzebować tej karty.
- Hm, chyba coś można na to zaradzić. Poczekajcie tu, zaraz wracam. Rozgośćcie się.
Wtedy to Jenny ruszyła ku zapleczu dla personelu, Ed, natomiast usiadł na jednym z barowych krzeseł i po chwili skierował głowę ku Voi, po czym odparł.
- Siadaj Voi. Może to chwilę potrwać. Pewnie masz parę pytań na temat tego wszystkiego, więc śmiało. Pytaj. W miarę możliwości i mej wiedzy postaram się wytłumaczyć ci, co cię ciekawi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Sob Maj 23, 2015 9:09 pm

Człowiek uzbrojony po zęby oświadczył dziewczynie, iż nie jest mu nic dłużna, że najważniejsze dla niego było to, że ocalił jej życie w samą porę. Voi zmarkotniała trochę, nie to chciała usłyszeć. Najwyraźniej nie życzył sobie, by zamotała za bardzo w jego życiu, albo był strasznym dżentelmenem. Mimo wszystko poczułaby się odrobinę użyteczniejsza, gdyby mogła w jakiś sposób zrewanżować się mężczyźnie. Cóż, być może przez swoją sytuację nie wzbudzała aż tak ogromnego entuzjazmu co do możliwości powierzenia jej jakiejkolwiek roli. Skoro nie chciał nic w zamian, nie będzie go naciskać, tylko zmobilizuje się do przestrzegania zasad i rad, jakie Edward jej przekaże.
Posłusznie wybrała się więc za Wartownikiem, który porządkował swoje przedmioty w pokaźnym bagażniku. Układał je idealnie z wyżłobieniami w teczkach, niczym puzzle, sprawdzał stan faktyczny i uzupełniał braki. Nawet sięgnął do swojej kurtki na barkach Voi, aby dodać noże do kolekcji. Dbał o porządek, nie tylko w relacjach między ludźmi a Nieśmiertelnymi.
Chciał też zabrać dziewczynę do miejsca, gdzie będzie mogła spokojnie zaspokajać pragnienie bez narażania ludzi na uszczerbek na zdrowiu. Istniało coś takiego? Huh, to ułatwiłoby sprawę i to bardzo. Posłużył się dziwną maszyną na kółkach, która miała wszechstronne wnętrze. Miękki fotel obok kierowcy pozwolił Voi odprężyć się na kilka sekund, aż Ed nie odpalił silnika. Jak zawył sportowym pomrukiem, to nastolatka przestraszyła się i zatkała uszy. Nie spodziewała się czegoś takiego od wehikułu na kółkach. Jak to możliwe? Po raz pierwszy w życiu jechała samochodem. Nie to, że nie pamiętała, to była jej pierwsza styczność w obu wcieleniach. Bardzo dokładnie przyglądała się wnętrzu pojazdu, lecz najbardziej zdziwił ją obraz za szybami. Przemieszczał się tak szybko, ale gdy skupiła się w oddali na jakimś obiekcie, mogła śledzić jego ruch. Nic nie odzywała się w aucie, aż tak bardzo zafascynowała ją jazda takim szybkim środkiem transportu. Najszybszym, z jakim miała do czynienia, był do tej pory własny rower, jednak o tym już nie pamiętała.
Dotarli więc szybko do celu podróży. Księżyc Łowcy - taki widniał napis. Łowcy? O ironio, od takich trzech odjechali, a teraz wchodzą do ich dziupli? Nic bardziej mylnego, ostrożnie rozglądając się na boki nie natknęła się na nieprzychylne zachowanie wobec niej. Szła tuż za Rewolwerowcem, krok w krok. Aż zatrzymali się przy prześlicznej kobiecie, która świdrowała ich wzrokiem. Bardziej z ciekawości niż z wrogości, to tylko lekko skinęła głową na przywitanie i niemal ciągle stała za rosłym towarzyszem. Nie odzywała się podczas rozmowy między dwoma znajomymi. Słuchała uważnie, lecz nie chciała też naskakiwać ich wzrokiem przeszywającym na wylot. Dowiedziała się, że dwójka dorosłych nie widziała się mniej więcej sześć lat, kobieta nazywała się Jen (a przynajmniej tak zwracał się do niej Edward), i że potrzebują jakiejś karty dla Voi. Nie przerywała im konwersacji, dopiero kiedy zniknęła na zapleczu, a od kompana dostała pozwolenie na podzielenie się swoimi przemyśleniami, zdecydowała się zabrać głos. Zanim to zrobiła, zajęła krzesło obok kolegi.
-Tak, mam kilka pytań... -pochwyciła szczupłymi dłońmi jeden z zielonych kosmyków i spoglądając w oczy Edwarda bawiła się bezwiednie włosami- Czy wszyscy tu obecni to Nieśmiertelni? Pani, z którą rozmawiałeś, jest jedną z nich? Jak mogę takich rozpoznać? Co to za karta, o którą prosiłeś tamtą panią? I... dlaczego zarumieniłeś się, kiedy pani powiedziała o jakiś tanach?
Przy ostatnim pytaniu przechyliła głowę na bok z dwukrotnym mrugnięciami oczu. Misz-masz pytań mógł zdezorientować mężczyznę, ale skoro pozwolił, by Voi pytała, sypnęła nimi z rękawa. Miała wrażenie, że trochę za dużo jak naraz, lecz chciała rozwiać wątpliwości. No, może to ostatnie było czysto prywatnym, jednakże zastanawiała ją reakcja Wartownika. W szczególności nie łapiąc co miała na myśli Jen. Nie miała drygu do tego typu spraw. Jeszcze nie.
Zdecydowała zapiąć całkowicie kurtkę od Dobrego Kumpla pod szyję i schować dłonie do rękawów. Paliwo w jej żołądku już zrównało się temperaturą do jej ciała, które ochłodziło się zupełnie. Dobrze, że tymczasowy prezent od Edwarda nie przepuszczał zimna, zwłaszcza przy przeciągu jaki tworzył się przy otwieraniu i zamykaniu drzwi do baru. Doskonały słuch wyłapywał wymieszane rozmowy innych osób przebywających w otoczeniu, dlatego musiała spróbować skupić się wyłącznie na tym najbliższym obszarze. Przede wszystkim z powodu, iż zaraz dostanie, przynajmniej część, odpowiedzi na postawione pytania. Poza tym głos Czarnowłosego... był taki delikatny, kojący, spokojny. O wiele przyjemniejszy w odbiorze od rozgadanych klientów baru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Nie Maj 24, 2015 8:29 pm

Ed, wsłuchiwał się uważnie w każde pytanie młodej wampirzycy, choć raczej to była kanonad pytań, to jednak nie było to niczym zaskakującym w obecnej sytuacji. Nastolatka ledwo, co przemieniona w Nieśmiertelną, życie zwykłej nastolatki bywa trudne a co dopiero życie nastoletniej Nieśmiertelnej. Na dodatek nie takiej z tradycyjnego urodzenia. Dzięki Ed-owi wiedziała, już kim jest, ale nadal wielu spraw nie rozumiała, z tego względu, że niezależnie jakiej rasy czy, ludzkiej, wampirzej, czy nawet zmiennokształtnej, to młodzież zawsze pozostanie młodzieżą, niedoświadczoną i pełną pytać. Ale mimo wszystko, wsłuchiwał się uważnie w pytania Voi, niczym nauczyciel w pytania ucznia.
- Tak, Jen jest jedną z Nieśmiertelnych. - odrzekł. - Dokładniej wampirzycą ja ty, przedstawicieli swoje rasy będziesz rozpoznawała automatycznie, ale jeśli zdarzy ci się na samym początku tego nie dostrzec, to wspólną cechą dla wampirów są czerwone oczy oraz wydłużone ostre kły, jak u ciebie Voi. Poza wampirami, z tych najbardziej pospolitych można wymienić jeszcze, zmiennokształtnych zwanych często liknatropami lub zwierzołakami, z tego względu, że ci Nieśmiertelni mają zdolność przemiany ze swego ludzkiego kształtu w kształt zwierząt, rozpoznać ich można poprzez to, iż posiadają atrybuty typowo zwierzęce, na przykład taki wilkołak będzie miał wilcze uszy i oczy, oraz delikatnie przedłużone wilcze kły. - dodał, mówiąc, powoli aby młoda mogła wysłuchać z uwagą każdego zdania, ponieważ przyda jej się to obecnie i to bardzo. - Następną rasą są Demony, To dość niestandardowa rasa tak samo jak Anioły. Widzisz obie te rasy łączy to, że są to duchy, niematerialne istoty, które co prawda mogą przybywać w cielesnych szatach, tutaj na Ziemi, jednak one egzystuję w zupełnie innych miejscach lub wymiarach, anioły nalezą do miejsca, które zwie się Niebem, demony przebywają w Piekle. Wedle standardów Anioły są dobrymi duchami, a demony złymi. Choć wedle mnie to dość sporna kwestia. Rozpoznać je możesz poprzez to, że demony posiadają, rogi i dość straszne nietoperze skrzydła, często też posiadają ogony lub kopyta zamiast nóg. Anioły natomiast posiadają parę pięknych, białych ptasich skrzydeł, zresztą ich aparycja oraz niezwykłość od razu zawraca uwagę i bez problemu można domyśleć się, że dany Nieśmiertelny jest jednym z nich. Kolejne są wróżki, to istoty czysto magiczne, wyglądają niczym małe porcelanowe laleczki i zarazem wzrostem im dorównują, ale mają pewną zdolność, a mianowicie potrafią zwiększać swoje rozmiary do wzrostu normalnego człowieka, ale ich standardową cechą są to, że posiadają skrzydła motyla lub ważki, po za tym ich oczy nieraz to zdradzają. Kolejne są Elfy, z wyglądu nie różnią się zbytnio od ludzi, poza dwoma cechami, są niezwykle piękne oraz posiadają szpiczaste uszy. Następne są Syreny, pół ludzie, pół ryby, rzadko spotyka się je na stałym lądzie, gdyż preferują one mokre tereny takie jak morza lub oceany. Posiadają również bardzo piękny, często hipnotyzujący głos, a ich śpiew jest czymś niezwykłym. Czymś, czym nie da się opisać zwykłymi słowami. Ostatnimi są tak zwani Czarownicy, istoty, które są mistrzami w dziedzinie magi, ich dość ciężko jest rozpoznać, gdyż wyglądają jak najzwyklejsi ludzie, choć są cechy, które zdradzają że to właśnie oni, inni mają kocie oczy lub koźle nogi, też są, tacy co mają, wężowe języki lub baranie rogi. Są również Mieszańce, które często chamsko nazywa się je Hybrydami, oni wyróżniający tym, że jednej strony są przedstawicielami jednej rasy a z drugiej strony z drugiej rasy, prócz tego istnieją też niestandardowe nawet egzotyczne rasy Nieśmiertelni, już kiedyś miałem przyjemność spotkać takową egzotyczną Nieśmiertelną, która nazywała swój rodzaj Strzygami. A co do tej karty, to są na świecie takie lokale jak ten, w których wampiry mogą zakupić krew, po cichu i bez zbędnych ekscesów, jednak aby móc to zrobić trzeba ową kartę posiadać. Jen, teraz zapewne próbuje takową zdobyć dla ciebie, abyś, mogła choć by w tym lokalu zakupić krew, gdy zajdzie taka potrzeba. - wtedy przerwał próbując zebrać myśli, by odpowiedzieć Voi pytanie na temat tanów, no przecież nie powie jej tego, co Jen myślała, a w tamtej chwili to były bardzo kosmate myśli.
- A c-co do tych tanów, t-to Jen jest dość zwariowana i m-miała kosmate myśli. - Ed, odrzekł młodej wampirzycy, delikatnie przy tym się jąkając. to był dość kłopotliwe pytanie, które sprawiło, że był z leka zakłopotany, a tak u niego jest, że gdy tylko będzie, w lekkim zakłopotaniu to od razu się jąka. I to było wstanie się usłyszeć. Jedynka, kiedy przetrwał te najtrudniejsze pytanie rozluźnił się i kontynuował.
- Nie, ci gościec tutaj przebywają to akurat ludzie, teraz nie poznajesz, ale z czasem instynktownie będziesz, rozpoznawała kim są, ludzie, a kim nieśmiertelni. Trzeba trochę czasu, aby się to u ciebie objawiło. - wtedy to, zakończył swój wywód i spojrzał się w oczy Voi, zapewne to nazbyt wiele będzie dla niej informacji, ale coś czuł, że to nie ostanie pytania, jakie młoda mu zada w sprawie "Innego Świata" ale mimo to postara się odpowiedzieć na każde pytanie jakie młoda Voi mu zada.
- Masz jeszcze jakieś pytania, młoda. Nie krepuj się pytaj śmiało. - dodał po chwili, i oczekiwał odpowiedzi od Voi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Sro Maj 27, 2015 7:36 pm

Jeju, naprawdę Jen była wampirzycą? To dobrze się składało, powinna być wobec niej w porządku, żeby trzymać sztamę ze swoją Współrasowczynią. Zawsze w razie nieobecności Edwarda będzie mogła i do niej skierować kilka pytań, lecz póki przyjaciel z nią był, zdecydowanie jemu bardziej ufała. Był kimś na wzór starszego brata, chociaż nigdy nie miała rodzeństwa. To właśnie Czarnowłosy powoli, krok po kroku, opowiadał o każdym Nieśmiertelnym, którego spotkał, a który wyróżniał się danymi cechami. Wyróżnił nawet grupy, które przebijały się w wielkim zbiorze Nieśmiertelnych. Wszystkiego tego dobrze się słuchało i zapamiętywało. Teraz będzie mogła zaobserwować po kryjomu czy aby nie ma styczności z danymi, wspomnianymi osobnikami. Ten nowy świat nabierał coraz wyraźniejszych konturów i większej logiki niż przedtem. Ba, nawet zdawała się akceptować taki stan rzeczy. Stało się, jest Wampirem, musi tylko ukrywać ten fakt przed ludźmi. Jak dostanie wspomnianą kartę od Jen, będzie miała łatwiejszy start w nowe życie. Inna sprawa, że powinna podziękować też kobiecie za doprowadzenie Ed'a do wstydliwości. Był przez to bardziej... ludzki? Ciągle zachowywał spokój, tylko uśmiech skierowany w jej stronę był przesycony sympatią. Ale rumieńce dawały mu jeszcze więcej uroku.
Kiedy mężczyzna zapytał czy ma jeszcze jakieś pytania, Voi pokręciła przecząco głową, właśnie zastanawiając się nad "kosmatymi myślami Jen".
-N-nie, na razie muszę poukładać to, co mi powiedziałeś... Nie zdawałam sobie sprawy, że jest aż tyle różnorakich istnień. I ta karta - bardzo pomocna rzecz. Tylko muszę zastanowić się jeszcze, jak będę zarabiać pieniądze.
Temperatura jej ciała już od kilku minut miała taką samą wartość, to znaczyło, że taką będzie mieć już na stałe. No chyba że czynnikiem z zewnątrz podniesie lub obniży temperaturę. Mogła w każdym bądź razie ściągnąć z siebie kurtkę Edwarda i mu wręczyć ze skinieniem głowy, w podzięce. Oh, właśnie, może jednak powinna jeszcze zadać jedno, podstawowe pytanie.
-Jest jakiś przytułek dla takich osób jak ja, czy muszę później poszukać schronienia na własną rę-...?
Nuta krwi zwróciła całą uwagę Voi, aż zaniemówiła. Nie była to ani ludzka, ani Nieśmiertelna posoka, a wydobywała się spoza lokalu. Jej zmysły szalały, oddech zrobił się ciężki i charkliwy. Organizm zachowywał się ciągle tak, jakby była na głodówce, a przecież wypiła już piętnaście litrów! Będąc Nieokrzesaną ma się ów dodatkowe przekleństwo - nigdy dość krwi. Zerwała się z krzesła i wybiegła jak opętana za instynktem do zaułka za Księżycem Łowcy. Biły się tam dwa koty - oba były ranne. Spłoszyły się jednak widząc dziewczynę, która nie czekając na oklaski rzuciła się wpierw za pierwszym za gonitwę i go dorwała. Nie zabiła go od razu, po schwytaniu pierwszego Ogoniastego, biegła za kolejnym. Dopiero mając oba koty w swoich rękach... bardzo szybko pozbawiła ich żywotów. Nie kontrolowała zajścia, tak jak przedtem to instynkt brał górę i przeważał w tym zdarzeniu. Kiedy tylko nie dało się wyczuć już ani kropeleczki krwi, odzyskała świadomość, chociaż jak zobaczyła, co zrobiła...
W ogóle... co robiła poza lokalem? Nic jej nie pasowało, pamiętała rozmowę z Edwardem, a teraz stała nad pobojowiskiem. Hę? Co to za kupki sierści na ziemi? Przypominały rozjechane koty. Kucnęła nad zwierzątkami i nie mogła uwierzyć. Ślady otworów, licznych, pasowały do wielokrotnego wbijania kłów. Nawet teraz zorientowała się, że czuje w sobie ciepłotę od spożytej substancji.
-K-kotki...?
Ostrożnie drżącymi palcami dotknęła obu wyssanych z posoki zwłok futrzanych zwierzątek i
Jej oczy napełniły się łzami, i najpierw bezgłośnie spływały po policzkach, a później skrywając w dłoniach twarz cicho łkała. Tak bardzo starała się przyswoić wszelkie informacje o tym kim jest, jak zachowywać się wobec otoczenia, jak otoczenie może na nią reagować, jak być ucywilizowana, a tu wystarczyła jedna otwarta rana kota, by wszystko to roztrzaskać w drobny pył wraz z jej psychiką. Kim ona się stała? Nie była wampirem, tylko potworem. A co jeśli... jeśli Edward kiedyś skaleczy się przy najbardziej błahej okazji? Nie chciała go narażać, ani zmuszać, by rozprawił się z nią jak z tamtymi Łowcami. Po prostu... po prostu ucieknie w bardzo odludne miejsce... może w ogóle pozbawione istnień? Zdechłaby sobie z głodu i nikt by po niej nie płakał. Nie musiałaby już nikogo krzywdzić tymi wystającymi zza linii warg kłami ostrymi jak brzytwy - nawet teraz raniła sobie nimi usta.
Nie wiedziała czy Edward pobiegł za nią czy został, była bardziej przejęta niż przy trupach tamtych trzech mężczyzn. Te kotki w niczym jej nie szkodziły, mogły sobie żyć dalej, ale umysł wołał o ich posokę. A jak zawoła o krew Wartownika? Żadna karta jej nie pomoże, powinna wiać, gdzie pieprz rośnie, byleby z dala od cywilizacji. Naprawdę wpadła w głęboką depresję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Sro Maj 27, 2015 9:36 pm

Ed, coraz bardziej rósł na dumie, nie ze względu na to że okazał się jak na razie dobrym nauczycielem, ale dlatego że Voi rozumiała to co jej przekazywał. Zapewne będzie pojętną "uczennicą" dzięki czemu będzie jej łatwiej w życiu Nieśmiertelnej. Po za tym dzięki właśnie niej przypominał obie o pewnym uczuciu, którego nie miał już piętnaście lat, uczucie, które darzył do swoje małej ukochanej siostry, uczucie bycia odpowiedzialnym, uczucie bycia Starszym Bratem.
To napełniało jego serce radością, o której zapominał. Jego praca, walka z potworami mogła wyprać go ze wszelkich pozytywnych emocji i uczuć, a przy niej ponownie gościły w jego sercu, duszy i umyśle. To było przepiękne uczucie, aż nie mógł w to uwierzyć, że jeszcze kiedykolwiek poczuje radość, tą drobną, ale zarazem bezcenną dla niego rzecz. Bo była bezcenna. Wtedy, to młoda Wampirzyca odrzekła, gdy zakończyła odparł.
- Są, i to sporo rożnych Nieśmiertelnych istnieje na tym świecie. Powiem ci że ja sam zapewne widziałem jedynie ułamek tego co posiada Inny Świat, a to co powiedziałem do dopiero początek, z czasem przekaże, ci więcej co sam wiem. A, jeśli chodzi o pieniądze, to na razie nie musisz się tym martwić. - mówił, nadal mając swój uśmiech na twarzy. - Choć może moja "praca" nie jest zbytnio dochodowa, to mam oszczędności i to całkiem sporo. Moje potrzeby są skromne, i lwia cześć tych pieniędzy tyko się marnuje, a tak wreszcie się na coś przydadzą. - dodał, co oczywiście było prawdą, przez dwanaście lat swej tułaczki od zabitych przez niego Łowców gromadził tyle srebra że nie mógł by gdzie tego składować, a nadmiary których często było sporo, po prostu sprzedawał, posiadał konto bankowe w Euro, prowadzonym w jednym ze Szwajcarskich banków i to z takich, który dawał możliwość wypłaty gotówki w praktycznie w każdym miejscu na świecie, co tylko mogło ułatwić jego zdanie, którego się podają, czyli zaopiekowaniem się Voi. Gdy tylko młoda zwróciła mu jego kurtkę, włożył ją na siebie, ale właśnie w tym momencie coś się zaczęło dziać. Wampirzyca, wybiegła jak oparzona z Księżyca i co prawda szybko to zrobiła to jednak, jej wampirza szybkość jeszcze się nie wykształciła, to jednak bardzo szybko to wybiegła.
- VOI! - Ed, krzykną za młodą, po czym sam jak oparzony wybiegł z baru goniąc Voi. Co się, mogło stać? Przed chwilą rozmawiali, a teraz nagle wybiegła bez przyczyny? Coś było na rzeczy. Gdy tylko znalazł, się na zewnątrz kątem oka dostrzegł, jak sylwetka Wampirzycy znikała gdzieś w pobliskim zaułku, od razu, nie czekając. Ruszył za nią w kierunku zaułka skąpanego w półmroku.
- VOI! - ponownie krzykną imię, dziewczyny. Ale nic nie usłyszał, prócz dźwięku przypominającego przerażonego kota, ruszył w kierunku tego dźwięku. Wtedy to do jego uszu dobiegł inny dźwięk, stłumiony i cichy, ale na tyle głosy że słyszał go. Był to płacz.
Gdy wreszcie dodarł jego oczom ukazała się Voi, klęcząca i łkająca. Oraz coś innego, dwa wysuszone truchła owych kotów które przed chwilą słyszał, wyssane do cna koty? Przez chwilę nie wiedział, co się dzieje, ale jednak szybko to do niego dotarło. Po raz kolejny poczuł, jak by uderzył w ścianę, Voi była jedną z tych, których, określa się Nieokrzesanymi. I gdy tak wpatrywał się w zapłakaną nastolatkę, coraz bardziej było mu żal, jej. Dzieciak, który nie panuje nad swym instynktem obdarzona jeszcze gorszym, jego zdaniem, przekleństwem, przy którym ta owa bestyjka, która ponoć czaiła się w każdym z Krwiopijców, jest zaledwie małym dziamgającym Chihuahu-o. Teraz był tego świadom że, nie tylko stracić panowanie, gdy tylko poczuje zapach krwi, ale i też on była w dużo większym niebezpieczeństwie. Nie chodziło też Ed-owi, o Łowców. Oni zabijają każdego Nieśmiertelnego, a właśnie od Nieśmiertelnych czyhało to zagrożenie. Ponieważ wiedział, że Nieśmiertelni w większości wypadków, gardzili Nieokrzesanymi, jak by byli najgorszymi śmieciami z Nieśmiertelnych, zwłaszcza te przeklęte Czystokrwiste Wampiry, które są wstanie zabić takiego bez skrupułów czy zastanowienia, że może tacy jak Voi potrzebują ich pomocy i ten fakt, że Nieokrzesani są ich braćmi i siostrami. Nie. Ich w takich przypadkach nawet, i ta prawda nie obchodziła.
- Voi. - wtedy to odparł, spokojnym ale i zarazem współczującym tonem głosu, po czym podszedł na przeciw jej i klękną, tak aby jego oczy mogły zrównać się z jej oczyma, choć w obecnej chwili jej ładna twarzyczka była zasłonięta jej dłońmi. Wtedy to Ed, położył ręce na jej ramionach i odrzekł. - To, nie twoja wina. Choć ci się może wydawać inaczej, ty nie zrobiłaś tego celowo i z własnej woli. Zapanował nad tobą Instynkt, nie jesteś, niczemu winna. - mówił to spokojnym, nadal współczującym tonem głosu. Starał się ponownie, wesprzeć na duchu dziewczynę. Teraz to będzie trudniejsze niż, było to w tej ruderze na obrzeżach miasta, ale musiał to zrobić. Bądź, co bądź on był na razie jedynym, któremu mogła zaufać i kto może lub nawet chce ją wesprzeć i pomóc. Jej postura i płacz mówiły, nie krzyczały wręcz "Jestem Potworem" tak mu się zdawało, i nawet jeśli to była prawda, to Ed w głębi serca wiedział że tak nie jest.
- Nie, jesteś Potworem. - ponownie odezwał, a na jego twarzy powoli zaczynała rysować się typowa wyraz współczucia. - Uwierz mi, ja wiem kto z pośród ludzi i Nieśmiertelnych jest potworem, widziałem ich wielu, bardzo wielu. Rozpoznaje to na pierwszy rzut oka. Ty nim nie jesteś, tam w tej ruderze, tych trzech Łowców, którzy pastwili się nad tobą byli potworami. Ale, ty nim nie jesteś. Chociaż, to co tu zaszło może, świadczyć dla ciebie inaczej, to ty nie jesteś potworem. Nie ty. - Ed, nie widział czy jego słowa docierały do Voi, ale mimo to mówił, miał pewność że ona mimo to go słyszy.
Wtedy to Wartownik, przytulił młodą do swojej piersi, by wiedziała, że nie jest sama i że jest ktoś dla którego ona będzie tą miłą i sympatyczną nastolatką którą nie tak dawno poznał, a nie żadnym krwi potworem. Bo taka była prawda, on to wiedział i zapewne ona to wiedziała choć obecnie, na pewno nie chciała dać temu wiary. Ale mimo wszytko, nie zamierzał jej porzucić. Jego sumienie by do końca jego dni katowało by go, za ten czyn.
- Nie płacz Voi. - odrzekł nadal spokojnym i współczującym tonem głosu, mając nadzieję, że to pomoże w jakimkolwiek, nawet najmniejszym stopniu. Ona teraz była przybita, i potrzebowała wsparcia. A, Ed postanowił dać jej to. - Wszystko będzie dobrze. Nie, zostawię cię, pomogę ci. Nie płacz. - dodał, po czym zamilkną, nadal przytulając, ją do swojej piersi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Czw Maj 28, 2015 7:34 pm

Tak, jako Nieokrzesana będzie miała wszędzie wrogów. A to ludzcy Łowcy typu Verbum Novum, a to Czystokrwiste Wampiry czy inni Nieśmiertelni broniący porządku przed "osobnikami niestabilnymi" będą nieprzychylni wobec niej. Nawet nie znała powodu, dla którego stała się jedną z tych jednostek marginalnych, dla którego nie mogła nigdy nasycić się krwią (że nawet skorzystała z nadarzającej się okazji w postaci zwierzęcej posoki), i dla którego straciła ochotę do życia. Co to za życie, kiedy robi się coś wbrew własnej woli, coś tak strasznego jak uśmiercenie kotów, a przecież mogła zabić każdego. O ile ten ktoś byłby niedoświadczony, zaskoczony albo ranny, gdyż Voi jeszcze nie posiadała umiejętności, by móc powalić na deski weterana - nawet do tego nie chce dążyć. Jak tu nie być załamaną i roztrzęsioną, gdy powoli stworzone podstawy dzięki uprzejmości Edwarda już zostały po części zdewastowane przez jej nieokrzesaną, dziką naturę?
Nie wiedziała ile czasu upłynęło - sekundy, minuty czy kwadranse - kiedy nad sobą usłyszała głos Wartownika. Bała się na niego spojrzeć, chociaż sam ułatwił to zadanie klęcząc przed jej nosem. Kryła dalej twarz we szczupłych dłoniach, lecz mimo cichego łkania nie uroniła ani jednego słowa padającego z ust mężczyzny. Doskonale wyczuł stan psychiczny Voi, zrozumiał jej obawy, i nawet to samo słowo przyszło mu do głowy co przerażonej dziewczynie. Potwór. Ale on zaprzeczył, by Zielonowłosa nim była. Albo wiedział to na sto procent, albo chciał udobruchać podłamaną Voi. Kręciła przecząco głową, chociaż nie mogła przez łzy powiedzieć, że Edward myli się. Był tak zawzięty, tak przejęty stanem dziewczyny, że przytulił ją do siebie. Nastoletnia wampirzyca znieruchomiała w pierwszej chwili - nie mogła wciąż zrozumieć, dlaczego ciągle trzymał jej stronę, dlaczego nie zabił ją jak tamtych trzech Łowców. W dodatku... chciał ją przygarnąć do siebie. Już w barze o tym wspomniał, lecz w tak stresującej chwili takie słowa pocieszenia zyskały na wartości jeszcze bardziej. Z początku nieśmiało odsłoniła roztrzęsioną twarzyczkę, by spojrzeć dużymi, czerwonymi oczyma na Czarnowłosego, a potem przyszpilić palcami się do jego kurtki i wtulić się z własnej woli do jego torsu. Musiała odreagować, toteż jeszcze trochę łez jej naleciało z oczu i pomoczyło ubranie mężczyzny, lecz po kilkunastu minutach dało się usłyszeć spokojniejszy oddech Voi. Nie odrywała się od Edwarda. Czuła nawet jego ciepło bijące z ciała, grzał jak piecyk kaflowy. Zmrużyła na chwilę powieki i wyszeptała cicho, by tylko Wartownik usłyszał:
-Tak się cieszę... że Cię spotkałam.
Być może nad tą dwójką czuwał duch siostrzyczki Edwarda, gdyż to nie była zwyczajna, kumpelska więź. Najwięcej pożytku z duetu miała oczywiście Voi, ponieważ jej bezradność oraz trudność w adaptacji nakłoniła mężczyznę do opieki nad nią. Chociaż sam Wartownik wydawał się być bardziej otwarty i okazywał emocje, których przy pierwszym spotkaniu skrywał pod maską powagi i profesjonalizmu. Oboje uzupełniali się na swój sposób, w większym lub mniejszym stopniu. Dla Voi wsparcie Edwarda było bezcenne i nie do zastąpienia. Tym bardziej musiała uważać, by nie zrazić go do siebie lub przez swoje zachowanie nie ściągnąć kłopotów na Wartownika. Kiedy naprawdę nie chciała... nie chciała psuć reputacji "Starszemu Bratu".
Wymyśliła nawet, iż gdy będzie unikać kontaktu z żywymi istotami, to nie narazi go na problemy. W końcu przestała płakać, dla siebie i dla niego musiała pozbierać się w całość, będzie walczyć o każdy dzień, by upłynął w spokoju.
-Edward...? -zapytała powoli odklejając się od Byłego Łowcy- ...możesz wrócić sam do lokalu? Jen... Jen pewnie czeka na Ciebie. Poczekałabym w samochodzie...
Karta mimo wszystko będzie potrzebna. Jak nie ona osobiście, to właśnie Czarnowłosy dzięki karcie uzyska dostęp do krwi dla Voi. Nie można przegapić takiej możliwości, a Jen mogła się już niecierpliwić z powodu ich nieobecności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   Czw Maj 28, 2015 10:06 pm

Gdy tylko Ed, zaczął wyczuwać, iż oddech młodej wampirzycy zaczynał powoli się uspokajać, zrozumiał iż zrozumiała to, co do niej mówił, choć wyraz twarzy, ten strach, ból, niepewność mogły temu przeczyć. To w jej oczach, widział promyk nadziej, co tylko go bardziej zmotywowało. Choć wiedział iż to będzie ciężka praca by ją "Wychować na Wzorową Obywatelkę Innego Świata" to wiedział, że nie będzie to Syzyfową Pracą. Sam, osobiście zna Nieokrzesanych, którzy są nawet wiekowymi wampirami, i którzy znaleźli sposób by panować nad swymi Żądzami i pożywiać się i nie odbierać przy tym życia innym. Zresztą on nie wierzył w coś takiego jak Syzyfowa Praca, każdą "pracę" da się wykonać, trzeba po prostu motywacji, hartu ducha, samodyscypliny oraz chęci, by ją ukończyć. A może to Gość-Z-Góry chciał go poddać próbie, by sprawdzić że prócz zabijania potrafi także o kogoś zadbać i zaopiekować się nim, lub może chciał mu wynagrodzić stratę najbliższych, pozwalając, aby spotkać pokrewną duszę. Bo Voi była nią w tej chwili, samotne dwie duszyczki błądzące po tym świecie, które po porostu się spotkały. Nie wiedział tego, i szczerze na razie nie chciał się dowiadywać co byłą prawdą.
Wtedy to Voi, sama wtuliła się w pierś mężczyzny, wtedy to wróciły wspomnienia, te miłe i cudowne, wspomnienia chwil takich jak obecna. Gdy tylko, młoda odrzekła Ed, jedynie dodał.
- Nie, Voi. - w jego głosie, gościł radość. Smutek w obecnej chwili, który gościł u niego przez lata znikł, jak za pstryknięciem palców przepadł. Znikną. Odszedł. - To, ja cieszę się, że mogłem ciebie spotkać. Nie martw się Ew... - wtedy przerwał nim wypowiedział imię swej siostry. - ...Voi, znajdziemy sposób by pomóc, i byś panowała nad instynktem, to trudne, ale nie niemożliwe do wykonania. Pomogę ci, w tym. Pomogę ci w noszeniu tego ciężaru.
Wtedy to Voi, powoli zaczęła wstawać, Ed również powstał, przy okazji pomagając podnieść się młodej. Po czym ponownie, zabrała głos, nadal nieśmiały i niepewny. Gdy, tylko Ed, staną na równe nogi ponownie się uśmiechną, po czym sięgną do, kieszeni kurtki wyciągając kluczyk.
- Proszę. - wtedy wręczył jej do rak owe klucze. - W schowków, przy fotelu pasażera są chusteczki. Doprowadź swoją ładną buziulkę do, porządku. Ja za chwilę przybędę, i Voi. - ponowie spojrzał w jej oczy. - Nie płacz. Tobie bardziej pasuje, uśmiech niż łzy. - dodał, ponownie nadal mając uśmiech na twarzy. Wtedy to ruszył ponownie do Księżyca, aby zabrać kartę którą Jen miał załatwić dla Voi, i co jej się udało. Naprawdę równa z niej kobieta, zapewne troiła się i głowiła, aby to zrobić ale udało się jej. Gdy zgarną kartę, wyszedł i powrócił do Impali, i wsiadł do niej. Kiedy wygodnie się usadowił spojrzał ponownie na Voi.
- Proszę. - po czym wręczył jej kartę, i odebrał kluczyki do auta. - Teraz ruszamy, do naszego "miejsca noclegu" - czyli innymi bezpiecznego miejsca nim, gdzie Voi nie zatraci się z powodu instynktu, a znał takie miejsce na odludziu. Wystarczy jak dla niej tych przygnębiających wrażeń. Wtedy to odpalił silnik, ale nim ruszył, dodał do młodej.
- Słyszałaś kiedyś Scatman-a? Znam dość ciekawy jego utwór, którego za dzieciaka namiętnie słuchałem. Niektóre jego słowa rozbroją cię. - po czym włączył radio, wyciągną rękę do schowka i włożył ja tam wyciągając, interesującą ją płytę, umieścił ją w CD-Romie, ustawił odpowiednią głośność by Voi nie popękały bębenki, skoro jej słuch zapewne już się zaczął wyostrzać. I uruchomił utwór pana Scatman-a John-a "I'm scatman" po czym ruszył swego rumaka.

z/t obydwoje. Obrzeża miasta Motel "Harvelle's Roadhouse"

(Voi pisz od razu w Harvelle's Roadhouse)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Księżyc Łowcy   

Powrót do góry Go down
 
Księżyc Łowcy
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    L o k a l e :: Bary-
Skocz do: