IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rynek

Go down 
AutorWiadomość
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Rynek   Sob Kwi 11, 2015 5:58 pm

Rynek znajduje się w samym centrum miasta. Wzdłuż wyłożonego kostką brukową deptaku poustawiane SA najróżniejsze straganiki i sklepiki, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Można tu zakupić najróżniejsze figurki, koszulki oraz podarki dla bliskich osób. Jest to miejsce najczęściej odwiedzane przez przyjezdnych turystów chcących przywieźć ze swej wyprawy coś, co będzie przypominało im o tym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Pią Maj 08, 2015 4:22 pm

Tyle czasu.
Ostatni raz w domu była... z tydzień temu. Chyba tydzień. Może trochę więcej? Nie miała pojęcia. Przez ten czas zdążyła zupełnie stracić rachubę. Bywało, że przechodziło jej przez myśl żeby tam wrócić, ale szybko wyrzucała ten pomysł z głowy. Jeszcze czego! I co wtedy? Miała zacząć przepraszać Yvego za swoje zachowanie i się przed nim płaszczyć? Nigdy w życiu, nie, nie, nie, absolutnie, nie ma takiej możliwości. Ilekroć przypominała sobie, jak ją ignorował albo jak wstał, wyprostował się i kazał jej wyjść, natychmiast odechciewało jej się powrotu. I to tak zupełnie. Ba, wolała się tułać, błąkać i spędzać noce na parkowej ławce, niż z własnej woli do niego wrócić. Nie po tym, co się stało.
W tym okresie nadal uczęszczała do szkoły. Ani razu nie spóźniła się na lekcje. Jedynie opuszczała zajęcia szybciej, niż ktokolwiek inny, jakby było jej gdzieś niesamowicie spieszno. I tak codziennie. Tylko gdzie tak naprawdę się spieszyła? Przecież nie miała już dokąd pędzić.
Nawet nauczyciele zaczęli zwracać jej uwagę, że marnie wygląda, że ma sińce pod oczami, jakby ktoś ją pobił, że blada jest bardziej niż zwykle. Uśmiechała się wtedy nieporadnie i wzruszała ramionami. Co miała powiedzieć? Uciekłam z domu i źle sypiam? Nie pamiętam, kiedy ostatnio zjadłam coś konkretnego? Pewnie - i co jeszcze? Owszem, czuła się równie źle, jak wyglądała, ale nie mogła przecież im o tym powiedzieć. Nie, to zdecydowanie nie skończyłoby się dobrze.
Więc wałęsało się takie siedem nieszczęść to tu, to tam, niezauważane przez nikogo. Do czasu, aż zaburczało mu w brzuchu. Głośno. Wobec tego zdecydowało się udać się na rynek i zgarnąć sobie coś do jedzenia. Miała jakieś drobne, powinno jej wystarczyć. Może i się za to nie naje, ale przynajmniej w ogóle coś zje.
Chwilę później przepychała się między ludźmi i wypatrywała czegoś między straganami. Co i rusz ktoś na nią wpadał, czasem to ona wpadała na kogoś. Przepraszała, poprawiała torbę i ruszała dalej, bacznie się rozglądając.
Taka głodna...
Miała ochotę na ciastka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Pią Maj 08, 2015 4:41 pm

Osiem dni.
Minęło osiem dni, odkąd Cysia wyszła z domu. No i nie wróciła, co było nieco większym problem. I to wcale nie było tak, że Yve się martwił. On normalnie zgłupiał, bo nie miał pojęcia, co z tym wszystkim zrobić. Pierwszego dnia podszedł pod szkołę i tam tak trochę czekał. Problem tkwił w tym, że przyszedł może nieco za późno i wszyscy już wychodzili, niemniej i tak nie dopatrzył się w tłumie białej czupryny. Wejść tak do środka i zapytać nie mógł, bo przecież żaden tam z niego prawny opiekun, bardziej takie samozwańczy, to nikt by nie powiedział, czy w szkole była czy może jednak nie.
To szukał później na własną rękę. Sam. Po mieście. Pierwszego dnia to nawet odwiedził okoliczne areszty! Ale jej nie było, jak kamień w wodę. Skończył tamtego dnia poszukiwania dopiero po północy.
A rano zaczynał o punkt szóstej. Wtedy już był gotów i chodził po szpitalach, noclegowniach dla bezdomnych i tanich hotelach. I wciąż nic. To też zajęło mu cały dzień.
Kolejnego dnia wydrukował ulotki i najpierw rozdawał je ludziom, a później rozwieszał gdzie się dało. Na tym uciekł mu cały dzień.
Następnego postanowił nieco się wspomóc kolegami po fachu i zwyczajnie poprosił ich, by pomogli szukać. Dał zdjęcie, w razie czego był pod telefonem. Ale sam też cały czas łaził po mieście i zaglądał do każdego kąta, no gdzie się dało. I tak mijały te dni i mijały, sam mało spał, był cały czas zmęczony i rozdrażniony. Gdy ktoś go o coś pytał, to powarkiwał w odpowiedzi albo nie mówił nic. Bo był, cholera, zajęty!
I tak naprawdę to umierał chyba z niepokoju. Jak można było aż tak bardzo się do kogoś przywiązać? Przecież... no przecież no. To nie było normalne jakieś, ale nie chciało mu się wracać do domu, gdy ten był taki pusty. Nawet jakoś te wszystkie pstre kolory pobladły i ot, wszystko!
A teraz maszerował rynkiem. Twardo, jak lodołamacz, rozglądał się cały czas – ale już nieco zrezygnowany – i szukał w tłumie znajomej postury, twarzy czy jasnych włosów. Patrzył autentycznie wszędzie, ale nie przed siebie. No i nie w dół. Dopiero wtedy, gdy ktoś na niego wpadł. Odruchowo zerknął w dół, zamarł na pół sekundy, nim złapał nieszczęsne stworzenie za ramiona. Musiał się nieco przy tym pochylić, bo przecież to skończony dryblas. Ale choćby słówka z siebie nie wydusił, bo, no, trochę mu ich zabrakło po prostu, bo to wcale nie tak, że coś ścisnęło mu gardło i dlatego. No gdzieżby. W sumie to przyglądał się jej tak ze dwie sekundy, nim tak trochę opadł na jedno kolano – bo wtedy był mniej więcej wzrostu Marcysi – i przyciągnął ją do siebie, żeby przytulić. Odrobinę miał ochotę się wydrzeć, sprzedać jej burę roku i grozić jedzeniem szpinaku przez miesiąc, ale on podejrzewał już najgorsze! On nawet po kostnicach już dzwonił!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Pią Maj 08, 2015 5:04 pm

Bum! Znowu ktoś na nią wpadł. Czy może to ona wpadła na kogoś? Tym razem nie zwróciła na to szczególnej uwagi, szczerze mówiąc. No cóż, była głodna, a kiedy była głodna, to trudno było jej przytomnie myśleć i w ogóle jakaś taka zdezorientowana łaziła. Mówiłeś coś do niej, a ona kilka razy kazała ci powtórzyć, aż w końcu zrozumiała. Albo udawała, że zrozumiała, bo zwyczajnie głupio było jej jeszcze raz mówić "słucham?". Teraz, kiedy tak się pałętała, też trochę ciężko jej się myślało. I jakoś tak nie miała za bardzo na nic siły. Po dłuższej chwili łażenia po rynku nabrała wręcz ochoty gdzieś przycupnąć i złapać oddech. Chociaż nie była przecież zbyt zmęczona. Tylko trochę kręciło jej się w głowie, to wszystko. Ale nie mogła sobie na to pozwolić i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Była tu tylko na chwilę. Zgarnie, co trzeba i czym prędzej się stąd zmyje. Wszystko po to żeby przypadkiem nie wpaść na Yvego. Co prawda nie przypuszczała, że natknie się na niego akurat tutaj, ale hej, wszystko jest możliwe. Zresztą, skąd w ogóle przyszło jej do głowy, że mógłby jej szukać? I tak więcej przysparzała mu szkody niż pożytku. Ani nie pomagała za bardzo, ani nic. Zresztą, to nieważne. Jak dla niej mógł siedzieć w tym swoim Gabinecie do usranej śmierci i stamtąd nie wychodzić. W ogóle jej to nie obchodziło. Nic a nic.
W ogóle...
- Przepraszam - bąknęła szybko, dość cicho. Co za róznica, czyja to była wina, że na siebie wpadli? Chciała po prostu szybko gościa wyminąć i iść dalej. Ale coś jej nie pozwoliło. Tym czymś były czyjeś ręce, które znalazły się na jej ramionach. Zmarszczyła brwi, nadal nieco skołowana. Co się dzieje? Uniosła wzrok i... zmartwiała. Zupełnie znieruchomiała, nie mogła zmusić się do tego, żeby choćby drgnąć. Oczy miała wielkie jak spodki. Naprawdę się przestraszyła.
Znalazł ją. O Boże, znalazł ją. Będzie krzyczeć. Będzie zły.
Musi uciekać.
Wykorzystując swój lichy wzrost, wywinęła się elfowi zanim w ogóle zdążył ją do siebie przytulić. Odsunęła się na parę kroków, zachwiała się lekko, zatoczyła. Nie odrywała od niego zlęknionego spojrzenia.
I dała dyla.
Tak, jak jeszcze chwilę temu umierała, czuła się, jakby wszystkie siły gdzieś z niej uciekły i miała ochotę gdzieś się położyć i zasnąć, tak teraz poczuła ich gwałtowny przypływ. Pędziła, aż się za nią kurzyło. Zgrabnie wymijała ludzi i przemykała w tłumie, z czym Dun mógł mieć pewien problem, zważając na to, jaki z niego olbrzym. Nie zwracała nawet za bardzo uwagi na to, gdzie tak właściwie biegnie, po prostu biegła przed siebie. Daleko. Daleko od niego. Nie mogła dać się złapać. Nie mogła!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Nie Maj 10, 2015 9:36 pm

Wywinęła się. W pierwszej chwili Yve w ogóle nie rozumiał, co się właściwie stało, no bo... czemu się odsunęła? I dlaczego właściwie przyglądała mu się, jakby był jakimś monstrum o dodatkowej parze rąk, skrzelach i jeden Bóg wie czym jeszcze? Nie rozumiał. To tak został na tym jednym kolanie z dłońmi trochę przed sobą wyciągniętymi i wyglądał jak zombie. Minę pewnie miał tak samo ogłupioną, jak i te umarlaki.
Ale, spokojnie, odzyskał rezon!
- Marcianne! - krzyknął tylko, nim poderwał się na równe nogi i puścił pędem jej śladem. No, dobra, może nie tak szybko, jak mógłby to zrobić na otwartej przestrzeni, niemniej i tak całkiem zręcznie przychodziło mu wymijanie ludzi. I dodatkowo widział uciekającą przed nim Cysię dzięki temu swojemu wzrostowi. Górował nad ludźmi i już. W takich chwilach było to bardziej niż bardzo przydatne.
Uniósł dłoń ponad swoją głowę i z palców wystrzeliły mu ledwo widoczne, cieniutkie jak pajęczyna nitki. Niteczki bardziej. Pokierował je w ten sposób – bo widział wszystko, ohoho, ten wzrost – by przylgnęły do nóg i rąk dziewczyny. Cóż, chciał ją po prostu zatrzymać. Nic więcej, naprawdę! Może jeszcze zapytać, dlaczego właściwie zaczęła przed nim uciekać, czemu nie wraca do domu i... no i w ogóle!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Nie Maj 10, 2015 9:57 pm

Ech, dziwiło go to? Naprawdę? Pożarli się trochę w domu, po czym wzburzona zwinęła wszystkie swoje rzeczy i się wyniosła. Nie wróciła przez ponad tydzień i nie dała żadnego znaku życia. Czego od niej oczekiwał? On padnie przed nią na kolana, a ona popłacze się jak dziecko i do niego przylgnie, przepraszając za swoje zachowanie i za ucieczkę? Haha, nie. Nie po to się przed nim ukrywała tyle czasu żeby tak po prostu dać mu się złapać, kiedy przez przypadek na niego wpadła - i to dosłownie w tym przypadku. Ha, nie ma tak łatwo. Chociaż, wydawało się, że dla niego to i tak nie problem - w końcu nie był jakimś tam sobie człowiekiem, więc co ona tak naprawdę mogła? Och, no tak. Mogła utrudnić mu to tak bardzo, jak to tylko możliwe. Za nic nie chciała tak po prostu wpaść. Przecież to było... idiotyczne! Tyle się chowała, szkołę opuszczała wcześniej, niż ktokolwiek inny, przez cały ten czas jej nie znalazł. I musiało do tego dojść właśnie tutaj, teraz, w tak banalny sposób? Kiedy głodna chciała spróbować sobie zorganizować coś do jedzenia, w mniej lub bardziej uczciwy sposób? Wprost niewiarygodne. O nie, ona nie da się mu tak łatwo!
Ale wtedy do jej rąk i nóg przylgnęły niteczki i nie miała już za bardzo nic do gadania. Co za podła szuja! Użył swojej mocy i to na dodatek na niej! Ba, kiedy stało się to tak nagle Cysia zwyczajnie się wyrąbała. Ani to było miłe, ani przyjemne. Dziewczyna wprost oszalała. Wstała i zaczęła się szamotać. Musiało to zwrócić na nią uwagę otaczających ją ludzi, ale zupełnie się tym nie przejmowała. Co ją obchodzą jacyś tam ludzie, ona ma tu dużo ważniejsze sprawy na głowie!
Warczała i próbowała ruszyć z miejsca, podjąć dalszą próbę ucieczki, ale to na nic.
Została unieruchomiona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Nie Maj 17, 2015 2:25 am

No dziwiło no. Ale to był Yve. On posługiwał się nieco innymi kategoriami myślowymi niż inni ludzie. Tacy... normalni czy coś. W jego osobistym mniemaniu ta ich kłótnia taka trochę mało ważna i nie miał pojęcia, że właśnie przez nią i tylko przez nią Cysia wyniosła się z domu. Już bardziej podejrzewał jakieś... w sumie sam nie wiedział, co właściwie sobie o tym myślał, bo za bardzo martwił się tym, że biedaczysko jest już niechybnie martwa, zgwałcona, pobita, rozczłonkowana i rozpuszczona w kwasie.
I jaki był szczęśliwy, że na nią wpadł! Poważnie! Znaczy... przynajmniej dopóki się nie wyrwała i nie zaczęła biec. Ale! Dogonił ją, tak? Złapał na nitki i dogonił, nie mogła uciec. I twardo trzymał! Ludzie wprawdzie jakoś dziwnie się przez to przyglądali, ale elf ani myślał się nimi przejmować, bo miał na głowie znacznie ważniejsze sprawy niż ot co, obcy jacyś. Miał swoje problemy, które właśnie szamotały się i chciały bardzo biec dalej, ale nie mogły. O nie, nie, pora na konfrontacje. I tak musiała nadejść prędzej czy później. Przystanął tak metr za dziewczyną, żeby go normalnie słyszała i w ogóle i tą swoją śmieszna mocą poruszał jej ciałem tak, aby się odwróciła przodem. Przykucnął.
- Marcianne Finch. Dlaczego przede mną uciekałaś? Czemu uciekłaś z domu? Gdzie byłaś? Jadłaś coś dzisiaj, strasznie blada jesteś... A szkoła? Nic ci się nie stało? Gdzie spałaś? - no i powyrzucał te wszystkie pytania z siebie z szybkością karabinu maszynowego i tonem zasmuconym. Tak trochę, bo przecież ją znalazł, a to już coś! … prawda?
I, hej, on naprawdę się martwił! Poważnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Nie Maj 17, 2015 3:16 pm

Kłótnia to powód równie dobry do wyniesienia się, jak każdy inny. Ba, może nawet lepszy! Zwłaszcza, że elf bardzo zdenerwował Cysię. Poza tym, nie oczekiwał chyba od niej, że po tym jak kazał jej wyjść z gabinetu, ta będzie sobie grzecznie siedziała wśród poduszek, pokornie czekając aż przyjdzie? To byłoby takie... bardzo nie ona. Więc zwinęła swoje rzeczy i sobie poszła, co było już dużo bardziej dla niej typowe. Przy nim w każdym razie, bo w zależności z kim rozmawiała, tak zmieniało się jej usposobienie. On, niestety, miał o tyle gorzej, że w jego obecności nie musiała nikogo udawać - i robiła się z niej taka impulsywna bestyjka. No i hej, co by z niej była za już-nie-nastolatka, gdyby choć raz nie uciekła z domu?
Dalej się szarpała, chociaż nic to za bardzo nie dawało. Zdawała sobie sprawę z tego, że to bezcelowe, że nie zerwie jego nici, a mimo to nie przestawała. Była uparta, zła i przestraszona jednocześnie, co nie było dobrym połączeniem. Za nic nie chciała tak po prostu dać za wygraną! Inna sprawa, że nie miała za bardzo nic do gadania, bo za sprawą tej jego głupiej mocy obrócił ją do siebie i... i to był jej koniec tak naprawdę.
Koniec uciekania. Dorwał cię. Teraz czas na rozmowę.
Naburmuszona odwróciła wzrok. Ponad tydzień, a kiedy przyszło co do czego to nawet spojrzeniem go nie zaszczyciła, ha. I milczała. Wydawało się, że nawet go nie słuchała. Tak po prawdzie, to starała się, ale była taka zmęczona i... Jakoś tak wychodziło, że jednym uchem to wszystko wpadało, a drugim - wypadało. Musiała się bardzo skupiać żeby zrozumieć, co do niej mówił. Chwilę jej to zajmowało.
Nie wyglądała szczególnie dobrze. A czuła się jeszcze gorzej. Zwłaszcza kiedy tak niebezpiecznie chybotała się na nogach. I miała poważny problem ze skoncentrowaniem się na jego słowach.
- Kazałeś mi wyjść to wyszłam - burknęła. Wiadomo, wszystko jasne. Czego on tu nie rozumiał? Natomiast reszta jego pytań pozostała bez odpowiedzi. Czart wie czy je po prostu olała, czy jej procesy myślowe szwankowały tak bardzo, że nie dotarło do niej co powiedział. Toteż jej brzuszek postanowił odpowiedzieć za nią i potężnie zaburczał, na co ona sama zarumieniła się i ze spuszczonym wzrokiem udawała, że nic się nie stało. Trochę śmiesznie to wyglądało, jak na takiej bladej buźce czerwień tak wyraźnie się odznaczała. No ale nic.
A ludzie się patrzyli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Sro Maj 20, 2015 11:47 am

Też był zdenerwowany! I również miał do tego pełne prawo, bo przecież on tak poważnie podchodził do tej całej sprawy z uświadomieniem biednej i małej dziewczynki, a ona zrobiła sobie z niego żarty. Był zły. I chciał zostać sam, bo zażenowanie wylewało mu się z każdego otworu ciała. Wolał, żeby to wszystko opadło i dopiero wówczas gotów byłby dać porządną burę i karę za takie głupie żarciki.
Wprawdzie nie oczekiwał, że Cysia będzie siedziała posłusznie w Dużym Pokoju. Ba, był niemalże pewien, że wyjdzie z domu, ale... ale jakoś nie wpadło mu do głowy, że mogłaby wyjść tak całkiem. Bo czemu by miała? Yve rzadko się złościł, ale zwykle bardzo szybko mu przechodziło, jak ręką odjął. Dochodziło do tego również to, że nie umiał zbyt długo złościć się na tę małą mendę z przyczyn raczej mało mu znanych. Rozdrażnienie opadało i zostawała czysta rezygnacja.
Po tamtej drobnej sprzeczce miało być przecież dokładnie tak samo, jak zwykle. Ale nie wyszło.
Szarpać mogła tylko ciałem i głową, ręce oraz nogi zostały skutecznie utrzymane na swojej pozycji. Czas na konfrontację. Czas na wysłuchanie wszystkich pytań, kazania, jak to nieładnie uciekać z domu, ze tak się nie robi, że coś mogło jej się stać, jeśli nie miała dokąd iść, jakie to nieodpowiedzialne i dziecinne.
- Z Gabinetu – sprostował ciszej odrobinę, bo spojrzenia ludzi dookoła stawały się z każdą chwilą bardziej nachalne. A Yvemu przecież wcale nie chodziło o robienie zbiegowiska ani nic.
W tym miejscu powinno nastąpić wylewna bura. Tylko że trudno było mu z siebie wydusić cały ten potok słów, które już gdzieś tam formowały mu się w mózgu i były odpowiedzialne za te pierdoły dotyczące wychowywania. Ale no nie mógł. I już. Gardło miał ściśnięte.
- Nie rób tak więcej – burknął tylko i to z wielkim trudem. Żadnych wyrzutów, pytań, kazań. Nic. - Chodźmy do domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Sro Maj 20, 2015 3:15 pm

No dobra, może i miał jakieś tam prawo żeby się na nią zdenerwować za to, że zrobiła z niego głupka, ale bez przesady! Na jej oko za bardzo się tym przejął. Przecież to, że wzięło ją na żarty nie było ani niczym nowym, ani niezwykłym. I nawet go przeprosiła! Nie dość, że go przeprosiła, to była zaskakująco potulna. Momentalnie taka milutka się zrobiła. A że ją zlał i kazał jej się wynieść, to się zdenerwowała, wykrzyczała i rzeczywiście wyniosła się w cholerę. Jakoś tak spontanicznie to wyszło. Wcześniej nie pomyślałaby nawet, że pod wpływem kłótni ucieknie z domu. Bo w końcu kłótnia jak kłótnia, nie pierwsza i nie ostatnia. Ale cóż, impulsywne było z niej diablę, więc to musiało się kiedyś stać. Lepiej wcześniej niż później... nie?
- Przecież wyszłam z Gabinetu. Może nie? - prychnęła. Cóż, co racja to racja. Oczywiście doskonale wiedziała, co Yve miał na myśli, ale była zła i nie mogła odmówić sobie kilku drobnych kpin. Chociaż trzeba przyznać, że nie była w najlepszej sytuacji żeby pozwalać sobie na jakieś głupie teksty. Ostatecznie była przecież przez niego unieruchomiona, więc powinna być bardziej grzeczna, jeśli chciała zostać jak najszybciej wypuszczona... Ale na jej korzyść działało to, że wokół nich było całe mnóstwo ludzi, którzy się na nich gapili i nie rozumieli zbytnio o co chodzi. Więc cokolwiek by nie zrobiła, Dun nie mógł jakoś konkretnie zareagować. A ta mała menda bezczelnie to, rzecz jasna, wykorzystywała.
Zamrugała, lekko zdezorientowana. Jak to? "Nie rób tak więcej"? Tylko tyle? Żadnych wyrzutów, żadnych wykładów, jakie to było złe, jakie niedobre... Nic? Nie tego się spodziewała. Trochę ją to ubodło, bo prawie od razu to przeinaczyła na zasadzie "no, nie wysilił się za bardzo, więc pewnie go to szczególnie nie ruszyło". No bo skąd miała wiedzieć, że było zupełnie inaczej?
Skrzywiła się.
- Nie wiem, może tego nie zauważyłeś, ale tak się zabawnie składa, że... tak jakby... nie za bardzo mogę. - Bezwiednie poruszyła dłońmi, nawiązując do nici, które uniemożliwiały jej ruszenie się z miejsca. I w ogóle skąd te przekonanie, że on powie "chodźmy do domu", a ona grzecznie pójdzie? Znaczy... no pójdzie, bo w domu zostały jej ciastka i jedzenie... A tylko o tym tak naprawdę była w stanie myśleć na tą chwilę. Ale i tak trochę się obruszyła!
Zaraz jednak spokorniała i wbiła w niego spojrzenie zbitego psa. - Głodna jestem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Czw Cze 25, 2015 12:39 pm

Im dłużej on sam o tym myślał, tym bardziej dochodził do wniosku, że może jednak nie powinien aż tak bardzo się denerwować. Ale... ale tutaj dochodziło jeszcze absolutnie skrajne zażenowanie, skrępowanie sytuacją, przecież, na bogów no, on nie umiał w takich tematach poruszać sie spokojnie i z wyczuciem. Użył OBWARZANKA i OGÓRKA, by zaprezentować to, co ma na myśli i by nie musieć o tym mówić. A tu jeb.
On wyszedł z sercem na dłoni, pełen naprawdę dobrych zamiarów, a tu taki podły bies robi sobie z niego żarty i jeszcze celowo stara się, by pogrążał się dalej w bagnie, które sam sobie zrobił. Tak się nie robiło po prostu!
- I z domu - wytknął tym razem już z urazą. Bo... bo on tam zamartwiał się na śmierć, całymi dniami latał po mieście i jej szukał, a ta teraz żarty sobie z niego robi. Znowu. W sumie to jak zwykle.
A ludzie się gapili. Yve niekoniecznie lubił, gdy tak się przyglądali. Zwykle i tak przyciągał wzrok innych niemalże automatycznie. W końcu taki chłop ponad dwumetrowy to jednak nie jest taka codzienność na ulicach. A teraz? W końcu trochę tak szopkę odstawiali na samym środku ryneczku i powinni jakoś się stąd ewakuować i to całkiem szybko, bo jeszcze komuś by do głowy wleciało, że to porwanie jakieś albo napaść czy coś?
- Ach, no tak - potrząsnął mało przytomnie głową i nici zaraz rozpłynęły się w powietrzu. A sam elf wstał. Tak. Do domu. - Tutaj gdzieś ciastka jakieś sprzedawali... - mruknął, próbując sobie przypomnieć. Bo serio widział! Czego jak czego, ale w tej swojej całej "pracy" nauczył się, że warto dostrzegać dookoła siebie absolutnie wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Pon Cze 29, 2015 11:06 pm

Oj, wcale nie robiła sobie z niego żartów, po prostu... Nie potrafiła odmówić sobie kilku kpin. Owszem, może i w tej sytuacji nie był to najlepszy pomysł, ale to zwyczajnie leżało w jej naturze. Sarkazm stanowił jej mechanizm obronny, który załączał się jej ilekroć czuła się głupio albo nie wiedziała co powiedzieć. Nieoceniony w niezręcznych sytuacjach i kiedy ktoś powie coś głupiego. Chciał żeby wyszła? No to wyszła. Nie powiedział ani, że ma wyjść tylko z Gabinetu ani, że ma nie ruszać się z domu. No to ruszyła się i to tak dość konkretnie, bo nie wróciła. A uraza, jaką wyczuła w jego głosie w ogóle jej nie dotknęła. Przecież to ona tu czuła się urażona! W końcu nie mogła wiedzieć, ile czasu elf poświęcił na desperackie poszukiwanie swojej podopiecznej.
Nie docierało do niej to, jaki cyrk właśnie zrobili. Nie czuła na sobie ciekawskiego wzroku zebranych wokół nich ludzi. Właściwie to mało co do niej docierało. Była głodna i ledwo przytomna. Gdyby przyłożyła teraz głowę do poduszki odpłynęła by natychmiastowo. Właśnie... poduszka... Ekhm, wracając, zupełnie nie kojarzyła faktów. Nie przyszłoby jej do głowy, że ktoś może pomyśleć sobie, że to jakiś napad. Właściwie nie przyszłoby jej do głowy, że ktokolwiek cokolwiek, a jej głowa była puściutka. Czuła się... wypompowana ze wszystkich sił. Na dodatek okrutnie burczało jej w brzuchu. Zaczynała żałować, że uciekła. Tylko ze względu na swój stan, oczywiście. Nie ze względu na to, że miała wyrzuty sumienia. Skądże!
W pewnym momencie nici, które ją podtrzymywały zniknęły. Dziewczyna osunęła się na ziemię z cichym "uch". Powoli, niemrawo podniosła się do pozycji siedzącej, szukając jakby nieobecnym wzrokiem elfa. Nogi miała jak z waty. I czemu wszystko wokół tak dziwnie wirowało? Yve? Yve, gdzie jesteś?
- Yve... - wydusiła z siebie słabo, niewyraźnie.
Niedobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Yve
Elf Miejski
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Pon Cze 29, 2015 11:32 pm

No, już mniejsza z tym wszystkim. Yve na razie kompletnie nie miał głowy do złoszczenia się czy w ogóle przypominania, co o dokładniej poszło. Na to czas będzie już troszeczkę później, kiedy będzie wymyślał karę. Weźmie sobie białą kartkę i rozpisze wszystko, żeby było dobrze, ładnie i przejrzyście. Ale to kiedy indziej. Tak… jutro powiedzmy? Albo pojutrze. Jakoś tak. Na pewno! Przecież płazem nie może popuścić takiej o, ucieczki z domu! To byłoby naprawdę bardzo niepedagogiczne. Chyba.
Z lekka mogło to przypominać cyrk. Ludzie odsunęli się od nich, niektórzy marszczyli brwi z dezaprobatą, jeszcze inni beztrosko zatrzymali się, żeby sobie popatrzeć. Bo może jeszcze kłócić się zaczną? Rzucać czymś? A może – jeśli fart szczególnie by widowni dopisał – doszłoby jeszcze do spektakularnych rękoczynów?! Tłum z reguły tak ma, że szalenie bawią go takie rzeczy. Fajnie na nie patrzeć, miło pokomentować, bardzo zabawnie jest też zadzwonić na policję. Tylko że tutaj trochę nie było po co dzwonić, jakby nie patrzeć.
Nitki puściły, tak samo jak najwyraźniej i cyśkowe mięśnie. Pewnie gdyby nie to, że Yve akurat rozglądał się za tymi nieszczęsnymi ciastkami, to by ją złapał całkiem bezproblemowo. Ale się gapił. I wzrokiem szukał ze skupioną miną, bo jak to tak, żeby nagle nie wiedział, gdzie jest coś, czego aktualnie szuka i co jest mu szalenie w tej jednej chwili potrzebne. Co mu zrobisz? Teraz głowę zaprzątała mu cała masa spraw.
A tego konkretnego elfa to całkiem łatwo było zauważyć. Dobre dwa metry. Szeroki w barkach olbrzym, który przecież zabijał ludzi za pieniądze. Odwrócił się momentalnie. Och. Cyśka chyba siły straciła. Chrzanić ciastka, Marcianne w potrzebie. Później ją nakarmi jakimś porządnym jedzeniem ze szpinakiem i w ogóle, a nie ciastem. Cukrem. A tfu!
Pochylił się i wziął dziewczynę na ręce. Ot tak, jakby w sumie jakby ważyła tyle co nic. Zdarzało mu się o wiele cięższe rzeczy nosić w życiu, to co to dla niego zmęczone dziewczę? I to takie drobne?
- Idziemy do domu –
oznajmił wszem i wobec, ale tylko do Cyśki w sumie, bo powiedział to cicho. Łypnął groźnie jeszcze na tłum, nim ruszył, starając się iść jak najspokojniej, żeby nie telepało ani nic. Czym jak czym, ale Yve bywał też naprawdę dobrym i wygodnym rydwanem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Re: Rynek   Pon Cze 29, 2015 11:47 pm

Obawiam się, że nawet gdyby jakoś udało mu się znaleźć te biedne ciastka, których tak rozpaczliwie szukał, rozglądając się wszędzie wokół, to zbytnio by jej nie pomogły. Była głodna. I mam tu na myśli naprawdę, naprawdę głodna. Ciastka raczej by jej teraz nie pomogły, bo o ile bardzo by ją ucieszyły (no bo, kurde, ciastka), to głodu by nie zaspokoiły. Ale cóż, dobre samopoczucie też jest ważne, nie? To gdzie te ciastka?
Poczuła, że grunt usunął jej się spod nóg. Co się stało? Znowu się przewróciła? Niemożliwe, przecież jeszcze przed chwilą siedziała. Gdyby przewróciła się siedząc... Cóż, coś musiałoby być z nią naprawdę nie tak. Uznałaby to za swój osobisty wyczyn. Ale chyba nie o to chodziło. Nie, została podniesiona. Przez kogo? Och, przez Yvego, no tak. Błądziła pustym spojrzeniem, którego nie była w stanie skupić na żadnym puncie ani na moment. Głos elfa dobiegł do niej gdzieś... z daleka. Bardzo. Zmarszczyła brwi, próbując dociec, co też mógł do niej powiedzieć. Idziemy? Gdzie idziemy? Do domu? Coś ty, facet, przecież nie możemy jeszcze do domu, przecież...
- Jeść... - burknęła z wyrzutem. Akurat na to było ją stać niezależnie od tego jak słabo się czuła. Typowe. Nawet tymi nieszczęsnymi ciastkami by się teraz zadowoliła, a on ją do domu chce zabrać! Oczywiście nie skojarzyła, że w domu też będzie jedzenie. No bo jak to tak? Niemniej wyboru szczególnego nie miała, sama by już raczej za daleko nie zaszła, a poza tym... własnie została dumną właścicielką osobistego, wygodnego rydwanu. Wstyd pozbawiać się takich luksusów przedwcześnie, prawda?

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rynek   

Powrót do góry Go down
 
Rynek
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    C e n t r u m  m i a s t a-
Skocz do: