IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zdewastowana kamienica

Go down 
AutorWiadomość
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Zdewastowana kamienica   Pon Lip 06, 2015 10:14 pm

Wygląd wnętrza:
 
OPIS: Kamienica, której lata świetności dawno minęły. Gołe wysokie ściany pokazują, że miały na sobie wielkie obrazy, zostały tylko zakurzone ślady. Dwa krzesła, nieczynny kominek, jedno łóżko szpitalne, piecyk kaflowy w drugim pomieszczeniu oraz w najmniejszej klitce - kurek wody z prowizorycznym wężem, który imitował prysznic. Wysoki regał w największym pokoju zawiera kilka zniszczonych, zabytkowych książek. Okna zabite deskami, lecz przysłonięte wysoką od sufitu do podłogi bordową zasłoną odrobinę ociepla wizerunek niegdysiejszego salonu.
Trudno dostępne miejsce dla śmiertelnych ze względu na zabite deskami i gwoździami drzwi wejściowe oraz inne stolarki okienne.

***
Przedostali się od mysiej nory do miejsca tonącego w ciemnościach. Mimo wstającego słońca nie przecisną się promienie przez okna, ponieważ były zabite deskami. Prowizorycznie, ktoś będący amatorem przyczynił się do tego czynu. Wszechobecna czerń sprzyjała im obojgu, aczkolwiek to za mało, by przywrócić funkcje życiowe istoty, której nie chciał stracić.
Pamiętał jej słowa. Wszystko co powiedziała, co zrobiła, ostatnie przeprosiny... kołatało mu w głowie, a ręce trzęsły się z przerażenia. Wzrokiem znalazł szpitalne łóżko, na którym położył z pietyzmem Czarnowłosą Wybawicielkę. Skrzydłom także zostawił przestrzeń, aby ich nie połamać nieuważnym ruchem. Starał się pozbierać, wszak chciał uchronić Shathow przed niesprawiedliwą śmiercią! Szpitalne łóżko... już wie! Przybrał poważne oblicze i niezwłocznie ściągnął z ciemności cień kroplówki na stelażu. To ją zaamplikował przez wenflon do zgięcia łokcia dziewczyny, a na czole kładł zimne, wilgotne opatrunki na zbicie gorączki. W kroplówce były witaminy - tak, tak, ukradł cały sprzęt z pobliskiego szpitala (wcześniej i obecnie), lecz sam nic nie posiadał. Musiał to zrobić, dla niej. Wiedział dokładnie jak przygotować lek, z własnego doświadczenia. Przyniósł także mnóstwo wody, którą ścierał zimne poty z jej ramion, dekoltu i policzków. Na czole widniał wciąż tajemniczy znak PółKsiężyca, delikatnie przetarł go wodą dla ostudzenia. Nic więcej nie mógł zrobić, chociaż...
Przysiadł na skraju łóżka i delikatnie pochwycił dłoń Czarnowłosej. Był przy niej, wątłym ciałem i duszą. Drugą głaskał skroń cierpiącej dziewczyny. Utkwił w niej czułe spojrzenie, pełne troski. Wedle jej słów wykrzyczanych w stronę Mrocznego Króla - chłopak był jej. Dosłownie i w przenośni. Dwukolorowooka piękność musi jednak odzyskać siły, i chcieć żyć. Tyle trudności pokonała, tyle zła napotkała na swojej krętej drodze życia, ale jeszcze jest za wcześnie, by odeszła. Aż zakręciło mu się w głowie od złych myśli, które precz odrzucił. Ona musi żyć, MUSI!


Ostatnio zmieniony przez Ryu dnia Wto Lip 07, 2015 5:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   Wto Lip 07, 2015 1:37 pm

Była długo nieprzytomna i co tu mówić nie pamięta nic. Jednak ukłucie przywróciło ja do tego świata. Nie ruszała się ani nie dawała po sobie poznać, ze jest przytomna. Słuchała nerwowych ruchów chłopaka i uśmiechała się w duchu. Księżniczka w tarapatach po raz trzeci. Wszystko ją bolało jak po dobrym treningu na siłowni. Nie było mięśnia na jej ciele, który by nie błagał o litość. Do tego ta gorączka, dziewczyna nie wiedziała czy to ze zmęczenia czy możne jakieś paskudztwo zainfekowało jej ludzkie ciało. Zresztą to nieistotne chłopak opiekował się nią i po dłuższej chwili ból trochę ustąpił. Czuła się jednak niepewnie. Pewnie już wstał dzień, jednak najwyraźniej zdołał ją zabrać w ciemne miejsce. Co za ulga!
Poczuła jego dłoń na swojej jej palce wpierw zadrżały nieznacznie, jednak w końcu udało jej się ścisnąć jego dłoń. Powoli rozchyliła powieki. Zmarszczyła lekko brwi i uśmiechnęła się delikatnie. Tak naprawdę tylko poruszyła kącikami ust. Była zbyt zmęczona nawet na okazywanie swojego wiecznego optymizmu. Czuła suchość w ustach język miała jak z papieru. Zamlaskała kilka razy i skierowała wzrok na chłopaka.
-Wyglądasz jak ostatnia bida...jak się czujesz?-
Spytała słabym głosem. Pytanie niby nie na miejscu jednak wiedziała jak się ONA czuje o to nie trzeba pytać. A czułą się co prawda nie najlepiej, jednak nie wybierała się na tamten świat i to się na chwilę obecną liczyło. Martwiła się natomiast o swojego przyjaciela. Mrok bywa okrutny i doszukiwała się w jego postawie jakichkolwiek objawów cierpienia. Na szczęście jej szantaż poskutkował.
Zastanowiła się przez chwilę nad tym co zrobiła tam nad stawem. Nad potęgą jaką poczuła, może gdyby chciała zdołałaby przełamać pieczęć. Przygryzła policzek aby odgonić myśli. Nie chciała stawać się piekielnym bytem. Na pewno nie teraz, na pewno nie z własnej woli. Przygryzła policzek aby rozwijać myśli. Jej oczy były lekko przygaszone. Błądziła wzrokiem po pomieszczeniu. wychwytując każdy szczegół.
-Tutaj mieszkasz?- Nie czając na odpowiedź dodała -jak wyzdrowieję sprzątnę tutaj...i może pomalujemy ściany! Zajmie to trochę czasu, ale nie będzie przynajmniej tutaj tak ponuro...jaki jest twój ulubiony kolor?- paplała lekkim głosem, w którym tkwiła dobrze skrywana nutka cierpienia.
Mówiła o błahych rzeczach by nie skupiać się na bólu który obezwładnia jej ciało. Oczywiście nie miała zamiaru malować wszystkiego na różowo jednak jakaś nuta pastelowych kolorów by się przydała, może jakiś obraz? Jak dostanie do ręki blok rysunkowy i ołówek to coś narysuje ładnego, w sam raz na powieszenia na ścianę. Naglę się skrzywiła i stęknęła. Zacisnęła oczy jak ostatnia fala bólu wstrząsnęła jej ciałem. Półksiężyc ostudził się a wraz z nim całe ciało dziewczyny. Kara skończona. Teraz czas na to by mogła wyzdrowieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   Wto Lip 07, 2015 9:03 pm

Wydawało się, że Fioletowooki chłopak zaraz zaśnie nad przyjaciółką. Oczy kleiły się, co jakiś czas ziewał, bo mimo adrenaliny w sobie i jego dopadało wykończenie. Mobilizował się jak umiał - coś zagwizdał, to uszczypnął się, to poprawiał grzywkę na czole śpiącej dziewczyny. Najskuteczniejszy sposób odnalazła poszkodowana przez zły los. Wystarczyło lekkie drżenie jej palców u ściśniętej ręki, by ocknął się z półczuwania. I znów ku jemu zdziwieniu pytała się o jego zdrowie. Była taka wątła, taka delikatna, że bał się ją skrzywdzić samym głosem, więc przystał na to, że będzie odpowiadać na każde jej pytanie.
-Teraz już lepiej.
Miał na myśli nie swój stan zdrowia, a fakt, że Shathow obudziła się i mimo słabej kondycji - żyła. Uspokoiło go, jak mogła odezwać się. Ale jej głos... musiała się czegoś napić! Skoczył prędko po wodę z kranu i przytrzymał naczynie, by nie wypadł jej z drżących rączek. Odetchnął z ulgą, że jest tu przy nim, prawie z całkowitą świadomością, bo jednak zmęczenie odbijało na niej spore piętno. Nic dziwnego - dostała baty od samego jej ojca. I jeszcze niewyleczone rany...
Nagle zerwał go głos dziewczyny, która rozglądając się dookoła chciała złapać kontakt z otoczeniem. Nie był to hotel pięciogwiazdkowy, przynajmniej panował tu mrok i półmrok. Zgadła, że to miejsce wiązało się z młodzieńcem. Tak, zabunkrował się tutaj, ale nie zdążył nic powiedzieć, więc dał jej wypowiedzieć się. Na przekór bólowi opowiadała o mało znaczących szczegółach. Nawet zachciało jej się pomalować ówdziejszy światek.
-Wszystko co zechcesz.
Zdążył tylko wtrącić, a już poznał powód remanentu i to, że chciałaby pomalować go w jego ulubionych kolorach. Podrapał się ręką w tyle głowy - już tak dawno nie myślał o takich lekkich sprawach, że zapomniał jaką mógł mieć ulubioną barwę. Prócz czerni nic mu nie przychodziło na myśl. Miał wrażenie, że z dnia na dzień coraz bardziej bywały jego dni, zatracał swoją osobowość. Dopiero pojawienie się niespodziewanie jego nowej Pani sprawiło, iż dostrzegał braki. Być może to Czarnowłosa piękność wypełni jego egzystencję najważniejszymi emocjami, doznaniami, poglądami zbliżonymi do człowieka. Na przykład to, jak bardzo potrafiła otworzyć się na drugą osobę, opowiadać mu o wszystkim i o wszystkich w tak ujmujący sposób. Co prawda była pół-Boską istotką o przerażającym potencjale mocy, ale przy tym była sobą, była ludzka. Nic innego nie pragnął jak jej powrotu do pełni życia, żeby mogła innych również obdarowywać swoją osobą, tak jak uczyniła przed Bezimiennym.
Wcześniej twierdziła, że ma wobec niego dług wdzięczności... bzdura. Cokolwiek co czyniła dla niego było nad wyraz zbyt cenne. Już same jej oczy wynagradzały po stokroć starania anorektyka nad ustabilizowaniem zdrowia swojej Władczyni. Ostatni impuls bólu przeszył ciało Shathow, a także jego rękę, którą dalej ściskał przyjaciółkę. Trzeba, tak jak przedtem starała się Córka Cienia, odgonić myśli od bólu i pomyśleć o czymś innym. Może... zainteresowałaby się, gdyby coś powiedział o sobie?
-Tak jak mówiłaś - mieszkam tutaj. Od kilku dni. Starałem się jak mogłem odizolować pokoje od światła. Stąd tyle kurzu i brudu, ale... do tej pory nie przeszkadzał mi taki stan rzeczy. Uhm... zaraz to poprawię.
Marny z niego gospodarz, skoro pozwolił sobie na taki nieporządek. Ruszyło to jego poprawniejszym tokiem myślenia, estetyka to też rzeczownik przypisywany człowiekowi. Najpierw poszedł po jeszcze jedną szklankę wody dla przyjaciółki, którą postawił zaraz przy łóżku na drewnianym krześle, a później rozglądał się za miotłą. Nie było tu gniazdek elektrycznych, toteż nie mógł wyczarować odkurzacza, bo i tak musiałoby mieć zasilanie. Posilił się miotłą i łopatką ze zmiotką, i chodził i zamiatał cicho. W ogóle bezdźwięcznie, lecz to nic dziwnego, gdy waży się tyle co piórko. Szurając miotłą zbierał kurz na łopatkę i wynosił gdzieś poza pokój, lecz bardzo szybko zmęczył się i musiał zrezygnować z opanowania bałaganu. Powinien iść spać, ale nie może sobie na to pozwolić. Ktoś musiał czuwać nad dobrem Shathow i poczuwał się do tego obowiązku jak mało kto. Oparł się plecami o ścianę naprzeciwko łóżka z pacjentką i zapytał:
-Jakie posiłki możesz jeść? Wszystkie, czy tylko ich cienie? Trzeba Cię szybko wzmocnić, byś mogła - tak jak chciałaś - malować po ścianach. Przydałaby się tu kobieca ręka.
Wtedy też próbował się uśmiechnąć, lecz kąciki ust nie drgnęły. Westchnął tylko cicho i zjechał plecami do parteru, aby sobie usiąść. Cóż, musi potrenować uśmiechanie się, albo wymyślać lepsze rzeczy, z których można byłoby się rozśmiać do rozpuku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   Czw Lip 09, 2015 10:24 pm

Zarumieniła się łapiąc sens jego słów. Przełknęła ciężko ślinę i odchrząknęła zakłopotana. No bo ten tegos. Nie za bardzo wiedziała co odpowiedzieć na jego słowa a ból jeszcze bardziej rozpraszał jej myśli. Zajęła się więc mówieniem na temat wystroju pokoju i jak bardzo chciałaby go zmienić. Napisała się również wody. Jej dłonie były zimniejsze od jego skóry. Prawdopodobnie przez dużą utratę krwi. W każdym bądź razie Jego przytaknięcie speszyło ją bardziej niż wcześniejsze słowa. Poczuła się jakby traktował ja jak panią. Co prawda nią była ale mimo wszystko nie lubiła być ta traktowana. Nie miała siły się kłócić. Zdążyła zauważyć jak niski jest jego poczucie własnej wartości. Sprzeczka nie miała sensu tym bardziej, ze w takim stanie ciężko jej będzie zabłysnąć argumentami. Pozostało jej tylko kiwać głową i przyglądać się jak nieznajomy się meczy. Kurz nie chciał go słuchać i bez przerwy uciekał ze zmiotki. W końcu zrezygnował. Dziewczyna zachichotała, co nie było dobrym pomysłem bo zaraz uniosła si kaszlem. Szwy bolesne pociągnęły jej skórę. Skrzywiła się. Po chwili pogodny wyraz wstąpił na jej twarz. Już układała sobie jaką to ona tutaj nie zrobi rewolucję.
-Posprzątamy jak wyzdrowieję...-westchnęła i dodała -uratowałeś mi życie...a ja nawet nie wiem jak masz na imię-
Ostatnie słowa wypowiedziała smutnym głosem. Co prawda bawienie się w damę w opałach było fajne. Dobrze by się bawiła gdyby nie to, ze jej towarzysz był wykończony. Odwołała skrzydła robiąc dużo miejsca na łóżku. Była drobna i bardzo krucha. Jedną dłonią rozmasowała czoło, na którym widniał znak księżyca. Jej pieczęć. Przekleństwo i zbawienie w jednym. Przez ten tatuaż cierpiała przemianę, ale również nie musiała wracać do piekła. Wiele osób pewnie by jej nie rozumiało. Miała tam władzę, szacunek i moc. A wolała teraz cierpieć w kruchym ciele. Nie warto próbować rozgryźć jej psychikę. To byłoby zbyt trudne nawet dla najśmielszych. Do rzeczywistości ściągnęło ja pytanie chłopaka. Zastanowiła się chwilę nad odpowiedzią.
-Normalne jedzenie...- mruknęła -Słuchaj...nie jestem teraz głodna. Widzę, ze ledwo stoisz na nogach...-
Po tych słowach posunęła się na łóżku robiąc wystarczająco dużo miejsca dla jej towarzysza. Czuła zakłopotanie na myśl co będzie jak jej przyjaciel się zgodzi. Nigdy jeszcze nie miała okazji tak naprawdę leżeć obok jakiegoś chłopaka. Może i była silna jednak takie sprawy ją przerastały. Czuła się wtedy bezradna. Dlatego unikała tego jak mogła. Jednak tym razem jej przyjaciel potrzebuje łóżka i snu.
-Chodź wyśpimy się oboje...nawet jakby coś się działo to wierzę, ze się wybudzisz. Naprawdę długo tak jeszcze nie pociągniesz a mogę cie jeszcze potrzebować-
W tej chwili dziękowała za władze jaką na nim uzyskała, dzięki temu mogła mu pomóc. Jej serce szybciej zabiło jak zdała sobie sprawę, co właśnie zaproponowała. Jednak już było zbyt późno by się wycofać. Nieśmiały uśmiech pojawił się na jej twarzy. Wyglądała teraz jak mała dziewczynka. Jednymi słowy -uroczo. Odwróciła wzrok w stronę desek. Za nimi kryło się słońce. Aż wzdrygnęła się na myśl przemianie. Poczuła jeszcze większą wdzięczność. Gdyby nie on...wiłaby się teraz z bólu. Oczy zaszły jej łzami bólu. Stłumiła je i odezwała się drżącym głosem.
-Wiesz co się dzieje jak dotknie mnie słońce? Moje ciało się zmienia. Moje ciało się rozczepia. Niszczę się od środka. Staję się cieniem. Zostawałabym taką niematerialną istotą gdyby nie ten tatuaż na czole. To dzięki niemu wracam do teraźniejszej postaci. To dlatego nie wyczułeś mnie wtedy na polanie, bo mnie tam nie było-
Mówienie przychodziło jej z trudem jednak musiała go uświadomić od czego ją uchronił. Spojrzała na jego odbudowaną dłoń. Zadziwiające jak słońce...takie piękne, może wyrządzać tyle szkód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   Pią Lip 10, 2015 7:52 pm

Widać, że musiało jej zależeć na mieszkanku, bo uparcie drążyła temat sprzątania czterech kątów. Albo wolała o czymś innym myśleć niż o tym, że jest nieporadna. Wcale taka nie była w oczach młodzieńca! Spijałby z jej ust nektar z jej słów, jednak kosztowało ją to zbyt wiele wysiłku. Czasami jednak nie rozumiał, dlaczego też zależało jej na cienistym chłopaku? Poznawszy jej namiastkę mocy z łatwością doszedł do wniosku, że wystarczyła jej wola, a przepadłby w nicość. Taki swego rodzaju mezalians między nimi, a troszczy się o niego jak o brata z krwi i ... cienia. I jeszcze smuciła się, że nie poznała imienia młodzieńca. Sam zmarkotniał, aż opadły mu antenki na głowie. Gdyby je znał, nie wahałby się z ujawnieniem. Tak więc Bezimienny tylko westchnął cicho i prawie że zasnął na podłodze. Aż do momentu wyjawienia niecnych zamiarów! Zerknął, gdy usłyszał szurnięcie na materacu łóżka.
-Uhm... n-nie trzeba.
Skrępowany odwrócił wzrok od pokazanego miejsca w łóżku, i tym samym od Shathow. Chyba bał się bardziej od towarzyszki wskoczenia do łóżka i dzielenia się nim na spółkę. Ten mebel kojarzył mu się przede wszystkim z chorobą, z jaką miał do czynienia przez 21 lat w ciele człowieka, więc do głowy mu nie przyszło, iż można we dwie osoby pospać sobie ot tak. Inne kwestie były mu już tym bardziej obce, już samo jego zachowanie wskazywało, że nie potrafił wyrażać swoich uczuć ani emocji. No, może poza skrępowaniem i powagą.
Lecz kiedy drugi raz zawołała go do siebie, jej głos utkwił gdzieś w nim głębiej i tak jakby poniekąd zmusił do posłuszeństwa. Zgoda, chciał być posłuszny jej woli, lecz dla JEJ dobra, nie dla swojego. Sen Ryu nie był priorytetem nad wycieńczeniem koleżanki "po fachu". W końcu w sumie przytoczyła ważny argument - jak wartownik będzie w kiepskiej formie, prędzej czy później jej Pani zostanie pozbawiona ochrony, a tego nie chciał. Chyba, żeby wzięła na jego miejsce kogoś innego, jednak nie podda się tak łatwo. Za bardzo mu zależało na Shathow, by dzielić się obowiązkami z kimś innym. Dlatego bardzo powoli podszedł do łóżka i przystanął przy nim, i wtedy też dostrzegł uroczą buźkę swojej Władczyni. Wyglądała tak niewinnie z tym uśmiechem, że aż wstyd mu było podejrzewać ją o jakieś złe zamiary. Wymienił tylko okład na czole dziewczyny na nowy, a potem bardzo chwiejnie, lecz w końcu położył się na skraju mebla wypoczynkowego. Zupełnie inny komfort niż siedzenie na deskach, lecz bardziej skupiał się na wymowie ciała swojej Pani, która znów cierpiała katusze. Zimny okład nic nie zrobił w tej sprawie, powinien podać jej leki... kroplówka niby sączyła się wolno do jej żył, ale to tylko witaminy. Że też o tym wcześniej nie pomyślał...
Zaraz usłyszał głos towarzyszki, na którą spojrzał badawczo i próbował zrozumieć jej sytuację. Nie przechodził takiej metamorfozy co ona - po prostu raz został przemieniony, bezpowrotnie. Jej drżący głos, łzy w oczach i trudność w złapaniu tchu przy długich zdaniach nie mogła zostać pozostawiona obojętnie.
-Mogę jedynie wyobrazić sobie, jak bolesne jest zrzucanie ciała, by stać się cieniem. Dopilnuję, abyś nie naraziła się na promienie słoneczne.
Przyłożył do jej warg zimny palec cały w czarnej otoczce, by tym gestem wskazać, iż oszczędzanie głosu też wpływa na poprawę kondycji. A przecież trzeba sprawić, by moc dziewczyny była jej zawsze posłuszna, przy minimalnym koszcie energii. Postara się jak umie przekazać jej pewne wskazówki, aczkolwiek nie w nachalny sposób. Doradzać własnej Władczyni? Nie wypadało.
Nie wypadało też, aby Czarnowłosa ciągle miała poczucie, iż jest dłużnikiem anorektyka. Wcale tak nie było, lecz miał wrażenie, zwłaszcza jak spoglądała na jego rękę, że gryzą ją wyrzuty sumienia. Słusznie czy nie, zdecydował się na pewną formą "zadośćuczynienia". Może nie będzie się gniewać, gdy chociaż zapyta o to, co mu chodzi po głowie?
-Shathow - zanim pójdziemy spać, mogę mieć do Ciebie jedną prośbę? -zmrużył połowicznie, lecz utkwił wzrok w przyjaciółce, której będzie bronił aż do swojej śmierci. Po śmierci też- Czy mogłabyś... zastanowić się podczas snu... nad imieniem dla mnie? Oczywiście jeśli chcesz...
Ledwie wyszeptał te słowa, tak jak i dziewczyna opadł z sił. Solidny sen powinien wyjść obojgu na zdrowie, zwłaszcza, że nikt z zewnątrz nie powinien im zakłócać spokoju. Tak w teorii, bo praktyka pokazuje, że wiele rzeczy jest możliwych. Tak jak to, iż miał zaszczyt mieć w Czarnowłosej Córce Mroku siostrzaną duszę, przyjaciółkę i wsparcie. Nie przestawała mu mówić o tym, że dla niej coś znaczy więcej niż inne cienie; że uratował ją od promieni słonecznych i dotkliwej przemiany, że może teraz odpocząć dzięki niemu. Chciała podnieść jego wartość w duchu, aby nabrał pewności siebie, ale ta sztuka nie udała się jej najlepiej. Cóż, dopiero znają się od niecałej doby, chociaż to już wystarczyło, aby zaszczepić w nim ziarenko życia. Gdyby nie ona, stałby się niebawem jak te smętne cienie bez rozumu i własnej woli, o których wspomniała Dwukolorowooka piękność podczas wyjaśniania objawów kontaktu ze słońcem. Ledwo wyrwała go ze szponów obojętności i swoim rozkazem wobec ojca - przywłaszczyła go na swoją własność.
Ostatni raz sięgnął dłonią do jej skroni i pogłaskał delikatnie palcami próbując uśpić wpierw towarzyszkę, by móc w spokoju zasnąć jako drugi. Musi Shathow odzyskać zdrowie, podnieść temperaturę ciała, zyskać siły. Ryu też, lecz ona w pierwszej kolejności. Była jego Panią, chociaż pozwalała mu traktować ją jak przyjaciółkę. Teraz i jego kolej, żeby zasnąć. Z antenkami na głowie postawionymi w tryb gotowości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   Sob Lip 11, 2015 7:47 pm

Cóż nie mógł sobie tego wyobrazić. Złamanie kończyny to nic takiego. Tak samo jak jej rany na plecach. Podejrzewam, ze nawet rozerwanie na strzępy byłoby niczym w porównaniu z tym. Jej cząsteczki rozpraszały się i zostawały niczym. Uśmiechnęła się. Chciała mu podziękować jednak poczuła jego dotyk na wargach. Otworzyła szerzej oczy. Zrozumiała przekaz jednak ta bliskość była tak subtelna i niespodziewana, że momentalnie dostałą wypieków na twarzy. Odchrząknęła kilka razy i odwróciła wzrok jak zakłopotane małe dziecko. Na jej ustach komponował się zawstydzony, trochę głupawy uśmiech. Kiwnęła nieznacznie głową i ułożyła się wygodnie. Zamknęła oczy i wyregulowała oddech. Dopiero jak się do niej odezwał uniosła powieki. Była zdziwiona. Według niej poprosił ją o bardzo intymną rzecz. Imię nas określa, przechodzi z nami przez wszystkie etapy życia. Nie można pozbyć się imienia. Zapomnieć -owszem, jednak zawsze gdzieś ono tam jest. Czuła się dziwnie, trochę nawet niezręcznie. A co jeżeli to co wybierze mu się nie spodoba? Jeżeli nie będzie takie jakie być powinno? Westchnęła i przygryzła policzek. Kiwnęła głową i odszukała wzrokiem oczy chłopaka. Tym razem nie uśmiechały się tylko jej usta, ale również w oczach pojaśniały iskierki radości. Cała jej twarz się rozpromieniła. Poczuła, że chłopak jej ufa. Nie tylko dlatego, że jest jego panią. Chce aby nadała mu imię nie zawiedzie go. Delikatnie się w niego wtuliła i zamruczała zadowolona czując jego palce na skroni. Usnęła szybko. Była blisko swojego przyjaciela. Na skraju snu przyszedł jej do głowy pomysł.
Sen minął spokojnie. Dziewczyna się wybudziła kilka godzin po zmroku. Poruszyła się powoli starając się nie obudzić swojego towarzysza. Czuła się znacznie lepiej. Pogładziła go kilka razy po policzku, bardziej po to aby go uspokoić niż wybudzić.
Bezszelestnie wstała z łóżka. Szwy ciągnęły jej skórę jednak nie tak mocno jak poprzedniego dnia. Może za dwa dni się zabliźnią? Jeżeli będzie unikać słońca to na pewno. Jej bose stopy nie wydawały żadnego dźwięku. Poruszała się po pokoju jak zjawa. Było tutaj rzeczywiście brudno. Czuła się na siłach aby coś ze sobą zrobić. Wzięła szczotkę i zaczęła zamiatać nucąc piosenkę "looser like Me". Poruszała się w rytm muzyki kołysząc delikatnie biodrami. Miała na sobie jedynie jeansy i bandaż owinięty dookoła klatki piersiowej i pasa. Do tego wszystkiego jej czarne włosy były potargane we wszystkie strony świata. Walczyła z nimi dosyć długo, w końcu udało jej się je związać w warkocz. Końcówkę fryzury przymocowała znalezioną w kieszeni spodni gumką recepturką.
Szczotka w jej dłoni poskramiała kurz w mgnieniu oka a ona wesoło śpiewała i mruczała kolejne piosenki. Miała delikatny głos, który mógł należeć do dziewczynki. W końcu podłoga była czysta a kurz i brud ułożony w jednej kupce. Postanowiła więc zwiedzić trochę mieszkanie. Odszukała to co kiedyś było kuchnią, nie było jednak jedzenia. Jęknęła niezadowolona jednak wróciła do swoich oględzin. Szczególnie zaciekawiły ją książki ściągnęła je z półki i zakasłała jak kurz podrażnił jej nozdrza. Zmiotka to nie wszystko. Będzie musiała poprosić kolegę o wyczarowanie innych rzeczy. W końcu wróciła do sypialni z tomami w dłoniach.
Podeszła do śpiącego chłopaka i nachyliła się nad nim i wyszeptała mu do ucha po japońsku:
- Kon'nichiwa Amico-senpai-
Wyprostowała się i zachichotała rokokoszona bardzo podobała jej się myśl, ze wymyśliła dla niego imię. Cieszyła się jak dzecko w sklepie z cukierkami. Przestawiła się językowo na japoński i nawijała jak opętana z rozkosznym uśmiechem na ustach. Mówiła nieprzerwanie z takim entuzjazmem, ze aż wypełniała nim pokój. Wydawało się, że mieszkanie jest zbyt małe aby pomieścić taką ilość szczęścia. Gdyby nie była taka osłabiona zaczęłaby tańczyć. Czuła się spełniona. Nadając imię przyjacielowi dała mu nową szansę. Nowy początek, mówiła od rzeczy. Na tysiąc różnych tematów.
Była szczęśliwa.
Tak. Szczęśliwa.
-Amiko-senpai. Patrz jak tutaj czysto! Słuchaj jak wyzdrowieje to to mieszkanie będzie piękne! Obiecuje ci to. Czytałeś te książki? Dobre? Wiesz...umiem gotować. Zainstalujemy tutaj kuchnię i łazienkę i ładny dywan i duuużo obrazów. Trochę rysuję. Z tym co potrafisz to możemy wszystko. Nie będziesz już tak żył. W takiej obskurnej norze. Przyjacielu pokaże ci jak stać się człowiekiem. Jak śmiać się, adorować, podziwiać, kochać. Nie będziesz niczyi, przestaną tobą pomiatać. Przestaną traktować jak powietrze, bo jesteś tutaj. I jesteś niesamowity, twoje umiejętności są niesamowite. Podziwiam cię. Pomyśl tylko ile można by razem zmienić. Ile ty możesz zmienić. Potrafisz wytworzyć to czego nie ma z cienia. Możesz mieć wszystko. Pokażę ci świat moimi oczami! Nie smuć się więcej. Przysięgam nie opuszczę cię póki stąpam po tej ziemi. Arigato!-
Po swoim monologu przygryzła wargę i spojrzała się psotnie na chłopaka. Może ucieknie przerażony? Bardzo możliwe, jednak nie tego Sophia chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   Sro Lip 15, 2015 7:26 pm

Właściwie nie mógł uwierzyć w cały ten zwariowany "dzień". Wreszcie mógł być komuś przydatny, wreszcie ktoś go zmusił do zabrania się za życie, ktoś tknął w niego życie. A co jeśli jest jednodniowym kaprysem ślicznej kobiety o potężnej władzy? Nawet gdyby był... był wielce szczęśliwy, że mógł chociaż jeden dzień służyć u jej boku. I nigdy nie zapomni o Shathow.
Jeśli chodzi zaś o sen, anorektyk spał różnie. Przez większość czasu przypominał posąg, bo nawet nie ruszała się jego klatka piersiowa. Jakby zapadł w hibernację na kilka godzin, a nie w lekki sen. Nawet bliskość przyjaciółki nie wywarła na niego niepokojących zmian. Tak mocno oddał się w ramiona Morfeusza, że nie słyszał intensywnego sprzątania współlokatorki (właściwie gdyby o tym wiedział, nie pozwoliłby jej na porządki - przecież jej nie wypadało!), ani jej melodyjnego nucenia. Jedynie jej dotyk sprawiał, że nabierał kilka razy spokojnych wdechów i wydechów powietrza. Tak to leżał jak kłoda. Wokół jego ciała tańczyły smoliste opary, które powoli oblepiały nieco wyniszczone ciało młodzieńca i regenerowały jego moce.
~Nie jesteś Jej godny, Brudasie.~
Nawet podczas snu nie zaznał pełnego spokoju, wysłannik Mroku podczas snu zatruwał jego duszę. Dlaczego tak bardzo chciał ich rozłączyć? Gdy tylko ten ktoś dręczył młodzieńca, Shathow z racji przyjęcia na siebie jego kary - nie słyszała ów głosu, lecz pulsowała ją głowa z przyćmiewającego bólu. Mogła o tym z początku nie wiedzieć, więc ignorowała pierwsze objawy.
~Twój byt niczego nie zmienia.~
Ten trujący jad oczerniał go, ale i próbował zniszczyć zasiane ziarenko życia rączką Pani młodzika. Shathow zorientowała się, iż coś się działo z jej przyjacielem, dlatego zaraz z tomami w rękach podeszła do łóżka podwładnego i lekko nachyliła się nad nim.
~Jesteś niczym.~
Nie oparła się bólowi, na przekór i na złość ojcu pokazywała tylko swój entuzjazm. To swoim słodkim głosikiem obudziła anorektyka, w dodatku z japońskim akcentem i słowami, które rozpoczęły nowy rozdział w jego życiu.
-Amiko?
Czyżby to było jego nowe imię? Od razu otworzył szerzej oczy i usiadł na łóżku wyprostowany w kręgosłupie niczym struna. Nie mógł uwierzyć, aż było widać po jego minie pełne zaskoczenie. Pamiętała o małej prośbie od młodzieńca, którego źrenice zadrżały ze skrywanej radości. Już miał wstać na równe nogi i bić pokłony dla swojej Pani, lecz dziewczyna swoim jakże krzepiącym monologiem sprawiła, że miał wodę w kolanach. Wolał usiąść i w milczeniu, ale z badawczym spojrzeniem obserwować istną eksplozję radosnych ekspresji. Mówiła tyle, że w ułamku sekund streściła połowę encyklopedii. Nie tylko mowa była o mieszkaniu, także o tym, iż rysuje, gotuje, sprząta, planuje, chce zmieniać nastroje innych (w tym jego), lecz o nim - o Cieniu. Nie zrozumiał wszystkiego oraz powodów, dla których przytaczała jego niezwykłość. Docenił to, chociaż wyglądał na dość przerażonego tym co słyszy. Wychwaliła go na dziesiątą stronę tak dobitnie, że odbiło się to na nim dość mocno. Zdecydował, iż pokaże wdzięczność za pokładanie w nim takich wielkich nadziei. Może nie będzie to taniec radości, wywyższanie się czy przechwałki, ale gdy skończyła przecudną przemowę jak kolor jej oczu, przystąpił do dzieła. Ostrożnie wstał z łóżka i położył stopy na parkiecie. Zbliżył się do przyjaciółki i stojąc przednią zmrużył lekko powieki patrząc się na jej porcelanową twarzyczkę.
-I-Iie... to ja dziękuję, Shathow.
Po czym natychmiast klęknął na jedno kolano przed Córką Cieni, a później... nachylił się bardzo nisko, by zimnymi wargami pocałować jej bosą stópkę. Uważał, że to w pełni odda jego podziękowanie, ponieważ nic innego nie przychodziło mu do głowy. Obce mu było zachowanie ludzkie, chociaż żył jako człowiek przez 21 lat. Nigdy nikogo nie obdarzał radością, tym bardziej przytuleniem, już nie wspominając o karesach. Chociaż ten pocałunek w stópkę Shathow... musiał skądś to znać. A wcześniejsze głaskanie po skroniach? Skrawki wspomnień utrzymywały jego serce wśród żywych, ale to właśnie Pani odmieniła jego życie. Już nie jest Bezimienny. Już nie musi być poniżany. Amiko...
Amiko...
Amiko...
...piękne imię z ust jeszcze piękniejszej dziewczyny, od których stóp wciąż nie podnosił się ani o centymetr.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   Pon Lip 20, 2015 7:19 pm

Nie trzeba było być geniuszem by się domyśleć, ze ból głowy jaki czuła Sophia był spowodowane przez Mrok. A jako, ze dziewczyna nie należała do kręgu głupich istot szybko rozwijała złe duchy od umysłu i duszy nowego przyjaciela. Obudziła go nowym imieniem i obsypała falą słów. Gdy wreszcie zamilkła ujrzała w jego oczach strach. Uśmiechnęła się delikatnie. Nie ruszyła się z miejsca. Niech on oceni czy chce podejść nie chciała go niepotrzebnie płoszyć. Był taki kruchy, Córka Cienia bała się, że jeżeli naciśnie zbyt mocno to go złamie na pół. Gdy podszedł i podziękował skinęła głową. Jednak to co zrobił później całkowicie ją zaskoczyło. Momentalnie nabrała rumieńców a jej ciało przeszedł dreszcz. Nie zrobiła jednak żadnych gwałtownych ruchów. Powoli uklękła na oba kolana i westchnęła. Jedną dłoń podłożyła pod brodę Cienia i podniosła jego głowę tak by patrzeć mu w oczy. Pokręciła delikatnie głową a drugą rękę położyła na jego ramieniu.
-Nie kajaj się przede mną. Nie jestem ani Matką ani Ojcem. Gdybym chciała mieć podwładnych siedziałabym na tronie Piekła. Chce przyjaciół...to właśnie oznacza to imię...przyjaciel. Nie chcę byś się przede mną kłaniał ani mi służył jak reszta Cieni. Jesteś inny- po tych słowach zjechała palcami na wysokość serca -Jesteś inny, masz wole i pragnienia nie rozmywasz się jak reszta nie działaś bezmyślnie. Masz ciało, serce i duszę. Nie pozwolę abyś stał się moim sługą. Nie zasługujesz na to by ktoś tobą pomiatał i traktował jak szmacianą lalkę. To, ze przejmuje na siebie twój ból oznacz tylko, że chce cię chronić tak jak ty wtedy gdy wyciągnąłeś do mnie dłoń. Nie będziesz niczyim sługą Amiko-
Po tych słowach nachyliła się nad nim i złożyła na jego ustach delikatny pocałunek. Od wieków taki znak był uważny za zaszczyt. Shathow uważała, ze chłopak był jej równy i w ten sposób to wyraziła. Podniosła się na nogi nie czekając na reakcje Amiko. Jej policzki były całe czerwone jednak uśmiech gościł na jej ustach. Wróciła do zamiatania podłogi gdy nagle jej brzuch się odezwał. Zmarszczyła brwi w zastanowieniu. No tak...przecież nie jadła od jakiegoś czasu. Westchnęła ciężko i odłożyła zmiotkę. Na placach przemaszerowała cały dom szukając czegokolwiek, ale oczywiście nic nie znalazła. Wróciła do pokoju i cichutkim głosem małej dziewczynki zadała pytanie.
-Jestem głodna...masz coś do jedzenia?-
Po tych słowa nabrała rumieńców na twarzy. Ponownie poczuła chłód warg chłopaka na ustach oraz bicie jego serca. Nie potrafiła zrozumieć co z nią jest nie tak. Co prawda lubiła poznawać nowe osoby i się z nimi przyjaźnić, jednak wyglądało to tak, ze po prostu pomagała w trudnych chwilach nigdy się nie otwierając. Tym razem było inaczej i pewnie dlatego dziewczyna czuła się tak nieswojo.
Zaczęła się uśmiechać gdy nagle jej źrenice się zwęziły a ciało zlała fala bólu. Za co tym razem? Opadła na czworaka z sykiem i ścisnęła pięści. Nie, nie da tej satysfakcji Mrokowi. Otworzyła oczy i zmusiła się przyjęcia siedzącej pozycji. Jej źrenice nabrały czarnego koloru jednak wystarczyło by zamrugała kilka razy by wróciły do normy. Siedziała i cierpiała nie odzywając się ani jednym słowem sprzeciwu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   Wto Lip 21, 2015 9:29 pm

Czy jej się nie znudzi obsypywanie go komplementami, które peszyły go niesamowicie? I do tego... i do tego no! Shathow! C-co to było? Nawet nie mógł z siebie tego wykrztusić, tylko patrzył się na nią zdumiony i aż cofnął się przestraszony. Nie wiedzieć czemu serce biło mu tak głośno jak u człowieka, a jego twarz została odsłonięta od czarnej powłoki. Aż przeniósł dłoń pozbawionej czarnego nalotu na tors, gdzie było jego serce. Dziewczyna miała rację - jeszcze miał serce, duszę i umysł. Chociaż ten ostatni przyćmiony i zdezorientowany pocałunkiem. Dlaczego w usta?! Co to mogło znaczyć?! I... i dlaczego tak bardzo się rumieni, nawet teraz, gdy pytała o jedzenie?
-Iie, ale mogę przynieść cokolwiek... na co masz ochotę.
Starał się brzmieć spokojnie, lecz pobudzone zmysły sprawiały, że nawet głos mu się trząsł. W pozytywnym sensie. Tak jakoś... jakoś błogo zrobiło mu się z tego wszystkiego.
Aż do czasu odwetu za pocałunek ze strony "troskliwego" tatki. Dostrzegł zmianę nastawienia dziewczyny, która cierpiała z jego powodu. Chwila utopii zniknęła, a pojawił się lęk. Lęk o swoją uroczą, najlepszą kompankę, jaką mógł sobie wyobrazić. Wyciągnął ku niej swoje dłonie.
-Spokojnie Shathow, zaraz ból ustąpi.
Zimny dotyk masował obie jej skronie, a jego wolny rytm bicia serca mógł służyć za odmierzacz prawidłowego pulsu. Schowani w kopule byli chociaż na chwilę odcięci od kary Mroku. Nie na długo, chłopak nie posiadał jeszcze takiej energii, by przeciwstawić się mocom Władcy Ciemności. Ale gdy tylko osiągnie pełnią sił - nikt nie tknie jego przyjaciółki, nawet Jej ojciec. A tak to kopuła pękała i otwarła się, by znów oberwać za nieposłuszeństwo i chęć buntu, na co ponownie rykoszetem szło na Córkę Cieni. Dlaczego nie może uchronić jedynej istoty, która znaczy dla niego bardzo wiele? Leżał chwilę na plecach przytłoczony mocą Mroku, aż mu zgniatało klatkę piersiową. A co dopiero Shathow... taki go wielki gniew opętał, że jego ciało oblepiło się w kolczaste elementy, a jego masywność wskazywała, że Amiko przywdział jakąś zbroję lub zwiększył limity swoich możliwości. Wpierw zapaliły mu się na czerwono oczy, a później wykrzyczał na całe gardło:
-PRZESTAŃ! JUŻ DOŚĆ! PATRZ CO ROBISZ SWOJEJ CÓRCE!!!
Ponownie otoczył ich barierą, na którą nadziała się ręka Mroku i nie tknęła już ich więcej. Pewnie gdyby ojciec Sophie chciał, mógłby na nowo zniszczyć kopułę, lecz chyba znudziło go karanie niesfornego Cienia, a tym bardziej swojej pierworodnej. Amiko zniósł ochronę, gdy widział, że dziewczynie powracają w miarę poprawne funkcje życiowe. Podpełzł do niej na czworakach i usiadł tuż przy niej. Jego ciało - dotąd chude i kruche - skrywało młodzieńca w zbroi, gdyż kolczasta sylwetka nadal nie odrywała się od niego. To tak na wszelki wypadek, gdyby atak jeszcze nadszedł. Na szczęście już nie musieli się obawiać gniewu, toteż zdjął z siebie ciężkie opancerzenie, z którego wyłonił się zdawało się jeszcze chudszy niż przedtem przyjaciel. Lekkie zimno ogarnęło szyję Shathow, gdy anorektyk badał jej puls i podstawowe funkcje życiowe. Ale Mrok dał im w kość, i za co? Za tamtą chwilę?
Nie, tu nie chodziło tylko o to. Skruszony i podłamany swoją bezradnością nawet zaczął usprawiedliwiać Mrok. Zupełnie czerwone oczy odkryły jego fiołkowe źrenice, które skierował we spojrzenie dziewczyny.
-Twój ojciec tak się zachowuje, bo ...bo jestem Brudasem -krystalicznym, nieco przygnębionym głosem głosem, patrząc się w oczy Córki Cienia, zaczął wyjaśniać jej parę nieścisłości; przy tym nie przestawał masować palcami jej obolałych skroni- - To znaczy, iż zrodziłem się wbrew Jego woli i mocy, przez to jestem najniżej w hierarchii Cieni. Inna sprawa, że pożywiam się wyłącznie cieniami - jego tworami. Dlatego widzi we mnie tylko pasożyta i zagrożenie. Dla Królestwa Cieni i dla Ciebie.
Ostrożnie, niczym podmuch wiatru, przeniósł się z przodu dziewczyny na jej tyły, by tym razem zatopić zimne palce w jej kosmykach włosów. Miała niebywale miękkie włosy, które przypominały Noc. Że też wcześniej tego nie zauważył, najwyraźniej nie miał wtedy takiej śmiałości jak teraz. Skoro Shathow otworzyła się przed nim, to dlaczego on nie?
-Jako Jedyna traktujesz mnie przychylnie, ba... nazwałaś mnie przyjacielem, a Ty stałaś się moją przyjaciółką. Pierwszą i jedyną przyjaciółką -palcami przeczesywał długie czarne włosy dziewczyny, ciągle będąc ostrożnym i delikatnym- Chociaż wiele ludzkich zwyczajów nie znam... po prostu wiem, że jesteś i będziesz mi zawsze bliską osobą. Cokolwiek się wydarzy.
Nawet nie minęły dwie minuty, a towarzyszka miała uplecionego warkoczyka wśród rozpuszczonych kosmyków włosów. Ale i tak cały urok tkwił w niej samej, a nie we fryzurze. Już prawie że położył ją sobie na torsie, gdyby nie dalszy słowotok, jaki wyrwał mu się niechcący.
-Poniekąd rozumiem starania Twojego ojca - nie chciałby, by taki piękny skarb wpadł w niepowołane ręce. Ale chyba zapomniał, że to On...
Przerwał nagle i wypowiedź, i pieszczenie swojej Pani. Nie powinien być taki wylewny, nawet jeśli zdarzyło mu się to po raz pierwszy w życiu. I przede wszystkim nie powinien źle mówić o Mroku, gdyż z tego powodu przyczynia się do cierpienia przyjaciółki, a tego nie chce. Wstał na równe nogi i bez słowa zniknął na kilka sekund, by będąc z powrotem w zdewastowanej, ale wysprzątanej kamienicy przynieść ze sobą za pomocą cieni pełny stół szwedzki pewnego bogatego monarchę, który we swym przepychu nawet nie zauważy takiego braku. Shathow mogła wybierać do woli, może znajdzie tutaj swój ulubiony specjał?
Amiko zaś usiadł na skraju łóżka i nieobecny w rzeczywistości odtwarzał scenę, jak Dwukolorowooka dziewczyna z wyższych sfer pocałowała go. To dziwne uczucie, które zagościło w nim i poruszyło serce... zupełnie nie wiedział co to było, lecz emanował od niego taki błogi spokój, że było się prawie pewnym, iż widziało się na jego twarzy uśmiech. Prawie. Nie wypadało o tym myśleć, skoro Prowodyrka zdarzenia wciąż chciała być z nim w kamienicy i jeszcze pewnie nieraz oboje zawstydzą się wzajemnie. W palcach dodatkowo trzymał jeden włos Shathow, który wypadł jej przy czesaniu ręką, a który to włos zawinął sobie wokół nadgarstka. Taki amulet szczęścia, i tego, do kogo należy. Nigdy nie wiadomo, jak długo utrzyma się ten stan rzeczy, oby jak najdłużej.
No, ale obowiązki wzywały. Trzeba dokończyć sprzątanie, tak więc nie przeszkadzając w pożywianiu się przyjaciółce wziął do ręki mopa i powolutku zmywał poprzednio pięknie wysprzątaną podłogę z kurzu dzięki Sophie. Starannie, miejsce w miejsce, tam i z powrotem, krzątał się z kąta w kąt, by wypolerować do połysku starodawne deski. Gdyby były gniazdka z prądem, mógłby przywołać urządzenia elektroniczne czy RTV. Nawet kuchenki nie mogli mieć, chyba że na gaz. Cóż, mimo wszystko miał nadzieję, że Czarnowłosa chociaż na tę chwilę zadowoli się szwedzkim stołem. W sumie... może chciałaby sama gotować, a nie wyręczać się innymi? Coś wspominała o tym, że lubi gotować. Kiedy więc skończyć wycierać na mokro podłogi, przyniósł i zainstalował obok pieca kaflowego - kuchenkę indukcyjną z piekarnikiem (pozbawionej żarówki rzecz jasna). Uff, wypompowany z sił aż usiadł na podłodze w kuchni i oddychał szybko. Powinien oszczędzać moc, zwłaszcza że dawno nic nie jadł. Tylko na chwilkę... zdrzemnie się... nie, nie, musi zobaczyć jak goją się plecy dziewczyny. Może będzie dało się wyjąć szwy? Ta myśl pokrzepiła go i dodała energii, by rzeczywiście podejść do przyjaciółki. Eh, jak Mrok mógł uważać, że Amiko jest zagrożeniem dla jego córki? Przecież strasznie ją polubił, i... i może...
Zapytał nieśmiało będąc za plecami Shathow:
-Mógłbym zobaczyć jak goją się rany na plecach? Trzeba zmienić opatrunki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   Czw Lip 23, 2015 10:45 pm

Ból nie ustępował a ona walczyła. Był tylko jeden kłopot, jeden mały drobiazg, który jej ociec przeoczył. Mrok ją atakował, zadawał niesamowity ból, ale wypełniał ją od środka. Stawała się jej częścią równocześnie doprowadzając do szału receptory bólu. Leczył ciało raniąc umysł. Nie słyszała nic. Nic nie mogła powiedzieć. Schowała twarz w dłoniach by stłumić krzyk. Przygryzła wargę jednak na jej twarzy pojawił się uśmiech. Wymuszony, zupełnie nie współgrający z jej skuloną postawą i łzami w oczach. Poczuła moc Amico jeszcze zanim zdał sobie sprawę, ze może jej użyć. Był silny. A ona była z niego dumna.
Gdy ból zelżał jej ciało opadło bezwiednie na ziemię. Nie straciła przytomności. Tylko po prostu ogarnęła ją wielka ulga. W końcu podniosła się na drżących dłoniach i obdarowała przyjaciela zmęczonym uśmiechem.
Kiedyś, kiedy jeszcze władała piekłem jej ojciec jej powiedział, ze jeżeli miałby ją komukolwiek powierzyć to tylko temu, który potrafi mu się przeciwstawić. Zaśmiał się wtedy. Przecież nikt nie jest silniejszy od śmierci, nikt nie potrafi zatrzymać nadchodzącej nocy. A najwyraźniej nie trzeba boskiej mocy, wystarczy troska o drugiego człowieka. Amico właśnie pokazał ze jest godny jej przyjaźni a ojciec nie potrafi tego znieść. Chciała mu to powiedzieć. Pomogłoby mu to spojrzeć na siebie inaczej, jednak postanowiła wstrzymać się z tym. Kiedyś mu to zdradzi. Nie jest jeszcze na to gotowy. Ona ma ponad trzysta lat a on jest młody. Zbyt młody by udźwignąć te informacje.
Czując jego zimne place na ciele wzdrygnęła się nieznacznie. Odszukała jego oczy i nie przestawała się uśmiechać. Oprała głowę na jego kolanach i uspokoiła oddech
Zauważyła, że chciał coś powiedzieć. Splotła więc swoją dłoń z jego dłonią i słuchała. Co jakiś czas zaciskając mocniej place. Analizowała każde słowo wypowiedziane przez chłopaka. Dwukolorowe oczy przewiercały go na wylot wyciągając na powierzchnie wszystkie emocje nawet te nie wypowiedziane. Skupiła się na ruchu jego warg, rozszerzaniu się i zmniejszaniu źrenic. Z fascynacją przyglądała się jak porusza się jego jabłku Adama. Jego palce delikatnie przeczesywały jej włosy. Czuła chłód jego skóry oraz podziwiała delikatność z jaką ją dotyka. Cały ten obraz dopełniały jego słowa. W końcu się odezwała spokojnym wzrokiem.
-Jesteś taki za jakiego się uważasz, poza tym warci jesteśmy tyle na ile nas cenią przyjaciele i rodzina. A ja cię cenie bardzo wysoko Amico- Jej głos był spokojny i kojący. Mówiła dosyć cicho, jednak nie szeptała. Pomimo opanowania w głosie w jej oczach tańczyły świetliki.
Otworzył się przed nią. Dążyła do tego od samego początku i w końcu jej się to udało. Powoli wstała, jednak nie puściła jego dłoni. Usiadła po turecku i zajrzała mu w oczy. Poczuła jak jej brzuch robi się lekki. Czyżby były to tak zwane motylki? Nie mogła w to uwierzyć to uczucie przerażało ja i pociągało. Jej serce stukało szybko a oddech stał się płytszy. Wspomniała ten krótki pocałunek z przed kilku minut. Jego chłód. Jej wzrok skierował się na jego usta. Jej ciało zarżało lekko. Już miała się nachylić i ponownie posmakować chłopaka kiedy ten wstał. Momentalnie jej policzki nabrały rumieńców. Zakryła twarz w dłoniach i pokręciła głową. Nabrała kilka razy powietrza aby się uspokoić. Przeklęła na swoje serce, za cholerę nie chciało zwolnić. No nic, jakoś go zagłuszy.
Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu Amico. Nie było go. Dziewczyna momentalnie zerwała się na nogi. Na szczęście jej przyjaciel wrócił. Odetchnęła z ulga. Wybałuszyła oczy zdziwiona widząc to co zataszczył za sobą. Zaśmiała się krótko i podeszła do stołu. Dotknęła go delikatnie jakby bojąc się, ze zaraz zniknie. Jednak jedzenie nie rozpłynęło się w powietrzu. Sophia dopiero teraz zdała sobie sprawę jak bardzo jest głodna. Zaczęła podjadać wszystkiego po trochu kątem oka obserwując Amico. Uśmiechnęła się nieznacznie widząc jego rozmarzoną twarz i lekki...uśmiech. Mogła się tylko domyślać o czym tak rozmyśla. Głupawy uśmiech pojawił się na jej twarzy.
Upomniała się w duchu, nie musiał przecież myśleć akurat o TYM. Odwróciła się plecami do przyjaciela i wróciła do jedzenia. Gdy już poczuła się syta rozejrzała się za chłopakiem, który cały czas sprzątał. Kilka razy prawie się zakrztusiła widząc go. Nie powinno się śmiać i jeść, to niezdrowe...
Znów jej gdzieś zniknął. Bezszelestnie przeszła się po mieszkaniu. Zauważyła go w kuchni. Leżał pół-żywy. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie ciepło i wróciła do 'sypialni'. Zaczęła ścielić łóżko aby chłopak mógł się położyć. Ona czuła się świetnie, była przecież noc. Wykańczał się po to by ją zadowolić. Bo przecież dla kogo innego wytworzyłby kuchenkę? No nie dla siebie. Przygryzła wargę w zastanowieniu. Z rozmyślań wyrwał ją głos przyjaciela.
Prawie podskoczyła. Zajęło jej chwile ogarnięcie o co ją pytał. Odwróciła się i znalazła się z nim twarzą w twarz. Była na tyle blisko, ze oddychali tym samym powietrzem. Odchrząknęła i oparła się o łóżko aby trochę się od niego odsunąć, aby uniknąć zdradzieckich rumieńców. Spuściła wzrok i odezwała się zmieszanym głosem.
-Uhm...tak. Oczywiście...-
Po tych słowach odwróciła się i przeniosła włosy do przodu aby mu nie przeszkadzały. Jednak zanim zdążył ją dotknąć znów się okręciła w jego stronę. Złapała go za ręce i spojrzała głęboko w oczy. Stanęła na palcach i oparła swoje o jego czoło. Nie przejmowała się tym, ze jej serce wali jak oszalałe ani, ze jej policzki płoną rumieńcem. Poczuła przyjemny dreszczyk na plecach i zdała sobie sprawę, ze szwy nie ciągną. Mrok przyśpieszył jej regenerację. Można było wyjąć szwy. Nie obchodziło to ją jednak teraz.
-Jesteś wykończony, musisz coś zjeść...słuchaj- zawahała się na chwilę -Ja jestem cieniem...w połowie, czyli moja krew też jest. Czy myślisz, ze by ci to mogło pomóc?-
Czuła się trochę głupio jednak jej propozycja miała sens. Od kiedy pierwszy raz się przemieniła jej ludzkie ciało było tylko powłoką dla cienia. Utrzymywała się w jednej kupie tylko dzięki tatuażowi pół-księżyca na czole. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie i spojrzała na przyjaciela pytająco. Była ciekawa jego reakcji. W sumie nigdy się nie zastawiała co może dać jej krew. Pokaz mocy jaki urządził gdy zaatakował ją gniew ojca wystarczył by nabrała pewności, ze może umożliwić mu więcej. Do tego martwiła ją jego chuda sylwetka. Nie mówiąc już o tym, że jak zaraz się nie odezwie to dziewczyna może jeszcze bardziej się zbliżyć...musnąć ustami jego usta. Nabrała gwałtownie powietrza pod wpływem własnych myśli. Nie znała się z tej strony. Była kiedyś wredna, potem stała się miła i wiecznie uśmiechnięta, ale w takim stanie to ani niebiosa ani piekło nie pamiętają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   Nie Lip 26, 2015 5:14 pm

Była dla niego taka wyrozumiała i dobra, że przechodziło to jakiekolwiek pojęcie. Utwierdzała go w zdaniu, że jest tym, za kogo sam się uważa, i bynajmniej kimś spoza marginesu. Zrobiła dla niego tak wiele, co chwilę dawała dowody, by zaufać jej i uwierzyć w siebie. Jeśli uwierzyłby w siebie równie mocno jak wierzy w nią, to miałby z górki. Umiała podnieść go na duchu, a całus już zupełnie ubarwił jego czarną duszę. Nie przestawał o nim myśleć przy porządkach, przy podglądaniu posilania się Władczyni, wyczarowywaniu nowych przedmiotów i wreszcie przy chęci zdjęcia jej szwów z pleców. Mimo swojej gotowości, jak zwykle jego dobro było dla niej ważniejsze od własnego. Przyciągnęła go blisko siebie, zbyt blisko, lecz nie sprzeciwiał się. Dotykali się czołami i oddychali wspólnym powietrzem. Traktowała go od początku na równi, a przecież ona arystokracja, a on zwykły chłop. Widziała po nim, że nie wygląda za dobrze, że jego moc jest na wyczerpaniu. Już miał zaprzeczyć, gdy wyjawiła swój plan. Anorektyk zmrużył oczy i kręcił głową na boki. Nie, nie może składać mu takich propozycji. Tu chodziło o jej życie - wszak strata płynów wcale nie pomoże jej odzyskać sił, a on sobie poradzi. Musiał jej to powiedzieć wprost, że nie przyjmie tej oferty, nawet jeśli jest bardzo kusząca.
-Nawet jeśli to prawda... nie chcę Cię nigdy więcej narażać. Nie jako Panią - jako przyjaciółkę.
Amiko jednym gestem zdjął szwy z pleców, a tam gdzie przebiegał ścieg - sączyły się odrobinki czarnej krwi. Dopiero widok posoki będąc na głodzie wzbudził w nim instynkt do spożycia. Zbyt długo zwlekał, mógł po prostu zjeść cień podany z ręki Ojca Mroku, lecz przez tak serwowany cień tracił pamięć. Jak "podładowywał baterie", to "resetowała" mu się pamięć. Nie chciał stracić wspomnień o Shathow, dlatego wzbraniał się od spożywania cieni z otoczenia. Może rzeczywiście krew Córki Cienia byłaby najlepszym rozwiązaniem? Nie, nie, nie! Nie może myśleć tylko o sobie! Tylko że teraz...
Jego fioletowe tęczówki sczerniały zupełnie, gdy ściągnął jednym palcem z porcelanowych pleców przyjaciółki odrobinkę krwi i skosztował. Tak, to niesamowicie dobra porcja energii, a wystarczyła zaledwie kropla. Jak zahipnotyzowany spoglądał na nagie plecy dziewczyny i tylko oczyma wodził z jednego krwistego punkciku do drugiego. Antenki na jego głowie uniosły się wysoko, tak, to najlepsze źródło pokarmu, jakie mógłby spożyć. Zebrał palcem kolejne porcje zupełnie nie zważając na reakcję dziewczyny, tak jakby nie był sobą.
Bo nie był.
Wystarczyła odrobinka, by umysł chłopaka rozpłynął się i ustąpił niezwykle ciemnej materii, głębokiej w mrok. Istota przed Shathow posiadała bardzo zbliżoną aurę do niej, w dodatku obdarzona została bestialską siłą. Właściwie to wyglądało dość dziwnie - Amiko, zazwyczaj delikatny i nieśmiały, w tym wcieleniu pochwycił mocno ją za ramiona i przycisnął do łóżka, na którym leżeli. Górował nad nią przytrzymując jej ręce, a zamiast białych, prostych zębów - widniały czarne kły. Najdziwniejsze jednak przed nimi, bowiem okazało się, że ten pachołek z piekła rodem dotąd będący płochliwym młodzieńcem, spełnił namiętne myśli dziewczyny. Przybliżył swoje zimne wargi i musnął słodko w usta Sophie, jakby byli odwiecznymi, tajemniczymi kochankami. Zaraz też puścił jej nadgarstki i usiadł po turecku na łóżku, jakby czekając na dalsze rozkazy. Nie dało się usłyszeć ani oddechu, ani bicia serca chłopaka. Co się stało z Amiko?

Przepraszam, że tak krótko... brakuje weny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   Sro Lip 29, 2015 9:47 pm

Strach często porównywany jest z wężem. Wiele osób nie rozumie tego porównania dopóki nie dozna prawdziwego przerażenia. Wpierw paraliżują ci się nogi nie możesz się ruszyć a wszystko dookoła staje się nagle wolne i ciężkie. Wąż dalej wije się wzdłuż ciała ściskając płuca i pozbawiając je tchu. Na końcu zawija się wokół serca i je połyka kładąc kres życiu. Tak. Można umrzeć ze strachu.
Sophia nie miała pojęcia, ze jej uczynek wykonany w dobrej wierze przyniesie za sobą tyle szkód. Spodziewała się odmowy i nie naciskała. Uśmiechnęła się pod nosem jak poczuła jego dotyk na skórze. Jednak zamarła gdy zdała sobie sprawę, ze sprawił jej ból. Miała wrażenia jakby przejechał jej po plecach papierem ściernym. Wygięła próbując uniknąć tego dotyku na nic.
Odwróciła się by na niego spojrzeć. Zachłysnęła się powietrzem spróbowała się wyrwać jednak górował nad nią siłą. Serce zaczęło jej walić jak młotem i groziło, ze wyrwie jej pierś. Oddech był urywany a twarz jeszcze bledsza. Wiedziała co się teraz stanie. Zakręciło jej się w głowie od nadmiaru emocji. Strach zmieszał się z podnieceniem i rozszerzył jej źrenice do maksimum. Szarpnęła się jeszcze raz jednak z tym samym rezultatem. Gdy poczuła jego wargi na swoich jęknęła. Pocałunek był subtelni i delikatny jednak skrywał za sobą dawkę pożądania, którego dziewczyna w życiu nie doświadczyła.
Shathow poczuła jak robi jej się ciepło w okolicach podbrzusza. To było wspaniałe...i fałszywe. Dziewczyna otworzyła gwałtownie oczy a gdy wreszcie oswobodziła dłonie wymierzyła chłopakowi silnego policzka. Odeszła od łóżka chwiejnym krokiem. Miała w oczach łzy a dłoń pulsowała nieprzyjemnym gorącem.
Spojrzała na potwora którym stał się Amiko. Którego sama stworzyła i zapragnęła nagle się wyżyć. Na czymkolwiek na kimkolwiek. Na sobie. Zacisnęła pięści tak mocno, ze wbiła paznokcie w skórę. W powietrzu rozległ się zapach jej krwi. Nie dbała o to. Odezwała się i cichym głosem.
-Amiko-senpai...co się stało? Co ja ci zrobiłam?-
Krople krwi kapały na ziemię. Cenie z całego mieszkania zaczęły się zbierać i krążyć jak sępy dookoła Sophii. Syczały na siebie i klęły. Każdy chciał spróbować jej krwi.
Tatuaż rozbłysł niebieskim światłem. Wszystko jakby zwolniło a do uszu dziewczyny zaczęły docierać szepty. Jęki potępionych i chichoty diabłów. Piekło stanęło przed nią otworem jednak ogarnęło ją zbyt wiele informacji. Nie potrafiła ich ułożyć w jedną całość. Zebrało się jej na wymioty a ból ogarnął głowę. Miała wrażenie że zaraz pęknie jej czaszka. Aż w końcu w jej głowie rozbrzmiał głos Ojca. Był kpiący i nieprzyjemny dla ucha. Brzmiał jak dźwięk pocieranych o siebie skał.
-Moja droga...chciałaś sługę to go masz...ja chcę mieć twoje cierpienie i też je dostanę-
-On jest moim przyjacielem nie sługą...-
Odparła bez zastanowienia. Rozzłościła tym tylko ojca. Poczuła wyrzuty sumienia i goracą falę strachu. Miała wrażenia ze zaraz stanie jej serce.
Połączenie się przerwało i minęła dłuższa chwila zanim wróciła do rzeczywistości. Usłyszała trzask drewna.
Wzrok nabrał ostrości.
Jedna z belek urwała się wpuszczając do pokoju strugę porannego światła. Wrzasnęła głośno i boleśnie zaczęła się kulić w sobie i wierzgać nogami. Przewróciła się na ziemię. Z jej ciała unosił się dym a oczy pociemniały. Skóra nabrała czarnego koloru. Spróbowała się odczołgać jednak było za późno. Jej ciało wtopiło się w cień i zniknęła.
Stała się cieniem.
Zaczęła się snuć. Opuściła apartament skacząc z miejsca na miejsce. Szukając spokoju dla swojej udręczonej duszy. Nie mogła pojąć jak ojciec mógł być dla niej tak okrutny. Czym zawiniła? Przecież wie...nieposłuszeństwem.

Z.T.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   Nie Sie 02, 2015 7:50 pm

Nawet siarczysty policzek nie wybudził Cienia z transu. Wydawał się przy tym również nieobecny, ale jednocześnie bardzo blisko Shathow, jakby chcąc ją bronić. Jak powiedzmy broń palna, która sama z siebie nie strzeli, dopóki ktoś inny jej nie użyje. Nie trafiały do niego obrazy cierpienia, chociaż patrzył się centralnie na Córkę Cienia. Ani nie mrugnął rozświetlonym ślepiem, stał jak kołek i chłonął mrok z otoczenia przez swoją skórę. Aczkolwiek... najbardziej pociągała go krew dziewczyny, i nie tylko jego. Zebrało się towarzystwo, które było jego konkurencją. Poza tym krzywdziły jego Panią, toteż porozrywał je na strzępy: a to pięściami, a to kolcami pojawiającymi się znikąd, aż do felernego momentu, kiedy to deska nie wytrzymała i wpuściła do środka kamienicy odrobinę światła - wprost na osobę, którą miał bronić. Nie zdążył nic zrobić, a już jego Władczyni stała się jedną z istot, które przed chwilą wyciął w pień. Podążył za nią wolnym krokiem, nawet jak ta skakała z miejsca na miejsce. Receptory na czubku głowy nie spuszczały ją z zasięgu, chociaż to było bez sensu, ze względu na to, iż to przez niego dała się wciągnąć w pułapkę, ofiarowała swoje cierpienie, by umniejszyć ból chłopaka. Poświęciła się dla kogoś, kto teraz stał się czymś, a nie kimś. Nie mógł odzyskać swoich myśli i uczuć osnutych w głęboką czerń, jednak nie zaniedbał obowiązku chronienia swojej Pani.

z tematu - za Shathow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zdewastowana kamienica   

Powrót do góry Go down
 
Zdewastowana kamienica
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    E a s t  E n d :: Stare kamienice i domki-
Skocz do: