IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Nim

Go down 
AutorWiadomość
Nim
Leśna
avatar

Posts : 10
Join date : 15/05/2015

PisanieTemat: Nim   Nie Maj 31, 2015 10:32 pm

Godność: szum drzew jest bardzo przyjemnym dla uszu dźwiękiem, prawda? Tam, gdzie się wychowywała, nikt nie porozumiewał się inaczej. "Mówiło się" uczuciami, dzieląc się nimi ze swoimi braćmi i siostrami, lub szumiało - jak drzewa targane przez wiatr. Tak też brzmi jej prawdziwe imię. Ale trudno byłoby je komuś obecnie wymówić, prawda? Właśnie. Nie ma ono nawet swojego odpowiednika w tym dziwnym świecie, gdzie wszyscy posługują się słowami, z których większości dziewczynka nie rozumie. Najbardziej zbliżone jest jednak Nim - tak też się więc przedstawia.
Wiek: nigdy nie liczyła lat. Czemu miałaby? W jej dawnym domu nikt nawet nie wiedział, co to jest "wiek". Upływ czasu wyznaczały pory roku i to wszystkim wystarczało. Jeśli spytasz ją o coś takiego to tylko popatrzy na ciebie dziwnie, zupełnie nie rozumiejąc, o co ci chodzi. Wizualnie przypomina małą dziewczynkę, taką około trzynastoletnią, jakoś tak. Niewątpliwie jednak liczy sobie dużo więcej, choć sama nie zdaje sobie z tego sprawy.
Orientacja: uch, a co to takiego?
Pochodzenie: jakaś taka duża, zielona puszcza położona nie wiadomo gdzie i dlaczego.
Rasa: wróżka.
Ranga: leśna.
Moc:

    * Dobranocka - czyli, krótko mówiąc, usypianie. Czujesz się senny i zaczynasz ziewać? Kto wie, czy to aby przypadkiem nie jej sprawka. Wróżka może wywołać senność albo nawet sprawić, że ktoś zaśnie jak głaz i nic nie będzie w stanie go z tego snu wyrwać. To drugie bardzo ją męczy, więc rzadko tego używa. Jeśli już kogoś usypia, to lekko i krótkotrwale, ot, żeby miała czas uciec - bo przede wszystkim w takich sytuacjach tej mocy używa. Mało tego, jej obecność może nawet sprowadzić na śpiącego przyjemne sny czy też odpędzić koszmary, więc dobrze jest mieć ją przy sobie!
    * Empatia -  potrafi dzielić z innymi swoje uczucia, co było niegdyś głównym sposobem jej komunikacji z innymi. Dalej często się nim posługuje, kiedy brakuje jej jakiegoś słowa żeby coś wyrazić. Jest też w stanie odczytywać uczucia innych, nie zawsze jest to jednak przyjemne. Przykładowo, może przejąć ją czyjaś złość... Ale działa to też w drugą stronę - może sprawić, by dane uczucie ogarnęło jakąś osóbkę, ale są to tylko uczucia pozytywne. Moc odpowiednio wykorzystana daje dużo możliwości, na przykład z kłębka nerwów może uczynić oazę spokoju... i tak dalej. Bywa jednak, że traci nad nią kontrolę. Ma to miejsce głównie wtedy, gdy wpada w panikę. Może ona wtedy przejąć jakiegoś nieszczęśnika, czego nikomu nie życzę...
    * Leczenie - co tu dużo wyjaśniać, no leczy. Co prawda utraconej kończyny ci nie przywróci, ale cała reszta - żaden problem. Otarcia, zadrapania i skaleczenia to dla niej nic. Rany cięte, oparzenia, skręcenia i złamania mogą być już nieco kłopotliwe, ale też do przejścia. Po jej dotyku zmęczenie czy katar natychmiastowo cię opuści. Tak jak w przypadku czarowników, nie musi cały czas ślęczeć nad zranionym - ona tylko rozpoczyna proces. Powiedz "do widzenia" niemiłej pielęgniarce czy też strasznemu doktorowi!
    + wrodzone
    * latanie
    * zmiana rozmiaru -
    wróżki potrafią zmniejszyć się do rozmiaru niewiele większego  od tulipanowego pąka (jakieś 10 cm), kiedy tylko mają na to ochotę. Powrót  do normalnego rozmiaru nie stanowi dla nich problemu.
    * kontakt z naturą - istoty te potrafią porozumiewać się z otaczającą je przyrodą, rozmawiać z  roślinami i zwierzętami. Mają zdolność rozpoznawania i przewidywania  nadchodzących zjawisk atmosferycznych. Pomagają we wzroście roślin.  Potrafią leczyć niewielkie rany roślin i zwierząt, a niekiedy przywracać  martwe kwiaty do życia.


Umiejętności:


    * dobra ręka do roślin i zwierząt.
    * umie naśladować szum drzew. Pies ją wie, jak ona to robi
    * potrafi tańczyć, przynajmniej w jej mniemaniu. Wróżki zawsze kojarzyły ci się jako pełne gracji, drobne istotki? Nie w tym przypadku. Popisując się w radosnym uniesieniu jest w stanie połamać to i owo sobie lub nieszczęsnemu widzowi, zbić kilka rzeczy, by finalnie zlądować na tyłku z uśmiechem na buźce. A to tylko przykład!
    * kiedy trzeba ucieka gdzie pieprz rośnie i to tak, że wręcz nie sposób za nią nadążyć. Szybko przebiera nóżkami, a zawsze może sobie jeszcze skrzydłami dopomóc! Taki z niej mały struś pędziwiatr.

Broń: cóż, nigdy takowa nie była jej potrzebna. Dziewczyna nie pojmuje, że ktoś mógłby chcieć zrobić komuś krzywdę. Nawet nie wyobraża sobie takiej sytuacji. Toteż nic dziwnego, że myśl o zaopatrzeniu się w jakąś broń nawet nie przeszła jej przez główkę.
Wygląd: Nim bardzo, ale to bardzo wyróżnia się z tłumu. Bywało już, że ludzie brali ją za jakiegoś przebierańca. Ot, znowu ktoś bawi się w cosplay, a może to cyrkowiec jakiś, kto wie? Ten i ów wskazywał na nią palcem, widując ją gdzieś na ulicy. Sama wróżka nie rozumiała zbytnio tego zachowania, ale obiektywnie na to patrząc... Nie ma co się dziwić takim reakcjom. W końcu niecodziennie widuje się kogoś, kto wygląda... no, tak. Ale przejdźmy do rzeczy.
Pierwszą rzeczą, której nie sposób przeoczyć, są jej niespotykanego koloru włosy. Albo raczej niespotykanego naturalnie, o. Tymczasem to nie żadna farba, panie i panowie! Trudno powiedzieć czy są one bardziej niebieskie, czy zielone. Dość jaskrawe. Nazwijmy to turkusowym, o. Sięgają jej troszeczkę za ramiona, a grzywka często wpada jej do oczu i musi ją z nich odgarniać. Och, no i nie można zapomnieć o tym, że są baardzo mięciutkie! Coś jak futerko małego kociaka. Bardzo przyjemnie się ich dotyka, ona sama też często się nimi bawi, choćby nawijając pojedyncze kosmyki na palec. Poza tym są jednak bardzo niesforne, więc zazwyczaj chodzi sobie taka rozczochrana. Co jeszcze bardziej zaskakujące, na główce ma... poroże. Tego samego koloru co włosy, z mnóstwem jakichś gałązek i listków, które jakoś tak się jej po drodze zaplątały. Zdarza się, że przysiądzie sobie na nim jakiś ptaszek czy inne pocieszne stworzonko.
Ma duże, lazurowo niebieskie ślepka, otulone długimi rzęsami. Ciekawie patrzą na świat, w którym wszystko jest takie obce... Uważnie przyglądają się każdemu, najdrobniejszemu nawet szczegółowi, który dla kogoś innego mógłby zdawać się błahy. I tak zabawnie nimi mryga, kiedy jest zdezorientowana. Oprócz tego - lekko zadarty nosek i malinowe usteczka.
Jej postura przypomina... dziecko. Małe toto, drobne i w ogóle jakieś takie liche. Warto też zaznaczyć, że w jej postawie i spojrzeniu widać tą charakterystyczną dla niej płochliwość. Należy na nią uważać, gdyż wystarczy jeden nieostrożny ruch w jej stronę, a w okamgnieniu czmychnie gdzie pieprz rośnie. Wydaje się być taka krucha... Aż ma się ochotę przygarnąć ją do siebie i skryć ramionach przed wszelkimi niebezpieczeństwami, jakie mogłyby jej zagrozić.
Bladą, miejscami uroczo zaróżowioną skórę "zdobią" liczne zadrapania i obtarcia. Cóż poradzić, dość niezgrabna z niej duszyczka. Szczególnie pokaleczone ma stópki, gdyż zazwyczaj przemieszcza się... boso. Buty? Co to buty? Czemu się je nosi? Nawet nie słyszała o czymś takim jak obuwie, widziała tylko, że wszyscy noszą jakieś takie dziwne rzeczy na nogach, nigdy jednak nie pojęła, jaki jest tego cel. Oprócz tego widuje się ją jasnej sukience, miejscami nieco zabrudzonej i naddartej. Kiedyś musiała ona wyglądać bardzo ładnie. Wygląda, jakby nie została uszyta, a sklecona z płatków kwiatów.
Nie należy zapomnieć o najważniejszym - jej skrzydłach! Są dość nietypowe: przypominają motyle, jednak tym, co czyni je wyjątkowymi jest to, że stworzone są z mnóstwa kolorowych szkiełek. Takie dwa witraże. Możecie sobie wyobrazić, co się dzieje, kiedy padnie na nie światło. Ciągnie się wtedy za nią dużo takich różnobarwnych "zajączków". I owszem, jest w stanie na tych skrzydłach latać!
Charakter: Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że Nim jest bardzo płochliwa. Widać to już na pierwszy rzut oka po jej postawie, zachowaniu i tym charakterystycznym wyrazie oczu, który zdaje się wręcz ostrzegać rozmówcę - jeden gest, jeden ruch, a wróżka pierzchnie, ot, tyle wyjdzie z pogawędki. Nic dziwnego, w końcu z dnia na dzień znalazła się w zupełnie obcym miejscu, tak innym od jej domu - ma prawo czuć się zlękniona. Wokół pełno ludzi, do tego niesamowity hałas, powietrze też jakieś inne i ciężko się nim oddycha. Kiedy jednak się z kimś oswoi, staje się wręcz nachalna. Taka mała przylepa. Ciągle kręci się gdzieś wokół, żywo gestykuluje, macha rączkami i śmieje się wesoło. A nawet mówi! Chociaż... no, z tym ma pewne kłopoty. Jest to spowodowane tym, że do tej pory tak naprawdę nie miała pojęcia o istnieniu czegoś takiego, jak słowa. Rozumie co się do niej mówi (no, zazwyczaj...), za to sama ma problemy z wypowiadaniem się. Dlatego zwykle kiedy chce coś wyrazić, a nie jest w stanie zrobić tego w ten sposób, ucieka się do swego pierwotnego sposobu porozumiewania się - czyli dzielenia się uczuciami z drugą osobą. Albo próbuje dokonać tego za pomocą gestów. Takie z niej pocieszne, choć nieśmiałe, stworzonko. Oprócz tego, jak przystało na wróżkę leśną, ma bardzo dobry kontakt ze zwierzętami. Przygarnie każdego porzuconego pieska i zaopiekuje się każdym kotkiem. Jeśli masz takowego ze sobą, to choćby nie wiem jak obawiała się podejść, podejdzie - bo w końcu zwierzaczek, no to musi pogłaskać, bo inaczej nie wytrzyma. Zazwyczaj widuje się ją w parku, który kojarzy jej się z domem. Od czasu do czasu też w ogrodzie botanicznym, gdzie często wpada by opowiedzieć Tytuś wszystkie te porywające historie, które spotkały ją dzisiejszego dnia.
Jej największą wadą jest naiwność. Nim jest tak łatwowierna, że to aż boli. Ona nie rozumie, że niektórzy ludzie mogą chcieć zrobić jej krzywdę. Nie wie nawet co to jest krzywda i czemu ktoś miałby chcieć wyrządzić ją drugiej osobie. Kłamać nie potrafi, za to łyka kłamstwa jak rybka. W ogóle nie uczy się na błędach, jest niesamowicie niezdarna i roztrzepana. Ale cóż, widać w tym tkwi jej urok!
Historia: Słowo "las" budzi różne skojarzenia. Dla jednych jest to miejsce zaciszne i spokojne, pełne rozmaitych zwierząt, gdzie w każdej chwili można wybrać się na urokliwy spacerek, aby odsapnąć nieco od hałaśliwej cywilizacji. Z kolei dla drugich - pełna robali, komarów i insektów wszelkiej maści dziura, gdzie trudno o zasięg i w ogóle nic ciekawego, pełno tylko jakichś krzaków większych i mniejszych. Dla Nim las od zawsze był... domem. Pewnego chłodnego ranka, kiedy kwiaty dopiero budziły się ze snu, by jak co dzień cieszyć oko swym pięknem, Nim wyskoczyła z jednego z nich. Ziewnęła szeroko i przeciągnęła się, jakby nie było to nic nadzwyczajnego. Nie to, co psianka słodkogórz, która była bardzo zaskoczona tą sytuacją - owszem, czuła, że od pewnego czasu coś jej ciąży, jednak sądziła, że to sumienie tak ją męczyło. W końcu ostatnio tak wygarnęła tej nadętej przylaszczce... Ale należało jej się! Tymczasem okazało się, że jej "sumienie" tak naprawdę było... wróżką? Rety, co za dziwactwo! Teraz dopiero będzie miała co opowiadać koleżankom!
Tymczasem Nim krążyła żwawo po lesie, przyglądając się kwiatom - ten i ów ożywiła, a poszczególnym pomagała wzrosnąć. Wdawała się też w pogawędki z różnymi leśnymi stworzeniami, a pewien bardzo uprzejmy jeleń (który miał bardzo podobne do niej poroże... hm...) zaprowadził ją do innych wróżek. Zdziwiło ją nieco to, że nie jest sama, jak i to, że została bardzo ciepło przyjęta w nowym gronie. I tak znalazła swoją rodzinę, braci i siostry. Nie mogli nadziwić się jej skrzydłom - w sumie nic dziwnego, w słońcu przypominała mała, latającą kulę dyskotekową. Przede wszystkim jednak zapewnili jej bliskość, za którą do tej pory bardzo tęskni. Nauczyła się szyć ubranka z liści i płatków kwiatów, szumieć tak, jak to robią drzewa i wielu innych rzeczy. Wstawała wcześnie rano i późno zasypiała. Bardzo dbała o las i jego mieszkańców, nawiązała tam też wiele przyjaźni. Szczególną sympatią darzyła właśnie tego przemiłego jelenia.
Jednak wszystko, co dobre musi się kiedyś skończyć, czyż nie tak?


Zmęczona po całym dniu ciężkiej pracy, wróżka niemrawo poruszała skrzydełkami w locie. Musiała jak najszybciej położyć się gdzieś i zasnąć, tylko ta jedna myśl krążyła jej po główce. Dziś po raz pierwszy pokłóciła się z Mią, co wszystkich zszokowało. Takie z nich były papużki nierozłączki, a tu patrz. Poszło o coś banalnie ludzkiego, otóż siostrzyczka była... zazdrosna. Nim zupełnie nie rozumiała tego uczucia, jako że nigdy go nie doświadczyła i nie rozumiała, dlaczego przyjaciółka jest na nią zła. Ta jednak nie paliła się do tego żeby jej to wyjaśnić - całą sobą dawała jej do zrozumienia, że nie chce jej widzieć. Więc turkusowowłosa, wedle życzenia, umknęła i przygnębiona pogrążyła się w obowiązkach, aby nie myśleć o tej aferze. A teraz chciała tylko spać, uciec od smutnej rzeczywistości w kolorowe sny i nie musieć mierzyć się z rodziną przez najbliższe kilka godzin.
Powoli obniżając lot, skryła się w jakimś kwiecie. Była tak wyczerpana, że trudno było jej powiedzieć jaki to. Właściwie nie zwróciła na to nawet uwagi... Padła jak długa i zamknęła oczy, żywiąc nadzieję, że jutro będzie lepiej.


Nie było.
Od momentu przebudzenia się dziewczynki wszystko zdawało się być zupełnie przeciętne. Leniwie otworzyła ślepka i leżała tak jeszcze przez chwilę. Nie miała ochoty wstawać, co było do niej niepodobne. W końcu znano ją jako żywe srebro, w jednej chwili tu, w następnej tam. Nie ma czasu na spoczynek, ciągle jest coś do zrobienia! A teraz... Nic. Nie chciała wychodzić z pączka. Nie chciała widzieć oskarżających spojrzeń jej rodziny. Było jej wstyd, że tak wyprowadziła przyjaciółkę z równowagi. Bo to musiała być wina Nim, skoro siostra tak się zdenerwowała, czyż nie? Po paru minutach doszła jednak do wniosku, że jej zachcianki to jedno, a obowiązki - drugie. Później odda się przyjemnościom, zaszyje się gdzieś, gdzie nikt jej nie znajdzie, ale teraz... Trzeba zebrać się w garść i wziąć do roboty.
Wstała, pospiesznie się ogarnęła (przy czym rozczochrała się jeszcze bardziej niż wcześniej), rozchyliła pączek i... zastygła z piskliwym krzykiem na ustach. To nie był jej las! To w ogóle, w ogóle nie był jej las! Nie miała pojęcia gdzie się znajduje, ale miejsce te było dziwne i zupełnie jej obce! Spanikowała. Skąd się tu wzięła? Zresztą, mniejsza o to, właściwe pytanie brzmiało: co ona teraz zrobi? Nawet nie zdążyła się pożegnać! Chociaż... Może to i dobrze... I tak więcej przysparzała kłopotu niż sprawiała pożytku, więc jej zniknięcie nie powinno nikogo szczególnie obejść. Serduszko boleśnie ją ukłuło na tą przykrą myśl. Oczy jej się zaszkliły i pojawiły się pierwsze łzy. Chciała... d-do domu...
Wtedy znikąd pojawiła się inna wróżka. Wyglądała trochę cudacznie, wpatrywała się w nią, blisko... i wydawała z siebie jakieś dziwne dźwięki - słowa. Nim przyglądała jej się z obawą. Bo skąd miała wiedzieć, jakie były jej intencje? Zresztą, nic już nie wiedziała! Była taka zagubiona... Szumiała, a nawet podzieliła się z nieznajomą swoimi uczuciami, ale jedyną odpowiedzią, jaką uzyskała z jej strony było więcej dziwacznych dźwięków, których nie rozumiała. Poddała się więc i bezwolnie pozwoliła zaciągnąć się przez obcą do jej domku. Tam zaś dziewczyna zaczęła zachowywać się jeszcze cudaczniej, a potem wręczyła jej ostry patyczek i płatki kwiatów. Mówiła coś i wyraźnie czegoś od niej oczekiwała, ale - wstyd się przyznać! - biedna Nim nie miała pojęcia czego.
W ten sposób zaczęły się jej lekcje. Tytania (bo tak nazywała się wróżka, która ją znalazła) podjęła się trudnego zadania, jakim było nauczenie Nim posługiwania się słowami. Ich zajęciom często przyglądało się duże ptaszysko, które nowopoznana nazywała Lyssą. Szczerze mówiąc, interesowało ono Nim dużo bardziej niż lekcje, ale kiedy tylko się rozpraszała dostawała po głowie, co "pomagało" jej się skupić.
Dni mijały. Coraz więcej rozumiała, jednak nadal nie była w stanie się wysłowić.
Aż wreszcie to się stało.
- Tytuś! - pisnęła radośnie, uwieszając się na szyi wróżki. Zaledwie chwilę potem leżała zaś na u jej stóp z rozbrajającym uśmiechem i rosnącym guzem na głowie.
Było warto.


Przyszedł dzień, w którym nabyta przez nią wiedza miała zostać sprawdzona. Wraz z Tytanią udała się do tej części ogrodu botanicznego, w której jej jeszcze nie było. Szału nie było, ale hej, umiała już się w miarę przyzwoicie porozumiewać! Wdała się w niesamowicie interesującą rozmowę z pewnym kwiatem, ukradkiem zerkając na Tytuś. Czekała, aż ta odwróci od niej uwagę, po czym... poszła na zwiady. Ciekawość podobno jest pierwszym stopniem do piekła, niemniej nie mogła się jej oprzeć. Odczuwała silną potrzebę zbadania tego nieznanego jej terenu! Było tu tak gwarno i kolorowo, pełno było ludzi, dużych i małych. Przyglądała się im uważnie, chłonęła wszystkie dźwięki, słowa i szczegóły jak gąbka. Jakiś chłopiec nawet do niej podszedł i próbował dotknąć jej poroża, jednak to spłoszyło Nim, która w mgnieniu oka odskoczyła i uciekła. Dosyć zwiedzania na własną rękę jak na jeden dzień, jeszcze Tytuś zauważy jej zniknięcie i się rozzłości!
Chwilę zajęło jej odnalezienie koleżanki, a gdy już się udało to zastała ją nad jakąś obcą dziewczynką. Nie wyglądało to na zwyczajną rozmowę, Tytania była wyraźnie zdenerwowana, a nieznajoma nie bardzo wiedziała, co ma począć. Awantura toczyła się o to, że dziewczynka zerwała kwiatka. Przeprosiny nie przynosiły oczekiwanego skutku. Nim wiedziała jednak, że Voi nie zrobiła tego z premedytacją i dlatego postanowiła stanąć w jej obronie. Chwila moment i już znalazła się między nimi, rozpościerając rączki na boki i machając nimi energicznie. Z własnego doświadczenia wiedziała już co może się stać, kiedy Tytuś się wkurzy i nie chciała do tego dopuścić. Zasłoniła sobą zielonowłosą. Wychodziła z założenia, że jak nie będzie jej widać, to Tytuś nie będzie miała na kogo się złościć i wszystko nie będzie dobrze. Cóż, pomyliła się, a wróżka... wybuchła. Nie był to przyjemny widok, zwłaszcza dla dziecka. Nic więc dziwnego, że, przestraszone, zaniosło się płaczem. Musiało to zainteresować wróżkę, bo zaczęła je wtedy o to wypytywać. Nim to oburzyło - tupnęła nóżką na Tytanię i wzięła się za pocieszanie nieznajomej, zupełnie ignorując tą drugą.
Od tego czasu widywała ją jeszcze kilka razy. Przyprowadziła wtedy swojego kolegę, blondyna o niebieskich oczach. Nim bardzo się go wstydziła. Ilekroć przychodził, chowała się gdzieś i przyglądała się trójce z ukrycia. Minęło trochę czasu, zanim się do niego przekonała. Nadal zachowywała się nieśmiało w jego obecności, jednak nie kryła się gdzieś po kątach, a nawet się śmiała. Dobrze się wtedy bawiła. Cała trójka zastąpiła jej utraconą rodzinę, chociaż byli tego nieświadomi. Chętnie spędzała z nimi czas, wyczekiwała też ich przyjścia.
Ale czas mijał, a oni przestali przychodzić. Została sama z Tytuś. No, nie tak do końca sama, bo do ogrodu botanicznego nadal przychodzili ludzie, wiadomo, ale nie było wśród nich ani Voi, ani jej znajomego. Czekała. Krążyła. Nic. Więc zapuściła się by sama ich poszukać. Sądziła, że to nic takiego, wyjdzie z ogrodu tylko na chwilę i zaraz wróci razem z nimi.
Pomyliła się.


Miasto było czymś zupełnie innym od jej lasu. Były tu olbrzymie, duże drzewa, tłumy i dziwne powietrze, którym trudno było jej oddychać. Co i rusz zanosiła się kaszlem i okropnie drapało ją w gardle. Przywykła do czystego powietrza w lesie. Ale to nie było ważne, ważniejsze były poszukiwania!
Znajdzie ich na pewno.
A wtedy znów wszyscy będą się razem bawić i śmiać, cała czwórka.
Na pewno będą... Prawda?

nieposkromiony[/i]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Nim   Pon Cze 01, 2015 11:58 pm

Akcept

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Nim
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    K a r t y   P o s t a c i :: Karty akceptowane-
Skocz do: