IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Motel "Harvelle's Roadhouse"

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Czw Maj 28, 2015 10:06 pm

Owy motel, jest najbardziej ceniony przez podróżne za jego wysokie standardy. Jedno piętrowy, długi budynek przypominając literę "L" zbudowany z czerwonej cegły prezentuje się nad wyraz okazale i zadbanie. Przed wjazdem do parkingu, owego motelu, odgrodzonego od drogi gustownym, a zarazem ręcznie wykonanym metalowym płotem, tkwi duży biały słup, na którego szczycie widniej duży oświetlony szyld z napisem Harvelle's Roadhouse. Można tu wynająć pokoje jedno i dwóm osobowe, a owych pokoje znajduje się dwanaście.
Pokoje są czyste, i wyposażone w to, co najpotrzebniejsze wygodne łózka, łazienki, telewizja, oraz radio. Ostatnie pokoje z owej dwunastki, są również wyposażone w nieduże kuchnie.

***

Po kolejnej, godzinnej podroży. Ed i Voi dojechali do Harvelle's Roadhouse, Ed lubił ten motel, był zadbany, standardy wysokie, łózka wygodne i nawet niektóre kuchnię miały. Tego, co Ed-woi potrzeba było w jego pełnionej "Warcie" dobrej bazy wypadowej, a na tych terenach wedle niego nie było lepszego miejsca niż Hotel Harvelle's Roadhouse.
- No, dojechaliśmy. Chodźmy. - wtedy to wyszedł z samochodu, i ruszył ku "kanciapie pracowniczej" gdy zbliżył, się do niedużego okna odparł, od razu do siedzącej tam pracowniczy. - Pokój dwuosobowy z kuchnią, na tydzień.
- Razem będzie trzysta funtów, proszę pana.
- Honorują państwo Euro? - Ed, spytał. Choć niepotrzebnie, kiedy ostatnio tu był można było, płacić w Eurowalucie.
- Tak proszę pana. - kobieta odparła. - A czy pana towarzyszka, jest pełnoletnia?
Ed,a z lekka zdziwiło to pytanie, gdyż, nie przewidział go. Jednak zawsze miał jakieś kłamstewko, które praktycznie każdy kupi, choć mistrzem kłamstw to on nie jest. Wtedy spojrzał na Voi.
-To moja siostra, proszę pani.
Wtedy to kobieta uśmiechnęła się, po czym poznał iż kupiła tą wymówkę. I po chwili wręczyła klucz, gdy Ed, przekazał kobiecie gotówkę. I dodała.
- Pokój numer jedenaście, życzę miłego pobytu państwu.
- My również dziękujemy. Choć Voi.
Wtedy to ruszył do przedostatniego pokoju, jaki mieścił się w tym L-budynku jako to on to określał, włożył klucz do zamka przekręcił i po chwili otworzył drzwi. Jednak, nie wszedł pierwszy, jedynie zapalił światło, po czym cofną się o krok dając młodej wampirzycy pierwszeństwo przy wejściu.
- Panie, przodem. - odparł do niej pełnym dżentelmeństwa, tonem głosu. I gdy młoda weszła ten podążył, za nią. Duży czysty pokój, który od razu mówił o swej przytulności, wyposażony w dwa solidne i wygodne łózka, przed którymi stał na ładnej dębowej półeczce, plazmowy telewizor, a na przeciwległym końcu, na długości ściany mieściła się kuchnia i wszystko to, co Ed-owi do przyrządzenia posiłku, potrzeba. Przed kuchnią stał, stół i dwa krzesła. Przy każdym z łóżkiem znajdowała się również szafeczka, na której stały lampki nocne. A niedaleko łóżek, znajdowało się wejście do łazienki. A w samej łazience znajdowała się kabina prysznicowa, zlew oraz powieszona nad nim duże lustro. Drewniane panele na ścianach przyozdobione były obrazami oraz ładnymi kinkietami wzorowane na wiek XIX, które teraz oświetlały pokój.
Ed, zamkną drzwi. Po czym, wyciągną, paczkę papierosów po czym wyciągną jednego. Gdy wreszcie go zapalił, odparł do młodej.
- I jak ci się podoba? To miejsce na pewno jest dużo przyjemniejsze niż, ta rudera, z której cie zabrałem. - gdy umilkł, pociągną drugi raz ledwo co przypalonego papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Nie Maj 31, 2015 5:05 pm

Jego głos i słowa uspokajały z chwili na chwilę Voi, która próbowała zatamować płynące łzy. Powiedział tyle miłych rzeczy, że nawet nieśmiało i przez łzy, ale uśmiechała się na kilka sekund. Już nie buchała płaczem, starała się wyciągnąć i wykorzystać jak najwięcej ze słów Edwarda, u którego dało się wyczuć emocje. Nie był przecież wobec dziewczyny obojętny, w dalszym ciągu, nieustraszony, decydował się na kolejne deklaracje o pomocy. To niewątpliwie podnosiło na duchu roztrzęsioną, wampirzą duszyczkę. Nie umknęło jej uwadze to, iż Ed zająknął się w jednym momencie, lecz z racji swojego poprzedniego czynu nie odniosła się do przerwanego słowa "Ew". Może to była tylko bzdura, może chciał powiedzieć coś w stylu "ewakuacja", albo "ewentualnie", jednak miał w sobie ów nutę, która przykuwała uwagę. Tak czy inaczej po prostu przyjęła do wiadomości następne rady starszego kolegi i próbowała uśmiechnąć się. Póki co wykrzywiała usta w gorzką minkę, ale z czasem będzie lepiej. Jeszcze nie była w stanie przełknąć bezboleśnie fakty, o których dowiadywała się krok za krokiem.
Otrzymawszy kluczyki i polecenie, by doprowadziła twarz do porządku (przez nieśmiałość zarumieniła się odrobinkę [odrobinkę, bo była przecież Wampirem bez czynnego krwioobiegu odpowiedzialnego za rumieńce] po usłyszeniu komplementu od Czarnowłosego), i gdy otworzyła drzwi do samochodu, od razu sięgnęła ręką do schowka i wyjęła chusteczki. Jako że nie było jej widać w lustrzanym odbiciem, musiała na wyczucie przytrzeć strużki łez i skuliła się na tylnym siedzeniu Impali. Spoglądając na czubki swoich butów oczekiwała nieruchomo na przybycie Edwarda, niczego nie dotykała więcej jak zmiętej chustki w szczupłych dłoniach. W ogóle to oderwała się myślami od rzeczywistości i podjęła próbę zanalizowania tego wszystkiego co zaszło od momentu odzyskania nowego życia. Nawet otworzenie drzwi przed mężczyznę nie wytrąciło ją z zamyślenia, dopiero lekkie dźgnięcie kartą w ramię sprawiło, że ocknęła się i oddała Edowi kluczyki. Nim jednak odjechali, Wartownik chcąc poprawić nastrój dziewczynie postanowił puścić jej utwór, który był zaskakująco rytmiczny i wesoły, wręcz radosny. Voi uniosła wyżej podbródek i wsłuchiwała się w rytm, nawet lekko palcami wystukując go na swoim kolanie. Spodobała jej się ta piosenka, może nie śpiewała jej czy dawała okrzyk entuzjazmu, lecz na pewno odciągnęła ją od ponurych myśli. Zresztą kolejne utwory też były ciekawe i nawet nie wiedziała, jak szybko znaleźli się w nowym miejscu.

Był to Motel, chyba z górnej półki, w każdym razie bardzo przytulny i wszechstronny. Jako, że Voi nie miała swojego bagażu, wzięła jedną z walizek Edwarda, by nie wyglądała głupio, że wchodzi bez niczego do środka. Lecz wpierw trzeba było przejść przez przeprawę, jaką była pracownica przy rejestracji. Co prawda nie zrozumiała, dlaczego nie mogą przebywać tu osoby niepełnoletnie, ale najwyraźniej nie mogły, skoro Czarnowłosy od razu wyskoczył z tekstem o ich bliskim pokrewieństwie. Skinęła skromnie główką jakby potwierdzając słowa "Starszego Brata", ale nie było to potrzebne - klucz już był w ręku Edwarda, który pokazał Voi drogę do ich mieszkanka. Wpuścił ją pierwszą, by mogła przyjrzeć się już od wejścia ich lokum. Miało wysoki standard, łazienkę i kuchnię w wyposażeniu, same gadżety i cuda-nie-widy, których Wampirzyca nie mogła docenić. Nie znała się, wszak miała sześć lat, kiedy doznała uszczerbku na zdrowiu w postaci śpiączki na jedenaście lat. Jednak miała przeczucie, iż nie widzi się takich luksusów na co dzień. Weszła ostrożnie przez próg do środka i przyglądała się wnętrzu w milczeniu. Chłonęła jak gąbka wodę ów przedmioty, które ich otaczały, a o których w przeważającej części nie miała pojęcia. Kojarzyła oczywiście te najprostsze (np: łóżko, lodówkę, telewizor, toaletę, prysznic), ale w nowych design-erskich odsłonach nie przypominały ich protoplastów. Trochę skrępowana stała na środku z walizką Eda w ręce i nie wiedziała co z sobą zrobić, jakby nie dotarło do niej to, że zamieszkają tutaj razem. Dopiero pytanie przystojniaka uzbrojonego po zęby skłoniło ją do powiedzenia czegokolwiek o tym miejscu.
-T-tak, o wiele bardziej przyjemniejsze.
W końcu odłożyła walizkę przy Edwardzie i zdecydowała się z bliska obejrzeć wszystko od podszewki. Niczego nie dotykała, przypominała odwiedzającą z muzeum, która tylko chodzi i patrzy. Wszystko ją ciekawiło, od małej do dużej rzeczy. Po wycieczce po opłaconym w euro mieszkaniu wróciła do punktu wyjścia, czyli do drzwi i oparła się o nie ramieniem. Wyglądała na zmęczoną, chociaż zaraz wymyśliła sposób, by sobie z tym poradzić.
-Edward, mogłabym pierwsza wziąć kąpiel? Dziękuję.
Bez czekania na odpowiedź weszła do łazienki i zamknęła się w niej na około godzinę. Bardzo długo zajęło jej doprowadzenie się do idealnej czystości, zwłaszcza włosy, które przesiąknięte były żelazistym zapachem krwi. A przynajmniej jej się tak ciągle zdawało. Owinięta w sam ręcznik, po raz pierwszy odsłoniętą od kaptura głową, stanęła w progu łazienki, a lekka para wodna za nią świadczyła, że bardzo znacząco podniosła temperaturę wody, by czuć jakiekolwiek ciepło podczas kąpieli. Oblicze miała o wiele bardziej spokojne, coś na wzór relaksacji po ciepłej kąpieli. No ale... nie miała swoich ubrań na sobie, więc paradowała w samym ręczniku. Nie chciała ubierać brudnych ciuszków, dlatego przydałby się jej zamiennik.
-Mógłbyś... pożyczyć kurtkę? Tamte ubrania wsadziłam do pralki... chyba.
Tylko że samo wsadzenie ubrania do pralki nie sprawi, że samo się wyczyści. No co, nie znała się na praniu... jeszcze nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Nie Maj 31, 2015 9:05 pm

Ed, wpatrywał się uważnie w Voi, od chwili zaczęła przekraczać próg pokoju. Jej nieśmiałość, ale i zarazem ciekawość coraz bardziej sprawiały, że Nastoletnia Wampirzyca była niezwykła. Jedyna w swoim rodzaju, była niczym dziecko we mgle, które potrzebuje pomocy kogoś kto już sam nie raz w owej mgle się znajdował.
Gdy Voi weszła do łazienki i by móc zazna pewnie pierwszą od kilku dni kąpielą, podszedł do okien, które znajdowały się na ścianie gdzie kuchnia, po czym otworzył okno, robiąc nieduży lufcik, tam zaczął palić powoli papierosa, układając plan na najbliższy czas, chyba jutrzejszego dnia, Wartownik odwiedzi Jen by zadać jej kilka pytań na to i owo. Ponieważ, aby stać się dobrym opiekunem sam, też potrzebował odrobiny wiedzy. A praca będzie na samym początku ciężka, ale nie niewykonalna, jeśli Voi sama znajdzie tą siłę w sobie, to będzie to połowa sukcesu dla niej, aby mogła również sobie sam pomóc, musi tylko tego chcieć. A Ed, powinien wesprzeć ją, i zarazem pomóc w poszukiwaniu tej chęci. I tak zamierzał zrobić.
Kiedy tylko Ed, spalił papierosa, peta ugasił pod strumieniem wody ze zlewu kuchennego po czy wyrzucił do kosza, znajdującego się w szafce pod zlewem. Gdy to uczynił, usiadł na jednym z krzeseł kuchennych, pogrążając się w zadumie, nie wiedział ile czasu minęło, gdy ze stanu głębokiego zamyślenie ie wyrwała właśnie Voi, która chyba najwyraźniej skończyła już prysznic, gdy spojrzał na nią, ponownie się zarumienił, bo choć to jeszcze dzieciak i nie miał jakiegoś fizycznego popędu do takich dzieciaków, ale była przepiękna, a gdy widział ją bez kaptura, zasłonięta jedynie ręcznikiem, jej piękną posturę oraz figurę, no po porostu niezła laska z niej, zapewne w przyszłości żaden żadne facet nie umknie przed jej mocą. I jeszcze ten piękne nie typowy kolor jej długich włosów, które choć mokre to nawet i mokre dodawały Voi tylko uroku. Gdyby jego siostra żyła i miała tyle lat co młoda, też pewnie byłaby z niej niezła szprycha, taka sama jak Voi. Wiedząc i wampirzy wzrok Voi, to zarumienię zauważy, choć stoi od niego ze trzy cztery metry, skupił się i zarumienione kolory na jego twarzy zniknęły, tak samo szybko jak się pojawiły.
- Jasne, nawet więcej mogę ci dać. - wtedy to odrzekł,wstał i podszedł do swojej jednej z dwóch toreb. Otworzył i wyciągną z niej idealnie złoży w kosteczkę jeden z jego czarnych golfów. Po czym podszedł do Voi i odparł. Nadal głosem przepełnionym sympatią i troską - Proszę, Choć mój golf może być troszkę za duży ale lepiej będzie jak będziesz ubrana, przynajmniej do połowy ud, choć twoja temperatura jest prawie bliska zeru, to możesz czasami zadrżeć z zimna. Zwłaszcza że jesteś naga. - gdy Voi, wzięła do swych rak jego golf, Ed zdjął swoją kurtkę i po raz kolejny założył jej na ramiona. Z jego twarzy nadal nie znikał ten sam uśmiech, który rzadko gościł tam.
- No to teraz moja kolej kochana na prysznic, i masz rację to urodzenie w łazience to pralka, zaraza ją nastawię i włączę, A ty rozgość się. A ja zaraz wracam.
Po wypowiedzeniu tych słów, Ed z tej samej torby wciągną drugi golf, ale tak że i bieliznę. Po czym ruszył w kierunku łazienki, wczorajsze łachy zrzucił z siebie, po czym wpakował ją do pralki przygotował owe urządzanie i odpalił, a samu wpakował się pod prysznic, nastawił letnią wodę i dokładnie wymył każdy kawałek swego ciała, nie tylko aby zmyć z siebie podróż i walkę, jaką już na razie zakończył tego samego wieczoru, lecz swój brutalny czyn, jaki dokonał. Chciał się oddzielić od Łowców, a stosuje ich metody. Walczy z potworami, a sam często stosuje metody potworów. Po kwadransie prysznic się zakończył Ed, wytarł nadmiar wody ze swego ciała, po czym ubrał się ponownie w świeżą bieliznę i golf, jedynie spodnie jeszcze do kilkukrotnego użycia się nadają nim wylądują, w pralce. Po czym, wyszedł z łazienki ponownie do pokoju dziennego. Wtedy to odparł, o Voi.
- Jak tam samopoczucie? Jeśli coś cię trapi, to śmiało. Nie wstydź się, moją robotą nie tylko jest "chronić" ale także i "pomagać" jeśli potrzebujesz to cię zawsze wysłuchana. - i podszedł do niej, po czym po raz trzeci jego ręka ułożyła się na jej ramieniu na znak, że nie jest sama. - Nie martw się Ew... - tu po raz kolejny zatrzymał się, też nie móc uwierzyć, że po raz drugi prawie do młodej powiedział Ewa. Aż się zawstydził. ...Voi, jestem tu po to, żeby ci nadal pomóc.
Dodał tym samym przyjacielski, sympatycznym i troskliwym tonem głosu jak przez ostatnie dwie godziny, i chciał więcej. Chciał nadal podnosić na duchu tą biedną i przerażoną nastolatkę. W końcu czuł się za nią odpowiedzialny i potrzebowała teraz wsparcie w nadmiarze. Po chwili jeszcze spytał, nadal z uśmiechem na twarzy.
- Chcesz piwo, młoda? Choć nie powinienem ci proponować bo jesteś jeszcze dzieciakiem, ale jedno w obecnie chwili może ci pomóc się zrelaksować, a tego właśnie potrzebujesz. Relaksu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Nie Maj 31, 2015 10:23 pm

Gdyby znała się na urodzeniu, to zrobiłaby z tego większy pożytek, a tak to nie była świadoma, że paradowanie w samym ręczniku przed mężczyzną jest karygodne i pokazuje brak wychowania, lub zgorszenie. Ha, zgorszenie, kiedy Voi zabija innych dla krwi, a Wartownik masakruje ludzkich łowców bez skrupułów... lepiej nie mówmy o tym. Na szczęście dość szybko i sprawnie Edward rozprawił się z rumieńcami jak i z nagą dziewczyną pożyczając jej ubranie, które przebrała w łazience, a ręcznikiem lekko podsuszyła i tak mokre jakby wypadła spod rynny włosy. Golf od mężczyzny przypominał sukienkę, taką małą czarną, że ledwo co zasłaniały jej miejsce, gdzie plecy tracą szlachetną nazwę. Jak to określił współlokator - świeciła nagością z temperaturą bliską zeru. Za to golf był ciepły, jednak kurtka okazała się być niezastąpiona. Tak przygotowana w nową zbroję mogła podbijać kolejne smoki, albo po prostu usiąść bliżej Opiekuna, który pod jej nieobecność wypalił pety (a kopcił jak smok!) i był gotów na dalszą edukację dziewczyny. Aż jej głupio było, że cały swój czas i życie - bo zamieszkali teraz razem - spędzał właśnie z nią, kiedy mógł zrobić coś o wiele bardziej pożytecznego. Skoro jednak tego chciał, nie będzie mu dawać kłód pod nogi, przynajmniej celowo. Skinęła energicznie głową rozumiejąc zamysł Edwarda, po czym powiedziała:
-Będę pamiętać, ale na razie wolę... no... cieszyć się tą chwilą. Poza tym gdybyś sam czegoś potrzebował, w czym mogłabym być przydatna - to ja też chętnie pomogę. Wysłuchać także.
Zmrużyła lekko oczy i uśmiechnęła się szczerze. Jakby tylko istniała kategoria, w której Edward sobie nie radził (co jest mało prawdopodobne...), ale chciała zadeklarować swoją pomoc, i zrobiła to z wielką ochotą. Może rzeczywiście jak nie będzie myśleć tylko o sobie i o tym, kim się stała, a zajmowała się też rzeczami lub czynnościami związanymi z jej Wybawcą, łatwiej przełknie trudy, przez jakie będą wspólnie przechodzić? Zawsze raźniej jest pokonywać przeciwności losu w ramię w ramię z osobą, której się ufa. A Voi zaczęła ufać w pełni Wartownikowi, który strzeże jej zabłąkanej duszy jak oka w głowie. Tylko czy tylko jej duszy? Nawet jeśli nie, nie będzie mieć mu tego za złe, aczkolwiek robił się w jej oczach jeszcze bardziej tajemniczy niż w chwili poznania. Znowu chciał powiedzieć coś innego, a z rumieńcem skrócił wypowiedź. Jakieś jedno słowo nie chciało mu przejść przez gardło... gdyby nie była spięta, nie siedziała jak na igłach, może zaczepiłaby go o to słowo, tak jak o gadce Jen w barze.
A propo relaksu, akurat Czarnowłosy wpadł na ten sam pomysł i polecił, aby skosztowali piwa. Zabrzmiało to trochę nielegalnie, w sensie spożywanie trunku przez Voi, co jeszcze bardziej zaintrygowało wampirzycę. To tak jak zakazany owoc, który smakuje najlepiej tylko przez to, iż jest obarczony zakazem. Długo nie wahała się.
-Hm... Mogę spróbować, Ed. I tak nikomu nie powiem, że piłam piwo.
Swoją drogą nie wiedziała na co się pisze, co to za trunek, ale skoro jest niedozwolony do lat 18, to będzie mieć buzię na kłódkę. Kiedy dostała swoją szklankę z płynem, najpierw przyglądała się jej zawartości i wyczuwała zapach. Specyficzna goryczka, która nie odrzucała, zaciekawiła Voi, ale poczekała z łykiem do pochwycenia swojego naczynia przez kompana. Ostrożnie przystawiła brzeg szklanki do ust i przechyliła zawartość, by napić się pierwszego w życiu piwa. Brrr, ale wykrzywiła minę! Nie taki smak sobie wyobrażała, właściwie mało co go wyczuwała, lecz procenty przelewały się zgodnie z prawem alkoholu do jej ciała i umysłu. Faktycznie wydawała się być lżejsza, napięcie schodziło jak powietrze z nieszczelnego balonika, toteż nawet zdołała przebrnąć przez nieśmiałość i zadać pytanie osobiste. Tak jakby składnie.
-Mam wrażenie, że to nie przypadek, iż prawie dwa razy, w ten sam sposób przekręciłeś moje imię. Możesz powiedzieć dlaczego? Jak nie chcesz mówić... nie będę zmuszać, lecz... zależy mi na tym, by Cię poznać jak najlepiej. Żeby wiedzieć, jak nie zranić Cię słowami... albo urazić.
Upiła następnego, siarczystego łyka i przyglądała się lekko świecącymi oczyma od bąbelków w piwie na mężczyznę, którego kurtkę i golf miała na sobie. Co jakiś czas nawet poprawiała golfo-sukienkę, gdyż była za kusa, lecz cieplutka. Nie odrywała czerwonych tęczówek od ciemnych oczu mężczyzny, jakby starając się samym spojrzeniem wydobyć z jego głowy same mądrości jakie tam skrywa, by nie musiał nadwyrężać gardła. Niestety, nie dało się tak, i nie wszystko przychodzi z taką łatwością jak kreuje wyobraźnia. Eh, bąbelki mocno dają się we znaki, mhihihi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Pon Cze 01, 2015 1:02 am

Kiedy Edward powoli zbliżał się, do lodówki wysłuchał tego, co ma Voi do niedziadzienia po czy odrzekł.
- Będę pamiętał. - swoją droga, taka przyjaciółka, nie "Młodsza Siostra" bo Voi dla Ed-a nią była. Aż to go zaskakiwało, że zaledwie, nie tak dawno poznana osoba mogła wydawać mu się tak bliska. Tak jak by znał ją już dobrych kilka lat, w obecnej chwili ona była dla niego jedyną bliską osobą. Nawet więcej, rodziną. Przez lata pełnienia swoje "Warty" jego jedynym zajęciem było tylko zabijanie, i co prawda spotkał i poznał wielu wspaniałych ludzi i Nieśmiertelnych. Ale niestety wielu pośród nich, było właśnie Potworami, na które on od niemalże dwunastu lat poluje. Voi, natomiast była inna, ona sprawiała że ta dziura w jego sercu, jaka istniała od piętnastu lat, choć odrobinę się zmniejszyła.
Gdy przystała, na propozycję Ed-a w sprawie piwa i po podaniu młodej alkoholu, Swoją drogą młodzież zawsze korciło do tego co dla nich zakazane, nawet Voi widać było że chętna był na owoc zakazany, usiadł na krześle obok stołu kuchennego, po czym sam zaczerpną łyka z butelki. I tego mu było trzeb, odrobinę alkoholu, żeby też zrelaksować się, i zarazem uczcić udaną robotę, bo skoro Voi żyje i ma się dobrze, to świadczy ze była ona udana. A jako Polak, to lubiła sobie wypić. Choć nigdy alkoholu nie nadużywał. Też wykrzywiona twarzyczka młodej, przypomniało mu to iż kiedy sam pierwszy raz piwa się napił też jego twarz tak samo się wykrzywiła jak twarzyczka Voi.
Wtedy to, Voi zadała mu pytanie sprawiedliwe tego, że dwukrotnie chciał powiedzieć na Voi, Ewa. Co innego mu pozostało jak tylko powiedzieć prawdę.
- Muszę cię za to przeprosić. Ewa, była moją młodszą siostrą. A raczej więcej, bardziej przyjaciółka i bratnią duszą, którą kochałem i starałem się dbać o nią i opiekować ze wszystkich sił, jakie mogłem mieć. Zginęła piętnaście lat temu w wypadku samochodowym, wraz z mymi rodzicami. - odrzekł, co akurat nie do końca było prawdą, i delikatnie wstydził się tego, że już posługuje się kłamstwem i starał, się to zatuszować jak tylko mógł, ale co miał jej powiedzieć. Że to wampiry odebrały mu rodzinę, i zarazem, że to popchnęły go na drogę Łowcy. Dziewczyna już dość wrażeń miała jak na jedne lub kilka dni, nie chciał ją jeszcze dołować takimi rewelacjami. - Trochę mi ją przypominasz Voi, też była nieśmiała i skromna jak ty. Oraz miała taki przyjemny błysk w oku, jaki i ty posiadasz. - dodał, bo to było prawdą. Zawsze, kiedy wpatrywał się w wampirze oczy, nawet oczy Jen, którą traktuje jako przyjaciółkę, to nawet jednak jej oczy potrafiły obudzić gniew i nienawiść do rasy, do której jak na ironię obecnie należała Voi. Ale gdy wpatrywał się w oczy swej "Młodszej Siostry" to gniew i nienawiść w ogóle nie dawały o sobie znaku, wyglądało to tak jak by ich nigdy nie było, w sercu Edwarda, choć ma ich spore pokłady. Nieraz pokazywał to choćby podczas swej pracy, kiedy ułamki sekund decydowały o czyimś życiu, i żeby je ocalić Wartownik musiał okazywać właśnie ten Gniew, Nienawiść i Bezwzględność. Że właśnie te trzy cechy, były chyba jego najlepszą bronią do walki z potworami.
- Voi, mam takie wrażenie, że chyba troszkę, czujesz się winna że zamiast walczyć z potworami, to marnuję czas na ciebie. - wtedy ponownie przemówił. - Nic, z tych rzeczy. Nie jesteś mi żadną kulą u nogi. To że cię wziołem pod moje skrzydła, nie oznacza, że zawieszam swoją "Wartę " nie, ona trwa dwadzieścia cztery godziny na dobę. Wiesz mi zarówno w świetle dnia jaki i w mrokach nocy, grasują potwory, na które ja poluję. I jeśli nawet tej nocy jakiś potwór skrzywdzi jakiegoś niewinnego człowieka lub Nieśmiertelnego. To prędzej czy później ja go znajdę, i nie będę się z nim wcale pieścił tak jak nie pieściłem, się z tamtymi trzema potworami. Więc o to nie musisz też się obwiniać czy mieć jakiś wstydu za to lub brać na siebie jakąkolwiek odpowiedzialność. Po prostu ty, potrzebujesz pomocy, a ja nie umiem przejść obojętnie wobec kogoś, kto pomocy właśnie potrzebuje, po prostu nie umiem. - odarł, o czym ponownie napił się piwa, ten przyjemny gorzki smak który poprawiał mu humor oraz tylko zachęcał Ed-a do wylewności, a to u niego bardzo rzadka cecha. I kiedy połkną, rzekł dalej. - I, Voi. To co ci mówiłem, tam w alejce. To prawda i to szczera. Nie jesteś Potworem. Przez dwanaście lat swej "Warty" widziałem ich już tyle, że u mnie to tylko chwila i ja już wiem, czy mam do czynienia z Potworem czy miłą i sympatyczną osobą jak ty. Na te mało zaszczytne miano, trzeba bardzo sobie zasłużyć. I to że, zrobisz coś, co może być potworne, to nie znaczy ze jesteś nim. Potwory robią potworne rzeczy, ale z własnej nieprzymuszonej woli i często czerpią z tego przyjemność i rozkosz. Nie mają wyrzutów sumienia za swoje czyny i z każdą niewinną ofiarą chcą coraz więcej. Wiem, co mówię znam to z autopsji. - i to była prawda, nie tylko z tego powodu, że on walczy z potworami, ale to że przez trzy lata Ed, sam był potworem. Takim samym jak te które odebrał mu Ewę, i który sam zabił lub przyłożył rękę by zabić nie jednego Nieśmiertelnego, i wiedział, że wielu z nich było niewinnymi istotami. I za to często sam siebie nienawidził, i wypowiadając to słowo "autopsja" chodziło mu te mroczne trzy lata. Które chciałby aby nigdy się nie wydarzyły. I zapewne w jego oczach można było dostrzec tą nienawiść do samego siebie, ale starł się maskować to. Nie chciał, na razie aby Voi dowiadywała się wszystkiego o nim. Widział, że zdobył jej zaufanie, którego nie chciał stracić. Kiedy zdobędzie czyje zaufanie, to tak jak by trafił na pole ropy naftowej. A w przypadku Voi, była to kopalnia diamentów. Bogactwo i skarb, o który było trzeba dbać.
Po chwili, ponownie zaciągną się piwem.
- A teraz w ramach rewanżu, ja zadami ci pytanie. Kiedy w tamtej ruderze chciałem, poznać twoje imię powiedziałaś, imię Eryk. Domyślam się że to właśnie on cię przemienił. I ciekaw jestem czy, pamiętasz coś o nim? Jakiś szczegół? Wspomnienie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Pon Cze 01, 2015 7:46 pm

Nie takiej odpowiedzi spodziewała się usłyszeć. Zrobiło jej się przykro, że wywołała do tablicy przykre wspomnienia mężczyzny. A więc miał siostrę Ewę, którą mu Voi przypominała. Nie tylko wyglądem, lecz i zachowaniem. Mimo wszystko niedobrze się czuła z tym, iż pozwoliła sobie w taki sposób zaspokoić ciekawość - kosztem pogorszenia nastroju kolegi. Musiała przeprosić, sumienie wygryzłoby w niej wielką dziurę.
-Oh... przepraszam, Edward -nawet nie zauważyła, że powiedziała jedno słowo po polsku; była bardziej przejęta tym, co wyznał jej "Starszy Brat"- To dlatego w recepcji tak łatwo nazwałeś mnie swoją siostrą. To poniekąd... urocze. I czuję się zaszczycona.
Zarumieniła się jeszcze bardziej, gdy Edward ciągle prawił jej komplementy. Tu nawet alkohol nie pomógł, może dlatego, że miała go zaledwie odrobinkę w organizmie. Co to kilka łyków?
Zaraz też Przystojniak chciał jej wyperswadować parę rzeczy, w tym to co ją gnębiło. Aż tak dało się wyczytać z jej twarzy, co ją trapi? Powinna lepiej maskować się z uczuciami - to może ją kiedyś zgubić.
-Ej, ej! Nie czytaj mi w myślach, to nie jest w porządku!
Nadąsała się na krótki moment, lecz słuchała uważnie słów starszego kolegi i nie patrząc mu w oczy próbowała oswoić się z tymi radami, by nie nazywała się potworem. To nie takie proste. Co krok zdawała się sama temu zaprzeczać, aczkolwiek nie chciała sprawiać przykrości Czarnowłosemu, który już od którejś godziny starał się pocieszyć ją jak tylko umiał, a ona nadal upiera się przy swoim zdaniu. Dla niego zrobi wyjątek - przestanie o tym myśleć.
Chociaż...
...nie na długo. Ciekawość za ciekawość, rewanż tak zwany, Edward zapytał o coś, o czym z początku nie miała pojęcia. Jakoś tak wyleciało jej z głowy, że będąc przerażona w ruinie domu przedstawiła się dwoma imionami. Stres swoje zrobił. Ale kiedy tak wspomniał o Eryku... kim on był... hmm... Aż ją olśniło, a raczej zaćmiło, gdyż zbladła na twarzy i otworzyła oczy na oścież nie mogąc wysłowić się. Czy to, co pamiętała, stało się naprawdę? Nie było tego zbyt wiele, lecz wystarczająco, by uświadomić także byłego Łowcę o tamtym mężczyźnie. W przeciwieństwie do towarzysza, nie potrafiła wymigać się od odpowiedzi.
-Eryk... Eryk... to był mój... mój pierwszy...
Spuściła głowę starając się opanować emocje, lecz były o wiele silniejsze od jej drobnego ciałka i chwiejnego umysłu. Zacisnęła dłonie w piąstki, starała się wykrztusić dalszy ciąg. Coś innego się działo. Nagle poczuła na swoim ciele dziwne drgania, po kolejnych sekundach pojawił się czerwonawy dym, który szybko ulotnił się ku sufitowi, jak również multum czerwonych płatków róż. Już po momencie zamiast dziewczyny stał w jej miejscu podobny jej wiekiem młodzieniec. Blondwłosy, szczupły w posturze, urodziwy, blady jak ściana, ale z błękitnym odcieniem oczu - ani trochę przez to nie podobny do Wampira. Oto sam wspomniany Eryk zagościł u Byłego Łowcy.
Jego wygląd:
 
-...przyjaciel, a zarazem pierwszy posiłek Voi w nowym wcieleniu.
Dokończył mowę za nieobecną Zielonowłosą. Jego aura, jego wygląd, jego zachowanie, słowa... ani trochę nie przypominał Voi, tak jakby nagle ktoś zupełnie nowy wpadł w środku rozmowy, a w tym czasie Wampirzyca wyparowała. Coś w tym było. Niechcący dziewczyna znów użyła swojej mocy, która polegała na przejęciu tożsamości swojej ofiary. Tak silnie próbowała powiedzieć cokolwiek o przyjacielu, że wywołała go do tablicy. Blondwłosy młodzieniec był tylko kopią, i to niedoskonałą, swojego pierwowzoru. Jako pierwszy miał "zaszczyt" stać się tym, co widział naocznie Edward, posiadał jedynie wspomnienia z ostatniej godziny swojej egzystencji. Dokończył piwo za Wampirzycę i odparł z nutą smutku w głosie:
-Nie tak to planowałem. Kiedy dowiedziałem się, że pielęgniarki miały pozbawić Voi życia, musiałem coś zrobić. Wierz mi lub nie - odkładałem przemianę na ostatnią chwilę, ale tak bardzo zależało mi na tym, by ona żyła dalej, że musiałem jej pomóc. Mieliśmy żyć z dala od ludzi, bym mógł wyjaśnić jej wszystko na spokojnie. Zabrakło mi szczęścia. Nie dość, że nie docierało do niej żadne słowo, to jeszcze uśmierciła mnie w poniżający sposób. To nie była ona, tylko jakaś bestia. Możesz jej wmawiać, iż nią nie jest, lecz życzę Ci tego, byś nie musiał przekonywać się na własnej skórze, jaka jest prawda.
Utkwił lodowe spojrzenie w czarnych oczach Opiekuna Voi. Wiedział, że Wartownik nienawidził Czystokrwistych, był zbyt znany w kręgach Wampirów, by nie dało się go rozpoznać. Niczym Geralt z Rivii dla strzyg i upiorów. Jego wyczyny też były głośno komentowane, nawet nie wiedział jak szybko roznoszą się plotki. Eryk na szczęście nie był jego wrogiem, bo przyjaciel jej przyjaciółki będzie i jego przyjacielem, chociaż ta przyjaźń będzie szorstka jak papier ścierny. Rzucił Błękitnym okiem na tarczę zegara zapamiętując godzinę.
-Na to wygląda, że Voi jeszcze nie potrafi wracać samoistnie do swojego prawdziwego wcielenia, musimy się więc obaj pomęczyć we własnym towarzystwie... Podaj lampkę wina, Wartowniku.
Arogancki typ, lecz dla Voi był naprawdę do rany przyłóż. Tak to bywa z Nieśmiertelnymi z górnych sfer.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Pon Cze 01, 2015 9:27 pm

Ed, jedynie wsłuchał się w słowa, Voi gdy tylko padło z jej ust słowo "przepraszam" co niezwykłe młoda wampirzyca, powiedziała je w ojczystym języku Wartownika. To ciekawe. Czyżby młoda Voi, przed staniem się Nieśmiertelną w swym byłym ludzkim życiu uczyła się Polskiego? Polką na pewno nie była, gdyż imię Voi nie było Polskim imieniem. Tak czy inaczej, miło było, gdy jego "Młodsza Siostra" starała się go pocieszyć, gdy mroczne wspomnienia powoli zaczęły katować jego duszę, ale przy Voi, jego demony jak by odpuściły. Tak jak by, jakieś anielskie światło rozproszyło ciemności, a biesy jego umysłu, duszy i wspomnień uciekały przed nim w grozie i popłochu. Czy Voi, była takowym aniołem stróżem dla Ed-a? Nie wiedział tego, ale uśmiechną się jedynie szczerze w podzięce za słowa otuchy, natomiast w jego oczach biła radość i spokój ducha. Ot tak wielu lat, nie miał tego spokoju.
Wtedy to, Voi nagle z lekka naburmuszyła, się jak by coś jej się nie spodobało. Wtedy to młoda odparła bym jej nie czytał w myślach. Nie czytał w myślach? On, najzwyklejszy człowiek i czytanie myślach. Eh, ta niewiedza Voi, była czymś słodkim dla niego. Istota, gdyby chciała, to by go przerobiła na pasztet w mgnieniu oka. A tak jeszcze mało wiedziała, o "Innym Świecie" a może to przez procenty w piwie? Wiedział, że alkohol działa na każdego Nieśmiertelnego, ale nie spodziewała się, że to tak szybko na nią zadziała.
I wtedy to Voi, zaczęła mówić o owym Eryku, wyglądało, to jak by siliła, się najmocniej jak potrafi, by tylko coś sobie przypomnieć o owej tajemniczej personie. Ale wtedy coś się wydarzyło, czego Wartownik się nie spodziewał. Czego nie przewidział. Co prawda nie wystraszyło go całe to zajście, ale po raz kolejny poczuł jak trafia, w na kolejną ścianę. Dym i płatki róż? Ponownie dopadły go, tylko cztery rzeczy. Mur, głaz, beton, bezruch, gdy tylko zamiast Voi, stał inna persona. Młody, wyglądający jak nastolatek mężczyzna, blond włosy, urodziwy niczym arystokrata, blady niczym śmierć. Tylko kolor oczy, nie pasowały do obrazka ale uświadamiał sobie, że to był owy Eryk, również domyślał się, iż Voi musiała przypadkiem użyć jednej ze swych wampirzych mocy, swoją drogą ciekawa umiejętność. Ed, od od razu poznał po owej aparycji, oraz głosie, jego tonie i niemalże arystokratycznymi manierami, które można było od razu wyczuć, że chyba miał do czynienia z samym Czystokrwistym. Przeklęci Czystokrwiści. Widzący, tylko tyle co czubek swojego nosa, gardzącymi każdym, myślący że są jakimiś bogami, choć wiedział, że nie wszystkie są takie same, Jen przecież była czystokrwistą, a była niczym anioł, dość zwariowany ale anioł. Na twarzy Edwarda, szybko powróciła "Kamienna Twarz" która niczym maska zaczęła skrywać jego emocje i uczucia, przy tym wsłuchiwał się uważnie w słowa owego Eryka. W oczach powoli zaczął ponownie rozpalać się gniew i rosnąć nienawiść powonienie napełniała jego serce. A gdy Eryk nazwał Voi, bestią aż chciał wybuchnąć. Kolejny zapatrzony w siebie, wampirzy szlachetko, który jak zwykle myśli , że jego racja jest tylko jedyną i najsłuszniejszą. Ale mimo to nadal "Kamienna Twarz" królowała na jego obliczu, a że rodzice wychowywali go, że grzeczność należny okazywać każdemu, nawet czystokrwistemu Wampirowi.
- Bestią powiada pan.- odparł, ponownie głosem pozbawiony wszelkiej emocji, wyprany ze wszelkiego uczucia. Zimny, monotonny, spokojny, ale i zarazem grzecznym oraz poważnym. - Na swej drodze, spotkałem wielu Czystokrwistych którzy swymi czynami i zachowaniem udowadniali, że są jedynie Potworami. Znam również wielu Nieokrzesanych którzy swymi staraniami, pracą i nieraz poświęceniem pokazywali, że są czyści niczym łzy. Ci, których znam, walczą ze swym przekleństwem, przy którym wasza "Bestia" to tylko nędzny dziamgający ratlerek aż proszący się o porządnego kopa, i choć ta walka często bywa dla nich ciężka, a mimo to wygrywają. Potrafią żywić się na ludiach, i nie odbierać im życia. Przez to dla mnie jeden najzwyklejszy Nieokrzesany jest więcej wart niż legion czystokrwistych.
Wtedy to zakończył soją tyradę, tak myślał i tak uważał. Bo każdy ma wybór, każdy może dokonać owego wyboru, nikt nie jest na nic skazany. Wierzył w to mocno. I nikt, nie zmieni tego. Tylko Gość-Z-Góry może mieć taką moc, ale Ed i w to wątpił.
Wtedy to Eryk zażądał wina. No cóż, może zachował się troszkę tak jak by Ed- był jego służącym, ale mało jest Czystokrwistych które nie odnoszą się do ludzi jak król do podanego chłopa. Ed, jedynie wstał i podszedł do lodówki. Wyciągną wino i przygotował kieliszek dla Eryka, a w miedzy czasie gdy to robił. Rzekł do Wampira.
- Pozwoli pan, że zadam panu pytanie. Może się panu wydać dość głupie, ale ciekawość nie pozwala mi go nie zadać. - mówił, i polewał wino dla wampira. - Skąd, pan wie że jestem Wartownikiem? Czy, w obecnej chwili pan korzysta z jej wspomnień? Bo, Voi wie kim jestem. Czy może, już pan kiedyś sam o mnie słyszał?
Zadał to pytani, bo aż go ciekawiło skąd Eryk, o nim wiedział. Miał nadziej że to pierwsze jest prawdą, bo nie sądził, że jego reputacja aż tak bardzo znana jest w "Innym Świecie" zresztą nie wierzył w to. Co prawda przedstawiał się jako Wartownik, tym Nieśmiertelnym, których uratował przed Łowcami, ale to nie mogło być prawdą, że był osobą znaną w "Innym Świecie" nie za bardzo tego chciał. Gdyż sława, nie była by mu na rękę, nigdy o nią nie zabiegał i nie miał zamiaru. Gdy tylko nalał Erykowi lampkę wina, odłożył butelkę na stół i jeszcze dodał.
- Nie będzie panu przeszkadzać, gdy zapalę papierosa? - po czym ponownie podszedł do lufciku przy kuchennym oknie, i odpalił papierosa i skierował swój wzrok ku wampirowi, czekając na odpowiedź, jaką zadał Erykowi, o to skąd wie kim Ed jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Pon Cze 01, 2015 10:38 pm

-Wyjątki potwierdzają uwagę. Te wyjątki nie mogą uśpić Twojej czujności. Wiesz o tym przecież. Zgadzam się jednak z tym co powiedziałeś o Czystokrwistych - jakby nie spojrzeć, sam stałem się potworem. To przeze mnie Voi stała się wielka krzywda.
Nie był jakoś specjalnie zdołowany, przynajmniej wizualnie, ale sporo musiało go kosztować powiedzenie o sobie takiej zniewagi. Strzelił sobie moralnego samobója, mniejsza o to. I tak nie zwróci sobie życia pokutowaniem, to i zwalenie na siebie winy też nie zaszkodzi. Ot, przyjaciel do końca. Może nie zawsze potrafił okazywać przyjaźń dla Zielonowłosej, lecz jej determinacja, upór i charakter przezwyciężyły sztywne struktury, na jakich był wychowywany. To zrobiło z niego odrobinę bardziej ludzkiego sztywniaka niż inni jego pokrewni.
Może dlatego też nie wybuchnął na określenie jego przynależności rangowej do "ratlerków". Zrozumiał aluzję bez zbędnego spięcia.
O dziwo Edward zachował zimną krew i mimo służalczego tonu zdecydował się polać Blondynowi kieliszek wina. W ogóle czuł sie też komfortowo, gdy zwracał się do niego per pan, a przecież był młodszy od Wartownika. Z grzeczności więc odpowiedział na nurtujące pytania kompana przy alkoholu.
-Powiem tak: obie postawione hipotezy są prawdziwe. Korzystam ze wspomnień Voi, są tak jakby potwierdzeniem tego, co słyszałem. Trudno mi powiedzieć od kogo i co dokładnie słyszałem o Tobie, Edwardzie Hermanowski. Nie mam kompletnej pamięci, ale przynajmniej coś pamiętam. Nie to co Voi.
Pomieszał gestem ręki wino, by uwolnić jeszcze więcej aromatu z bordowej esencji, chociaż za chwilę, również pod presją bycia dżentelmenem, Edward zapytał czy może zapalić i czy będzie mu to jakoś przeszkadzać. Uśmiechnął się lekko.
-Mnie? Teoretycznie nie istnieję, więc nie - nie będzie przeszkadzać. Nie wiem za to jak Voi, chociaż do tej pory tolerowała Twój nałóg. Dziwne uczucie - wiedzieć, że jest się trupem, a mimo to mogąc patrzeć na wszystko z perspektywy kogoś żywego.
Przechylił kieliszek, zostawił z łyka i skinął głową, że nie trzeba mu dolewać, tyle wystarczy. Szczerze to nie przyszedł tutaj na popijawę, zwykły zbieg okoliczności sprawił, że wpadł niezapowiedzianie. Nie to, że nie napiłby się, chociażby krwi, lecz nie było na to czasu. Powinien jakoś lepiej spożytkować okazję do porozmawiania z kimś, kto stał się opiekunem, i jednocześnie Starszym Bratem dla jemu bliskiej przyjaciółki. Nawet, jeśli nie pałał do niego sympatią. Najważniejsze, iż Voi przy nim czuła się bezpiecznie i dobrze - miał wgląd nie tylko do jej wspomnień, lecz i uczuć. Dlatego też po krótkim namyśle zdecydował się odezwać w stronę gospodarza lokum w motelu.
-Edwardzie -lodowe spojrzenie zdawało się pękać pod wpływem odrobiny ciepła, jakie w sobie miała Voi wobec ludzkiego Łowcy- dziękuję w swoim imieniu, że zatroszczyłeś się o pannę Matti. Staraj się jednak nie wspominać jej już o mnie, Eryk to już przeszłość. Ty jesteś jej przyszłością. Wasze zdrowie.
Uniósł do góry lampkę wina i dopił do końca kieliszek z zawartości. Miał idealne wyczucie, gdyż po odstawieniu szklanego naczynia teraz jego ciało oblekła czerwona mgiełka, a wraz z nią płatki róż, by odsłonić sylwetkę znanej dziewczyny. Nie była przerażona, czy zalana łzami. Była zalana alkoholem, aż oczy świeciły się jak świeczki, a mina wyrażała pełne upojenie. Zupełnie nie wiedziała, że przed chwilą była kimś innym. Eryk zrobił chyba małą przysługę spijając młodocianą prawie że do snu. Miała jednak sporo energii, gdyż zaczęła świrować od procentów. Nawet nie zważała na skąpy ubiór, gdy siadła na kolanach "Braciszka", niemalże pod nos podstawiając zgrabne nóżki.
-Hicks! -przytkała sobie usta obiema rękoma powstrzymując czkawkę, a za chwilę radośnie podniosła obie ręce ku górze i zaśpiewała- I'm a Scatman! Skiribi-Diru-diru-ble-ru-dum! Hicks! Pa-ra-biiii-pa-pa-ra-pa-pu! Hicks! Eeeed! Śpiewaj ze mną!
Potarmosiła go po głowie szczupłymi palcami robiąc mu na głowie czupiradło, ale to nic! Namawiała go wciąż, by coś zaśpiewał, a gdy to zrobił, wtórowała mu pijacką gadką, albo śmiała się wesolutko. Oj ktoś rano będzie mieć porządnego kaca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Wto Cze 02, 2015 6:02 pm

Ed, gdy wsłuchiwał się w słowa Eryk, w jego umyśle zagnieździły się trzy rzeczy.
Pierwszą z nich to wstyd, choć jego "Kamienna Twarz" nadal ukrywała to, to jednak nie mógł nie zgodzić się z faktem, że chyba źle ocenił owego Czystokrwistego z jego słów wynikało, iż Voi, była dla niego bliską osobą, możliwe iż łączyło ich coś więcej niż zwyczajna przyjaźń. Jednak lata, jakie spędził na tropieniu i zabijaniu potworów miały wpływ na jego ocenę. W przypadku Czystokrwistych, oceniał zawsze książkę po okładce, choć jego po dokładniejszym wniknięciu w tą książkę, którą był Eryk, odczuwał że jednak on nie był do końca zadufanym w sobie wampirzym szlachetką. Bo gdyby tak było to by nawet nie próbował przyjaźnić się z człowiekiem, gdy Voi nim była. A nawet przemienił, ją by nadal mogła żyć. Ed, wiedział że wampiry przemieniają ludzi tylko w razie niezbędnej konieczności i zazwyczaj tych, do których dążyli głębokie uczucie.
Drugą rzeczą było niezadowolenie. To, że Eryk powiedział do Ed-a jego nazwisko tylko utrwalało go w przekonaniu, że jednak nie jest anonimowym człowiekiem w "Innym Świecie" Ed, nie powiedział Voi swojego nazwiska, a Eryk je znał. Ed, nie chciał sławy, lub aby ktokolwiek traktował go jak Bohatera, którym notabene nie jest, bo Bohater nie dokonuje tak masakrycznych i starszych czynów, jakich on przez dwanaście lat dokonywał w obronie Ludzi i Nieśmiertelnych przed Potworami. Ale swoją drogą, choć nie chciał sławy czy rozpoznawalności, to jednak trochę ciekawy był, jakie jest o nim zdanie tych Nieśmiertelnych, którzy jedynie o nim słyszeli, a których Ed nie miał przyjemności spotkać lub uratować. Paradoksalnie, najbardziej był, ciekaw co sądzą, o nim Czystokrwiste Wampiry, zwłaszcza na temat tego, jak kilkukrotnie uratował właśnie Nieokrzesanych przed śmiercią z rąk Czystokrwistych. Wiedział, iż Czystokrwiści najbardziej spośród Wampirów gardzili Nieokrzesanymi, choć nie zawsze, Jen akurat jest szkoda i żal Nieokrzesanych, a sama była przecież Czystokrwistą.
Trzecia rzecz, jaką nawiedziła jego umysł była Radość, kiedy Eryk podziękował mu, że zaopiekował się Voi, którą nazwał panno Matti (swoją drogą ładne nazwisko nosiła Voi. Voi Matti. Ładnie brzmi) i wzniósł toast na ich zdrowie. Ed jedynie delikatnie się uśmiechną i rzekł.
- Dziękuję. - ton jego głosu, był wtedy przepełniony radością. A gdy Eryk napominał, że to on jest jej przyszłością, serce tylko mu rosło. Nigdy nie sądził, że on może być czyjąś przyszłości. To tylko bardziej go zmotywowało do tego, aby pomóc Nastoletniej Wampirzycy, pomóc jej nieść ciężar, jaki spoczywa na jej barkach, oraz w znalezieniu sposoby by panowała nad swym Instynktem. Wiedział też, że musi być czujny względem niej, i nie dlatego że może go zakatować, już nie jeden krwiopijca przyssał mu się do gardła, i znał, sposoby by tacy delikwenci mieli, z tego powodu nieprzyjemności, ale by nie atakowała innych, to może sprowadzić na nią kłopoty i niebezpieczeństwo. To będzie trudna i odpowiedzialna praca, Ed potrafi być uparty i zawzięty, i w tej kwestii będzie.
Gdy, Ed dopalił papierosa i pozbył, się niedopałka a po czym usiadł, na krześle, Eryka spowiła czerwona mgła i płatki róż, po czym ponownie ujrzał Voi. Choć coś Wartownikowi wydawał się, ze jeszcze będzie, miał przyjemność spotka, Eryka. Voi, natomiast była zadowolona i co prawda spowodowane to było tym iż jest już "Napchana-Jak-Ruski-Plecak" to jednak wolał gdy młoda była zadowolona, a nie smutna i przybita. Zasłużyła sobie na to, po tych tym, co przeszła należało jej się, choć chwila zapomnienia. I nawet gdy usiadła mu na kolanach i swymi ślicznymi nóżkami machała niemalże pod jego nosem, Ed, jedynie uśmiechał się szczerze. Ta jej radość udzielała mu się.
- Mam zaśpiewać? - odrzekł, wesołym i przyjacielskim tonem głosu. - Co, powiesz na to?
I wtedy zaśpiewał, lubianą piosenkę przez niego, utwór Gigi D' Agostino o nazwie "The Riddle"

I got two strong arms
Blessings of Babylon
Time to carry on and try
For sins and false alarms
So to America the brave

Wise men save

Near a tree by a river
There's a hole in the ground
Where an old man of Aran
Goes around and around
And his mind is a beacon
In the veil of the night
For a strange kind of fashion
There's a wrong and a right

But he 'll never
Never fight over you

I got time to kill
Sly looks in corridors
Without a plan of years
A blackbird sings on bluebird hill

Thanks to the calling of the wild
Wise men's child

I got plans for us
Nights in the scullery
And days instead of me
I only know what to discuss

Of for anything but light
Wise men fighting over you

It's not me you see
Pieces of valentine
With just a song of mine
To keep from burning history

Seasons of gasoline and gold

Wise men fold

Near a tree by a river
There's a hole in the ground
Where an old man of Aran
Goes around and around
And his mind is a beacon
In the veil of the night
For a strange kind of fashion
There's a wrong and a right

But he'll never
Never fight over you

I got time to kill
Sly looks in corridors
Without a plan of yours
A blackbird sings on bluebird hill

Thanks to the calling of the wild

Wise men's child


A gdy tylko zakończył, spojrzał się w te jej piękne rubinowe oczy, bo to nie była jakaś typowa ordynarna czerwień i dodał nadal miłym i przyjacielskim tonem głosu.
- I jak ci się podobało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Wto Cze 02, 2015 7:10 pm

Edward mógł czuć mieszankę w głowie co do tego co myślał o Eryku, lecz nie zmienił zdania na temat Voi, od kiedy poznał zagubioną dziewczynę. Mimo wzlotów i upadków był przy niej i wspierał. Nie opuszczał w złych chwilach, potrafił cieszyć się z nią w radosnych, jak prawdziwy przyjaciel. Jak bardzo maczała w tym palce duszyczka Ewy, by tak mocno zjednoczyć różne istoty? Dwa Światy wręcz - człowieka i Nieśmiertelnego. W tej nietypowej parce, prawie rodzinnej, na szczęście dominował Edward, chociaż to miłe, że Voi była w stanie zaszczepić w mężczyźnie pozytywne emocje.
Jak na dołączonym obrazku, gdy Przystojniak nie zawahał się i przyjął propozycję (od nieco nachalnej i przyprawionej procentem) Voi.
-Taaaaak!
Ucieszyła się z odpowiedzi towarzysza i zamieniła się w chórek, który wystukiwał rękami o pobliski blat lub swoje lub Edwarda kolana. Do rytmu, gdyż okazało się, iż miała dobre wyczucie muzyczne. Może dzięki wyostrzonym, wampirzym zmysłom? Tak czy inaczej, nie mogła zaśpiewać całej piosenki z Ed'em, gdyż nie znała słów, ale słowa refrenu już za drugim razem mogła pośpiewywać pod czysty, melodyjny głos Wartownika. Nie śpiewała za głośno, by nie zagłuszyć prawdziwego piosenkarza, ale bawiła się świetnie. Jej oczy nabrały blasku i ożywienia, cała wyglądała i była szczęśliwa. Alkohol potrafi otwierać nieśmiałe duszyczki.
Kiedy nadszedł koniec utworu (a szkoda, bawili się przednio) Edward spojrzał głęboko w jej oczy i przyjaźnie z aksamitnym głosem zapytał o zdanie dziewczyny na temat jego śpiewania. Sama spoglądała w jego ciemne niczym Onyks tęczówki i z wielką radością w głosie powiedziała:
-Bardzo, bardzo, Braciszku!
Objęła go za szyję, i chociaż miała usta niebezpiecznie blisko jego tętniących żył, wcale nie myślała o jego pożywnej krwi. Co to to nie. Z niewymuszonym (nawet przez alkohol) uśmiechem zbliżyła blade usta ku jego policzkowi i złożyła buziaka w podzięce. Mógł mrozić krew z powodu zimnych warg dziewczyny, lecz nie był to pocałunek Śmierci. Później ułożyła się wygodniej na kolanach Edwarda i wtuliła swój policzek w jego tors, by zmrużyć powieki i zasnąć skulona na nim. Długie włosy niemal jak kołderka przykryły młodą wampirzycę, która już wiele dzisiaj przeżyła. Były upadki, ale i chwile wspaniałe, jak na przykład: moment wyzwolenia przez Edwarda, jego chęć pomocy, jazda samochodem, wspólne mieszkanko, lekkie zapomnienie przy procentach, wspólne śpiewanie, a teraz ten moment. Nawet będąc we śnie nie ukrywała się z łagodnym uśmiechem. Dzięki Wartownikowi mogła spać spokojnie. Dał jej coś więcej niż dach nad głową, poczucie bezpieczeństwa i pomocne ramię.
Stał się jej Braciszkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Wto Cze 02, 2015 9:22 pm

Ed, z każdą chwilą czuł się coraz bardziej radosny. Ich wspólny śpiew, był dla niego czymś wspaniałym, wręcz boskim dla niego. Aż nie mógł uwierzyć, że, obdarzy uczuciem Wampirzycę. Przedstawicielkę rasy, której jedynie nienawidziła, ale nie Voi. On była dla niego siostrą, prawdziwą siostrą tak jak kiedyś była nią Ewa. Może to właśnie Ewa, sprawiła że Ed, poznał Voi. Może jego zmarła siostrzyczka chciała, aby Wartownik ponownie poczuł radość w swym sercu.
Ewo, jeśli ty sprawiłaś, że mogłem poznać Voi. To dziękuję ci z całego serca. Moja kochana siostrzyczko. Dziękuję.
Tylko te myśli, podczas śpiewu mu przychodziły do głowy. Voi, swymi słowami tylko potwierdziła, to o czym Wartownik myślał. Nazwała go "Braciszkiem" nie wiedział czy po prostu tak młoda powiedziała przez procenty, czy może tak myślała. Ed, wierzył że faktycznie stał się jej bratem. Wampirzyca, która traktuje człowieka niczym brata. Niewiarygodne i zarazem piękne. Nawet nie zauważył jak panna Matti, objęła jego szyję nawet nie zamierzałm jej tego przerywać. Choć była blisko jego żył i pulsującej krwi, to wiedział ze nie zaatakuje go, wtedy to Voi ucałowała go w polik, Wartownik po raz kolejny zarumienił się. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz się rumienił, a zapewne było to dawno. Jeszcze w, takiej ilości jak dziś.
Gdy tylko jego "Młodsza Siostra" wreszcie powędrowała w stronę Morfeusza, Ed. Tylko delikatnie wziął ją na ręce, tak by nie zbudzić dziewczyny. Po czym skierował się w stronę łóżka, położył ją na nim i po chwili przykrył kołdro. Sam natomiast, usiadł na drugim cały czas wpatrując, się w śpiącą dziewczynę. I nim sam zasnął, ponownie pogrążył się w zadumie, snując palny. Życie lubi zaskakiwać i po raz trzeci zaskoczyło Edwarda.

***Następnego Dnia***

Słońce, już powoli zachodziło, a dzień powoli ustępował nocy. Voi, jeszcze spała, gdy Edward krzątał się po kuchni, szykując "śniadanie dla Voi" co prawda nie chodziło o krew. Jen poradziła Ed-owi, by teraz przez kilka dni unikała jakiejkolwiek krwi, a jeśli to podawać jej tylko Syntetyk. Dała też kilka, rad na temat jak Voi może walczyć z Instynktem oraz co było niebywałe zdobyła, specjalną miksturę od jej przyjaciela alchemika, przygotowanej specjalnie dla Voi. Miksturę, która ponoć wedle tego, co rzekła mu Jen, pozwoli młodej Wampirzycy, walczyć z Instynktem. Co prawda nie zniknie on jak za dotknięciem czarodziejskie różdżki, ale na sam początek to i aż nad wyraz wiele. Poza tym, zrobił małe zakupy dla Voi, kilak różnych ciuszków, telefon aby mogła mieć z nim kontakt, oraz laptop z wbudowanym modemem Wi-Fi a by dziewczyna mogła korzystać z internetu. Kiedy, kiełbaski pieczone na oleju, były gotowe, ułożył je na talerzu, do szklanki nalał, skok by młoda mogła, popić posiłek.
Gdy tylko Voi się obudziła, od razu rzekł do niej z uśmiechem na twarzy i radością w sercu.
- Dzień dobry śpiąca królewno. Jak się spało? - co prawda dziewczynę już dopadł kac, ale jako wampirzyca szybko sobie z nim poradzi. - Weź prysznic, i ubierz się. Na moim łóżku leży kilka ciuszków, mam nadzieje, że kupiłem dobry rozmiar. Ale twoje wczorajsze ubrania też są już gotowe do założenia.
I gdy tylko Voi, doprowadziła się do porządku i usiadł do świeżo co upieczonych kiełbasek, nim rozpoczęła posiłek, wtedy podał jej flakonik z ową miksturą od Jen, mówiąc przy tym.
- To dla ciebie, młoda. Coś, co może ci pomóc w walce z twoją przypadłością. Jen to załatwiła. Każdego wieczoru jak wstaniesz, wypij małego łyka tej mikstury. Co prawda nie jest to remedium i nie pozbędzie twego Instynktu, ale dzięki niej będziesz mogła się mu przeciwstawić. - mówił nadal z uśmiechem na twarzy. - Zobrazuję to tak. Twój Instynkt to gwałciciel-pedofil, który czeka na swoją ofiarę, ty Voi to poprostu Voi, a ta mikstura to metalowy kij baseball-owy który dzierżysz w dłoni. Gdy cię on zatakuje wtedy co zrobisz? Walniesz go porządnie w ten jego parszywy łeb.
Wtedy to, gdy zakończył ponownie, podszedł do okna, otworzył lufcik i zapalił kolejnego papierosa. Kiedy, spalił a Voi, skończyła posiłek. Odparł ponownie.
- Mam pomysł. Żebyś nie siedziała tu sama jak palec, rusz ze mną na wartę. Nie martw się, nawet jeśli by coś miało by się stać. Będę w pobliżu, by cię ochronić.
I gdy młoda, się zgodziła nie pozostało, nic innego jak ruszyć. Po chwili obydwoje znaleźli się w jego Impali i ruszyli w kierunku miasta.

z/t obydwoje. Hyde Park. Staw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Czw Cze 04, 2015 11:11 pm

Po godzinie kolejnej jazdy wreszcie Ed, wraz z Voi i nieznajomą wróżką dojechali do motelu. Była już późna godzina i pracownicza w dyżurce akurat drzemała, dzięki temu bez problemu wniósł zarówno nieprzytomną Voi, jak i ową dopiero co uratowaną i jeszcze nieznaną mu wróżkę. Ułożył wygodnie Voi na jej łózko, a wróżkę na swoim łóżku. Gdy wreszcie, obydwie były w bezpiecznym miejscu, czyli motelowym pokoju, Ed, powrócił do Impali i ruszył w kierunku bliskich lasków, aby tam pozbyć się truchła łowcy. Zajęło mu to nie więcej niż dziesięć lub piętnaście minut, i kiedy uwiną, się z mięsem Łowcy powrócił, do pokoju.
Voi i wróżka słodko sobie spały przykryte kołderkami, a Ed nie zamierzał nawet ich budzić. Niech sobie śpią. Po dzisiejszych rewelacjach obydwie zasłużyły na porządny sen, Wartownik jedynie ponownie podszedł do kuchennego okna i otworzył je robiąc niewielki lufcik i zapalił papierosa aby, nikotyna troszkę uspokoiła Ed-a, co prawda czar wróżki chyba jeszcze oddziaływał na Ed-a, bo był nadal senny, ale buzująca w jego ciele adrenalina nie pozwalała Wartownikowi nawet pomyśleć o śnie. Na razie musiał teraz czuwać nad Voi i wróżka do czasu aż się nie obudzą. Stojąc przy lufciku i powoli zaciągając się papierosem, cały czas patrzył się, a to raz na Voi, a to raz na wróżkę. Co ciekawe, czół dumę z Voi, gdyby chciała, to wtedy w parku mogła, wciągnąć to wróżkę niczym odkurzacz kusz, ale nie zrobiła tego.
Sposób, w jakim wtedy chłeptała jej krew dla Ed-a był dowodem, że Nastoletnia Wampirzyca, choć uległa Instynktowi to jednak ta mała iskierka jej oporu tliła się w niej, gdy konsumowała posokę wróżki, i to na tyle długo, że dała Wartownikowi czas, aby ją odciągnąć od nieznajomej. I choć na samym początku Voi, będzie znowu się o to obwiniać, że uległa, to niezależnie od tego było to jej pierwsze wielkie zwycięstwo. I Ed postanowił ją w ty uświadomić, gdy tylko wstanie.

Ooc: Wybaczcie taki krótki post, ale pomysłu nie miałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Pią Cze 05, 2015 8:18 pm

Już na początku snu czuła odrobinę ciepła. Jego źródło nie pochodziło od świeżo wypitej krwi Wróżki, a skądś poza jej ciałem. Tak jakby ktoś opatulił ją czymś ciepłym. Skąd mogła wiedzieć, że niedoszła ofiara mordu wtuliła się przed snem w niedoszłą zabójczynię? Była tak wykończona i wycięta z życiorysu, że nie drgnął jej żaden mięsień, nawet jak została przetransportowana do Impali Edwarda, który nie wiedzieć czemu uratował ją. No dobrze, dobrze - wiadomo, był bardzo związany z Voi, poniekąd ona z nim też, ale żeby ratować bestię? Turkusowowłosa miała pierwszeństwo w byciu ratowaną, wszak była niewinna, ranna, przerażona, a Voi? Tylko to ostatnie, gdyż dzięki regeneracji szybko zabliźniała się rana na czole, poza tym nie można było rzec o Wampirzycy, iż jest bez winy. To wszystko jej sprawka: zły stan zdrowia nieznajomej, zmęczenie ciągła opieką Edwarda, już nie wspominając o tych wszystkich, którzy nie żyją z jej powodu. Bezpośrednio lub pośrednio.
Nie wiedziała ile trwało odrętwienie ciała, lecz w końcu odpuściło. Czarne żyły odrobinę schowały się pod białą, pergaminową skórą Zielonowłosej, ale co najważniejsze dla niej - odzyskała władzę w kończynach. Już nie była pozbawiona kręgosłupa szmacianą lalką rzuconą na łóżko, która bez lalkarza nie drgnęła ani o milimetr. Dopiero szmer kołdry oznajmił, że nieznacznie, lecz mogła się przemieszczać. Sen trzymał tak twardo, iż musiały minąć kolejne godziny, aż otworzyła powieki. Akurat miała głowę przekręconą na bok, na sąsiednie łóżko, gdy jej czerwone tęczówki dostrzegły nową twarz. Też śpiącą, aż zbyt twardo jak na kogoś żywego. Tak jej ta myśl przetrąciła w głowie, że w mig otrzeźwiała i odsunęła się na drugi skraj łóżka, ale za bardzo, więc zwaliła się całym ciałem na podłogę z niemałym hukiem. Bardzo prędko też zaczęła się cofać na czworakach ku najdalej położonej od tajemniczej Wróżki ścianie, do której przywarła plecami. Szybko rzuciła na siebie kołdrę, z której zrobiła kokon z malutkim otworem na górze (niczym indiańskie tipi) i tak chciała schować się przed wzrokiem Edwarda. Teraz tylko wystarczyło, by Wartownik związał Voi sznurem i gotowy pakunek do zakopania w ziemi, albo zrzucenia z mostu. Tkwiła tak w kokonie, jakby sama sobie wymierzyła karę, i nie odzywała się. Tam w środku dziewczyna płakała, bezdźwięcznie, lecz trzęsła się jak osika. Ze strachu, iż przyczyniła się do kolejnej niepotrzebnej śmierci. Z bojaźni, że nie podoła walce z bestią. Z lęku, iż nie istniała żadna bestia, tylko... ona nią była, od stóp do czubka głowy. Jak wypiła łyk fiolki mającej przeciwstawić się negatywnym bodźcom Nieokrzesanego Wampira, to czuła, jakby samą siebie otruła, jakby przyczyniała się do swojego samobójstwa. Braciszek był nieopodal niej, to on ją uratował z opresji, chociaż nie powinien. On zabijał takich jak ona. Powinien był to zrobić tam, nad stawem. Albo jakoś zmusić Voi, by sama się zabiła. Może powinna wypić całe to świństwo od Jen naraz? Wykorkowałaby z tego wszystkiego i inni mieliby święty spokój.
Pamiętała urywki, niewielkie, lecz przesycone czymś, czego nie umiała określić. W tamtej chwili tak jakby czuła konieczność, by spijać krew z Rogatej Wróżki, tak jakby musiała też za wszelką cenę odsunąć od siebie Edwarda, by jej nie przeszkadzał - sam kopniak też miał usprawiedliwienie. Ale teraz? Teraz cholernie brzydziła się siebie, tego co zrobiła, tych "motywacji", które ją nakręcały. Nie potrafiła pojąć... przecież nie chciała nikogo krzywdzić, chciała walczyć z niepotrzebnym przelewem krwi. Nie bez powodu wzięła kartę upoważniającą ją do odbioru krwi z Księżyca Łowcy, nie bez powodu słuchała rad Wartownika i brała do serca jego słowa. Nie była w stanie ogarnąć rozumem tego, jaka potrafi być dwulicowa. Nie chciała...
A pod ścianą trwał i trwał niewzruszenie chochoł z kołdry i niemych łez.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nim
Leśna
avatar

Posts : 10
Join date : 15/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Pią Cze 05, 2015 10:48 pm

Nim czuła ciepło. Musiała też leżeć na czymś miękkim. Było to nieco dziwne biorąc pod uwagę, że ostatnimi rzeczami, które zapamiętała i które wciąż gdzieś tam kołatały się w jej główce były strach i przejmujący ból. Kły zaślepionej nieposkromionym głodem wampirzycy, zagłębione w szyi wróżki. Jej przerażające, czerwone ślepia. I zimno wilgotnej ziemi. Potworne obrazy z wczorajszego wieczoru stanęły przed jej oczami, po kolei, jak film - część zgodna z prawdą, część przekształcona przez jej wyobraźnię. Niemniej sprawiły one, że turkusowowłosa raz-dwa z piskiem poderwała się do pozycji siedzącej, prawie że spadając przy tym z łóżka. Oddychała szybko, a rozszerzone oczy lustrowały pomieszczenie, w którym się znalazła. Nie miała bladego pojęcia gdzie jest ani skąd tu się wzięła. Jakby nie było, jeszcze chwilę temu była w parku a potem... długo nic... i teraz znowu jest... gdzieś. Uch! Jej wzrok błądził, szukał czegoś znajomego w obcym pokoju. Nasłuchiwała. Była tu sama? Powoli, ostrożnie zrzuciła z siebie kołdrę i wstała z łóżka. Rzut okiem na jej splamioną krwią sukienkę wywołał u niej jeszcze większą trwogę. Tyle strachu się najadła i to w tak krótkim czasie! To było dla niej zdecydowanie za dużo. Była wyczerpana i wciąż nieszczególnie przytomna. Kręciło jej się w głowie, oparła się więc o ścianę żeby nie upaść. Jej chorobliwa bladość była wręcz alarmująca. Dotknęła dłonią szyi, jakby chcąc upewnić się czy jej wspomnienia odnośnie wczoraj są rzeczywiście prawdziwe. Palce napotkały bliznę w kształcie róży. Po dotknięciu tego miejsca poczuła piekący ból. Szybko zabrała rękę. Wyglądało na to, że owszem, były jak najbardziej prawdziwe, co ani trochę jej nie uspokoiło.
Zamglone spojrzenie Nim napotkało trzęsącą się kołdrę pod ścianą naprzeciwko niej. Zainteresowało ją to, no bo... Ruszająca się kołdra? Ciekawość przeważyła nad rozsądkiem. Powolutku, na paluszkach, zbliżyła się do kokonu Voi, gotowa w każdej chwili zbiec. Przykucnęła tuż przed nim i dźgnęła go palcem. Zdawać by się mogło, że w środku coś było! A kołdra nie przestawała drżeć... Dziwna sprawa. Jednak zainteresowało ją to na tyle, że lęk, który ogarniał ją chwilę temu został stłumiony. Wróżka zmniejszyła się do rozmiaru zbliżonego do pączka kwiatu i przez malutki otwór na górze wleciała do środka tego "indiańskiego tipi". Tam zaś jej oczom ukazał się nie kto inny jak Voi! W tym miejscu warto dodać, że Nim zupełnie nie skojarzyła zielonowłosej z bestią, która wyssała z niej krew. Nie miała pojęcia, że to ona. Dlatego też zamiast pierzchnąć w tej chwili gdzie pieprz rośnie, wróciła do normalnego rozmiaru i przykleiła się do Nieokrzesanej.
- Voii! - zawołała radośnie. Nie jak ofiara do swej niedoszłej morderczyni. Niestety, nie miała jeszcze pojęcia, że ta druga jej nie pamiętała. No i przy okazji trochę zepsuła ten dziwny kokon, bo okazał się zbyt mały dla nich dwóch. Uniosła główkę, na której malowało się zadowolenie i... ujrzała wtedy, że wampirzyca płacze. Zdziwiło ją to, no bo... nie rozumiała dlaczego tak. Przecież nic się nie stało, prawda? Tamten dziwny potwór zniknął.
- Voi, Voi... - powtarzała uspokajająco, ocierając łzy z jej buzi. Podzieliła się z nią nawet radością, która wypełniała ją samą na jej widok i swego rodzaju nadzieją. - Nie płacz, Voi. Nie płacz! Cii... Dobrze już. Nie ma potwór, potwór sobie poszedł. Ciii...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Pią Cze 05, 2015 11:39 pm

Lokacja - Hyde Park - Staw

Po opuszczeniu apartamentu skierował się po prostu przed siebie by zwyczajnie się przejść i odpocząć od bycia dobrym wujkiem. Nie pasowało to do niego by tak grzecznie znosił wszystko co się wokół niego działo a jeszcze chwilę temu robił z siebie kogoś nadludzko cierpliwego. Wiele rzeczy denerwowało go nieludzko a przy zielonowłosym młodzieńcu dostał jakby stalowej cierpliwości co było do niego niepodobne. Im bardziej oddalał się od swojego miejsca zamieszkania i zbliżał się do Hyde Parku tym bardziej wyraźny był unoszący się w powietrzy zapach posoki. Nie sądził by to była zwykła ludzka krew więc zaciekawiło to czystokrwistego, kierował się dalej w tym kierunku prowadzony przez słodką woń szkarłatnej posoki. Kiedy dotarł na miejsce nie zobaczył tam niczego co mogłoby go zainteresować, w końcu nie było tu ani jakichś rozszarpanych zwłok, ani jakichkolwiek istot a jedyne co pozostało to ślady krwi oraz jej zapach. Na twarzy wampira pojawiła się bardzo niezadowolona mina gdyż liczył na to, iż zastanie tu jakąś makabryczna sytuację ale najwyraźniej się trochę spóźnił. Podrapał się w swoją białą czuprynę i przykucnął w miejscu gdzie znajdowały się jakieś ślady krwi. Kiedy przesunął po niej palcami od razu wyczuł, iż była świeża gdyż nie zdążyła zaschnąć, zlizał krew z palców i już doskonale wiedział, że to z pewnością nie była zwykła krew śmiertelnika w końcu istniał już wystarczająco długo by móc odróżnić krew zwykłego człowieka od krwi jakieś nieśmiertelnej istoty. Podniósł się na nogi i po zapachu ów posoki kierował się w stronę miejsca gdzie do niedawna stało jakieś auto, wyczuł w tym miejscu woń krwi wymieszaną ze smrodem spalin pojazdu. Taki zapach wcale nie był przyjemny a wręcz odpychający. Może i sam podróżował czasem samochodem ale na pewno nie lubił zapachu spalin aż dziw że potrafił mieszkać w mieście gdzie ten zapach nigdy nie znikał i powinien doń przywyknąć choć to było raczej niewykonalne. Yamada wzruszył jedynie ramionami kierując się w stronę w którą najpewniej odjechał ów czterokołowy pojazd. Kiedy był mniej więcej w połowie drogi do obrzeży miasta zatrzymał się gdyż podmuch wiatru ponownie wprowadził w jego nozdrza zapach tej samej posoki którą wyczuwał nad stawem. Nie podobało mu się to, że ktoś sobie tak przeskakuje z miejsca na miejsca i do tego z kimś rannym kto najwyraźniej stracił sporo krwi co wydedukował po śladach nad stawem oraz to iż mógł ów zapach odczuć nawet tak daleko chociaż nie, wiatr zawiał z zupełnie innego kierunku, a mianowicie z tego w którym obecnie podążał. Ruszył w kierunku z którego wiał wiatr by dotrzeć do źródła pochodzenia tej woni. Nie, nie chciał pożywić się na rannej osobie jeszcze tak nisko nie upadł żeby żywić się na kimś kto i tak stracił krew z nieznanych mu jeszcze powodów.
_____________________________

Lokacja - Tutaj motel

Podążał prowadzony zapachem poskoki aż dotarł w miejsce którego wolałby raczej nie odwiedzać bo niby kto chciałby mieszkać choćby jedną noc w takiej ruinie? No na pewno nie on miał zbyt duże przyzwyczajenie do posiadania obszernych powierzchni mieszkalnych. Kiedy tylko zatrzymał się przed motelem zaczesał swe białe kudły by nie pozostawały w nieładzie oraz poprawił kurtkę po czym przekroczył drzwi ów niezbyt przyjemnego dla niego miejsca, nawet nie zbliżył się do miejsca zwanego recepcją czy też dyżurką zwyczajnie je ominął kierowany unoszącym się zapachem krwi. Chwilę włóczył się po ów motelu sprawdzając dokładnie z którego to pomieszczenia jest wyczuwa ten właśnie zapach. W końcu doprowadził on go aż do pewnych drzwi przed którymi zatrzymał się na chwilę by następnie niczym taran wywarzyć je i zwyczajnie wleźć do pomieszczenia zwanego pokojem. Hałas jaki stworzył był wystarczająco głośny by porządnie nastraszyć obecne tu osoby. Wampir rozejrzał się po pomieszczeniu szukając zarówno osoby której krew przyciągnęła go aż w takie miejsce oraz pozostałych źródeł zapachu jakie wyczuwał w miejscu „zbrodni”

OOC:
 

//zrobiłem dwa posty w jednym żeby nie zaśmiecać jednopostową obecnością tematu//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Sob Cze 06, 2015 5:54 pm

I tak w końcu Nastoletnia Wampirzyca wreszcie się obudziła, jednak jej reakcja, gdy zobaczyła nieznajomą Rogatą Wróżkę, z przerażeniem niemalże wyskoczyła z łóżka, po czym czołgając się po ziemi i zarazem owijając się kołdrą niczym w "kokon" w końcu zatrzymała się w rogu motelowego pokoju. Ed wpatrywał się jak owy "kokon" drżał, od razu Wartownikowi zrobiło się ciężko na sercu, gdyż wiedział co jego "Młodsza Siostrzyczka" teraz przezywa. Nie. On wręcz czół jej strach, ból i smutek. Udzielały mu się te emocje niemiłosiernie. Tak samo, jak w zaułku nieopodal Księżyca Łowcy. Choć nie słyszał żadnego dźwięku, to także czół, że płacze. To było, tak jak by łzy ciekły, z oczu Wartownika.
Ed chciał podejść do dziewczyny, by ponownie podnieść ją na duchu, jednak nim wykonał jakikolwiek ruch, wtedy to jego uwagę przykuła właśnie Nieznajoma, która też się przebudziła.
Przez pierwsze chwile, zdezorientowana badała wzrokiem pokój, co Ed-a nie zdziwiło. Ponad Godzinę temu, znajdowała się wyczerpana w Hyde Parku, a teraz znajdowała się w motelowym pokoju. Dla niej musiała to być zaledwie chwila, choć minęło troszkę czasu od incydentu który wydarzył się nad stawie.
Wtedy, to na oczach Wartownika wróżka zmniejszyła się do rozmiarów kwiatowego ponka i poleciała w stronę rozdygotanego "Kokonu" z kołdry, w którym znajdowała się Voi. Ten, jej czyn sprawił, że Wartownik poczuł radość w sercu, nie dość, że owa Wróżka musiała znać Nastoletnią Wampirzycę, kiedy była jeszcze człowiekiem, to nawet nie przeszkadzało jej, że przed dosłownie niedawno, była wysysana przez "Młodszą Siostrzyczkę" Wartownika. Nie, nawet dla tej małej wróżki, Voi nie była potworem, tak samo jak nie była potworem dla Ed-a. Gdy tylko, wróżka przybrała typowo ludzki wzrost, przy tym niszcząc ten "Kokon" w którym zamknęła się Voi, od razu zaczęła ją pocieszać, oraz ocierać łzy z jej oczu. Voi, choć jeszcze o tym pewnie nie wiedziała, to znalazła dawną przyjaciółkę, bo tylko ktoś, kto jest dla kogoś przyjacielem, tak się zachowuje, oraz zapewne zdobyła kolejnego sprzymierzeniec, który jak Wartownik będzie chciał pomóc młodej, w noszeniu ciężaru, który spoczywał na jej barkach. Ten, obrazek jeszcze bardziej motywował Ed-a, by nadal wspierać Voi. Zresztą, wróżka już zaczęła to robić za Wartownika.
Niestety, życie lubi zaskakiwać. I dało tego po raz kolejny dowód.
Potężny hałas, który przypominał wyważanie drzwi, nakazał Wartownikowi skierować wzrok ku właśnie drzwiom. Przez mikrosekundę, Ed-a ogarną szok. Bo do pokoju wtoczyła się jakaś kolejna nieznana osoba, mężczyzna blady niczym ściana, czerwonooki, czeszący pomieszczenie swym wzrokiem. Ten nieznajomy był wampirem. Było to po nim widać jak jasna cholera, aż ociekał tym swoim wampiryzmem. Wtedy to, Ed-woi po plecach przeszły lekkie ciarki, nie dlatego że owy wampir wparował tu jak byk po wypiciu cysterny espresso, oraz nie dlatego że to był wampir.
Powodem, dla którego ciarki przeszły mu po plecach był owy obrazek, który ukazał się gdy, tylko Wartownik poukładał, elementy układanki. I ten obrazek, wcale u się nie podobał. I to naprawdę wcale, bo obrazek wyglądał tak, że ten wampir wyczuł zapach krwi, a jedyną osobą, której krew była poza żyłami to był nikt inny jak Rogata Wróżka, i zapewne to wampirzydło spragnione posoki, przybyło na posiłek.
Rogata Wróżka, ale i także Voi poraz kolejny znalazły się w niebezpieczeństwie, a broń Ed-a, znajdowała się zamknięta w bagażniku jego Impali. Sytuacja wręcz beznadziejna, nawet możliwe, iż katastrofalna. Ale Wartownik nie zamierzał się poddawać strachowi i trwodze, nie po to ocalił Voi i Wróżkę przed Łowcami, by teraz pozwolić, aby jakaś pijawka zrobiła sobie ucztę z krwi Nieśmiertelnych dziewcząt.
Nie doczekanie twoje Pijawo.
W tym momencie, dla Wartownika każdy przedmiot i mebel znajdujące się w motelowym pokoju musiały stać się bronią. Nie miał innego wyjścia.
Wtedy to, wypościł papierosa z palów i starał się jak najszybciej dorwać, do swoje ręki dość dużą drewnianą dechę do krojenia chleba, a która leżał na kuchennym blacie, by cisnąć ją w, wampira z całej siły, jaką miał. Adrenalina i gniew oraz nienawiść do Wampirzej rasy tylko były w tym pomocne.
Wartownik wiedział, że deska nie zrobi mu nic, ale nie o skrzywdzenie chodziło. Ale o to, by odwrócić uwagę wampira od Voi i Wróżki, a żeby jego uwaga skierowała się ku desce.
Po czym wartownik próbował jak najszybciej dorwać kuchenne krzesło, aby cisną nim w wampira tak samo, jak z dechą, z całych sił, jakie miał. Wartownik próbował też w ten sposób jakoś zdekoncentrować go, oraz kupić dla siebie trochę czas, aby mógł wykonać jego trzeci krok. A mianowicie, Wartownik spróbował jak najszybciej podnieść kuchenny stół, i starał się przy jego pomocy staranować wampira, tak by padł plackiem na podłogę.
Jeśli, to wszytko wypali i Ssakopij będzie znajdował się na łopatkach, Wartownik spróbował przygnieść wampira, owym stołem kuchennym, po czym starał się wejść na blat w pozycji klęczącego rycerza podczas przysięgi lub pasowania, by swoim ciężarem, jeszcze bardziej przygnieść wampira do podłogi.
Jeśli, i ta sztuka się udała, Wartownik krzykną, nie, wrzasną w kierunku Voi i Rogatej Wróżki.
- VOI! ZABIERZ TĘ WRÓŻKĘ I UCIEKAJCIE STĄD! RATUJCIE SIĘ! NATYCHMIAST! - wartownik wiedział, że ten plan na długo nie zatrzyma wampira, ale przynajmniej na tyle długo, żeby Voi i Wróżka mogły zwiać stąd, bo one w tym momęcie były najważniejsze. Też dodał to nieznajomego wampira. - Jadłodajnia zamknięta, koleś. - powiedział to, by wampir wiedział to iż Wartownik wie, kim o jest, oraz tonem głosu mówiącym od razu, że Ed się nie obawia go.

Ooc: Mam nadzieję że, w poprawny sposób napisałem fragment związanym z działaniem Ed, względem wampira. Ale, jeśli coś jest nie tak, to powiadomcie mnie, bym poprawił to co źle napisałem. ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Nie Cze 07, 2015 12:27 pm

To było oczywiste, że kokon z kołdry nie odgrodzi ją od świata i że nikomu nie zrobi już krzywdy, lecz chciała się łudzić jak najdłużej to było możliwe. Nikt też nie musiałby patrzeć na jej łzy, które mogły ich obrzydzać - wszak sama była sobie winna - ale Voi przez łzy chciała wyspowiadać się przed samą sobą. Kto inny chciałby ją słuchać? Edward? Tak topornej w pojmowaniu cennych lekcji podopiecznej chyba nigdy w życiu nie posiadał, tyle czasu jej poświęcił, a Voi ciągle popełniała te same błędy. Nawet jego komenda, nawet jej szczere chęci do posłuszeństwa zdały się na nic. Był jej "Braciszkiem", którego nie chciała zawieść, i co? Ile razy jej podał rękę, a ile ona mu wyssała już czasu, które idzie na marnotrawienie? A ta prześliczna nieznajoma, którą uśmierciła nic jej nie powie, przecież nie żyje! Przecież straciła panowanie nad sobą, jak inaczej mogło to się skończyć?!
Jedna z łez, która spływała po jej bladym policzku, natrafiła na przeszkodę. Ktoś z zewnątrz prawie dźgnął ją w oko, na co nieco się skuliła i ponownie zadrżała. Czyżby Edward chciał czegoś od niej? Ale... ale nie miała odwagi mu spojrzeć w twarz, wyjść z lichego ukrycia. Ponownie zamknęła powieki i potoczyły się lodowate łzy. Lecz to ktoś inny do tego stopnia zainteresował się namiotem z kołdry, że zdecydował się sprawdzić w nietypowy sposób kto siedzi w kokonie. Przez jedyny otwór u góry ktoś maleńki i delikatny w swej strukturze zajrzał do środka. Voi miała wciąż przymknięte powieki, jednak nie na długo. Ruch i więcej światła skłoniły Zielonowłosą do otwarcia oczu, by za moment zobaczyć cud. Śliczna, drobna (ale w ludzkich rozmiarach) Wróżka znad Stawu nie tylko zawołała Wampirzycę po imieniu. W dodatku wtuliła się w pannę Matti i jakby była Aniołkiem pocieszała ze wszystkich sił niedoszłą morderczynię. W wielkim osłupieniu patrzyła się na Turkusowooką, która swoimi ciepłymi, chociaż jeszcze bladymi paluszkami, strąciła resztę łez z policzka Voi. Zupełnie nie wiedziała jak powinna zareagować na to wszystko, co w tej chwili miało miejsce. Im dłużej były wtulone w siebie, tym Długowłosa robiła się spokojniejsza. To dzięki mocom Wróżki, która przekazywała pozytywne emocje. Nawet ośmieliła się podnieść drżącą dłoń i objąć w tyle główki Tajemniczej Dziewczyny i głaskać z troską.
-Tak się cieszę... tak się cieszę, że żyjesz.
Wtuliła Wróżkę jeszcze mocniej do siebie i znad jej Rogatej główki posłała lekki uśmiech przez zaschnięte łzy w stronę Wartownika. Wiedziała, że przyczynił się do uratowania obu Nieśmiertelnych. Nie było mowy, żeby po tym co zaszło nie przyłożył wszelkich starań, aby dziewczyny były bezpieczne. Już go trochę zdążyła poznać, z samego jego fachu. Ruszając samymi wargami (może żeby nie spłoszyć uroczej, dobrej Wróżki ze swych ramion) wypowiedziała w jego stronę: "Dziękuję, Ed". Przez tę chwilę czuła się naprawdę szczęśliwa, tak jakby była przez kilka minut kimś innym, częścią zwykłej, kochającej się rodziny. Nic nie może jednak wiecznie trwać.
Bowiem nim zdążyła zapytać się Turkusowookiej dziewczyny skąd znała jej imię (i dlaczego zdecydowała się na ten miły gest - ale przypływ pozytywnego nastroju odrzucał ów myśl, tak jak i o potworze), gdy wielki huk rozwalił w drobny mak drzwi do pomieszczenia, a w ich progu stał Białowłosy nieznajomy. To spojrzenie... ta aura... t-to był Wampir. Ale skąd on tu? Po kogo przybył? Czego chciał? O nie, ubranie Wróżki jak i bandaż na jej stópce przesiąkł (dla Voi) lekkim zapachem krwi. Musiał mieć niezłego nosa, albo ich śledzić od Stawu. Szybko poderwała się na nogi  z wtuloną Wróżką, którą zasłoniła swoim ciałem. Prawie identycznie, jak kiedyś Nim zasłoniła Voi przed furią Tytanii - zrobiła to jednak zupełnie nieświadomie, i bez pamięci o tym wydarzeniu. Po prostu poczuła powinność zapewnienia Wróżce jak najlepszej ochrony, tylko pytanie czy akurat Zielonowłosa nadawała się do tej roli?
Zaraz miało dojść do dantejskich scen, do których nie chciała dopuścić. Miała ogromnie złe przeczucia, dlatego zawołała:
-Ed! -krzyknęła za Braciszkiem- Nie rób tego!
Lecz jej głos nie dotarł do jego uszu, tak jakby w rewanżu za tamto zdarzenie ze Stawu. Ciskał w Wampira różnymi przedmiotami, chciał go odciągnąć od drzwi i dać czas dziewczynom na ucieczkę. Ale... Edward nie miał przy sobie żadnej broni! W dodatku jak walczył z Wampirem, który już wiedział jak zapanować nad sobą, a jednocześnie był śmiertelnie niebezpieczny... dlaczego teraz nie może użyć siły bestii, jaką w sobie miała, by pomóc Wartownikowi?! Ciągle zasłaniała sobą dostęp do sympatycznej Wróżki, której już chciała oszczędzić wszelkich złych przygód, zwłaszcza, iż była taka dobra dla Voi. Była przerażona, lecz dzielnie chroniła Nieśmiertelnej, żeby nawet odłamek mebla nie zrobił jej krzywdy. Wtedy padły te słowa Edwarda:
- VOI! ZABIERZ TĘ WRÓŻKĘ I UCIEKAJCIE STĄD! RATUJCIE SIĘ! NATYCHMIAST!
Tak bardzo nie chciała zostawiać Braciszka z nieznajomym, jednak z miejsca posłuchała i wzięła Rogatą Wróżkę na swoje ręce, by nie musiała następować na ziemię poranioną stopą. Niczym błyskawica wybiegła z lokalu i nie odwracając się za siebie modliła się w myślach, by Edward też jakoś uciekł z tamtej opresji. Białowłosy Wampir miał w sobie coś, co przyprawiało ją o ciarki, i mimo to, że Wartownik zajmował się swoją służbą, to miała wielkie obawy co do finału. Ale biegła, jak jej przykazał, przez korytarz, omijając zgrabnymi susłami przeszkody i napotkanych ludzi. Kaptur z jej głowy spadł przy pierwszym skręcie, ale jeszcze było sporo drogi do wyjścia. Z lekką zadyszką, mocniej zaciskając palce na drobnym ciałku Wróżki i z zaciętą miną kierowała się ku wyjściu. Mniej więcej pamiętała drogę, jeszcze kawałek, jeszcze trochę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nim
Leśna
avatar

Posts : 10
Join date : 15/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Nie Cze 07, 2015 3:17 pm

Wróżka zawzięcie ocierała łzy z twarzy Voi. Żadna z nich nie miała prawa spłynąć dalej niż na policzek! Przy tym cały czas uspokająjąco cichała, przytulona do wampirzycy. Och, gdyby tylko wiedziała, że osoba, w której objęciach się teraz znajdowała była tą samą osobą, która wcześniej upuściła jej "trochę" krwi... Wtedy mogłaby nie być tak uśmiechnięta i łagodna jak teraz. Ba, na pewno by nie była... Ale nie wiedziała. Dlatego też posłała zielonowłosej kolejny uśmiech, kiedy ta uniosła na nią wzrok i wtuliła się w nią jeszcze bardziej. Wyraźnie z siebie zadowolona, zamknęła oczy i złożyła głowę na jej piersi. Było jej tak przyjemnie, kiedy dziewczyna ją głaskała... Mogłaby zasnąć w takiej pozycji. Wampirzyca może i nie była zbyt ciepła, niemniej w ogóle jej to nie przeszkadzało. Było jej mięciutko, milutko... Do tego czuła, że jej towarzyszka była już spokojniejsza, co też bardzo ją ucieszyło. Co prawda jej słowa nieco ją zaskoczyły - cieszy się, że Nim żyje? Przecież to oczywiste, że żyje, dlaczego miałoby być inaczej? Nie docierało do niej, że przez jej kamienny sen i zupełny bezruch Voi wzięła ją za trupa. Swoją drogą, kto kładzie truchło w łóżku i przykrywa kołdrą?
Niemniej nie dane jej było zasnąć w objęciach dawnej przyjaciółki... W pokoju rozległ się wielki huk, a z drzwi do pomieszczenia pozostały zaledwie drzazgi. Już sam hałas bardzo przestraszył wróżkę, jednak nie tak bardzo jak osoba, która stanęła w wejściu. Nim zbladła jeszcze bardziej niż wcześniej, była bielutka jak kartka papieru. Zaczęła się trząść, dygotać na całym ciele w przestrachu, wpatrując się w ową przerażającą postać. A właściwie to w jej oczy, które najbardziej przykuły jej uwagę. Czerwone ślepia... Bestia... Potwór... Park... Krew...
- P-Potwór! Potwór! Wrócił po mnie! Wrócił! - pisnęła, ogarnięta obezwładniającą paniką. Nie docierało już do niej to, co działo się wokół. Nie zwróciła uwagi na Eda, ciskającego w bestię meblami i czym tylko się dało, aby kupić im trochę czasu na ucieczkę. Ani Voi, która zasłoniła ją własnym ciałem przed nieznajomym. Była tylko ona, czerwonookie monstrum i strach, który przypominał jej o wydarzeniach z wczorajszego wieczoru.
Kurczowo przylgnęła do wampirzycy całym ciałem, gdy tylko znalazła się na jej rękach. Cały czas okropnie się trzęsła. Spod zamkniętych oczu ciurkiem ciekły łzy. Skuliła się w sobie, cały czas powtarzając to jedno, jedyne słowo.
Potwór... Potwór... Potwór...
Złapie ją...
Zabije...
Złapie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Nie Cze 07, 2015 11:24 pm

Ledwie wprosił się do ów pomieszczenia, a już rozległy się krzyki, ba nawet został nazwany potworem. No cóż tak już czasem bywało był przecież wampirem a te każdy uważa za potwory choć nie wiedział z jakiego powodu został tak określony przez nieznaną mu istotę która panicznie się go bała. Nie minęła chwila jak poleciała w jego kierunku drewniana deska do krojenia, no to była jakaś odmiana bo w końcu zwykle ciskano w niego jakimiś srebrnymi nożami czy czymś podobnym. No cóż najwyraźniej ów osobnik nie miał nic lepszego pod ręką i chyba próbował tylko odwrócić jego uwagę od obecnych tu dziewcząt które ciut się przestraszyły. No cóż nie dziwił się temu w końcu wszedł tu jak rozwścieczony i przerobił drzwi na drzazgi no cóż nic już na to nie poradzić. Złapał lecącą drewnianą deskę i wolnym krokiem ruszył w kierunku osoby która atakowała go przeróżnymi przedmiotami gdyż kiedy tak sobie powoli się zbliżał poleciało w jego stronę krzesło. Złapał je w locie i odstawił na podłogę, nie miał zamiaru niszczyć więcej przedmiotów w tym miejscu bo wystarczyło, że roztrzaskał drzwi. Kiedy oponent próbował podnieść stół wtedy też wampir błyskawicznie zaszedł go od tyłu i przywalił mu w tył głowy trzymaną w ręku deską do krojenia przy czym siła uderzenia była raczej wystarczająca do tego by przynajmniej krótkotrwale pozbawić przytomności tego dość agresywnego człowieka. No skoro pozbył się już jedynej osoby która rzuciła się na niego to mógł zająć się uciekającymi dziewczynami. Swoją wampirzą szybkością nie miał problemu z dogonieniem dwóch kobiet w tym jednej rannej. Wyprzedził więc je i stanął na drodze uniemożliwiając im dalszą ucieczkę która była tak naprawdę bezcelowa. Siłą zawrócił uciekinierki z powrotem do pokoju przytrzymywał przy tym jedną z nich by nawet nie próbowała ponownej ucieczki. Nie miał zamiaru robić żadnej z nich krzywdy w końcu nie po to tu przyszedł. Kiedy dotarli z powrotem do pokoju puścił prowadzoną przez siebie dziewczynę która na rękach trzymała drugą kompletnie przerażoną. Odsunął włosy niewiasty odsłaniając tym samym jej szyję by dokładnie ją obejrzeć choć spotkał się z czymś dziwnym, zamiast śladu po kłach dostrzegł bliznę w kształcie róży co było dość niespodziewanym widokiem.
-Skąd masz taką bliznę?
Zadał pytanie jednak nie sądził by otrzymał jakąkolwiek odpowiedź i nawet jej nie oczekiwał przynajmniej nie teraz bo w końcu ze strachu nic dobrego nie wynika. Fakt, że przerażał tą dziewczynę trochę go dziwił w końcu nigdy jej nie spotkał a tym bardziej nie miał podstaw by ją krzywdzić. Musiał więc jakoś wybrnąć z tej sytuacji, więc ciut siłą odebrał ów przerażoną od krwistookiej i usadził ją na łóżku, nie chciał nikogo krzywdzić nawet tego narwańca który chwilę wcześniej obrzucał go wszelkimi przedmiotami jakie miał pod ręką.
-Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy. Ani tobie, ani nikomu innemu nie musisz się mnie obawiać.
Powtarzał, że nie zrobi nikomu nic złego kilka razy i czekał aż dotrze to do przerażonej niewiasty nim jednak to nastało skierował wzrok na drugą z nich.
-Wiesz skąd ma tą bliznę na szyi? Bądź wiesz co wydarzyło się nad stawem?  
Chciał jedynie dowiedzieć się czegoś o ostatnich zdarzeniach a skoro ta trójka znajdowała się tu to każe z nich musiało wiedzieć coś na temat wydarzeń znad stawu w końcu nie dostaliby nagłej amnezji no, chyba że były by one tak traumatyczne. W coś takiego bardzo wątpił więc nie widziało mu się by odpowiedź na zadane pytanie nie została mu udzielona.

OOC:
 

//jakby co to mnie poprawcie gdyby coś mi umknęło//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Wto Cze 09, 2015 5:59 pm

Gdy, Ed był już parę centymetrów od stołu, by go dorwać, i rzucić się z nim na wampira by dać czas na ucieczkę dla Voi i Rogatej Nieznajomej, Watrownik nagle ujrzał ciemność. Potem odleciał całkowicie.
Edward nie wiedział, jak długo był nieprzytomny, bo mocno został zdzielony przez nieznajomego wampira. Ale wreszcie powoli uruchomił mu się słuch, do którego dochodziło jedynie jakieś bulgotanie, które zapewne było rozmową. Wtedy to wreszcie, uruchomił mu się wzrok, który na samym początku był pokryty gęstą niczym mleko, mgłą.
W międzyczasie słuch wreszcie się Ed-owi wyostrzył, i bulgotanie przemieniło się w normalną mowę, wtedy to Wartownik zrozumiał, że chyba było to wielkie nieporozumienie, z tych które Ed usłyszał dobitnie wynikało, że nieznajomy nie ma złych zamiarów. Nie wiedział czy ma być wnerwiony na siebie czy na wampira, ale swoją drogą jeśli on nie ma złych zamiarów to dlaczego tu wparował jak tarana?
Gdy wreszcie wzrok mu się wyostrzył, i uzyskał normalną wizję poczuł, ból w okolicach potylicy, co prawda nie był wielki, ale odczuwalny.
Powoli, podniósł się na równe nogi i gdy tylko stanął prosto, na jego twarzy ponownie zagościła maska "Kamiennej Twarzy" po czym odrzekł do wampira, lodowatym, bezbarwnym, wręcz wypranym z emocji i uczuć głosem, choć jego ton był też zarazem grzeczny i kulturalny.
- Panie Wampir, skoro nie miał, Pan złych zamiarów to mógł, Pan jakoś w bardziej cywilizowany sposób tu się dostać, a nie jak wparowywać tu jak czołg, choć z drugiej strony moja reakcja też był, przesadzona, za co z miejsca chciałem Pana przeprosić. ale Pana "Wejście Smoka" sprawiło, że pierwsze co pomyślałem ze przybył Pan na kolację z wróżki.
Wtedy to Ed, podszedł do okna kuchennego, a dokładniej do lufcika. Jego fajka którą upuścił przed atakiem na wampira już dawno sama się spaliła, więc ponownie sięgną do kieszeni kurtki po paczkę papierosów, po czym wyciągną jednego i zapalił. Wtedy to Edward przypomniał sobie, że nieznajomy chyba pytał o staw w Hyde Park-u, więc gdy tylko wypuścić z płuc pierwsze zaciągniecie z nowego papierosa, odrzekł ponownie do wampira tym samym tonem i głosem co na początku.
- A, co do stawu, to tam przed godzina uratowałem tą panią Wróżkę przed ludzki Łowcą, tak samo jak tą młodą damę, którą tak pan mocno trzyma. A dokładniej to wczoraj, przed trzema Łowcami.
Po czym zaciągną się ponowie papierosem, aby tym razem nikotyna go pobudziła, bo chyba jeszcze to nie wszystko co, wampirzy "B. A. Baracus" który zazwyczaj puka poprzez przerabianiem drzwi na wykałaczki z kopa, będzie chciał wiedzieć. Wartwonik ledwie co powstał z przymusowej drzemki, jaką nieznajomy, mu zafundował. Przy okazji miał nadziej że, jak zajmie się fajkiem i rozmową to, zapomni o bólu głowy. Bo choć, nie mocny to jednak odczuwalny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Sro Cze 10, 2015 6:35 pm

Biegły (a raczej Wampirzyca z Nim na rękach) ku wyjściu, już było widno, jeszcze kilka kroków... lecz drogę zablokował ten, od którego uciekały. Voi z impetu wpadła na niego, lecz ten nawet nie drgnął, wręcz pochwycił mocno za ramię Zielonowłosej i holował z powrotem do zdewastowanego lokalu. Wtuliła twarz Wróżki w siebie, by nie musiała spoglądać na potwora, za którego uważała Białowłosego. Było jej wstyd, że nie przyznała się od razu, do kogo ranna Nieśmiertelna tuliła się i wcześniej pocieszała. Teraz będzie jej trudno odkręcić sprawę, aby nie skrzywdzić jeszcze bardziej tej drobnej, zupełnie niewinnej, uroczej istotki. Poczuła się za nią odpowiedzialna, dlatego też nie chciała odkleić Wróżki od siebie, gdy Wampir siłą rozdzielił dziewczyny, a ranną posadził na łóżku. Wtedy nieznajomy podał powód swojej wizyty, przy tym sypał pytaniami Nieśmiertelne i Edwarda. Ten ostatni wyszedł z batalii meblowej prawie bez szwanku, całe szczęście że żył! Ale umysł Zielonowłosej zatrzymał słowa Wampira mówiący o bliźnie, te słowa wraz z kadrem jak jej kły przebiły się przez skórę dziewczynki. I mnóstwo krwi. Pysznej krwi. Niepokój ogarnął Voi. Przyszedł po jej głowę?
-B-b-bliznę?
Zająknęła się dość mocno, przy tym zerknęła na pączka róży na szyi Rogatej Wróżki. Turkosowowłosa dziewczyna wciąż bała się przeraźliwie nieznajomego Wampira uważając, że to on był potworem znad stawu. Czerwone tęczówki Voi wpatrzone w Nieśmiertelną pulsowały leciutkim blaskiem w tempie pulsu jej krwi. Dopiero teraz zdawała sobie sprawę z tego, że i ów blizna ma związek z Nieokrzesaną. Uciekła wzrokiem na bok, milczała. Dała wypowiedzieć się Edwardowi, który tak jak przypuszczała - nie wspomniał o potworze, o którym wielokroć wspomniała dobra Wróżka. Jegomość w białych włosach nie nabierze się, że Łowca był jednocześnie potworem, chociaż w pewnym sensie i to mogłoby pasować. Ale zwykły człowiek nie potrafił kąsać i spijać krwi, by później zostawić takie znamię. Braciszek naprawdę miał złote serce, jednak bardzo narażał się za niedomówienie. Już i tak z jej powodu stracił przytomność (pośrednio, bo to Wampir pozbawił Wartownika przytomności), kolejnego strachu najadła się Rogata dziewczynka trzęsąca się na łóżku. Pociągała dwie niewinne osoby na dno swoją egzystencją i postępowaniem. Musiała to ukrócić.
Zrobiła kilka kroków ku siedzącej na brzegu łóżku Wróżki, by kucnąć przed nią i delikatnie położywszy dłoń na jej główce pogłaskać ją pocieszająco, a także powiedzieć spoglądając prosto w jej modre oczka:
-Nie bój się tego pana w białych włosach. On nie jest tym potworem, który Cię skrzywdził. No, już, już. O wiele ładniej Ci w uśmiechu, wiesz o tym?
Objęła lekko ręką jej rogatą główkę i wtuliła na moment w swoją pierś, żeby mieć pewność, iż chociaż w najmniejszym stopniu zdoła ją uspokoić. Kiedy uznała, że już mniej drży, odsunęła się od Nieśmiertelnej, by podejść bliżej do Braciszka i z lekkim uśmiechem na twarzy powiedzieć:
-Za wszelki ratunek i pomoc już wielokrotnie dziękowałam, lecz czy mogę mieć jeszcze prośbę do Ciebie? -zerknęła mniej pewnie wprost na jego oczy- Popilnuj tej dziewczyny, by nie poszła za mną. Chcę porozmawiać z tym panem w cztery oczy. Proszę, wiem, że zrobisz wszystko, by mnie chronić, jednak teraz najważniejsza jest Wróżka. Musi wrócić do zdrowia, a moja obecność jej nie pomoże... rozumiesz, Ed?
Wtuliła się na moment do jego torsu, tak jakby na pożegnanie. Postanowiła tak zrobić, bo nigdy nie wiadomo jak to wszystko się potoczy. I od Wartownika się odsunęła, ponieważ już była psychicznie gotowa na rozmowę z tym oto Wampirem, do którego podeszła i skinęła głową, by poszedł za nią. Miała pewność, iż jego słuch wyłapał każde wypowiedziane przez nią słowo, więc wiedział w jakiej sprawie. Wyszła z jegomościem na korytarz, a z korytarzu na zewnątrz budynku stanęła w głębokim cieniu. Przez całą drogę milczała, szła wolno, jakby jeszcze zastanawiając się czy dobrze postępuje. Nie widziała innego wyjścia - już dość narażania niewinnych. Co ma być to będzie. Upewniła się jeszcze, że nikt ich nie podgląda i nie podsłuchuje, by powiedzieć wreszcie:
-Pytał się Pan o zdarzenie związane ze stawem. Rzeczywiście, tak jak powiedział Edward - na Wróżkę napadł Łowca. Tylko, że... -spuściła wzrok na czubki swoich butów i poprawiła kaptur bardziej na twarz- ...to nie on zostawił jej bliznę na szyi. Nie, nie, tamten spowodował, że dziewczynce wbiło się szkło do nogi... t-to wystarczyło, by pojawił się potwór. Dokładniej... wampir... wampirzyca... ja.
Spod kaptura spojrzała na szlachetne, białe lico mężczyzny. Voi nie wiedziała, jak to się stało, że wyrzuciła z siebie to brzemię wprost pod stopy nieznajomego. Być może motywację miała w tym, by chronić osoby, które polubiła. Edwarda i Tajemniczą Wróżkę, której imię nie poznała. Oboje byli dla niej wsparciem, chociaż obie postacie skrzywdziła. Wróżkę fizycznie i psychicznie, Wartownika psychicznie. Długowłosa zaciskała palce w pięści, była wściekła, że doszło do tamtego incydentu, że spławiła do nich nieznajomego Nieśmiertelnego. W środku wszystko drżało, jak wywlekła te wspomnienia na wierzch, żeby powiedzieć prawdę nieznajomemu. On i tak nie zrozumie, jak bardzo siebie się Voi brzydzi, jak się z tym męczy. Zapewne przybył wymierzyć inną sprawiedliwość niżeli Edward, ale nie będzie uciekać. Stała przyparta do muru i starając się uspokoić oczekiwała na ruch Białowłosego.
Najważniejsze, że Braciszek i Dobra Wróżka byli już bezpieczni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nim
Leśna
avatar

Posts : 10
Join date : 15/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Nie Cze 14, 2015 11:01 am

Przyklejona do Voi, wróżka zupełnie nie kontaktowała z otoczeniem. Była zbyt przerażona by kojarzyć fakty. Wiedziała tylko, że przyszedł po nią potwór znad stawu, ta sama bestia o strasznych, czerwonych ślepiach. Pewnie chciał więcej jej krwi! Na samą myśl o tym dostawała dreszczy. Wpiła się mocniej w wampirzycę. Zanim jednak zdołały zbiec z motelu, przed dziewczynami znikąd wyrósł Taro, który dalej bawił się w Strażnika Teksasu i przerobienie drzwi na drzazgi najwyraźniej mu nie wystarczało. Nim odebrało głos - nie była w stanie nawet krzyknąć na jego widok, nic, czekała tylko, aż wyrwie ją z bezpiecznych ramion Voi i znów wbije kły w jej szyję. Posłusznie wtuliła twarz w niosącą ją dziewczynę, zamknęła oczy i czekała, aż znów poczuje ten obezwładniający ból. Już, już odsłonił jej szyję, zaraz się w nią wgryzie... Nic takiego jednak się nie stało. Zdezorientowało to turkusowowłosą, no bo... Jak to tak? Przecież po to właśnie przyszedł, prawda? Dokończyć to, co zaczął wcześniej. Była na tyle oszołomiona, że nie była w stanie udzielić mu odpowiedzi na zadane pytanie. Ożywiła się dopiero wtedy, kiedy wyrwał ją wampirzycy, głośno protestując i garnąc się do niej z powrotem. Nie zrobi jej krzywdy! Akurat! Raz już zrobił, to drugi raz też może, a teraz pewnie tylko tak mówi żeby ją uspokoić i wtedy przejść do rzeczy! To, że powtarzał to kilka razy nic nie wskórało, dalej wpatrywała się w niego z obawą. Trudno się dziwić, skoro utożsamiała białowłosego z potworem z wcześniej i nawet jeśli rozumiała wszystko to, co mówił zarówno do niej, jak i do Voi, to ani myślała udzielić mu odpowiedzi. Co to to nie! Rozglądała się tylko żwawo po pokoju w poszukiwaniu drogi ucieczki, dalej cała drżąc. Nie mogła tu zostać. Po prostu nie mogła. Nie z nim pod jednym dachem. Zrobi jej coś. Skrzywdzi. Oczywiście, że skrzywdzi!
Wtedy z tych ponurych rozmyślań wyrwała ją wampirzyca, która kucnęła przed nią i pogłaskała wróżkę po rogatej główce. Jej słowa zupełnie zbiły ją z tropu. Jak to ten pan nie jest potworem? Miał takie same oczy jak on! Ale jeśli nie on to... to kto to był? Uspokojona trochę, otarła łezki i wpatrywała się w Voi, kiedy... odchodziła? Czemu ją zostawiła? Co się dzieje? Voi! Coś jej podpowiadało, że zielonowłosa najwyraźniej nie chciała, żeby Nim poszła za nią, jednak mimo wszystko nie chciała zostać sama... No dobra, może nie tak do końca sama, bo z Edem, ale i tak...
Znowu zaczęła się stresować. Spojrzała pytająco na Eda, jakby domagając się odpowiedzi na wszystkie te pytania, które zadała sobie wcześniej w głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Sob Cze 20, 2015 8:15 pm

Zadawał pytania w kierunku wampirzycy a jako takiej odpowiedzi udzielił mu człowiek który najwyraźniej miał mocny łeb choć oberwał tak by nic mu się nie stało ale i tak wzbudził jakiś szacunek w wampirze bo nie uciął sobie przymusowej drzemki co świadczyło o ponadprzeciętnej wytrzymałości, jak na śmiertelnika. Aczkolwiek wcale nie podobało mu się to iż odpowiadał mu ktoś kogo w ogóle nie pytał, skierował swoje niezbyt przyjemne spojrzenie na ów człowieka.
-Oi nie przypominam sobie bym kierował pytania do ciebie.
Warknął mało zadowolony po czym skierował wzrok na obie dziewczyny z czego obie były przestraszone jednak najbardziej bała się ta która wyszła poszkodowana z zajścia nad stawem. Choć wciąż nie do końca rozumiał dlaczego był określany mianem potwora w końcu pierwsze widział ów dziewczynę i nie zamierzał nikomu robić krzywdy. Fakt wlazł tu z dość sporym impetem jednak nie dawało to nikomu prawa by sądzić, że przyszedł tu jak do jakiegoś baru szybkiej obsługi. Ale cóż czasami wysuwa się złe wnioski i nic się na to nie poradzi. Po usłyszanych odpowiedziach nie był wcale zadowolony bo były jakie niepełne. Nie sądził jednak był jakiś łowca był w stanie pozostawić na ciele wróżki tak dziwaczną bliznę. Wcale nie podobały mu się takie ogólne wytłumaczenia człowieka który jakimś cudem był wybawicielem nieśmiertelnych. No cóż nie wnikał w to bo nie miał po co, bardziej go interesowało kto był odpowiedzialny za tą jakże dziwną bliznę u jednej z dziewcząt. Jedna z nich zaczęła uspokajać drugą a chwilę później jakby żegnała się z ów człowiekiem, może i do jego uszu docierało to co mówiła tego który wcześniej ciskał w niego tym co się nawinęło to jednak nie przywiązywał uwagi do tych słów. Po chwili udał się za szkarłatnooką opuszczając pokój, a następnie cały motel ta przechadzka na zewnątrz trochę zajęła bo szli naprawdę powoli no ale Yamadzie wcale się nie śpieszyło miał bardzo dużo czasu. Będąc na miejscu wysłuchał spokojnie tego, co miała mu do powiedzenia długowłosa, to co usłyszał było całkiem zaskakujące bo wróżkę zaatakowała ta oto niepozorna dziewczyna zaś on był uznany przez pokrzywdzoną za potwora. No komiczna sytuacja kiedy to napastnik był kobietą a on sam wcale pod żadnym kątem kobiety nie przypominał w końcu był mężczyzną! Chciał się śmiać jednak postanowił pozostać poważny w końcu tę wampirzycę sprowokowało jakieś skaleczenie a co za tym idzie niezbyt duża ilość krwi to nie wróżyło nic dobrego gdy wampir nie potrafił się powstrzymać do tego przy świadkach.
-W porządku. Dobrze, że się do tego przyznałaś.
Odpowiedział na monolog dziewczyny tylko w taki sposób następnie wyjął z kieszeni kurtki niewielki notes oraz długopis zapisując na jednej z kartek numer telefonu oraz swoje imię i nazwisko. Wyrwał ów kartkę i wręczył ją wampirzycy, tak na wszelki wypadek, gdyby kiedyś potrzebowała jakoś się z nim skontaktować.
-To na wypadek jakbyś czegoś potrzebowała.
Osobiście wątpił żeby pozostawiła sobie ów świstek papieru choćby na dłużej niż chwilę aż zniknie z pola widzenia, ale nie obchodziło go to. Dowiedział się tego, co chciał i nie miał tu czego dłużej szukać bo niby po co miał szlajać się po jakichś zadupiach tego miasta skoro mógł posiedzieć we własnych czterech ścianach i mieć jakiś tam spokój którego nie burzyło mu nawet ciut przerośnięte dziecko w postaci zielonowłosego Eto.  Schował notes i długopis z powrotem po czym wetknął ręce do kieszeni spodni racząc młodą wampirzycę całkiem niepokojącym choć jakby lekko radosnym wyszczerzem. Nie chciał jej w ten sposób wcale przestraszyć, a raczej pokazać że naprawdę nie jest jakiś agresywny jakby na to wskazywało samo to jak wprosił się do pomieszczenia, w którym wcześniej przebywali.
-Trzymaj się.
Mrukną w ramach pożegnania odwracając się na pięcie ruszając przed siebie i tyle go widzieli w tym miejscu, nie miał zamiaru wtryniać się w czyjeś istnienia. Przyszedł tu przypadkowo i ani myślał długo przebywać w takim miejscu. Kiedy tak szedł przed siebie przyśpieszył krok by, jak najszybciej dotrzeć do swojego apartamentu, ten spacerek znudził go bardziej niż mógłby przypuszczać. Nic oprócz obrzucenia przedmiotami nie było nawet interesujące by mógł zostać zatrzymany na dłużej niż zakończenie pogawędki z wampirzycą.

Z/t ---> Apartament Taro

//i tyle mnie widzieli//

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Sob Cze 27, 2015 12:41 pm

Nie spodziewała się, że Czystokrwisty zacznie jej bić brawo za wyrządzoną krzywdę, i rzeczywiście tak nie zrobił. W pewnym sensie też zaskoczył Voi, ponieważ nie wygłosił żadnego kazania, ani reprymendy tak jakby uważając, że mogło to wszystko zdarzyć się i tyle. Najwyraźniej zależało mu na rozwiązaniu zagadki krwi nad stawem niżeli nad rzeczywistym ukaraniem sprawcy, w tym przypadku Wampirzycy. Wręcz podał dziewczynie kartkę papieru ze swoimi namiarami, które ostrożnie chwyciła w palce i przyjrzała się literom i cyfrom. Podniosła za moment oczy na Białowłosego, który nazywał się Taro Yamada, przynajmniej wedle podanym informacjom. Wyjęła z kieszeni komórkę i na jego oczach przepisała jego namiary, po czym oddała mu świstek papieru. Lepiej żeby dane nie wpadły w niepowołane ręce, skoro i on był Nieśmiertelnym. Znaczy się, to była oczywistość, lecz lepiej by ludzie nie wiedzieli, albo nie zaczynali dociekać.
Jego uśmiech mógł przyprawiać o ciarki, aczkolwiek przyglądając mu się dokładniej i z dystansu nabrała pewności, iż nie zrobi jej krzywdy. Oby też nie okazało się, że usypia jej czujność, aby wrócić do Eda i Dobrej Wróżki. Skinęła głową w podzięce za pozdrowienia, nawet wymamrotane i odpowiedziała również cicho:
-Ty też, Taro.
Odszedł tak szybko, że po mrugnięciu oczyma już nie było po nim śladu. Westchnęła ciężko. I co teraz powinna zrobić? Wrócić do swoich towarzyszy czy już nigdy więcej nie widzieć ich na oczy, aby nie było kolejnej okazji do skrzywdzenia? Zdecydowała się na pierwszą opcję, choć i tak to była trudna decyzja.
Niebawem też zapukała palcem o framugę rozwalonych drzwi i wychyliła się zza otworu stolarskiego. Poprawiła sobie kaptur na głowie i weszła ostrożnie do środka. Rozejrzała się czy nie ma tutaj faktycznie Taro, lecz ani śladu. Uśmiechnęła się lekko na widok swoich znajomych, którzy nie byli w niebezpieczeństwie.
-Tamten Pan nie przyjdzie, poszedł sobie -uspokoiła obecnych i usiadła przy Nim jakby nigdy nic, chociaż w jej myślach szalała burza; wszak miała do siebie mało zaufania- Wszystko w porządku? Powinniśmy coś zjeść, zamiast siedzieć i milczeć, prawda? O... może zrobię wszystkim coś pysznego do picia.
Coś nie mogła usiedzieć długo w jednym miejscu, stąd powzięła myśl, że jeszcze na chwilę ograniczy metraż wobec osób, których nie chciała w żaden sposób skrzywdzić. A przy okazji wszyscy jeszcze zgaszą sobie pragnienie. Voi i tak chrapkę na krew będzie mieć zawsze, jednak spróbuje i ona wypić coś innego niż bordową ciecz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nim
Leśna
avatar

Posts : 10
Join date : 15/05/2015

PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   Wto Cze 30, 2015 11:12 pm

Nim siedziała na brzegu łóżka i energicznie machała bosymi stópkami w powietrzu, raz po raz niecierpliwie spoglądając w stronę, w którą oddaliła się Voi wraz z białowłosym potworem. Przez cały ten czas, kiedy to została sama z Edem w pokoju, nie była w stanie usiedzieć spokojnie na miejscu. W pomieszczeniu zdawało się teraz być nieprzyjemnie cicho i pusto, przynajmniej w jej odczuciu, a każda minuta niemiłosiernie się ciągnęła. Wróżka non-stop wierciła się i wydawała z siebie jakieś niezrozumiałe pomruki. Przestała nawet zwracać uwagę na Wartownika, bowiem myślami była gdzie indziej. Bo przecież to, że ten potwór, który niewątpliwie po nią przyszedł, nie zrobił jej krzywdy o niczym nie świadczy, prawda? Co stoi na przeszkodzie temu, by skrzywdził Voi? Tkwiąc w tym przekonaniu, z każdą chwilą coraz bardziej się denerwowała. Przygryzła wargę. Najchętniej już teraz, w tej chwili, wstałaby i zakradłaby się do miejsca, w którym oboje, wampirzyca i potwór, zniknęli. Nie tyle żeby podsłuchać ich rozmowę, ale by upewnić się, że wszystko jest w porządku. Coś jednak ją powstrzymywało. W końcu nie bez powodu dziewczyna ją tu zostawiła, prawda? Najwyraźniej nie chciała, żeby turkusowowłosa była świadkiem ich dyskusji. Gdyby było inaczej na pewno by jej nie opuściła... Chyba. Z każdą chwilą była tego coraz mniej pewna i nie czuła się z tym dobrze. Z jej ust wydobyło się cichutkie westchnienie.
Skarciła się w myślach za takie myślenie i postanowiła, że musi zająć się czymś innym do czasu, aż wampirzyca powróci. Zerknęła ukradkiem na Eda. Jego beznamiętna, nie wyrażająca uczuć twarz była trochę straszna... Ale on sam nie mógł być zły. W końcu uratował ją przed tym... kimś, ktokolwiek to był, znad stawu. Spuściła wzrok, tym samym uniemożliwiając spotkanie się ich spojrzeń. Nie rozumiała tylko, dlaczego owinął jej ranną stópkę tym dziwnym czymś. Zmarszczyła brwi. Skuliła się na łóżku i powoli, ostrożnie odwinęłą materiał... Jęknęła cicho. Nie wyglądało to dobrze. Piekący ból trochę zelżał, ale mimo wszystko... W takich sytuacjach jej dar wydawał się być wręcz ironiczny. Czyż posiadanie mocy leczenia przez kogoś niezdarnego, kto cały czas coś sobie robi nie brzmi jak żart? Często musiała używać tej zdolności. Przydawała się szczególnie w sytuacjach takich, jak ta. Wobec tego dobrze byłoby i teraz zrobić z niej użytek... Nie minęła chwila, a wokół jej rany pojawił się migotliwy blask, zaś jej "kuku" zaczęło w dość szybkim tempie goić się i zanikać do momentu, aż nie pozostało po nim żadnego śladu, najmniejszej nawet blizny, tylko lekkie zaczerwienienie. Uśmiechnęła się, dumna z siebie. Panie i panowie, cóż za wyczyn!
W tej samej chwili wróciła do nich Voi. Na jej widok twarzyczka wróżki natychmiast się rozjaśniła. Wyciągnęła stópkę w jej stronę, jakby chcąc się pochwalić tym, czego przed chwilą dokonała. Zdawać by się mogło, że zupełnie zapomniała o paraliżującym strachu, który ją wcześniej ogarniał, czy o obecności białowłosego. Kto wie, może tak właśnie było? Tak czy siak, lepiej było jej o nim nie wspominać. Była z siebie niesamowicie zadowolona. Uśmiech, który malował się na jej twarzy naprawdę upodabniał ją teraz do dziecka.
Zanim zdążyła udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi, jej brzuch udzielił jej za nią i zaburczał donośnie na wzmiankę o posiłku. Spuściła główkę, zakłopotana. Cóż, przynajmniej sytuacja była teraz jasna, nie? Jakieś jedzonko byłoby bardzo mile widziane!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Motel "Harvelle's Roadhouse"   

Powrót do góry Go down
 
Motel "Harvelle's Roadhouse"
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    O b r z e ż a  m i a s t a-
Skocz do: