IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Voi Matti

Go down 
AutorWiadomość
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Voi Matti   Nie Maj 17, 2015 5:56 pm

Godność:
Voi Matti.

Wiek:
Ma i wygląda na 17 lat.

Orientacja:
Jeśli ktoś jej wpadnie w oko, to płeć nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Biseksualna.

Pochodzenie:
Mała wieś, sto kilometrów od Londynu.

Rasa:
Wampir, Wampirzyca.

Ranga:
Przeistoczony z mocnym akcentem na Nieokrzesany… czyli jednak Nieokrzesany.

Moc:
1) Kradzież tożsamości – dzieje się tak po każdym ugryzieniu ofiary. Jest to moc, która polega na przejęciu wyglądu, cech charakteru, głosu oraz części wspomnień pogryzionych. Dla zwykłego człowieka nie jest możliwe rozróżnienie, czy ma się do czynienia z prawdziwą osobą czy skrytą „w jej ciele” Voi. Jeśli już raz skosztowała czyjejś krwi – może wielokrotnie przywdziewać „jej skórę” i udawać kogoś kim nie jest. Najczęściej po to, by móc zarobić trochę pieniędzy. Istoty posiadające blokadę mentalną są częściowo uodpornione na tę umiejętność w zakresie kradzieży wspomnień i zachowania.
2) Władanie elektrycznością – być może to przez ciągły kontakt z urządzeniami podtrzymującymi jej ludzkie życie spowodował, iż przyswoiła ów moc na poważnie. Dosłownie z rąk potrafi wystrzeliwać wiązki piorunów, aby unieruchomić lub porazić ofiarę. Nie musi ładować baterii we wszelkich urządzeniach elektrycznych, bowiem sam kontakt z jej ciałem pobudza sprzęty do działania. Często „ładuje się” podczas burzowych dni wystawiając się na uderzenie błyskawic.
3) Naznaczenie – raz ugryziona ofiara ma na swoim ciele bliznę w kształcie róży, która pulsując wysyła wibracje do umysłu Voi. Dzięki tej zdolności jest w stanie zbadać jej stan zdrowia nie będąc w bezpośrednim towarzystwie. Jeśli więc ofiara zacznie krwawić, bardzo możliwe, iż dziewczyna na głodzie zjawi się natychmiast po kolejną porcję posoki. W umyśle tworzy więc siatkę „lodówek”, z których może skorzystać w razie konieczności. Działa nawet wtedy, gdy będzie w innej skórze niż we własnej.
4) Wrodzone.

Umiejętności:
- Jazda na rowerze – w wersji extreme także.
- Znajomość trzech języków – angielski (no ba), japoński i polski.
- Szybka ucieczka – tak, że aż dymi się za nią.
- Rysowanie na poziomie amatorskim – ale będący jej wielkim hobby.
- Gra na harmonijce – kiedyś wykradła pewnemu Włóczykijowi za komentarz o piosenkach, które słuchała na MP3.
- Gra w karty – potrafi blefować, nawet sama przed sobą.

Broń:
Scyzoryk, ale to właściwie żadna broń.

Wygląd:
Bardzo niepozorna z wyglądu dziewczyna mierzy około 170 cm wzrostu przy wadze poniżej przeciętnej. Lekko zarysowaną muskulaturę uzyskała dzięki regularnych, ale krótkich ćwiczeniach w domu, oraz jeździe na rowerze w nocnej porze. Cechą charakterystyczną Voi są nietypowe w barwie włosy i ogólna moda na ubrania z głębokim kapturem przysłaniającym większość twarzy. Uważa je za najbardziej praktyczne, uniwersalne i takie podejście jest doskonałą wymówką, by nie rzucać się innym w oczy. Z otoczenia wyróżnia się także kredową, niemal anemiczną cerą mocno kontrastującą z szarawym ubiorem. Gęste, długie do pasa włosy są często rozpuszczone, lecz nierozwiewane dzięki okryciu z kaptura. Po lewej stronie głowy, pod bujną czupryną, ma pokaźną, łukowatą bliznę po operacji z wypadku sprzed lat. Praktycznie nie rozstaje się z MP3 schowaną w kieszeni, chociaż bluza, którą najczęściej zakłada, przypomina sama w sobie IPada.

Charakter:
Gdyby zacząć od najbardziej rzucającej się w oczy cesze charakteru, to jest nią małomówność. Nie to, że nie odezwie się, gdy ktoś pójdzie jej w pięty ciętą uwagą, lub kiedy nastanie ciekawa dyskusja, lecz nie jest typem osoby skorą do zaczepek słownych. Wyznaje zasadę, iż czasami lepiej przemilczeć daną sprawę niż przegadać bez żadnego rezultatu. Jednakże bywa ta cecha zgubna z jego kolejnymi poniekąd wadami, jakimi są skrytość lub nieśmiałość. Często będzie uciekać od trudnych zagadnień uważając, że i tak jej zdanie się nie liczy. To osoba będąca kimś stojącą niemal zawsze na uboczu, unikającą tłoków. Nie jest osobnikiem wybitnie dobrym w zapamiętywaniu, jednak nie można przyklejać jej łatki idiotki. Lubi bujać myślami w obłokach, co bardzo szybko odwraca się na jej niekorzyść w postaci zagapienia się i zbyt później reakcji na pojawiającą się w otoczeniu krew. Dzięki zawziętości potrafi wykaraskać się z największego dołka lub niepowodzenia. Miewa wyraźne wahania nastroju, toteż nigdy nie wiadomo, kiedy nagle odwróci się na pięcie i odejdzie bez słowa, albo rzuci Ci się na szyję z kłami. Trudno przemówić jej do rozsądku, zwłaszcza gdy Voi uprze się przy swoim zdaniu.

Historia:
Nie można powiedzieć, iż dzieciństwo miała nieudane. Po prostu zostało przerwane pewnym zdarzeniem i po tym czasie nic nie było takie samo jak przedtem, ale po kolei.
Urodzona z początkiem maja była tym wyczekiwanym dzieckiem, któremu nie brakowało ani miłości, ani godnych warunków do życia. Rodzice pracowali i troszczyli się o jedyną córkę najlepiej jak potrafili. Nie mogli jej zapewnić tylko jednego – towarzystwa w podobnym wieku. Mieszkali bowiem w małym miasteczku w przemysłowej części, aby rodzice Voi nie musieli daleko wybierać się do pracy, a to wiązało się z tym, iż zameldowali się w mieszkaniu pracowniczym – jednym z wielu tysięcy. Nie posiadały one osiedli z placami zabaw, najczęściej w fabryce zatrudnione były osoby bezdzietne lub mogące zostawić pociechy pod okiem drugiego rodzica poza strefą robotniczą. Tak więc najczęściej dziewczynka była zdana tylko na siebie i swoją wyobraźnię. Wiadomo, że kiedyś wszystko może się znudzić,  o dziwo jej nigdy nie było dość. Ale nawet nie wiesz czytelniku, jak bardzo ucieszyła się ze swojego prezentu na szóste urodziny! Dostała rower i pozwolenie na wycieczki na pobliską wieś, aby odwiedzać babcię i dziadka. Bardzo prędko pojęła jazdę na bicyklu i wraz z plecakiem w pełnym ekwipunku wycieczkowym wyruszała w drogę. Jeździła jak najczęściej mogła, wytyczała na mapce przeróżne trasy, aż kiedyś wybrała się do dziadków przez niewielki park w pewnej wsi. Widziała wiele osób w podobnym wieku bawiących się ze sobą, jednak jej uwagę przykuł blond włosy, drobny chłopczyk siedzący samotnie w cieniu na ławce z blokiem rysunkowym i z zamyśloną minką nad swoim dziełem. Zaciekawiona samotnym Błękitnookim podjechała bliżej niego i już miała przywitać się z nieznajomym, kiedy ten spłoszony czmychnął przed jej nosem gdzieś w stronę budynków. Tak bardzo ją to zaintrygowało, iż obiecywała sobie, że przy każdej możliwej okazji będzie przejeżdżać przez ten park i wypatrywać wzrokiem tajemniczego chłopca.
I tak robiła codziennie: wracając od dziadków lub w drodze do nich przemierzała rowerkiem tereny zielone i szukała małego rysownika. Jak już go odnajdywała, wymyślała przeróżne sposoby podejścia do niego jak najbliżej się dało, ale on bardzo szybko peszył się i znikał z pola widzenia. Już nawet zaczęło ją to bawić, nie zrażała się tym bardziej – traktowała to jak wyzwanie. Miała niezłomnego ducha, gdyż wreszcie dopięła swego. Jednak zanim to nastąpiło, szukała wszelkich sposobów i metod, by osiągnąć cel. Raz nawet wybrała się w zupełnie inne miejsce – akurat były dni otwarte Ogrodu Botanicznego z okazji Dnia Dziecka. Jako dziecko głodne przygód, niezwłocznie udała się do świata pełnego flory i innych dzieci bawiących się we specjalnie wyznaczonych ogródkach. Tam też natknęła się na bardzo dziwne osóbki, które czuły się jak u siebie w domu. Może nawet aż za bardzo, gdyż jak pierwszy raz napotkała Tytanię i Nim – tak miały na imię dziewczynki w podobnym do jej wieku – to dostała reprymendę od Tytanii za zerwanie jednego kwiatuszka, a Nim ujęła się za Voi stając naprzeciwko Złotookiej i rozpościerając rękoma na boki w geście obronnej. Aż nie wiedziała co zrobić, gdyż bardzo długo przepraszała koleżankę, która prawie że ciskała w nią gromami, a po drugiej linii frontu stała dzielnie Nim próbująca za wszelką cenę nie dopuścić do gorszych przewinień. Mimo wszystko nie obyło się bez konsekwencji, lecz było to coś intrygującego i nowego dla Voi, coś co nie pozwoliło zrazić się do Tytanii, i za wszelką cenę chciała się z nią pogodzić i pobawić. Turkusowowłosa z kolei przez swoją małomówność wydawała się być tajemnicza i przez to ujmująco urocza, i z nią chciała zawrzeć głęboką znajomość. Sama Voi nie była święta, mogła przez swoją namolność irytować, aż do złości. I tak też się stało - Tytania nie wytrzymała i wybuchła, a wraz z tym wybuchem rósł i rósł strach w sercu Zielonowłosej. Zbladła i przez chwilę nic nie mówiła, lecz wciąż była tylko dzieckiem, dlatego zaczęła płakać. To był ten pierwszy raz, kiedy poczuła, że nic jej nie wychodzi, że starania poszły na marne. Donośny szloch przykuł uwagę nowopoznanych dziewczynek, każda inaczej interpretowała zachowanie ludzkiego dziecka. Tytania, która bardziej z ciekawości niżeli ze współczucia zapytała co jej jest. I od słowa do słowa zaczęła tłumaczyć, bardzo skrupulatnie i dokładnie, skąd wzięła się ta bezradność. W zamian za opowiedzenie o płaczu dostała pomocną wskazówkę, jak zagadać do kolegi, o którym też wspomniała w tym łkaniu. Nim nie odstawała w tyle w konwersacji, i chociaż nie zadawała za dużo pytań, szybko pojęła położenie Voi i niezwłocznie starała się ją pocieszyć. Bardzo wiele nauczyła się od dwóch dziewczynek z tego jednego dnia, i pragnęła z całego serca jeszcze kiedyś spotkać się z nimi.
Nadszedł dzień, w którym miała wypróbować poradę Tytanii. Od rana czatowała za drzewem, przed którym znajdowała się ulubiona ławeczka chłopca i chowając się cicho poczekała, aż ten usiadł na parkowym meblu. Wtedy hop! – dosiadła się jakby nigdy nic i przywitała się grzecznie z nieznajomym równolatkiem. O dziwo nieśmiała rozmowa nabierała coraz więcej słów, i bardzo szybko znaleźli wspólny język. Eryk, mały plastyk, prezentował jej swoje obrazki przypisując każdej z nich oddzielną historię lub przyczynę powstania. Voi przysłuchiwała się pilnie i sam przekazywała swoje przygody werbalnie, albo pokazując różne przedmioty zebrane po drodze i przypisując im magiczne moce. Raz nawet wręczył Błękitnookiemu chłopcu mały scyzoryk, którego kolor trzonka idealnie pokrywał się z jego tęczówkami. I ten scyzoryk był „niezwykły” oczami dziecka – powiedziała Erykowi, że to zaczarowany sztylet, który w razie konieczności staje się mieczem i boleśnie godzi najgorsze potwory. Zdecydowała się również za kieszonkowe od rodziców wykupić bilety ulgowe dla siebie i chłopca, by móc odwiedzić Tytanię i Nim w Ogrodzie Botanicznym. Wiadomo – z początku niemrawo, lecz i Eryk przekonał się co do dziewczynki o złotych tęczówkach i trudnym jak na dziecko charakterze, a także do nieśmiałej Nim o pogodnej aurze. Tak oto kwitła między całą czwórką przyjaźń, która tak szybko jak się rozpoczęła, tak też zakończyła się.
Pewnego razu to Voi miała na jeden dzień być rysownikiem i swój obrazek przedstawić przyjacielowi. Prezentował ich siedzących na ławeczce w parku, bardzo wesołych. Malunek schowała do plecaka i przy najbliższej okazji miała go wręczyć Erykowi do oceny. Kiedy nastał poranek, zjadła szybko śniadanie i powiadomiła rodziców, że jedzie w odwiedziny do dziadków. Ci przyzwyczajeni do częstych podróży córki pozwolili jej wyruszyć w drogę. Nie mogąc się doczekać spotkania z przyjacielem wybrała drogę na skróty – przez kamienisty wąwóz. Pogoda nie była najlepsza, zaczynał padać deszcz, lecz niezrażona Voi przywdziała się w płaszcz przeciwdeszczowy i pędziła na złamanie karku do sympatycznego Blondynka. Kamienie w wąwozie były wyjątkowo śliskie, toteż niestety po kilku minutach wpadła w poślizg i nagle pod kołami roweru osunęły się kamienie, a wraz z nimi runęła lawina błotna. Dziewczynka straciła równowagę i spadła z roweru, a potem przepadła pod brązową masą ziemi. Lawina była na tyle wielka, iż została wezwana straż pożarna, a ta odnalazłszy nieprzytomną, obitą dziewczynkę wezwała pogotowie. Miała liczne potłuczenia, ale najgorsza była rana po lewej stronie głowy wielkości zaciśniętej pięści. Musiała być operowana w natychmiastowym tempie, a każda chwila zwłoki mogła kosztować ją nie tylko uszczerbek na zdrowiu, ale i życie. Lekarze robili co mogli, by zwiększyć szansę na przetrwanie dziewczynki, lecz na rezultaty trzeba było poczekać, ponieważ zapadła w śpiączkę. Jak rodzice dowiedzieli się o wypadku, byli zszokowani i przez kilka miesięcy walczyli o każdą sekundę życia ich dziecka. Do czasu.
Trudno było winić rodziców, że ciągłe podtrzymywanie życia ich córki przez respiratory i cudaczne maszyny zmusiło ich do podjęcia drastycznej decyzji. Podpisali odpowiednie papiery i zrzekli się opieki nad Voi, aby fundacja pewnego hospicjum mogła podjąć dalsze kroki w leczeniu. I tak też było – mijały miesiące i lata, a nad Voi czuwały pielęgniarki, chociaż nie widziały poprawy u pacjentki. Niektóre z nich przejęte losem dziewczyny dbały o jej wizerunek, czasem obcinały jej nietypowe, zielone włosy. Aż kilka lat później, gdy Voi miała siedemnaste urodziny, hospicjum zdecydowało ukrócić życie – jakby nie spojrzeć – osoby niezdolnej do prawidłowego funkcjonowania. Ustalili datę, kiedy mają odłączyć od niej respirator, nawet podali godzinę. Druga po północy. Ale ktoś ubiegł ich dosłownie o godzinę. Niespodziewany gość uchylił okno, chociaż było to ósme piętro, i wdarł się do sali. Młody mężczyzna w młodzieżowym ubiorze podszedł bardzo blisko „Śpiącej Królewny” i nachylił się nad nią głaszcząc po główce.
- Już dobrze, Voi, nie pozwolę Ci umrzeć.
Uśmiechnął się lekko nad nieprzytomną dziewczyną nie przestając głaskać po głowie. Błękitne oczy czule spoglądały na przyjaciółkę z dawnych lat, której nie opuszczał. Każdej nocy zjawiał się przy jej oknie i w milczeniu oczekiwał na jej przebudzenie. Skoro jednak nie chcą jej dać pomóc, a dziewczyna była za słaba na podjęcie walki, musiał TO zrobić. Miał wyrzuty sumienia, że wcześniej nie wyciągnął jej ze śpiączki, lecz wtedy jeszcze nie potrafił innych przemieniać w wampiry. Z biegiem lat i praktyk Eryk zdołał opanować swój głód na tyle, by nie pożerać ofiar, a przemieniać w razie konieczności. I tak jego głównym celem był ratunek dla Voi, to dla niej szkolił się dzień w dzień. Ale nie mógł rozczulać się nad jej widokiem, trzeba było działać szybko, zanim przyjdą pielęgniarki.
Odchylił ostrożnie głowę dziewczyny ku tyłowi i drapieżnie wgryzł się w jej szyję. Jej krew była… była bardzo słodka, chociaż naszpikowana lekami smakowała przepysznie. Nie mógł przestać, znów nie mógł nad tym zapanować, a miał jej pomóc! Jej marne ciało coraz szybciej traciło na kolorycie, wysychało. Eryk długo walczył ze swoim głodem, aby wreszcie odczepić kły od jej szyi i przystąpić do drugiego aktu przemiany. Przegryzł swój nadgarstek i przytknął skrwawioną rękę do ust dziewczyny. Nie reagowała, nic a nic. Czyżby za bardzo pozbawił ją płynów? Ugryzł swój palec i wetknął do środka ust Voi, w oczach miał strach, że to wszystko na próżno. Wtedy też poczuł ból w palcu i niemal płakał z radości. Dziewczyna, jego przyjaciółka, obudziła się! Myśląc, że go usłyszy powiedział:
- Słuchaj uważnie. Jak tylko odzyskasz siły, musisz unikać przez kilka dni kolejnej dawki krwi, rozumiesz? Nie możesz dać ponieść się głodowi, bo stracisz nad sobą panowanie. Zostań przy mnie, a pokażę Ci jak żyć na nowo. Ponieważ od tej pory jesteś Wampirem… Voi?
Podczas tej całej przemowy nie zauważył, że jego ręka zwiędła do suchej skóry. Aż odskoczył jak poparzony od łóżka, lecz pacjentka siedziała już na skraju mebla. Wygląd dziewczyny zmienił się odrobinę. Brązowe oczy pod wpływem przemiany nabrały zupełnie czerwony kolor, a rumiana cera ustąpiła anemicznemu odcieniowi. Co najważniejsze, wyrosły jej kły, które błysnęły jak szable. Dyszała bardzo ciężko, jeszcze nie przywykła do „życia” po kilkunastu (ściślej jedenastu) latach śpiączki. W dodatku wcale nie słyszała tego co powiedział Eryk, nie rozpoznawała go zaślepiona głodem. Młodzieniec próbował ją powstrzymać, lecz ta skoczyła ku niemu jak tygrysica i wbiła kły w jego szyję. Chłopaka sparaliżował strach, że stworzył potwora, dlatego zmuszony był wbić jej w nogę sztylet, dokładnie ten sam scyzoryk, który otrzymał od niej dawno temu. To wystarczyło, by pobudzić inne bodźce Voi, która poraziła prądem ze swoich palców i kłów, których wciąż nie odrywała od ofiary. Nie mógł bronić się, Mistrz został pokonany przez uczennicę. Na dodatek, gdy tylko wyssała z niego wszystką krew pojawiły jej się dziwne obrazy w głowie, a ciało na kilka minut zyskało kształt zabitego Eryka. Wydarła z niego życie, jego tożsamość, jego moc. Podniosła z ziemi scyzoryk i dopiero teraz dotarło do niej co zaszło. Zdezorientowana i przerażona zaczęła krzyczeć, lecz nie swoim głosem. To był męski głos, głos Eryka. Zatkała sobie usta rękoma i zalana łzami uciekła z pokoju, a później ze szpitala. Całe szczęście, że odzyskała po godzinie własne damskie ciało, lecz ubiór na sobie nadal należał do pokonanego przyjaciela. Kiedy znalazła się poza terenem szpitala, nie wiedziała co z sobą zrobić. Po prostu dała dyla gdzie pieprz rośnie.

Inne:
- Plastycznego bakcyla zaszczepił w niej przyjaciel – Eryk.
- Słucha muzyki różnego rodzaju.
- Dobrze odnajduje się w parkach, ogrodach botanicznych - nieświadomie związana z przeszłością.
- Uwielbia koty; zaczepia każdego jakiego spotka na swojej drodze.
- Ceni sobie środek transportu, jakim jest rower.
- Unika tłumów, by zmniejszyć ryzyko ataku szału.
- Obecnie zabunkrowała się w opuszczonym domostwie po pożarze.

Inne konta: Eto, Inu, Ryu, Xio
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taro
Czystokrwisty α
avatar

Posts : 117
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Voi Matti   Wto Maj 19, 2015 6:24 pm

Akcept

_________________
Krzyk = #FF9900
Mowa = #FFFF00
Szept = #FFFF66
*Myśli* = #FFFF99
Pismo = #FFCC00
Chatbox = #FFFF00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Voi Matti
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    K a r t y   P o s t a c i :: Karty akceptowane-
Skocz do: