IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Staw

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Nie Lip 05, 2015 8:52 pm

Ciemność była jej domem. Bała się jej a równocześnie jej łaknęła. Nie potrafiła pogodzić dwóch części swojej osobowości. Były ze sobą sprzeczne gryzły się wnet. Jedna łaknęła słońca druga nocy. Dobrze wiedziała, że tron piekła należy do niej, wiedziała również o skrzydłach jakie mogła przywołać. Nie rozumiała jednak tego do końca. Nie mieściło się to w jej główce. Ona zwykła dziewczyna, co prawda miała talent do nauki i wszystkie czynności przychodziły jej łatwiej niż rówieśnikom, jednak zawsze uważała, że jest po prostu bystra. W sumie sposób w jaki się tego dowiedziała był również brutalny co sama prawda. Człowiek, który ją wybudził był po prostu skurczybykiem. Znęcał się nad nią i wyciskał na siłę jej łzy. Pomimo to starała się uśmiechać. Nic bardziej nie rozwścieczało jej oprawcę. Przygryzła policzek aby rozwijać myśli i wsłuchać się w słowa chłopaka. Kiwnęła tylko głową. W sumie nie wiedziała co odpowiedzieć. Nieznajomy widać był również zmieszany jak ona. Może nawet bardziej. Zachowywał się z dystansem jakby sam nie wierzył, ze wewnątrz niego może być coś więcej niż tylko cień. Obdarowała go ciepłym uśmiechem. Obchodził się z nią jak z porcelaną. Po tylu cierpieniach to była miła odmiana. Czuła się dobrze pomimo tego, że chłopak był w dotyku zimny. Poprawiła głowę i lekko się wzdrygnęła czując jego dotyk na ciele. Uśmiechnęła się jednak delikatnie. Zapomniała jak to jest czuć czyjaś czułość. Zamknęła oczy i skupiła się na tym przyjemnym uczuciu. Podciągnęła koc wyżej i przygryzła wargę słysząc jego słowa. Zastanowiła się dłuższą chwilę po czym uchwyciła jego wzrok.
-Tak...chciałabym abyś się uśmiechnął-
Postawiła sobie to za cel. Na jej ustach powoli, jakby chcąc mu pokazać jak to się robi, pojawił się promienny uśmiech. Po czym zerknęła na niego wzrokiem mówiącym "teraz ty". Lubiła jak inny się uśmiechali. Było jej wtedy lżej na sercu. Westchnęła ciężko zadowolona. Kiedyś obiecała sobie, że już zawsze będzie starała się uśmiechać. Nie tylko dlatego, że jej wrogowie tego nienawidzą. Ale również dlatego, że każdy zasługuje na mały promyk słońca. A chłopak żyjący w cieniu ma tego słońca poważny deficyt. Ona również była wyrzutkiem, śmieciem, którego nikt nigdy tak naprawdę nie kochał. Nie miała ramienia by się wypłakać i dobrze poznała gorzki smak samotności. Chciała aby ten młodzieniec poczuł trochę ciepła. A jeżeli zgodzi się ją przyjąć oboje już nie będą tacy samotni. Znów podniosła na niego wzrok, chciała mu to wszystko powiedzieć. Zaczęła niepewnie potem jej głos nabrał śmiałości.
-Czuję się jak porzucony szczeniak. Dobrze wiem jak to jest nie mieć do kogo się uśmiechnąć ani tym bardziej się wyżalić i płakać. Nie chcę aby ktokolwiek cierpiał, tym bardziej ty. Uwierz mi niewiele jest istot na tej planecie, które by mi pomogły. Jesteś wyjątkowy...nie pozwól aby twoje serce ostygło-
Po tych słowach powoli przysunęła swoją dłoń do jego piersi. Szukała jakiejkolwiek oznaki tętna. Chciała poczuć, ze ten chłopak żyje, że nie jest tylko kolejną nocną marą. Halucynacją, która niebawem się rozmyje, albo co gorsza, zamieni się w coś potwornego skazując jej umysł na katusze. Przymknęła chwilę oczy i nabrała ostrożnie powietrza wypuszczając je ze świstem. Szwy już tak bardzo nie ciągnęły. Może regeneracja będzie trwała krócej niż przypuszczała. Znów spojrzała głęboko w oczy młodzieńca. Szukała tam człowieka, którym być może kiedyś był. Chociaż z drugiej strony nie musiała szukać. Sam fakt, że jest tutaj pilnuje jej i tak delikatnie dotyka jest świadectwem dobrego ducha.
Teraz jednak trzeba się zając jeszcze jedną częścią jej ciała. Podniosła się powoli do pozycji siedzącej tak, że była na wprost nieznajomego. Spojrzała mu prosto w oczy a jej niebieskie oko rozbłysło magią. Po chwili na jej plecach zaczęły się formować białe jak puch skrzydła. Jednak zanim całkiem się pojawiły straciły swoją nieskazitelną urodę. One również były bardzo pokrzywdzone. Uchroniła się nimi przed śmiertelnym upadkiem.
Nie było jednak aż tak źle jak myślała. Nie były złamane ani nic poważniejszego. Obejrzała je uważnie poruszając nimi nieznacznie. Gdyby nie bandaże ani widoczne zmęczenie wyglądałaby jak pół anioł. Uśmiechnęła się w duchu na te myśl. Postanowiła jak na razie zostawić swoje dodatkowe kończyny i się nimi okryć. Często zamykała się w takim kokonie. Od skrzydeł emanowało ciepło, które przyjemnie ogrzewało jej zmarznięte drobne ciałko. Jednak nie ona tutaj była wychudzona a nieśmiertelny. Znów odwróciła wzrok w stronę chłopaka i sięgnęła po jego uleczoną rękę. Delikatnie pogładziła palcami po chłodnej skórze. Była równie czuła jak on wobec niej.
-Jestem pod wrażeniem, ze tak szybko odrosła-
Nie wiedziała, ze to dzięki jej woli regeneracja chłopaka tak przyśpieszyła. W sumie musiała się jeszcze wiele nauczyć o tym, że jej wola znaczy więcej niż mogłaby przypuszczać. Do tej pory była gnębiona, szykanowana, wykorzystywana. A przecież ma tyle ciepła do rozdania. Splotła swoje palce z ręką chłopaka i delikatnie ścisnęła.
"Ochronię go" pomyślała a jej oczy mówiły to samo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Nie Lip 05, 2015 10:59 pm

-...uśmiechnąć się?
Dlaczego zależało jej na tym, by Fiołkowooki był uśmiechnięty? Naprawdę tego pragnęła? Wpierw towarzyszka pokazała mu jak to powinien zrobić. Mimo pilnego przyglądania się, jego mięśnie ust nie chciały drgnąć tak znacząco, aby ułożyły się w wesołą podkówkę. To było trudniejsze niż mogło się wydawać. Nie zostało mu nic innego jak zastosować półśrodek. Wetknął sobie dwa palce do ust, ściślej do kącików, by zarówno kciukiem jak i palcem wskazującym unieść je wyżej nad linią warg. Nie, to bez sensu, to nie tak miało wyglądać. Speszony wyjął palce i uciekł wzrokiem gdzieś na bok. Przynajmniej próbował, może za mało starał się? Zniechęcony po dwóch porażkach zrezygnował z podjęcia tego zadania.
-A może coś innego?
Zapytał nieśmiało. Jak nawet najprostszej rzeczy nie potrafił wykonać, to jaki z niego dalszy pożytek? Ponownie dostał szansę na rehabilitację, kiedy do jego uszu dotarły pierwsze słowa Dwukolorowookiej. Wyspowiadała się przed nim jak na spowiedzi: że czuje się bezradna; że nie chciałaby widzieć u niego ani cienia bólu; że wie, jakie to uczucie nie mając do kogo się otworzyć, wyżalić. Ponadto ponownie określiła go przymiotnikiem, który według niego nie pasował do niego, a także... o jego sercu. Właściwie to dawno nie słyszał jego bicia, nie wiedział czy jeszcze je posiada. Dokładniej zbadały to palce Dobrodziejki, która za wszelką cenę chciała wesprzeć na duchu umazaną w czerni osobę. Jej dotyk spowodował, że zmrużył oczy. Poczuł bezpieczeństwo i przystań, jej moc krążącą w drobnym, porcelanowym ciałku. Ta mała chwila wystarczyła, by zupełnie znienacka wystraszyć się jej metamorfozy. Nie tylko to, że wstała na równe nogi, ale i to, że z pleców wystrzeliły jak z torpedy dwa anielskie skrzydła, zmusiły i jego do wstania na baczność i skupieniu się. Tak to jest, jak oddaje się chwili przyjemności - zaraz coś musi dziać się złego. Panicznie bał się aniołów, a Shathow w tej jednej chwili bardzo go przypominała. Przywarł plecami do pnia drzewa i zamarł w bezruchu. Z trudem pozbierał się w garść, z trudem nasączył wątłe ciało w odwagę, by podejść bliżej i dalej móc na coś się przydać. Niestety nie znał się na skrzydłach, tym bardziej takich wielkich i pięknych. Były pozbawione tu i ówdzie piór, trochę pokaleczone, i tylko na te zadrapania postanowił zastosować gazę z wodą utlenioną, by przemyć rany. Ale czy powinien w ogóle interweniować w tej delikatnej materii?
Zaraz to on został czule pochwycony za rękę, która wyglądała jakby nigdy jej nie stracił. Zrosła się doskonale. Jej zachowanie przypominało naprawdę anioła, tylko takiego, który musiał uciekać przed słońcem. I zupełnie nie zdawała sobie sprawę z tego, jaką ma w sobie energię. Była zdumiona kondycją ręki, którą uleczyła? Nie chciała przyznać się czy nie wiedziała?
Nie zostawi tak tej sprawy bez echa. Chciał uświadomić Shathow, tak jak i ona jego, że jest wartościową istotą. Że umie pomóc nie tylko dobrym słowem, ale i uśmiechem, przyjaznym gestem, a w przypadku ręki - mocą. Trochę zająknął się, gdy odpowiedział na jej słowa:
-N-nie powinnaś... nie powinnaś była nadwyrężać swoich mocy dla pomocy Bezimiennemu.
Co prawda nie wiedział, czemu Shathow nie zdawała sobie sprawy ze swojego czynu, lecz nie przypisze tej regeneracji do swoich zasług. Nie był typem kłamcy, przynajmniej wobec kogoś, kogo polubił - już nie tylko z powodu pochodzenia. Miała uroczy charakter, któremu nie dało się oprzeć i tylko pokazywał jak bardzo można w życiu cierpieć, a być twardym i nie załamać się mimo przeciwności losu. Złączyła swoją dłoń z jego czarną jak smoła ręką i uścisnęła lekko, przyjaźnie. Spoglądała na niego tak ciepło, tak życzliwie... nigdy nie czuł na sobie takiego spojrzenia, ani tyle ciepła w jednym momencie. Lęk po okazaniu skrzydeł wobec dziewczyny opuścił go na dobre. Ale i tak było mu wstyd, że wzbudził w dziewczynie tyle wyrzutów sumienia, iż podratowała jego zdrowie.
Nie odrywając oczu od jej spojrzenia odwzajemnił w końcu uścisk. Niby nic wielkiego, a dało się usłyszeć ciche i wolne pukanie jego uśpionego serca. Nie słyszał go, lecz Shathow była w stanie. Dostrzegła w nim coś jeszcze - w jego spojrzeniu czułe iskry, coś jak radość. Jakby na chwilę wybudziła młodzieńca ze snu spod czarnej i zimnej powłoki okrywającej jego ciało. Nie trwało to długo, Mrok upomniał anorektyka, że ma być jemu posłuszny, a swoje jakiekolwiek odczucia - odrzucić na bok. Słychać było trzaski, jakby od deformacji jego ciała. Nie było ich widać, to w jego umyśle i we wnętrznościach wiła się głębsza ciemność niż do tej pory. Skulił się odrobinę w sobie, lecz jeszcze nie puszczał rączki Dwukolorowookiej. Bał się, nawet nie o siebie, a o to, co mógłby zrobić przez przypadek Nieśmiertelnej, którą polubił. Dopiero gdy trzepnął nim porządny nerw, mocniej zacisnął rękę na dłoni Czarnowłosej. Krótki krzyk i prawie złamałby jej palce, dlatego szybko puścił dziewczynę i wycofał się w najmroczniejszy kąt. Siedział w kuckach skulony, nic nie odzywał się do towarzyszki. Jego głowa puchła, a w środku dostawał skrętu kiszek. Za co go tak karał ojciec Mrok? Że był zbyt blisko jego córki? Że zrobił coś nie tak? Zniesie ból, zniesie skrzyknięcia tu i ówdzie, ale błagał w myślach, by nie odbierał mu wspomnień! Już kiedyś tak pokarał młodzieńca, który tułał się niczym lunatyk przez wiele miesięcy, zanim od nowa poukładał sobie egzystencję. Wtedy zabrał najświeższe, ale ważne informacje. Zostawiał ludzką przeszłość w pamięci, żeby wiedział jakie wielkie miał szczęście, że stał się sługą i narzędziem Ciemności. I jak się odwdzięcza? Przymilając się do Córki Cienia, do istoty z wyższych sfer, nie to co on. Bezimienny. Tak bardzo nie chciał zapomnieć tej serdecznej i bliskiej mu osoby.
Przyjaciółki.
-G-gomenasai..., Shathow...
Chudzielec wyszeptał te słowa z dozą smutku, iż nie był w stanie zapewnić ochrony tak ważnej osobistości na dłużej niż dwie godziny. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała coraz wolniej, powoli tracił przytomność. Cierniste krzewy trzęsły się, lecz zamiast obumrzeć wraz z opadaniem sił młodzieńca - rozrosły się jeszcze bardziej. Za wszelką cenę... obronić Córkę Cienia...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Nie Lip 05, 2015 11:57 pm

Zaśmiała się krótko widząc próby chłopaka. Sama się sobie zdziwiła. Dawno nie słyszała tego dźwięku. Jedno pociągnęło drugie i w końcu się roześmiała. W końcu sama przejęła inicjatywę. Przyłożyła dwa palce wskazujące do kącików jego ust i delikatnie naciągnęła. Jej twarz była radosna i promienna. Przygryzła wargę i podziwiała swoje dzieło.
-No coś takiego...poćwiczymy. To wymaga wprawy-
Szczery uśmiech to dopiero sztuka. Shathow znała niewiele osób, które to potrafiły. A dziewczyna, nawiasem mówiąc, była w tym mistrzynią. Jednak spoważniała gdy szukała bicia jego serca. Zajęło jej to chwilę, ale było wątłe i umierające. Konało, ale było. To się dla Sophii liczyło najbardziej.
Jej skrzydła były piękne, jednak najwyraźniej metamorfoza go przeraziła. Skrzywiła się lekko i odwróciła zakłopotany wzrok. Chciała przeprosić ale głos uwiązł jej w gardle. W końcu odchrząknęła, ale chłopak już się pozbierał i zaczął przemywać jej rany. Zaczerwieniła się. Była kolejny raz damą w opałach. Ale skoro można to trzeba korzystać. Poza tym skrzydła były chyba najbardziej wytrzymałą częścią jej ciała. I pomimo, że straciła harmonię pozostały śnieżno białe.
Kiedy zabiegi nieznajomego dobiegły końca spojrzała się na chłopaka. Zmarszczyła brwi słysząc jego słowa. Jej mocy? Ona go uleczyła? Zrobiła zdziwioną minę i zamyśliła się na chwilę.
-Po co mi moc skoro nie mogę dzięki niej pomagać...ty mi pomogłeś o wiele bardziej jestem twoją dłużniczką-
Słowa z niej wypłynęły, nie wiedziała do końca czy mówi dobrze czy może coś przekręciła, jednak końcowy rezultat ją zadowolił. W końcu chłopka zasługiwał na podziękowania. Uratował jej życie. Martwiła ją również kolejna kwestia. Bezimienny. To, ze był jakoś z nią spokrewniony było pewne jednak czuła, ze coś ich dzieliło. Pewna przepaść tak jak szlachcica os chłopka. Nie obchodziło ją to. Przejęła się tym, że mówi o sobie jak o kawałku chleba. Czując jego uścisk i słysząc bicie serca nabrała pewności. Ona była istotą zrodzoną z harmonii, on cieniem. Przejechała kciukiem po wnętrzu jego dłoni. Pomimo szczęścia jakie czuła była niespokojna. Czuła zło gromadzące się w powietrzu. Miała paskudne przeczucia, które zaczęły się sprawdzać chwilę potem. Jego uścisk wywołał ból jednak dziewczyna nie skrzywiła się. Miała zatroskaną twarz a kiedy ja puścił poszła za nim. Wiedziała, że dzieje się coś nie tak. Widziała to. W egipskich ciemnościach jakie panowały jej wzrok był jej nie zawodził. Zauważyła jak czerń oplata chłopaka dusi go. Słysząc jego słowa jej serce zalało się żalem. Nie tylko z powodu cierpień chłopaka ale świadomość, kto go krzywdzi bolała najbardziej. Widząc jak jej przyjaciel traci przytomność zacisnęła dłonie w pieść tak mocno, że paznokcie wbiły się w jej skórę. Rozprostowała skrzydła i poruszyła nimi gniewnie. Jej niemy krzyk dotarł aż do piekła. Gdzie diabły kuliły się przed jej wściekłością. Jej ociec również się wzdrygnął. Nie przypuszczał, ze jego córka posiada tak silną wolę. Jednak mrok został wysłany. Kogoś musi ukarać.
Oboje oczu dziewczyny rozbłysło wraz ze znamieniem na czole. Było to światło złowieszcze, złe. Takie samo jakie obdarowywała grzeszków siedząc na swoim piekielnym tronie. Nienawidziła niesprawiedliwości. A skoro ojciec chciał ukarać jej przyjaciela za nic, an również kogoś ukarze. A potrafi być wyjątkowo podła. Wyjęła z kieszeni spodni swoja broń. Tessen. Ostrą częścią nacięła sobie całe przedramię. Krew spłynęła ciurkiem. Zacisnęła szczęki z bólu, jednak uśmiechnęła się pod nosem. Naprawdę paskudnie. Ciernie opadły i rozproszyły się jak pył. Wszystkie inne cienie ukłoniły się przed ostatnią Córką Cienia.
-Cienie...podwładni moi, mroku -przyjacielu- jej głos nabierał na sile aż przeobraził się w krzyk -DIABŁY PIEKIELNE I WSZELAKIE ZMORY! ZOSTAWICIE GO!- po tych słowach upuściła wachlarz czując jak opada z sił -Mścij się na mnie Ojcze! A jego...jego zostaw. Jest MÓJ!-
Zakrztusiła się ostatnimi słowami. Gniew Ojca Śmierci przeszedł na nią zostawiając w spokoju chłopaka. Jej słudzy wili się próbując choć posmakować jej krwi.
Poczuła jak miękiną jej kolana a świat wiruje. Oprała się o cień drzewa. Straciła już zbyt wiele płynów, nawet jak na pół-boską istotę. Opadła na kolana. Powieki stały się ciężkie jednak zdołała zbliżyć się do chłopaka. Dała mu spokój. W chwili kiedy on odzyska przytomność ona ją straci.
-Przepraszam, ze przysparzam ci cierpień-
Pogłaskała go po policzku smarując własną krwią po czym osunęła się w czerń błogiej nieświadomości. Była jeszcze bledsza niż wcześniej. Jej skóra nabrała niezdrowego szarego koloru. Szydła okrywały swoją właścicielkę. Jedno ich piórko, przy samej końcówce stało się czarne. Leżała tak dosyć długo. Przynajmniej ze trzy cztery godziny. Było grubo po północy ja zaczęła wracać do siebie. Nie otworzyła jednak oczu a nasłuchiwała co się dookoła niej dzieje. Rozcinając sobie skórę zawadziła również o opaskę, która kryła pod sobą blizny po samookaleczeniu się. Wyglądała na martwą gdyby nie lekki oddech i słabe bicie serca. Dojdzie do siebie, ale czy zdoła uniknąć wschodu słońca i bolesnej przemiany? Jeżeli się postara to być może. Chociaż wątpliwa to jest sprawa. Spróbowała unieść powieki. Bezskutecznie, były zbyt ciężkie a ona zbyt słaba. Musi się gdzieś schować inaczej wysiłki chłopaka pójdą na marne. Szwy pękną a krwotok będzie większy. Ta przemiana może ją zabić. Jednak ta myśl nie była aż tak straszna, wiedziała, ze wtedy co najwyżej obudzi się u Ojca w zamku.
Przywłaszczyła sobie chłopaka, teraz będzie zbierać za niego baty ilekroć on coś przeskrobią. Albo, jak tym razem, Ojciec po prostu będzie miał widzi-misie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Pon Lip 06, 2015 9:51 pm

Dziwne było uczucie, kiedy towarzyszka sama korygowała mu uśmiech swoimi szczupłymi, ciepłymi palcami. Śmiała się, gdy dostrzegła, że jego bielutkie zęby dały się układać w tę wesołą ekspresję. No i może z tego, że nie miał żadnych kłów - zęby proste jak u konia. Mimo zmarniałego wyglądu poprzez przebyte doświadczenia (zwłaszcza przez te ostatnie, okrutne) emanowała ogromną, pozytywną energią. Ze swojego niezwykłego wnętrza wprost na niego, niegodnego. Wydawało mu się, że traktowała go jak równego sobie, jakby był jej przyjacielem, a nie sługą. Jako osobnik stworzony z życzenia od Djina nie mógł równać się z tworami Mroku. Dlatego ciągle uważał siebie za narzędzie, nie za istotę z krwi i kości. Tylko czy narzędzie byłoby zdolne do uwielbienia innej osoby? I to wobec takiej, która chciała go wyzwolić, chciała mu pomóc, nawet w najmniejszej sztuce, jaką było okazywanie radości.
Dała mu coś więcej. Namiastkę mocy większej niż uzdrowienie ręki. Dała mu namiastkę człowieczeństwa. Nie traktowała go jak popychadło, nie rządziła jego ciałem jak jego ojciec. Tak bardzo różniła się od Mroku, a była jego Córką. Może to dzięki skrzydłom? E nie, to tkwiło COŚ w Shathow. Jej słowa... nie, ktoś taki jak ona nigdy nie będzie dłużnikiem. Już i tak wynagrodziła go swoją osobą, swoją obecnością, swoim czarującym spojrzeniem, miłym głosem, szczerszym od złota i diamentów uśmiechem. Jej postawa ośmieliła go do odwzajemnienia uścisku, a potem... otrzymał karę.
Otrzymał, lecz po kilku chwilach odzyskiwał siły. Tylko dlaczego? Zaraz doświadczył tego na własnych oczach i ciele. Shathow zdecydowała się przejąć jego karę - największym kosztem. Jego przyjaciółka ściągnęła gniew Mroku na siebie, dała przy tym pokaz swoich diabelnych mocy. Zatrzęsły się cienie, te lżejsze od wiatru rozmywały się, jak jego cierniste płoty. Przecież nie może, nie powinna tak robić! Jeszcze nie odzyskała zdrowia, a narażała się na kolejne! Gdy tylko pozbierał się na równe nogi podbiegł do niej, by uchronić jej głowę przed mocnym uderzeniem o ziemię. Dosłownie zasłabła mu na rękach. W oczach miał strach, przerażenie. Potrząsnął nią lekko, lecz ciało miała giętkie.
Już zaczynało świtać.
Rozpaliły się do czerwoności jego oczy i zdeformowało się najbliższe otoczenie. Rozlał się cień niczym plamy atramentu nawet na oświetlonych pierwszymi promieniami słońca zakątkach stawu. Ujął i wtulił w siebie dziewczynę prawie że bez ducha. Musiał ją stąd zabrać, i to prędko. Uważał jak mógł na jej skrzydła skrwawione, na jej ciało w bliznach i spazmach. Rozwarł cień w dziupli drzewa, aby przejść przez wrota do Królestwa Cieni. Tylko na chwilę, by przemknąć do innego miejsca.
Nie było czasu do stracenia.

z tematu z Shathow->Mieszkanie Ryu, a właściwie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Staw   

Powrót do góry Go down
 
Staw
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    H y d e  P a r k-
Skocz do: