IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Staw

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Euremia
Nimfa morska
avatar

Posts : 16
Join date : 22/04/2015

PisanieTemat: Staw   Pon Maj 11, 2015 2:21 pm

Dopiero co w zasadzie się stąd ulatniała by pomóc przy opatrywaniu małego chłopca, a już wracała by rozłożyć się na trawie koło niewielkiego stawu, po którego tafli pływały kaczki, lilie się unosiły, kilka drzew dawało przyjemny cień. Niedaleko jakaś rodzina grała we frisbee, jakiś pies biegał, ale nie było tu aż tak tłoczno jak przy głównej drodze.
Mia usiadła na trawie trzymając nogi bokiem przy sobie i z lekkim uśmiechem spojrzała na wodę. Oh, jak cudownie byłoby się zanurzyć w tej wodzie, choć na chwilę...
Zaraz jednak odgoniła tą myśl, bo to nie był dobry pomysł. Przeniosła wzrok na swojego towarzysza.
-Z czym ta pizza?-spytała z lekkim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aldrael
Indywidualista
avatar

Posts : 22
Join date : 22/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Sro Maj 13, 2015 4:43 pm

Rozglądnął się krótko po miejscu, które niejako wybrała dziewczyna. Cóż, całkiem przyjemnie. Lubił zieleń, choć akurat z woda różnie bywało. Miał raczej przykre wspomnienia z nią związane a może raczej... Mimo iż pewnym wydarzeń nie pamiętał to gdzieś tam jakiś uraz siedział w jego głowie i wolał omijać zbiorniki wodne. Na trawie jednak było zupełnie bezpiecznie więc usiadł zaraz obok Mii.
- A wiesz... w sumie to nawet nie wiem. - przyznał.
Położył pudełko między nimi i odpakował wieko. Pizza okazała się być jedną z tych bardziej wypasionych. Ładnie podzielona na cztery części, a na każdej z nich nieco inny skład dodatków. Do tego trzy sosy, o różnych smakach, które także były w pudełku.
- Jak widać... wybór jest. - odparł i sięgnął po jeden z tych bardziej mięsnych kawałków.
Salami, szynka, ser, pieczarki, kawałki kurczaka, ogólnie na ostro. Takie smaki bardzo mu odpowiadały, to też nie zawahał się przy wyborze.
- Skąd jesteś? - spytał, wracając spojrzeniem na dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Euremia
Nimfa morska
avatar

Posts : 16
Join date : 22/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Sro Maj 13, 2015 7:40 pm

To przeciwnie do niej, bo ona z racji rasy uwielbiała wodę, najbardziej słoną, ale taka stawowa też była super. Przyjrzała się pizzy i po chwili wybrała sobie kawałek z pieczarkami i salami.
-Z okolic Norwegii, mieszkałam tam z rodzicami i siostrami.-powiedziała z uśmiechem.
Wzięła gryza pizzy i chyba dopiero przeżuwając zorientowała się jak bardzo była głodna. W sumie nie miała nic w ustach od rana więc nie można się dziwić, aż dziw, ze do tej pory nie burczało jej jeszcze głośno w brzuchu.
-U nas to znacznie chłodniej jest niż tutaj.-dodała z uśmiechem.
Widać było, że świeże powietrze, neutralny grunt i obecność przyrody spowodowały, ze dziewczyna się rozluźniła i nawet otworzyła na swojego towarzysza. Zrobiła się spokojniejsza, bardziej rozmowna i weselsza.
-A Ty?-spytała biorąc przy okazji kolejny kęs.
Teraz w sumie nie odrywała od niego błyszczących, niebieskich oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aldrael
Indywidualista
avatar

Posts : 22
Join date : 22/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Sro Maj 13, 2015 8:40 pm

Pewnie gdyby nie poważne luki w pamięci roześmiałby się na jej słowa i rzucił czymś w rodzaju "u mnie to dopiero jest zimno". Jednak nie mógł tego zrobić, bo zwyczajnie nie był pewien właściwie skąd tak naprawdę pochodził. Kiedyś po prostu ocknął się w tym zimnym kraju jakim była Grenlandia, a potem stamtąd... uciekł? Coś w ten deseń. Zaczął się tułać po świecie by trafić tutaj i na jakiś czas zostać. Trudno powiedzieć jednak na jak długo.
- Grenlandia. - odparł, ale bez emocji, czy to pozytywnych czy negatywnych, po prostu nie wiedział co czuć do tego miejsca.
Ugryzł kolejny kawałek pizzy, zjadł i spojrzał znów na dziewczynę.
- A co do chłodu... to wolę gdy jest zimno niż gdy jest upalnie, więc pewnie spodobałaby mi się Norwegia. Byłem w wielu miejscach, ale tam jeszcze nie. - stwierdził spokojnie.
Trochę się zamyślił, jakby stał nieco nieobecny przez to, że sam wywołał temat pochodzenia. No cóż, może kiedyś się dowie skąd był i co działo się z nim zanim stracił częściowo pamięć.
Wziął tym razem kawałek pizzy z ananasem, kukurydzą i podstawowymi składnikami. Co się będzie ograniczał? Wolał mięso, oczywiście, ale warzywami czy owocami nigdy by też nie pogardził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Euremia
Nimfa morska
avatar

Posts : 16
Join date : 22/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Maj 14, 2015 12:27 am

Wzięła kolejny kawałek, nawet nie zwróciła uwagi z czym.
-Grenlandia? To podobne klimaty. Powinieneś odwiedzić Norwegię. Fiordy, szczególnie latem, są bardzo imponujące.-powiedziała z uśmiechem.
Nie mogła powiedzieć, że pomimo wielu przykrych rzeczy jakie ją spotkały, nie kocha swojego kraju. Wprost przeciwnie, uwielbiała go. Był to piękny kawałek świata, gdzie dzieci rosły szczęśliwe, było dużo zieleni i piękne morze.
Do tej pory często śniły jej się najpiękniejsze krajobrazy nordyckie, fale, słońce i białe skały nad przepaścią. To było coś, co wielu onieśmielało, a ją napawało optymizmem, siłą i dumą, że sama jest częścią czegoś tak pięknego.
-A co ogólnie robisz w życiu? Pracujesz gdzieś?-spytała po czym wzięła kolejny kawałek pizzy.
Musiała przyznać, że był to bardzo przyjemny obiad.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aldrael
Indywidualista
avatar

Posts : 22
Join date : 22/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Maj 14, 2015 6:09 pm

Zaklął gdy tylko wspomniała o pracy, uprzytamniając sobie, że zupełnie o tym zapomniał. Zerknął w pośpiechu na komórkę, którą wyciągnął z kieszeni spodni i... znowu zaklął.
- Jestem spóźniony do pracy. - zerknął na dziewczynę.
- Wybacz, ale spadam w trybie natychmiastowym... Może jeszcze kiedyś się spotkamy. - rzucił jej przepraszające spojrzenie.
Wstał i... zerknął na pizze, potem znowu na dziewczynę.
- Smacznego, możesz ją sobie zachować i zjeść. - dorzucił i zaraz odwrócił się by ulotnić się baaaardzo szybko w stronę centrum miasta.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Wto Cze 02, 2015 9:22 pm

I tak ponownie po godzinie jazdy, Ed i Voi dotarli do Londynu. Przez pierwsze dwie-trzy godziny wędrówki po mieście i patrolowania czy wszystko jest w porządku i żadne potwór nie grasowałby zaspokajać swoją chorą potrzeba zabijania bez żadnego powodu nic sięnie wydarzyło, aż w końcu zahaczyli o Londyński Hyde Park, i dodarli aż do tego pięknego stawu. Chciał go pokazać Voi, gdyż było to dla niego nie zwykłe miejsce. Zawsze, kiedy tu przebywał, podprawiał mu się humor niezależnie jak bardzo by był zdołowany czy zezłoszczony. Po za tym Voi czuła się pośród łona natury bardzo szczęśliwa. Widać to było po jej oczach i zachowaniu. Chyba jak była człowiekiem bardzo, lubiła obcować pośród natury. Z reszto nie tylko ona ale i Ed, każdy Polak Kocha Naturę i czuje się na jej łonie szczęśliwy.
- Jak ci się podoba to miejsce młoda? - wtedy to Ed, spytał Voi nadal mając przyjacielski uśmiech i przyjazny ton głosu. - To dla mnie niezwykłe miejsce, niezależnie jak bym był smutny bać zły. Gdy tylko tutaj jestem to od razu poprawi, mi się humor. I widzę że chyba też ci się tu podoba?

Ooc: Sorka za tak krótki post. Ale na razie dłuższego nie trzeba. ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Sro Cze 03, 2015 8:44 pm

***Jeszcze w mieszkaniu***

Spała tak spokojnie, błogim snem, że nic jej nie zbudziło. Edward także nie zbudzał dziewczyny, tylko od rana prężnie zajął się zakupami. Sporo przedmiotów, w tym również dla Voi, zawitało w wynajętym lokalu. Wartownik chyba faktycznie nie miał co robić z pieniędzmi, aż zdecydował się kupić nawet ubrania. Wszak nie posiadała nic więcej niż ubranie w pralce. Teraz miała trochę elektroniki, której nie była w stanie obsługiwać (jeszcze - albo poprosi o wyjaśnienie, albo sama do tego dojdzie), ciuchów, w dodatku pachniało śniadaniem. I chociaż nie miała najprzytomniejszej miny (z powodu procentów), to dość wartko wygramoliła się z łóżka. Dobrze prawił Braciszek - trzeba odświeżyć się. I mimo nowych ubrań, do których widoku jeszcze nie przywykła, wzięła wcześniejsze ciuszki. Może spieszyła się z powodu aromatycznych kiełbasek na stole? Albo żeby zobaczyć uśmiech i usłyszeć przyjemny dla ucha ton głosu Edwarda? W każdym bądź razie usiadła grzecznie przy stole i już nabiła widelcem posiłek, kiedy to uprzedził ją Opiekun i wręczył fiolkę. Spoglądając w jej wnętrze słuchała zalecenia Czarnowłosego. Miało to pomóc w walce z jej instynktem, czyli... tak jakby... stłumić swoją bestię, albo samą siebie dokładniej. Samą siebie zatłuc kijem baseballowym, hehe. Po takim porównaniu jaki przedstawił, trzeba było działać. Nie chciałaby, by pedofil dorwał kogokolwiek. Obracała w palcach naczynie i gdy mężczyzna skończył wykład, otworzyła zawleczkę i upiła łyczka. Bleeeeh! Ohyda! Aż jej buźkę skrzywiło i skłoniła się w pasie ściskając brzuch. Pewnie jej wewnętrzny potwór znał przeznaczenie tego trunku. Pierwsze dawki takie są. Skoro to miało pomóc, to miało, nie kwestionowała zdania Edwarda. Westchnęła tylko głęboko, lecz ciągle będąc dziwnie milcząca chwyciła widelec z kiełbaską i ugryzła kawałek. Dziwne, mogłaby przysiąc, że to inaczej smakuje w rzeczywistości. Bo w ogóle nie czuła smaku, ani kiełbasek, ani soczku.
-Ed... -powiedziała nagle spoglądając w prawie nietknięty talerz- ...pomożesz mi trochę zjeść?
Po długiej namowie, że nie może już nic wcisnąć w siebie (zwaliła na eliksir, a nie na brak smaku, nie chciała urazić kulinarnych zdolności mężczyzny), Ed dokończył za nią posiłek i wyruszyli na wyprawę, której Voi obawiała się poniekąd. Wsadziła ręce do kieszeni bluzy i ruszyła za Braciszkiem. Jej Stróżem, ale i stróżem wobec istot niebezpiecznych dla słabszych. Nie mogła odmówić towarzyszenia Wartownikowi, gdyby została sama, nie wiedziałaby co z sobą zrobić.

***Tutaj, Staw***

Być może zauważył, że Voi nie miała nastroju, jakby wczorajszy entuzjazm wypompował z niej energię przeznaczoną na dzisiejszy wieczór. Podczas warty trzymała się blisko mężczyzny i krocząc z nim trzymała także język za zębami. Zza jego pleców oglądała życie o tej później porze, które dzisiejszego wieczoru było aż zbyt spokojne. Krępowała się wymijania się z ludźmi, wtedy chowała się za plecami Edwarda. Ale zabrał ją w zupełnie inne miejsce, gdzie ponownie mogła otworzyć się i wyjść ze skorupki.
Przyroda zewsząd zapraszała do podziwiania, Voi nieśmiało wychyliła się zza Wartownika i podążyła pewniejszym krokiem ku stawowi otoczonemu wodną roślinnością i świetlikami. Było bardzo klimatycznie i uroczo, aż w końcu odezwała się po długim milczeniu.
-Owszem, bardzo ładnie tutaj. I spokojnie.
Usiadła przy brzegu stawu i chciała spojrzeć w taflę wody, lecz nie widziała znów swojego odbicia. No i jak miała sprawdzić czy jest rozczochrana? Mimo wszystko błogi uśmiech zagościł na jej twarzyczce, chociaż krwiste tęczówki zdawały się być nieobecne. Ten eliksir od Jen nieco ją otumanił, z tego co zauważyła. Przynajmniej nie miała aż tak wyczulonego słuchu, chociaż nie chciała przekonywać się o tym przed faktem dokonanym.
-Braciszku... -znów przerwała ciszę, gdyż nie mogła w sobie dłużej tłamsić tego, co siedzi w głowie; utkwiła w nim swoje rubinowe patrzałki- ...pewnie zdążyłeś mi przeczytać myśli, ale... muszę to powiedzieć na głos. Czy wczoraj zrobiłam coś... no... złego? Bo nic nie pamiętam... i... i boję się, że to z "tego" powodu...
Nie miała na myśli alkoholu, a to, że wpadła w trans i że ponownie kogoś zabiła. Wolała upewnić się, gdyż urwał się jej wtedy film tak jak właśnie podczas spijania posoki. No bo czemu miałby jej już dzisiaj dawać fiolkę z półśrodkiem na Nieokrzesańca?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nim
Leśna
avatar

Posts : 10
Join date : 15/05/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Sro Cze 03, 2015 9:31 pm

Dość późna pora jak na przechadzkę po parku. O tej godzinie w zielonych płucach miasta raczej trudno było kogoś spotkać. Nim było to, szczerze mówiąc, całkiem na rękę. Odpowiadała jej ta cisza i spokój. Park kojarzył jej się z domem. Też było zielono, gdzie nie spojrzysz drzewa... Pewnie dlatego tak często łapała się na tym, że idąc przed siebie w pewnym momencie zawsze trafiała własnie w to miejsce. Wzięła głęboki wdech. Powietrze może nie było tak czyste, jak tam, ale dało się to znieść. Nie musiała też martwić się dziwnymi spojrzeniami, które posyłali jej mijający ją przechodnie. Zupełnie nie rozumiała tego zachowania z ich strony i czuła się wtedy nieco nieswojo. No bo dlaczego tak na nią patrzyli? Nawet Tytuś nie bardzo potrafiła jej tego wytłumaczyć, hm. No nic. Zamknęła oczy i zboczyła ze ścieżki. Źdźbła trawy zabawnie łaskotały ją w bose nóżki. Chłodny wiatr rozwiewał włosy. W takich chwilach mogła przynajmniej sobie wyobrażać, udawać, że jest u siebie.
Maszerowanie z zamkniętymi oczyma nie było jednak wcale takim dobrym pomysłem. Znalazła się niebezpiecznie blisko drobnych, miejskich pijaczków, którzy najwidoczniej nie mieli gdzie się podziać. Zorientowała się jednak zbyt późno, by zdołać uciec. Czyjeś ręce owinęły się wokół jej pasa, a śmierdzący alkoholem oddech sprawił, że aż się skrzywiła i odwróciła głowę. Była zdezorientowana. Nic nie rozumiała. Co się dzieje? Dlaczego ktoś ją trzymał? Mocno. Nie podobało jej się to. Śmierdział. I mówił do niej dziwne rzeczy. Słowa, to były słowa, teraz już to wiedziała, mimo że nie rozumiała, co mówił. Poruszyła się gwałtownie, ale to nic nie dało - uścisk nie zelżał. Co prawda nie rozumiała tego, co do niej mówi, była jednak w stanie odczytać jego uczucia i domyślała się, że nie miał wobec niej dobrych intencji. Bała się, choć nie wiedziała jeszcze do końca czego.
Zaczęła piszczeć i szamotać się, kiedy jego dłonie zaczęły ją dziwnie ściskać. Co on robił? Musiało mu się to jednak nie spodobać, bo wtedy w jego rękach pojawiło się błyszczące, ostre coś. To, że było ostre odczuła na własnej skórze. Spanikowała. Nieświadomie pozwoliła, by ogarniające ją uczucie przejęło też napastnika. Poczuła wtedy, że uścisk zniknął. Zachwiała się i zatoczyła do tyłu. Odłamek szkła z rozbitej butelki wbił jej się w stopę. Ponownie z jej ust wydobył się głośny, przeciągły, przepełniony bólem pisk. Starszy mężczyzna leżał skulony za nią. Nie zwróciła na niego uwagi. Wspomagając się skrzydłami, uciekła. Obijała się o drzewa, ale to nieważne, nieważne. Byle przed siebie. Daleko. To bolało, nadal. Dlaczego bolało? Serce kołatało jej w piersi, jakby miało się z niej zaraz wyrwać. Nic... nie rozumiała...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Cze 04, 2015 1:14 pm

Ed, jedynie wpatrywał się w Voi, gdy ta odrzekła mu na jego pytanie. Widać, że panna Matti musiała lubić takie miejsca jak ten staw, gdy była człowiekiem, widać to było na pierwszy rzut oka, że bardzo jej się tu podobało, co Wartownika tylko cieszyło. Bo dzięki temu dziewczyna nadal nie musi się przejmować, tym co już się wydarzyło wczorajszej nocy. Zresztą Ed, nie chciałby Voi zadręczał się tym.
Wtedy to Nastoletnia Wampirzyca, po raz kolejny zaczęła mówiąc do niego "Braciszku" poczuł się wręcz zaszczycony tym gdy okazało się, że Voi naprawdę traktuje go jak brata, tak jak powiedział Eryk, gdy wczoraj rozmawiali pierwszy raz ze sobą. On, jest jej przyszłością. Teraz to On, musi mieć pieczę nad Voi i chronić ją przed tymi, którzy chcieli ją skrzywdzić, zarówno ludzie, jak i Nieśmiertelni, i niech tylko którykolwiek spróbuje tego, to wtedy nic, nawet armia nie uchroni przed Ed-em, tych którzy ośmielą się wyrwać z jej głowy choćby włosek.
Ed, jedynie wysłuchał całego pytania, jakie zadała mu młoda, jej przytłumienie spowodowane eliksirem co prawda troszkę utrudniały jej zebranie myśli, Jen mówiła, że na początku eliksir może ją troszkę przymulać, ale z czasem zamulenie ma znikać. Również uśmiechną się, kiedy po raz kolejny Voi, powiedziała, że zapewne czytał jej w myślach. Eh, trzeba będzie ją uświadomić, że Ed, niestety nie umie czytać myślach, bo był jedynie człowiekiem. Ale na to jeszcze przyjdzie czas. Wtedy to Ed, otworzył usta i rzekł do młodej wampirzycy.
- Nie, Voi. Nic nie zrobiłaś, przez co nie musisz się niczego bać moja droga, jedynie co to śpiewaliśmy razem piosenki. Masz bardzo melodyjny i dźwięczny głos, wiesz? Niczym, Anni-Frid Lyngstad z zespołu ABBA. Nic szalonego po alkoholu nie zrobiłaś, nawet powiem szczerze, że alkohol sprawił, że nie byłaś tak nieśmiała jak wczorajszego wieczoru, ale wesolutka i otwarta. I...
Wtedy, to Ed, przerwał, gdyż do jego uszu dotarł jakiś dziwny dźwięk, lub raczej pisk, pisk strachu i bólu. Na jego twarzy ponownie zagościła "Kamienna Twarz" od razu wiedział, że już coś się święci przy tym stawie, i wiedział, że chyba czas, aby Wartownik ruszył do dzieła.
- Voi, zostań tu. Czekaj tu na mnie i niezależnie co, nie waż się do mojego powrotu ruszyć stąd. - odparł do wampirzycy, tak jak by to był, rozkaz, ale w jego głosie znowu zabrakło jakichkolwiek uczuć czy emocji. Wtedy to, Ed, ruszył, biegiem w stronę gdzie dobył, się ten pisk. Gdy się zbliżał do jego uszu dochodził, bluzgi i charakterne gadanie przepełnione alkoholem i gniewem. I gdy tylko, dochodził, do owego ujadania niczym ujadanie wściekłego psa do jego uszu wreszcie dotarło, to zdanie.
- Wyłaź ty mała Nieśmiertelna kurewko! Zapłacisz mi za ten cios! Swoim plugawym żywotem!
I już był pewien, już wiedział, już był świadom. Łowca poszukuje swej ofiary. Ed, starał się ustalić, z której strony Łowca wydzierał swoją mordę, aż w końcu usłyszał ponownie ten sam pisk strachu i przerażenia, ale że był blisko tym razem był, głośniejszy. Ruszył szybciej w stronę, krzyku i po chwili ujrzał jak łowcę, który dopadł swą ofiarę, niewinna Nieśmiertelna leżał przygnieciona przez jego kolano, jak i ciężar ciała, oraz to jak przystawił coś do twarzy owej Nieśmiertelnej, po czym usłyszał.
- A teraz, potnę ci tę parchatą mordę ty nadnaturalna dziwko.
Ponownie dla Ed-a czas spowolnił, a w jego umyśle trybiki ruszyły na najwyższych obrotach, musi szybko zająć się Łowcą, ale tak by nie doszło przy tym do rozlewu krwi, choć Voi była pod działaniem mikstury, to jednak nie chciał mimo wszystko, aby dziewczyna wyczuła posokę Łowcy. I wtedy Wartownika olśniło, już wiedział, co ma robić.
Szybkim, ale i zarazem cichym krokiem, zbliżył się do Łowcy, po czym oplótł swoją prawą rękę o gardło Łowcy i zacisną je niczym imadło, lewą dłonią chwycił łokieć swojej prawej ręki tak, aby zamknąć pierścień na jego gardle, i podniósł łowcę z Nieśmiertelnej, po czym cofną się na dwa metry. Bydlak, walczył by uwolnić się z "Uścisku Śmierci" jakim teraz Wartownik obłożył Łowcę. Ale Ed, niczym granitowy posag stał niewzruszony, nie dawał możliwości by sukinsyn, się wyrwał. Nie liczył, ile go dusił, ale Łowca z chwili na chwile tracił siłę i ochotę do walki, a po chwili ręce Łowcy, które nie tak dawno włączył o wyzwolenie się z, straciły na energiczności i osunęły się tak jak by były zrobione ze szmat. Gdy, Ed, nie słyszał już oddechu łowcy, wtedy rozluźnił ręce i pościł truchło, które padło na ziemię niczym lalka ze szmat. Wtedy, to Wartownik, spojrzał się na Nieśmiertelną która okazała się nikim innym jak wróżką, ładne motyle i dość niezwykłe skrzydełka od razu potwierdzały to iż owa Nieśmiertelna jest Wróżką, choć mogła być też mieszańcem, gdyż. Te różki jelonka były czymś nie spotykanym pośród wróżek. Wtedy, to Ed, odrzekł do niej spokojnym tonem głosu.
- Już dobrze. Jest Pani, bezpieczna. Nic pani nie jest? - wartownik zadał to pytanie mając na dzieję, że bydle aż zbytnio jej nie skrzywdził, ale po chwili kątem oka spostrzegł, że coś jest nie tak. Na jej stopie, znajdowała się dość paskudna rana. - O, boże. Ty jesteś ranna. - powiedział z nutką przerażenia i troski. Wtedy to przykucną przy trupie i z jego koszuli wyrwał kawałek materiału, po czym podzielił, go tak by z tego opatrunek i bandaż. - Musimy szybko opatrzyć twoją ranę. - mówił cały czas do wróżki, spokojnym tonem głosy Miał nadziej, że mimo szoku ona go rozumie i nie będzie chciała uciekać gdzie pieprz rośnie. Wtedy to powoli, wyciągną ręce ku jej stopce, szkło jeszcze tam tkwiło, więc trzeba było, je usunąć jak najszybciej, delikatnie objął kostki swoją lewą dłonią, a kciukiem i palcem wskazującym chwycił, ten paskudny wystający kawałek szkła. - To może, niestety zaboleć. Gotowa? - ponownie odrzekł spokojnym lodowatym tonem głosu do Wróżki, i szybkim ruchem wyciągną jej to szkło, tak aby poczuła jak najmniejszy ból. Wtedy to szybko przyłożył do rany kawałek materiału, który miał na razie zastąpić opatrunek. Po czym zaczął, obwiązywać pozostało, resztą materiału mającą zastąpić bandaż jej stopkę. Robił to szybko by, Voi, nie wyczuła zapachu krwi, choć eliksir delikatnie ją zmógł, przez co miał dodatkowy czas by szybko zatamować ranę nim do młodej dojdzie zapach krwi, ale miał nadziej że Voi mimo wszystko usłucha jego "rozkazu" i mimo co pozostanie tam gdzie ją zostaw, aż nie powróci. Gdy skończył, spojrzał się na Wróżkę, delikatnie się uśmiechną i odparł.
- Pomóc, pani wstać? - po czym wyciągną rękę do ledwo co uratowanej Nieśmiertelnej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Cze 04, 2015 2:55 pm

Tak, uwielbiała ten skrawek Londynu, nawet nie mogła określić dokładnie dlaczego, ale tak było. Nie okłamywała przecież Braciszka, a gdyby nie spodobałoby jej się, może miałaby śmiałość to oznajmić. Tymczasem polubiła od razu ten staw, który i dla Edwarda był cennym sacrum. Spojrzała na niego z dołu i bacznie przyglądała się jego mimice. Naprawdę widać było po nim relaksację, prawie jak przy śpiewaniu. Tylko tutaj jeszcze gościło skupienie i wyciszenie.
I w końcu jej spadł kamień z serca, kiedy wszystko wyjaśniło się. Tamtej nocy (właściwie nad ranem) wcale nie zraniła nikogo dla krwi, tylko bawiła się z Edwardem. Czemu nie mogła tego zapamiętać? Głupie piwo, następnym razem postara się nie pić piwa, by móc wspominać później uroczą chwilę z Czarnowłosym. Wierzyła mu na słowo, czemu miałby ją okłamywać w tej kwestii?
Uspokojona odetchnęła z ulgą i cicho odpowiedziała z lekkim uśmiechem:
-Oh, to do-...
Nie dokończyła myśli, gdyż zaraz Wartownik zatrzymał ją ręką i spoważniał. Ale spoważniał tak na zabój. Wiedziała co to mogło znaczyć, chociaż wolałaby nie być świadkiem zdarzenia. Nigdy nie wiadomo co się działo, póki nie jest się w centrum akcji. Edward rozkazał jej zostać na miejscu, choćby nie wie co. To oznaczało grube kłopoty, gdyż do tej pory trzymała się blisko niego, a teraz jak pójdzie sam...
Przełknęła ślinkę i skinąwszy głową odpowiedziała:
-Dobrze.
Kucnęła od razu przy ziemi, wcisnęła głowę między kolana, a rękami objęła mocno nogi. Co prawda to nie sprawiało, że nagle sobie zniknie, lecz może nie będzie miała jak słuchać otoczenia. Nawet kaptur całkowicie zasłaniał jej głowę i próbowała w tej samej chwili coś podśpiewywać pod nosem, żeby zagłuszyć rzeczywistość. Znała tylko "Scatmana" i tą piosenkę przedstawioną przez Braciszka, więc te słowa, które jej przychodziły do głowy, nuciła lub werbalizowała lekko drżącym głosem. I wtedy zaczęła się batalia.
Do jej nozdrzy dotarła odrobinka posoki rozpuszczona w powietrzu. Otworzyła oczy na oścież i starała się śpiewać głośniej, żeby bestia nie miała prawa wychylać się przed szereg. Substancja z fiolki dawała o sobie znać, drętwiały jej palce u rąk i nóg, jakby chcąc przygnieść dziewczynę do trawy i nie pozwolić wstawać. Czuła też coś na wzór skręcania rąk i nóg, to ją strasznie bolało.
-Khy...khyyy...khaaaa!
Nie mogła nawet skupić się na śpiewaniu. Przy krzyku ujawniła długie lśniące kły gotowe do wbicia ofiary, której przecież nie było obok. Zacisnęła powieki i ów zębiska, lecz najdłuższe zęby nie mieściły się w jamie ustnej. Miała zostać na miejscu, to zostanie! Musi, Edward jej kazał! Kolejna, silniejsza woń szarpnęła całym jej ciałem o jakieś dwa metry bliżej celu i znów legła jak długa na trawie. Nie mogła się poddać! Nie po to starania jej Braciszka, by miała ulec. Tylko dlaczego ciało jej nie słucha!? Ponownie podrywało się do wstania, w dodatku aromat posoki nasilał się. Tego było już za wiele...
... i w tym momencie w umyśle zagościła jedynie żądza krwi.
Ed nie musiał pomagać w stawaniu na równe nogi Wróżce, gdyż ta już była na nogach, za sprawą Voi. Wystarczyło mrugnięcie oka Wartownika, a młoda Wampirzyca stała za Turkusowooką i jedną ręką ścisnęła ją ku sobie. Na twarzy Zielonowłosej pojawiły się czarne żyły, tak jakby wypity łyk z fiolki zatruł jej organizm, a tak naprawdę pomagał w walce z Potworem. Był jednak zbyt silny, stąd jej obecność na miejscu zdarzenia. W kącikach oczu dało się dostrzec dopiero co zaschnięte łzy, a to znaczyło, że pamiętała o porażce nad kontrolą samej siebie. Że ułamki sekund przed utratą władzy nad organizmem olśniły ją, iż jest strasznie słaba, a nie chciała taką być! Gdzieś zniknęły jakiekolwiek granice, przypominała jedną z tych Bestii, które Wartownik widział na swojej drodze wielokroć. Bez żadnego ostrzeżenia wbiła kły w szyję Rogatej panience i trzymając kurczowo przy sobie spijała z niej krew. Ale dało się dostrzec subtelną różnicę. Voi nie piła prędko, bardziej tak jakby bawiła się pożywieniem. Łyk na pięć sekund. I przy tym brak uronienia kropelki na marne. Jeszcze jest czas na wyjście z opresji, trzeba tylko znać sposób. O ile ktoś chciałby, by taki potwór jak Voi przeżyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nim
Leśna
avatar

Posts : 10
Join date : 15/05/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Cze 04, 2015 7:16 pm

Nagle znikąd pojawiła się jakaś postać. Mężczyzna. Jego obecność tutaj ją zaskoczyła, ale nie miała czasu ani nie była w stanie się nad tym teraz zastanawiać - ból przyćmił jej umysł. Odłamek szkła, który wbił się w jej stópkę mógł stać się też przyczyną wdania się zakażenia, tak swoją drogą. Jednak wracając, początkowo przeskakiwała wzrokiem z obcego na pijaka. Nie bardzo wiedziała, kogo powinna bardziej się obawiać. Może ten nieznajomy, który właśnie teraz przyszedł też zamierza zrobić jej coś złego? Wystarczył jeden rzut oka na jego beznamiętną twarz! Strach ją sparaliżował. Nie ucieknie. Nie ucieknie. Nie da rady. Nie była nawet w stanie odczytać jego emocji. Tak, jakby był wyprany z wszelkich możliwych uczuć. To przeraziło ją jeszcze bardziej. Trwoga ogarnęła ją całą.
Ale wtedy ciężar tego śmierdzącego człowieka, który tak przykro ją traktował, zniknął. Zdziwiło ją to, no bo jak to możliwe, że w jednej chwili jest przygnieciona, a w następnej nie ma już nic? Zdezorientowana, niepewnie uniosła wzrok, a jej oczom ukazał się obraz Wartownika, który trzymał jej napastnika ponad ziemią. Po co? Nie rozumiała. Ten drugi chyba nie był z tego zbyt zadowolony, bo okropnie wierzgał rękoma, nogami i wydawał z siebie jakieś dziwne dźwięki. Nie słowa - charczał, jak zwierzę. A potem... znieruchomiał. Wszystko to stało się tak szybko, tak nagle. Za szybko jak dla niej - nie rozumiała większości z wydarzeń, które właśnie zaszły.
Obcy upuścił tego człowieka, który już się nie ruszał i leżał na ziemi w takiej pozycji, w której na nią upadł, po czym spojrzał na nią. Wróżka szybko odwróciła wtedy wzroki spróbowała na czworaka się wycofać, ale odłamek wbity w stopę bardzo jej w tym przeszkadzał. Przewróciła się. Wiedziała już, że nie będzie w stanie czmychnąć stąd tak, jak zawsze to robiła w takich chwilach. Nie tym razem. Skuliła się. Mała, trzęsąca się kuleczka.
Do jej uszu dobiegł jednak głos, który wcale nie był groźny, raczej uspokajający i pytający. Odważyła się podnieśc głowę. Edward zaś klęczał już nad nią, z troską zajmując się jej raną. Ujął szkło tkwiące w jej nodze. Zaraz... co on zamierzał zrobić? Znów nabrała ochoty pierzchnąć. Ale nie zdążyła, nieznajomy już szybkim ruchem wyrwał ciało obce, co spowodowało kolejną falę bólu i kolejny pisk. Raz-dwa odsunęła odeń nóżkę. Był taki sam, taki sam jak tamten! Też chciał jej zrobić krzywdę! Wtedy jednak zaczął owijać jej stopę materiałem. Nie rozumiała celowości. W końcu gdyby chciał jej zaszkodzić zrobiłby to natychmiast, już w tej chwili, tymczasem robił... no, coś. I nawet uśmiechnął się do niej, wyciągając rękę.
Nie zdążyła podać mu swojej.
W jednej chwili znów znalazła się w czyichś silnych objęciach. Wyglądało na to, że na paru siniakach się nie skończy... Szarpnęła się. Chciała sama stać. Chciała uciec. Nie chciała tu być, wszystko działo się dla niej zdecydowanie za szybko, nie nadążała. Jakiś dziwny potwór, bestia o czerwonych oczach, trzymał ją i nie zamierzał puścić. Nie przestawała się jednak szamotać! A wtedy... Poczuła, że coś wbija się w jej szyję. Ból. Tyle bólu. Znowu. Oczy rozszerzyły jej się a z gardła wydobył się krótki, ochrypły krzyk. Nie wiedziała, co się dzieje, czuła jednak, że opuszczają ją siły. Cała stała się bólem. Ból ten natomiast spowodował ponowne wymknięcie się jej mocy spod kontroli i zaczął udzielać się też innym, wyolbrzymiony, wraz ze strachem, który ją przejmował. A Voi, wraz z krwią, którą z niej wysysała, mogła też poczuć ogromną senność. Nie jakieś tam lekkie zmęczenie, ale prawdziwą senność, kiedy powieki same opadają i nie można nic z tym zrobić, siły znikają jak ręką odjął i wszystkim, co pozostaje, jest tylko sen.
Sen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Cze 04, 2015 8:29 pm

Zanim wróżka z rogami, podała swoją rękę Wartownikowi to w mgnieniu oka stanęła na nogi, przez chwilę nie wiedział, co się dzieje bo w jaki sposób mogła to zrobić przy zranionej stopie. Potem podniósł głowę, i ujrzał jak Voi stała za Rogata Wróżką, już z wbitymi kłami w jej szyję. Niestety jej instynkt przeją nad nią kontrolę, ale nie do końca. Ed, widział że spijała posokę Wróżki powoli niż w przypadku Łowców, których przy ich pierwszym spotkaniu wysuszyła do cna w kilkanaście sekund, a to było przecież troje dorosłych i rosłych mężczyzn.
Też nie wiedzieć dlaczego nagle, jego głowa zaczęła robić się ciężka, to samo ręce, jak i reszta ciała. Przez chwilę myślał, że padnie tu wycieńczony jak po najcięższym polowaniu, jednak szybko machną głową, by tylko odgonić senność, wiedział że jeśli nie zadziała odpowiednio szybko Wróżka może nie wyjść z tego cało. To jedynie dodało mu skrzydeł, adrenalina i gniew powoli odganiały tą senność, która wzięła się nie wiadomo skąd, a poczucie obowiązku tylko potęgowały efekt gniewu i adrenaliny, która w jakiś sposób go ocuciła. Co jednak nie było łatwe, ale udawało się.
Wtedy to Wartownik, wyciągną z kieszeni jeden ze swoich srebrnych noży. I szybkim ruchem, powstał na równe nogi, po czym przyłożył, na czole Voi klingę noża. Nie ostrzem, ale, płaską powierzchnią, noża. Ed, nie chciał zranić Voi, a wiedział, że ból po zetknięciu jej bladej skóry ze srebrem pozwoli, by Młoda Wampirzyca odessała się od Wróżki. Już nie raz ta sztuczka uratowała go przed wyssaniem.
Gdy tylko Voi krzyknęła z bólu i oderwała się od Wróżki, Wartownik podciął jej nogę i po czym wolną ręką chwycił jej bluzę i powalił ją na ziemię. Kolanem przygniótł jej pierś, co prawda próbowała, się wyrwać i jej wampirza siła dawała, o sobie znak, ale dzięki srebru nie była to siła wykorzystana w pełni, w końcu srebro zawsze osłabi wampira, gdy ma z nim kontakt, po za tym ból też da o sobie znać. Po chwili, Ed, krzykną do zahipnotyzowanej w Instynkcie Voi.
- VOI! - jego głos był przepełniony gniewem, i to takim jak by Kapral darł się na szeregowego, by dotarły do niej słowa Wartownika. Wartownik nadlać z krzykiem i tym samym gniewem, nadal mówił do Voi. - VOI! WALCZ Z NIM! NIE POZWÓL, BY NAD TOBĄ PANOWAŁ! WALCZ! WALCZ! - Ed, krzyczał głośno, prawie na całe gardło tym samym tonem Kaprala jak na samym początku, nadal trzymając srebrną klingę na jej czole. Przez chwilę zapomniał o owej wróżce. Teraz najważniejsza była Voi. Musiała pokonać swoją bestię. I choć Ed, zadawał jej ból srebrnym nożem, to wiedział że to może pomóc Voi, opanować się, i stawić czoło swojemu Instynktowi. Próbował, trzymać ją w szachu tak długo jak to jest konieczne. Nawet jeśli by musiał się z nią szarpać nawet do rana, nie miał zamiaru zrezygnować. Nie miał zamiaru odpuścić. Bo wiedział, że, nie może teraz zawieść ani przed chwilą uratowaną przed Łowcą Wróżkę, a tym bardziej Voi.
Walczył aż do momentu, kiedy Nastoletnia Wampirzyca, pokona swój Instynkt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voi
Nieokrzesany
avatar

Posts : 24
Join date : 17/05/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Cze 04, 2015 9:11 pm

Nie wiedzieć czemu, coraz bardziej niemrawo szło jej spijanie posoki. Wampirzyca miała wrażenie, że wręcz zaśnie podczas spijania krwi Turkusowookiej Wróżki. A miała bardzo dobrą posokę - delikatną, łagodną, lekko słodkawą, rześką niczym leśne powietrze. Czemu miałoby to ją męczyć? Potwór nie przerwałby i tak procesu konsumpcji, gdyby nie prędka interwencja z dwóch frontów.
Po pierwsze ze strony ofiary. Nie tylko usypiała skutecznie Zielonowłosą, lecz dzieliła się z nią swoim bólem, także odczuwała coś dziwnego w okolicach swojej własnej szyi. Ogólnie osłabiona bestia, otumaniona czarem i fiolką od Jen, zdawała się zwalniać obroty spijania krwi, ale wciąż to robiła. Dopiero drugi front sprawił, że fizycznie Voi odczepiła się kłami od ofiary. Edward we własnej osobie i przy użyciu narzędzia wykonanego ze srebra odsunął Wampirzycę od ofiary. Za pierwszym razem mimo przyłożonego ostrza do czoła zdołała kopnąć nogą pod żebro Wartownika, który jednak nie stracił równowagi i co gorsza dla potwora - przygniótł ją do ziemi swoim ciężarem. Oczywiście, że chciał się wyrwać, szamotał się i wymachiwał rękoma jak oszalały. Zapach krwi odurzał ciało Voi i opanowało umysł bez pamięci.
Wtedy też gdzieś tam słyszała stłumiony głos jej Braciszka. Był stanowczy, proste komendy miały skutecznie dotrzeć do jej zabłąkanego umysłu. Rozświetlone ślepia nie odrywały się od Wartownika, ręce nadal starały się sięgnąć do jego twarzy, by wydrapać mu oczy paznokciami przypominające obecnie szpony. Z jej ust toczyła się piana wściekłości, że przerwał jej posiłek, chociaż z każdym machnięciem rąk w powietrzu wydawała się być coraz bardziej spokojna. Czar Wróżki zarówno na sen jak i na dzielenie się cierpieniem działały wybornie, srebrne ostrze przyłożone do jej czoła spełniło swoje zadanie - te czynniki osłabiły ciało Nieokrzesanej. Za to słowa Edwarda miały służyć pokrzepieniu woli zrozpaczonej młodocianej, by podjęła walkę z tym, co w niej siedzi. Wierzgała nogami coraz mniej skutecznie, wszystkie ruchy spowolniły się, aż wreszcie z rozdziabionymi ustami próbowała złapać oddech. Jej dzikie oczy zyskały delikatny rozumny odcień. Rozmazany obraz ujawnił, że Czarnowłosy przytrzymywał ją ku podłożu i płaską stroną ostrza przyciskał jej głowę do trawy. Gdzieś za nim majaczyła nieznana (w pewnym sensie) sylwetka, której to posokę miała w sobie. Istotka z Rogami nie tamowała krwotoku z szyi, a to pobudziło znów bestię, i kłapnęła zębiskami na Edwarda, by ją puścił. Wywijała rękami, by zadać jakikolwiek cios, lecz żaden nie sięgał skutecznie celu. Tak jeszcze z kilka razy - spokój, agresja, spokój, agresja... - powtórzyło się, aż całkowicie wyczerpana, poraniona od noża (srebro wypaliło jej skórę na czole) i pod wpływem uśpienia oddała się wreszcie ramionom Morfeusza. Na jej ciele widniało wiele czarnych żył od wysiłku i substancji z fiolki, z którym i tak organizm zawzięcie walczył jakby było trucizną. Z niedomkniętych ust sączyła się piana z odrobiną krwi, natomiast pod kurtyną długich rzęs widniały świeże strugi łez. I pomyśleć, że to ona jeszcze przed chwilą była drapieżnikiem.
Edward i tajemnicza Wróżka mogli być z siebie dumni - pokonali wampirzycę. Na szyi zaś Rogatej zamiast dwóch krwistych otworów pojawiła się blizna w kształcie otwartego pęku róży, wielkości piłki pingpongowej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nim
Leśna
avatar

Posts : 10
Join date : 15/05/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Cze 04, 2015 9:46 pm

Obcy po raz kolejny wyrwał ją z objęć śmierci. Oderwał od niej wampirzycę i powalił ją na ziemię. Wróżka nawet tego nie zauważyła. Poczuła tylko, że śmiertelny uścisk zniknął. Nie była już przez nikogo podtrzymywana, zdawało się wręcz, że zapomniano o jej obecności - no, może z wyjątkiem wampirzycy, która nadal była spragniona jej krwi. Nie była już przez nikogo podtrzymywana, toteż z kolan powoli osunęła się na trawę, bez sił. Miała pustkę w głowie, nie była w stanie myśleć. Zwinęła się w kłębek. Mały kłębek bólu i strachu. Nie czuła nic więcej poza tymi dwoma rzeczami. Nie była w stanie myśleć. Nie myślała. Czuła. Była bólem i strachem, niczym więcej. Wpatrywała się w parkę zamglonym, nic nie widzącym wzrokiem. Kto wie czy nie był on bardziej martwy od truchła łowcy, leżącego gdzieś w pobliżu. Było jej zimno. Nie chciała tu być. Nieprędko znów wróci do parku, a wspomnienie dzisiejszego wieczora będzie ją pewnie prześladowało do końca życia. Nie miała siły płakać. Właściwie to nie miała siły na nic. Ciepłe strugi krwi spływały po jej szyi, z rany, którą sprawiła jej wampirzyca. Chciała ją dotknąć, zakryć, powstrzymać jakoś ciecz, ale nie miała siły drgnąć choćby palcem.
Spojrzenie rogatej jakby ożywiło się na moment w chwili, kiedy usłyszała krzyki Wartownika. Voi. Voi... Imię jej napastniczki. Utkwiło ono w głowie Nim. Coś jej się z nim kojarzyło. Coś przypominało. I nagle już wiedziała.
- V-Vo... ii... -
jęknęła cichutko. Przewróciła się na bok, twarzą do nich. Nadal się szamotali. Tymczasem ona, wyczerpana, na czworaka zaczęła się do nich zbliżać. Powolutku, bo tylko na to było ją stać w tej chwili - była w końcu wyczerpana, zarówno po wyssaniu jej krwi przez bestię (nie, to nie była bestia, to była Voi, Voi), jak i po użyciu mocy. Może i postępowała w tej chwili nierozważnie, jakby sama podsuwała się na żer, masz, wypij sobie jeszcze, ale teraz, kiedy już przypomniała sobie kim jest zielonowłosa, nie mogła postąpić inaczej. Po prostu nie mogła. Chciała znowu być blisko niej. Jak dawniej. Jak kiedyś.
Ze łzami w niepokojąco pustych oczach, znalazła się już tuż obok Nieokrzesanej. Złożyła głowę na jej piersi i wtuliła się w nią. To był dla niej szczyt szczytów - wystarczająco dużo wysiłku jak na jeden dzień.
"Voi" było ostatnim słowem, które wydobyło się z jej ust, zanim odpłynęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Edward Hermanowski
Wartownik
avatar

Posts : 25
Join date : 15/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Czw Cze 04, 2015 11:11 pm

Ed-owi wydawało się, że szał który targał Voi, powoli zanikał, w jej oczach dostrzegał jak by Nastoletnia Wampirzyca, powoli zaczęła panować nad Instynktem, co prawda jeszcze kilkukrotnie wybuchła, to jednak te wybuchy były coraz słabsze. Nawet jej, próby wyrwania się coraz bardziej zanikały. Aż w końcu Voi odpłynęła, wtedy to Ed, zdjął z czoła młodocianej srebrną klingę, zabrał kolano z jej torsu, powstał na równe nogi. Choć ledwo co się utrzymał, tak bardzo mu się chciało spać, ale nie mógł, jeszcze nie. Wtedy to sam sobie zadał siarczystego i mocarnego liścia w twarz, aby się ocknąć, ból przy uderzeniu i mocne pieczenie tylko go pobudziły, też bolące żebra dawały o sobie znać, gdy nie to, że srebro osłabiło Voi, to po tym kopniaku Ed miał by już połamane żebra, a tak jedynie z lekka poobijane, akurat dla niego to była fraszka. Ponownie, senność odeszła. I gdy, jego umysł nie był zmącony przez senność, która zapewne była, dziełem owej wróżki zobaczył, dość nietypowy obraz, gdy ta wróżka przytuliła się do piersi Wampirzycy, tak jak by była ona dla niej kimś bliskim. Czy możliwe, że ta wróżka znała Voi? Gdyby nie, to by ta rogata wróżka nie zbliżała się do Voi, tylko by uciekał jak najdalej od niej.
Niezależnie, tak czy owak, Edward, teraz robotę. Dwie Nieśmiertelne, które potrzebują opieki i truchło martwego Łowcy, które powinno zniknąć, aby następnego dnia przypadkiem ktoś nie odkrył, tego trupa. Od razu wziął się do pracy. Wpierw, zaniósł wróżkę do swojej Impali, i wygodnie usadowił ją na tylnym siedzeniu, po czym powrócił po Voi i tak samo jak wróżkę usadowił na tylnym siedzeniu obok niej.
Kiedy obie panny smacznie spały we wnętrzu Impali, Ed, powrócił po truchło Łowcy, a gdy tylko powrócił, z tym stygnącym kawałkiem mięsa położył, go nieopodal bagażnika. Otworzył go, po czym otworzył klapę do drugiego dna bagażnika. Gdy, poukładał w przegródkach swój pistolet MAG-08 oraz noże i zamkną drugie dno, wtedy to ponownie wziął na ręce trupa i wpakował go do bagażnika, po czym najszybciej zamkną, go.
Jeszcze na wszelki wypadek zadał sobie kolejnego mocnego liścia w twarz, by cały czas być przytomnym. Wtedy to, on wsiadł do samochodu.
Ale nim, uruchomił swego rumaka, odwrócił głowę, by zobaczyć, jaki jest stan Voi i wróżki, obie jedynie smacznie spały, co Ed-a jedynie uspokoiło. W pewnym sensie nawet czuł się z lekka zadowolony. Kolejny potwór gryzie glebę, dwie niewinne istoty uratowane, co prawda są lekko ranne, ale najważniejsze, że żyją i nic im już nie zagraża. Innymi słowy "Zadanie Wykonane"
Gdy tylko upewnił się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, uruchomił silnik i ruszył w kierunku motelu.

z/t we troje Motel "Harvelle's Roadhouse"
(Voi i Nim od razu piszcie w "Harvelle's Roadhouse")
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Nie Cze 28, 2015 4:54 pm

Cicho i spokojnie, jak zawsze zresztą. Skąpany w czerni nie rzucał się w oczy nielicznym śmiertelnym, i tak nie chciał być przez nich dostrzeżony. Siedział pod pochyłym drzewem nad stawikiem, a że była późna pora, to ten skrawek natury świecił pustkami. Analizował w głowie spotkania z Nieśmiertelnymi, które mógł policzyć na palcach od jednej ręki. Dokładnie dwie wizytacje, i żadna ze satysfakcjonującym zakończeniem. Fakt, to była w większości jego wina, lecz zdawać się mogło, iż okoliczności nie sprzyjały. Mrok mocno zamieszał młodzieńcowi w głowie, do tego stopnia, iż zaczynał robić sobie wyrzuty, że w ogóle dał się chwili słabości, aby poznać kogoś bliżej. Chociaż co podnosił wzrok na niebo, ciągle przypominał sobie wspólne tropienie gwiazd z Ushą. To ona nadała mu imię Forneus, które już będzie z nim związane. Białowłosej prędko nie zapomni, chociaż dla jej dobra - powinien. Jego moc płatała mu figle, powoli przestawał ufać samemu sobie. Może to nierozsądne, lecz chciałby jeszcze raz spojrzeć jej głęboko w cudne oczy i podziękować za towarzystwo. A tak to uciekł, jak tchórz, gdy grunt pod nogami zrobił się grząski.
Uniósł antenki na głowie na sztorc i patrolował Królestwo Cienia, które rozrastało się z upływem czasu o kolejne ciemne zaułki. Oczy świeciły wściekłą czerwienią, ale właściciel nieprzyjemnego spojrzenia siedział w spokoju w miejscu z brakiem dostępu do najmniejszego promienia słonecznego. Czy już zawsze tak będzie? Stronienie od istot żywych to mało pochlebny czyn, jednak wewnętrzny mus trzymał młodzieńca na uboczu, jak na krótkiej smyczy. Anorektyk powinien przespać się, gdyż od tygodni wałęsał się po cienistych szlakach, a obecnie zrobił się drażliwy. Na co tylko spojrzał spod drzewa, wywoływało u niego skręt kiszek. Oczywiście na wszystko był taki cięty, co kąpało się w ostatnich promieniach słońca. Kiedyś... kiedyś zapanują Wieczne Ciemności, i będzie mógł hasać po świecie jak tylko zechce. Nie będzie przykuty do cieni, nie będzie musiał spoglądać na oświetlone twarze innych istot... W istocie, zrobił się nerwowy, powinien odpocząć. Tak też próbował, pod lichym drzewkiem, nad stawem częściowo utopiony w czarnej mazi zmierzchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Sob Lip 04, 2015 2:41 pm

Ból promieniował na całe ciało. Jej usta wykrzywiły się w niemym wrzasku. Przemiana dobiegła końca. teraz będzie kontynuować piechotą.
Rany były rozległe. Może jednak powinna odpocząć. Pozwolić ciału się zregenerować. Nie potrafiła jednak stanąć w miejscu. Za każdym razem jak zwalniała czuła oddech tego potwora na karku. Już dawno go zgubiła a pomimo to nie mogła przestać uciekać. Mieszały się już jej dni nie wiedziała do końca gdzie jest i czy zdoła się odnaleźć. Ludzie patrzyli na nią dziwnym wzrokiem. W sumie nic dziwnego. Piękna szara bluza jaką dostała od wujka była teraz przesiąknięta jej krwią oraz usmolona w błocie i innych syfach. Pomimo przyśpieszonej regeneracji dwa cięcia na plecach krwawiły za każdym razem gdy wykonała jakiś ruch. Przez całą podróż towarzyszył jej nie tylko strach, ale również wspomnienia. trzysta lat egzystencji spadło na nią i oblało ją jak kubeł zimnej wody. Była inna. Z jednej strony zawsze to czuła a z drugiej nie wiedziała jak to ogarnąć umysłem. Dowiedziała się skąd pochodzi oraz przypomniała sobie swoje panowanie jako piekielna królowa. Na samą myśl przeszedł ją dreszcz.
Potknęła się.
To nagle urwało jej rozmyślania i zmusiło do rozejrzenia się dookoła. Nie była sama. Jednak pomimo doskonałego wzroku nie mogła odnaleźć swojego gościa. Odgarnęła potargane i nierówno ścięte czarne kosmyki. W końcu zdołała wychwycić nieznajomego. Podniosła się chwiejnie na nogi i zrobiła kilka niepewnych kroków w stronę nieznajomego. Znała go. A może nie? W każdym bądź razie nie bała się jego osoby. Otworzyła usta jednak jej głos zabrzmiał ochryple i nieludzko. Zdała sobie sprawę, że nie mówiła już długo. Spróbowała odchrząknąć. W końcu odezwała się w miarę normalnie.
-Kim jesteś?-
Szepnęła z niedowierzaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Sob Lip 04, 2015 3:21 pm

Utkwił nieobecny wzrok w tafli wody stawu, który powoli zamieniał się w czarną sadzawkę od z wolna zapadającej nocy. Jeszcze nie nadeszła, ostatnie promienie słoneczne gościły na niebie i nie pozwalały się Nieśmiertelnemu ruszyć z miejsca. Wyciszał negatywne emocje, które w nim rosły od jakiegoś czasu, aż wzdrygnął się. Czyjś cień... to dziwne, miał inną strukturę niż wszystkie inne. Jego esencja zdawała się być bardzo elastyczna, tak jakby właściciel panował nad jego dowolnym kształtem. Uniósł antenki wyrastające mu z włosów i nimi namierzył dokładne położenie nietypowego cienia. Wzrok skrzyżował się ze zmęczonym spojrzeniem dziewczyny, której nie znał, a która ewidentnie go widziała. I nawet zapytała o to kim jest, chociaż sama była w niezłych tarapatach. Takie rany na ciele jak te dostrzeżone na jej plecach mogły przykuć uwagę na przykład wampirów. Czyżby uciekała przed kimś? Łowcy Nieśmiertelnych zrobili się bardzo natrętni ostatnimi czasy.
-Na formalności przyjdzie czas, powinnaś najpierw zająć się swoimi ranami na plecach. Albo poprosić kogoś o pomoc, zanim przybędą zgłodniałe bestie.
Patrzył się uważnie na Nieśmiertelną nie mogąc rozwikłać zagadki związane z jej pochodzeniem. Aura wydawała się dziwnie znajoma. Tak jakby spotkał krewną, której dawno nie widział, ale zdawał sobie sprawy z jej istnienia. I tak jakby... pamiętał o tym, że ją już kiedyś polubił? Nie mógł określić tego słowami, lecz nie mógł stać obojętnie wobec Długowłosej, która nie przypominała ani trochę okazu zdrowia. Zrobił dwa kroki w jej stronę, jednak stanął tuż na granicy cienia drzewa, pod którym do tej pory odpoczywał w samotności. Przygryzł dolną wargę - nie był zadowolony z tego, iż nie może wesprzeć nieznajomej w żaden sposób. Musiałaby podejść bliżej, skąpać się w tym cieniu, pod którym stał anorektyk. Ale przecież... do tego odważnego czynu przydałaby się jakakolwiek informacja o istocie, która zamierzała pomóc rannej dziewczynie. Najlepiej pełne zaufanie, lecz jak to zrobić w przeciągu kilku sekund, żeby nie wzbudzić podejrzeń? Dlaczego on zechciałby pomóc tej Nieśmiertelnej niewieście?
Przyszła mu do głowy szalona myśl, lecz jedyna, która mogłaby pokazać jego dobre chęci.
Wbrew swojej naturze, wbrew zdrowemu rozsądkowi i przede wszystkim wbrew swojemu żywiołowi ostrożnie wysunął swoją dłoń w kierunku ślicznotki, a przy tym naraził siebie na ogromny uszczerbek na zdrowiu. Już pierwsze objawy były widoczne - część kończyny, którą dopadły ostatnie promienie słoneczne dzisiejszego dnia, kopciły się czarnym dymem, jakby zaraz miały rozpaść się w proch. Stłamsił swój ból jak najlepiej mógł, przy tym rzekł rozkazującym tonem:
-Podaj rękę, zanim stracę swoją.
Wyciągnięte przedramię młodzieńca straciło czarną skorupkę odkrywając kawałek kremowej skórki, która skwierczała od odrobiny światła tak, jakby smażyła się na patelni. Musiałaby mu tylko zaufać i dać się pociągnąć w stronę mroku. Wtedy byłby przydatniejszy niż teraz. Wszystko zależało od Nieśmiertelnej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Sob Lip 04, 2015 9:51 pm

Słońce jeszcze nie zaszło tak samo ona. Jej obecność była wątpliwa, jeszcze nie do końca materialna. Ale powoli wszystko wracało do normy. Zależy też w sumie, dla kogo, co jest normą. Zaciekawiła ją aura chłopaka. Jego obecność była jej znajoma. Czyżby był częścią jej poprzedniego życia? Co prawda pamiętała już dużo, ale jednak brakowało jej szczegółów. Nagle usłyszała głos chłopaka. Zrobiła zdziwioną minę. Jej ręka automatycznie powędrowała po pleców. Jednak zwisła w połowie drogi jak kolejna dawka ciepłego płynu spłynęła jej po plecach. Skrzywiła się nieznacznie i podeszła kolejny krok. Utrzymywała jednak bezpieczny dystans. Może i kojarzyła tego mężczyznę, jednak kto jej gwarantował, że jest bezpieczna? No właśnie, nikt. Pokręciła głową.
-Nic poważnego tylko eee...się zadrapałam-
Jej głos brzmiał radośnie i nawet się uśmiechnęła do nieznajomego. Pomimo jej ogólnego stawu chłopak mógł zauważyć jak ładnie rozjaśnia jej się twarz.
Czuła strach chłopaka przed słońcem, był on niemal namacalny więc niemałe było jej zdziwienie jak zobaczyła wysuwającą się poza cień drzewa dłoń. Z krzykiem na ustach skoczyła w jego stronę i wepchnęła go z powrotem w bezpieczną strefę. Przewróciła się wraz z nim. Momentalnie się zarumieniła i gwałtownie zeskoczyła z ciała chłopaka z rumieńcami na policzkach.
Krew przesiąknęła jej ubranie i pokapała na ziemię. Przy takiej ilości osocza aż dziwne, że jeszcze żaden wampir się nie pojawił. Może jej krew inaczej pachnie i smakuje? Może potwory nie będą chciały jej zjeść? Nie miała ochoty tego sprawdzać. Odwróciła zmartwiony wzrok na chłopaka.
-Słońce cię zabija! Jak mogłeś być taki nierozważny! Pokaż to...-
Krzyknęła na niego jak siostra młodszego brata, który właśnie przyłożył dłoń do gorącego pieca. Miała strapioną minę i całkiem zapomniała o swoich ranach. Wyciągnęła jedną rękę w jego stronę. Chciała za wszelką cenę zobaczyć co sobie zrobił. Przyjrzała mu się również uważniej. Był chudy...zbyt chudy. Kącik jej ust zadrżał jak ujrzała jego czujki. Pokręciła głową i przygryzła policzek aby się skupić.
-Nie rób tego więcej dobrze?-
Po tylu katuszach nie potrafiła patrzeć na cierpienie innej istoty. Zawsze wtedy interweniowała nie zważając na swoją krzywdę. Pomimo to co jakiś czas zerkała za siebie. Jej oczy były czujne. Na wypadek gdyby ON jednak zdołał ją wytropić. Czuła się jak sarenka ścigana przez myśliwego z baardzo dużą bronią i bandą psów. Wzdrygnęła się na te myśl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Sob Lip 04, 2015 10:53 pm

Zadrapanie? Wątpił, i to mocno. Nie krwawiłoby tak intensywnie do tej pory. Powierzchowne szramy szybko stygną w strupy, a te nie były nimi na bank. Coś kręciła, może to ze strachu przed nim? Wszakże kim był? Młodzieńcem skąpanym w czerni, który lustrował wnikliwie jej posturę, być może mogła pomyśleć o nim jak o jakimś demonie. Nie dziwił się jej nieufności, ale naprawdę zdumiał się widząc jej uśmiech. Może był okazywany wśród bólu, jednak... uśmiech. Taki czysty, taki rozjaśniający twarz, taki nieskazitelny jak jej porcelanowa skórka. Tak dawno nie widział z bliska pozytywnych emocji istoty, że prawie zapomniał o tej oznace radości. Tylko dlaczego chciała mu je ukazać? Przecież była ranna, zlękniona, sama. To tylko dodało mu pewności, że niezbędna jest jej pomoc, nawet ryzykując utratę własnego zdrowia, czy życia. Nikt nie płakałby po chudzielcu, gdyż był niczym.
Niczym, a w jej oczach... kimś.
Nagle jak tylko okazał gest, by chwyciła się go, jej chwiejny krok stał się skokiem! I jak runęła z nim na ziemię, to aż huknęło. Musiała zdziwić się równie mocno co Ryu, ponieważ zalała się rumieńcem. Młodzieniec za to jeszcze przez kilka sekund leżał na trawie oszołomiony. Taki akt desperacji czy co? W każdym razie już przy bezpośrednim kontakcie dziewczyna mogła poczuć chłód jego ciała, które ważyło tyle co piórko. Jakby był cieniem. A on mógł po raz pierwszy poczuć ciepło żywej istoty na sobie. Krótko, lecz poczuł różnicę, i zapamięta sobie doskonale ten niesamowity dla niego moment.
Zaraz ujrzał krople krwi na trawie pod drzewem, na sto procent należały do nieznajomej. Ten widok otrzeźwił go i zmusił do siadu po turecku. Oni tu sobie leżą, a w mig może Nieśmiertelna wykrwawić się i tyle ze znajomości. Najdziwniejsze było to, że mimo tego i tak jej uwaga skupiała się na nim, a nie na sobie. Ba, wręcz dostał reprymendę! Cóż za zwrot akcji! Uciekł wzrokiem na bok, jakby nie chcąc przyznać racji dziewczynie, która chciała z troski zająć się jego ręką. Szczerze to nie było już co pokazywać - zaraz przepalona ręka zdematerializowała się do łokcia, bo tyle była skąpana w słońcu. Z początku nie miał zamiaru ujawniać ubytku na ciele, ale chyba nie dałaby mu spokoju. Nie spodziewał się, że stanie się obiektem zainteresowania, i to osoby, która bardziej od niego potrzebowała wsparcia. Te rany na plecach były niepokojące, jej strach przesiąkł przez jego wątłe ciało. Naprawdę musiała być w tarapatach, a zajmuje się głupotami - ściślej młodzieńcem.
Jak tylko ostrożnie zza pleców wyjął kikuta zamiast ręki, nadal starał się unikać skrzyżowania spojrzeń. Nie dlatego, że nie chciał widzieć tej prześlicznej mozaiki w jej tęczówkach. Bał się jej, poniekąd. Znaczy się - widział, że jest pokrzywdzona przez los w ciele jakiegoś okrutnika, lecz nie miał żadnej wiedzy o tej osobie, która znajdowała się tuż obok. Nigdy też nie wiadomo jak zachowa się, gdy odzyska trochę sił po wypoczynku. Ale jej zachowanie zmusiło jego sumienie do wyjaśnień, aby nie obwiniała się za utratę kończyny chłopaka.
-Odrośnie.
Powiedział krótko, trochę przez zęby, bo faktycznie bolało pieruńsko mocno. Nie wszystko da się zatuszować pod maską powagi i opanowania. Albo on nie potrafił. Zresztą, nie czas na myślenie o sobie. Miał przecież cel, by przyciągnąć tu dziewczynę. Tak prawdę to sama wepchnęła go wgłąb cienia, lecz chęci miał takie a nie inne. Dlaczego? Miał wrażenie, że koniecznie musiał jej pomóc. Tak jakby ratował blisko spokrewnioną osobę, którą bardzo lubił.
Nie odpowiedział na prośbę Czarnowłosej, aby nie powtarzał tego czynu ponownie. Takich rzeczy nie można obiecywać. Nigdy nie wiadomo jakie okoliczności zmuszą go do podobnych działań. Bardziej zaintrygowała go Nieśmiertelna, która nerwowo rozglądała się dookoła. Sam nastawił czułka na sztorc i przeczesywał Królestwo Cieni, które nie alarmowało go o niczym niepokojącym. Cóż, już raz zagapił się, gdy prawie bezszelestnie zjawiła się tu Dwukolorowooka piękność, więc wolał upewnić się. Na wszelki wypadek zadziała profilaktycznie, to jest stworzy chociażby prowizoryczną ochronę, by nieprzyjaciel nieznajomej nie mógł tak łatwo jej sięgnąć.
Nagle jego czerwone bielma zajaśniały mocniejszym blaskiem, ponieważ zainicjował swoją mocą deformację pobliskich pałek wodnych i trzcin w czarne, wysokie ciernie z mnóstwem kolców. Otoczył skrawek cienia pod drzewem takim murem po to, by chociaż psychicznie zapewnić dziewczynie spokój. Z drugiej strony wyglądało to teraz tak, jakby zamknął ją w klatce... eh Ryu, co się z Tobą dzieje? To przez ten ból nie przemyślał jak powinien. N-nieważne, trzeba sprawdzić co z Czarnowłosą.
-Krew nie krzepnie, więc rany muszą być głębokie. Jeśli pozwolisz, zabandażuję je.
Dżentelmen do końca, tak. Może nie świecił najlepszą formą, jednak chęci miał duże i dobre. Nieznajoma nie życzyła sobie, aby nieznajomy kompan cierpiał, i vice-versa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Sob Lip 04, 2015 11:41 pm

Jak ujrzała kikuta jej oczy się rozszerzyły i poczuła jak zalewają się łzami. Zakryła usta dłonią. Rzeczywiście czuła się winna. Może gdyby nie ona to nic by mu się nie stało? Cierpienie kroczyło za nią jak cień. Czasem zdawało jej się, że trawa pod jej stopami umiera. Westchnęła ciężko. Po bladej twarzy spłynęła jedna łza. Słysząc jednak zapewnienie chłopaka uśmiechnęła się radośnie. Westchnęła z ulgą. Nie odezwała się jednak. Głos zapewne by jej zadrżał. Poza tym z jej twarzy wyczyta wszystko jak z otwartej księgi. Czuła ciężar na sercu bo ból nieznajomego był widoczny. Zmarszczyła brwi i położyła mu dłoń na ramieniu. Uśmiechnęła się pokrzepiająco.
Gdy emocje opadły miała czas na zastanowienie. Poczuła jego chłód. Był jakby martwy, ale ona też wydawała się nieżywa. Jej ciało jeszcze do końca nie odzyskało swojej naturalnej wagi ani kolorów. Jednak w nieznajomym było coś innego bardziej prostego. Jak to, ze pod wpływem światła tracił rękę zamiast przemienić się jak ona. Noc była jej domem. Jej zeszklone oczy szukały wzroku chłopaka. Miała bardzo życzliwy wyraz twarzy a w jej tęczówkach odbijały się wszystkie barwy. Różnica między ich kolorami była niesamowita.
Poczuła jak powietrze się elektryzuje. Rozejrzała się w poszukiwaniu zagrożenia i dostrzegła ruszające się cienie. Uformowały dookoła niej barierę. Podniosła głowę i obejrzała dokładnie twór. Poczuła się w domu. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że chłopak może posiadać jak zbliżoną do niej moc. Miała ochotę go przytulić i okazać mu wdzięczność. Chciała aby na jego ustach zagościł uśmiech. Nie znała go długo a pomimo to odhaczyła go jako przyjaciela. Zaufała mu. W pełni. Wierzyła, że może.
-Jesteś niesamowity- szepnęła kierując wzrok w jego stronę.
Jej głos był przepełniony fascynacją i niedowierzaniem. Poczuła się bezpieczna dlatego nie sprzeciwiała się dłużej kiedy poprosił o pokazanie ran. Odwróciła się do niego tyłem i usiadła na piętach. Zebrała włosy do przodu i  zdjęła bluzę ukazując nagie ciało. Na jej plecach widniały dwie rany. Ta mniejsza biegła od karku do połowy lewej łopatki w niektórych miejscach rana zdołała zakrzepnąć jednak ostrze jakie zadało cios w dwóch miejscach dobrnęło aż do kości. Druga rana zaś była, co prawda płytsza, jednak nadrabiała wielkością. Było to rozcięcie o paskudnych poszarpanych krawędziach. Zaczynało się na prawym ramieniu i biegło aż do pasa po lewej stronie. W jednym miejscu przecinając się z mniejszą raną. Krwotok zmalał jednak plecy dziewczyny były usmarowane w zakrzepniętej jak i świeżej krwi. Ktoś o słabym żołądku dawno by puścił pawia. Bolało, jednak przemiana była gorsza o stokroć od takich ran.
W każdym bądź razie odwróciła głowę w stronę nieznajomego z przepraszającym wyrazem twarzy. Nikomu innemu nie pozwoliłaby się dotknąć. Opatrywanie ran miało w sobie coś. Człowiek jest wtedy zdany na kogoś innego. Pokazujemy swoje słabości. Darzymy się pełnym zaufaniem. Wiemy, że ten ktoś może nas zabić jednym ruchem i mamy pewność, ze tego nie zrobi. Zamknięta w osłonie cienia, w pół naga i martwa. Przymknęła oczy i westchnęła.
-Rób co musisz...nie krzyknę...dziękuję.-
Szepnęła. Szczery uśmiech pojawił się na jej twarzy. Był to ten typ uśmiechu, którym obdarowuje się ważne dla nas osoby. Przepełniony pięknymi i delikatnymi emocjami.
-Jestem Shathow- Powiedziała już pewniej.
Odwróciła głowę i utkwiła wzrok w pniu drzewa. Nie wiedział czemu, ale chciała aby poznał ją. A, o ironio, właśnie ksywka oddawała to kim naprawdę jest. Przynajmniej po części. Córką Cienia, byłą władczynią Dziewiątego Kręgu Piekła. Zrodzona ze Śmierci i Życia. Zapieczętowana półksiężycem i skazana na nocną tułaczkę. Światło truło jego tak jak ją. A jak wiadomo nic nie łączy bardziej jak wspólny wróg.


Ostatnio zmieniony przez Shathow dnia Nie Lip 05, 2015 11:32 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Nie Lip 05, 2015 11:31 am

Naprawdę, nie rozumiał jej emocji. Nie tylko uśmiechu, lecz i jej łez. Niepotrzebnie zamartwiała się o kogoś takiego jak on. Z drugiej strony może widok kikuta przypomniał jej inne wydarzenie z przeszłości, i dlatego tak wzruszyła się? Wolał nie doprowadzać towarzyszki do łez, już i tak zbyt wiele cierpiała. O dziwo jedno jego słowo uspokoiło ją na tyle, że ponownie zagościł u niej uśmiech. I zrozumiał z jej gładkiego lica, że jednak chodziło jej o kondycje Ryu. Anorektyk coraz bardziej zmieszany powoli pojmował z kim miał do czynienia. Oboje mieli dosłownie moment na wytchnienie i krótką refleksje. To im wystarczyło, że zrozumieć, iż mają ze sobą więcej wspólnego niż mogli z początku przewidzieć. Tym bardziej musiał uchronić ją od śmierci, która wisiała nad nią. Była zbyt młoda, zbyt sympatyczna i zbyt niewinna na taki okrutny los, zwłaszcza z dala od jej najbliższych. Stąd te cierniste mury, które... bardzo zachwyciły dziewczynę. Nie tylko w jej gestach było to widoczne. Także jej aura uspokajała się, koiła w cienistym zakątku wymoszczonym tylko dla nich. Kompletnie zdębiał jak usłyszał z jej strony komplement. Nikt jeszcze nie powiedział mu czegoś takiego.
Pierwsza reakcja na te słowa mogła zdziwić dziewczynę, gdyż bardzo energicznie pokręcił głową przecząco. Nie uważał siebie za niesamowitego, nigdy w życiu. Może uznał to za nabijanie się z jego marnego płotka z kolcami? Nie, gdyby miał więcej mocy - postawiłby porządny mur, z cegły i zaprawy, a nie z cierni. Mimo to już nie uciekał wzrokiem od Długowłosej, odważył się spojrzeć jej głębiej w oczy. Były niezwykłe, jak cała Nieśmiertelna. Kojarzyły mu się z kosmosem, bogatym w galaktyki, planety, gwiazdy, oraz ze zmierzchaniem dnia, kiedy to niebo przybiera podobną paletę barw. Ich kształt idealnie podkreślały drobną twarzyczkę, strudzoną po wielu przeżyciach. I to ta myśl go otrząsnęła z zadumy, to w tej chwili powiedział, by pokazała mu rany. Było gorzej niż przypuszczał, musiała być w trybie natychmiastowym oddana w dobre ręce, najlepiej lekarza albo i chirurga, gdyż najgłębsza rana wyglądała bardzo groźnie. Zgodziła się oddać się w jego ręce, w dodatku podziękowała. A przecież jeszcze nic nie zrobił. To go tak zmobilizowało, iż zaraz klęknął za jej plecami i dokonywał pierwszych oględzin. Kto to jej uczynił? Jaki łajdak! Jak go tylko dorwie, będzie bał się każdej nocy swego życia, a każdy mroczny zakątek będzie śmiercionośną pułapką.
Zaraz przerwał złowieszcze myśli, gdy ujrzał jej uśmiech, i usłyszał imię. Czyli... aż tak mu zaufała? Zmrużył połowicznie oczy i rozluźnił się na moment. Bardzo piękne miano. Ciekawe czy ktoś ją tak nazwał (tak jak to anorektyka nazwano Ryu lub Forneus, a tak to jest Bezimienny), czy dorastała z tym imieniem nadanym przy narodzinach?
-Shathow...
Powtórzył cicho, żeby lepiej zapamiętać tę niezwykłą dziewczynę, tak dziwnie bliską, a przecież dopiero co poznaną. Jej imię bliskie było "Shadow", czyli to nie był przypadek... Ale nie czas na rozmowę, Dwukolorowooka piękność musi oszczędzać siły, a on - zająć się jej paskudnymi ranami. Zmobilizował się w pełni, oczyścił umysł ze wszystkich zbędnych rzeczy, aby móc sprawniej przywoływać przedmioty do dyspozycji. Najpierw w jego ocalałej ręce pojawiło się naczynie. Ot, zwykła szklanka wody, z którą podszedł na skraj stawu, aby w najciemniejszym miejscu zaczerpnąć świeżej wody. Wrócił prędko do towarzyszki i podpierając jej tył głowy swoim kikutem podał jej do ust płyn. Musiała uzupełnić braki w organizmie, a podejrzewał, że jej ucieczka bądź tułaczka trwała tak długo, iż mogła odwodnić się. Gdy pierwsze pragnienie zostało zgaszone, wybrał się ponownie ze szklanką nad jezioro, żeby zaczerpnąć nową dawkę, tym razem do obmycia pleców. Ostrożnie przemył krwiste szramy. Powierzchowne błoto rozmyło się, aczkolwiek to za mało, by odkazić rany. W tej sytuacji przystąpił do następujących czynności, w bardzo zwinnym tempie.
Wpierw woda utleniona i gaza. Nie nalewał buteleczki cienistej z płynem bezpośrednio na obrażenia, gdyż to mogło sprawić więcej niepotrzebnego bólu. Nasączył płótno, by bardzo delikatnie przyłożyć odkażacz do dziur w ciele Shathow. Raz po raz, aby upewnić się, że nie przeoczyć żadnego miejsca, w które mogło wdać się zakażenie. Niestety, obrażenia dziewczyny były różnorakie. Rana sięgająca kości będzie musiała zostać zaszyta, zaś tej największej powierzchownej nie odkaził wodą utlenioną, lecz specjalistycznym żelem, który swoim chłodem znieczulił rozszarpane miejsce. Tam też przyłożył płat gazikowy, żeby obandażować - na razie prowizorycznie, by nie opadł opatrunek. Przywołał do ręki igłę z żyłką, żeby z chirurgiczną precyzją i ostrożnością zszyć ranę sięgającą najgłębiej. I ów ranę także zakrył opatrunkiem, by całość pleców obandażować. Przy tym był tak skupiony, że nie rozproszyła go ogólna nagość nastolatki - nie miał w tej chwili do tego głowy.
Bardzo delikatnie, z ogromną dozą pilnowania panienki, położył na lewym boku, aby nie leżała na plecach. Nie było to zalecane w jej stanie. Zroszony potem przetarł przedramieniem krople wysiłku, jaki go kosztowało zarówno "zabieg na pacjentce" jak i przywoływanie poszczególnych przedmiotów. Ale jeszcze na tym nie skończył. Widział jej spuchnięte, posiniaczone nogi, nimi też zatroszczy się w odpowiedni sposób. Duża porcja balsamu regenerującego spłynęła na dolne kończyny Nieśmiertelnej, które wcierał w skórę, by ta odnowiła się. Nie odzywał się ani na moment, koncentracja nie pozwalała mu na czcze słowa, które nie wyleczą jej ciała.
Na samym końcu cicho kucnął przy Shathow i palcami przesunął kilka jej kosmyków, by mogły ich spojrzenia spotkać się jeszcze na chwilę. Jednym palcem głaskał jej skroń, i zalecił jej:
-Spróbuj zasnąć, popilnuję Cię.
Z nicości przywołał kłębiastą i czarną poduszkę, którą podsunął pod głowę Długowłosej. Musiała wypocząć, aby zregenerować siły, a sen jest najlepszym lekarstwem. Pozwolił sobie nawet na ułożenie jej ciała tak, jak do snu. Delikatnie, z największą dozą ostrożności, aby nie sprawić najmniejszego bólu. Na koniec okrył ją najdelikatniejszą mgiełką z czerni będąca przywołanym cieniem miękkiego koca, który opatulił ją od stóp do głowy. Usiadł tuż obok, po turecku, i oparty plecami o pień drzewa objął straż i pieczę nad nią.
Dlaczego był taki łagodny wobec Shathow? Sam nie wiedział, lecz gdzieś w sobie czuł obowiązek doprowadzenia zmęczonej dziewczyny do pełnego zdrowia. Podejrzewał, iż miało to związek z jej mocną przynależnością do świata mroku. Być może w hierarchii znajdowała się wyżej od niego, mogła być samą Córką ojca Mroku i matki Ciemności. Stąd jego czuwanie przy niej. Z wolna wokół jego kikuta pojawiały się drobinki czerni, które dryfowały i bardzo powoli, ale sukcesywnie, odbudowywały jego utraconą kończynę. Może za dzień, albo za dwa będzie mógł nią poruszać, lecz teraz najważniejsze było zapewnienie Długowłosej jak najwyższego komfortu, warunków do ustabilizowania zdrowia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shathow

avatar

Posts : 27
Join date : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Nie Lip 05, 2015 12:20 pm

No i zaczęło się. Obmywanie ran. Już raz była w takiej sytuacji. NA tę myśl jedna jej ręka powędrowała do brzucha gdzie miała ślad po kuli od pistoletu. Ochoczo złapała szklankę wody i wypiła wodę duszkiem. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak bardzo była spragniona i głodna. Jak chłopak odszedł drugi raz obejrzał się za nim. Przygryzła policzek i odwróciła wzrok. Jak woda spłynęła jej po plecach rany odezwały się gorącą falą jednak nawet się nie skrzywiła. Jej oczy były nieruchowe i bez wyrazu a jej twarz rozluźniona. Postanowiła oderwać się myślami od nieprzyjemnego zabiegu jakim było czyszczenie i szycie ran. Wypuściła powietrze ze świstem jak igła wbiła się w jej skórę. Jednak ulga przyszłą szybko i ona zaczęła mówić. Chłopak może nawet jej nie słuchał ale ona czułą potrzebę mówienia. Wydawał się jej taki bezbronny. Był taki mało ludzki ale nie tylko z wyglądu. Czyżby nie miał przyjaciół? Prawdopodobnie. Wywnioskowała to po jego reakcję na komplement. Uśmiechnęła się pod nosem. I podczas gdy on ją bandażował ona opowiadała spokojnym tonem.
-Kiedyś byłam człowiekiem...znaczy myślałam, że byłam. Żyłam w nieświadomości przez dobre kilkanaście lat. Chodziłam do szkoły i przejmowałam się tym, że jakiś chłopak mnie nie chcę. Ba...niewiele osób mnie lubiło. Byłam totalnym gburem. Pomimo to dostawałam zawsze dobre oceny...wiesz jak się nie ma przyjaciół to się poświęca czas na bardziej przydatne czynności niż na łażenie po mieście bez celu. Wiesz jak piękne są wschody słońca? Nie doceniałam tego jak mogłam na nie patrzeć do woli i światło mnie nie krzywdziło. A teraz już nie mogę...-
Momentami się zacinała i lekko krzywiła, jednak ogólnie okazało się, że chłopak jest naprawdę doskonałym medykiem. Jak skończyła swój monolog to odwróciła się w stronę nowego przyjaciela. Obdarowała go wdzięcznym uśmiechem i pozwoliła się ułożyć na boku. Spać? Cóż może tylko trochę. Jeżeli rano zostaną ją promienie słońca to nici z jego pomocy. Musi przetrwać w postaci ludzkiej przynajmniej cztery dni aby rany się zasklepiły.
-Obudź mnie za jakieś cztery godziny...muszę unikać słońca-
Nie wyjaśniła dlaczego. Nie było po co, szkodliwość to szkodliwość. Zamknęła oczy i jeszcze przez długą chwilę wyliczała ile zdołał wyczarować rzeczy. Cień jest mu tak bardzo posłuszny. Chciałaby bardzo aby jego ręka już odrosła. Skupiła się na tym całą wolę. Powietrze się naelektryzowało a cienie stały się niespokojne. Ich pani czegoś pragnęła. Drobinki, które odbudowywały jego dłoń przyśpieszyły pracę. Sophia poczuła się wykończona. Nie myśląc dłużej zapadła w głęboki sen.
Nie był to jednak wypoczynek. Przyśniła jej się ucieczka.

Ciemne i mokre pomieszczenie. Sznur oplatający mnie w pasie. Ból i światło, które powoli zbliżało się do mojej skóry. Wyczekiwanie na ból jest chyba gorsze od samego bólu. Strach tak powoli ogarniał mnie od koniuszków palców aż po cebulki włosów. Moja przemiana zaraz się zacznie. Zatrzęsłam się niespokojnie próbując jakoś się wyrwać i uciec przed nieuniknionym. Nagle ON wpadł do pomieszczenia z szyderczym uśmiechem. Kazał mnie wyciągnąć błagałam i prosiłam o litość ale na nic. Wyrwałam i się i prawie uciekłam gdy nagle ból rozlał się po moim ciele i krew pociekła ciepłym strumieniem po moich plecach. Pomimo to biegłam. I gonił mnie potwór, potknęłam się, jeszcze chwila i mnie złapie, zabije pożre zrani. Nie ja nie chcę.

-NIE!- Krzyknęła budząc się nagle z koszmaru.
Zerwała się do pozycji leżącej cała zalana potem. Oddychała ciężko. Zamrugała kilka razy. Wyraz przerażenia malował się na jej twarzy. Rozejrzała się w popłochu i napotkała wzrokiem nieznajomego. Łzy jej podeszły do oczu i miała ochotę rozpłakać się jak mała dziewczynka. Przełknęła łzy i spróbowała ogarnąć ile spała. Mniej więcej dwie godziny...też coś. W sumie nawet jeżeli byłoby to mało to i tak by już nie usnęła. Szwy ciągnęły jej skórę więc wykonała powolne ruchy i mało gwałtowne. Szczęście, ze nie pękły.
-To był koszmar-
Powiedziała takim głosem jakby próbowała przekonać sama siebie. Przełknęła ślinę i pokręciła głową. Jak podniosła wzrok miała na twarzy delikatny uśmiech. Jej oczy powoli nabierały normalnego blasku. Gdyby nie to, że przed chwilą zerwała się z krzykiem przerażenia chłopak nigdy by nie zagadnął co się wewnątrz nie działo. Strach został stłumiony, jednak dalej gdzieś tam był. Pomimo tego, że walczyła z nim z całych sił zawsze wygrywał, szczególnie ja była bezbronna i spała. Nie myśląc dużo złapała poduszkę i położyła ją na kolanach chłopaka. Ułożyła się wygodnie i uśmiechnęła się nieśmiało i lekko się zarumieniła.
-Wiesz co? Boję się ciemności-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryu
Cień
avatar

Posts : 39
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Staw   Nie Lip 05, 2015 1:26 pm

Ah, rodziło się coraz więcej pytań, ale i pewne pytania dostawały odpowiedzi, kiedy opiekując się dziewczyną, ta opowiedziała mu o sobie. I to nie tak zdawkowo, i to nie z przymusu - sama od siebie, ile chciała i co chciała. Ciekawski chłopak oczywiście słuchał uważnie, nawet jeśli nie patrzył się jej wtedy w oczy. Trochę nie mógł jej pojąć - żyła jak człowiek, chociaż nim nie była. Mogła chodzić do szkoły, której to instytucji Ryu nie poznał jako człowiek. Zrozumiał natomiast, iż była nieszczęśliwa w nowym wcieleniu, albo inaczej - ze świadomością tego, kim stała się. Zdawała sobie sprawę czego nie może już robić, co dawniej lubiła. Wschód słońca... jak to wygląda? Będąc daaawno, dawno człowiekiem, przykutym do łóżka, mógł spoglądać przez okno na ów widok. Faktycznie, jak sobie przypomniał pierwsze padające promienie zza linii horyzontu, to i aż jemu zrobiło się przykro. Wtedy barierą nie było światło, a choroba. W milczeniu słuchał dziewczyny, samemu analizując jej słowa ze swojej perspektywy. Współczuł Czarnowłosej piękności, musiała ją zaboleć zastana rzeczywistość bardziej niż opatrywane rany.
Kiedy zakończył zabiegi i pozwoliła mu na dogodne ułożenie jej zewnętrznego piękna, bardziej zadziwiał się i podziwiał jej pogodnego ducha. Jej uśmiech, jej prześliczne oczy, co prawda mokre od łez ale pełne nadziei i magii. Nie powinna rozdawać pozytywnych emocji byle komu, lecz póki miał okazję - czerpał ile mógł z milczącej obserwacji.
Zaraz został poinformowany, że zgodzi się na sen, ale nie dłuższy niż cztery godziny. Miało to związek ze słońcem, którego wschód skrzywdzi ją bardziej niż rany cięte. Przyjął to do wiadomości i skinął głową, wciąż będąc przy Shathow w pogotowiu. Nie zamierzał zostawiać jej nawet na ułamek sekundy. Bo taką miał chęć. Nie z rozkazu ojca Mroku, nie z błagania matki Ciemności - z własnej, nieprzymuszonej woli. Tego jedynego był pewien. Jak tego, że jego odnowa ręki była dziełem mocy kompanki. Kto inny zmusiłby mrok do podleczenia pionka na szachownicy Królestwa Cieni?
Czuwanie trwało w najlepsze, anorektyk nie drgnął ani trochę podczas patrolu. Co jakiś czas sprawdzał czy poduszka pod głową dziewczyny nie rozpływa się w nicość, albo czy koc nie spłynął z jej ciała. Wtedy Dwukolorowooka krzyknęła przerażona, a młodzieńca postawiła na baczność. Już stał i rozglądał się zza cierniowego płotu czy ktoś z dystansu zaatakował dziewczynę, lecz zaraz opanował panikę i klęknął przy Córce Cieni. Zmierzyli się wzrokiem, widział jej łzy w oczach. Stłumiła je szybko, najwyraźniej wstydząc się ich wylania. Wyglądała na przerażoną. Cóż, spanie z bólem ma to do siebie, że zazwyczaj nie śpi się przy owieczkach i barankach w obłokach, a właśnie ze złymi marami. Rzeczywiście, podczas snu nie było znać, że dręczą ją koszmary, dopiero teraz. Sama zaraz potwierdziła słowami swoje obawy, chociaż tak, jakby nie była ich pewna. Zaraz młodzieniec utwierdził ją w tym przekonaniu o wiele pewniejszym, ale cichym głosem:
-Hai, tylko koszmar.
Zadziwiające, jak szybko zmieniały się jej nastroje. Cóż, kobieta zmienną jest, niczym pogoda, lecz żeby aż tak? Zadziwiające, że istnieją takie osobniki, które rozdają na lewo i prawo wszelakie emocje. I że są tacy jak chudzielec - toporni na tego typu bodźce, które z jeszcze większym trudem przekuwają w mimikę czy ekspresję ciała. Już miał zamiar powtórzyć zalecenie o śnie, gdy nagle został "zaatakowany" poduszką, ściślej "przykuty" do podłoża, a to za sprawką Shathow. Wybałuszył oczy i wyprostował się tak jakby kij połknął. Nie przypuszczał, że dziewczyna... przypuści na niego taki atak!
Zaraz usłyszał możliwy powód bycia tak blisko z towarzyszką. Przekręcił nieco głowę na bok i mruknął dwukrotnie. Ona bała się ciemności? Ta, która mogła nad nią zapanować? Ta, która musiała w niej żyć? Cóż, jak sobie przypomniał swoje pierwsze dni... to przypomniało mu się powiedzenie: "Nie pamięta wół, jak cielęciem był". Nachylił się odrobinę nad Czarnowłosą i utkwił w niej swoje spojrzenie. Ośmielił się nawet odezwać, po raz drugi, po przebudzeniu dziewczyny.
-Niepotrzebnie. Ciemność nie podnosi na Ciebie ręki, nie krzywdzi, nie szuka w Tobie winy. Ciemność po prostu jest. To niektórych istot żyjących w ciemności należy unikać.
Łagodne spojrzenie spoczęło na dziewczynę leżącą mu na nogach, która mimo swojej nieśmiałości, zdecydowała się na odważny krok. Gdzieś tam w środku zaczął cieszyć się, iż mógł posłużyć jako podgłówek dla Shathow, że pomógł jej przetrwać dwie godziny, które minęły. Cieszył się, lecz nie okazywał tego zewnętrznie. Albo był bardzo skromny, albo nie potrafił. Albo jedno i drugie. W ogóle nie zasługiwał na tyle uwagi, a jednak według niewiasty owszem. To, że jej pomógł... każdy by na jego miejscu nie przeszedł obojętnie. No dobra, nie każdy, ale znaczna większość. Kto byłby taki okrutny i zostawił ją na pastwę losu? Ktoś bez serca. Właściwie czy on miał serce? Czy tylko intuicja kazała mu chronić Dziecię Cienia przed konsekwencjami dni poprzednich? Eh, świat ludzki i Nieśmiertelnych nie skąpią od okrutnych istot, którzy tylko czekają na słabości innych. I wykorzystać dla swoich niecnych celów.
Jego odbudowana ręka powędrowała na skroń dziewczyny i głaskała ją delikatnie. Dla ukojenia nerwów i relaksu. Skoro nie mogła zasnąć, niech chociaż rozluźni się. Ciemność jej nie skrzywdzi, i on także.
-Jest coś, w czym mógłbym pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Staw   

Powrót do góry Go down
 
Staw
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    H y d e  P a r k-
Skocz do: