IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Herbaciana Panna~!

Go down 
AutorWiadomość
Ame
Herbaciana Panna
avatar

Posts : 1
Join date : 26/04/2015

PisanieTemat: Herbaciana Panna~!   Nie Maj 03, 2015 3:23 pm

Godność:
Znajomi i przyjaciele (oraz inni szczęściarze) znają ją jako Herbacianą Pannę, Ame. Podobno na drugie imię ma Beatrice, ale nikt tego nie potwierdził. Natomiast ten jakże wesoły duszek, który za nią podąża, to Deidre.

Wiek:
Nie jest szczególnie stara ani z wyglądu, ani realnie. W końcu żyje na świecie jakieś 110 lat – a wszyscy wiemy, że są jednostki o niebo starsze. A na ile wygląda? Ja bym jej dała 16 lat, towarzyszu. Ni mniej, ni więcej.

Orientacja:
Dla niej obmyślono nową specjalizację w łóżeczku – aseksualna kłodowata. Więc nie dość, że to jej nie rusza, to jeszcze gwałcenie jej nie przyniesie nikomu radochy. Tak więc, no. Nie polecamy. Bo poszczuje kijem.

Pochodzenie:
Ee... Sporo tego było.
Pierwsza wersja – że niby jest z Włoch. Trafia się, że dorzuca do swojej mowy włoskie słówka. Ale uroda nie za bardzo pasuje do tamtych klimatów. Z Japonią było podobnie. Nikt się nie spodziewa hiszpańskiej... Znaczy, polskiej Herbacianej! Yup, Ame, mimo dziwnego imienia, pochodzi z Polski. Ma bardzo pomieszane drzewko genealogiczne, więc pewnie po drodze trafiły się jakieś japońce. Czy Włoszki. Ważne, że nie jest spokrewniona z podejrzanymi typami z mafii, bo wtedy to by źle było.

Rasa:
Zastanówmy się – kto przywołuje herbatkę? Kto ma wywalone na małe czary? Kto umie leczyć? Nie, nie anioł. Czarownica. Czarownik. Coś tego. Ami się od nich trochę różni, ale nie zmienia to faktu, że nią jest.

* Zwierzęca forma:
Jest taka wspaniała, że jej nie ma. Dei też.

Ranga:
Herbaciana Panna.
Nie jest to jakoś specjalnie wyróżniająca się Czarownica. Przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. Mała, nieporadna, ślepa... Acz przyjazna i w miarę pomocna. W dodatku zawsze ma przy sobie herbatkę, którą chętnie podaje innym. Nie jest to zwykły napój, ponieważ mówi się, iż ta herbatka ma swoją własną "świadomość", która automatycznie przyjmuje taki smak, jaki sobie Herbaciana wyobrazi. Albo osoba, która ją aktualnie pije. Z tego właśnie powodu Herbaciana Panna często też bawi się w przyjazną ciocię, która znajdzie dla Ciebie chwilę, aby wysłuchać, pocieszyć i podać coś do picia.
[kosztem zdolności - latanie] - Herbaciana Panna jest w stanie ni z gruchy, ni z pietruchy przywołać herbatę, w dowolnej ilości. Zazwyczaj też napój pojawia się od razu w specjalnej filiżance, która napełnia się sama, jeżeli Herbaciana tego zapragnie.

Moc:
Deidre – Na dobrą sprawę nie wiadomo, skąd tak naprawdę się wzięła. Pojawiła się nagle, kiedy Ame straciła do końca zdolność widzenia. Jest jednak dla Herbacianej naprawdę ważnym pomocnikiem – dzięki niej ciocia nie przywala co pięć minut w ściany. Jest jej oczami, uszami. Kieruje ją, sprawdza teren, wysyła pojedyncze "zdjęcia" prosto do głowy (w końcu nadal ma swoją wyobraźnię, do niej oczu nie potrzebuje) i ostrzega przed niebezpieczeństwem. Deidre nie ma wolnego w tej formie – jest tylko duchem, niewidocznym dla innych.
Ograniczenia: Brak. Dziewczyna w tej formie ma być tylko i wyłącznie przewodnikiem Ame.

Deidre ~ Ludzka forma – Deidre ma możliwość przybrania w miarę ludzkiej formy, aby pomóc Herbacianej w obronie, jeżeli będzie jej potrzebowała. Wtedy inni mogą ją zobaczyć, a nawet porozmawiać z nią. Dziewczyna jest całkiem dobra w defensywie, więc przez jakiś czas może uprzykrzać życie innym. Co warto zauważyć – w tej formie może też łapać za przedmioty i broń.
Ograniczenia: Deidre materializuje się na okres 3-4 postów; po powrocie do duchowej formy, musi odczekać 5 postów, aby ponownie mieć takową możliwość.

Iluzje – Ame w czasie podróży miała okazję trafić na księgi, które w jakiś sposób zamieniły jej sławną Iskrę na możliwość wytwarzania iluzji. Jest to całkiem przydatna moc (przynajmniej do momentu, kiedy jej wróg posiada moc blokady umysłu, ale cicho), jeżeli chcesz kogoś wykiwać i zwiać, lub... Pobawić się. Jest to głównie smykałka Deidre, ponieważ ona widzi, ale Herbaciana też z tego umie korzystać.
A więc, w skrócie, możliwości:
Trollowanie: Wytwarzanie niewielkich przedmiotów, chwilowe zmiany krajobrazu, inne ciuchy (ubierz kogoś w strój królika, będzie śmiesznie), coś tego. Czasem nawet dla ukrycia tworzy na sobie iluzję Deidre, zmieniając tym samym swój wygląd. Że niby to nie Ame, tylko Dei, tak.
Obrona: Iluzje broni, zjawisk atmosferycznych (ogień, dla przykładu) i inne bzdury. Pamiętajcie, to tylko iluzje (!) – wróg tylko wyobraża sobie ten ból, tak naprawdę nic mu się nie dzieje. No chyba, że pomyli prawdziwy nóż z iluzją kija, wtedy już będzie problem.
Ograniczenia: Nie działa na osoby z blokadą umysłu, wiadomo. A co dalej, ee. Halp?

No i reszta zdolności Czarowników – Uzdrawianie oraz Zaklęcia. Bo nie umie latać.

Umiejętności:
Coś my tam mieli...
Ame zna się na językach. Gada po polsku, angielsku, niemiecku, włosku i japońsku (tylko podstawy), co niewątpliwie daje jej niezłe pole do popisu, jeżeli trafia na kogoś z innego kraju. Chociaż i tak przydaje się zazwyczaj tylko angielski. Umie się bawić w skradanki, więc jeżeli musi się ukrywać – idzie jej to całkiem nieźle. Potrafi zajść od tyłu, aby zrobić niezłego suprajsa. Co prawda hitmanem nie zostanie, bo nie umie ładnie sprzątać, ale i bez tego się obejdzie. Całkiem nieźle też jej idzie pisanie, choć w tym momencie to jest bardziej dyktowanie Dei, co ma napisać. Być może kiedyś zdoła wydać książkę.
Co ważne, nauczyła się jak żyć i sobie radzić bez oczu. Szczególnie ważne, aby wskazać na nieco wyostrzony słuch – prędzej wyłapuje podejrzane dźwięki, bo inaczej po prostu nie ma jak działać.

Deidre, tak jak kiedyś Herbaciana, czyta bardzo szybko i ma nieco lepszy wzrok niż zwykli ludzie. Bardzo się jej to przydaje, ponieważ musi wyłapywać jakoś przeszkody i zagrożenia, aby Ame nie nadziała się na nie wiadomo co. Potrafi się tez posługiwać bronią białą, rzuca dobrze nożami – więc w razie czego jest w stanie obronić zarówno siebie, jak i czarownicę. Umie też gotować, nawet z byle czego.

Broń:
Ame nie posługuje się bronią, ponieważ i tak za dobrze nie widzi. Nosi jednak dla Deidre swoje stare, ulubione noże, które są nieco bardziej zaostrzone, ew. tworzy ich iluzje. Sama Dei również ma nóż, który Herbaciana trzyma w domu, czasem tylko go wynosi - ładnie zdobiony, lekko wygięty.

Wygląd:
Hmm. Ame nie jest nie wiadomo jak wysoka – mierzy sto sześćdziesiąt pięć centymetrów, ważąc przy tym z pięćdziesiąt kilo. Jest dobrze, nie straszy "urodą" wieszaka. Szpanuje raczej długimi nóżkami, patrzcie na nie, ta. Ręce w sumie też, z tym, że one bardziej przyciągają uwagę przez to, że są dosyć chude. A lewa ręka w ogóle wydaje się być tak krucha, że przy lekkim uderzeniu może się wygiąć w drugą stronę (co już zostało zresztą udowodnione). Tona bandaży zawsze musi być. Włosy herbacianej są zadbane, dosyć gęste, a ich kolor waha się między bielą wymieszaną z delikatnym różem, który nie bije po oczach, za co chwała. Żyją one własnym życiem i układają (?) się tak, jak chcą. Podobnie jest z grzywką, która powinna irytować ludzi, bo cały czas zasłania jej nieco oczy. Kiedyś zaczesywała je bardziej na lewo, ale teraz to prawe oko jest ciągle ukrywane. Dziwne jest to, że często ma otwarte lewe oko, mimo iż i tak na nie nie widzi. To jest w barwie niebieskiej, wręcz błękitnej. Prawe natomiast utraciło swoje barwy i jest praktycznie białe. Dlatego właśnie je zasłania – mimo iż sądziła, że najpierw straci wzrok na lewe, to jednak prawe padło. Ale kontynuujmy, bo dla oczu można przeznaczyć oddzielną część karty...
Ami jest dosyć blada, przez co często jest mylona z umarlakami, czego nienawidzi całym sercem (mylenia, nie samej bladości). Jakoś nie przepada za opalenizną, a i często jej coś wyskakuje, więc nie ma jak tego naprawić. Jak się ubiera? Różnie, w zależności od humoru. Lubi w miarę luźne stroje, które nie ograniczają jej ruchów (a więc ołówkowe spódnice, dla przykładu, odpadają na początku), choć nie pogardzi nieco ciekawszymi, ładniejszymi kreacjami raz na jakiś czas. W domu uwielbia paradować w piżamce, bo może. Czasem też przypomina jakiegoś uczniaka, jak paraduje w koszulach, sweterkach, spódnicach i innych tego typu, bo może. Kto herbacianej zabroni?

A Deidre? W skrócie, panowie i panie. Jakieś sto siedemdziesiąt cm wzrostu, waga – no lekka jak piórko, ziom, to jest duch. Ma całkiem zadbane włosy o barwie jasnego blondu, sięgające do łopatek. Na przodzie kosmyki nie są do końca równe, bo prawa strona, wraz ze swego rodzaju grzywką, jest dłuższa od tego czegoś po lewo. Zawsze ma na sobie jakąś bluzę i spodnie, nie przepada za spódnicami. Wiecie, duch z iluzjami, to se może ciuchy co pięć minut zmieniać.

Charakter:
No to tutaj będzie dosyć wesoło.
Ami to taka dobra, przyjazna duszyczka. Pomocna, miła, całkiem słodka, jak się uprzesz, tylko że nie za bardzo głupia. Całkiem sprytna, jeżeli się uprze, bo będzie się nad czymś zastanawiać, jeżeli postanowi, że chce marnować na to swój czas. Tak, czarownica jest baardzo uparta. Nie bez powodu niektórzy ją określają jako dobrą ciocię Herbaciankę, ponieważ lubi się w nią bawić, wygłupiać się, rzucać dobrymi radami jak Deidre trollami... W dodatku bywa czasem takim śmiesznym misiem, bo uwielbia się tulać do innych, jeżeli czuje się bezpieczna. Strasznie łatwo ją wzruszyć, ale nie oszukać. Wraz z Deidre są całkiem dobre w wyłapywaniu bzdur, które nie mają prawa bytu, więc nie, zegarka za kilka tysiaków jej nie wciśniecie. To je Ame, tego nie okłamiesz, tak?
To takie Herbaciane zwierzątko - daj jej dom, opiekę i trochę dobroci, to okaże się, że właśnie w Twoim domu zawitał zwierzak, tylko trochę większy i odwdzięczający się herbatką. To całkiem trafne określenie. Warto zauważyć jednak, że jeżeli ktoś ją niepokoi, to od razu staje się nieco ostrożniejsza. Zawsze podchodzi nieco niepewnie do ludzi, dopóki nie upewni się, że nic jej nie będzie. Przezorny zawsze ubezpieczony, gimnastyki z demonami uprawiać już nie chce. Jeżeli jednak Ame robi się poważna i nie strzela swoją pozytywną energią to znak, że coś już się dzieje. Nadal ma swój "urok" w postaci bycia ciotą dekady. Tuńczyki jej nie dorównają. Potrafi się wywalić na prostej jak deska drodze, mimo starań Deidre. Przynajmniej nie wpada tak często na słupy, oznajmiając światu, że coś nie tak jest z jej oczami.
Wspominano o pomaganiu. Tutaj też ważna uwaga – jeżeli czuje, że owa "pomoc" zrzuci na nią same problemy, to... Nie. Odmawia. Dba o własną skórę i nie pakuje się w coś, co jest dla niej niemożliwe, chyba, że coś naprawdę ją zmusi. A tego unika jak ognia. Tak samo jak demonów i wampirów, których się prawie że panicznie boi.

A co z Deidre?
To nieco złośliwa istotka, prawie jak każdy duszek. Ale bardzo pomocna. Chętnie udziela Ami wskazówek, jak żyć, aby nie dać się zabić. Lubi też komentować wszystko, co tylko zobaczy i skłoni ją do wyrażenia własnej opinii. Szczera do bólu. Czasem nieco się rządzi, ale na dalszą metę przestaje. Iluzje są głównie jej smykałką, często z nich korzysta. Strasznie ciekawska, wciśnie swój nos, jeżeli wyczai coś, co się przyda w życiu. W sumie nie ma co za wiele opisywać, bo ma swoje humorki i czasem jej charakter wywraca się do góry nogami. Najważniejsze już opisano.

Historia:
Być może niektórzy z was kojarzą tę małą, uroczą Herbaciankę. W Kolebce pojawiała się już dwa razy, teraz wróciła za trzecim. W końcu do trzech razy sztuka, prawda?
Zacznijmy jednak od początku, drodzy czytelnicy.
Herbaciana urodziła się gdzieś na terenach Polski, na jakimś zadupiu, którego nikt tak naprawdę nie kojarzy. Wiadomo, że były tam jakieś urocze krajobrazy, góry, coś tego. Było co podziwiać, moi drodzy. Ami oczywiście chciała z tego korzystać, bo jako maluszek umiała odróżnić ładne od epickiego, ale jej rodzinka często zmieniała miejsce zamieszkania. Wiecie, wojenki, humorki i inne bzdurki. Nasza mała czarownica nie miała wtedy zbyt dużego wyboru, więc jeździła razem z nimi. Już wtedy zauważono jej uwielbienie do herbatki, bowiem nie umiała latać, jak oni. Ale tworzyła dobrą herbatkę, więc mogli w razie czego zaoszczędzić na piciu, bo Ame z niczego tworzyła coś dobrego. Kiedy Ami dobiła swojej dwudziestki, już wtedy robiono jej pojazdy, że wygląda jak dzieciak, jakim cudem ona jest dorosła, bla bla bla. Ale były już wtedy jakieś podróby (?) dowodów, więc wszyscy wiedzieli, co się kroi. Wtedy jeszcze jej nie posądzano o bycie tym czymś, bo niektórzy miewali przecież taką urodę. Znała takich ludzi, więc wiedziała, że może. Bez obaw, że coś ją kopnie.
I wtedy zdecydowała, że chce być samodzielna. Wzięła, co potrzebne, a następnie opuściła swoją rodzinkę. Podróżować się jej zachciało, nokurdebele.
Zaczęła od ogólnego podróżowania po świecie. Wciskała się na jakieś pokłady po cichu i siedziała między kartonami, chodziła, zdobywała hajsy za pomocą swojej zajebistej herbaty – nawet w Azji ją lubili. I dziwili, że to dziwne cosie ma dobre płyny, aż zazdrościć, że z Jurop przychodzi coś dobrego. Raz nawet w USA była, tam też podobnie gadano. Przez jakiś czas nawet prowadziła herbaciarnię, ale szybko się jej to znudziło. Bo chciała jechać dalej. Będąc w nie-pamiętamy-już-jakich-górach, poznała podobną siebie dziewczynę, również czarownicę. Panienki razem uciekały przed armatami, krzesłami, nożyczkami, palenie wiedźm również wolały omijać szerokim łukiem. Nie rozumiały, czemu te ludzie się tak naparzają, ale ciul, niech robią, co chcą, debile jedne. One po prostu się dobrze bawiły, spisując wszystko, co zaliczało się do ciekawych. Włochy, Japonia, USA, Niemcy, kraje skandynawskie, Sybir (po części, szybko zwiały), czego tam nie było! Ale pojawiła się ta dziwa jedna, menda, ukradła jej tomodachi i zwróciła przeciwko niej, przez co Ame zdecydowała się opuścić tę gromadę. W końcu troje to już tłok. Podróżowała sama, ale nie narzekała.
W końcu po raz pierwszy trafiła do Kolebki. Było całkiem miło, tak to przynajmniej wyglądało. Trafiła do mieszkania z sukkubem i chyba też inkubem, uprawiała ostre gimnastyki z pobliskimi panami F (bo ciul pamięta, jak się ten ziomek nazywał), rozkminiała z jakimiś duchami... Ale w pewnym momencie słuch o niej zaginął. Wróciła po kilku latach, ale tylko na chwilę. Nawet nie zaznaczyła, że już jest, nie trzeba się martwić. Jedyny wyczyn, który pamiętała? Wbiła do randomowej hacjendy poza miastem na chama i spędziła miło czas z uwięzionym biedakiem, któremu pewnie jakiś wąpierz zawrócił w głowie. Pamięta tylko tyle, że gość miał epickie, długie włosy o zielonym kolorze. A potem znowu zniknęła. Bo w Kolebce coś zaczęło się psuć.
Ponownie zdecydowała się zwiedzić ten świat. Robiło się chyba coraz gorzej, nie była już tak przyjaźnie przyjmowana. Ludzie stali się... Nieufni. Jeszcze bardziej niż kiedyś. Niewiele osób chciało ją przyjąć pod swoje skrzydła na jakiś czas, musiała chować się w pudełkach, jaskiniach. Ale dzielna była. Pewnie nie spotkalibyście jej tutaj, gdyby nie pewien... Wypadek.
W pewnym momencie swego życia wpadła jak śliwka w kompot. Jej oczy tak czymś dostały, że momentalnie jej prawe oko odmówiło współpracy. Nie widziała na nie. A chwilę potem i lewe dołączyło się do strajków. W ten sposób Ame nie wiedziała, co począć. Sama, bez pomocy, musiała sobie radzić bez wzroku. Wiedziała, że kiedyś do tego dojdzie, ale dawała im jeszcze tyle lat życia! Była wtedy w jakiejś jaskini. Bała się z niej wyjść. To nie były równiny, tylko góry. Jak miała je przejść, nie zabijając się po drodze? Tutaj historia mogłaby się skończyć, ale pojawiła się ona.
Ami zastanawiała się nad sensem życia, kiedy nagle usłyszała czyjś głos.
- Ej, Ty. Ziomuś. Co się tak kulisz?
- Kim jesteś? - zapytała niepewnie, starając się ją jakoś ujrzeć. Poczuła, że ktoś ją delikatnie łapie za głowę i ustawia chyba tak, aby zerkała prosto na nią.
- No, to ja. Może mnie kojarzysz, może nie, nie wiem jak z Twoją pamięcią, ale ciul.
- Ee... To my się znamy?
- No. Pamiętasz tamtą trzecią dziwkę, która dołączyła się do waszego imprezowania? Chodziłam wtedy za nią. Ale zdechła, więc zaczęłam szukać Ciebie.
- Bo?
- Nudziło mi się. - Ame wyczuła lekką nutkę rozbawienia – Tamta była zbyt smutna i nie wiem, czy z rozpaczy z powodu tego, iż zmarnowała tyle czasu z nią, podczas gdy mogła nadal balować z tobą, nie spróbowała się powiesić, czy coś.
Ame nie ukryła swojego zdziwienia. Co prawda nie miała kontaktu z tą swoją tomodachi, ale ciekawa była, czy nadal żyje. No ale ciul, sama sobie to zgotowała. To było bolesne, ale sama na to zasłużyła.
- A widzę, że mam dobry timing. Coś nie tak, ziomuś? - spytała po chwili nieznajoma, przyglądając się czarownicy.
- Tak tylko trochę za wuja nie widzę. - Ame wyrzuciła to z siebie z prędkością karabinu, który rozdawał miłość. Brwi duszka powędrowały do góry, ale zaraz na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech.
- Ha! No to masz szczęście. Odprowadzę Cię do jakiegoś większego miasta, ale najpierw musisz znaleźć mój nóż. To taki fajny dziwak z ozdobieniami, bardzo go lubię. A ja sama pewnie potem nieco się połączę z Twoim umysłem, bo umiem. Jak mi zaufasz, ofc, inaczej nic to nie da. Będę Ci podsyłać jakieś obrazy z zewnątrz.
- Ale ja nie widzę.
- Wyobraźni też Ci nagle brakło? - dziewczyna pokręciła głową – Do głowy, czarownico, do głowy. Nie do oczu. Prosto do mózgu. Jakoś umiem to łączyć z wyobraźnią. Ślepa nie oznacza pozbawiona wyobraźni, wcześniej przecież widziałaś. Jeżeli nadal potrafisz korzystać z głowy, to zobaczysz jakieś rzeczy. Umowa stoi?
- Ee... No dobra, ok. Nie wiem, jak chcesz to zrobić, bo to chyba jest teoretycznie niemożliwe, ale magia się przecież rządzi swoimi zasadami. I gwałci biologię. Fizykę. Wszystko. Fakt. Coś w tym może jest.
- No, wreszcie słyszę u Ciebie nieco radości! Idziemy.
I w ten sposób Ame mogła opuścić jaskinię, ponieważ jej grupa była rozbita. A wszyscy dobrze wiemy, że przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. No to zebrała, teraz narrator wreszcie się ogarnie i puści ją.
Jej wiara w ludzi ponownie została naprawiona, bowiem Deidre wiedziała, gdzie ją zaciągnąć. Nauczyła się, jak żyć, kiedy nic a nic nie widzi. Spotkała świetnych ludzi, nic, tylko zapłakać. A potem zdecydowała, że wróci na tereny Kolebki. Nie, czekaj... Zaczai się niedaleko. Bo tam się naprawdę coś popsuło. Starzy wyjadacze ostrzegali ją, żeby unikała tego terenu, bo nie dość, że prześladują ich ludzie, to jeszcze te całe straże debili z góry. Deidre potwierdziła to swoim zwiadem, przez co Ame zdecydowała się nieco... Oddalić. Blondyna cały czas była z nią i pomagała, a kto wie - być może znajdzie starych znajomych, którzy nie zapomnieli o tej małej, uroczej czarownicy. Mówi się, że zamieszkała w odpicowanej, małej chatce w jakimś lesie, coś tego, na obrzeżach. Tak, jak na początku swojego życia. Bo do Kolebki bała się wracać. Zbyt dużo złych sygnałów.

Inne:
- Leworęczna.
- Często mówią, że gada do siebie. A ona mówi do Dei.
- Niewidoma; Dei jednak robi za jej przewodnika.
- Wściekła potrafi rzucać butami.
- Nieco spoważniała, choć to nadal nie jest zadziwiający poziom bycia ponurakiem.
- Miewa czasem jakieś wahania nastroju.
- Boi się demonów.
- Demonicznej gimnastyki jeszcze bardziej.
- Na dźwięk każdego imienia na "F" dostaje gęsiej skórki. Bo nie pamięta dokładnego imienia tego dziwaka od plaży.
- W zamian za to wypatruje zielonych włosów. W końcu ma też dobre wspomnienia.
- Uwielbia się przekomarzać z Deidre.
- Potyka się o własne nogi.
- Uwielbia zwierzęta. I zmniennokształtnych, dopóki jej nie gryzą.
- Nie przepada za wąpierzami, choć dogada się, jeżeli nie świecą uzębieniem.

Inne konta: Nope.

nieposkromiony
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Essian
Cherubin
avatar

Posts : 144
Join date : 13/04/2015

PisanieTemat: Re: Herbaciana Panna~!   Pon Maj 04, 2015 1:35 pm

Akcept
Jako, że ograniczenia już nie obowiązują, nie musisz ich stosować ^^ Miłej gry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Herbaciana Panna~!
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Panna nikt
» Interpretacja rozdz. 12. Apokalipsy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    K a r t y   P o s t a c i :: Karty akceptowane-
Skocz do: