IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Restauracja "Holyfood"

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Restauracja "Holyfood"   Sob Maj 02, 2015 9:24 pm

Wegetariańska restauracja w stylu modern retro zaprasza na ekstrawaganckie (ale i proste) dania bezmięsne wszystkich jaroszy i smakoszy rodem z Hollywood!
- reklama, billboard

"Holyfood" to prosperująca od kilku lat restauracja położona w strategicznym miejscu, bo w centrum miasta, w znanej wszystkim kamienicy Demworth. Otwarta przez niejakiego Simona Felchy'ego tuż po jej renowacji i modernizacji, zyskała uznanie nie tylko wyśmienitymi posiłkami, ale również oryginalnym wystrojem - białe, surowe stoliki idealnie współgrają z czerwonymi skórzanymi fotelami, zdawałoby się wyciągniętymi ze starych amerykańskich kabrioletów, oraz czarnymi ścianami ozdobionymi przez obrazy w stylu pop art. Przedstawiają ikony Hollywood lat 20'-90', lecz ze wstawionymi zamiast twarzy warzywami. Godne uwagi. Koniecznie należy skosztować ciasta marcepanowego!
- komentarz dziennikarski, lokalna gazeta

To jest zajebiste. Naprawdę powinieneś tam pojść. Ogromna, trzypokojowa chata  - jeden pokój dla ludzi, drugi dla nieludzi, trzeci dla wszystkich razem. Oczywiście nasze człowieczki nie wiedzą, że numer dwa istnieje. Dobre koktajle kwiatowe dają, wino też. W ogóle nie musisz jeść zieleniny. No, idziesz?
- jedna z ulic, zmiennokształtny rozmawiający z wróżką


Ostatnio zmieniony przez Ariael dnia Pon Maj 04, 2015 1:08 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Sob Maj 02, 2015 9:36 pm

Zwykły dzień, prosta codzienność. Po porannej kawie, którą anioł kosztował przez dobre kilkanaście minut, nadszedł czas na pracę - niby taką jak zawszę, a stanowiącą skuteczną odskocznię od problemów nękających jego myśli jako Archanioła. Tak jak przez owe niebiańskie obowiązki nierzadko czuł się znużony, tak pośród zapachów i wszelkich smaków czuł się jak ryba w wodzie. Brylował pomiędzy blatami i różnego rodzaju urządzeniami, aby przygotowywać to, co zamówili jego klienci, i sprawiało mu to przyjemność. Mógł godzinami przygotowywać posiłki, napawać się ich rezultatem i samym procesem tworzenia, aż zabrakło mu sił, co zdawało się rzadko.
Podobnie było i tym razem. Ze słuchawkami podłączonymi to odtwarzacza MP3, który odgrywał nowatorską wersję Mozarta, sonatę w tonacji e-moll, zatoczył piruet z makaronem tagliatelle na rękach. Potem to samo, ale z kotletem sojowym i świeżą, warzywną sałatką.
Sam był ubrany nadzwyczaj prosto. Coby zamaskować swą mimowolną anielską doskonałość, ubrał się w prosty, biały T-shirt i nieco już wytarte jasnoniebieskie jeansy. Nogi również prezentowały się bez zbędnych ozdób, mając na sobie proste białe conversy. Grzywka spięta w małą kitkę na czubku głowy prezentowała się na poły oryginalnie, na poły komicznie, odejmując jego twarzy dobre kilka lat, a i ona sama pochwalić się mogła domalowanym niepozornie znamieniem w kąciku oczu. Gdyby nie same tęczówki i źrenice, w których tkwił ogrom lat i odpowiedzi na kłopoczące ludzi kwestie, nigdy nie można by powiedzieć, że ma się do czynienia z aniołem. Podobnie sprawa miała się z jego ruchami. Z gracją stawiał kroki od stolika do stolika, aby w końcu przejść do kuchni, lecz jego chód wydawał się nadzwyczaj ludzki - nie było w nim uważnych stąpań wojownika, którego doświadczenie nauczyły nawet w zwykłym przesunięciu stopy doszukiwać się nieoczekiwanych konsekwencji.
I, choć dla jego braci w niebie mogło brzmieć to komicznie, był sobą. Restauracja była przepełniona ludźmi, prosperująca dobrze, toteż miał ręce pełne roboty i czuł z tego powodu satysfakcję. Nie myślał o niczym, co mogłoby przypomnieć mu o dręczących go kwestiach; jedynie barwne melodie rozbrzmiewały w jego głowie, dodając każdej czynności bezustanny, niewymuszony rytm i nieschodzący z twarzy uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Sob Maj 02, 2015 10:05 pm

I wtedy wszedł Belzebub. Pretensjonalnie rozejrzał się po pomieszczeniu, żując majestatycznie gumę do żucia z na wpół otwartymi ustami. Wyglądał jak gówniarz. Zbuntowany student, który dosyć ma ucisku systemu i żeby pokazać, jak bardzo gardzi większością, przeszedł na wegetarianizm, bo tak. Mocno uderzając nogami o podłogę, podszedł do jednego ze stolików i stopą okutą glanem odsunął krzesło. Zrzucił z ramion skórzaną kurtkę, byle jak powiesił ją na oparciu, a sam zwalił się na to krzesło, jakby był szalenie zmęczony życiem.
Nikt by Belzebuba w nim nie poznał. Siedział zgarbiony z niezadowoloną miną, opierał się łokciami o stół. I jeszcze strój do tego. Młodociany metalowiec, do licha. Na dodatek – o zgrozo – ryży jak diabli, ryży ewidentnie naturalnie, nie można było posądzić te włosy o jakąkolwiek ingerencje z zewnątrz. Całe setki piegów na bladej twarzy, szyi i szczupłych, delikatnych dłoniach o długich i zgrabnych palcach. I oczy. Ciemnobrązowe w kolorze zasychającego błota. Mistrzostwo świata w kamuflażu. Był w stanie nawet zmienić postawę ciała i chód, wszystko, byleby nikt się nie zorientował.
Zerknął ze znużeniem na zegarek na lewym nadgarstku, nim sięgnął po leżącą na stoliku kartę. Przyglądał jej się, udając zniesmaczone zainteresowanie.
Tak naprawdę nie interesowało go menu, obsługa czy samo miejsce. Czekał na jednego ze swoich informatorów. Zbierał informacje o takim jednym wesołym demonie, który podobno knuł i podburzał dolne kręgi piekielne do minibuntu. Cóż, nie na zmianie Władcy Much. To by zwyczajnie nie uchodziło. Problem był taki, że ten człowiek zwyczajnie się spóźniał, czego demon nienawidził koszmarnie. Przy czym jak przy czym, ale jeśli chodziło o sprzedawanie informacji bardzo cenił sobie profesjonalizm, zwłaszcza u swoich własnych pracowników. Dobierał ich bardzo starannie, by nie partaczyli najprostszej roboty.
A tu jeb. Zaczynał się z lekka denerwować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Nie Maj 03, 2015 9:07 pm

Tłumy wchodziły przez drzwi i wychodziły, tworząc bezustanną plejadę barw i postaci, którą - nawiasem mówiąc - stanowiły okazy wszelkich istniejących ras, subkultur i pozycji społecznych. Będąc w stałym ruchu wraz z paroma innymi osobami, które dzielnie z nim współpracowały, nie zwrócił uwagi na nowego klienta, który pojawił się w restauracji i zajął wolne miejsce. Dopiero po chwili, zaniósłszy jedną z potraw przed nos innego konsumenta, kątem oka zauważył rozglądającą się za kelnerem postać siedzącą w przeciwległym stoliku. Zaokrąglił ramiona, aż jego uszu nie dobiegło ciche strzyknięcie, po czym ruszył szybkim i rytmicznym krokiem w kierunku młodzieńca, po którym lada chwila przesunął dyskretnie wzrokiem. Wyglądał zwyczajnie; tysiące podobnych studentów widywał, mijając uczelnię, przechodząc przez park czy nawet będąc tutaj, w restauracji. Jedynie te rude, kędzierzawe włosy...
Ariael uśmiechnął się lekko, rzucając miłe "Dobry wieczór, w czym mogę Panu pomóc?" w towarzystwie wyczekującego, acz nie naglącego w żadnym wypadku spojrzenia. Kiedy jednak usłyszał odpowiedź, będącą raczej niezrozumiałym odburknięciem, aniżeli równie przyjemną odpowiedzią, ów uśmiech przemienił się w grymas. "To" - odparł nieznajomy, wskazując palcem na pozycję w menu, na co Ariael - już po opuszczeniu stolika - prychnął cicho. Oczywiście, zdarzali się i tacy klienci, jednak mając w głowie zakodowane od stuleci zasady stosownego w danym okresie wychowania, z całego serca gardził podobnymi okazami. Był pieprzonym Archaniołem, a nie służką; w takich momentach, przekornie, rozumiał swoich zbuntowanych niegdyś braci.
Tak czy inaczej, praca była pracą. Przez dwadzieścia minut sporządzał dynię z pomidorami po parmeńsku, a kiedy skończył, z jego ust wydobyło się głośne westchnięcie. Mimo zmęczenia trzeba było przyznać, że potrawa cieszyła jego oko i uważał ją za jedną z najlepiej przez nań wykonanych. Po owej krótkiej kontemplacji, wziął talerz na tacę i tym razem powolnymi, pociągłymi krokami, dopasowując rytm chodu do VII Symfonii Beethovena w tonacji A-dur, podążył w kierunku stolika. Stanął tuż przed jego blatem i siląc się na ciepły uśmiech, które wzmogło (na szczęście) poczucie samozadowolenia, postawił przed mężczyzną zamówione danie.
- Proszę.
Ciekawe, czy wie, ile będzie musiał za to zapłacić, przemknęła myśl przez jego głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Nie Maj 03, 2015 10:07 pm

Właściwie wcale nie rozglądał się za kelnerem, a za swoim informatorem, który jak na złość ani myślał się pojawić. A żeby tak w diabły poszedł! Dosłownie. I do diabła. Tego diabła, który czekał na niego z rosnącym zniecierpliwieniem. Ledwo rzucił okiem na kelnera, gdy ten do niego podszedł, aby odebrać zamówienie. Wówczas Belzebub pogardliwie wskazał palcem pierwszą pozycję – nawet nie przyglądał się, jaką właściwie – i warknął „To”.
Gdyby jeszcze go zawołał! Zupełnie inna sprawa, ale tak? Kiedy nawet palcem na niego nie skinął? Coraz gorsza obsługa w tych restauracjach była, a ta niby taka porządna, niby tylko dla wegetarian, a ci to zawsze tacy cholernie uprzejmi... żeby szlag to wszystko trafił i to najlepiej od razu. Teraz. Zaraz. Niech on tylko stąd wyjdzie i miniapokalipsa może się zaczynać.
Był pieprzonym księciem Piekła, miał pieprzone prawo do bycia bucem i chamem, jeśli miał ochotę. A tej nabierał z każdą sekundą coraz bardziej. Czara goryczy i tak przelała się wtedy, gdy na jego dłoni wylądowała małą muszka z zawartą informacją. Informator martwy. Żadnej karteczki, żadnych poszlak. Załatwili go najprawdopodobniej ludzie Beliala. Zabił insekta palcem i zacisnął zęby. Martwy. Cholera jasna, martwy. Nikomu niczego nie przekazał, miał ważne rzeczy do powiedzenia i wszystko to przepadło, bo dał się zabić jak byle barachło. Od kiedy niby on zatrudniał byle kogo?!
Zacisnął leżące na stoliku dłonie w pięści. Zapomniał, że cokolwiek zamawiał. Właściwie nabrał wielkiej ochoty, żeby wbić komuś rękę w trzewia. Udusić. Zabić. Rzadko kiedy nachodziły go takie krwiożercze chęci, przynajmniej już od dobrych tysiącleci nic nie rozsierdziło go tak bardzo. Ale musiał stamtąd na pewno wyjść. I tak nie miał już na co czekać...
Ale wtedy napatoczył się kelner. I przyniósł danie. Jakie, cholera jasna, jedzenie? Przecież...
- Nie zamawiałem – warknął i wstał. Z zamiarem, oczywiście, wyjścia. Nawet kurtkę jednym, szybkim ruchem zdjął z oparcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Nie Maj 03, 2015 10:59 pm

Tolerancja była rzeczą cudowną i, w przypadku Ariela, powszechną. Był otwarty na nowe doznania, nowych ludzi, inne poglądy. Szanował je, a nawet akceptował. Jednak mimo dosyć szerokiego zakresu działań, które cierpliwość Ariaela była w stanie udźwignąć, granica była cienka. Wystarczyło postawić jeden krok za, aby poczuć posmak tego, co od tolerancji odbiegało zupełnie - tak było i w tym przypadku. W chwili, w której usta rudego mężczyzny opuściło warknięcie, brwi Uriela zbliżyły się do siebie gwałtownie, w wyniku czego powstała między nimi drobna, ledwo zauważalna zmarszczka. Znak na pozór nieistotny, jednak jak brzmiała teoria chaosu: nawet taki drobiazg jak trzepot skrzydeł motyla, może spowodować tajfun na drugiej półkuli.
Krótko mówiąc - zwiastun nieszczęścia.
Mężczyzna zamierzał odejść; tego już było za wiele. Zacisnąwszy usta i pozbawiwszy się wszelkich pozytywnych emocji z twarzy, których ze względu na własne wzburzenie nie potrafiłby mimo wszystko przywołać, w okamgnieniu stanął tuż przed mężczyzną. Wyciągnął rękę tak, aby z impetem uderzyć w klatkę piersiową osobnika i z powrotem zwalić go na krzesło.
- Owszem, zamawiałeś. A teraz musisz za to zapłacić - powiedział głosem zupełnie do wcześniejszego niepodobnym, dziwnie beznamiętnym i monotonnym, po którego wybrzmieniu zastukał wymownie palcem w blat stolika. Wyraził zaledwie namiastkę tego, co czuł w rzeczywistości, lecz z jego oczu o barwie burzowego nieba błyskały błyskawice na pół ostrzeżeń i pogardy. Jeśli konfrontujący się z nim osobnik nie zgodzi się na zapłatę, wtedy... Cóż. Najprawdopodobniej poczuje, jak to jest mieć pięść Archanioła w zamiast nosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Nie Maj 03, 2015 11:14 pm

Pieprzyć tolerancję, wszystko w ogóle pieprzyć. Belzebub gdzieś tam w środku właśnie się gotował i naprawdę miał daleko w nosie takie błahostki jak uprzejmość w stosunku do kelnera czy w sumie kogokolwiek, mimo że przecież zazwyczaj można było uczyć się od niego dworskiej etykiety i zasad savoir vivre. Nie dziś. Po prostu nie dziś. Nawet nie zerknął na mężczyznę przed nim, tylko już-już chciał go wyminąć i wyjść. Najlepiej zaszyć się w Piekle na kilka dobrych godzin, wziąć długą i odprężającą kąpiel, a dopiero po tych zabiegach próbować na nowo nawiązywać jakiekolwiek kontakty z innymi.
Tylko że został raczej mało delikatnie ściągnięty do parteru. Zaśmiał się pod nosem i potrząsnął ryżą głową, zerkając na tego patałacha spod wspaniałej grzywy włosów. Zerknął na palce uderzające o stolik i nabrał ochoty, żeby śmiać się dalej. Powstrzymał chęć połamania tych paliczków, bo zaczynały do drażnić jeszcze bardziej i bardzo spokojnym i niedbałym gestem zrzucił talerz na ziemię. Bo tak.
- Ups? - rzucił bezradnie i rozłożył ręce na boki w teatralnym geście, cały czas rzucając kelnerowi wyzywające spojrzenie. No dalej, tylko, kurwa, spróbuj...
I wstał, ale tym razem jakby szybciej, niż zrobiłby to zwykły śmiertelnik i z drugiej strony krzesła. Leniwym gestem sięgnął do tylnej kieszeni spodni i faktycznie wyjął portfel. Ba, nawet wyjął pieniądze, ale... no cóż, może teraz zachowywał się jak cham i prostak, ale jednak nawet w tym wcieleniu nie chciał być brany za złodzieja. Mimo wszystko. Wyciągnął kilka banknotów – wysokich nominałów, zdecydowanie – i niedbałym ruchem rzucił je na ziemie. Cały czas patrząc mężczyźnie w oczy.
- Tyle wystarczy, szanowny panie? -
zapytał cicho, cichutko. Ledwo uchylając wargi i prawie szeptem. - Ach, no tak, napiwek za obsługę, jakiż jestem w chuj nietaktowny – dodał teatralnie. Lubił takie rzeczy. Lubił grać, kochał robić przedstawienia. Rozsunął w portfelu kieszonkę, w której zwykł trzymać drobne i bezceremonialne wysypał jej zawartość. Na podłogę, a jakże. - Możesz sobie pozbierać. Nie krępuj się.
Zapłacił? Zapłacił. Schował portfel i, już jakby spokojniejszy, przyglądał się, co też zrobi nowy kolega. Był gotów nawet na uderzenie w twarz czy gdziekolwiek indziej. Cóż, on sam w ten sposób potraktowany, pewnie by zaatakował. Ale Belzebub to Belzebub.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Pon Maj 04, 2015 12:06 am

I tak z każdą sekundą, powoli i statecznie, nasilał się huragan złości oraz frustracji drzemiącej wcześniej w odmętach anielskiej duszy. O ile wcześniej dał poznać mężczyźnie zaledwie namiastkę swojego prawdziwego wkurwienia, o tyle teraz nie zamierzał się dłużej powstrzymywać. Być może było w nim trochę opieszałości typowej dla bliskiego Panu Archanioła, bo nader wszystko nienawidził lekceważenia jego osoby przez aroganckie, nierespektujące innych gnojki jak ten rudowłosy. Wystarczyło jedno spojrzenie, by wykonać kolejny krok poza granicę, na co reakcją - jeszcze mocniejsze zaciśnięcie szczęk. Potem było tylko gorzej. Zrzucenie talerza - drżenie ramion. Pretensjonalna poza - krok naprzód. Rozsypanie pieniędzy - armagedon.
Nie wytrzymał. Natura Lwa Bożego wzięła górę, bowiem w tej jednej chwili poczuł się tak, jakby wewnętrzna zagroda utrzymująca żadną krwi zwierzynę niekontrolowanie opadła, a ta wybiegła na polowanie.
Do-syć.
Wystrzelił dłoń niczym z procy, zupełnie pozbywając się swojej codziennej ludzkiej maski, i złapał mężczyznę za koszulkę tuż pod szyją. Nic nie mówiąc, z nieznoszącą sprzeciwu, nienaturalną siłą, pociągnął go do wyjścia, coby nie gorszyć klientów widokiem, który miał się chwilę później rozegrać za sklepem. Czyli tam, gdzie ryżego chłopaka zaciągnął; z dala od ludzkich spojrzeń. Znalazłszy się na zewnątrz, popchnął go na ścianę i uderzył z całej siły pięścią w twarz. Raz.
- Ogłada i obyczaje - zrobił pauzę, aby przyłożyć mu w prawym sierpowym po raz drugi - czynią - trzeci - męża. Jeśli nie wiesz, co to znaczy, pozwól, że Cię nauczę.
Pochylił się mechanicznie w kierunku mężczyzny, na którego policzku wykwitły sinoczerwone plamy. Chwycił jego brodę pomiędzy kciuk i palec wskazujący, a następnie pociągnął do siebie tak, by tamten zmierzył się z nim spojrzeniem.
- Po pierwsze, szanuj cudzą pracę. Po drugie, szanuj pieniądze. Po trzecie i najważniejsze - szanuj innych, bo nigdy nie wiadomo, od kogo dostaniesz w mordę. - Wziął rękę z powrotem, nie kryjąc grymasu obrzydzenia, i wytarł ją o fartuch. Jego głos brzmiał już zupełnie normalnie, a twarz z powrotem przybrała przyjemny, służalczy wyraz. Tym razem w formie groźby.- Coś jeszcze, mój drogi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Pon Maj 04, 2015 12:20 am

Teraz zaczynał się bawić. Napawał się każdą chwilą, dosłownie. Bawiło go to, jak jasnowłosy kochaś zaciska szczęki. Jak drżą jego ramiona, jak mało świadomie zrobił krok naprzód. Wiedział, że dostanie w twarz. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ba, może na to czekał w jakiś sposób.
Och, Belzebubie, czyżby obudziły się w tobie masochistyczne zachcianki?
Wykrzywił usta w nonszalanckim uśmieszku, pełnym samozadowolenia i złośliwej uciechy. Prawdziwy demon, ryży diabeł przebrany za człowieka.
Pozwolił się złapać, pozwolił wyciągnąć. Mógłby w jednej chwili uciec, ba, wciągnąć tego tutaj prosto w samą otchłań Piekła, ale... po co? Przyglądał się tylko po drodze ludziom, którzy z kolei patrzyli na nich. Podziwiali ze zgorszeniem przedstawienie, które im wyreżyserował, pokazał i podarował. Dostąpili zaszczytu. Ten tutaj też go zaznał, mało kto miał okazję przyprzeć Wielkiego Księcia Belzebuba do ściany i strzelić go w twarz. Trzy razy. Trzy uderzenia, po których demon zaśmiał się pod nosem. Dosyć nieumyślnie przegryzł przy tym swoją dolną wargę. Drobne, śliczne kropelki zebrały się na ustach. Zebrał je językiem raczej mało subtelnie, cholernie wyzywająco. I, oczywiście, że patrzył mu w oczy. Tak samo prowokując spojrzeniem, jak jeszcze chwilę temu. To były dobre uderzenia. Mocne, wprawne.
I cholernie Belzebubowi się spodobały.
- Tak. Umów się ze mną.
Pięć słów i ot, tyle. Nie skomentował tych "nauk", właściwie jakby kompletnie ich nie słyszał. Bo i po co? Skoro miał nieco... ciekawsze rzeczy do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Pon Maj 04, 2015 12:44 am

Nic nie wkurwiało Ariela bardziej, aniżeli pretensjonalne zachowanie i brak jakichkolwiek zahamowań. Wiedział, że był prowokowany i doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, iż złapano go na haczyk. Dopiero teraz, kiedy pomyślał o tym na trzeźwo, dotarło do niego, że spowodował prawdopodobnie lawinę pytań nie tylko wśród pracowników, ale także stałych klientów, którzy będą żądali wyjaśnień. Z drugiej strony, nie było innej możliwości. Teraz największą rolę odgrywało niewiadome do tej pory zachowanie ich niedoszłej publiki tuż po opuszczeniu lokalu, bo to od niego zależała późniejsza sytuacja.
Patrzył na mężczyznę z twarzą pozbawioną wszelkich emocji. Wciąż miał jednak w uszach irytujący śmiech, a w oczach wizję oblizywanych warg. I te słowa. Umów się ze mną.
Ariael przesunął po nieznajomym wzrokiem. Ani owe zdarzenie, ani zachowanie mężczyzny nie zachęcało go do przyjęcia propozycji. Nie mógł jednak ukryć, że w jego osobie było coś cholernie pociągającego, zarazem znajomego i obcego, co dostrzegł dopiero teraz. Mimo to ich wspólna relacja zdawała się przesądzona, albinos nie zamierzał jej kwestii ponownie  rozpatrzyć.
Minęło kilka sekund, a Archanioł wciąż nie odrywał od rudowłosego nieprzeniknionego spojrzenia bladoniebieskich oczu. Dopiero po chwili rozległ się jego głos:
- A idź do diabła. - Bez słowa wyjaśnienia obrócił się na pięcie, zupełnie niewzruszony, aby następnie otworzyć drzwi do zaplecza i wrócić do restauracji, mimo że myślami nie opuścił wcześniejszego miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Pon Maj 04, 2015 1:01 am

Mierzyli się wzrokiem, chociaż trudno było powiedzieć, by były to podobne spojrzenia. Jedno było nieprzeniknione, wyprane z emocji, nie pozwalające wiele przeczytać. Właściwie nic. Z kolei z tego drugiego można było czytać niemal jak z książki. Mówiło, nie mniej nie więcej, a coś w rodzaju „rzuć wszystko i chodź się pieprzyć”.
Właściwie gdyby ktoś spytał Belzebuba o powód, dlaczego właściwie z jego usta padły właśnie te słowa, to nie umiałby nawet odpowiedzieć. Po części działał kierowany impulsem. Po części... podobało mu się. Podobała mu się sytuacja. Stanowczość. Ciosy może nieco mniej, nawet jeśli ślady po nich miały zniknąć już za kilka godzin.
Spodziewał się odmowy.
To chyba jasne.
Ale kiedy usłyszał „A idź do diabła”, uśmiechnął się szeroko i powstrzymał cisnący się do gardła śmiech. Och, pójdzie. Lecz zaraz wróci. Bo, choćby miał sczeznąć, ten porywczy facet o pociągająco zimnych oczach będzie jego. Nie ma opcji innej. Tak dla zabicia czasu, to chyba oczywiste.
Poczekał, aż ten zniknie za drzwiami, by samemu zaraz otworzyć wrota i wpaść z impetem do Piekła. Czyli życzenie spełnił. Naprawdę poszedł do diabła. Do siebie.

***

Belzebub, wbrew pozorom, nie pojawił się następnego dnia. Dopiero następnego. Pojutrze, ot, jeśli można tak to nazwać. Na jego twarzy nie było choćby najdrobniejszego śladu po wcześniejszym incydencie, policzek był idealnie gładki. Jedynie skropiony złotymi piegami.
Nie zatrzymał się przy drzwiach, tylko zgrabnie i pewnym siebie krokiem podszedł do miejsca, które zajmował ostatnio. Było dosyć wcześnie, więc w restauracji nie było zbyt wielu gości. Tym lepiej. Lepsza pora na ucinanie sobie pogawędek z obsługą, a przecież jedynie po to tam przyszedł. Rozsiadł się wygodnie na krześle i wyciągnął przed siebie nogi, krzyżując je w kostkach.
I czekał. Najpierw chciał zostać należycie zauważony. W sumie w nosie miał resztę klienteli, na nich mu wcale nie zależało, chodziło tylko i wyłącznie o to, żeby ten jasnowłosy kelner - jak on się właściwie nazywał? - zobaczył, że oto i przyszedł ten ryży i bezczelny szczeniak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Pon Maj 04, 2015 1:42 am

Kolejne dni były dla Ariela czymś naturalnym. Nadeszły jeden za drugim, niosąc za sobą troski podobnej wagi, podobne w swej istocie, a mimo tego różne. I choć pracownicy lokalu nie mogli narzekać na brak zajęć i spraw do obmyślania, Ariael nie potrafił się pozbyć wspomnienia przedwczorajszego incydentu z rudym mężczyzną i nieoczekiwanego zaproszenia. Pojawiało się w niespodziewanych momentach, w nieregularnych odstępach czasu i bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Sam nie wiedział, czemu konstelacje piegów na twarzy tego gnojka i jego rytm oddechów zapamiętał tak dokładnie. Czyżby naprawdę go tak upokorzył, że był to fakt godzien zapamiętania? A może to jego zwykle niezawodna pamięć płatała mu figle?
O dziwo, po powrocie do wnętrza restauracji tamtego pamiętnego dnia, nie usłyszał od klientów tudzież pracowników jakiegokolwiek pytania odnoszącego się do tamtego zdarzenia. Widział jedynie respekt i cień obawy w oczach, kiedy spoglądano na jego objawiającą się w przypadku niektórych kwestii surowość. Sam nie wiedział, jakie były jego odczucia, kiedy obiektywnie daną rzecz zaobserwował. Wolał pozostać w nieświadomości; dość już najadł się niepotrzebnych emocji.
Stał za ladą i kroił składniki, kiedy ten ukazał się jego oczom. W jego sercu pojawiła się z nagła ta sama mieszanina uczuć, z której mimo wszystko żadnego nie można było nazwać sympatią. Znieruchomiał w jednej pozie niczym marmurowy posąg, nie spuszczając z ryżego chłopaka badawczego wzroku. Nie wiedział, czy ma to samo ubranie, czy może inne, co uświadomiło mu, że nie zwrócił na nie wcześniej ani odrobiny uwagi. Zaklął cicho pod nosem, kiedy ujrzał, jak tamten rozgląda się za kelnerem, który, jak mniemał, powinien mieć według niego jego twarz. Wziął głęboki wdech i zawołał innego kelnera, Toma, do siebie.
- Obsłuż go. Gdyby pytał o mnie, powiedz, że jestem zajęty. To ten facet z przedwczoraj - rzucił, a tamten skinął głową. Właściwie nie skłamał; miał ręce pełne roboty. Zauważył, jak usta Toma poruszają się wymownie, przekazując rudowłosemu to samo, co albinos powiedział ledwie chwilę wcześniej. Zagryzł wargę, odrywając na chwilę dłoń od noża i odgarniając nerwowo kosmyki włosów w oczekiwaniu na reakcję. Miał nadzieję, że się uda. Z oczywistego powodu nie chciał wdawać się z nieznajomym w kolejną, bezcelową rozmowę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Pon Maj 04, 2015 1:55 am

Czekał. Właściwie bardzo krótko, a i tak nie doczekał się tego, kogo spodziewał się ujrzeć. Cóż, przynajmniej nie przy swoim stoliku. Nieładnie. Bardzo nieładnie. Uśmiechnął uprzejmie do kelnera – Toma – i położył dłonie na blacie. Zabębnił palcami.
- Poczekam, dziękuję bardzo – oznajmił spokojnie, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem. Jasne, że będzie siedział tutaj tak długo, aż przysłowiowa koza przyjdzie do niego sama, gdy już nie będzie miała innego wyjścia. - Tymczasem poproszę kawę. Czarną, bez cukru. Ale niech zrobi ją pański kolega, może mi do niej jeszcze napluje – dodał równie spokojnie, co i wcześniej. Żadnych negatywnych emocji. I jeszcze ten uprzejmodrwiący uśmiech, który nawet na chwilę mu z twarzy nie schodził.
Poczekał, aż szanowany pan Tom, którego twarzy nawet nie zarejestrował na dobre w pamięci, odjedzie i dopiero wtedy odchylił się na swoim krześle i, patrząc prosto w te cholernie niebieskie oczy, oblizał usta dokładnie tym samym gestem, jak zrobił to podczas ich poprzedniego spotkania.
A sam zadał sobie w myślach pytanie, czy to jedynie wymówka, czy naprawdę JEGO kelner jest w tej chwili tak diabelnie zajęty. Kroił warzywa. Jasne. Ale to z reguły nie zajmowało kilkunastu godzin. I jak uroczo zamarł, kiedy tylko obiekt x pojawił się w jego polu widzenia! Wyglądał wówczas jak grecki posąg, wyjątkowo realistyczna rzeźba. Hm. Belzebub musiał przyznać, że rysy jego twarzy były jak wyrzeźbione. Perfekcyjne po prostu, Michał Anioł nie powstydziłby się takiego dzieła. To chyba był kolejny powód, który zmusił go do przyjścia. Aparycja. Pociągająca aparycja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Pon Maj 04, 2015 2:18 am

Kiedy Tom podszedł do niego i przekazał wypowiedź rudowłosego, Ariael zacisnął palce na rękojeści noża do tego stopnia, że zbielały mu kłykcie. Wziął głęboki wdech, szybko analizując sytuację i szukając odpowiedniego z nań wyjścia. W międzyczasie rudowłosy spojrzał na niego i ponownie oblizał pretensjonalnie wargi, co dla Ariela było sygnałem alarmowym. Zerknął na Toma, który z czystej grzeczności zaczął robić kawę, widząc, że albinos nie ma ochoty na kontakt z przesiadującym w ich restauracji osobnikiem. Pytanie jednak, czy był sens uciekać i zwlekać przed spotkaniem z kimś, kto koniec końców i tak zamierzał czekać ile trzeba? Białowłosy odłożył nóż na bok i ze zdeterminowaną, a zarazem spokojną maską, pod którą skrywał prawdziwe - pełne obawy - emocje, wziął od kelnera kawę. Skinął głową potwierdzająco, napotykając cień pytania w oczach. Cóż, nadszedł czas na kolejną konfrontację.
Z obojętnym wyrazem twarzy podszedł do stolika, gdzie siedział ryży chłopiec i przed którego nosem postawił spodek z filiżanką kawy. Patrzył mu prosto w oczy; z zewnątrz chłodny i nieugięty. Usiadł na krześle naprzeciwko i, zakładając nogę na nogę, powiedział:
- Po co chciałeś się ze mną widzieć? Nie wydaje mi się, byśmy byli umówieni. - Ariael zmrużył powieki, a jasne rzęsy rzuciły cień na mlecznobiałe policzki. - Cokolwiek to jest, nie mam czasu na bezczynne siedzenie, więc radzę się pośpieszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Pon Maj 04, 2015 2:36 am

I wrócił do czekania, co jakiś czas zerkając tylko kontrolnie, co ciekawego może się dziać tam, za ladą. Uderzał palcami o stół miarowo i spokojnie. Oparł się również jednym łokciem o blat i podparł brodę na swojej dłoni. Przybrał wyraźną postawę oczekiwania i był gotów pozostać w niej tak długo, jak będzie trzeba. Z tego względu nie pojawił się poprzedniego dnia, nadrabiał przyszłe zaległości, by mieć pewność, że nic i nikt nie oderwie go od tego zajęcia. Od zawracania głowy temu niewinnemu człowiekowi. Który, nawiasem mówiąc, człowiekiem na pewno nie był, uderzenia były za mocne, a chwyt zbyt szybki, jak na refleks zwyczajnego śmiertelnika.
Ale to nie była jego sprawa, nie interesował się rasą, pochodzeniem czy wiekiem jasnowłosego. Interesowała go masa innych rzeczy na jego temat, a w tej chwili na podium najwyżej stało imię. Cóż, zwyczajnie nie miał ochoty, by w myślach dłużej nazywać go „kelnerem” czy posługiwać się jakimikolwiek innymi określeniami, w którym jednym z ulubionych było „Prawy Sierpowy”.
Znowu trwała ta swoista wojna na spojrzenia, ale Belzebub ani myślał, by odrywać wzrok od tych oczu. Tak beznamiętnych, że automatycznie pragnął zobaczyć w nich coś zgoła innego. Nie zwrócił uwagi na filiżankę.
- I właśnie to przyszedłem zmienić. -
Uśmiechał się. Cały czas w ten sam sposób, jakby cała sytuacja niezmiernie go bawiła. Bo i tak było, cóż poradzisz? - Mocne sierpowe, to muszę przyznać. Masochistyczna część mojej duszy łkała wtedy z rozkoszy. - Przestał wspierać głowę o swoją dłoń i pochylił się lekko do przodu. Mimowolnie opuścił spojrzenie na usta swojego rozmówcy, na sekundę, może dwie, nim uświadomił to sobie i wrócił do jego oczu. - I wpadłem też dowiedzieć się, jak się nazywasz. Nie mam już ochoty nazywać cię „pociągającym kolesiem od obitej mordy”.
Dopiero wtedy sięgnął powoli po kawę. I znów, kompletnie nieprzytomnie, spojrzał na jego wargi. Mimochodem. Przypadkiem. Nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Pon Maj 04, 2015 11:16 pm

Wystarczyło, by Ariael ujrzał ten sam równie rozbawiony, co irytujący uśmieszek błąkający się po ustach mężczyzny, aby wspomnienie ubiegłego zdarzenia ponownie odżyło w jego pamięci. Przypomniał sobie targającą nim złość i oburzenie, dość efektowną próbę upokorzenia ze strony rudzielca, a także przywołał ostatnie słowa: umów się ze mną. Nawet jeśli drgnął nieznacznie na tę wizję, jego twarz wciąż nie zdradzała jakichkolwiek emocji. Zamiast tego skupił się na odpowiedzi, która lada chwila opuściła jego wargi:
- Cała przyjemność po mojej stronie. - Głos Archanioła również brzmiał beznamiętnie, a słowa - wbrew pozorom - nie wyrażały ironii, której albinos i tak nie potrafiłby przywołać. Przez to wydawało się, jakby pozbawiono je nie tylko uczuć, ale także narzuconej od adresata interpretacji.
Po kolejnych słowach nieznajomego, Ariael obrzucił go nieco zdziwionym wzrokiem. Naprawdę przyszedł tu spytać o jego imię pomimo świadomości, iż jego odpowiedź na wcześniejszą propozycję nie uległa zmianie? Dziwny typ, pomyślał, choć za każdym razem, kiedy spoglądał na twarz mężczyzny, nie mógł oderwać wzroku od jego piegów. Była identyczna jak w jego pamięci.
- Simon - odparł krótko, jakby mimowolnie, zerkając na zegarek oplatający jego nadgarstek, przez co przydługie i wyjątkowo rozpuszczone włosy opadły mu na oczy. A spojrzenie było wymowne, jak można by przypuszczać.
Mimo to na ów gest odpowiedzią było milczenie. Po chwili spoglądania na przesuwające bądź też nieprzesuwające się wskazówki, albinos oderwał wzrok od tarczy zegara i ponownie przerzucił go na rudowłosego. - Moja odpowiedź nadal brzmi "nie".
Nie musiał tego mówić - wiedział o tym doskonale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Pon Maj 04, 2015 11:45 pm

Jak to było możliwe, aby być tak zimnym? Beznamiętnym, na pozór bezgranicznie cierpliwym i spokojnym... a jednocześnie tak łatwo dającym się wyprowadzić z równowagi przez byle gnojka w restauracji? Czemu w tych cholernych oczach nie pojawiła się choćby i iskierka... w zasadzie czegokolwiek?
Chciał je rozpalić. I nie musiała to być wcale wściekłość.
- Ja myślę – parsknął i wyprostował się gwałtownie na krześle. - Mało kto może się taką przyjemnością pochwalić. - Gdyby była to ironia, Belzebub zgrabnie by ją pominął i traktował jako coś wypowiedzianego absolutnie szczerze, tak dla własnej satysfakcji bardziej. Kiedy chciał, potrafił umiejętnie interpretować cudze słowa.
To był dopiero początek. Przyszedł tutaj po raz drugi, ale, jak to mówią, drobnymi kroczkami należało iść do celu. Niekonwencjonalnymi drogami, by szlai nieprzetarte przecierać. A – jak się okazało – Simon wyglądał właśnie na taki szlak. Nieuczęszczany zbyt często, jak przyjemnie byłoby odkryć tajemnicze zakamarki ukryte przed ludzkim okiem. Ale to później.
- Benjamin – przedstawił się, mimo że wcale nie został o imię zapytany. Pewnie w ogóle by nie został, zważywszy na to zniecierpliwione spojrzenie na zegarek.
Do licha, czuł się jak na polowaniu. Musiał umiejętnie podejść zwierzynę, czekać na nią, cierpliwie i spokojnie tropić. Podobno im trudniej coś zdobyć, tym lepiej smakuje później po zwycięstwie. Bo przecież planował tryumf. Miałby przegrać? On? Wielki książę Belzebub? Za nic. Nigdy.
- Nadal, jeszcze, póki co... to świetne słowa, nie? - rzucił lekkim, niby to kompletnie niezobowiązującym tonem. - Zwłaszcza że zazwyczaj sugerują zmianę zdania.
Ponownie napił się kawy, wciąż nie spuszczając spojrzenia z Simona. Dopije kawę i zgrabnie się ulotni. Póki co, właśnie. Powinno być jasne, że wróci jutro. A jeśli nie, to kolejnego dnia. I następnego. I każdego innego, jeśli będzie trzeba. Miał dużo czasu, cóż, w zasadzie wieczność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Wto Maj 05, 2015 1:17 am

Tak, jak Ariaela można było przyrównać do lodu, tak siedzący naprzeciw niego mężczyzna był personifikacją ognia. Prowokujący, rozpalający, próbujący przenieść swą żywiołowość i emocje na wszystkich wokół, najczęściej osiągał to, co chciał. Jednak w tym przypadku problem polegał na tym, że lód udawało się podpalić tylko w odpowiednich warunkach i po uprzednim jego przygotowaniu. Wszystko zależało od tego, ile cierpliwości będzie potrafił wykrzesać w sobie, tylko w sobie, ogień.
Białowłosy przesunął wzrokiem po mężczyźnie i zatrzymał go na miedziano-rudej czuprynie.
- Nie sądzę, by było się czym chwalić - odparł lakonicznie, zaraz przenosząc wzrok na siedzącą obok i czekającą na realizację zamówienia klientelę. Wiedział, że Tom poradzi sobie przez te kilkanaście minut w pojedynkę, jednak źle się czuł jako szef, przesiadując niewidząca końca i ponadto bezcelową rozmowę. Podczas tej konkluzji jego dłoń powędrowała w kierunku blatu stolika, a palce samoistnie zaczęły niecierpliwie wystukiwać rytm ostatnio zasłyszanej sonety; raz-dwa-trzy-cztery.
Benjamin. Słysząc wypowiedziane bez pytania imię, Ariael spojrzał na mężczyznę z mieszaniną pobłażliwości i zdziwienia. Mimo braku sympatii do jego posiadacza, Lew Boży musiał przyznać, że pasowało do niego jak ulał. Syn Południa.
Początkowo nie zareagował, lecz po chwili staccato uciszyło się zupełnie, a kącik ust drgnął delikatnie ku górze.
- Zmianę zdania? Wydaje mi się, że przewidywaniem przyszłości trudzisz się od niedawna, skoro jeszcze przedwczoraj pozwoliłeś mi siebie uderzyć. I to trzykrotnie, bez próby uniku - odparł, nie mając pojęcia, skąd w jego głosie pojawiła się lekka nuta rozbawienia. - Tak czy inaczej, mylisz się.
Wziął głęboki wdech, aby następnie wstać od stolika i spojrzeć na mężczyznę z góry.
- Jeśli to wszystko, wracam do pracy. Smacznej kawy. - Odwrócił się na pięcie, tak jak tamtego wieczoru - bez słowa wyjaśnienia - po czym zaczął zmierzać w kierunku kuchni, zaczesując grzywkę do tyłu dłonią. Coby nie spadała.

***

Dzień jak co dzień, lecz w przypadku Ariaela ten był szczególnie niekorzystny. Po wyjściu niechcianego klienta o płomiennych włosach, w restauracji zaczął się istny armagedon. Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem widział w jednym miejscu tylu ludzi. Jakby tego było mało, w "Holyfood" ulokowała się pewna grupka, która do ostatnich minut nie chciała opuścić lokalu, a gdy to zrobiła, pozostawiła po sobie niebanalnej wielkości bałagan. I kto to musiał sprzątać? Ariel, bo kto inny. Altruista, który stwierdził, że sam się wszystkim zajmie, aby zwolnić resztę do domu. Sam przyszedł do swojego o 3, by do restauracji wrócić o 7. Tez posprzątać.
Westchnął ciężko, obsłużywszy ostatniego na tę chwilę klienta. Była godzina 10, za oknem szaro-buro, deszcz. Uczesany w dość niedbałego kuca z tyłu głowy i ubrany w czarną bluzę i ciemnozielone spodnie, usiadł przy jednym ze stolików i oparł brodę o nadgarstek.
Nie sądził, aby mogło być tego dnia lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Wto Maj 05, 2015 2:01 am

Prezentowali kontrast osobowościowy. Ponadto gdyby Belzebub siedział tutaj w swojej prawdziwej postaci, wyglądem również stanowiliby przeciwieństwa. Czerwień i błękit, czerń i biel. Zło i dobre. Trywialne porównanie, ale jakże w ich przypadku trafne. Zabawne było to, że nie zdawali sobie do końca sprawy z dzielących ich różnic, bo część już obaj zdążyli zauważyć. A demon chciał podpalić lód, naprawdę chciał to zrobić. Dlatego teraz nie naciskał. Spokojnie i miarowo ugniatał grunt pod swoimi nogami, wyrabiał odpowiednie otoczenie, chciał przygotować wszystko. Cierpliwości ani czasu nie miało prawa mu zabraknąć.
W końcu zawsze dostawał to, czego chciał i nigdy nie zwracał przy tym uwagi na koszty czy trud, który musiał w to włożyć.
- A jednak.
Jego wzrok również uciekł w bok. Gości w restauracji nie było zbyt wielu, pora była wczesna. A i tak wyczuwał, jak bardzo Simon chciał już stamtąd odejść. No, no... dlaczego ryży diabeł wcale mu się nie dziwił?
Przekrzywił głowę w lewo i pozwolił, by część kędzierzawych włosów spadła mu twarz i przysłoniła oczy.
- Może jestem masochistą? -
podsunął usłużnie. Dlaczego miałby nie być? Tylu różnych dziwaków stąpało po świecie, dlaczego miałby nie należeć do grupy ekscentrycznych wielbicieli bólu?
Mylić się... nie, nie, na pewno nie. Jeszcze nie znalazł się nikt, kto by mu nie uległ. Nie w czasie trwania jego życia, a przecież przeżył już naprawdę wiele lat. Zdobywał w tym czasie względy tak wielu istot, ludzi, że nie sposób było wszystkich zliczyć. Czemu ten jeden konkretny mężczyzna miałby się od nich różnić w tej kwestii?
- Do zobaczenia, Simon. - Nie zatrzymywał go już. Belzebub stwierdził, że tego dnia już wystarczy zabawy, wszystko należało stopniować. Niemniej słowa, które wydostały się z jego ust brzmiały bardziej jak obietnica przyszłego spotkanie, a nie niczym zwyczajne pożegnanie. Odprowadził jeszcze go wzrokiem, spod długich rzęs zwyczajnie przyglądał się, jak ten odchodzi i jeszcze dłonią zaczesuje włosy do tyłu. Te dłonie...
Westchnął sam do siebie i potrząsnął głową. Nieśpiesznie dopił swoją kawę i wyszedł, wcześniej zostawiając na stoliku zapłatę.

***

Wrócił kolejnego dnia. Ale, niestety, tym razem nieco się śpieszył i nie zdołał do końca wskoczyć w przebranie Benjamina Sante. Fakt, twarz – każdy jej detal – prezentowała się tak samo idealnie jak zwykle, ale teraz nie wyglądał już na byle gówniarza-anarchistę z ulicy. Porzucił zbyt szerokie koszulki i skórzaną kurtkę na rzecz białej koszuli – pod krawatem, oczywiście, czarnym – bo zwyczajnie nie mógł sobie jej odmówić. Glany zastąpił ciężkimi butami wojskowymi, desantami, a bojówki nafaszerowane łańcuchami zniknęły na rzecz kompletnie zwykłych i czarnych spodni. Wyglądał... prawie normalnie!
Prawie.
Bo raczej ktoś, kto wpada kompletnie przemoczony do jakiegoś miejsca, nie ma prawa wyglądać niczym zwyczajny przechodzeń. Cienki materiał koszuli przylepiał się do jego ciała – tego cudnego, rzeźbionego przez samego Boga - z rudych kosmyków skapywały krople. Zaczesał włosy do tyłu i powoli pokręcił głową, zerkając spode łba na padający za drzwiami już deszcz. Zmiany pogody nie planował, po prostu. Właściwie ulewa kompletnie go zaskoczyła, bo jego wejście tutaj miało wyglądać zupełnie inaczej niż teraz. Na pewno nie miał sterczeć z lekka przemoczony na progu. Miał promieniować majestatem, pewnością siebie, ociekać cudem, którym przecież sam w sobie już był.
Tylko że nie wyszło. Gdy ktoś zaczyna planować, zwykle właśnie nie wychodzi tak, jakby tego sobie życzył i w przypadku Belzebuba było cholernie podobnie.
Westchnął ciężko, skoro wielkie wejście i tak nie wypaliło, i odwrócił się plecami do drzwi wejściowych. I zobaczył Simona przy stoliku. Tym razem nie będzie miał wymówki, nie zasłoni się klientelą, której prawie że nie było. Psia pogoda jednak do czegoś mogła się przydać.
Podszedł i przystanął zaraz obok mężczyzny, jeszcze w drodze lustrując jego sylwetkę uważnym spojrzeniem.
- Baaaaaardzo przepraszam –
wcale nie użył przy tym tonu, jakby było mu przykro, wręcz przeciwnie. - Ale czy oferujecie może ręczniki w menu? Na przystawkę?
Bo jednak, mimo wszystko, byłoby naprawdę nieźle przynajmniej trochę się wytrzeć, czy spróbować osuszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Wto Maj 05, 2015 10:15 pm

Choćby się starał, nie potrafiłby dojrzeć w mężczyźnie ani cienia masochizmu. Fakt, wydawał mu się dziwny pod wieloma względami, będąc zbiorem paradoksów, które ciężko było rozgryźć czy zrozumieć, ale jego zachowanie widocznie przeczyło rzekomej potrzebie poczucia bólu. Jeśli ponosił straty, to tylko ze względu na zwykłą albo właśnie niezwykłą upartość w dążeniu do tylko sobie znanego celu.
A przynajmniej tak mu się wydawało.

***

Klientów było niewielu. Być może to i lepiej, pomyślał, biorąc w palce serwetnik i obracając go mechanicznie wokół własnej osi. Bladoniebieskie tęczówki śledziły przez chwilę ten ruch, lecz myśli znacznie od niego odbiegały.
Trudno było powiedzieć, o czym myślał Ariael. Z powodu zmęczenia jego myśli błądziły swobodnie po umyśle, raz po raz zatrzymując się i zmuszając do zastanowienia. Właśnie w ten sposób wspomnienie ubiegłego dnia ponownie pojawiło się przed jego oczyma, choć teraz - ku jego zdumieniu - nie czuł wewnętrznej frustracji. Nie było to spowodowane sympatią, a skąd, jednak im częściej jego oczom ukazywała się ta płomienna czupryna w towarzystwie rozsypanych po twarzy i szyi piegów, tym mniej było w nim niechęci do jego posiadacza. Przez chwilę zastanawiał się, kiedy mężczyżnie znudzi się odwiedzanie go w restauracji. W końcu już dwukrotnie odmówił pójścia na randkę, co dla normalnego człowieka byłoby jawnym znakiem na zaprzestanie prób, ale... Nie, nie sądził, by rudzielec był typowy w jakimkolwiek względzie. Każde założenie w jego przypadku byłoby błędne, tym bardziej, że Ariael go właściwie nie znał.
Do zobaczenia, Simon.
I właśnie w tym momencie, idealnie tej samej sekundzie w drzwiach stanął osobnik wyjęty z jego myśli. Tyłem. Ubrany w eleganckie, acz niekorzystnie ociekające wodą rzeczy. O ile oczy nie zwodziły Ariaela (a na pewno nie), wokół jego stóp już powstawała mała kałuża. Nie wiedzieć czemu, z krtani albinosa wydobył się cichy śmiech, przez co szybko zakrył usta dłonią. Kiedy tamten się obrócił, na jego twarzy pozostał zaledwie niewielki uśmieszek. Rudzielec automatycznie skierował na niego spojrzenie emanujących pewnością siebie tęczówek, aby następnie do Archanioła podejść. Ten pokręcił delikatnie głową, słysząc jego słowa, lecz nie tyle w zaprzeczeniu, co rozbawieniu. Nawet nie miał siły okazywać niecierpliwości na ponowne pojawienie się mężczyzny.
- Za dodatkową opłatą, owszem. Ale tym razem, nauczony doświadczeniem, proszę o uiszczenie jej z góry. - Wciąż z tym samym uśmiechem wyciągnął bladą dłoń w kierunku mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Wto Maj 05, 2015 10:59 pm

Teraz Simon nie miał wymówek. Klientów niewielu, na dodatek już teraz spokojnie siedział sobie przy stoliku, najwyraźniej nie mając niczego lepszego do roboty w tek chwili. No i dobrze, pracą się nie wykręci. Ale, jak to mówią, dla chcącego nic trudnego, jeśli naprawdę będzie chciał, znajdzie sto tysięcy innych powodów, byleby nie przebywać w towarzystwie demona.
I... tutaj pewnie padłoby imię tego kolesia, który umarł na krzyżu za ludzkie grzechy, gdyby Belzebub mógł je wymówić, ten wiecznie beznamiętny Simon właśnie się uśmiechał. Fakt, lekko, ale... wciąż! Przyglądał się temu po raz pierwszy widzianemu grymasowi z konsternacją. Miał dziwne wrażenie, że już kiedyś – nawet nie potrafił powiedzieć gdzie, kiedy i jak – po prostu go widział. Przez chwilę, może dwie, te wygięte w uśmieszku wargi, wydawały się znajome. Zaraz jednak to wrażenie zniknęło równie szybko, jak się pojawiło, a Belzebub potrząsnął lekko głową.
Głupstwa.
Spojrzał na wyciągniętą rękę i zmarszczył nieco brwi, przekrzywiając głowę.
- Przecież zapłaciłem – przypomniał z udawanym oburzeniem, bo nawet nie pokwapił się o przybranie odpowiedniego wyrazu twarzy. Może i w sposób odbiegający nieco od przyjętych norm społecznych, ale zawsze. Ba, napiwek również zostawił! I to nie tylko w formie pieniężnej, uznał za niego również te sławetne trzy sierpowe.
Mniejsza. Bez większego zastanowienia, po prostu położył na bladej dłoni swoją, obsypaną złotymi piegami, i zacisnął na niej palce. Ten ostatni gest wykonał nieco machinalnie, prawdę mówiąc. Zamarł na chwilę. Ten dotyk – z pozoru tak prosty – przeszywał, palił. Elektryzował. Na swój sposób szarpał komórki od wewnątrz, choć nie miało to niczego wspólnego z bólem. Za pierwszym razem – gdy mężczyzna złapał go za brodę, by zmusić do spojrzenia na siebie – w ogóle nie zwrócił na to uwagi. Zamrugał kilka razy, naprawdę szybko.
- Płacę w naturze – oznajmił dosadnie, przenosząc wzrok z powrotem na oczy Simona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Sro Maj 06, 2015 1:15 am

Jeśli Benjamin myślał, że Ariael nie zauważył wstępującej na jego twarz konsternacji i tego niby subtelnego, ale dla anioła wyraźnego potrząśnięcia głową, był w błędzie. Mimo lekkiego zdziwienia spowodowanego brakiem powodu w oczach Ariela do podobnej zmiany zachowania, nie dał po sobie niczego poznać. Wciąż z rozbawieniem, choć teraz już nieco mniejszym, spoglądał na swego rozmówcę.
I naprawdę, choć dziwne było to nawet dla niego samego, żywił doń coraz mniejszą niechęć.
- Doprawdy? - parsknął cichym śmiechem, po czym obrzucił jego obmokłą sylwetkę krytycznym spojrzeniem. Już zamierzał zabrać dłoń, kiedy mężczyzna położył na niej swoją i odruchowo zacisnął palce. Twarz Ariaela wykrzywiła się przez chwilę w wyrazie zaskoczenia; nie tylko dlatego, że poczuł dziwnie znajomy dreszcz przebiegający po plecach, ale się tego gestu najzwyczajniej w świecie nie spodziewał. Zaczerpnął nieco głębszy wdech i przyciągnął dłoń z powrotem do siebie, spoglądając na mężczyznę z cieniem niezrozumienia w oczach. A może nie masz do czynienia z człowiekiem, tylko z osobnikem chcącym użyć na Tobie swojej mocy? - zapytało jego racjonalne, anielskie i niezwykle czujne alter ego, którego wewnętrzny głos natychmiast uciszył. Powód? Na pytanie "po co?" nie odnalazł żadnej sensownej odpowiedzi.
Niewielkim, ale zawsze pocieszeniem był fakt, iż twarz Benjamina wyrażała to samo zaskoczenie i zmieszanie, które zaistniały w głębi jego tęczówek. Jednak dla Uriela błyskawiczne narzucanie odpowiedniej maski nie stanowiło problemu; lada chwila jego twarz stała się beznamiętna i to, co miało przed chwilą miejsce, mogło się równie dobrze nie wydarzyć.
- Poczekaj - rzucił na odchodne, kierując się w stronę pomieszczenia oznaczonego "Staff only", z którego minutę później wyszedł z niewielkim ręcznikiem złożonym na rękach. Znajdując się w odległości około metra od swego towarzysza, rzucił mu materiał. - Trzymaj. Już i tak narobiłeś mi sprzątania.
Wskazał na małą kałużę przy wejściu i na miejscu, w którym stał obecnie. Po niedawnym uśmiechu pozostało zaledwie minimalne uniesienie kącików warg.
- Tylko mi nie mów, że przyszedłeś w tej samej sprawie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Sro Maj 06, 2015 1:46 am

- Pewnie – odpowiedział tylko z bardzo subtelnym uśmieszkiem czającym się gdzieś w kącikach ust.
Sam również zaczął udawać, że prąd wcale nie przeszył jego ciała, jakby to tak naprawdę nie miało miejsca. To w końcu Belzebub. Większość jego życia opierała się na udawaniu kogoś, kim wcale nie był. Potrafił z jednej maski przeskoczyć na drugą bez problemu, po prostu to dziwne wrażenie dosłownie na chwilkę zbiło go z pantałyku. To wszystko. Odzyskał rezon równie szybko, co go zgubił, niemniej wspomnienie o tym zostało i nie dawało mu do końca spokoju. Bo co to miało, do cholery ciężkiej, niby być? Nie przypominał sobie, by cokolwiek wywołało w nim taką reakcję, to nie było naturalne! Nadzwyczajne, dziwne... zaskakująco przyjemne. Co ciekawsze, w czasie tej krótkiej chwili mógł zauważyć to niezrozumienie – pewnie równie spore, co i jego własne – w oczach Simona, gdy cofał rękę z zaskoczeniem.
Odsunął to od siebie, myślenie o tym nie miało najmniejszego nawet sensu. Przynajmniej nie teraz, później znajdzie chwilę, by zastanowić się nad tym w spokoju, może nawet uda mu się wymyślić w ciszy i samotności coś całkiem sensownego, co mogłoby przynajmniej odrobinę racjonalnie wytłumaczyć te rewelacje.
Został w miejscu i postanowił wyjątkowo posłusznie poczekać na ręcznik i już nie rozchlapywać wody dookoła. Nie miało to żadnego z związki z tym, że nie chciał dorzucać dodatkowej pracy z przyczyn altruistycznych, zwyczajnie był pewien, że Simon zaraz zacznie sprzątać, pucować, nagle znajdzie sobie dodatkowe zajęcia. I ot, to wszystko.
Złapał. A jakże.
- Dziękuję ślicznie –
rzucił, rozkładając ręcznik. Zaczął od góry, najpierw zaczął katować swoje biedne, rude włosy. Najchętniej to w ogóle by się przebrał, niemniej wątpił, by zostało to przyjęte. Nie tylko przez samego właściciela przybytku, ale i resztę klienteli. Chociaż... ciało zbudowane jak należy, kto by nie chciał na takie patrzeć? Fakt, pokropione tymi nieszczęsnymi piegami chyba wszędzie, ale cóż poradzisz? Taki już kamuflaż sobie wybrał...
- W ramach rekompensaty mogę zaoferować kino czy coś – zaproponował lekkim tonem, gdy przestał już energicznie wycierać włosy i zajął się szyją. Ryża czupryna przypominała teraz bezładne ognisko, roztrzepane, na wpół wciąż mokre. - Cóż... - wzruszył ramionami. - Tak. - Bo po co udawać, że w ogóle jest inaczej? - I po kawę. I padało, a przecież absolutnym przypadkiem byłem w pobliżu.
Yhym. Przypadkiem, oczywiście.
- Jest tutaj łazienka? - zapytał, trzymając ręcznik w lewej dłoni. Palcami prawej złapał kawałek swojej koszuli na piersi i odlepił ją od ciała. - Bym chociaż to wykręcił, cholera.
Wewnątrz ubolewał nad faktem, że nie może skoczyć do Piekła na dwie minuty i przynajmniej przebrać się w coś... suchego. Po prostu suchego, bo zrobiłby to z przyjemnością. Żadne przeziębienie straszne mu nie było, czuł się po prostu niekomfortowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariael
Archanioł
avatar

Posts : 22
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Sro Maj 06, 2015 11:28 pm

Kiedy jakaś sytuacja wywoływała w aniele zaskoczenie, zwykle nie baczył na towarzystwo jej uczestnika i dzięki swej niezawodnej pamięci analizował ją po raz kolejny. Sprawiało to, rzecz jasna, że zazwyczaj skupione oczy wydawały się zamglone i przyćmione cieniem rozmyślań, jednak koszty chwilowej nieuwagi rekompensował fakt, iż operacja "analiza" zawsze kończyła się sukcesem. W efekcie - odnajdywał drobnostkę, która powodowała zdumienie, aby to w następstwie prysnęło niczym bańka mydlana. Także teraz odczuwał przemożną ochotę odskoczni, ponownego zastanowienia nad przyczyną owych elektryzujących iskierek przebiegających po jego niespodziewającej się niczego skórze, lecz w tej chwili wydały mu się one tak odległe, że wręcz nieuchwytne. Zbyt nierealne, zbyt niedorzeczne.
Więc dlaczego wciąż czuł mrowienie w miejscu, gdzie wcześniej stykały się ich ręce?
Westchnął cicho, nieświadomie, odwracając wzrok i tym samym ukrywając wcześniejsze zdumienie. Od zmieszania ratowało go odejście od stolika, bowiem gdy wrócił, maska na jego twarzy prezentowała się idealnie. Dokładnie tak, jak przed incydentem.
Usiadł w tym samym miejscu, lustrując wzrokiem najpierw mokry materiał czarnej koszuli, która przykleiła się do skóry brzucha mężczyzny, a potem naznaczoną piegami twarz. Nigdy wcześniej nie patrzył na Benjamina jako na potencjalnego kochanka, jednak owe konstelacje - kształty i rozstawienie tych niewielkich znamion, fascynowały go i jednocześnie sprawiały, że w chwili wyjątkowego uniesienia mógłby mężczyznę dotknąć tylko po to, by nakreślić nowy szlak. Dla innych brzydota, dla niego wyznacznik uroku; jako Anioł Harmoniii, cherubin, zwykł doszukiwać się wyjątkowości w najbardziej niepozornych detalach. Płomiennorude włosy tylko podkreślały tę oryginalność, która od Benjamina wręcz emanowała, jednak...
Cóż. Ani trochę nie sprawiały, że Ariael odczuwał do ich posiadacza większą sympatię. Fakt, niechęć malała, jednak nie przemieniała się w żadne wykraczające poza neutralność uczucie.
- Nie - odparł krótko, mrużąc delikatnie powieki i nie spuszczając z mężczyzny wzroku. - W przeciwieństwie do Ciebie, drogi Benjaminie, mam obowiązki.
Nawet jeśli praca bywała dlań ostatnio uciążliwa i męcząca, jedno trzeba było jej oddać - stanowiła idealną wymówkę.
- Ale kawę da się załatwić - dodał, tłumiąc ziewnięcie bladą dłonią o szczupłych palcach. Pod jego oczami malowały się sine cienie. - Dwa espresso w cenie jednego.
Oparł podbródek o nadgarstek. Jeśli dalej będzie tak bezczynnie siedział, zaśnie bez wątpienia. Słysząc pytanie, przesunął po rudzielcu beznamiętnym spojrzeniem i wskazał palcem za siebie, z równie zrezygnowaną, co zmęczoną miną.
- Gdzieś tam. Powinieneś znaleźć. Wiesz, koło to damska, trójkąt - męska. Chyba nie potrzebujesz mojej eskorty?
Zapytał głosem pozbawionym uczuć do tego stopnia, że słowa same w sobie brzmiały komicznie.
A mu się chciało spać. Piekielnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   Pią Maj 08, 2015 1:01 am

Belzebub z reguły był zawsze przygotowany do rzeczy niespodziewanych, by te nie były w stanie wybić go z rytmu rozmowy, by nie gubił wątków i nie wypadał z roli. Z tą różnicą, że zazwyczaj było to coś zupełnie innego, jak choćby wybuch wulkany czy trzęsienie ziemi. Coś mało pozytywnego. Tym razem... nawet nie wiedział, jak to opisać. Jakimi słowami mógłby nakreślić przed kimś obcym ten maszerujący po plecach dreszcz, jak zobrazować przenikający ciało prąd i uderzenie gorąca. Tam, wewnątrz. Nie zaistniała do tej pory sytuacja, w której Władca Much nie wiedziałby, co powiedzieć czy jakiego słowa użyć, a teraz miał z tym problem. Wielki.
Dlatego odsunął to od siebie, wrzucił do myślowego pudełka z etykietą „abstrakcyjny problem na później”. Wątpił, by choćby udało mu się o tym zapomnieć, chyba jeszcze nigdy tak prosty dotyk nie zadziałał w taki sposób. A tu przysłowiowe „jeb”, stało się i uznał, że będzie musiał dowiedzieć się, dlaczego tak jest właściwie.
Ale nie w tej chwili, czas jeszcze na to znajdzie przy okazji powrotu do domu.
Nie wiedział, jak do Simona podejść. Nie w fizycznym sensie, tylko jak zapędzić go w pułapkę. Jasne, mógłby wejść do jego głowy, przeczytać całe jego życie, wszystkie prywatne myśli i to w sekundę, ale pozostawał ten problem, że zwyczajnie nie chciał. Wtedy przestałby być wyzwaniem, łamigłówką do rozwiązania. Cała zabawa by się skończyła tylko wtedy, gdyby Belzebubowi skończyła się cierpliwość do drążenia. Tej jednak nie brakowało. I pewnie nie miało zabraknąć, każdy lubił urozmaicać sobie czas wolny, a on robił to właśnie w ten sposób. Niemniej rzadko trafiał na perły, których nie mógłby mieć na jedno skinienie dłoni.
Dlatego – i tylko z tego powodu – musiał mieć i Simona. Pobawić się, zdobyć i wyrzucić, jak zużytą i zepsutą zabawkę.
- Również je mam –
parsknął z udawanym oburzeniem. Bo, to jasne, że nawet Benjamin Sante, postać fikcyjna i wymyślona, miała prawdziwą pracę i teoretycznie prawdziwą historię. - Ale czasami trzeba odpocząć i trochę się zabawić. Inaczej można zmienić się buca i gbura.
Wymówki, wymówki, wymówki... wiedział, że w końcu usłyszy coś o obowiązkach i przymusie wracania do pracy, mimo że dopiero co pojawił się na progu! Że też jeszcze nie działał tak, jak powinien...
- Świetnie. Druga dla ciebie, może dzięki temu będę zawracał ci głowę chwilę dłużej –
rzucił i jeszcze raz przeczesał włosy palcami. Ugh, poplątały się z lekka przez to katowanie ich ręcznikiem. Przydałby się grzebień. I suche ubrania. Co go podkusiło, żeby przed wejściem wybrać się na spacer, do licha? I czemu właściwie nie wrócił do Piekła, kiedy już przemókł kompletnie?
- A co, masz ochotę popatrzeć, jak się rozbieram? - parsknął, gdy już ruszył we wskazanym kierunku. W tym wypadku nie liczył nawet na odpowiedź, a jeśli nawet, to o tonacji zbliżonej do rzuconego przed momentem pytania.
Wszedł do środka i zatrzasnął zamek. Poluzował krawat i zdjął go przez głowę, by powiesić na jednym z wieszaczków zamocowanym do ściany. No, cholera, przecież to był krawat z czystego jedwabiu, nie wolno było go traktować rzuceniem byle gdzie. Gdy rozpinał guziki koszuli, przyjrzał się swojej twarzy. Teraz nie do końca swojej. Zachowała wprawdzie zgrabność prawdziwych rysów, niemniej... były zasadnicze różnice. Zadarty nos, wargi odrobinę w stosunku do siebie nieproporcjonalne – dolna zdawała się nieco zbyt pełna – i dołeczki w okrągławych policzkach. Naprawdę teraz wyglądał jak gówniarz. Piegowaty dzieciak, który próbuje zachowywać się jak nie do końca poważny dorosły.
Wykręcił koszulę nad zlewem i krytycznie przyglądał się jej przez chwilę. Teraz była zmięta. Zmysł estetyczny kazał mu ją wyrzucić albo wyprasować, ale jak tu w takich warunkach...? Ostatecznie zdecydował się na podsuszenie jej pod automatyczną suszarką do rąk. Lepszy rydz niż nic, jak to mówią. Później zajął się resztą ubrań i pochwalił się w myślach za wybranie wojskowych butów. Nie przemakały, cudowne stworzenia. W czym jak w czym, ale w przemoczonych butach chyba nie potrafiłby chodzić. Za nic.
Gdy wychodził, wprawdzie był suchszy, jasne, ale i przy okazji koszula teraz prezentowała się – w jego mniemaniu – strasznie. Bo był pomięta. Koszula pomięta. Jak można chodzić w pomiętej koszuli na co dzień?! Ale wyjść musiał. Przecież to byłoby przynajmniej podejrzane, gdyby wziął nową z Piekła, zwłaszcza że nie miał przy sobie choćby plecaka.
- Od razu lepiej – mruknął, kiedy opadł na krzesło. Ręcznik, do tej pory przewieszony przez ramię, zarzucił na podłokietnik. - Ale ręcznika ci nie oddam. Będę miał pretekst, żeby przyjść jutro czy kiedyś tam. Nie, żebym potrzebował powodu, ale łatwiej wtedy samemu przed sobą się usprawiedliwić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Restauracja "Holyfood"   

Powrót do góry Go down
 
Restauracja "Holyfood"
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Restauracja i Jadalnia Hotelowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    C e n t r u m  m i a s t a-
Skocz do: