IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Cyś

Go down 
AutorWiadomość
Marcysia
Obojętny
avatar

Posts : 25
Join date : 30/04/2015

PisanieTemat: Cyś   Sob Maj 02, 2015 7:31 pm

Godność: Marcianne Finch. Nie lubi jednak, kiedy ktoś zwraca się do niej pełnym imieniem, więc raczej nie przedstawia się w ten sposób. Natomiast wszelkie skróty od niego pochodzące są jak najbardziej do przyjęcia.
Wiek: osiemnaście lat.
Orientacja: pytanie nieco nie na miejscu, zwłaszcza kiedy jest ono skierowane do niej. Panicznie boi się mężczyzn (no, z jednym wyjątkiem), co wynika z jej przeszłości, więc z pewnością nie jest hetero. Ale do dziewcząt też jej chyba nie ciągnie. W sumie to diabli ją wiedzą. Jest tak zamknięta w sobie, że nikt z jej znajomych pewnie nawet nie wyobraża sobie jej z kimś, niezależnie od tego, jakiej płci miałaby być owa osoba.
Pochodzenie: odkąd tylko pamięta jej domem był Londyn, choć podobno na świat przyszła gdzieś indziej.
Rasa: taki sobie człowieczek.
Ranga: wtajemniczona obojętna.
Moc: wrodzona - wzrok.
Umiejętności:

  • ma rękę do zwierząt. Wszelkie sierściuchy i niesierściuchy wręcz do niej lgną.
  • bardzo dobra pamięć. Potrafi cytować rozmowy, o których ktoś inny może nawet nie pamiętać, że się odbyły.
  • jest w stanie zepsuć wszystko czego się dotknie.
  • szybko uczy się języków obcych.
  • łatwo nawiązuje kontakt z dziećmi. Nawet najgorszy mały diabeł przy niej staje się potulny niczym baranek.
  • trzeba przyznać, że niezła z niej aktoreczka. Trudno odgadnąć czy w danej chwili kłamie, czy też nie.
  • kołysanki śpiewane lub nucone jej łagodnym głosem uśpią każdego. No, prawie. Trudno się tej pokusie oprzeć w każdym razie.
  • cicho się pojawia i równie cicho umyka. Takie z niej niezauważalne, bezszelestnie poruszające się stworzonko.

Broń: poza ciętym językiem jako-takiej broni nie posiada.


Wygląd:  jak na dziewczę w jej wieku Cysia jest dość... niepozorna. Nie uświadczysz u niej żadnego wyzywającego makijażu ani skąpych ciuchów. Nie wylewa na siebie litrów perfumów i nie chwali się przed koleżankami najnowszą, drogą torebką, na którą musiała wydać fortunę. Właściwie to bardzo łatwo przegapić ją w tłumie. Przyczynia się do tego między innymi jej wzrost - mierzy bowiem zaledwie 160 cm. Taki z niej karzełek. Nie raz i nie dwa zdarzało się, że z tego powodu ktoś brał ją za dziecko. Nie raz i nie dwa sama takowe udawała... Nie pytajcie. W każdym razie wzrost jest jednym z najbardziej dokuczających jej kompleksów. Ona nienawidzi, kiedy ktoś mówi, że jest mała. I kiedy używam słowa "nienawidzi" - dokładnie to mam na myśli. Bo jest NISKA, zrozumiano? Niska, nie mała, nie karzeł, nie krasnal. Koniec, kropka.
Ponadto drobne z niej stworzonko. Patrząc na nią odnosi się wręcz wrażenie, że wystarczy jeden podmuch wiatru, by porwać ją w powietrze. Nic bardziej mylnego! Może nie stąpa zbyt twardo po ziemi, ale lekki wiaterek nic jej nie zrobi. No, nie powinien... Naah, nie ma obaw.
Jej skóra jest nieskazitelnie blada, niczym u porcelanowej laleczki. Przyznać trzeba, że prezentuje się to nieco upiornie. Szczerze mówiąc, to przez tą wyjątkową bladość wygląda nieco chorowicie.  I co gorsza - rumieńce szczególnie wyraźnie się na jej tle odznaczają. A sprawić by się zarumieniła jest bardzo łatwo. Taki buraczek. Och, no i bardzo nie lubi się ze słońcem. Opalanie się? Odpada. Chyba, że chce żeby skóra schodziła z niej całymi płatami. I do tego te oparzenia! Paskudna sprawa. Lepiej nie ryzykować. Co więcej, pozbawiona jest wszelkiej maści znamion... No, prawie. Co prawda nie ma piegów, pieprzyków, ani żadnych takich, niemniej jej cherlawe ciałko okrutnie szpecą blizny. Bardzo dużo blizn. Między innymi na udach, brzuchu, nadgarstkach... długo by wymieniać.
Białe, lekko kręcone włosy sięgają jej mniej-więcej do połowy pleców. Delikatnie okalają jej twarz, nadając jej niewinnego wyrazu (mylnie zresztą). Częściowo przysłaniają też jej prawe oko, które dodatkowo zakryte jest bandażem. Dlaczego tak? Otóż dlatego, że prawego oka zwyczajnie... nie ma. Ale o tym się nie rozmawia. Drugie oko natomiast jest intensywnie niebieskie i ciekawsko łypie na świat spod burzy jasnych kudłów.
No i się garbi. Tak odrobinkę.

Charakter: jej osobowość w zasadzie można ująć w dwóch słowach - theatrum mundi. Świat i życie ludzkie pojmowane jako przedstawienie. Cysia to niezła aktoreczka, która potrafi wcielać się w bardzo różne role, a jej sceną jest właśnie świat. Trudno powiedzieć, które z tych wcieleń to prawdziwa ona. A może każde z nich kryje w sobie cząstkę niej? Kto wie. Sęk w tym, że jej podejście i zachowanie zmienia się zależnie od sytuacji, w której się znajduje. W jednej chwili jest nieśmiałą, cichutką myszką, w drugiej staje się wygadana, odważna, może nawet pyskata. Nie sposób przewidzieć, jak się zachowa w danym momencie. Bo i jak? Zwykle dostosowuje się do rozmówcy. W końcu nie chciałaby narobić sobie niepotrzebnie wrogów. Zwłaszcza, jeśli zamiast tego może zyskać sprzymierzeńców, a znajomość z nimi w późniejszym czasie wykorzystać.
Są jednak pewne rzeczy, które się nie zmieniają, niezależnie od tego jak dobra jest jej gra aktorska. Do takich rzeczy można zaliczyć między innymi jej strach przed mężczyznami. W ich obecności wpada w panikę, zaś rozmowa z takim osobnikiem jest z góry skazana na porażkę. Bywa, że dziewczyna jest bliska płaczu. Są tylko nieliczne wyjątki od tej reguły, a i w ich towarzystwie nadal zachowuje się nieco nerwowo.
Oprócz tego w każdym z jej wcieleń nie odstępują jej liczne wady takie jak chociażby niecierpliwość. Często też nadużywa ironii oraz sarkazmu. Nigdy w życiu nigdzie nie zjawiła się punktualnie, zawsze musi spóźnić się przynajmniej dobre pół godziny. No i generalnie marudna, czasem zbyt wyszczekana bestyjka z niej jest.
Kiedy zaś nie musi nikogo udawać robi się bardzo szczera, możnaby rzec - aż do bólu. Lubi komuś podogryzać, trochę (bardzo) pognębić. Ale dużo łatwiej jest nad nią zapanować. No, teoretycznie. Bo jak się ją zdenerwuje to nic cię nie uratuje.
Nic.
No chyba, że masz ciastka, poczochrasz ją po łbie albo przytulisz. Te trzy rzeczy są w stanie ją spacyfikować na krótszy lub dłuższy okres czasu. Jest wtedy niesamowicie potulna, mruczy i w ogóle jest w stanie zgodzić się na wszystko. I jest uzależniona od ciastek.


Historia: wszystko zaczęło się wtedy, kiedy zmarła jej matka.
Isabelle Finch od zawsze paliła jak smok. Jej bliscy, znajomi i współpracownicy wiecznie powtarzali jej, że to złe, niezdrowe i powinna to rzucić, jednak niczego sobie z tego nie robiła. W końcu dlaczego miałaby zrezygnować z drobnej przyjemności z powodu gadania ludzi? Właściwie to przez to, że wszyscy próbowali ją do tego zniechęcić prawdopodobnie zaparła się jeszcze bardziej. Taka z niej była indywidualistka. Nie dawała wejść sobie na głowę, a wszelkie pouczenia spływały po niej jak po kaczce. Bo ona musiała po swojemu. Zresztą, zwykle właśnie o to toczyły się kłótnie w domu. Mniej lub bardziej zażarte. Dosyć częste.
Pani Finch, jak na uprzejmego palacza przystało, pożegnała się z tym światem, gdy Cysia miała 9 lat. Poszła sobie do grobu za rączkę z rakiem płuc.
Na jej pogrzebie nie było zbyt wielu osób. Szczególnie, że ona sama nie była przesadnie towarzyską kobietą. Zachowywała się raczej dość opryskliwie, więc nic dziwnego, że za życia nie miała dużo wielbicieli. Pojawili się na nim wyłącznie Thomas Finch, jej mąż, wraz z córką oraz najbliższa rodzina.
Nikt nie zapłakał.


Po śmierci Isabelle jej mąż przez bardzo długi czas unikał córki. Mało tego, traktował ją jak powietrze. Ignorował. Jakby jej nie było, jakby nie istniała. Całe dnie i noce spędzał w pokoju i pił. Chyba, że akurat pracował. Alkohol stał się jego nową kochanką. Cysia nie rozumiała, dlaczego tata tak się zachowuje. W końcu bardzo starała się w szkole żeby mieć dobre oceny, którymi mogłaby pochwalić mu się w domu. Dzięki którym zwróciłby na nią uwagę.
Była najlepszą uczennicą w szkole. Ale nie była jego żoną. Stanowiła tylko bolesną pamiątkę po niej, przypominającą o tym, że już jej nie ma.


Wszystko zmieniło się zupełnie niespodziewanie. Tatuś zrobił się dla niej bardzo miły - codziennie pytał, jak poszło jej na zajęciach i co takiego dziś robiła. Ta nagła zmiana zupełnie nie wydała się dziewczynce podejrzana. W końcu była tylko dziewczynką. A poza tym, bardzo ucieszyło ją, że wreszcie, po tak długim czasie, zauważył jej istnienie. W tym okresie dużo się śmiała, często wychodziła z nim na lody, oglądała bajki czy grała w gry planszowe. Było cudnie. Zdarzało się, że tatuś nazywał ją imieniem mamy, jednak mała w ogóle tego nie zauważała. Wychwyciła tylko, że czasem tato się do niej odezwał, po czym robił się czerwony i zakłopotany mówił, żeby dalej bawiła się sama. I wychodził. Było jej wtedy przykro i sądziła, że zrobiła coś źle. Nie miała pojęcia, że to nie jej wina.
Z czasem stało się to coraz częstsze. Do tego stopnia, że kiedy sama o sobie mówiła zdarzyło jej się używać imienia "Isabelle". Pan Finch zaczął też obsypywać ją prezentami. Na początku wyłącznie za dobre oceny, później choćby i bez okazji. Dostawała rózne sukienki, błyskotki... Tyle tego! Niektóre były na nią za duże. Tato powiedział, że te ubierze, jak będzie trochę starsza. Mama nosiła podobne rzeczy. Oczywiście, do głowy by jej nie przyszło, że to te same! Cieszyła się, dziękowała ładnie, przebierała się i paradowała w tych ciuchach przez cały dzień. Tatuś wydawał się wtedy zadowolony, więc ona też była zadowolona. Czasem kiedy się przebierała wydawało jej się, że ktoś na nią patrzy.
Ale na pewno tylko jej się wydawało.


Cysia dorosła.
Nadal była dziewczynką, ale rozumiała już dużo więcej niż kiedyś. Miała dwanaście lat.
Wciąz przebierała się w ubrania, które dostawała od taty. Były bardzo ładne. I zasłużyła na nie. W końcu dobrze się uczyła. Zgrzyt nastąpił dopiero wtedy, kiedy tata poprosił ją żeby przebrała się... przy nim. Bardzo ją to zawstydziło. W końcu nigdy tak nie robiła. Jednak tatuś gorąco zapewniał ją, że to całkiem normalne. Przecież jest jej tatusiem, więc nie ma czego się wstydzić. Poza tym, wszystkie dzieci tak robią. I tatuś bardzo się ucieszy.
Chciała żeby tatuś się ucieszył.
Od tej pory przebierała się tylko przy nim. Dziwnie wtedy na nią patrzył. Czasem dotykał. Ale to jej tato, więc nie było w tym nic dziwnego.


Piętnaście lat. Urodziny. Tata miał dla niej niespodziankę. Powiedział, żeby za godzinę przyszła do jego gabinetu. Bardzo się niecierpliwiła. Była ciekawa, co to za niespodzianka. Przyszła. Jednak to, co zobaczyła zdecydowanie nie było tym, czego się spodziewała.
Jak tylko weszła tatuś zamknął za nią drzwi i je przekluczył. Był nagi. Patrzył na nią dziwnie. Trochę śmierdział. Alkohol - dotarło do niej po chwili. Przestraszyła się. To nie był jej tata. On się tak nie zachowywał. Nigdy!
- Rozbierz się - powiedział, wpatrując się w nią lubieżnie. Oblizał wargi.
Pierwszy raz mu wtedy odmówiła. Zdenerwował się, nawet bardzo. Nigdy nie widziała go tak złego, nawet kiedy kłócił się z mamą. Zerwał z niej ubrania siłą i przywiązał do łóżka. Leżała na brzuchu, ukryła twarz w kołdrze. Płakała, kiedy jej dotykał. Krzyczała, kiedy jego ręka znalazła się między jej nogami. Była niegrzeczną dziewczynką, co poskutkowało licznymi poparzeniami i ranami tu i ówdzie, a obecnie - bliznami. Później przygniótł ją i poczuła, jak coś się w nią wdziera. Do środka. Bolało jak jeszcze nigdy w życiu. Zaczęła wrzeszczeć. Niepotrzebnie. Tatuś zatkał jej czymś usta i nie było jej już słychać. A tamto coś zaczęło się ruszać w środku, co wiązało się z okropnym bólem. Krew ściekała po jej udach. Trzeba przyznać, że pan Finch nie był zbyt delikatny.
Ale to przecież nie mógł być jej tata...


Przez dwa tygodnie nie pojawiała się w szkole. Zamknięta w pokoju, nie ruszała się z łóżka. Nie odzywała się. W tym czasie tatuś przyszedł do niej jeszcze parę razy zrobić to, co ostatnio. Jej opór za każdym razem był bezcelowy. Drżała z przerażenia, kiedy słyszała ciężkie kroki zbliżające się do jej pokoju.
Któregoś dnia nie przyszedł.
Była już wtedy starsza. Czekała. Ale nic nie słyszała. Zapomniał? Nie. Nie zapominał.
Dużo czasu minęło, nim ośmieliła się wyjść z pokoju. Ostrożnie, powoli ruszyła w kierunku jego gabinetu. Zapukała.
Nic.
- Tato?
Nic.
Cisza.
W pewnym sensie przerażała ją ona jeszcze bardziej.
Weszła.
Thomas Finch leżał martwy na podłodze. Gdzieś w pobliżu, na podłodze, znajdował się też pas, z którym w ręku najprawdopodobniej zamierzał się dziś do niej wybrać. Nogi się pod nią ugięły. Tym razem nie ze strachu. Nie. Z radości. Choć może było to niepoprawne, ale... Była wolna. Już nigdy więcej do niej nie przyjdzie. Nie musi się bać. Spędzać kolejnych dni zamknięta w pokoju. Nic już nie musi.
Jest wolna.


Wolność okazała się jednak nie być tak wspaniała, jak jej się wydawało. Okazało się, że zabrali jej rodzinny dom ze względu na zadłużenie ojca. W związku z tym nie bardzo miała gdzie się podziać. Tułała się. To tu, to tam. Aż znalazła ogłoszenie. Napisane na szybko, jednak wyraźnie. "Potrzebna pomoc domowa" - pisało. Czytała dalej. W zamian, za obowiązki typu przynieś, zanieś, pozmywaj, poukładaj jej pracodawca miał zaoferować jej dach nad głową. Jaka wtedy była ucieszona! Znalazła wyjście z sytuacji, czyż to nie cud? I to akurat w takiej chwili! Wzięła kartkę i czym prędzej udała się pod naprędce nagryzmolony adres. Miała drobne kłopoty z jego odnalezieniem, ale dla chcącego nic trudnego. Trzeba przyznać, że z zewnątrz budynek nie wyglądał zbyt zachęcająco. Ale cóż.
Dom to dom.

Inne konta: brak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Nieumiarkowanie
avatar

Posts : 22
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Cyś   Sob Maj 02, 2015 8:35 pm

Akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://niesmiertelni.forumpl.net
 
Cyś
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    K a r t y   P o s t a c i :: Karty akceptowane-
Skocz do: