IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Władca Much - Wielki Książę Belzebub

Go down 
AutorWiadomość
Belzebub
Piekielny Książe
avatar

Posts : 27
Join date : 01/05/2015

PisanieTemat: Władca Much - Wielki Książę Belzebub   Pią Maj 01, 2015 1:59 pm

Godność: Oto Władca Much, wielki i kochany przez wszystkich Belzebub. Bardzo często utożsamiany z samym Szatanem – niemniej błędnie – albo brany za kananejskie bóstwo, władcę podziemi Baal-Zebula. Prawdą jest, że diabli wiedzą, skąd się ten konkretny czart wziął. Jak i to, że nie jest ani żadnym bóstwem, ani samym Szatanem, demon prawie tak zwyczajny, jakich wiele. Prawie.
A, zwali go także karmazynowym królem, ale dlaczego to tego nie wie nawet on sam. Już oczywiście nie licząc tych wszystkich wymyślonych nazwisk, którymi tytułował się na przestrzeni wieków.
 
Wiek: Wielki przedwieczny, aczkolwiek na takiego nie wygląda.
 
Orientacja:  Jakaś na pewno jest
 
Pochodzenie:
  Szlachta prosto z piekła rodem. Prawie. Tak naprawdę Belzebub spadł razem z resztą Upadłych i przynależy do słodkiej świty Lucyfera.
 
Rasa: DEMON. Demoniczny demon stworzony z demonicznej galaretki. Tudzież z much, komarów czy innego robactwa. 
 
* Zwierzęca forma: Demoniczna galaretka.
 
Ranga:  Piekielny Książę.

Moc:

Przerżnięcie Umysłu
Niekiedy człowiek czuje się tak, jakby właśnie ktoś prokreował z jego mózgiem bez używania żadnych środków najwilżających. Cóż, istnieje spora szansa, że ów ktoś został mało delikatnie potraktowany przez moc Belzebuba. Mało twórcza nazwa, ale idealnie oddaje to, co tak naprawdę dzieje się z umysłem zaatakowanego tym cudem. To wdzieranie się do cudzej głowy na o wiele wyższym poziomie niż ma to miejsce w czasie zwyczajnego czytania myśli. Nie dość, że ta piekielna łachudra wydziera obecne przemyślenia, ale przegląda wspomnienia i informacje zapisane na „dysku twardym”. Przy okazji może sugerować danej istocie, co powinna zrobić, co powiedzieć czy jak się zachować. Tak na dobrą sprawę bardzo trudno jest wyczuć, kiedy Belzebub siedzi w cudzej głowie, ale nie jest to niemożliwe – chociaż na dobrą sprawę mogą to zrobić jedynie istoty dorównujące mu wiekiem albo przynajmniej o wiekowości zbliżonej.
W każdym razie – jest to profesjonalne wyciąganie danych z mózgów innych istot, a prócz tego dochodzi do tego delikatna manipulacja. Belzebub nie może kogoś bezwzględnie zmusić do posłuszeństwa w ten sposób, może jedynie podsuwać pewne rozwiązania i mieć nadzieje, że ofiara to podłapie.
Po Przerżnięciu Umysłu biedne i obdarte z prywatności istoty czują się niekomfortowo psychicznie, mogą odczuwać również mdłości i zmęczenie.
(nie forsuje barier mentalnych)

Władca Much
Nie bez powodu Wielki Pan Belzebub nazywany jest Władcą Much. Na wezwanie, moje panie – i panowie z… cudzej łaski – Belzebuba dookoła pojawia się caaaała rzesza (może nawet i niemiecka) much, komarów i  innych owadów z rodziny bąkowatych. Byłbyś gotów pomyśleć, że chcą cię zeżreć! Kłopot jest taki, że nie są mięsożerne. Tylko krew piją, jeśli łaska. Fakt, wiadomo – jak się na ciebie rzuci rój głodnych i krwiożerczych owadów o mózgach wypranych i solidnie zaprogramowanych na picie twojej krwi, to guzik cię obchodzi, czy one chcą twojego mięsa, krwi, włosów czy oczu. Minus ich użytkowania jest taki, że generalnie można je sobie łatwo spalić, a i wiatr je łatwo rozpędza, a jakby i tego było mało, to na dodatek w deszczu nie działają tak dobrze, jak działać powinny. Ot, zaraz leżą w tej wodzie jak głupie i się nie nadają do niczego.
Aczkolwiek w sprzyjających warunkach atmosferycznych potrafią być wielce użyteczne. Rzecz jasna, tutaj należałoby też dodać, że specjalnie w piekle na swoich zacnych włościach hoduje te swoje muchy i inne cholerstwa, żeby móc je przyzywać i w czasie zimy za pomocą Wrót Piekieł. Bo wiadomą sprawą jest, że takie stworzenia zimą i późną jesienią już nie egzystują. A trzeba sobie jakoś radzić nawet w takich przypadkach. 
 

 
 
Wrota piekieł
Czy każdy demon może otwierać wrota do piekieł? No jasne. Chyba. Ale nie każdy może to robić tak ewidentnie często i, za przeproszeniem, „z dupy” jak Belzebub. Jest to również powód nazywania go strażnikiem wrót piekielnych. Z całym szacunkiem, ale nikt by nie zliczył, ile razy ten demon przeskakuje sobie z jednego miejsca na drugie bez problemów. Co ciekawsze, używa tego również jako bardzo uniwersalnego środka transportu. Ot, pyk – wrota się otwierają i on sobie do nich wskakuje, jest w piekle. Pyk – wrota otwierają się ponownie, ale tym razem już nakierunkowane na konkretne miejsce, Belzebub wskakuje do nich i jest tam, gdzie być chciał. Przecież to takie proste…
Rzecz jasna, wrota piekieł mają też inne zastosowania – Belzebub w piekle trzyma swoje owady i co jakiś czas kontroluje ich populację, coby mu wystarczyło na zimę, jesień i wiosnę, gdy ich nie ma. Wówczas gdy są mu potrzebne, a natura nie pozwala im na egzystencję, otwiera Wrota Piekieł, a owady z niej wylatują nie mniej majestatycznie niż szarańcze w Egipcie. 
Używa również wrót do przywołania swojej wspaniałej Włóczni Czasu – bo trochę szkoda by było tachać ją za sobą przez całe miasto, już nawet nie wspominając, jak dziwnie by to wyglądało w zasadzie dla wszystkich. Zwłaszcza, że ona znowu taka drobna i malutka nie jest, tylko dłuższa nawet i od niego. 
Tutaj należałoby dodać, że czasami wrota mogą się w pewien sposób… zepsuć. Ot, mogą na kilka lat zawiesić nieszczęśnika między ziemią a piekłem, wyrzucić nie tam, gdzie trzeba. Takie tam… wiadomo. 
 
Oraz moce rasowe: latanie (ma skrzydełka, a jak i to na plecach, oba skrzydełka, oba całe i piękne),  zwiększona sprawność fizyczna (dlatego też nie ma problemów z ciśnięciem włócznią jak drobnym kamykiem wystrzelonym z procy… dobra, nie przesadzajmy)  oraz dobra orientacja w terenie (czyli że nie gubi się i nawet wie mniej więcej gdzie jest, gdy wrota otworzą się nie tam, gdzie powinny i nawet będzie potrafił wrócić. Najprawdopodobniej) 
 
Umiejętności: Ciężko jest nie umieć niczego po tylu latach spędzonych w zasadzie na niczym. Prawie na niczym. Belzebub akurat zalicza się do demonów, które zwykle robią coś i nie potrafią usiedzieć w miejscu na okres dłuższy niż dwadzieścia minut. Na pierwszy ogień piekielny należało wrzucić walkę jego ukochaną bronią – Włócznią Czasu. Ogólnie włócznią, ale przywykł do tej konkretnej i stanowi bardziej przedłużenie jego ręki, niż broń. Wiadomo, rozmiar, ciężar, zasięg – gdy używa innej, zdarza mu się zapomnieć i popełnia katastrofalne w skutkach błędy. Ot, potrzebuje chwilki czasu, żeby móc się przestawić na dany model. A wtedy włócznia w jego dłoniach znów zmienia się w śmiertelnie groźną broń. Od biedy mógłby zapewne pomachać jakimś mieczykiem, ale na pewno gorzej i ze znacznie większym niezadowoleniem. W końcu wtedy znacząco spada jego efektywność i siła rażenia. 
Całkiem sprawnie potrafi mówić w kilku językach. W sumie to nawet w kilkunastu – jako człowiek interesu – bardzo ceni sobie rozmowy z innymi, zwłaszcza jeśli ma prowadzić z nimi interesy. Tym sposobem opanował płynnie między innymi angielski, niemiecki, rosyjski, japoński (aczkolwiek kanji do dzisiaj nie potrafi) , chiński, francuski oraz szwedzki. Co jakiś czas musi uaktualniać swój słownik, bo wiadomo, że dochodzą jakieś nowe słowa, slang czy jeszcze inne duperele, które znacząco poprawiają zdolność komunikacji interpersonalnej. 
W międzyczasie nauczył się takich umiejętności jak gotowanie, malowanie, rzępolenie na kilku instrumentach. Ale to te mniej ważne.
A, no właśnie – jedną z ważniejszych umiejętności tego demona jest wspaniale wręcz rozwinięty zmysł biznesowy. Ot, potrafi wywietrzyć interes niemal wszędzie, a jeśli już jakiś podłapie, to zaraz stara się coś z tym zrobić, żeby zarobić i się nie narobić. Bardzo kreatywna bestia, jeśli chodzi o pomysły na prowadzenie biznesu. I to najróżniejszego! Prawdziwy człowiek… demon, przepraszam, biznesu. 
W międzyczasie studiował również anatomię, by móc wiedzieć, gdzie człowieka uderzyć, coby go zabolało i to całkiem porządnie. Potrafi również, na podstawie tych wiadomości, łatwiej złamać komuś kark, pobudzić strefy erogenne, wie gdzie znajdują się najważniejsze żyły czy nerwy… Ot, wiedza anatomiczna – głównie wykorzystywana wprawdzie do krzywdzenia innych niż im pomagania – została przez niego przestudiowana i zapamiętana. 
Do umiejętności powinno również zaliczyć się aktorstwo i sztuka umiejętności obcowania z innymi. Przychodzi mu to nadzwyczaj łatwo. Ot, dostosowuje się do rozmówcy i jego możliwości, żeby pomóc i jemu, i sobie. Przynajmniej czasami.
 
Broń: Włócznia. Walka nią opanowana niemal do perfekcji (bo nikt jeszcze nie ustalił granicy, gdzie się zaczyna perfekcyjność w walce nią). Wiadomo, miał całkiem sporo czasu na opanowanie zabawy z nią i skrzętnie ten czas wykorzystywał. Głównie na polowanie na ludzi, ale to wieki przed tym, nim się w ogóle narodził pomysł na Porozumienie czy stworzenie Kolebki. Jeśli nie tysiące. W końcu nie ma to jak latanie za biednymi, przerażonymi ludźmi i nadziewanie ich na jakiś zaostrzony kij, włócznię znaczy się i patrzenie na to, jak ich biedne ciała usychają i zmieniają się w proszek. I to nie demoniczny proszek do prania, ale taki ot, paproch zwykły. 
Celować też potrafi, ale jeśli już to robi, to rzuca włócznią, a później przenosi ją z powrotem do swojej dłoni za pomocą Wrót. Nie nosi przy sobie żadnych pistoletów, ani niczego takiego. Ot, za każdą dowolną broń może posłużyć mu włócznia. Ostatecznie nie spodziewa się kogoś, kto będzie potrafił mu dorównać, czy w jakiś sposób zakłócić działanie wrót, by nie mógł ani uciec, ani przywołać swojej broni. Wiadomo, zbyt wielka pewność siebie czasami potrafi być wielce problematyczna.
A, no tak – czasami nosi przy sobie paralizator. A to i tak tylko czasami i używa go w sumie tylko  wtedy, gdy jego przeciwnikiem jest jakiś złodziej czy normalny, niewtajemniczony człowiek. Wiadomo, niby średnio go obchodzą takie niemrawa istotki, jakimi są śmiertelnicy, ale woli nie afiszować się ze swoją obecnością, zwłaszcza że jego broń jest dość rozpoznawalna. A obecność Belzebuba gdziekolwiek może znaczyć tylko jedno – kłopoty. 
 
Wygląd:
To należałoby zaznaczyć na samym wstępie: Belzebub naprawdę nie może się szczycić jakoś szczególnie charakterystyczną aparycją. Przynajmniej dopóki znajduje się w swojej ludzkiej formie. Rzecz jasna, w tym miejscu należałoby również uściślić, czym jest ta nieszczególnie charakterystyczna aparycja – ot, nie jest jakoś szczególnie wysoki, gdyż mierzy ledwo sto osiemdziesiąt sześć centymetrów. Jest szczupły, ale nie przesadnie nabity. Prawdę mówiąc, to ktoś kto tyko pobieżnie rzuciłby na niego okiem, bez najmniejszych wahań wziąłby go za jakiegoś studenta, który uczył się kilkanaście nocy pod rząd i straszy innych ludzi swoją bladą twarzą. Która, rzecz oczywista, zawdzięcza swoją barwę tylko temu, że Belzebub zbyt bardzo za słońcem nie przepada i po prostu go unika – już nawet nie wspominając o tym, że opaleniznę uważa za przymiot chłopstwa i sług, którzy opalają się podczas prac polowych. A taka bladość? Istne hrabiostwo, wyższa pozycja społeczna, burżuazja wręcz! 
Wielki Pan Belzebub, jak na demona przystało – szczyci się krwiożerczo czerwonymi ślepiami, lecz jedynie w swojej demonicznej formie. Gdy udaje człowieka, tęczówki przybierają barwę, no cóż, błota po prostu. Jednak w jego wypadku tęczówki zdają się być odrobinę już… zakurzone. Jak rzucone na strychu szklane kuli, na których osiadły jakieś paprochy. Starość, nie radość. Aczkolwiek nijak to nie umniejsza jego pola widzenia, ani wzroku w żaden widoczny – czy też niewidoczny – sposób nie tępi i nie psuje, rzecz jasna. W końcu co to za demon, który czegoś nie może zobaczyć, ja się pytam, hm? Należałoby do tego dorzucić wręcz powalające spojrzenie spod długich i czarnych jak smoła rzęs. A, i pionowe źrenice. Ale dlaczego są takiego, to tego również nie wie nikt – niektórzy uważają, że to wpływ galaretki na jego ciało. Aczkolwiek nikt tego nie udowodnił, więc wciąż są to tylko jakieś tam spekulacje. 
Belzebub włosy ma czarne – zdecydowanie nie szczeciniaste, tylko zdecydowanie w drugą stronę, mięciuchne, jak od fryzjera wyjęte. Przydługie – nie mylić z długie, bo generalnie to one są… krótkie, ale jak na krótkie to za długie, ale żeby długimi być, ot też im sporo brakuje. Czyli przydługie lub przykrótkie. Przy – znaczy, że coś koło czegoś. 
Ten konkretny demon zawsze stara się wyglądać… gustownie. Uparcie twierdzi, że to pomaga mu w polowaniu na duszyczki te pięknie czyste, bo dla każdego powinno być to co najmniej oczywiste, że człowiek lub inna istota bardziej zaufa komuś, kto wygląda olśniewająco niż byle jakiemu lumpowi. Dlatego też najczęściej można go spotkać w eleganckim garniturze – najczęściej czarnym – i pod krawatem. Rzecz jasna, na nogach wówczas można się dopatrzeć skórzanych, czarnych butów. A w dłoni laski, niczym u dżentelmena z prawdziwego zdarzenia. Czasami porzuca swój formalny strój i ubiera się niczym najzwyklejszy śmiertelnik. Ale tylko wtedy, gdy wolałaby zachować anonimowość i nie afiszować się za bardzo. 
A jak wygląda Belzebub jako demon? Majestatycznie, wspaniale… Mroczna aura po prostu wylewa mu się z butów… 
Normalnie i tak czerwone oczy zaczynają delikatnie migotać, co wygląda prawdziwie przerażająco w ciemnościach. Na głowie wyrastają mu długie, wykręcone rogi – dziwnie białe z drobnymi, czarnymi kropkami na końcu pozłacane (co zrobił już sobie sam) i bardzo często można dopatrzeć się na tych rogach owadów, a to much, komarów, czy jeszcze innego czegoś. Na plecach pojawiają się skrzydła… ale nie takie normalne, demoniczne skrzydła. Wcale nie czarna i skórzaste. Na plecach Belzebuba pojawiają się skrzydła owada. Kształtem przypominają skrzydła motyla, lecz są przezroczyste jak te u muchy. I znacznie wytrzymalsze, rzecz jasna. Oczywiście, wydłużają mu się też paznokcie i zmieniają w cienkie, ostre szpony, gotowe do rozpłatania cudzego gardła. Zęby, normalne idealnie proste i prostokątne zmieniają swoje kształty na spiłowane w szpice kły. Nie ma ogona. Niektórzy mówią, że Belzebub jako demon wygląda jak krzyżówka demona i owada – aczkolwiek niewielu z tych głupców przeżyło nazywanie go kimś takim, by móc szczycić się tym gdziekolwiek. 
 
Charakter:
Hm… to niebywale trudny do ogarnięcia temat. Możliwe, że nawet najtrudniejszy, bo oblicza Belzebuba potrafią zmieniać się co chwila. ze skrajności w skrajność. A jednym momencie będzie prawdziwym demon – złem wcielonym, polującym na biedne i boguduchawinne duszyczki z obnażonymi zębiskami, a już w następnym najmilszym demonem na świecie, który za nic nie skrzywdziłby muchy. nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć, dlaczego została użyta tutaj mucha, prawda? 
Zazwyczaj demon zachowuje się nienagannie uprzejmie. Kłania się wdzięcznie w pas podczas powitania, kiwa głową z uśmiechem, gdy mija kogoś znajomego, podaje dłoń bez nawet jednego, niezadowolonego grymasu. Idealnie uprzejmy, można by rzec. Do czasu. Jeśli tylko znajdzie się w otoczeniu kogoś, kto dobrze wie, jaki naprawdę jest Belzebub, to demon niemal od razu porzuca swoją uprzejmą maską, zarezerwowaną tylko dla idiotów lub nieznajomych i zaczyna się cyrk. Bo Belzebub nie potrafi być zbyt długo poważny, nawet jeśli chodzi o sprawę życia i śmierci (nawet jego własnej). Bezceremonialnie się nabija, czyni zaraz jakieś podteksty – o naprawdę dziwnym i ledwo mieszczącym się w granicach zrozumienia  znaczeniu – jęczy, marudzi, papla bez opamiętania, zwykle nawet do końca nie zastanawiając się, co też sam wygaduje. Ot, dla kogoś kto wie jak z nim rozmawiać, może być bardzo dobrym źródłem rzetelnych informacji. 
Bardzo ceni sobie… samego siebie. Ciężko jest znaleźć kogoś, kto miłością do samego siebie by mógł go przewyższyć. Uważa siebie za wielce potężnego i wspaniałego, więc każdy w sumie powinien sądzić tak, jak on – bo jakże by inaczej? Rzeczą oczywistą jest, że to on ma zawsze rację i słuchanie go wychodzi na dobre. A co za tym idzie – lubi mieć sytuacje pod kontrolą. Kiedy coś zaczyna wymykać mu się z rąk, Belzebub zaczyna się złościć i jest bardzo często gotów zrobić wszystko, żeby mieć z powrotem w swoich łapach to coś. Ale zależy od wartości „tego czegoś”. Wiadomo, że za byle błahostką nie należy gnać na łeb i na szyję przed siebie. Chyba że ma to jakąś wartość sentymentalną (tak, Belzebub potrafi być wielce sentymentalny…), albo jest to butelka z duszą. Za kradzież chociażby jednej grozi kara śmierci i tortur w piekle. Najgorszych. Takich, przed którymi zadrżałaby Hiszpańska Inkwizycja. W końcu nie po to zbierał je sobie na przestrzeni tysiącleci, żeby byle kto mu je wykradał. Co to, to nie. czasami tylko zdarza mu się jedną komuś… podarować. Ale to naprawdę w skrajnych przypadkach, bo swoje niewinne duszyczki kocha bardzo i są dla niego niemalże wszystkim. Oczywiście, nie licząc jego własnego życia, które jest centrum wszechświata. 
No tak, tutaj byłoby również dobrze wspomnień o jego smykałce do biznesów – czasami Belzebub bawi się w wielce grubą rybą (już nawet pomijając, że właściwie nią jest). Wówczas na nowo przypomina sobie o istnieniu swoich wszystkich inwestycji i firm (a tego jest wszędzie… sporo) i zaczyna rozmowy o interesach. Rzecz jasna, bardzo go to bawi i jest w sumie to taki swoisty sposób na rozerwanie się. Czasami też mówi o normalnych rzeczach tak, jakby były kontraktami. Ha, właśnie – czy wspomniało mi się o tym, że on naprawdę lubi zawierać kontrakty z ludźmi? Tak bardzo lubi się z nimi bawić, że nawet nie patrzy na to, jak czyste są ich dusze. 
Jeszcze a propo ludzi – istnieje taka ciekawa grupa społeczna, która lubuje się w wywoływaniu duchów, demonów i innych sił nieczystych, żeby z nimi porozmawiać. Belzebub, jako że jest szczególnie wrażliwy na otwieranie się i zamykanie bram do piekieł, wyczuwa instynktownie, że ktoś próbuje otworzyć bramę. Wówczas wyprzedza tę duszę, albo słabego demona w drodze – o ile ma wolny czas, a jeśli nie… to czasami potrafi rzucić swoje zajęcie i się tam udać – pojawia się wśród ludzi w całej swojej demonicznej postaci. Naprawdę kocha to przerażenie na ich twarzach, gdy jednak udaje im się kogoś przywołać. I że nie jest to jakaś nieszkodliwa istota, tylko krwiożerczy demon, który niczego sobie nie robi z tych okręgów soli. Czasami, to prawda, zdarzają się i tacy, którzy mają większą wprawę w okultyzmie. Wiadomo, wszędzie jest woda święcona, krzyże i tak dalej. Wtedy Belzebub albo ich zabija włócznią, swoją armią komarów i much albo po prostu znudzony wraca do piekła, o ile nikt nie chce zawrzeć kontraktu. 
 
Historia:
 
Spoiler:
 
 
Inne:
- zbiera dusze w butelki po coca-coli (kiedyś zbierał do słoików, ale wszystkie przeniósł do tychże butelek);
- szczerze nie cierpi dzieci… ale dusze za to mają smaczne;
- jest właścicielem kilku dużych koncernów;
- panicznie boi się dużych zbiorników wodnych (do basenów też ma pewien uraz, o ile są rozmiarów olimpijskich);
- nie pamięta niczego sprzed Upadku i nieszczególnie śpieszy się do poznawania faktów ze swojego starego życia;
- ogólnie to kawał mendy, tylko udaje niepozornego.

nieposkromiony
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate
Nieumiarkowanie
avatar

Posts : 22
Join date : 10/04/2015

PisanieTemat: Re: Władca Much - Wielki Książę Belzebub   Pią Maj 01, 2015 9:33 pm

Akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://niesmiertelni.forumpl.net
 
Władca Much - Wielki Książę Belzebub
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Początek upadku Nierządnicy i Babilonu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    K a r t y   P o s t a c i :: Karty akceptowane-
Skocz do: