IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wiecznie zielony las

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Wiecznie zielony las   Pon Kwi 27, 2015 6:52 pm

Ogromny las, który ciągnie się wzdłuż i wszerz kilometrami. Widać, że ten las ma wiele lat, gdyż drzewa są ogromne, a ich pnie są strasznie grube. Graniczy z Łąką wróżek... W samym centrum lasu znajduje się mała polana ze źródełkiem czystej wody. Świeże powietrze pozwala odetchnąć spokojnie pełną piersią!
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Wiecznie zielony las   Pon Kwi 27, 2015 7:37 pm

Leżał bardzo długo na ziemi w bezruchu. Powoli wracała do niego świadomość. Nie wiedział ile tak leżał w tym miejscu na tej lekko wilgotnej i zimnej ziemi ogrzewany promieniami powoli, szykującego się do zachodu, słońca. Zacisnął mocniej oczy z cichym syknięciem, zanim otworzył patrzałki już poczuł ból głowy. Uchylił powieki oślepiony przez pomarańczowy blask słońca. Promieniom ciepełka udało się przedostać pomiędzy małymi liśćmi i gołymi jeszcze łodygami, aż na dół lasu. Przymknął nieco powieki zdając sobie sprawę, że nie może się ruszać. Jedynie oddychał i na tyle, na ile mógł, rozglądał się po okolicy. Starał się poruszać pierw palcami, potem dłońmi oraz stopami, całymi rękoma, a gdy to już mu się udało starał się pracować nad całym ciałem. Z tym czasem, który szybko mijał doprowadzając powoli do zmroku, czuł, jakby ból głowy nasilał się, jednak chłopak nie wiedział czemu. Niebo było, co dziwne, bez ani jednej chmurki, tylko miejscami białawe, rozmyte plamy bywały na błękitnym niebie. Zanim zaczął podejmować próby podniesienia się z ziemi zbadał dokładnie swoje ciało. Nie czuł siniaków, nie miał ran, był w miarę czysty nie licząc małej ilości ziemi czy też kurzu. Nie wiedział jak i dlaczego się tu znalazł, ba, nawet to pytanie go nie dręczyło. Wiedział jedno - że nie powinno go tu być.
Kiedy udało mu się usiąść chłopak złapał się za głowę, po czym zaczął lekko rozmasowywać skroń. Lekki wiatr wiał w stronę środka lasu, a białowłosy coraz bardziej miał wrażenie, że powinien tam pójść. Podniósł się całkiem z ziemi i otrzepał dopiero teraz zdając sobie sprawę, że te słuchawki zwisające z szyi, tak jak i wszystko co posiada, jest jego - dokładniej - zauważył, że to wgl ma. Wolnymi krokami przemieżał las zbliżając się do jego centrum. Im bardziej się zbliżał, tym mocniej bolała go głowa, co prawie zwalało go z nóg. Bardzo nieprzyjemna sprawa. Gdy zobaczył na ziemi ślad, jakby ktoś z dużą siłą, ale o małych rozmiarach, uderzył w ziemię i jeszcze wyhamowywał, zaczął za nim podążać. Wyglądał, jakby przechodził tą drogą dzik. Niezbyt zastanawiał się nad zagrożeniami, to zbyt błaha sprawa w tej chwili. Wszedłem na polanę, pod jednym z największych drzew, przy małym źródełku wody ktoś leżał. Podszedłem szybko kucając tuż przy dziwnym futrzatym, ciemnoniebieskim stworzonku zasłoniętym skrzydłem i z podkulonym ogonem. Mimo iż nie było z tego świata ani trochę mnie to nie zaniepokoiło, jakbym wiedział, że takie rzeczy po prostu się zdarzają. Nie wyglądało na ranne, jedynie nieprzytomne. Postarał się je delikatnie obudzić przesunął więc opuszkami palców po jego łapce, potem skrzydle, uniósł nieco pyszczek. Wziął go na ręce i dmuchnął nań ciepłym powietrzem. Wtedy istotka poruszyła się na jego rękach. Gdy tylko się ocknął ból głowy minął, a Nim już wiedział, że ją jedną osobą, to dziwne przeczucie. Patrzyli na siebie długo jakby szukając odpowiedzi. Nimb przytulił się do białowłosego z cichym pomrukiem. Nie wiedzieli co mówić, chcieli się nacieszyć spotkaniem...
Powrót do góry Go down
Virtanen
Gwiezdne Dziecię – Ryby
avatar

Posts : 9
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Wiecznie zielony las   Pon Kwi 27, 2015 8:05 pm

Brakowało mu bliskości natury, zdecydowanie. W mieście miał wrażenie, że się dusi, że coś ściska mu płuca, nie pozwala odetchnąć. Wszechobecny smog niczego nie ułatwiał, wdzierając się do płuc. Jak żelazna obręcz zaciskająca się na wnętrznościach. Dziecię Gwiazd nie tolerowało zanieczyszczonego powietrza. Ryba nie lubiła brudnej wody. Potrzebował przestrzeni.
Niewiele myśląc, spakował najpotrzebniejsze rzeczy do kieszeni, narzucił bluzę, naciągnął buty i wyruszył w świat. Wiosna oddychała już pełną piersią, choć w mieście wciąż nieśmiało zaglądała na skwery, zduszona spalinami i betonem budynków. Nienawidził miast. Dlaczego musiał wylądować tutaj? Dlaczego nie mógł spaść gdzieś w Norwegii, wśród surowości fiordów...?
Nic więc dziwnego, że przegnało go aż do lasu. Ten był wiecznie zielony, czerpiąc energię z mocy mieszkających w nim istot. Powolnym krokiem przechadzał się wśród pni, wsłuchany w śpiew ptaków i szum liści. Powietrze było zdecydowanie czystsze niż w mieście, co od razu dało się odczuć. Tutaj można było odpocząć, zrelaksować się i zapomnieć o tym, że za jakiś czas znów będzie musiał zginąć.
Ale chyba do tej myśli zdążył się już przyzwyczaić.
Nie od razu zauważył, że coś jest nie tak. Najpierw zauważył połamane gałęzie. Później fakt, że ptaki jakby ucichły, jakby czymś przepłoszone. Dopiero gdy uszedł parę kroków dalej, jego oczom ukazał się chłopiec, tulący do siebie jakieś stworzenie. Od razu wyczuł, że to istoty magiczne, jednak nijak nie mógł powiedzieć, kim tak naprawdę byli. Widział wyraźnie, że potrzebowali pomocy.
- Och! N.. Nic ci nie jest? Zaczekaj, pewnie zmarzłeś... Długo już tu jesteś....? Chodź, zaprowadzę cię do domu. Pewnie się zgubiłeś, prawda? Nietrudno o to w tym lesie... - Zasypał go pytaniami, jednocześnie ściągając bluzę, by zarzucić mu ją na ramiona. Chłopak nie wyglądał na zbyt ciepło ubranego, a wiadomo, że temperatura jeszcze nie osiągała jakichś zawrotnych poziomów. No i w końcu był ranny, tak? Nie wiadomo też ile czasu spędził na tej polanie, może przemarzł, czy coś... Musiał się nim zaopiekować!
Nim i jego małym przyjacielem, którego dostrzegł dopiero teraz. Zwierzę było dość pokraczne, nie przypominało niczego, co Kala do tej pory widział. Wiedział też, że to nie było normalne, ziemskie stworzenie i pochodziło skądś, dokąd ludzka myśl nawet nie docierała. Ale czym było? Pozostawało to dla niego zagadką...
- Twój mały przyjaciel chyba też potrzebuje pomocy... Mogę zerknąć...? - Wyciągnął rękę w stronę zwierzaka, spoglądając pytająco na jego właściciela. W końcu nie zrobi nic wbrew jego woli, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Wiecznie zielony las   Wto Kwi 28, 2015 10:39 am

Przyjrzał się stworzeniu bardzo dokładnie, delikatnie dotykając go po łapach, głowie, dziobie, a przede wszystkim po skrzydłach. Chłopak podrapał niebieskiego stworka pod brodą, który zamruczał zadowolony.
- Wszystko okej? Coś cię boli? - zapytał dosyć niepewnie, nie wiedział, czy się tylko wygłupia mówiąc do takiego stworzenia. Nie rozczarował się jednak, stworek przeczesał sobie futerko na łbie i poprawił je siadając spokojnie na kolanach białowłosego.
- Nie, nic mnie nie boli, jest dobrze. Nah... ile tu leżeliśmy? - zaczął rozglądać się po otoczeniu. On wiedział, że znaleźli się tutaj razem, jednak nie wyglądał na chętnego, by o tym rozmawiać. Wdrapał się po jego cienkiej bluzie aż na ramie, gdzie usiadł wygodnie, niczym smok, składając odpowiednio skrzydła. Oboje byli przykurzeni, wyglądali jakby się poobijali, jednak wszystko było okej, tak myśleli.
- To dobrze, że nic ci nie jest. Nie mam pojęcia, a tym bardziej dlaczego tu jesteśmy... - jego ton był kompletnie beztroski.
Dopiero teraz usłyszał kroki, oboje odwrócili głowy w stronę przybysza. Nimb nie miał jeszcze siły latać, więc musiał korzystać z własnych łap oraz ziemi. Zeskoczył znów na nogi swojego dużego towarzysza. Białowłosy podrapał się po głowie.

- Szczerze mówiąc... nie wiemy ile już tu jesteśmy.
Otulił się ciepłą bluzą, już drugą, którą miał na sobie. Jego ubrania już wyschły, ale były wilgotne co znaczyło, że musiał leżeć dłużej niż tydzień, podczas którego przynajmniej raz musiało padać. Nie podnosił się z ziemi, tylko bardziej skulił by było cieplej.
- Nie poznaję tej okolicy, nie byłem tu nigdy, więc zapewne jesteśmy daleko od domu. - mruknął niebieski szeptem, jakby tylko do białowłosego chłopaka.
- Widzę ten las po raz pierwszy, nie mogłem się tu zgubić, tak myślę.
Stworek zeskoczył na ziemię rozkładając skrzydła, teraz wydawał się duży!
- Ja? Potrzebować pomocy? Nie potrzebuję jej.
Po tych słowach skoczył chcąc wzlecieć do góry, jednak nie mógł latać. Stał na dwóch łapach, normalnie gestykulował i jeszcze mówił, to dopiero dziwny widok. Nimb skierował uszy w stronę nieznajomego.
- Nic nam nie grozi z jego strony, nie bój się.
Skąd on wiedział, że chłopak się obawia pozostaje zagadką. Aż takiego zmysłu wyczuwania nie miał.
Powrót do góry Go down
Virtanen
Gwiezdne Dziecię – Ryby
avatar

Posts : 9
Join date : 24/04/2015

PisanieTemat: Re: Wiecznie zielony las   Wto Kwi 28, 2015 4:11 pm

Już dochodząc do polany słyszał jakieś szepty, jakieś rozmowy, dopytywanie o stan zdrowia. Jakieś szepty, rozmowy, przytłumione głosy. Nie jednego osobnika, lecz dwóch.
Dlatego zdziwił się, widząc na polanie chłopca tulącego coś na kształt ptaka, smoka, czy niebiosa same jedne wiedzą, czego jeszcze.
Spodziewał się dwóch osób, sądząc po ilości głosów. Fakt, jeden wydawał mu się trochę jakby ochrypły, zwierzęcy, ale przecież to jeszcze o niczym nie świadczyło, prawda? Dlatego czuł się nieco zaskoczony, gdy okazało się, że chłopak trzyma przy sobie zwierzopodobnego stwora, z którym gadał w najlepsze. Od razu było widać, że się zgubili.
Nie wiemy...
Od razu uderzyło go to, że dzieciak mówił w imieniu swoim i zwierzęcia, jakby się z nim utożsamiał, czy coś w tym stylu. Owszem, rozumiał bliskość, przywiązanie i tym podobne, ale wiele ludzkich relacji pozostawało dla niego tajemnicą. Rzadko kiedy dożywał wieku, gdy sam mógłby je nawiązywać, zbyt często zmieniał wcielenia, by utrzymywać jakieś dłuższe więzi. Zresztą, był zbyt zajęty szukaniem innych dzieci, jak również Matki, która ich stworzyła. Nie mógł zawracać sobie głowy jakimiś dodatkowymi znajomościami.
Chyba, że tak jak i tu, ktoś właśnie potrzebował pomocy.
- O... Och... - Słowa chłopaka jasno wskazywały na to, że się zgubił. W całej jego postawie było coś, co pozwalało przypuszczać, że nie pamięta, jak się tu znalazł. Amnezja? Kto wie... A może...
Nie, to niemożliwe. On zawsze pamiętał, co się z nim działo przed przebudzeniem. Pamiętał wcześniejsze wcielenia, pamiętał, kim był.
Ale skąd mógł wiedzieć, czy dzieciak też tego nie pamięta? Nie wyglądał na bardziej zagubionego niż Ola. Nie miał pojęcia, co o tym sądzić. Zresztą, czy nie powinien wyczuć, jeśli byłby Dzieckiem? Skoro potrafił rozpoznać tak wiele ras, dlaczego by nie miał poznać sobie podobnych? Nie, zdecydowanie więc nie był jednym z nich.
I jeszcze ten stwór...
Od razu cofnął rękę, gdy zwierzę do niego przemówiło. Niby nic dziwnego, a jednak trochę go zaskoczyło. Obserwował też dziwny taniec zwierzęcia, jego podskoki, próby wzniesienia się w powietrze zakończone fiaskiem. Nie wiedzieć czemu, miał wrażenie, że jego pomoc więcej zaszkodzi, niż przyniesie jakieś korzyści. Chyba nie było zbyt rozsądne zostawać dłużej w tym towarzystwie...
- To... To ja już może pójdę... Tak... - Zaczął, nie bardzo wiedząc, co w tej sytuacji mógłby zrobić. Niby miał już tyle lat na karku, tyle przeżytych dni, a i tak nie miał pojęcia, co robić!
Po tych słowach odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę, z której przybył. Serce biło mu jak szalone, choć sam nie wiedział, czemu. Czy spotkanie innej nieśmiertelnej istoty mogło tak na niego działać?
A może to podejrzenie, że mógł być Dzieckiem? Może to po raz kolejny zawiedziona nadzieja?

/z.t.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wiecznie zielony las   

Powrót do góry Go down
 
Wiecznie zielony las
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» "Jam częścią tej siły, która wie­cznie zła pragnąc, wie­cznie dob­ro czyni."

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nieśmiertelni ~ Kolebka Upadłych Aniołów ::   ::    T e r e n y  z i e l o n e-
Skocz do: